ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Powidoki. Wydanie 1

Powidoki. Tak autor nazwał swoje wspomnienia i relacje z wybranych podróży po kraju i świecie odbytych na rowerach i pieszo w ciągu minionych 25 lat.


Słowa tego nie ma w 3-tomowym Słowniku Języka Polskiego PWN, którym posługuję się od lat. Wikipedia natomiast wyjaśnia, że powidok to obraz następczy – zjawisko optyczne polegające na tym, że po wpatrywaniu się w jakiś kształt w jednym z kolorów podstawowych, a następnie odwróceniu wzroku, w oczach pojawia się ten sam, zamazany kształt w barwie dopełniającej. Jest to nietypowa książka podróżnicza.

Wydawnictwo prezentując autora na jej tylnej okładce pisze, że kilkunastoletni Piotr najpierw wybrał się po raz pierwszy samotnie na wędrówkę pożyczonym rowerem z Łukowa na południe Polski aby zrealizować kotłujące się w jego głowie od dłuższego czasu dziecięce marzenia i przekroczyć granice znanego, oswojonego świata. A w 25 później , mając za sobą tysiące kilometrów przejechanych rowerami w śniegu i upale, w dziesiątkach krajów na obu półkulach oraz spotkania z setkami ludzi napotkanych w drodze, napisać z niej swoją wersję wspomnień.

Z drogi, która cały czas trwa, nawet jeśli trzeba zatrzymać się na chwilę. Czytelnik nie znajdzie jednak w tej książce niemal zupełnie typowych relacji z rowerowych wypraw. I chociaż autor odwiedził wiele krajów, nie ma w niej ani jednego opisu zabytku. Tylko jakieś przypadkowe miejscowości czy, chyba na zasadzie wyjątku, muzeum. One wydają się go w ogóle nie interesować. Autora pasjonuje przede wszystkim ciągłe przemieszczanie się, spotykanie nowych, ale także tych samych, wcześniej poznanych ludzi. Rozmowy z którymi, ich przyjazne słowa, gesty, czy udzieloną mu pomoc, pamięta nierzadko po latach. I przeżywa je głęboko.

„Może każde takie spotkanie – pisze w przedostatnim rozdziale – ci wszyscy przypadkowi ludzie na mojej drodze, zabierają jakąś cząstkę mnie, a ja zabieram cząstkę ich, i jedyne co po nas pozostaje, to niewyraźne, rozmazane powidoki, w których później, po latach, na próżno usiłujemy siebie odnaleźć." Wspomnienia te, zawarte w 20 rozdziałach poprzedzonych mottami - cytatami różnych autorów, spinają jak klamrą Wstęp i Post scriptum. W pierwszym z nich autor opisuje m.in. niegroźny, jak wydawało się początkowo, upadek z rowerem w drodze z Alaski na południe, w miejscowości nomen omen Fall City, co znaczy „Upadek".

I złamanie kolana, co okazało się dopiero w kilka dni później podczas wizyty u lekarza w Portland, do którego podróżnik dotarł autobusem. A w konsekwencji konieczność operacji. W Post scriptum, napisanym w 2014 roku kolano jest już prawie zrośnięte. „Za miesiąc – zapowiada autor – znów ruszam w drogę. Po co? Na dobrą sprawę – nie wiem. Za każdym razem, kiedy gdzieś się wybieram, zadaję sobie to samo pytanie. I często buduję różne odpowiedzi, które wcale nie muszą być prawdziwe, czy też wcale nie chcą same z siebie stać się prawdziwe. Może gdybym znalazł właściwą odpowiedź, przestałbym się włóczyć?".

Wspomnienia i relacje z wybranych podróży po kraju, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Islandii, Indiach, Kanadzie i USA są bardzo różnorodne. Chociaż ciekawie, a większość wręcz znakomicie, napisanych barwnym, soczystym językiem. Autor zaczyna od wspomnianej już pierwszej wyprawy rowerowej w 1989 roku, której szczegóły są zaskakujące. Odbył ją samotnie dzięki księdzu, który pomógł ówczesnemu uczniakowi i ministrantowi nie tylko pożyczając rower, ale również zapewniając jego rodzinę, że zabiera chłopaka na obóz oazowy. Podobnie było podczas dwu następnych wakacji.

Napisane z niej wspomnienia i sporządzona dokumentacja zgłoszona do konkursu radiowej „3" – „Wakacje na dwóch kółkach" została przy drugim podejściu nagrodzona wyjazdem w 13 osobowej grupie do Hiszpanii. Podczas niego niewiele było jazdy na rowerach – tak przynajmniej zapamiętał ją autor – gdyż podróż w 1992 r. odbywała się autokarem. A jej uczestnicy musieli pozować do zdjęć reklamowych sponsora w grubych dresach przy 40º upale, bluzach oraz firmowych koszulkach. Ale wyjazd ten rozbudził w chłopaku potrzebę włóczenia się po świecie.

Przez kolejne 10 lat, jak pisze, „zajeździł" 3 rowery i przejechał tysiące kilometrów. Później były wyjazdy za granicę na dłużej w jedno miejsce „aby pomieszkać, pobyć, złapać oddech". Pierwszym z nich, tuż po studiach, był wyjazd do Wielkiej Brytanii, gdzie przez 10 miesięcy pracował jako wolontariusz w domu opieki nad osobami niepełnosprawnymi w Alne w hrabstwie Yorkshire. Bardzo ciekawie opisanym, zwłaszcza relacje z podopiecznymi. Z ogromnym zainteresowaniem czytałem również wspomnienia z pobytu autora w Islandii, nie pierwszego, do której wybrał się w 2004 roku na pieszy trekking po niemal bezludnym, chociaż popularnym w weekendy, półwyspie Hornstrandir.

Zwłaszcza interesująco opisane zostały dzieje osadnictwa na tej wyspie, język islandzki, który nie zmienił się od czasów średniowiecza, tamtejsze obyczaje i wierzenia – oraz ich przemiany w ciągu stuleci – w trole, elfy, gnomy itp., ale również zwyczaje bożonarodzeniowe. A także spotkania z polskim emigrantami zarobkowymi. Kapitalnie napisane są wspomnienia z pobytu w Indiach oraz drodze z i na rowerze na północ tego kraju, w kierunku Ladakhu. Autor niezwykle barwnie opisuje nawet tak banalne sytuacje jak przejazd w New Delhi lotniskowym autobusem od trapu samolotu do budynku portu lotniczego.

Następnie trudny przejazd na rowerze w nocy w tym nieznanym mu mieście z lotniska na dworzec kolejowy. A później próbę samodzielnego kupienia biletu kolejowego w potwornym tłumie i w fałszywej kasie dla cudzoziemców, do której zaprowadzili go oszuści – naganiacze. I niesamowitą podróż z rowerem pociągiem osobowym w 2 klasie, w nieprawdopodobnym ścisku, w pierwszym etapie 12 godzinnej jazdy z przesiadkami na stopniach wagonu. Czy później przemieszczania się podczas powodzi, m.in. pokonywania rzeki z rowerem i sakwami w koszyczku przeciąganym nad szalejącym nurtem. To chyba najciekawsze części tej książki.

Chociaż z równym zainteresowaniem czytałem o spotkaniu i wieczorze spędzonym z przypadkowo poznanymi ludźmi podczas podróży z Alaski, docelowo do Argentyny. Do której – w domyśle – autor wówczas nie dotarł ulegając na trasie wspomnianemu już wypadkowi. M.in. spotkaniu z poznanymi dwa lata wcześniej rdzennymi mieszkańcami Alaski z plemienia Tlingitów, których przodkowie przed tysiącami lat przywędrowali z Syberii. Czyta się to doskonale. Szkoda jednak, że w książce nie ma zdjęć z tych podróży, chociaż autor, jak pisze w wielu miejscach, dużo fotografował. Tylko jedno z jego zdjęć wykorzystano na okładce.

kurier365.pl Cezary Rudziński

Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy

Czytam „Magię słów” i nagle natrafiam na fragment zatytułowany „Zabij ważnego bohatera”.

To celny strzał. W tym właśnie momencie zatrzymuję lekturę i błyskawicznie przypominam sobie „Krwawe gody”, najbardziej makabryczny twist w historii telewizji.

Pamiętacie ten odcinek „Gry o tron”, w którym większość głównych bohaterów została podstępnie zamordowana? Świat wówczas wpadł w histerię! Internauci masowo wrzucali do sieci filmiki, na których były zarejestrowane reakcje zaszokowanych widzów. To był prawdziwy majstersztyk w zakresie projektowania masowych emocji. Podejrzewam, że słupki oglądalności poszybowały w górę z prędkością światła. Dziw tylko bierze, że George R. R. Martin, autor tej szalenie popularnej opowieści, nie został obwołany seryjnym mordercą. Przyznam, że dopiero wtedy zrozumiałem, jakie są stawki w tej grze: władza nad emocjami połowy globu.

Joanna Wrycza-Bekier, autorka „Magii słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy”, nie odwołuje się do tego epizodu, ale przecież jej komentarz jest całkiem przytomny: „(…) czytelnicy (…) mogą cię na chwilę znienawidzić, ale osiągniesz swój efekt: zdezorientujesz ich i zaszokujesz".Dodajmy: i być może jeszcze mocniej wciągniesz ich do swego fikcyjnego świat, jeszcze ostrzej uzależnisz od własnej narracji.

Jak porwać tłumy, jak je podniecić, jak je ujarzmiać?

Nie wiem, czy czytelnicy owej książeczki osiągną sukcesy takie jak John Grisham, J. K. Rowling czy Suzanne Collins, ale z całą pewnością wiele się z niej nauczą.

Przynajmniej z czterech powodów.

Po pierwsze, autorka jest rasową, pragmatyczną filolożką. Wie doskonale, jak działają na ludzi poszczególne słowa oraz związki słów. Dzieląc się swoją wiedzą, dowodzi więc mimochodem, że filolog to snajper: pisze po to, żeby trafić w dziesiątkę. Krótko mówiąc, warto go zatrudniać do komunikacyjnych przedsięwzięć.

Po drugie, autorka pisze barwnym, żywym, swobodnym językiem. Dzięki swoim metaforom, aforyzmom dokonuje skutecznej incepcji owej wiedzy do naszych mózgów. Mój ulubiony kawałek? „Kto zabił? Pytanie jest silnikiem opowieści. Czytelnik przekręca kluczyk w stacyjce, silnik opowieści się włącza i czytelnik wyrusza w drogę. Dobre pytania są jak silniki o dużej mocy, które pozwalają czytelnikowi rozwinąć prędkość i szybko dotrzeć do celu”. I obrazowe, i trafne!

Po trzecie, autorka przedstawia nam bardzo pomocne „lekcje” różnych pisarzy (m. in. braci Grimm, Christie, Fleminga). Są to po prostu analizy poetyk, które stanowią coś w rodzaju case study. Idea jest taka: przestań interpretować, zacznij podpatrywać słynnych autorów, dzięki temu łatwiej nabierzesz biegłości w pisarskim rzemiośle. Proponowana tu poetyka ma na celu odpowiedź na jedno podstawowe pytanie: jak komunikat oddziałuje na adresatów.

Po czwarte wreszcie, wizja literatury, która wyłania się z „Magii słów”, jest prosta, ale jakże słuszna: pisanie to bodźcowanie odbiorcy. Każde twoje słowo, zdanie, akapit, droga czytelniczko i drogi czytelniku, wpływa na twoją publiczność. Tak czy inaczej. Elektryzująco bądź usypiająco. Każde twoje słowo. Każdy twój rzeczownik, czasownik, przymiotnik. Zastanów się zatem dobrze, zanim zdecydujesz się na jakikolwiek wyraz. Stawki są ogromne, a przez drobiazg można stracić wszystko.

Zastanów się też, zanim zabijesz bohatera.

Zabójstwo nie zawsze popłaca.

Nie każdy ma takie wyczucie jak genialny Martin.
SimplePublishing Michał Larek

Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!

"Radzka radzi" - na słodko, czyli recenzja książki

Dla osób, które nie znają Radzki;) kilka słów o autorce książki.

Magdalena Kanoniak ( Radzka)- stylistka osobista, twórczyni pierwszego w Polsce vloga modowego. Posiada entuzjastyczne podejście do mody, a jej filmy na YouTubie oglądają dziesiątki tysięcy internautów.

Osobiście śledzę Radzką na Facebooku i często oglądam jej poradniki sylwetkowe. Podziwiam ją nie tylko za znakomity gust, ale również za podejście do Fanów. Choć nigdy nie spotkałyśmy się na żywo, ja mam wrażenie jakbym znała ją od dawna. Nic zatem dziwnego, że jak tylko ukazała się książka "Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!" od razu postanowiłam ją kupić. Cena poradnika- 44,90 zł.

Bardzo pozytywne wrażenie wywarła na mnie oprawa graficzna książki. Każda strona jest dopracowana, kolorowa i doskonale komponuje się z tematem. Cały poradnik został podzielony na dziesięć rozdziałów. Najbardziej spodobały mi się trzy części zatytułowane: " Kolory", "Sylwetki", "Materiały, czyli niech przemówi metka!". Uważam, że informacje w nich zawarte powinna znać każda kobieta. Potwierdziły się moje przypuszczenia, że jestem posiadaczką sylwetki chłopięcej modelkowej. Dowiedziałam się również jak dbać o poszczególne materiały, z których wykonane są moje ubrania. Jedyna wada jaką znalazłam w książce to fakt, że za szybko się ją czyta;) Pochłonęłam poradnik w jeden wolny dzień. 
Fashionbygreenwithenvy.bloog.pl Fashionbygreenwithenvy.bloog.pl/

Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!

"Radzka radzi" - na słodko, czyli recenzja książki



Dla osób, które nie znają Radzki;) kilka słów o autorce książki.

Magdalena Kanoniak ( Radzka)- stylistka osobista, twórczyni pierwszego w Polsce vloga modowego. Posiada entuzjastyczne podejście do mody, a jej filmy na YouTubie oglądają dziesiątki tysięcy internautów.

Osobiście śledzę Radzką na Facebooku i często oglądam jej poradniki sylwetkowe. Podziwiam ją nie tylko za znakomity gust, ale również za podejście do Fanów. Choć nigdy nie spotkałyśmy się na żywo, ja mam wrażenie jakbym znała ją od dawna. Nic zatem dziwnego, że jak tylko ukazała się książka "Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!" od razu postanowiłam ją kupić. Cena poradnika- 44,90 zł.

Bardzo pozytywne wrażenie wywarła na mnie oprawa graficzna książki. Każda strona jest dopracowana, kolorowa i doskonale komponuje się z tematem. Cały poradnik został podzielony na dziesięć rozdziałów. Najbardziej spodobały mi się trzy części zatytułowane: " Kolory", "Sylwetki", "Materiały, czyli niech przemówi metka!". Uważam, że informacje w nich zawarte powinna znać każda kobieta. Potwierdziły się moje przypuszczenia, że jestem posiadaczką sylwetki chłopięcej modelkowej. Dowiedziałam się również jak dbać o poszczególne materiały, z których wykonane są moje ubrania. Jedyna wada jaką znalazłam w książce to fakt, że za szybko się ją czyta;) Pochłonęłam poradnik w jeden wolny dzień. 

Swój wpis zatytułowałam: " Radzka radzi-na słodko..." Czemu na słodko? Czytając książkę podjadałam przepyszne ciastka własnej roboty;)

(...)
Fashionbygreenwithenvy.bloog.pl greenwithenvy