Recenzje
Życie. Następny poziom. Coaching transpersonalny
Dlaczego (tak często) coaching przynosi jedynie pozorne, chwilowe zmiany, albo wręcz w ogóle nie działa? I co musiałoby się stać, aby trwała zmiana – nie tylko na poziomie nawyków i zachowań, ale przed wszystkim osobowości klienta – stała się faktem? To ważne pytania w dobie coraz większej popularności coachingu i z oczywistych względów powinni je sobie zadać wszyscy zainteresowani – zarówno klienci, jak i coachowie. A jeśli wyjdziemy z założenia, że każdy z nas jest (albo może stać się) swoim własnym coachem czy mentorem – odpowiedź nabiera jeszcze większego znaczenia. Bo któż z nas nie doświadczył chociaż raz efektu jo-jo w jakiejkolwiek ze sfer życia? Któż z nas nie przeżył tej frustracji, gdy – na drodze od wytyczonego celu poprzez realizację planu do sukcesu – czegoś zabrakło? Albo, gdy starannie wypracowany, nowy nawyk z niewiadomych powodów jednak ustąpił miejsca temu, co stare i znane?
Na tych pytaniach (i odpowiedzi na nie) skoncentrował się Jarosław Gibas, autor książki pt. „Życie. Następny poziom. Coaching transpersonalny”, wydanej przez wydawnictwo Helion OnePress. Głównym celem tej pozycji jest uświadomienie czytelnikowi, jak ważne (wręcz – kluczowe) jest uwzględnienie w procesie rozwoju osobistego sfery duchowej. Nie jest to oczywiście postulat rewolucyjny – wszystkie religie i tradycje duchowe na całym świecie – różnymi słowami – nawoływały do zwrócenia się ku duchowości. Kierunek ten – w swoim świeckim wydaniu – nie był obcy i psychologii – od humanistycznej, poprzez nurt egzystencjalny (gdzie wyraził się najdobitniej), na najmłodszej gałęzi – psychologii pozytywnej, skończywszy. Niestety, dzisiaj, sfera egzystencjalna człowieka zbyt często bywa lekceważona i pomijana przez wielu współczesnych terapeutów i coachów. Czy czują się oni niekompetentni w tej materii? Czy może sfera duchowości uznawana jest jednak powszechnie za zbyt intymną, przynależną jedynie religii, kościołom i autorytetom duchowym? Trudno powiedzieć. Jarosław Gibas przekonuje jednak, iż zmiana będzie trwała tylko wtedy, gdy przekroczy poziom zachowania i będzie odnosić się do najwyższych warstw istnienia człowieka – tożsamości, wartości, poczucia celu i sensu w życiu. Według niego, skuteczność coachingu skoncentrowanego na celach często jest niezadowalająca, ponieważ klienci przychodzą z „pozornymi problemami”, których rozwiązanie nie przynosi trwałego poczucia szczęścia. Nie pytaj więc – siebie samego czy Twojego klienta – „Co chcesz osiągnąć?”. Spytaj raczej: „Kim jesteś?”, „Kim pragniesz się stać?”, „Jakie są Twoje wartości”, „Po co żyjesz?”, „Co uczyni Cię naprawdę szczęśliwym?”.
„Życie…” Gibasa to książka napisana w duchu filozofii buddyjskiej. Nierozerwalnie łączą się z nią kwestie takie jak: refleksja nad Ja, akceptacja i nieosądzanie, obecność i uważność czy medytacja. I właśnie tym zagadnieniom niemal w całości poświęcony został „Coaching transpersonalny”. Książka ta składa się z zaledwie 9 rozdziałów, z których każdy omawia jedno z powyższych (i z nimi powiązanych) zagadnień. Każdy rozdział, co przypadło mi do gustu, rozpoczyna się od intrygującej przypowieści. W treści rozdziału zaś przeplatają się ze sobą pytania, które mają uruchomić wgląd czytelnika, refleksje i doświadczenia autora, historie jego klientów oraz luźne propozycje ćwiczeń. Mocną stronę tej publikacji stanową bez wątpienia terapeutyczne i życiowe doświadczenie autora oraz jego styl – gawędziarski, czasem lekki i zabawny, czasem prowokujący, ale zawsze działający na emocje i wyobraźnię czytelnika, angażujący. Co ważne, autor nie wypowiada się z pozycji wszechwiedzącego autorytetu, lecz zachęca czytelnika do tego, by ten samodzielnie odkrywał siebie i – uniezależniając się od opinii innych ludzi – sam stał się dla siebie mentorem i autorytetem. Czytelnicy, którzy obawiają się kolejnego „guru” od spraw duchowości, mogą więc odetchnąć.
Za najsłabszą stronę „Coachingu Transpersonalnego” uważam z kolei szatę graficzną, a raczej jej kompletny brak. Ta publikacja mogłaby naprawdę wiele zyskać, gdyby zawartość merytoryczna została przedstawiona w bardziej czytelny i interesujący sposób. Zabrakło chociażby oddzielenia od siebie różnego rodzaju informacji (cytaty, pytania do refleksji, ćwiczenia coachingowe, historie osobiste), wyróżnienia i podkreślenia najistotniejszych kwestii czy krótkich podsumowań na koniec rozdziału. A wystarczyłoby przecież tak niewiele – utworzyć sekcje i paragrafy, zastosować numerowanie, część tekstu umieścić w ramkach, popracować nad atrybutami czcionki. Zredagowanie treści (długich!) rozdziałów w formie ciągłego tekstu to błąd, który nie tylko utrudnia czytanie i irytuje (spada koncentracja, pojawia się monotonia i znużenie), ale także utrudnia powracanie do ważnych fragmentów już po skończonej lekturze.
Dla kogo przeznaczony jest „Coaching…”? Sięgając po tę pozycję Gibasa, zastanawiałam się, czy jej docelowymi czytelnikami są praktycy, czyli coachowie, czy też wszyscy zainteresowani rozwojem osobistym (niestety informacji tej nie znalazłam na okładce). Chociaż wstęp zasugerował mi, że publikacja ta jest przeznaczona raczej dla osób już pracujących metodami coachingowymi, po zakończonej lekturze odczuwam dezorientację. Wydaje mi się, iż grupa docelowa jednak nie została należycie doprecyzowana i w efekcie powstała publikacja, która „usiłuje trafić do wszystkich”. Ma to oczywiście także swoje plusy, bo rzeczywiście każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. Zastanawiam się tylko, czy doświadczeni coachowie otrzymają praktyczne narzędzia, które będą mogli włączyć do swojej pracy.
„Coaching transpersonalny” Gibasa ma swoje mocne i słabsze strony. Jednakże to z pewnością ważna, rodzima pozycja dla wszystkich osób zainteresowanych coachingiem. Napisana z pozycji doświadczonego praktyka, wskazuje zarówno na jego potencjał, jak i możliwe pułapki. Coachom pomaga nabrać pokory, ponieważ uświadamia, iż sam coaching jest ostatecznie tylko narzędziem w rękach człowieka. I zawsze będzie on być tylko na takim poziomie, na jakim jest ten, kto się nim posługuje. Stąd konieczność nieustannej pracy nad sobą (szczególnie na poziomie duchowym), do której książka inspiruje, będąc jednocześnie zbiorem drogowskazów. Nie-praktykom może zaś wskazać drogę do tego, jak stać się swoim własnym coachem – i to od razu na najgłębszym poziomie. Jednakże czytelnicy, którzy są już zaznajomieni z pracą na poziomie transpersonalnym (w postaci chociażby treningu uważności, medytacji czy odkrywania życiowej misji), znajdą w tej pozycji raczej powtórzenie już znanych informacji i metod. Podsumowując, jest to kolejne, współczesne ujęcie starej mądrości (głównie buddyjskiej), opatrzone nowoczesnym i „chwytliwym” słowem „coaching”. Aczkolwiek wartościowe.
Na tych pytaniach (i odpowiedzi na nie) skoncentrował się Jarosław Gibas, autor książki pt. „Życie. Następny poziom. Coaching transpersonalny”, wydanej przez wydawnictwo Helion OnePress. Głównym celem tej pozycji jest uświadomienie czytelnikowi, jak ważne (wręcz – kluczowe) jest uwzględnienie w procesie rozwoju osobistego sfery duchowej. Nie jest to oczywiście postulat rewolucyjny – wszystkie religie i tradycje duchowe na całym świecie – różnymi słowami – nawoływały do zwrócenia się ku duchowości. Kierunek ten – w swoim świeckim wydaniu – nie był obcy i psychologii – od humanistycznej, poprzez nurt egzystencjalny (gdzie wyraził się najdobitniej), na najmłodszej gałęzi – psychologii pozytywnej, skończywszy. Niestety, dzisiaj, sfera egzystencjalna człowieka zbyt często bywa lekceważona i pomijana przez wielu współczesnych terapeutów i coachów. Czy czują się oni niekompetentni w tej materii? Czy może sfera duchowości uznawana jest jednak powszechnie za zbyt intymną, przynależną jedynie religii, kościołom i autorytetom duchowym? Trudno powiedzieć. Jarosław Gibas przekonuje jednak, iż zmiana będzie trwała tylko wtedy, gdy przekroczy poziom zachowania i będzie odnosić się do najwyższych warstw istnienia człowieka – tożsamości, wartości, poczucia celu i sensu w życiu. Według niego, skuteczność coachingu skoncentrowanego na celach często jest niezadowalająca, ponieważ klienci przychodzą z „pozornymi problemami”, których rozwiązanie nie przynosi trwałego poczucia szczęścia. Nie pytaj więc – siebie samego czy Twojego klienta – „Co chcesz osiągnąć?”. Spytaj raczej: „Kim jesteś?”, „Kim pragniesz się stać?”, „Jakie są Twoje wartości”, „Po co żyjesz?”, „Co uczyni Cię naprawdę szczęśliwym?”.
„Życie…” Gibasa to książka napisana w duchu filozofii buddyjskiej. Nierozerwalnie łączą się z nią kwestie takie jak: refleksja nad Ja, akceptacja i nieosądzanie, obecność i uważność czy medytacja. I właśnie tym zagadnieniom niemal w całości poświęcony został „Coaching transpersonalny”. Książka ta składa się z zaledwie 9 rozdziałów, z których każdy omawia jedno z powyższych (i z nimi powiązanych) zagadnień. Każdy rozdział, co przypadło mi do gustu, rozpoczyna się od intrygującej przypowieści. W treści rozdziału zaś przeplatają się ze sobą pytania, które mają uruchomić wgląd czytelnika, refleksje i doświadczenia autora, historie jego klientów oraz luźne propozycje ćwiczeń. Mocną stronę tej publikacji stanową bez wątpienia terapeutyczne i życiowe doświadczenie autora oraz jego styl – gawędziarski, czasem lekki i zabawny, czasem prowokujący, ale zawsze działający na emocje i wyobraźnię czytelnika, angażujący. Co ważne, autor nie wypowiada się z pozycji wszechwiedzącego autorytetu, lecz zachęca czytelnika do tego, by ten samodzielnie odkrywał siebie i – uniezależniając się od opinii innych ludzi – sam stał się dla siebie mentorem i autorytetem. Czytelnicy, którzy obawiają się kolejnego „guru” od spraw duchowości, mogą więc odetchnąć.
Za najsłabszą stronę „Coachingu Transpersonalnego” uważam z kolei szatę graficzną, a raczej jej kompletny brak. Ta publikacja mogłaby naprawdę wiele zyskać, gdyby zawartość merytoryczna została przedstawiona w bardziej czytelny i interesujący sposób. Zabrakło chociażby oddzielenia od siebie różnego rodzaju informacji (cytaty, pytania do refleksji, ćwiczenia coachingowe, historie osobiste), wyróżnienia i podkreślenia najistotniejszych kwestii czy krótkich podsumowań na koniec rozdziału. A wystarczyłoby przecież tak niewiele – utworzyć sekcje i paragrafy, zastosować numerowanie, część tekstu umieścić w ramkach, popracować nad atrybutami czcionki. Zredagowanie treści (długich!) rozdziałów w formie ciągłego tekstu to błąd, który nie tylko utrudnia czytanie i irytuje (spada koncentracja, pojawia się monotonia i znużenie), ale także utrudnia powracanie do ważnych fragmentów już po skończonej lekturze.
Dla kogo przeznaczony jest „Coaching…”? Sięgając po tę pozycję Gibasa, zastanawiałam się, czy jej docelowymi czytelnikami są praktycy, czyli coachowie, czy też wszyscy zainteresowani rozwojem osobistym (niestety informacji tej nie znalazłam na okładce). Chociaż wstęp zasugerował mi, że publikacja ta jest przeznaczona raczej dla osób już pracujących metodami coachingowymi, po zakończonej lekturze odczuwam dezorientację. Wydaje mi się, iż grupa docelowa jednak nie została należycie doprecyzowana i w efekcie powstała publikacja, która „usiłuje trafić do wszystkich”. Ma to oczywiście także swoje plusy, bo rzeczywiście każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. Zastanawiam się tylko, czy doświadczeni coachowie otrzymają praktyczne narzędzia, które będą mogli włączyć do swojej pracy.
„Coaching transpersonalny” Gibasa ma swoje mocne i słabsze strony. Jednakże to z pewnością ważna, rodzima pozycja dla wszystkich osób zainteresowanych coachingiem. Napisana z pozycji doświadczonego praktyka, wskazuje zarówno na jego potencjał, jak i możliwe pułapki. Coachom pomaga nabrać pokory, ponieważ uświadamia, iż sam coaching jest ostatecznie tylko narzędziem w rękach człowieka. I zawsze będzie on być tylko na takim poziomie, na jakim jest ten, kto się nim posługuje. Stąd konieczność nieustannej pracy nad sobą (szczególnie na poziomie duchowym), do której książka inspiruje, będąc jednocześnie zbiorem drogowskazów. Nie-praktykom może zaś wskazać drogę do tego, jak stać się swoim własnym coachem – i to od razu na najgłębszym poziomie. Jednakże czytelnicy, którzy są już zaznajomieni z pracą na poziomie transpersonalnym (w postaci chociażby treningu uważności, medytacji czy odkrywania życiowej misji), znajdą w tej pozycji raczej powtórzenie już znanych informacji i metod. Podsumowując, jest to kolejne, współczesne ujęcie starej mądrości (głównie buddyjskiej), opatrzone nowoczesnym i „chwytliwym” słowem „coaching”. Aczkolwiek wartościowe.
moznaprzeczytac.pl MN
Życie. Następny poziom. Coaching transpersonalny
W życiu człowieka przychodzi czasem taki moment, że wydaje mu się, że czegoś mu w życiu brakuje. Nie do końca wie czego konkretnie, bo przecież ma dobrą pracę, dostał się na stanowisko, o którym marzył, życiowy partner kocha go całym sercem i jest tą osobą, z jaką chce się zestarzeć, a dzieci dostarczają powodów do dumy. Czego takiemu komuś może brakować? Pieniędzy? Nie, przecież dobrze zarabia. Miłości? Gdzie tam? Przecież jest kochany. Pozostaje odpowiedź na najważniejsze pytanie. Czy jego życie to tylko dokonywane przez niego wybory czy może decyzje podjęte dlatego, bo tak ktoś mu doradził? Czy można być szczęśliwym żyjąc życiem, które zostało dla nas wybrane przez kogoś innego? Na te pytania odpowiada książka Jarosława Gibasa Życie. Następny poziom. Coaching transpersonalny.
Każdy z nas chciałby dostać prostą odpowiedź na to, jak żyć. Taka już natura większości ludzi. Pragniemy dojść do upragnionego celu, ale niekoniecznie chcemy się przy tym natrudzić. Podejmując jakieś decyzje, radzimy się innych i zastanawiamy się, co ludzie powiedzą na temat naszego wyboru. Często wtedy nie słuchamy swojego wewnętrznego głosu i dochodzimy do wniosku, że to, na co się zdecydowaliśmy, jest złe, lecz nie wypada zmienić zdania, bo ten, kto nam to doradził, obrazi się, gdy się o tym dowie. Trudno wtedy być szczęśliwym człowiekiem. Autor książki pokazuje, jak sobie z tym poradzić.
Coach musi upewnić się, że klient, który przychodzi do niego z problemem, pojawił się tu z własnej woli, a nie dlatego, że ktoś wywarł na nim presję. Wszystko bowiem zależy od człowieka, który po odpowiedzi na pytanie kim jest, postanawia wejść na nową ścieżkę rozwoju, z jakiej nie będzie już odwrotu.
Każdy z dziewięciu rozdziałów książki Jarosława Gibasa rozpoczyna się od opowieści o uczniu, który przyszedł po poradę do swojego mistrza. Mędrzec nie podaje prostych rozwiązań. Zmusza swojego ucznia do myślenia. Na tym właśnie polega coaching. Nie można dać człowiekowi gotowych odpowiedzi na nurtujące go pytania, bo wtedy przestanie on sam ich szukać i z jego rozwoju nic nie wyjdzie. Rozdziały tej książki są krótkie, lecz wymagają od czytelnika ogromnego skupienia. Przyznam, że niejednokrotnie czułam, że ta lektura jest dla mnie za trudna, bo pojawia się sporo pojęć, o istnieniu których nie miałam pojęcia, ale nie poddałam się, z czego jestem dumna.
Najwięcej mojej uwagi przykuł rozdział mówiący o osądach. Myślimy kategoriami. Widząc zataczającego się człowieka, myślimy, że jest pijany. Rzadko kiedy przyjdzie nam do głowy, żeby podejść do niego i zapytać, czy nie potrzebuje pomocy, bo może jest chory. Kiedy spotykamy matkę ciągnącą za rękę krzyczące dziecko, patrzymy na nią z politowaniem, że tak rozpuściła swoją pociechę. Nie mamy jednak pewności, że ten malec nie boryka się z zaburzeniami psychicznymi, na jakie wychowanie rodziców nie ma zbyt dużego wpływu. Takie etykietowanie jest bardzo łatwe. Nie zmusza nas do myślenia. Wtedy najszybciej wyrobić sobie na czyjś temat błędną opinię i skrzywdzić go. Jarosław Gibas pokazuje, że to jest złe. Nie próbując nawet tego zmienić, nie będziemy w stanie się rozwijać, a przecież po to żyjemy, by osiągać więcej, a nie stać w miejscu i zazdrościć innym.
Książka jest momentami dość trudna w odbiorze, jednak otwiera człowiekowi oczy na wiele spraw. Nie twierdzę, że jej lektura od razu zmieni życie, ale na pewno zmusi do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami. Warto sięgnąć po nią, jeśli czuje się, że właśnie przyszedł czas, by dokonać pewnych zmian. Nie obiecuję, że będzie łatwo, ale czy nie warto się poświęcić, żeby czuć satysfakcję, że wszystkiego dokonało się samemu?
Każdy z nas chciałby dostać prostą odpowiedź na to, jak żyć. Taka już natura większości ludzi. Pragniemy dojść do upragnionego celu, ale niekoniecznie chcemy się przy tym natrudzić. Podejmując jakieś decyzje, radzimy się innych i zastanawiamy się, co ludzie powiedzą na temat naszego wyboru. Często wtedy nie słuchamy swojego wewnętrznego głosu i dochodzimy do wniosku, że to, na co się zdecydowaliśmy, jest złe, lecz nie wypada zmienić zdania, bo ten, kto nam to doradził, obrazi się, gdy się o tym dowie. Trudno wtedy być szczęśliwym człowiekiem. Autor książki pokazuje, jak sobie z tym poradzić.
Coach musi upewnić się, że klient, który przychodzi do niego z problemem, pojawił się tu z własnej woli, a nie dlatego, że ktoś wywarł na nim presję. Wszystko bowiem zależy od człowieka, który po odpowiedzi na pytanie kim jest, postanawia wejść na nową ścieżkę rozwoju, z jakiej nie będzie już odwrotu.
Każdy z dziewięciu rozdziałów książki Jarosława Gibasa rozpoczyna się od opowieści o uczniu, który przyszedł po poradę do swojego mistrza. Mędrzec nie podaje prostych rozwiązań. Zmusza swojego ucznia do myślenia. Na tym właśnie polega coaching. Nie można dać człowiekowi gotowych odpowiedzi na nurtujące go pytania, bo wtedy przestanie on sam ich szukać i z jego rozwoju nic nie wyjdzie. Rozdziały tej książki są krótkie, lecz wymagają od czytelnika ogromnego skupienia. Przyznam, że niejednokrotnie czułam, że ta lektura jest dla mnie za trudna, bo pojawia się sporo pojęć, o istnieniu których nie miałam pojęcia, ale nie poddałam się, z czego jestem dumna.
Najwięcej mojej uwagi przykuł rozdział mówiący o osądach. Myślimy kategoriami. Widząc zataczającego się człowieka, myślimy, że jest pijany. Rzadko kiedy przyjdzie nam do głowy, żeby podejść do niego i zapytać, czy nie potrzebuje pomocy, bo może jest chory. Kiedy spotykamy matkę ciągnącą za rękę krzyczące dziecko, patrzymy na nią z politowaniem, że tak rozpuściła swoją pociechę. Nie mamy jednak pewności, że ten malec nie boryka się z zaburzeniami psychicznymi, na jakie wychowanie rodziców nie ma zbyt dużego wpływu. Takie etykietowanie jest bardzo łatwe. Nie zmusza nas do myślenia. Wtedy najszybciej wyrobić sobie na czyjś temat błędną opinię i skrzywdzić go. Jarosław Gibas pokazuje, że to jest złe. Nie próbując nawet tego zmienić, nie będziemy w stanie się rozwijać, a przecież po to żyjemy, by osiągać więcej, a nie stać w miejscu i zazdrościć innym.
Książka jest momentami dość trudna w odbiorze, jednak otwiera człowiekowi oczy na wiele spraw. Nie twierdzę, że jej lektura od razu zmieni życie, ale na pewno zmusi do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami. Warto sięgnąć po nią, jeśli czuje się, że właśnie przyszedł czas, by dokonać pewnych zmian. Nie obiecuję, że będzie łatwo, ale czy nie warto się poświęcić, żeby czuć satysfakcję, że wszystkiego dokonało się samemu?
Sztukater.pl Pani M.
FitMind. Schudnij bez diet
Odrzuć wszelkie diety i odzyskaj równowagę życiowgl Fbnujgcy we współczesnym świecie kult szczupłej i wysportowanej sylwetki doprowadza do rozpaczy miliony kobiet (i nie tylko). Osiągniecie wymarzonej figury zaczyna l przesłaniać inne ważne kwestie albo wręcz zamienia się w błędne mniemanie typu „kiedy schudnę, wszystko zacznie mi sie udawać". Takie myślenie sprawia, że katują się kolejnymi "dietami cud", których efektem mogą być poważne problemy zdrowotne. Aby tego unikngć, należy uważnie przyjrzeć się swojemu życiu, prawdziwym potrzebom i pragnieniom. W tej książce znajduje się recepta na „odgrubianie" oraz przywrócenie harmonii ciała i duszy bez działania przeciwko naturze i własnej fizjologii. Pokazano też twarde dowody na to, że nie warto ulegać aktualnym wyznacznikom "idealnej sylwetki", ale także wskazano, że w ślad za równowagą duchową podąża równowaga cielesna. Twoje ciało samo wróci do stanu optymalnego, jeśli Twoja dusza, Twoje przekonania i Twoje nawyki zmienia się na dobre. Nie ma tu porad dotyczgcych tego, co jeść i jak ćwiczyć, ponieważ jej autorki pragną pokazać, jak zaprogramować umysł, emocje i zachowania w drodze do pięknego i atrakcyjnego wyglgdu, a przede wszystkim do osiągnięcia wewnętrznej spójności i harmonii.
Świat Elit 2015-04-21
Sensu sens
To książka iście futurystyczna w formie, spirytualna w treści. Studium bólu i ewoluującej choroby. Obraz rzeczywistości widzianej oczyma człowieka, którego goni każdy dzień, podczas gdy świadomość upływającego czasu wwierca się w słowa spływające na papier.
„Gdyby nie choroba, przeoczyłbym życie. Przeszłość była złożona tylko z pracy, na resztę pozostawało niewiele czasu” – treść książki można zasadniczo odnieść wyłącznie do tego fragmentu z niej wyłuskanego, jednak bogactwo w formie nie pozwala na jej jednoznaczną i sztampową interpretację. W ostatecznym odbiorze książka Marka Adamika zachwyca bogactwem impresji targających niszczejący pod naporem choroby umysł.
Marek Adamik jest grafikiem, ukończył warszawską ASP, jest autorem ilustracji książkowych, prasowych oraz okładek. „Sensu sens” to jego literacki debiut. Wyjątkowy. Surrealistyczny. I choć to książka bardzo intymna, gruntownie rozpatrująca poszczególne stadia nieuleczalnej choroby autora, stanowi wartościową wskazówkę dla każdego z nas, a także impuls do refleksji nad celowością własnych działań.
Między wierszami czai się symbolika i surrealizm. Litery figlują na stronicach. Rozmieszczenie tekstu ściśle współgra z emocjami wyzwalanymi przez treść. A niesie ona niepokój, rozeźlenie na ciało, które znienacka potrafi odmówić posłuszeństwa i przejść w stan chorobowy. Nie do wytłumaczenia pozostaje fakt, dlaczego organizm zdrowego dotąd człowieka przestaje sprawnie funkcjonować i uniemożliwia mu czerpanie z życia garściami. Otóż, w tej niesprawiedliwości tkwi sens. Głęboki i słuszny. Dla wielu z nas choroba to moment, gdy stajemy w obliczu urody otaczającego nas świata, zaczynamy żyć pełnią życia, chwytamy dni i cieszymy się, że są. Dojmujący smutek prowadzi czytelnika przez kolejne strony książki. Ale to smutek dobry, pozwalający między wierszami odnaleźć sens w zwątpieniu i zmurszałej codzienności.
„Gdyby nie choroba, przeoczyłbym życie. Przeszłość była złożona tylko z pracy, na resztę pozostawało niewiele czasu” – treść książki można zasadniczo odnieść wyłącznie do tego fragmentu z niej wyłuskanego, jednak bogactwo w formie nie pozwala na jej jednoznaczną i sztampową interpretację. W ostatecznym odbiorze książka Marka Adamika zachwyca bogactwem impresji targających niszczejący pod naporem choroby umysł.
Marek Adamik jest grafikiem, ukończył warszawską ASP, jest autorem ilustracji książkowych, prasowych oraz okładek. „Sensu sens” to jego literacki debiut. Wyjątkowy. Surrealistyczny. I choć to książka bardzo intymna, gruntownie rozpatrująca poszczególne stadia nieuleczalnej choroby autora, stanowi wartościową wskazówkę dla każdego z nas, a także impuls do refleksji nad celowością własnych działań.
Między wierszami czai się symbolika i surrealizm. Litery figlują na stronicach. Rozmieszczenie tekstu ściśle współgra z emocjami wyzwalanymi przez treść. A niesie ona niepokój, rozeźlenie na ciało, które znienacka potrafi odmówić posłuszeństwa i przejść w stan chorobowy. Nie do wytłumaczenia pozostaje fakt, dlaczego organizm zdrowego dotąd człowieka przestaje sprawnie funkcjonować i uniemożliwia mu czerpanie z życia garściami. Otóż, w tej niesprawiedliwości tkwi sens. Głęboki i słuszny. Dla wielu z nas choroba to moment, gdy stajemy w obliczu urody otaczającego nas świata, zaczynamy żyć pełnią życia, chwytamy dni i cieszymy się, że są. Dojmujący smutek prowadzi czytelnika przez kolejne strony książki. Ale to smutek dobry, pozwalający między wierszami odnaleźć sens w zwątpieniu i zmurszałej codzienności.
Dominika Makowska
Siła woli. Wykorzystaj samokontrolę i osiągaj więcej!
Witajcie dziś chciałabym Wam przypomnieć o tym, że każdy z nas ma siłę woli. Możecie o niej przeczytać w książce wydawnictwa HELION.
Książka jest dosyć ciekawą pozycją ponieważ zawiera wiele badań oraz ćwiczeń związanych z siłą naszego umysłu.
Znajdziemy tu podzielone na 10 rozdziałów opowiadania o szczególnym wykładzie, które autorka opisuje.
Każdy może zaobserwować na własnym przykładzie co się z nim dzieje. Na początku dowiemy się czym jest siła woli. Na pewno każdy po zapoznaniu się z lekturą zrozumie doskonale zamysł autorki.
Pierwszym etapem poznawczym jest samoświadomość. Pokazane jest tu również ćwiczenie, które pomoże przy treningu mózgu.
Następne rozdziały pokazują m.in. znaczenie snu i aktywności fizycznej.
Znajdziecie tu wiele podpowiedzi oraz ćwiczeń, które pomogą w treningu.
Autorka pokazuje również wyniki badań naukowych i proponuje je w zastosowaniu w codzienności. Skorzystają z niej osoby pragnące nauczyć się odpoczywać, lepiej panować nad stresem czy radzić sobie z niechcianymi i uciążliwymi myślami.
Jest to naprawdę bardzo dobra książka dla osób chcących zmienić coś w swoim życiu. Ponadto zawiera dużo wiarygodnych faktów i badań psychologicznych napisanym łatwym i zrozumiałym językiem dla każdego.
Książka jest dosyć ciekawą pozycją ponieważ zawiera wiele badań oraz ćwiczeń związanych z siłą naszego umysłu.
Znajdziemy tu podzielone na 10 rozdziałów opowiadania o szczególnym wykładzie, które autorka opisuje.
Każdy może zaobserwować na własnym przykładzie co się z nim dzieje. Na początku dowiemy się czym jest siła woli. Na pewno każdy po zapoznaniu się z lekturą zrozumie doskonale zamysł autorki.
Pierwszym etapem poznawczym jest samoświadomość. Pokazane jest tu również ćwiczenie, które pomoże przy treningu mózgu.
Następne rozdziały pokazują m.in. znaczenie snu i aktywności fizycznej.
Znajdziecie tu wiele podpowiedzi oraz ćwiczeń, które pomogą w treningu.
Autorka pokazuje również wyniki badań naukowych i proponuje je w zastosowaniu w codzienności. Skorzystają z niej osoby pragnące nauczyć się odpoczywać, lepiej panować nad stresem czy radzić sobie z niechcianymi i uciążliwymi myślami.
Jest to naprawdę bardzo dobra książka dla osób chcących zmienić coś w swoim życiu. Ponadto zawiera dużo wiarygodnych faktów i badań psychologicznych napisanym łatwym i zrozumiałym językiem dla każdego.
probeczkomania.bloog.pl 2015-04-21