ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Klątwa gruzińskiego tortu

KRAINA WINEM PŁYNĄCA



„Największym bogactwem Gruzji jest przyroda - konstatuje autor. - Dzika, nieprzewidywalna, potrafiąca zawładnąć wszystkimi zmysłami człowieka. Sami Gruzini wierzą, że tę krainę podarował im Bóg. Wierzą też, że to u nich można skosztować najsłodszych jabłek, najlepszych winogron, najbardziej aromatycznej baraniny z ogniska. No i niezłego wina. Wierzą też, że Gruzja należy do nich. Choć nie wszystkie inne narody się z tym zgadzają". Maciej Jastrzębski, dziennikarz i podróżnik, stara się tę autoreklamę Gruzinów rozebrać na części pierwsze. Zrozumieć, na czym polega skomplikowana historia narodu - zwłaszcza ta najnowsza. Ogarnąć radziecko-gruzińskie relacje, pojąć szczegóły konfliktu z Osetią i ocenić pomysł na włączenie Gruzji do Unii Europejskiej. A przy okazji przybliżyć nam smak, zapach i krajobraz tego kraju. Robi to nieźle, ale jeśli mamy w sobie duszę podróżnika (i smakosza) - sprawdźmy też sami, jak to jest ze słodyczą tych jabłek. Żeby wyrobić sobie własne zdanie.
Magazyn SENS 12/2014

Powidoki. Wydanie 1

Z okazji listopada zrobilam sobie prezent i zakupilam tez elektroniczna wersje najnowszej ksiazki Piotra "Powidoki" W ksiazce Piotrek przypomina poczatki swojego rowerowania, niezykle pierwsze wyjazdy zagraniczne, a takze kolejne bardziej juz zaawansowane wyprawy rowerowe. Zabiera nas na wyprawy po Polsce, na Islandii, w Anglii, Indiach, Kanadzie i USA - czasem krotsze, czasem dluzsze ale zawsze emocjonujace.
Ze zdumieniem odkrylam, ze taka Alaska na przyklad geograficznie nie jest kraina bardzo odlegla. Gdyby tak sie zaprzec i przejechac kraj na szage, startujac z Manitoby przecinajac Alberte, British Columbie i Yukon , jadac bezustanniem to ciagu 53 godzin mozna byloby pokonac odleglosc 4,420 km i dotrzec do krainy sniegu. Alaska do tej pory kojarzyla mi sie glownie z Dr. Joel Fleischmanem i cala zabawna ekipa z serialu "Przystanek Alaska" i zupelnie nie wyobrazalam sobie tego rejonu swiata jako w jakims sensie atrakcyjna turystycznie, nawet w okresie tzw letnim. Oczywiscie mowic "przejechac" mam na mysli auto, bo pokonywania takich czy innych odleglosci na rowerze nie jestem, nawet z moim zwiekszonym entuzjazmem podrozniczym w stanie pojac.


Piotrek Strzeżysz nie dosc, ze na rowerze zjechal pol swiata to jeszcze potrafi o tym pieknie opowiadac. Potr jest bowiem niezwykle uzdolnionym gawedziarzem , ktory w realia wplata wyjatkowe opowiesci, z pogranicza marzen snnu. Co wiecej opowiada je w sposob tak przekonujacy, ze nawet najbardziej nierealne zjawisko jest niczym innym jak najbardziej realna bajka. Jest tez niezwykle wnikliwie spogladajacym na otoczenie obserwatorem. Krajobrazy, ludzie, zjawiska, obrazy stanowia motyw do rozmyslan nad przemijaniem, sensem zycia, istnienia, czy codziennymi wartosciami. "Powidoki" to nie tylko ksiazka o podrozy, choc wlasnie w samej wedrowce tkwi sedno.

"Czułem smutek, taki zwyczajny, jaki się czasami czuje, kiedy żegnamy kogoś dopiero co poznanego, podświadomie wiedząc, że ten ktoś odszedł na zawsze, a nam się wydaje, że coś nam umknęło, czegoś w tym krótkim spotkaniu zabrakło i że zaraz, za moment, tych kilka krótkich chwil rozpłynie się w niepamięci i teraz już nic nie da się zrobić, aby je ocalić.

Może każde takie spotkanie, ci wszyscy przypadkowi ludzie na mojej drodze, zabierają jakąś cząstkę mnie, a ja zabieram cząstkę ich, i jedyne co po nas pozostaje, to niewyraźne, rozmazane powidoki, w których później, po latach, na próżno usiłujemy siebie odnaleźć"


Podroze Piotrka przyjmuja czesto nieoczekiwany obrot. Szczescie ma do ludzi, miejsc i zdarzen choc czasem i te z calkiem innej beczki - niekorzystne, tez mu sie przytrafiaja. Podroz to przeciez nie tylko kontemplowanie ladnych widokow,mile przygody i fascynujacy ludzie to takze wyzwania, trudy, zmeczenie, niebezpieczne sytuacje i choroby. Piotr Strzeżysz ma rewelacyjny, rozpoznawalny styl. Ma tez serce do odnajdowania niesamowicie ciekawych cytatow. Koniecznie trzeba czytac Piotrka, bo to co pisze jest nie tylko madre zyciowo, ale piekne literacko. "Powidoki" polknelam w kilka godzin i nie moglam uwierzy ze to juz koniec.

Na szczescie sa jeszcze dwie inne pozycje do przeczytania "Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery" oraz "Campa w sakwach, czyli rowerem na Dach Świata".
Słówka KaBu

Klątwa gruzińskiego tortu

Sakartwelo znaczy Gruzja. Trochę o książce Macieja Jastrzębskiego „Klątwa gruzińskiego tortu”



Mimo podobieństw i wzajemnej sympatii Polacy wiedzą o Gruzji niewiele- pisze Maciej Jastrzębski w książce reporterskiej „Klątwa gruzińskiego tortu”. Swoją publikacją przybliża historię, kulturę i tradycję tego położonego u stóp Kaukazu państwa oraz jego mieszkańców.



spotkanie-z-JastrzebskimByłem w Gruzji zaledwie kilka dni i już zdążyłem się zakochać: w ludziach, w krajobrazach, w smaku mięsa pieczonego na ogniu i w aromacie wina. W szorstkiej mowie gospodarzy tej krainy i w ich czystym, donośnym śpiewie- tak Maciej Jastrzębski opisuje swoje wrażenia z pierwszego pobytu w Gruzji w 2008r. Od tego czasu podróżował tam jako specjalny wysłannik Polskiego Radia.



„Klątwa gruzińskiego tortu” jest zapisem jego dziennikarskich doświadczeń, zawartych znajomości, a także wiedzy zdobytej na temat Gruzji z opracowań historycznych. Książka reporterska Macieja Jastrzębskiego to przede wszystkim opowieść o Gruzinach przedstawionych zarówno zbiorowo, jak i jednostkowo. Poznajemy ich codzienność podczas wojny, wydarzeń politycznych, a także świąt i uroczystości rodzinnych. Jednak znacznie ważniejsze są dla reportera pojedyncze osoby, napotkane w trakcie pobytu w Gruzji. Główną postacią jest taksówkarz Dżaba, który szybko z osobistego szofera Macieja Jastrzębskiego zamienia się w jego przewodnika po kraju, przyjaciela i anioła stróża. To jemu reporter zawdzięcza spotkania z wieloma Gruzinami, których historie znajdujemy w reportażu. Opowieści o mieszkańcach Gruzji wywołują różnorodne emocje od niepokoju przez wzruszenie, aż po zaciekawienie czy rozbawienie. Trzymają w napięciu tak jak wtedy, gdy czytamy o kuzynce Dżaby, która musiała uciekać z owładniętej wojną Abchazji. Wzruszają opisy dzieci ze szkoły polonijnej, wykrzykujących na ulicach miasta wiersz „Kto ty jesteś Polak mały”. Intrygują pojedyncze życiorysy, jak choćby historia Aleksandra, flecisty grywającego w jednym z tbiliskich tuneli. Zdarza się, że Jastrzębski w celu podsycenia ciekawości czytelnika, urywa opowiadanie, aby powrócić do niego nieco później. Szczególne zainteresowanie wzbudza tajemnicza Nino, kobieta o fiołkowych oczach, dawna przyjaciółka Dżaby. Jej postać przewija się co jakiś czas w prezentowanych zdarzeniach, nieustannie domagając się wyjaśnienia.



Autor opisuje historie swoich bohaterów w sposób obrazowy i sfabularyzowany, co sprawia, że te fragmenty jego książki czyta się jak wciągającą powieść. Mocną stroną Jastrzębskiego są barwne, bogate w środki stylistyczne opisy. Choć niejednokrotnie charakteryzują się nadmierną szczegółowością, nie wnosząc istotnych elementów do prezentowanego obrazu Gruzji. Reporter przejawia przywiązanie do detali przede wszystkim w charakteryzowaniu działań. Zaletę stanowi natomiast bogactwo epitetów, określających m. in piękno gruzińskiej przyrody czy konkretne rzeczy, takie jak aromat kawy lub smak pieczonego mięsa. Pojawiają się też fragmenty piosenek, m. in. znany utwór Filipinek „Batumi”. Jastrzębski angażuje zatem wszystkie zmysły czytelnika. Poetycki styl reportera zapowiada zresztą już pierwsze zdanie książki: nocą z lotu ptaka Tbilisi wygląda jak świetlisty wąż. Z kwiecistością opisów kontrastują dialogi, które nierzadko zawierają kolokwializmy, a przede wszystkim oddają potoczystość języka mówionego, co obrazuje chociażby wypowiedź Soso: Środek nocy, śpię, a tu dzwoni telefon. W słuchawce głos tego draba. Powiedział mi, że właśnie podpalają mój dom, a ponieważ mnie lubi, daje mi czas na ucieczkę. Choć zdarza się, że niektóre z wypowiedzi sprawiają wrażenie nienaturalnych i zbyt uładzonych. Zbeletryzowana forma reportażu, chociaż przyjemna w czytaniu niesie za sobą pewne zagrożenie, mianowicie daje wrażenie fikcyjności, a to właściwość, której reporter powinien się wystrzegać.



Indywidualne historie bohaterów stanowią trzon reportażu i często stają się punktem wyjścia dla opisania ogólnych zjawisk politycznych, historycznych, kulturowych. Dobrą stroną książki jest wieloaspektowość i kompleksowość przekazywanych treści. Niesie to też za sobą różnorodność gatunkową i stylową, co sprawia, że „Klątwa gruzińskiego tortu”, choć uznawana za książkę reporterską nie daje się tak jednoznacznie sklasyfikować. Obok bliskich powieściom fabularnym opisom i dialogom, znajdujemy też gatunki stricte dziennikarskie, na przykład fragmenty wywiadów.



Maciej Jastrzębski dużą część reportażu poświęca historii Gruzji od jej początków, aż po czasy współczesne. Dzięki temu dowiadujemy się na przykład, że ten niewielki kraj u stóp Kaukazu na wiele lat przed Polską przyjął religię chrześcijańską. Poznajemy też ciekawą postać Dawida Budowniczego, średniowiecznego władcy, odpowiedzialnego za zjednoczenie państwa. Fakt, że autor rozbija wiedzę historyczną na konkretne zagadnienia i przeplata z innymi wątkami sprawia, że czytelnik nie czuje się znudzony. Niekiedy dla uatrakcyjnienia opowieści, niektóre informacje wkłada w usta swoich bohaterów, szczególnie historyka Soso. Znacznie częściej odwołuje się do opracowań historycznych, z których zaczerpnął największą wiedzę na temat Gruzji.



Jastrzębski ujawnia swój dziennikarski zmysł, przytaczając informacje na temat sytuacji politycznej państwa. Zawód reportera i czas, w jakim przebywał w Gruzji uzasadnia szczególny nacisk na tę tematykę. Bywał wysyłany do tego kraju z okazji wyborów parlamentarnych, prezydenckich oraz w czasie wojny rosyjsko- gruzińskiej i konfliktów osetyjskich. Wiedzę z zakresu polityki wzbogaca fragmentami wywiadów czy wycinkami z prasy. Przytacza też zasłyszane rozmowy, ukazuje wielość poglądów na sytuację w państwie. Jednocześnie ujawnia kulisy swojego zawodu, opowiada anegdoty czy wspomina niebezpieczne sytuacje. Jastrzębskiemu nie zawsze udaje się uchronić od dłużyzn i nieco nudzących fragmentów dotyczących polityki.



Autorowi trudno zachować równowagę pomiędzy poruszanymi wątkami, w efekcie czego nadmiernie zagłębia się w historię i politykę, a zbyt powierzchownie traktuje wątek kultury i tradycji mieszkańców Gruzji. Opis gruzińskiej obyczajowości, choć obecny w reportażu literackim, pozostawia poczucie niedosytu, potrzebę głębszego poznania codziennych zwyczajów i rytuałów Gruzinów. Wśród nich nie brakuje relacji z typowej supry, czyli uczty i przytoczenia ważnego jej elementu – toastów. Autor pisze też o gruzińskiej kuchni, wspominając zarówno przyjemne dla podniebienia dania jak i te o mniej zachęcającym wyglądzie. W menu stworzonym na podstawie reportażu nie zabrakłoby także wina i słynnej herbaty. Autor choć miał okazję rozsmakować się w tym ostatnim napoju, to z żalem przyznaje, że nie udało mu się zobaczyć znanych z piosenki Filipinek „herbacianych pól Batumi”.



Zdarzenia z życia codziennego bohaterów reportażu stają się przyczyną wyciągnięcia wniosków na temat ich narodowych cech charakteru, takich jak honorowość, zdolność opowiadania czy traktowane z przymrużeniem oka przekonanie o umiejętności wyhodowania najlepszych owoców. Autor nawet jeśli ironizuje z przywar Gruzinów, czyni to z pełną do nich sympatią. Jastrzębski daje do zrozumienia, że przyjazne uczucia wobec mieszkańców Gruzji cechują większość Polaków i z jeszcze większą siłą są odwzajemniane. Mimo że przytacza kilka podobieństw łączących oba narody, jak podobne dzieje historyczne czy wsparcie polityczne ze strony polskich polityków, to nie zagłębia się w odkrywanie źródeł, bo jak twierdzi nie ma większego sensu poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, za co my lubimy ich, a oni nas, ponieważ takowej odpowiedzi nie znajdziemy. Czyż nie wystarczy, że Gruzini po prostu nas lubią, szanują, a nawet podziwiają?



Gościnność i przyjazne nastawienie Gruzinów uwidacznia się w wielu opisywanych przez Jastrzębskiego historiach. Jego książka daje odpowiedź nie tylko na to dlaczego warto tę przyjaźń odwzajemnić, ale także z jakich powodów należałoby zgłębić wiedzę na temat Gruzji. „Klątwa gruzińskiego tortu” stanowi ku temu doskonałe narzędzie. Przeznaczona jest zarówno dla tych, którym Sakartwelo jest już znane, jak i dla tych, którzy ten kraj dopiero pragną odkryć. Interesujące opowieści, przystępnie podana wiedza historyczna i polityczna, ciekawostki kulturowe sprawiają, że tę książkę się chłonie i przymyka oko na sporadyczne dłużyzny czy stylistyczne potknięcia. I tak jak autor czuje, że Gruzja stała się dla niego obiektem tęsknoty i pożądania, do którego nieustannie chce wracać, tak zapewne niejeden z nas zapragnie powrócić do książki, aby ponownie odbyć na jej kartach podróż do leżącego u stóp Kaukazu kraju.
Gazeta Bałtycka Dominika Prais

Jak dbać o włosy. Poradnik dla początkującej włosomaniaczki

W tym sezonie książki blogerów pojawiają się na księgarnianych półkach jak grzyby po deszczu w lasach! Swoimi pierwszymi publikacjami chwalą się: Charlize Mystery, Radzka, Zosia Cudny z Make Cooking Easier oraz Anwen z Włosomaniaczek. Którą książkę warto kupić z okazji mikołajek?(...)

(...)



Anwen - Jak dbać o włosy?

Anwen, czyli Anna Kołomycew, to jedna z najpopularniejszych włosomaniaczek. W sieci radzi, jak dbać o długie włosy, a teraz wydała poradnik. Blog Anwen jest ceniony i merytoryczny. Ciekawe, tylko czy informacje zawarte w książce różnią się od tych, które można znaleźć na jej blogu? Jeśli nie, to po co płacić za książkę?
se.pl kim

Naucz ich, jak mają Cię traktować! Praktyczny podręcznik asertywności. Wydanie II rozszerzone

Asertywność czy na pewno wiesz co to oznacza ?​



Choć z pozoru idzie tu o asertywność to definicja jaką dla tego terminu przewidział autor sięga daleko poza tą jaką można znaleźć w publikacjach encyklopedycznych. Zakres zawartych w tej publikacji informacji wykracza również znacznie dalej poza przedstawieni ogólnych norm i zasad określających termin asertywność. Po lekturze, która odbyła się w szybkim weekendowym tempie (bo przecież chciałem zobaczyć tylko o co w tym chodzi i zaplanowałem dwa góra trzy rozdziały) już wiem, że jest to jedna z moich ulubionych pozycji książkowych dotyczących rozwoju osobistego i szeroko rozumianego modnego obecnie pojęcia "coachingu" omawiająca z pozoru zwykłe wszystkim znane sprawy ale za to w jakże docierający (przynajmniej do mnie) sposób. Autor Bartłomiej Stolarczyk w ciekawy sposób omówił zwykłe interpersonalno-komunikacyjne możliwości ułatwienia sobie między ludzkich relacji. Przypomina nam również o tym, że tak naprawdę o tym co Nam się przydarza i Tym kto to wszystko kontroluje jesteśmy My sami. Pomimo, że na pierwszy rzut oka można powiedzieć samemu sobie coś w stylu "No pewnie, że my sami no bo niby kto" to po zapoznaniu się z przedstawionymi trafnymi z życia wziętymi przypowieściami można złapać się na tym, iż faktycznie gdy by dana sytuacja jaka się przydarzyła została rozparzona w sposób w jaki proponuje by to robić autor zupełnie inaczej mogły by się potoczyć dalsze zdarzenia z niej wynikające. Jest to również wiedza mówiąca o przejęciu kontroli, kontroli nad samum sobą. Pomimo, że wszystko opakowane zostało w paczkę noszącej tytuł asertywności to znajduje się tu znacznie więcej. Zastanawiał bym się również czy w tytule nie powinno się umieścić frazy "naucz się jak traktować siebie samego w różnych sytuacjach". Nie chcę tutaj rozpisywać się nad sposobami i omawiać zawarte wewnątrz książki informacje ale z pewnością mogę powiedzieć jedno - jest to jedna z lepszych tego typu pozycji jaką najlepiej przeczytać samemu. 
margib.blogspot.com Mariusz Gibki