Recenzje
Powidoki. Wydanie 1
Nakładem Wydawnictwa Bezdroża ukazała się nowa książka Piotra Strzeżysza pt. "Powidoki". Autor ma za sobą tysiące przejechanych na jednośladzie kilometrów w śniegu i w upale, dziesiątki odwiedzonych krajów na obu półkulach, setki napotkanych na swojej drodze ludzi. Powidoki to jego wersja wspomnień z drogi, która cały czas trwa, nawet jeśli trzeba na chwilę się zatrzymać.
To opowieść o ludziach, których mija się na szlaku, pamiętając mniej lub bardziej wyraźnie ich przyjazne słowa i pomocne gesty. To wreszcie zapiski z podróży pełnej kolorów, zapachów i dźwięków, które z czasem rozmywają się, ale nigdy nie blakną. Bo najpiękniejsze podróże nigdy się nie kończą.
Byłbym szczęśliwy - mówi Piotr Strzeżysz - gdyby okazało się, że w Powidokach udało mi się podzielić z czytelnikami zachwytem, jaki mnie ogarnia w trakcie podróży. Tą książką chciałem również wyrazić ogromną wdzięczność wszystkim spotykanym po drodze osobom, które niby nic nieznaczącymi gestami, słowami i uśmiechami wzbogacają i czynią piękniejszą moją wędrówkę przez życie. Na pytanie, czym Powidoki różnią się od dwóch poprzednich książek, autor odpowiada: Pozostawiam to czytelnikom.
Piotr Strzeżysz - od ponad dwudziestu lat realizuje dziecięce marzenie włóczenia się po świecie z rowerem. Odwiedził kilkadziesiąt krajów na pięciu kontynentach. Autor książek pt: "Campa w sakwach, czyli rowerem na dach świata" i "Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery", obu wydanych nakładem Wydawnictwa Bezdroża. Książka pt. "Powidoki" zawiera wspomnienia z Polski, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Islandii, Indii, Gruzji, Stanów Zjednoczonych i Kanady.
To opowieść o ludziach, których mija się na szlaku, pamiętając mniej lub bardziej wyraźnie ich przyjazne słowa i pomocne gesty. To wreszcie zapiski z podróży pełnej kolorów, zapachów i dźwięków, które z czasem rozmywają się, ale nigdy nie blakną. Bo najpiękniejsze podróże nigdy się nie kończą.
Byłbym szczęśliwy - mówi Piotr Strzeżysz - gdyby okazało się, że w Powidokach udało mi się podzielić z czytelnikami zachwytem, jaki mnie ogarnia w trakcie podróży. Tą książką chciałem również wyrazić ogromną wdzięczność wszystkim spotykanym po drodze osobom, które niby nic nieznaczącymi gestami, słowami i uśmiechami wzbogacają i czynią piękniejszą moją wędrówkę przez życie. Na pytanie, czym Powidoki różnią się od dwóch poprzednich książek, autor odpowiada: Pozostawiam to czytelnikom.
Piotr Strzeżysz - od ponad dwudziestu lat realizuje dziecięce marzenie włóczenia się po świecie z rowerem. Odwiedził kilkadziesiąt krajów na pięciu kontynentach. Autor książek pt: "Campa w sakwach, czyli rowerem na dach świata" i "Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery", obu wydanych nakładem Wydawnictwa Bezdroża. Książka pt. "Powidoki" zawiera wspomnienia z Polski, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Islandii, Indii, Gruzji, Stanów Zjednoczonych i Kanady.
Polskie Radio Pr.3 (Trójka) .
168-godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7
Czytam teraz, kolejny zresztą raz, książkę dra Kevina Hogana: 168 – godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7, Wydawnictwo Helion, 2010. Na stronie 122 i kolejnej znalazłem taki fragment:
(...) Aby odnosić sukcesy i wieść bogate i wartościowe życie, musisz przede wszystkim zapamiętać, że NIE o pieniądze tu chodzi
Pieniądze to zwykły papier. Cóż, trzeba stwierdzić, że do roku 1972, kiedy to Stany Zjednoczone zrezygnowały z systemu waluty złotej, dolar był przynajmniej prawdziwym pieniądzem… W tamtych czasach pieniądze były … pieniędzmi. Były coś warte.
Dziś jest już inaczej. Dzisiaj pieniądz jest złudzeniem, wyrazem pewnego przekonania (hm, przynajmniej nie umiem znaleźć lepszego porównania). Oprah Winfrey przez godzinę występuje przed telewizyjnymi kamerami i zarabia w ten sposób około miliona dolarów. Tego samego dnia w telewizji pojawia się szeregowy prezenter, który również jest na antenie przez godzinę, ale otrzymuje za to tylko 200 dolarów. Skąd ta różnica?
Wszystko rozbija się o postrzeganą wartość, o koneksje, o przekonania, o reputację i wiarygodność… Wysokość wynagrodzenia zależy od wielu różnych czynników.
Najlepsze odpowiedź na powyższe pytanie brzmi następująco: wiele lat temu szeregowy prezenter przygotował się na 200 dolarów, o tyle poprosił i tyle otrzymał. Oprah Winfrey przygotowała się na milion dolarów, o tyle poprosiła i tyle dostała. Nie chcę w ten sposób sugerować, że wystarczy iść dzisiaj do stacji telewizyjnej i poprosić o milion, żeby go faktycznie otrzymać. Różnica polega na tym, że Oprah już 10 lat temu wiedziała, że DZISIAJ będzie chciała zarabiać milion dolarów, zrobiła zatem wszystko, co było konieczne, aby jej życzenie się spełniło.
Dziecko rodzi się dzisiaj, choć nie jest to rezultat wydarzenia, które miało w tym dniu miejsce. To raczej wynik działania, które zostało podjęte mniej więcej dziewięć miesięcy temu. DZISIAJ OTRZYMUJESZ REZULTAT TEGO, CO WYTWORZYŁEŚ DZIEWIĘĆ MIESIĘCY, a możne nawet dziewięć lat temu. (...)
Można mieć Hogana za mistrza manipulacji i pewnie dlatego tak chętnie zapraszany jest przez TV do interpretacji komunikatów niewerbalnych wygłaszanych przez polityków. Równie chętnie proszony jest przez samych polityków do prowadzenia szkoleń z perswazji; o ile mnie pamięć nie myli to nawet szkolił u nas w Polsce. Nie pamiętam jednak, przedstawicieli której partii byli sponsorem tej podróży przez ocean.
W jednym bezgranicznie podziwiam Hogana: szacunku dla logicznych uzasadnień swoich tez. Jeśli odwołuje się do badań empirycznych, z pewnością zacytuje źródło wraz z przekonującym komentarzem. Za to go lubię i tak chętnie czytam.
Powrót do lektury tej książki, to oczywiście potrzeba chwili. Ostatni rok był dla mnie jazdą na kolejce górskiej, gdzie krótkie doliny wytchnienia przemieszane były z górami „gaszenia pożarów”. Nie miałem dotąd opanowanej umiejętności efektywnego zarządzania, nie tyle czasem, co raczej procesem osiągania celów. Owe pożary to żniwo tego mojego nonszalanckiego podejścia do załatwiania spraw. Umiejętność odkładania spraw aż do czasu gdy stawały się boleśnie doczesne udawało mi się ponadprzeciętnie. Pora z tym skończyć raz na zawsze.
Mam czterech ulubionych autorów książek poświęconych zarządzaniu czasem: Brian Tracy, Stephen Covey, David Allen i wspomniany Kevin Hogan. Każdy z nich skupia uwagę na innym aspekcie lub motywacji do efektywnego działania. Najtrudniej mi zaakceptować podejście Allena, bo choć jest mistrzem przekonywania, to całkowicie gubię się w stosowaniu jego metodologii zarządzania teczkami z zadaniami do realizacji w danym dniu czy miesiącu. Dla mnie to księgowy z krwi i kości, któremu wszystko musi się zgadzać, co do grosza i wszystko musi miejsce gdzieś w tabeli. To nie mój styl życia. Po drugiej stronie stawiam Covey’a. Potrafił on po mistrzowsku tłumaczyć, dlaczego coś warto robić. Bez tej lektury, pewnie nadal bym robił swoje jak dotąd, czyli codziennie ćwiczył chaos w działaniu na wszelkich możliwych poziomach.
Świetnie do mnie trafiają ze swymi metodami Tracy i Hogan. Pierwszy to praktyk z krwi i kości. Nie traci specjalnie czasu na opowieść o tym dlaczego tak coś się dzieje. Jeżeli w życiu wielokrotnie zaobserwował jakiś fakt czy ludzkie zachowanie i jest w stanie opowiedzieć o tym w jednym akapicie, to z pewnością to zrobi. To on właśnie powiedział mi czym jest zjadanie najbardziej paskudnej żaby lub słonia kawałek po kawałku. Kłaniam się przed Nim nisko. Hogan to doktor psychologii. Znakomicie oczytany wie dlaczego tak, a nie inaczej zwykle zachowują się ludzie i popierając to źródłami literaturowymi świetnie o wszystkim opowiada. Lektura jego książek jest dla mnie jak cukierek.
Wrócę teraz do sedna czyli komentarza do treści podanego cytatu. Każdy z nas ma inne cele. Przeczytaj wspomnianą książkę, a dowiesz się z pomocą schematów, jak możesz odkryć te, które gdzieś głęboko siedzą w Tobie. Każdy ze wspomnianych autorów mocno akcentuje potrzebę zrozumienia swoich potrzeb i celów. Gdyby szukać części wspólnej, to okaże się że łatwo odszukać takie rzeczy jak: wartości, którymi kierujesz się w życiu, aktywność w życiu społecznym, postrzeganie swojego ja na tle innych ludzi. Doszukanie się motywatora w postaci pieniędzy z góry skazane jest na niepowodzenie. Upraszczając wnioski można powiedzieć tyle: ciesz się pracą i swoją aktywnością, znaj drogę którą zamierzasz kroczyć i powód, dla którego ją wybrałaś czy wybrałeś, a pieniądze pojawią się same.
Najważniejszym jednak w całym tym działaniu jest głęboko wdrukować sobie w łepetynę, że wszystko czego się podejmujemy przynosi skutki z pewnym opóźnieniem. Wiem, iż łatwo popaść w śmieszność zakładając, że będę od dziś robił po 5 pompek więcej, więc za 10 lat będę ich pompował pewnie z 15 tysięcy. Głupota całą gębą. Autorom chodzi o inne postrzeganie swojej przyszłości. Chodzi im o coś co Tracy nazywa samokonceptem (źródło dopiszę przy okazji, teraz jestem w hotelu w Gdańsku i nie mam w walizce całej biblioteki). Z grubsza należy to rozumieć tak, że będziesz takim, jakim siebie postrzegasz w przyszłości. Jeśli uważasz, że szczytem Twych możliwości jest zarabiać 50 tys. rocznie, to jeśli któregoś roku zarobisz tę kwotę we wrześniu, twój mózg będzie na tyle skutecznie sabotował twoją aktywność, że do końca roku ta kwota już niewiele się zmieni. Za to od stycznia znowu będziesz zasuwać jak mały motorek.
Dlatego tak kapitalne dla naszej przyszłości jest ustalenie wartości, wg których żyjemy i określenie miejsca, w którym chcemy być za parę lat. Ponieważ życie nieustannie się zmienia, więc cele te nieustannie ulegają modyfikacji. Teraz jestem w miejscu, gdzie od nowa muszę zdefiniować główne drogowskazy dla siebie. Zatrzymać chaos, przywrócić porządek i dzień po dniu dłubać od nowa swój sukces. Dobrze, że są książki, które pomagają mi to wszystko osiągnąć. Wkrótce będę mógł się Wam pochwalić dokąd idę, kiedy tam będę, z kim tam będę, jaki wtedy będę, czym się będę wówczas kierował i co po drodze zobaczyłem.
(...) Aby odnosić sukcesy i wieść bogate i wartościowe życie, musisz przede wszystkim zapamiętać, że NIE o pieniądze tu chodzi
Pieniądze to zwykły papier. Cóż, trzeba stwierdzić, że do roku 1972, kiedy to Stany Zjednoczone zrezygnowały z systemu waluty złotej, dolar był przynajmniej prawdziwym pieniądzem… W tamtych czasach pieniądze były … pieniędzmi. Były coś warte.
Dziś jest już inaczej. Dzisiaj pieniądz jest złudzeniem, wyrazem pewnego przekonania (hm, przynajmniej nie umiem znaleźć lepszego porównania). Oprah Winfrey przez godzinę występuje przed telewizyjnymi kamerami i zarabia w ten sposób około miliona dolarów. Tego samego dnia w telewizji pojawia się szeregowy prezenter, który również jest na antenie przez godzinę, ale otrzymuje za to tylko 200 dolarów. Skąd ta różnica?
Wszystko rozbija się o postrzeganą wartość, o koneksje, o przekonania, o reputację i wiarygodność… Wysokość wynagrodzenia zależy od wielu różnych czynników.
Najlepsze odpowiedź na powyższe pytanie brzmi następująco: wiele lat temu szeregowy prezenter przygotował się na 200 dolarów, o tyle poprosił i tyle otrzymał. Oprah Winfrey przygotowała się na milion dolarów, o tyle poprosiła i tyle dostała. Nie chcę w ten sposób sugerować, że wystarczy iść dzisiaj do stacji telewizyjnej i poprosić o milion, żeby go faktycznie otrzymać. Różnica polega na tym, że Oprah już 10 lat temu wiedziała, że DZISIAJ będzie chciała zarabiać milion dolarów, zrobiła zatem wszystko, co było konieczne, aby jej życzenie się spełniło.
Dziecko rodzi się dzisiaj, choć nie jest to rezultat wydarzenia, które miało w tym dniu miejsce. To raczej wynik działania, które zostało podjęte mniej więcej dziewięć miesięcy temu. DZISIAJ OTRZYMUJESZ REZULTAT TEGO, CO WYTWORZYŁEŚ DZIEWIĘĆ MIESIĘCY, a możne nawet dziewięć lat temu. (...)
Można mieć Hogana za mistrza manipulacji i pewnie dlatego tak chętnie zapraszany jest przez TV do interpretacji komunikatów niewerbalnych wygłaszanych przez polityków. Równie chętnie proszony jest przez samych polityków do prowadzenia szkoleń z perswazji; o ile mnie pamięć nie myli to nawet szkolił u nas w Polsce. Nie pamiętam jednak, przedstawicieli której partii byli sponsorem tej podróży przez ocean.
W jednym bezgranicznie podziwiam Hogana: szacunku dla logicznych uzasadnień swoich tez. Jeśli odwołuje się do badań empirycznych, z pewnością zacytuje źródło wraz z przekonującym komentarzem. Za to go lubię i tak chętnie czytam.
Powrót do lektury tej książki, to oczywiście potrzeba chwili. Ostatni rok był dla mnie jazdą na kolejce górskiej, gdzie krótkie doliny wytchnienia przemieszane były z górami „gaszenia pożarów”. Nie miałem dotąd opanowanej umiejętności efektywnego zarządzania, nie tyle czasem, co raczej procesem osiągania celów. Owe pożary to żniwo tego mojego nonszalanckiego podejścia do załatwiania spraw. Umiejętność odkładania spraw aż do czasu gdy stawały się boleśnie doczesne udawało mi się ponadprzeciętnie. Pora z tym skończyć raz na zawsze.
Mam czterech ulubionych autorów książek poświęconych zarządzaniu czasem: Brian Tracy, Stephen Covey, David Allen i wspomniany Kevin Hogan. Każdy z nich skupia uwagę na innym aspekcie lub motywacji do efektywnego działania. Najtrudniej mi zaakceptować podejście Allena, bo choć jest mistrzem przekonywania, to całkowicie gubię się w stosowaniu jego metodologii zarządzania teczkami z zadaniami do realizacji w danym dniu czy miesiącu. Dla mnie to księgowy z krwi i kości, któremu wszystko musi się zgadzać, co do grosza i wszystko musi miejsce gdzieś w tabeli. To nie mój styl życia. Po drugiej stronie stawiam Covey’a. Potrafił on po mistrzowsku tłumaczyć, dlaczego coś warto robić. Bez tej lektury, pewnie nadal bym robił swoje jak dotąd, czyli codziennie ćwiczył chaos w działaniu na wszelkich możliwych poziomach.
Świetnie do mnie trafiają ze swymi metodami Tracy i Hogan. Pierwszy to praktyk z krwi i kości. Nie traci specjalnie czasu na opowieść o tym dlaczego tak coś się dzieje. Jeżeli w życiu wielokrotnie zaobserwował jakiś fakt czy ludzkie zachowanie i jest w stanie opowiedzieć o tym w jednym akapicie, to z pewnością to zrobi. To on właśnie powiedział mi czym jest zjadanie najbardziej paskudnej żaby lub słonia kawałek po kawałku. Kłaniam się przed Nim nisko. Hogan to doktor psychologii. Znakomicie oczytany wie dlaczego tak, a nie inaczej zwykle zachowują się ludzie i popierając to źródłami literaturowymi świetnie o wszystkim opowiada. Lektura jego książek jest dla mnie jak cukierek.
Wrócę teraz do sedna czyli komentarza do treści podanego cytatu. Każdy z nas ma inne cele. Przeczytaj wspomnianą książkę, a dowiesz się z pomocą schematów, jak możesz odkryć te, które gdzieś głęboko siedzą w Tobie. Każdy ze wspomnianych autorów mocno akcentuje potrzebę zrozumienia swoich potrzeb i celów. Gdyby szukać części wspólnej, to okaże się że łatwo odszukać takie rzeczy jak: wartości, którymi kierujesz się w życiu, aktywność w życiu społecznym, postrzeganie swojego ja na tle innych ludzi. Doszukanie się motywatora w postaci pieniędzy z góry skazane jest na niepowodzenie. Upraszczając wnioski można powiedzieć tyle: ciesz się pracą i swoją aktywnością, znaj drogę którą zamierzasz kroczyć i powód, dla którego ją wybrałaś czy wybrałeś, a pieniądze pojawią się same.
Najważniejszym jednak w całym tym działaniu jest głęboko wdrukować sobie w łepetynę, że wszystko czego się podejmujemy przynosi skutki z pewnym opóźnieniem. Wiem, iż łatwo popaść w śmieszność zakładając, że będę od dziś robił po 5 pompek więcej, więc za 10 lat będę ich pompował pewnie z 15 tysięcy. Głupota całą gębą. Autorom chodzi o inne postrzeganie swojej przyszłości. Chodzi im o coś co Tracy nazywa samokonceptem (źródło dopiszę przy okazji, teraz jestem w hotelu w Gdańsku i nie mam w walizce całej biblioteki). Z grubsza należy to rozumieć tak, że będziesz takim, jakim siebie postrzegasz w przyszłości. Jeśli uważasz, że szczytem Twych możliwości jest zarabiać 50 tys. rocznie, to jeśli któregoś roku zarobisz tę kwotę we wrześniu, twój mózg będzie na tyle skutecznie sabotował twoją aktywność, że do końca roku ta kwota już niewiele się zmieni. Za to od stycznia znowu będziesz zasuwać jak mały motorek.
Dlatego tak kapitalne dla naszej przyszłości jest ustalenie wartości, wg których żyjemy i określenie miejsca, w którym chcemy być za parę lat. Ponieważ życie nieustannie się zmienia, więc cele te nieustannie ulegają modyfikacji. Teraz jestem w miejscu, gdzie od nowa muszę zdefiniować główne drogowskazy dla siebie. Zatrzymać chaos, przywrócić porządek i dzień po dniu dłubać od nowa swój sukces. Dobrze, że są książki, które pomagają mi to wszystko osiągnąć. Wkrótce będę mógł się Wam pochwalić dokąd idę, kiedy tam będę, z kim tam będę, jaki wtedy będę, czym się będę wówczas kierował i co po drodze zobaczyłem.
abcdw.pl Krzysztof Wiśniewski
COACHING, KREATYWNOŚĆ, ZABAWA. Narzędzia rozwoju dla pasjonatów i profesjonalistów
Ciągle czegoś poszukujemy, stawiamy sobie cele, chcemy być coraz lepsi w tym co robimy. Do czego właściwie dążymy? Co sprawi, że poczujemy flow, stan uskrzydlenia?
W naszym życiu bywają momenty, kiedy tracimy cel z oczu, zastanawiamy czego tak naprawdę chcemy. Ogarnia nas monotonia, nuda wyniszcza nas psychicznie. Flow możemy osiągnąć kiedy wykonujemy coraz bardziej skomplikowane działania przy wysokim poziomie umiejętności natomiast kiedy umiejętności są wysokie, a działania poniżej tych umiejętności — zaczynamy odczuwać nudę, frustrację i niezadowolenie.
Odczuwamy dwa rodzaje flow:
Kiedy mamy do czynienia z flow?
Często przyczyną naszego negatywnego nastroju są ograniczenia, przymus i automatyzmy. Kiedy człowiek ma narzucone wykonywanie pewnej czynności, podejmuje się działania niechętnie, natomiast kiedy sam zdecyduje o tym, że właśnie w tej chwili chce wykonywać daną czynność i podejmuje ją, wykonuje zadanie z chęcią i radością. Coraz częściej nasze działania ogranicza strach przed porażką, brak akceptacji samych siebie, wyobrażenia na temat tego, co sądzą o nas inni. Żyjemy według pewnych schematów, media dyktują nam aktualną modę. Ubieramy się tak, jak chcą inni, żyjemy tak, jak chcą inni. Ograniczenia wyznaczają nam pieniądze.
“W naszej cywilizacji najpierw pozamykaliśmy zwierzęta w klatkach, a następnie siebie samych w biurowcach, tunelach, samochodach, ciasnych mieszkaniach, labiryntach miast.”
Autor książki “Coaching, kreatywność, zabawa”, Maciej Bennewicz, po wprowadzeniu i przekazaniu czytelnikowi informacji na temat równowagi w życiu człowieka, odpowiedzialności i pragnienia bezpieczeństwa, podpowiada nam w jaki sposób można połączyć zabawę z rozwojem i ćwiczeniem kreatywności. Opowiada o momentach przepływu w naszym życiu (flow) i sposobach na jego uzyskanie. Przedstawia on propozycje ćwiczeń i zabaw, które przynoszą pożytek, rozbudzają wyobraźnię i umożliwiają spojrzenie na świat i nasze otoczenie z innej perspektywy.
Czy próbowaliście kiedyś spojrzeć na pomieszczenie, w którym często przebywacie z różnych punktów widzenia? Połóżcie się na podłodze i obserwujcie. Stańcie w koncie i patrzcie. Podejdźcie pod okno i znów obserwujcie. Zastanówcie się, co zmienilibyście w tym pomieszczeniu, patrząc na nie z każdej z możliwych perspektyw. Podczas wykonywania tego ćwiczenia, które na początku może wydać się niedorzeczne, można zaobserwować jak wiele zależy od sposobu patrzenia, jak wiele rzeczy na co dzień nie dostrzegamy.
Książka zainteresuje osoby, które chciałyby rozwijać kreatywność, interesują się coachingiem i narzędziami wykorzystywanymi w coachingu lub chcą zapoznać się z zadaniami, które należą do roli coacha. Polecam także osobom, które poszukują, ciągle stawiają sobie cele i do czegoś dążą, jednak nie mogą zaobserwować swojego flow i tak naprawdę nie wiedzą, czego oczekują od siebie i od życia.
W naszym życiu bywają momenty, kiedy tracimy cel z oczu, zastanawiamy czego tak naprawdę chcemy. Ogarnia nas monotonia, nuda wyniszcza nas psychicznie. Flow możemy osiągnąć kiedy wykonujemy coraz bardziej skomplikowane działania przy wysokim poziomie umiejętności natomiast kiedy umiejętności są wysokie, a działania poniżej tych umiejętności — zaczynamy odczuwać nudę, frustrację i niezadowolenie.
Odczuwamy dwa rodzaje flow:
- białe, które mobilizuje do działania, wywołuje pozytywne myśli,
- czarne, które uzależnia i z czasem staje się niebezpieczne, np. kiedy uczeń spędza coraz więcej czasu na graniu w gry komputerowe a obowiązki i naukę odkłada na bok.
Kiedy mamy do czynienia z flow?
- wykonujemy czynność wiele razy a i tak nie jesteśmy nią znudzeni,
- możemy sami inicjować wykonywanie określonej czynności,
- nie przejmujemy się oceną innych, jest nam ona obojętna,
- jesteśmy z siebie zadowoleni bardziej niż zwykle,
- przeszkody jeszcze bardziej motywują nas do działania,
- czujemy, że nigdy nie zrezygnujemy z tego działania,
- jeśli stopień trudności wykonywania danej czynności wzrasta i podnoszą się także nasze umiejętności,
- kiedy bardziej interesuje nas samo działanie a jego efekt (czerpiemy przyjemność z działania, wykonujemy zadanie z chęcią),
- kiedy czujemy, że czas nagle zwolnił lub przyspieszył (np. widzimy daną figurę taneczną i potrafimy ją przywołać z dokładnymi szczegółami, mimo, że trwała kilka sekund),
- odczuwamy radość nieprzerywanie, przez cały czas działania (nie możemy o tym powiedzieć, kiedy przepływ jest zakłócony np. chcielibyśmy coś ugotować, ale zniechęca nas sprzątanie kuchni lub cieszymy się, kiedy upieczemy ciasto, ale nie lubimy mieszać składników).
Często przyczyną naszego negatywnego nastroju są ograniczenia, przymus i automatyzmy. Kiedy człowiek ma narzucone wykonywanie pewnej czynności, podejmuje się działania niechętnie, natomiast kiedy sam zdecyduje o tym, że właśnie w tej chwili chce wykonywać daną czynność i podejmuje ją, wykonuje zadanie z chęcią i radością. Coraz częściej nasze działania ogranicza strach przed porażką, brak akceptacji samych siebie, wyobrażenia na temat tego, co sądzą o nas inni. Żyjemy według pewnych schematów, media dyktują nam aktualną modę. Ubieramy się tak, jak chcą inni, żyjemy tak, jak chcą inni. Ograniczenia wyznaczają nam pieniądze.
“W naszej cywilizacji najpierw pozamykaliśmy zwierzęta w klatkach, a następnie siebie samych w biurowcach, tunelach, samochodach, ciasnych mieszkaniach, labiryntach miast.”
Autor książki “Coaching, kreatywność, zabawa”, Maciej Bennewicz, po wprowadzeniu i przekazaniu czytelnikowi informacji na temat równowagi w życiu człowieka, odpowiedzialności i pragnienia bezpieczeństwa, podpowiada nam w jaki sposób można połączyć zabawę z rozwojem i ćwiczeniem kreatywności. Opowiada o momentach przepływu w naszym życiu (flow) i sposobach na jego uzyskanie. Przedstawia on propozycje ćwiczeń i zabaw, które przynoszą pożytek, rozbudzają wyobraźnię i umożliwiają spojrzenie na świat i nasze otoczenie z innej perspektywy.
Czy próbowaliście kiedyś spojrzeć na pomieszczenie, w którym często przebywacie z różnych punktów widzenia? Połóżcie się na podłodze i obserwujcie. Stańcie w koncie i patrzcie. Podejdźcie pod okno i znów obserwujcie. Zastanówcie się, co zmienilibyście w tym pomieszczeniu, patrząc na nie z każdej z możliwych perspektyw. Podczas wykonywania tego ćwiczenia, które na początku może wydać się niedorzeczne, można zaobserwować jak wiele zależy od sposobu patrzenia, jak wiele rzeczy na co dzień nie dostrzegamy.
Książka zainteresuje osoby, które chciałyby rozwijać kreatywność, interesują się coachingiem i narzędziami wykorzystywanymi w coachingu lub chcą zapoznać się z zadaniami, które należą do roli coacha. Polecam także osobom, które poszukują, ciągle stawiają sobie cele i do czegoś dążą, jednak nie mogą zaobserwować swojego flow i tak naprawdę nie wiedzą, czego oczekują od siebie i od życia.
CzytamySobie.pl Anna Szuba
Jak działa szczęście. Klucz do radości w pracy i w życiu
Czy chciałbyś być prawdziwie szczęśliwy? Myślę, że nie znajdzie się nikt, kto na to pytanie odpowiedziałby w sposób przeczący. Każdy z nas szuka szczęścia. Bardzo często w pogoni za szczęściem trafiamy tam, gdzie nie chcielibyśmy się znaleźć. Zwykle kojarzymy szczęście z osiąganiem czegoś. "Gdy kupię dom, będę szczęśliwy." "Gdy będę jeździł czarnym mercedesem, poczuję się spełniony." Podobne przykłady można mnożyć. Żyjemy w kulturze, w której szczęście utożsamiane jest zwykle z posiadaniem czegoś lub kogoś. Czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego (pomimo spełniania kolejnych zachcianek), nie czujesz się szczęśliwy. Czy zastanawiałeś się kiedyś: "Jak działa szczęście?"
Gdyby uzależnić szczęście od spełniania zachcianek, nasze życie powinno być satysfakcjonujące. Skąd to przekonanie? Prędzej czy później udaje nam się osiągnąć to, czego chcemy. Jednak, chwilowe zadowolenie mija, a i trwałego szczęścia brak. Inna definicja szczęścia, jaką usłyszałem od bogatego człowieka, brzmiała: "Szczęście, to suma doświadczeń". Oznaczałoby to, że szczęście zależy od tego, ile razy się potkniesz i wyciągniesz z tego lekcję. Mnie to nie przekonuje.
Odpowiedzi na pytanie: "Jak być szczęśliwym?" poszukuje na kartach książki: "Jak działa szczęście. Klucz do radości w pracy i w życiu" dr Srikumar S. Rao. Książka jest prezentacją pewnych trików myślowych, które z łatwością możesz zastosować w swoim życiu. Wiem, wiem, pewnie dziesiątki razy ktoś w reklamie zapewniał Cię, że po jakimś szkoleniu lub przeczytaniu lektury nagle Twoje życie się zmieni. Po pierwsze, samo się nic nie zmieni . Tylko od ciebie i Twojej pracy zależy czy osiągniesz sukces w swoich postanowieniach. Po drugie, po lekturze tej książki mogę spokojnie powiedzieć, że została napisana, aby zmienić Twoje życie.
Aby nie być gołosłownym podam przykład. W wielu książkach i szkoleniach mowa jest o tym, aby stawiać sobie cel, a następnie go zrealizować (W taki czy inny sposób. Niektórzy też zachęcają do zwizualizowania sobie tego celu, a on za jakiś czas się zmaterializuje. Pewnie już wiesz, że to nie działa.). W moim przypadku często bywa tak, że niezrealizowany cel powoduje we mnie frustracje i na jakiś czas go "zawieszam". Następnie, pojawiają się nowe pomysły i nowe chęci... a gdy znowu nie udaje się zrealizować celu pojawia się... frustracja. U Ciebie działa to podobnie? Jeżeli tak, to świetnie! Świetnie, ponieważ autor recenzowanej książki ma sposób, jak sobie z takim problem poradzić. Jeżeli raz na zawsze chcesz pozbyć się tego uciążliwego problemu warto, abyś dowiedział się Jak działa szczęście?
Lektura jest obowiązkowa dla każdego, kto szuka w swoim życiu harmonii i trwałego zadowolenia.Książkę powinno się czytać spokojnie, nie spiesząc się. Składa się ona z trzydziestu pięciu krótkich rozdziałów, które z łatwością można przeczytać w ciągu kilku lub kilkunastu minut. Struktura każdego rozdziału jest podobna. Składa się z wprowadzenia, uzupełniającej historii (zwykle bardzo inspirującej i pouczającej) i zakończenia - zestawem krótkich ćwiczeń do wykonania, na które nie będziesz potrzebował zbyt wiele energii. Ćwiczenia warto wykonywać, bo od nich uzależniona jest szybkość Twojej przemiany.
W moim przekonaniu jest to książka, którą warto mieć blisko siebie i co jakiś czas do niej wracać. Nie trzeba czytać jej w całości. Każdy rozdział można wykorzystać niezależnie od pozostałych. Będę do niej wracał, bo tylko powtarzanie pozwala utrwalić w sobie pewne zachowania lub schematy myślowe.
Książka została wydana w miękkiej oprawie (W tym przypadku to dobrze, bo swobodniej ją obracać, zaginać. Taki właśnie powinien być przewodnik życia - elastyczny, abyś mógł go wszędzie ze sobą zabrać.). Książka w wersji drukowanej, to inwestycja 37,00 zł, a w wersji elektronicznej (e-book) 29,90 zł. Uważam, że wiedza w niej zawarta, warta jest znacznie więcej.
Gdyby uzależnić szczęście od spełniania zachcianek, nasze życie powinno być satysfakcjonujące. Skąd to przekonanie? Prędzej czy później udaje nam się osiągnąć to, czego chcemy. Jednak, chwilowe zadowolenie mija, a i trwałego szczęścia brak. Inna definicja szczęścia, jaką usłyszałem od bogatego człowieka, brzmiała: "Szczęście, to suma doświadczeń". Oznaczałoby to, że szczęście zależy od tego, ile razy się potkniesz i wyciągniesz z tego lekcję. Mnie to nie przekonuje.
Odpowiedzi na pytanie: "Jak być szczęśliwym?" poszukuje na kartach książki: "Jak działa szczęście. Klucz do radości w pracy i w życiu" dr Srikumar S. Rao. Książka jest prezentacją pewnych trików myślowych, które z łatwością możesz zastosować w swoim życiu. Wiem, wiem, pewnie dziesiątki razy ktoś w reklamie zapewniał Cię, że po jakimś szkoleniu lub przeczytaniu lektury nagle Twoje życie się zmieni. Po pierwsze, samo się nic nie zmieni . Tylko od ciebie i Twojej pracy zależy czy osiągniesz sukces w swoich postanowieniach. Po drugie, po lekturze tej książki mogę spokojnie powiedzieć, że została napisana, aby zmienić Twoje życie.
Aby nie być gołosłownym podam przykład. W wielu książkach i szkoleniach mowa jest o tym, aby stawiać sobie cel, a następnie go zrealizować (W taki czy inny sposób. Niektórzy też zachęcają do zwizualizowania sobie tego celu, a on za jakiś czas się zmaterializuje. Pewnie już wiesz, że to nie działa.). W moim przypadku często bywa tak, że niezrealizowany cel powoduje we mnie frustracje i na jakiś czas go "zawieszam". Następnie, pojawiają się nowe pomysły i nowe chęci... a gdy znowu nie udaje się zrealizować celu pojawia się... frustracja. U Ciebie działa to podobnie? Jeżeli tak, to świetnie! Świetnie, ponieważ autor recenzowanej książki ma sposób, jak sobie z takim problem poradzić. Jeżeli raz na zawsze chcesz pozbyć się tego uciążliwego problemu warto, abyś dowiedział się Jak działa szczęście?
Lektura jest obowiązkowa dla każdego, kto szuka w swoim życiu harmonii i trwałego zadowolenia.Książkę powinno się czytać spokojnie, nie spiesząc się. Składa się ona z trzydziestu pięciu krótkich rozdziałów, które z łatwością można przeczytać w ciągu kilku lub kilkunastu minut. Struktura każdego rozdziału jest podobna. Składa się z wprowadzenia, uzupełniającej historii (zwykle bardzo inspirującej i pouczającej) i zakończenia - zestawem krótkich ćwiczeń do wykonania, na które nie będziesz potrzebował zbyt wiele energii. Ćwiczenia warto wykonywać, bo od nich uzależniona jest szybkość Twojej przemiany.
W moim przekonaniu jest to książka, którą warto mieć blisko siebie i co jakiś czas do niej wracać. Nie trzeba czytać jej w całości. Każdy rozdział można wykorzystać niezależnie od pozostałych. Będę do niej wracał, bo tylko powtarzanie pozwala utrwalić w sobie pewne zachowania lub schematy myślowe.
Książka została wydana w miękkiej oprawie (W tym przypadku to dobrze, bo swobodniej ją obracać, zaginać. Taki właśnie powinien być przewodnik życia - elastyczny, abyś mógł go wszędzie ze sobą zabrać.). Książka w wersji drukowanej, to inwestycja 37,00 zł, a w wersji elektronicznej (e-book) 29,90 zł. Uważam, że wiedza w niej zawarta, warta jest znacznie więcej.
ciborski.pl Andrzej Ciborski
Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy
Pozycjonowanie w dużej mierze odwołuje się aktualnie do content marketingu, by robić to skutecznie potrzebujemy pisać efektywne teksty internetowe, które zainteresują odbiorców. Dotychczasowe metody na „mielenie” tekstów jak tylko się da na każdą stronę po prostu się nie sprawdzają, bo nie porywają tłumów – którzy zrealizowali by dla nas naturalny link building.
Odpowiedzią na to zapotrzebowanie jest książka „Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy” – jak czytamy z okładki: „niezależnie od tego czy tworzysz opowiadanie, bloga, tekst naukowy, e-mail marketingowy czy slogan reklamowy – jesteś pisarzem.”
Książka zawiera ciekawe przykłady zdań, na bazie których obrazowane są kolejne metody ożywiania słów tak by bardziej przyciągały uwagę i zainteresowanie naszych rozmówców. Pozycja odwołuje się do wielu elementów takich jak: emocje w tekście, odpowiednie formułowanie przekazu, poprawność językowa – tak odpowiednio dobrane zdania, opakowane przy okazji dzięki pozycjonerom w dodatkowe słowa kluczowe mogą stanowić doskonałe narzędzie SEO i content marketingu.
Odpowiedzią na to zapotrzebowanie jest książka „Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy” – jak czytamy z okładki: „niezależnie od tego czy tworzysz opowiadanie, bloga, tekst naukowy, e-mail marketingowy czy slogan reklamowy – jesteś pisarzem.”
Książka zawiera ciekawe przykłady zdań, na bazie których obrazowane są kolejne metody ożywiania słów tak by bardziej przyciągały uwagę i zainteresowanie naszych rozmówców. Pozycja odwołuje się do wielu elementów takich jak: emocje w tekście, odpowiednie formułowanie przekazu, poprawność językowa – tak odpowiednio dobrane zdania, opakowane przy okazji dzięki pozycjonerom w dodatkowe słowa kluczowe mogą stanowić doskonałe narzędzie SEO i content marketingu.
WebSEM.pl Sebastian Jakubiec