Recenzje
Powidoki. Wydanie 1
Świat oglądany z perspektywy siodełka rowerowego jest inny niż widziany zza szyby - namacalny, głośniejszy, bardziej kolorowy. A autor "Powidoków" o spotykanych po drodze ludziach potrafi opowiadać językiem soczystej poezji.
Z Piotrem Strzeżyszem, autorem "Campy w sakwach, czyli rowerem na dach świata" i "Makaronu w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery" oraz dopiero co wydanych przez Wydawnictwo Bezdroża "Powidoków", jest trochę jak z Włóczykijem z Muminków Tove Jansson - jest wiecznie w drodze, a kiedy nie jest w drodze, planuje być w drodze i ma się wrażenie, że od podróżowania jest uzależniony.
Oczywiście od podróżowania na rowerze! Poznawanie świata z perspektywy siodełka pozwala mu na zbliżenia z mijanymi ludźmi, do których nigdy by nie doszło, gdyby przemieszczał się od stacji paliw do stacji paliw lub od dworca do dworca. Zresztą autor "Powidoków" przyznaje się do swojego uzależnienia. Mówi: Być może urodziłem się już z drogą w głowie. Z widokiem siebie w drodze. I tak mi już zostało.
Nie uwierzycie, jak Piotr Strzeżysz rozpoczął swoją rowerową przygodę ;) Smarkaczem będąc, z pomocą zaprzyjaźnionego księdza, okłamał mamę i babcię, by następnie wydostać się z miasta i pomknąć przed siebie na rowerze. A kiedy już jechał, chłonąc głęboko wszystko, co go otaczało, pierwszym towarzyszącym mu wrażeniem było... uczucie nieskrępowanej wolności. Musiało to być wybitnie dojmujące uczucie, skoro naznaczyło autora książki na dalsze życie.
Jeśli więc marzy się wam podróżowanie i zwiedzanie świata na rowerze, a dotąd baliście się tego spróbować, dzięki Piotrowi Strzeżyszowi nabierzecie odwagi, nawet jeśli na zatłoczonym dworcu w środku Azji zdarzy się wam usłyszeć...
- No bicycle this train, no this train, no bicycle.
Z Piotrem Strzeżyszem, autorem "Campy w sakwach, czyli rowerem na dach świata" i "Makaronu w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery" oraz dopiero co wydanych przez Wydawnictwo Bezdroża "Powidoków", jest trochę jak z Włóczykijem z Muminków Tove Jansson - jest wiecznie w drodze, a kiedy nie jest w drodze, planuje być w drodze i ma się wrażenie, że od podróżowania jest uzależniony.
Oczywiście od podróżowania na rowerze! Poznawanie świata z perspektywy siodełka pozwala mu na zbliżenia z mijanymi ludźmi, do których nigdy by nie doszło, gdyby przemieszczał się od stacji paliw do stacji paliw lub od dworca do dworca. Zresztą autor "Powidoków" przyznaje się do swojego uzależnienia. Mówi: Być może urodziłem się już z drogą w głowie. Z widokiem siebie w drodze. I tak mi już zostało.
Nie uwierzycie, jak Piotr Strzeżysz rozpoczął swoją rowerową przygodę ;) Smarkaczem będąc, z pomocą zaprzyjaźnionego księdza, okłamał mamę i babcię, by następnie wydostać się z miasta i pomknąć przed siebie na rowerze. A kiedy już jechał, chłonąc głęboko wszystko, co go otaczało, pierwszym towarzyszącym mu wrażeniem było... uczucie nieskrępowanej wolności. Musiało to być wybitnie dojmujące uczucie, skoro naznaczyło autora książki na dalsze życie.
Jeśli więc marzy się wam podróżowanie i zwiedzanie świata na rowerze, a dotąd baliście się tego spróbować, dzięki Piotrowi Strzeżyszowi nabierzecie odwagi, nawet jeśli na zatłoczonym dworcu w środku Azji zdarzy się wam usłyszeć...
- No bicycle this train, no this train, no bicycle.
Magazyn Bike .
COACHING, KREATYWNOŚĆ, ZABAWA. Narzędzia rozwoju dla pasjonatów i profesjonalistów
Każdy w swoim życiu dąży do rozwoju. Kategorie tego pojęcia mogą być różne – rozwój kariery, prawidłowy rozwój rodziny, samorozwój. Realizowanie swoich celów, spełnianie marzeń i zwyczajne chodzenie przez życie dostarcza człowiekowi coraz więcej doświadczeń, ale i trudnych decyzji, z których nieraz wyciągać trzeba przykre konsekwencje. Życie przynosi pozytywne i negatywne skutki naszych działań. Tak samo ludzi można podzielić na kategorie. Istnieją ludzie, którzy idą przez życie będąc na dnie, zwyczajni ludzie, których jest zdecydowana większość i ci, którym udało się dojść na szczyt i starają się na nim utrzymać lub – w miarę możliwości – wspiąć się jeszcze wyżej. A jednak ciekawe jest, że gdy zapyta się ludzi, które osoby z wyżej wymienionych najbardziej potrzebują wsparcia, odpowiadają, że ci pierwsi, którzy znaleźli się na dnie. Czy na pewno?
Kim tak właściwie jest Coach? Na to pytanie odpowiada autor książki, Maciej Bennewicz. Coach to autorytet, który mobilizuje do zmiany. Wzbudza w drugim człowieku motywację, ale nie poprzestaje na niej. Coach to również osoba, która prócz wzbudzania w drugim człowieku chęci zmiany, powoduje, że te zmiany zachodzą. Daje innym możliwość samorozwoju i pokazuje jak tego dokonać. Tak więc wskazuje najróżniejsze metody, narzędzia, wspiera i popiera. Nie manipuluje potencjalnym klientem, ale daje mu autonomię i wybór najróżniejszych dróg, z których każda zmierza ku dobremu samopoczuciu i rozbudowywaniu wewnętrznego „ja". Coachami mogą być osoby pracujące z zespołami muzycznymi, piłkarzami, ale też będące zwyczajnymi ludźmi, którzy... właśnie – są na dnie, egzystują jako przeciętne jednostki, lub znajdują się na szczycie. Coaching tak naprawdę może dotyczyć każdego zbiorowo i jednostkowo. Są to metody dość skuteczne, jednak nie należy zapominać, że jest to proces, a więc rzecz długotrwała. Musi minąć sporo czasu, nim klient zauważy u siebie zmianę, czy też poprawę.
Autor książki przedstawia coaching w ujęciu nieco innym, niż tradycyjny. Pokazuje, że techniki i metody znane przez Coacha mogą być dla drugiego człowieka dobrą zabawą. Czymś, co na pewno będzie robił chętnie. Odnosi się do kreatywności i licznych zabaw, zatem pojawiają się tu metafory, wizualizacje, zabawy indywidualne oraz grupowe. Dużą uwagę przywiązuje do komunikacji. W zabawach dominują skojarzenia, wewnętrzne zasoby i rekwizyty (np. zdjęcia). Proces coachingowy opiera się w głównej mierze na poznaniu samego siebie, poprzez stopniowe odkrywanie swoich zalet i zasobów. Wszystkie wymienione wcześniej techniki wgłębiają się w ludzką podświadomość i bardzo często owe pozytywne cechy i wewnętrzne emocje ukazują się człowiekowi dopiero, gdy zaczyna wykonywać zadania, lub po ich wykonaniu. Ponieważ każda z zabaw czy metafor i wizualizacji potrafi wzbudzić w człowieku również negatywne odczucia oraz przywołać przykre emocje, bardzo ważne jest, by Coach był profesjonalistą. Niezwykle łatwo można zrobić drugiej osobie krzywdę psychiczną, jeśli metody są niewłaściwie stosowane. Jednak te podane w książce Bennewicza można wykonywać samodzielnie, ponieważ nie przyniosą one szkody dla odbiorcy, jeśli tylko uważnie przeczyta instrukcję.
Według mnie książka taka jak ta powinna zawierać w sobie dużo więcej ciekawych elementów i przykładów. W końcu coaching wcale nie jest nudny, a metody bardzo często wywołują śmiech. Jednak w trakcie czytania byłam przytłoczona ilością teorii i niewygodnie przyswajało mi się zawarte tu informacje. Dopiero po dojściu do opisu konkretnych technik poczułam się lepiej i mogłam przekonać się na własnej skórze, czy warto zasięgać porad Coacha. Jest to kwestia wysoce subiektywna, a książka – mimo nadmiaru teorii – jest bardzo ciekawa. Dlatego jeśli ktoś również chciałby dowiedzieć się, czy warto zacząć stosować opisane wyżej metody, serdecznie zachęcam do przeczytania książki „Coaching, kreatywność, zabawa – narzędzia rozwoju dla pasjonatów i profesjonalistów". Warto!
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu HELION oraz Grupie Sztukater!
Kim tak właściwie jest Coach? Na to pytanie odpowiada autor książki, Maciej Bennewicz. Coach to autorytet, który mobilizuje do zmiany. Wzbudza w drugim człowieku motywację, ale nie poprzestaje na niej. Coach to również osoba, która prócz wzbudzania w drugim człowieku chęci zmiany, powoduje, że te zmiany zachodzą. Daje innym możliwość samorozwoju i pokazuje jak tego dokonać. Tak więc wskazuje najróżniejsze metody, narzędzia, wspiera i popiera. Nie manipuluje potencjalnym klientem, ale daje mu autonomię i wybór najróżniejszych dróg, z których każda zmierza ku dobremu samopoczuciu i rozbudowywaniu wewnętrznego „ja". Coachami mogą być osoby pracujące z zespołami muzycznymi, piłkarzami, ale też będące zwyczajnymi ludźmi, którzy... właśnie – są na dnie, egzystują jako przeciętne jednostki, lub znajdują się na szczycie. Coaching tak naprawdę może dotyczyć każdego zbiorowo i jednostkowo. Są to metody dość skuteczne, jednak nie należy zapominać, że jest to proces, a więc rzecz długotrwała. Musi minąć sporo czasu, nim klient zauważy u siebie zmianę, czy też poprawę.
Autor książki przedstawia coaching w ujęciu nieco innym, niż tradycyjny. Pokazuje, że techniki i metody znane przez Coacha mogą być dla drugiego człowieka dobrą zabawą. Czymś, co na pewno będzie robił chętnie. Odnosi się do kreatywności i licznych zabaw, zatem pojawiają się tu metafory, wizualizacje, zabawy indywidualne oraz grupowe. Dużą uwagę przywiązuje do komunikacji. W zabawach dominują skojarzenia, wewnętrzne zasoby i rekwizyty (np. zdjęcia). Proces coachingowy opiera się w głównej mierze na poznaniu samego siebie, poprzez stopniowe odkrywanie swoich zalet i zasobów. Wszystkie wymienione wcześniej techniki wgłębiają się w ludzką podświadomość i bardzo często owe pozytywne cechy i wewnętrzne emocje ukazują się człowiekowi dopiero, gdy zaczyna wykonywać zadania, lub po ich wykonaniu. Ponieważ każda z zabaw czy metafor i wizualizacji potrafi wzbudzić w człowieku również negatywne odczucia oraz przywołać przykre emocje, bardzo ważne jest, by Coach był profesjonalistą. Niezwykle łatwo można zrobić drugiej osobie krzywdę psychiczną, jeśli metody są niewłaściwie stosowane. Jednak te podane w książce Bennewicza można wykonywać samodzielnie, ponieważ nie przyniosą one szkody dla odbiorcy, jeśli tylko uważnie przeczyta instrukcję.
Według mnie książka taka jak ta powinna zawierać w sobie dużo więcej ciekawych elementów i przykładów. W końcu coaching wcale nie jest nudny, a metody bardzo często wywołują śmiech. Jednak w trakcie czytania byłam przytłoczona ilością teorii i niewygodnie przyswajało mi się zawarte tu informacje. Dopiero po dojściu do opisu konkretnych technik poczułam się lepiej i mogłam przekonać się na własnej skórze, czy warto zasięgać porad Coacha. Jest to kwestia wysoce subiektywna, a książka – mimo nadmiaru teorii – jest bardzo ciekawa. Dlatego jeśli ktoś również chciałby dowiedzieć się, czy warto zacząć stosować opisane wyżej metody, serdecznie zachęcam do przeczytania książki „Coaching, kreatywność, zabawa – narzędzia rozwoju dla pasjonatów i profesjonalistów". Warto!
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu HELION oraz Grupie Sztukater!
Sztukater.pl Agnes Recenzentka
GURU KULTU..RY
"Stań się guru kultu...ry" zachęca książka ze swej okładki. Po jej przeczytaniu mamy stać się autorytetami w swojej dziedzinie. Albo po prostu zapisać się na kolejne szkolenia pana Wawrzyniaka.
Działam w kulturze. Recenzuję dla "Sztukatera", prowadzę blog o powieściach, sama też jedną powieść napisałam, tworzyłam książki "na zamówienie" (jedna nawet się ukazała, lecz wciąż nie chcą mi za nią zapłacić) i chciałabym - mimo powyższego niepowodzenia - zaistnieć i zapisać się na dłużej w wydawniczym światku. Książka "Guru kultu...ry"powinna mi w tym dopomóc. Poradnik składa się z 6 rozdziałów, będących jednocześnie etapami stawania się tytułowym guru. Według nich powinniśmy bezgranicznie wierzyć w siebie i w powodzenie swojego pomysłu na biznes, unikać ludzi nas do niego zniechęcających, krytykantów zarówno ze świata realnego jak i wirtualnego, stworzyć zespół przyjaciół o tych samych celach wspierających nas w naszych działaniach i umieć odpowiednio zareklamować swoją ofertę. I tak w skrócie można podsumować wszystkie porady zawarte w 217-stronicowej książce. Mało. Jednakże już na wstępie autor zaznacza, że poradnik adresowany jest przede wszystkim do osób w wieku 35-40 lat, które już posiadają jakieś doświadczenia biznesowe. Możliwe więc że jestem do niego za młoda i zbytnio skoncentrowana na radach w stylu "jak w ogóle coś zarobić" (bo na tym etapie w tej chwili jestem), niż "jak zarabiać miliony". Albo po prostu wolę konkrety od opowiadania o nich.
Książki nie da się dobrze zrozumieć bez poznania innych pól działalności Michała Wawrzyniaka, to jest jego eventów "na żywo" oraz kursów internetowych. Zresztą sądzę że sam autor jest tego samego zdania, bowiem w poradniku znaleźć można wiele linków do nagrań uzupełniających jego treść. Dlatego też myślę że "Guru kultu...ry" nie jest osobną publikacją, lecz jednym z elementów całego pakietu edukacyjnego oferowanego przez pana Wawrzyniaka i dopiero tak odbierany może w pełni spełniać spełnić swoją funkcję i zadowolić czytelnika. Dlatego też jeśli chodzi o samą treść wystawiłabym książce co najwyżej ocenę dobrą, ponieważ zbyt mało jest w niej konkretów pomagających wcielić w życie postulaty autora.
Postawiłam jej jednak piątkę. Dlaczego? Ze względu na język oraz przykłady z życia jej twórcy. Michał Wawrzyniak jest doskonałym mówcą i to widać także w jego słowie pisanym. Posługuje się on zrozumiałym dla każdego, pełnym humoru i zabawnych skojarzeń językiem, często bardzo dosadnym i nie pozbawionym wulgaryzmów, Które jednak w wydaniu pana Wawrzyniaka nie rażą. Z dużym dystansem do swojej osoby - na przekór hejterom nazywając się "guru", tak jak określany jest przez nieprzyjaznych mu internautów - opowiada też o swoim życiu prywatnym, a nawet seksualnym. Z treści książko dowiadujemy się, że jej autor pochodzi z ubogiej rodziny, a na swej drodze do sukcesu pokonać musiał wiele trudności. Dzięki temu że jego porady poparte są przykładami z własnego życia i doświadczenia, dla przeciętnego człowieka wydają się one możliwymi do zastosowania. Do mnie osobiści historie zwykłych ludzi którzy osiągnęli sukces przemawiają bardziej niż "case study" wielkich korporacji typu Sony czy Microsoft, które - według wielu książek biznesowych - bez żadnych problemów mogą wcielać w życie maleńkie, rodzinne biznesy. A fakt, że być może posiadają one jedynie promil budżetu gigantów nie stanowi niby żadnej przeszkody... Dlatego też zazwyczaj czytając biznesowe książki omijam ramki z historiami o nieosiągalnych koncernach. W poradniku Michała Wawrzyniaka niczego omijać nie musiałam, bowiem nie ma w nim fragmentów nudnych czy też oderwanych od rzeczywistości (to kolejny plus książki - opiera się ona o nasze polskie realia). Z powyższych powodów z czystym sumieniem polecam wszystkim osobom zainteresowanym doskonaleniem swych "kompetencji miękkich" zarówno poradnik "Guru kultu...ry", jak i cały pakiet szkoleniowy Michała Wawrzyniaka.
Działam w kulturze. Recenzuję dla "Sztukatera", prowadzę blog o powieściach, sama też jedną powieść napisałam, tworzyłam książki "na zamówienie" (jedna nawet się ukazała, lecz wciąż nie chcą mi za nią zapłacić) i chciałabym - mimo powyższego niepowodzenia - zaistnieć i zapisać się na dłużej w wydawniczym światku. Książka "Guru kultu...ry"powinna mi w tym dopomóc. Poradnik składa się z 6 rozdziałów, będących jednocześnie etapami stawania się tytułowym guru. Według nich powinniśmy bezgranicznie wierzyć w siebie i w powodzenie swojego pomysłu na biznes, unikać ludzi nas do niego zniechęcających, krytykantów zarówno ze świata realnego jak i wirtualnego, stworzyć zespół przyjaciół o tych samych celach wspierających nas w naszych działaniach i umieć odpowiednio zareklamować swoją ofertę. I tak w skrócie można podsumować wszystkie porady zawarte w 217-stronicowej książce. Mało. Jednakże już na wstępie autor zaznacza, że poradnik adresowany jest przede wszystkim do osób w wieku 35-40 lat, które już posiadają jakieś doświadczenia biznesowe. Możliwe więc że jestem do niego za młoda i zbytnio skoncentrowana na radach w stylu "jak w ogóle coś zarobić" (bo na tym etapie w tej chwili jestem), niż "jak zarabiać miliony". Albo po prostu wolę konkrety od opowiadania o nich.
Książki nie da się dobrze zrozumieć bez poznania innych pól działalności Michała Wawrzyniaka, to jest jego eventów "na żywo" oraz kursów internetowych. Zresztą sądzę że sam autor jest tego samego zdania, bowiem w poradniku znaleźć można wiele linków do nagrań uzupełniających jego treść. Dlatego też myślę że "Guru kultu...ry" nie jest osobną publikacją, lecz jednym z elementów całego pakietu edukacyjnego oferowanego przez pana Wawrzyniaka i dopiero tak odbierany może w pełni spełniać spełnić swoją funkcję i zadowolić czytelnika. Dlatego też jeśli chodzi o samą treść wystawiłabym książce co najwyżej ocenę dobrą, ponieważ zbyt mało jest w niej konkretów pomagających wcielić w życie postulaty autora.
Postawiłam jej jednak piątkę. Dlaczego? Ze względu na język oraz przykłady z życia jej twórcy. Michał Wawrzyniak jest doskonałym mówcą i to widać także w jego słowie pisanym. Posługuje się on zrozumiałym dla każdego, pełnym humoru i zabawnych skojarzeń językiem, często bardzo dosadnym i nie pozbawionym wulgaryzmów, Które jednak w wydaniu pana Wawrzyniaka nie rażą. Z dużym dystansem do swojej osoby - na przekór hejterom nazywając się "guru", tak jak określany jest przez nieprzyjaznych mu internautów - opowiada też o swoim życiu prywatnym, a nawet seksualnym. Z treści książko dowiadujemy się, że jej autor pochodzi z ubogiej rodziny, a na swej drodze do sukcesu pokonać musiał wiele trudności. Dzięki temu że jego porady poparte są przykładami z własnego życia i doświadczenia, dla przeciętnego człowieka wydają się one możliwymi do zastosowania. Do mnie osobiści historie zwykłych ludzi którzy osiągnęli sukces przemawiają bardziej niż "case study" wielkich korporacji typu Sony czy Microsoft, które - według wielu książek biznesowych - bez żadnych problemów mogą wcielać w życie maleńkie, rodzinne biznesy. A fakt, że być może posiadają one jedynie promil budżetu gigantów nie stanowi niby żadnej przeszkody... Dlatego też zazwyczaj czytając biznesowe książki omijam ramki z historiami o nieosiągalnych koncernach. W poradniku Michała Wawrzyniaka niczego omijać nie musiałam, bowiem nie ma w nim fragmentów nudnych czy też oderwanych od rzeczywistości (to kolejny plus książki - opiera się ona o nasze polskie realia). Z powyższych powodów z czystym sumieniem polecam wszystkim osobom zainteresowanym doskonaleniem swych "kompetencji miękkich" zarówno poradnik "Guru kultu...ry", jak i cały pakiet szkoleniowy Michała Wawrzyniaka.
Sztukater.pl Thalita
GURU KULTU..RY
"Stań się guru kultu...ry" zachęca książka ze swej okładki. Po jej przeczytaniu mamy stać się autorytetami w swojej dziedzinie. Albo po prostu zapisać się na kolejne szkolenia pana Wawrzyniaka.
Działam w kulturze. Recenzuję dla "Sztukatera", prowadzę blog o powieściach, sama też jedną powieść napisałam, tworzyłam książki "na zamówienie" (jedna nawet się ukazała, lecz wciąż nie chcą mi za nią zapłacić) i chciałabym - mimo powyższego niepowodzenia - zaistnieć i zapisać się na dłużej w wydawniczym światku. Książka "Guru kultu...ry"powinna mi w tym dopomóc. Poradnik składa się z 6 rozdziałów, będących jednocześnie etapami stawania się tytułowym guru. Według nich powinniśmy bezgranicznie wierzyć w siebie i w powodzenie swojego pomysłu na biznes, unikać ludzi nas do niego zniechęcających, krytykantów zarówno ze świata realnego jak i wirtualnego, stworzyć zespół przyjaciół o tych samych celach wspierających nas w naszych działaniach i umieć odpowiednio zareklamować swoją ofertę. I tak w skrócie można podsumować wszystkie porady zawarte w 217-stronicowej książce. Mało. Jednakże już na wstępie autor zaznacza, że poradnik adresowany jest przede wszystkim do osób w wieku 35-40 lat, które już posiadają jakieś doświadczenia biznesowe. Możliwe więc że jestem do niego za młoda i zbytnio skoncentrowana na radach w stylu "jak w ogóle coś zarobić" (bo na tym etapie w tej chwili jestem), niż "jak zarabiać miliony". Albo po prostu wolę konkrety od opowiadania o nich.
Książki nie da się dobrze zrozumieć bez poznania innych pól działalności Michała Wawrzyniaka, to jest jego eventów "na żywo" oraz kursów internetowych. Zresztą sądzę że sam autor jest tego samego zdania, bowiem w poradniku znaleźć można wiele linków do nagrań uzupełniających jego treść. Dlatego też myślę że "Guru kultu...ry" nie jest osobną publikacją, lecz jednym z elementów całego pakietu edukacyjnego oferowanego przez pana Wawrzyniaka i dopiero tak odbierany może w pełni spełniać spełnić swoją funkcję i zadowolić czytelnika. Dlatego też jeśli chodzi o samą treść wystawiłabym książce co najwyżej ocenę dobrą, ponieważ zbyt mało jest w niej konkretów pomagających wcielić w życie postulaty autora.
Postawiłam jej jednak piątkę. Dlaczego? Ze względu na język oraz przykłady z życia jej twórcy. Michał Wawrzyniak jest doskonałym mówcą i to widać także w jego słowie pisanym. Posługuje się on zrozumiałym dla każdego, pełnym humoru i zabawnych skojarzeń językiem, często bardzo dosadnym i nie pozbawionym wulgaryzmów, Które jednak w wydaniu pana Wawrzyniaka nie rażą. Z dużym dystansem do swojej osoby - na przekór hejterom nazywając się "guru", tak jak określany jest przez nieprzyjaznych mu internautów - opowiada też o swoim życiu prywatnym, a nawet seksualnym. Z treści książko dowiadujemy się, że jej autor pochodzi z ubogiej rodziny, a na swej drodze do sukcesu pokonać musiał wiele trudności. Dzięki temu że jego porady poparte są przykładami z własnego życia i doświadczenia, dla przeciętnego człowieka wydają się one możliwymi do zastosowania. Do mnie osobiści historie zwykłych ludzi którzy osiągnęli sukces przemawiają bardziej niż "case study" wielkich korporacji typu Sony czy Microsoft, które - według wielu książek biznesowych - bez żadnych problemów mogą wcielać w życie maleńkie, rodzinne biznesy. A fakt, że być może posiadają one jedynie promil budżetu gigantów nie stanowi niby żadnej przeszkody... Dlatego też zazwyczaj czytając biznesowe książki omijam ramki z historiami o nieosiągalnych koncernach. W poradniku Michała Wawrzyniaka niczego omijać nie musiałam, bowiem nie ma w nim fragmentów nudnych czy też oderwanych od rzeczywistości (to kolejny plus książki - opiera się ona o nasze polskie realia). Z powyższych powodów z czystym sumieniem polecam wszystkim osobom zainteresowanym doskonaleniem swych "kompetencji miękkich" zarówno poradnik "Guru kultu...ry", jak i cały pakiet szkoleniowy Michała Wawrzyniaka.
Działam w kulturze. Recenzuję dla "Sztukatera", prowadzę blog o powieściach, sama też jedną powieść napisałam, tworzyłam książki "na zamówienie" (jedna nawet się ukazała, lecz wciąż nie chcą mi za nią zapłacić) i chciałabym - mimo powyższego niepowodzenia - zaistnieć i zapisać się na dłużej w wydawniczym światku. Książka "Guru kultu...ry"powinna mi w tym dopomóc. Poradnik składa się z 6 rozdziałów, będących jednocześnie etapami stawania się tytułowym guru. Według nich powinniśmy bezgranicznie wierzyć w siebie i w powodzenie swojego pomysłu na biznes, unikać ludzi nas do niego zniechęcających, krytykantów zarówno ze świata realnego jak i wirtualnego, stworzyć zespół przyjaciół o tych samych celach wspierających nas w naszych działaniach i umieć odpowiednio zareklamować swoją ofertę. I tak w skrócie można podsumować wszystkie porady zawarte w 217-stronicowej książce. Mało. Jednakże już na wstępie autor zaznacza, że poradnik adresowany jest przede wszystkim do osób w wieku 35-40 lat, które już posiadają jakieś doświadczenia biznesowe. Możliwe więc że jestem do niego za młoda i zbytnio skoncentrowana na radach w stylu "jak w ogóle coś zarobić" (bo na tym etapie w tej chwili jestem), niż "jak zarabiać miliony". Albo po prostu wolę konkrety od opowiadania o nich.
Książki nie da się dobrze zrozumieć bez poznania innych pól działalności Michała Wawrzyniaka, to jest jego eventów "na żywo" oraz kursów internetowych. Zresztą sądzę że sam autor jest tego samego zdania, bowiem w poradniku znaleźć można wiele linków do nagrań uzupełniających jego treść. Dlatego też myślę że "Guru kultu...ry" nie jest osobną publikacją, lecz jednym z elementów całego pakietu edukacyjnego oferowanego przez pana Wawrzyniaka i dopiero tak odbierany może w pełni spełniać spełnić swoją funkcję i zadowolić czytelnika. Dlatego też jeśli chodzi o samą treść wystawiłabym książce co najwyżej ocenę dobrą, ponieważ zbyt mało jest w niej konkretów pomagających wcielić w życie postulaty autora.
Postawiłam jej jednak piątkę. Dlaczego? Ze względu na język oraz przykłady z życia jej twórcy. Michał Wawrzyniak jest doskonałym mówcą i to widać także w jego słowie pisanym. Posługuje się on zrozumiałym dla każdego, pełnym humoru i zabawnych skojarzeń językiem, często bardzo dosadnym i nie pozbawionym wulgaryzmów, Które jednak w wydaniu pana Wawrzyniaka nie rażą. Z dużym dystansem do swojej osoby - na przekór hejterom nazywając się "guru", tak jak określany jest przez nieprzyjaznych mu internautów - opowiada też o swoim życiu prywatnym, a nawet seksualnym. Z treści książko dowiadujemy się, że jej autor pochodzi z ubogiej rodziny, a na swej drodze do sukcesu pokonać musiał wiele trudności. Dzięki temu że jego porady poparte są przykładami z własnego życia i doświadczenia, dla przeciętnego człowieka wydają się one możliwymi do zastosowania. Do mnie osobiści historie zwykłych ludzi którzy osiągnęli sukces przemawiają bardziej niż "case study" wielkich korporacji typu Sony czy Microsoft, które - według wielu książek biznesowych - bez żadnych problemów mogą wcielać w życie maleńkie, rodzinne biznesy. A fakt, że być może posiadają one jedynie promil budżetu gigantów nie stanowi niby żadnej przeszkody... Dlatego też zazwyczaj czytając biznesowe książki omijam ramki z historiami o nieosiągalnych koncernach. W poradniku Michała Wawrzyniaka niczego omijać nie musiałam, bowiem nie ma w nim fragmentów nudnych czy też oderwanych od rzeczywistości (to kolejny plus książki - opiera się ona o nasze polskie realia). Z powyższych powodów z czystym sumieniem polecam wszystkim osobom zainteresowanym doskonaleniem swych "kompetencji miękkich" zarówno poradnik "Guru kultu...ry", jak i cały pakiet szkoleniowy Michała Wawrzyniaka.
Sztukater.pl Thalita
Zapomnij o pieniądzach i bogać się
Któż z nas nie chciałby w łatwy i przyjemny sposób stać się bogaty? Ja z pewnością, dlatego też sięgnęłam po poradnik Boba Proctora. Czy dzięki tej 219-stronicowej książce wkrótce stanę się milionerką?
Bob Proctor od ponad 40 lat uczy ludzi bogacenia się, pomnażając w ten sposób także swój majątek. Odniósł on ogromny sukces sprzedając ludziom wiedzę, która chciałoby posiadać większość osób na naszej planecie. Co istotne, jest to wiedza niemierzalna lub mierzalna dla każdego indywidualnie, bowiem jeden uznał że osiągnął sukces gdy stanie się właścicielem wyspy i prywatnego helikoptera, drugiemu do poczucia życiowego powodzenia wystarczy przeprowadzka do większego mieszkania. Dzięki poradnikowi Proctora zarówno jedni jak i drudzy powinni spełnić swoje marzenia.
Książka składa się z dziewięciu rozdziałów podzielonych na kilka lub kilkanaście podrozdziałów. Czytając ją, da się także wyodrębnić trzy główne bloki tematyczne - rozdziały 1-3 dotyczą samej idei Boba Proctora, części 4-6 to konkretne wskazówki jak wcielać je w życie, natomiast rozdziały 7-9 poświęcone są kontaktom międzyludzkim.
Przyznam, że wyłożona w trzech pierwszych rozdziałach idea Boba Proctora opierająca się na prawie przyciągania zupełnie do mnie nie przemawia. Proctor twierdzi, że tylko nasze nastawienie do życia i sposób myślenia o nim może sprawić, że staniemy się bogaczami. Według niego każdy człowiek rodzi się z takim samym potencjałem i tylko od niego zależy, jak owy potencjał wykorzysta. Całkowicie się z tym nie zgadzam. Oczywiście prawdą jest, że - jak powiedział już kiedyś ktoś mądry - zamartwianie się nie zmieniło jeszcze nigdy biegu wydarzeń, a negatywne myślenie może wywołać jedynie szereg chorób psychosomatycznych (to już moje doświadczenia własne), ale czy to znaczy, że "smutasy" celowo przyciągają do siebie wszelkie nieszczęścia, zaś "hurraoptymistów" będą spotykać w życiu jedynie rzeczy dobre? Moim zdaniem nie, a wykluczenie czynnika losowego i przypisywanie odpowiedzialności za życiowe nieszczęścia jedynie ich ofiarom jest bardzo krzywdzące np. wobec osób chorych na raka czy też poszkodowanych przez pijanych kierowców. Czytając pierwszą część poradnika odnoszę wrażenie, że Bob Proctor patrzy na świat jedynie przez pryzmat swego wielkiego sukcesu. Nie ukończył on nawet szkoły średniej i początkowo pracował na stacji benzynowej, zatem kategorycznie stwierdza, że wykształcenie formalne nie jest nikomu potrzebne. Owszem, rzadko kto pracuje całe życie (albo i w ogóle) w swoim wyuczonym zawodzie, ale nie znaczy to że nauka i zdobywanie dyplomów nie ma sensu, czy - cytując Proctora - jest "więzieniem percepcji". Nie sądzę by ktoś awansował czy rozwinął swoją firmę jedynie za sprawą pozytywnego myślenia czy też wizualizacji celów.
Na szczęście w rozdziałach 4-6 mamy już konkrety. Autor poradnika przedstawia w nich narzędzia ułatwiające zarządzanie czasem oraz precyzowanie i priorytetowanie swoich dążeń. Mamy tu chociażby tabelę, dzięki której łatwiej nam będzie określić, które z działań przynoszą nam największy dochód przy najmniejszej stracie czasu. Oprócz tego Proctor zwraca uwagę na wyeliminowanie ze swojego życia tak zwanych "złodziei czasu", do których zalicza np. telewizję, gry na komórce, czy też osoby nie mające nic ciekawego do powiedzenia. Bowiem - zdaniem autora"Zapomnij o pieniądzach..." - to właśnie czas jest naszym najważniejszym zasobem, który powinniśmy jak najkorzystniej spieniężyć (z tym akurat całkowicie się zgadzam).
W trzech ostatnich rozdziałach książki dowiadujemy się w jaki sposób budować relacje z ludźmi (i z jakimi ludźmi), tak by były one naszym wsparciem w drodze do sukcesu. Proctor radzi nam unikać malkontentów, ludzi którym w życiu się nie powiodło, a także osób nie posiadających w życiu żadnego celu i marnujących przy tym nasz czas. Jednak nie nakłania on do palenia za sobą mostów, ponieważ każda znajomość, choć może w minimalnym stopniu, ale zawsze niesie ze sobą coś dobrego. W tym miejscu też się z nim zgadzam, choć nie do końca. Autor odradza znajomości z pechowcami i współczucie im (no bo wiadomo - sami są sob ie winni), co mi wydaje się trochę niemoralne.
Po przeczytaniu całego poradnika - mimo że nie przekonuje mnie idea prawa przyciągania - wystawiłam mu ocenę bardzo dobrą. Bo choć nie sądzę, by rady w nim zawarte znacząco przyczyniły się do powiększania stanu naszego konta (porad jak to uczynić szukałabym raczej w książkach dotyczących inwestowania, podręcznikach przedsiębiorczości, nie zaś w kursach pozytywnego myślenia), jednak z pewnością pomogą zorganizować sobie pracę i wygospodarować więcej wolnego czasu.
Bob Proctor od ponad 40 lat uczy ludzi bogacenia się, pomnażając w ten sposób także swój majątek. Odniósł on ogromny sukces sprzedając ludziom wiedzę, która chciałoby posiadać większość osób na naszej planecie. Co istotne, jest to wiedza niemierzalna lub mierzalna dla każdego indywidualnie, bowiem jeden uznał że osiągnął sukces gdy stanie się właścicielem wyspy i prywatnego helikoptera, drugiemu do poczucia życiowego powodzenia wystarczy przeprowadzka do większego mieszkania. Dzięki poradnikowi Proctora zarówno jedni jak i drudzy powinni spełnić swoje marzenia.
Książka składa się z dziewięciu rozdziałów podzielonych na kilka lub kilkanaście podrozdziałów. Czytając ją, da się także wyodrębnić trzy główne bloki tematyczne - rozdziały 1-3 dotyczą samej idei Boba Proctora, części 4-6 to konkretne wskazówki jak wcielać je w życie, natomiast rozdziały 7-9 poświęcone są kontaktom międzyludzkim.
Przyznam, że wyłożona w trzech pierwszych rozdziałach idea Boba Proctora opierająca się na prawie przyciągania zupełnie do mnie nie przemawia. Proctor twierdzi, że tylko nasze nastawienie do życia i sposób myślenia o nim może sprawić, że staniemy się bogaczami. Według niego każdy człowiek rodzi się z takim samym potencjałem i tylko od niego zależy, jak owy potencjał wykorzysta. Całkowicie się z tym nie zgadzam. Oczywiście prawdą jest, że - jak powiedział już kiedyś ktoś mądry - zamartwianie się nie zmieniło jeszcze nigdy biegu wydarzeń, a negatywne myślenie może wywołać jedynie szereg chorób psychosomatycznych (to już moje doświadczenia własne), ale czy to znaczy, że "smutasy" celowo przyciągają do siebie wszelkie nieszczęścia, zaś "hurraoptymistów" będą spotykać w życiu jedynie rzeczy dobre? Moim zdaniem nie, a wykluczenie czynnika losowego i przypisywanie odpowiedzialności za życiowe nieszczęścia jedynie ich ofiarom jest bardzo krzywdzące np. wobec osób chorych na raka czy też poszkodowanych przez pijanych kierowców. Czytając pierwszą część poradnika odnoszę wrażenie, że Bob Proctor patrzy na świat jedynie przez pryzmat swego wielkiego sukcesu. Nie ukończył on nawet szkoły średniej i początkowo pracował na stacji benzynowej, zatem kategorycznie stwierdza, że wykształcenie formalne nie jest nikomu potrzebne. Owszem, rzadko kto pracuje całe życie (albo i w ogóle) w swoim wyuczonym zawodzie, ale nie znaczy to że nauka i zdobywanie dyplomów nie ma sensu, czy - cytując Proctora - jest "więzieniem percepcji". Nie sądzę by ktoś awansował czy rozwinął swoją firmę jedynie za sprawą pozytywnego myślenia czy też wizualizacji celów.
Na szczęście w rozdziałach 4-6 mamy już konkrety. Autor poradnika przedstawia w nich narzędzia ułatwiające zarządzanie czasem oraz precyzowanie i priorytetowanie swoich dążeń. Mamy tu chociażby tabelę, dzięki której łatwiej nam będzie określić, które z działań przynoszą nam największy dochód przy najmniejszej stracie czasu. Oprócz tego Proctor zwraca uwagę na wyeliminowanie ze swojego życia tak zwanych "złodziei czasu", do których zalicza np. telewizję, gry na komórce, czy też osoby nie mające nic ciekawego do powiedzenia. Bowiem - zdaniem autora"Zapomnij o pieniądzach..." - to właśnie czas jest naszym najważniejszym zasobem, który powinniśmy jak najkorzystniej spieniężyć (z tym akurat całkowicie się zgadzam).
W trzech ostatnich rozdziałach książki dowiadujemy się w jaki sposób budować relacje z ludźmi (i z jakimi ludźmi), tak by były one naszym wsparciem w drodze do sukcesu. Proctor radzi nam unikać malkontentów, ludzi którym w życiu się nie powiodło, a także osób nie posiadających w życiu żadnego celu i marnujących przy tym nasz czas. Jednak nie nakłania on do palenia za sobą mostów, ponieważ każda znajomość, choć może w minimalnym stopniu, ale zawsze niesie ze sobą coś dobrego. W tym miejscu też się z nim zgadzam, choć nie do końca. Autor odradza znajomości z pechowcami i współczucie im (no bo wiadomo - sami są sob ie winni), co mi wydaje się trochę niemoralne.
Po przeczytaniu całego poradnika - mimo że nie przekonuje mnie idea prawa przyciągania - wystawiłam mu ocenę bardzo dobrą. Bo choć nie sądzę, by rady w nim zawarte znacząco przyczyniły się do powiększania stanu naszego konta (porad jak to uczynić szukałabym raczej w książkach dotyczących inwestowania, podręcznikach przedsiębiorczości, nie zaś w kursach pozytywnego myślenia), jednak z pewnością pomogą zorganizować sobie pracę i wygospodarować więcej wolnego czasu.
Sztukater.pl Thalita
Zapomnij o pieniądzach i bogać się
Jestem przekonana, że większość z Was, moi kochani Czytelnicy, mniej więcej zna i rozumie sposób pisania amerykańskich poradników. Oni są tak niesamowicie entuzjastyczni i pełni optymizmu, że tylko nadzieję trzeba mieć wielką, że zarażą nas tymi uczuciami całkowicie.
Wiadomo zatem, że książka, na której okładce wielkimi literami wypisane jest "BOGAĆ SIĘ" przepełniona będzie zapałem, zagrzewaniem do walki i udowadnianiem, że na pewno się uda! A skoro napisane jest jeszcze, że autorem książki "Zapomnij o pieniądzach i bogać się", wydanej przez wydawnictwo Onepress, jest autor bestsellera, Bob Proctor, to wiemy, że mamy do czynienia z zawodowcem. Tutaj nie ma mowy o przypadku i błądzeniu po omacku. Wszystko jest sprawdzone, przetestowane, zoptymalizowane i dopieszczone do ostatniej literki. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, podobnie zresztą jak i właściwe słowa.
Cała książka składa się z dziewięciu rozdziałów i tyluż samo podsumowań. Można w niej również znaleźć coś na kształt ćwiczeń, które mają nam pomóc. W czym? No właśnie!
Otóż, moi mili, mamy robić nie mniej, nie więcej, tylko się bogacić! Ot co. Mamy wysunąć dumnie pierś do przodu, spojrzeć na nasze dotychczasowe życie krytycznie, przeanalizować stan konta bankowego, obiektywnie spojrzeć na etatowe zatrudnienie i całkiem blisko i uważnie przyjrzeć się naszym słabym i mocnym stronom. Najlepiej jeszcze pomnożyć pensję razy 1000. Albo nie, nie ograniczajmy się! Pomnóżmy ją razy 10000 i zacznijmy tyle zarabiać. Od teraz, od tej chwili!
Bob Proctor zdecydowanie i konsekwentnie przekonuje nas, że jest to całkiem możliwe i bardzo realne, jeśli tylko pokonamy w sobie kilka przeszkód i zburzymy kilka, wydawać by się mogło, niezniszczalnych murów. Co więcej, proponuje, że pomoże nam w tych wszystkich zmaganiach, wystarczy, że całkowicie poddamy się jego radom (idealnie by było, gdybyśmy też kupili inne jego książki, wtedy będziemy mieli pełen obraz kształtu nadchodzących zmian...). Oczywiście nie powiem Wam jakie to rady. Oj nie! Każdy na swoje miliony zapracować musi sam, a pierwszym krokiem niech będzie przeczytanie tej książki (właściwie to autor proponuje, żeby jej nie czytać, tylko studiować i powolutku wbijać sobie, zapisane tam mądrości, do głowy).
Jedno, co usłyszeć możecie ode mnie, kochani Czytelnicy, to to, że rzeczywiście książka napisana jest bardzo przejrzyście i klarownie. Język, jaki zaproponował nam Bartosz Oczko, czyli tłumacz, jest łatwo przyswajalny, konkretny i całkiem zgrabny, więc czyta się przyjemnie i płynnie. To, co jednak może czytelnika uwierać, to to, że już po kilkunastu stronach i kilku rozdziałach zorientować się można, że Bob Proctor sprzedaje nam to samo, ale w innej wersji. Spoiler? Bynajmniej. Dla upartego takie wbijanie do głowy zawsze będzie miało dobry skutek. Jedna prawda podana na wiele sposób. Taki styl może się podobać. Oczywiście nie musi i ja pozostanę wierna tej drugiej opcji.
Innymi słowy jego przekaz załapałam na początku i raczej niechętnie poddałam się temu ideowemu kołowrotkowi. I chociaż człowiek dobrze gada, pomysły ma niezłe, motywuje i napędza do działania, to jednak za dużo, to za dużo.
Ale powiem Wam, drodzy Czytelnicy, że wierzę mu. Wierzę całą sobą, bo tak pięknie potrafi wpleść w tekst zasadność posiadania jego książek i jego DVD i należenia do jego klubu i chodzenia na spotkania (płatne, a jak!) z nim, że na pewno ma łeb na karku, a na koncie miliony.
Zatem, już na zakończenie napiszę, że aby przeczytać zakończenie wystarczy wysłać SMS o treści "mam łeb na karku" na numer...............
Wiadomo zatem, że książka, na której okładce wielkimi literami wypisane jest "BOGAĆ SIĘ" przepełniona będzie zapałem, zagrzewaniem do walki i udowadnianiem, że na pewno się uda! A skoro napisane jest jeszcze, że autorem książki "Zapomnij o pieniądzach i bogać się", wydanej przez wydawnictwo Onepress, jest autor bestsellera, Bob Proctor, to wiemy, że mamy do czynienia z zawodowcem. Tutaj nie ma mowy o przypadku i błądzeniu po omacku. Wszystko jest sprawdzone, przetestowane, zoptymalizowane i dopieszczone do ostatniej literki. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, podobnie zresztą jak i właściwe słowa.
Cała książka składa się z dziewięciu rozdziałów i tyluż samo podsumowań. Można w niej również znaleźć coś na kształt ćwiczeń, które mają nam pomóc. W czym? No właśnie!
Otóż, moi mili, mamy robić nie mniej, nie więcej, tylko się bogacić! Ot co. Mamy wysunąć dumnie pierś do przodu, spojrzeć na nasze dotychczasowe życie krytycznie, przeanalizować stan konta bankowego, obiektywnie spojrzeć na etatowe zatrudnienie i całkiem blisko i uważnie przyjrzeć się naszym słabym i mocnym stronom. Najlepiej jeszcze pomnożyć pensję razy 1000. Albo nie, nie ograniczajmy się! Pomnóżmy ją razy 10000 i zacznijmy tyle zarabiać. Od teraz, od tej chwili!
Bob Proctor zdecydowanie i konsekwentnie przekonuje nas, że jest to całkiem możliwe i bardzo realne, jeśli tylko pokonamy w sobie kilka przeszkód i zburzymy kilka, wydawać by się mogło, niezniszczalnych murów. Co więcej, proponuje, że pomoże nam w tych wszystkich zmaganiach, wystarczy, że całkowicie poddamy się jego radom (idealnie by było, gdybyśmy też kupili inne jego książki, wtedy będziemy mieli pełen obraz kształtu nadchodzących zmian...). Oczywiście nie powiem Wam jakie to rady. Oj nie! Każdy na swoje miliony zapracować musi sam, a pierwszym krokiem niech będzie przeczytanie tej książki (właściwie to autor proponuje, żeby jej nie czytać, tylko studiować i powolutku wbijać sobie, zapisane tam mądrości, do głowy).
Jedno, co usłyszeć możecie ode mnie, kochani Czytelnicy, to to, że rzeczywiście książka napisana jest bardzo przejrzyście i klarownie. Język, jaki zaproponował nam Bartosz Oczko, czyli tłumacz, jest łatwo przyswajalny, konkretny i całkiem zgrabny, więc czyta się przyjemnie i płynnie. To, co jednak może czytelnika uwierać, to to, że już po kilkunastu stronach i kilku rozdziałach zorientować się można, że Bob Proctor sprzedaje nam to samo, ale w innej wersji. Spoiler? Bynajmniej. Dla upartego takie wbijanie do głowy zawsze będzie miało dobry skutek. Jedna prawda podana na wiele sposób. Taki styl może się podobać. Oczywiście nie musi i ja pozostanę wierna tej drugiej opcji.
Innymi słowy jego przekaz załapałam na początku i raczej niechętnie poddałam się temu ideowemu kołowrotkowi. I chociaż człowiek dobrze gada, pomysły ma niezłe, motywuje i napędza do działania, to jednak za dużo, to za dużo.
Ale powiem Wam, drodzy Czytelnicy, że wierzę mu. Wierzę całą sobą, bo tak pięknie potrafi wpleść w tekst zasadność posiadania jego książek i jego DVD i należenia do jego klubu i chodzenia na spotkania (płatne, a jak!) z nim, że na pewno ma łeb na karku, a na koncie miliony.
Zatem, już na zakończenie napiszę, że aby przeczytać zakończenie wystarczy wysłać SMS o treści "mam łeb na karku" na numer...............
Sztukater.pl Nadrektor