Recenzje
Driven. Namiętność silniejsza niż ból
Kiedy po zamówieniu tej książki do recenzji przeczytałam kilka opinii mówiących o tym, że przypomina ona Pięćdziesiąt twarzy Greya, mój zapał do lektury ostudził się i zaczęłam żałować tej decyzji. O gustach się nie dyskutuje, ale dla mnie bestseller autorstwa E.L. James to nie jest literatura. Swojego zdania na ten temat nie zmienię. Dość długo odkładałam Driven. Tom 1. Namiętność silniejsza niż ból na później. Bałam się tego, że czeka mnie kolejna lektura, którą porzucę po kilku stronach, bo dojdę do wniosku, że jako czytelnik wymagam od literatury czegoś więcej, a to, co trzymam w ręce to jakaś kpina. Nie miałam pojęcia jak bardzo się pomyliłam.
Na początku książki towarzyszyły mi wątpliwości. Jest ona – Rylee Thomas, kobieta sukcesu, która odczuwa silną potrzebę kontrolowania wszystkiego. Wydaje się, że jest niedostępna i nie może stanowić pokusy dla łowcy damskich... no właśnie, czego? Serc? Chyba tylko tych złamanych po rozstaniu z nim. Mniejsza o to na co poluje on, czas go przedstawić. Colton Donovan to syn znanego gwiazdora przyzwyczajony do tego, że zawsze dostaje to, czego chce. Nikt nie jest w stanie mu się oprzeć. Jest niegrzecznym chłopcem, łajdakiem z rozdmuchanym do granic możliwości ego. Cud, że nie zabiło ono nikogo, kto znalazł się z nim w pokoju. Obawiałam się, że ze spotkania tej dwójki bohaterów nie wyniknie nic godnego uwagi. Podchody Donovana mnie drażniły, ale z czasem wciągnęłam się w bieg akcji i nie mogłam oderwać się od książki.
Schemat powieści nie jest oryginalny. Niegrzeczny chłopiec spotyka grzeczną dziewczynkę i chce pokazać jej, co traci, gdy nie jest z nim w łóżku. Takich opowieści mamy na pęczki. Na dodatek bohater ma za sobą mroczną przeszłość, jak twierdzi jego kochanka, jest not broken, just bent (nie jest popsuty tylko zakrzywiony). Rylee, jako osoba pracująca z niechcianymi dziećmi i pomagająca im wyjść na prostą, chce naprawić to, co zostało uszkodzone w przeszłości. Nie jest to zadanie łatwe. Colton nie bardzo lubi rozmawiać o przeszłości.
O ile do Rylee od razu poczułam sympatię, o tyle do jej kochanka nie potrafiłam się przekonać. Drażniło mnie jego zachowanie i olbrzymie ego. Na miejscu Ry raczej nie poddałabym się urokowi boskiego Asa. Tacy mężczyźni już na wstępie są u mnie spaleni, a jakakolwiek konwersacja z nimi to zwykła strata czasu, lecz gdyby Rylee się nim nie zainteresowała, nie byłoby tej książki.
Przed sięgnięciem po tę lekturę obawiałam się przede wszystkim tego, że oprócz scen łóżkowych nie czeka na mnie nic innego. Poczułam się miło zaskoczona. Owszem, pojawiają się takie fragmenty, ale nie ma ich zbyt wielu. Przyznam, że z przyjemnością czytałam o tym, jak Rylee i Colton uprawiają seks. Autorka opisała to w sposób działający na wyobraźnię. Było może trochę wulgarnie, ale nie miałam ochoty odłożyć książki i nie czułam oburzenia. Za to należy się K. Bromberg duże uznanie. Nie jest łatwo tak dobrze pisać o seksie.
W tej książce było wszystko, co w literaturze cenię: poczucie humoru, dopracowane opisy, wyraźni bohaterowie i wciągająca fabuła. To nic, że autorka nie wymyśliła nic oryginalnego. Stworzyła jednak bardzo ciekawą serię, która zdobędzie serce wielu czytelników i na długo zostanie ich w pamięci
Na początku książki towarzyszyły mi wątpliwości. Jest ona – Rylee Thomas, kobieta sukcesu, która odczuwa silną potrzebę kontrolowania wszystkiego. Wydaje się, że jest niedostępna i nie może stanowić pokusy dla łowcy damskich... no właśnie, czego? Serc? Chyba tylko tych złamanych po rozstaniu z nim. Mniejsza o to na co poluje on, czas go przedstawić. Colton Donovan to syn znanego gwiazdora przyzwyczajony do tego, że zawsze dostaje to, czego chce. Nikt nie jest w stanie mu się oprzeć. Jest niegrzecznym chłopcem, łajdakiem z rozdmuchanym do granic możliwości ego. Cud, że nie zabiło ono nikogo, kto znalazł się z nim w pokoju. Obawiałam się, że ze spotkania tej dwójki bohaterów nie wyniknie nic godnego uwagi. Podchody Donovana mnie drażniły, ale z czasem wciągnęłam się w bieg akcji i nie mogłam oderwać się od książki.
Schemat powieści nie jest oryginalny. Niegrzeczny chłopiec spotyka grzeczną dziewczynkę i chce pokazać jej, co traci, gdy nie jest z nim w łóżku. Takich opowieści mamy na pęczki. Na dodatek bohater ma za sobą mroczną przeszłość, jak twierdzi jego kochanka, jest not broken, just bent (nie jest popsuty tylko zakrzywiony). Rylee, jako osoba pracująca z niechcianymi dziećmi i pomagająca im wyjść na prostą, chce naprawić to, co zostało uszkodzone w przeszłości. Nie jest to zadanie łatwe. Colton nie bardzo lubi rozmawiać o przeszłości.
O ile do Rylee od razu poczułam sympatię, o tyle do jej kochanka nie potrafiłam się przekonać. Drażniło mnie jego zachowanie i olbrzymie ego. Na miejscu Ry raczej nie poddałabym się urokowi boskiego Asa. Tacy mężczyźni już na wstępie są u mnie spaleni, a jakakolwiek konwersacja z nimi to zwykła strata czasu, lecz gdyby Rylee się nim nie zainteresowała, nie byłoby tej książki.
Przed sięgnięciem po tę lekturę obawiałam się przede wszystkim tego, że oprócz scen łóżkowych nie czeka na mnie nic innego. Poczułam się miło zaskoczona. Owszem, pojawiają się takie fragmenty, ale nie ma ich zbyt wielu. Przyznam, że z przyjemnością czytałam o tym, jak Rylee i Colton uprawiają seks. Autorka opisała to w sposób działający na wyobraźnię. Było może trochę wulgarnie, ale nie miałam ochoty odłożyć książki i nie czułam oburzenia. Za to należy się K. Bromberg duże uznanie. Nie jest łatwo tak dobrze pisać o seksie.
W tej książce było wszystko, co w literaturze cenię: poczucie humoru, dopracowane opisy, wyraźni bohaterowie i wciągająca fabuła. To nic, że autorka nie wymyśliła nic oryginalnego. Stworzyła jednak bardzo ciekawą serię, która zdobędzie serce wielu czytelników i na długo zostanie ich w pamięci
Sztukater.pl Pani M
Fantastyczna czterdziestka! Poradnik pozytywnego życia
„Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień" – tak mówią słowa jednej z piosenek. Lata lecą nieubłaganie, nie można zatrzymać czasu, chociaż niejednokrotnie chciałoby się to zrobić. W końcu przychodzi dzień, gdy wybija czterdziestka. Co wtedy? Kryzys wieku średniego? Spisywanie testamentu? A może dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe życie?
Fantastyczna czterdziestka! Poradnik pozytywnego myślenia autorstwa Agnieszki Ornatowskiej i Bogusława Stępnia pokazuje jak wygląda życie ludzi, którzy przekroczyli umowną granicę między młodością i dojrzałością.
Co można robić w wieku 40 lat? Położyć się na łóżku i czekać na śmierć, a może wyjść na imprezę? Czy wypada jeszcze zakładać bluzki z dekoltem i krótkie spódniczki, czy chować się w workowatych ubraniach, bo przecież grawitacja robi swoje? A co zrobić z małżeństwem? Tkwić w związku, który jest jak stare kapcie – nudny, ale wygodny, czy może rozejrzeć się za nową miłością? Na te i wiele innych pytań odpowiedzą Agnieszka Ornatowska i Bogusław Stępień.
Ta cieniutka książeczka została napisana z humorem. Czyta się ją jednym tchem. Wystarczy wieczór, by się z nią zapoznać. Fantastyczna czterdziestka! to wypowiedzi kilku osób na temat śmierci, ciała, związku, rodziny, dzieci, seksu, pracy, przyjaciół, pokus i kryzysów oraz realizacji celów życiowych. Każdy bohater tej opowieści ma inny bagaż doświadczeń życiowych. Jedni przeszli więcej, inni mniej. Część z nich żyje w stałych związkach, podczas gdy pozostali nie ograniczają się do monogamicznych związków. Dzieli ich wiele, lecz łączy jedno: wszyscy skończyli już czterdzieści lat i starają się odpowiedzieć sobie na pytanie „Co dalej z moim życiem? Zmienić coś, czy zostawić wszystko tak, jak jest?".
W jaki sposób skonstruowana jest ta książka? To dwanaście krótkich rozdziałów rozpoczynających się od porad ekspertów na temat tego, co można zrobić, by nie załamać się po skończeniu czterdziestu lat i mieć jeszcze zapał do działania. W końcu czterdzieste urodziny to jeszcze nie tragedia.
Do większości z osób opowiadających swoje historie żywiłam ciepłe uczucia. To bardzo pozytywnie nastawieni do życia ludzie. Z chęcią czytałam o ich przemyśleniach, rodzinach, planach na przyszłość i tym, jak wygląda ich codzienność po przekroczeniu magicznej czterdziestki. Z chęcią poznałabym ich na żywo. Chciałabym tak postrzegać rzeczywistość, jak oni. Były jednak dwie osoby, do których nie mogłam w żaden sposób się pokonać. Jedna kobieta i jeden mężczyzna. Wypowiedzi Doroty i Krzysztofa mnie drażniły. Z trudem doczytywałam je do końca. Zwłaszcza światopogląd Krzysztofa działał mi na nerwy. Nie chciałabym mieć z nim do czynienia.
Do czterdziestych urodzin mam jeszcze trochę czasu, więc najbliższy był mi jedenasty rozdział, w którym młodzi ludzie wypowiadali się na temat tego, co sądzą o czterdziestolatkach. Widać było istniejącą między tymi grupami wiekowymi przepaść. Nastoletni ludzie niewiele wiedzą o życiu, choć chcą, by było inaczej. Niechętnie przyjmują rady starszych osób. Podczas lektury tego rozdziału miałam uśmiech na twarzy. Ja sama jeszcze niedawno postrzegałam czterdziestolatków jako zwapniałych staruszków, którym już niewiele z życia zostało. Ta książka uświadomiła mi jak bardzo punkt widzenia zmienia się z perspektywy czasu.
Ten napisany z humorem poradnik polecam nie tylko osobom, które niedawno skończyły czterdzieści lat lub wielkimi krokami zmierzają do tej magicznej liczby. Ludzie zaczynający dopiero dorosłe życie też znajdą coś dla siebie i może zrozumieją w końcu zachowanie rodziców, wujków i cioć, którzy zmagają się z kryzysem wieku średniego. Jestem przekonana, że to książka, jaka połączy pokolenia.
Fantastyczna czterdziestka! Poradnik pozytywnego myślenia autorstwa Agnieszki Ornatowskiej i Bogusława Stępnia pokazuje jak wygląda życie ludzi, którzy przekroczyli umowną granicę między młodością i dojrzałością.
Co można robić w wieku 40 lat? Położyć się na łóżku i czekać na śmierć, a może wyjść na imprezę? Czy wypada jeszcze zakładać bluzki z dekoltem i krótkie spódniczki, czy chować się w workowatych ubraniach, bo przecież grawitacja robi swoje? A co zrobić z małżeństwem? Tkwić w związku, który jest jak stare kapcie – nudny, ale wygodny, czy może rozejrzeć się za nową miłością? Na te i wiele innych pytań odpowiedzą Agnieszka Ornatowska i Bogusław Stępień.
Ta cieniutka książeczka została napisana z humorem. Czyta się ją jednym tchem. Wystarczy wieczór, by się z nią zapoznać. Fantastyczna czterdziestka! to wypowiedzi kilku osób na temat śmierci, ciała, związku, rodziny, dzieci, seksu, pracy, przyjaciół, pokus i kryzysów oraz realizacji celów życiowych. Każdy bohater tej opowieści ma inny bagaż doświadczeń życiowych. Jedni przeszli więcej, inni mniej. Część z nich żyje w stałych związkach, podczas gdy pozostali nie ograniczają się do monogamicznych związków. Dzieli ich wiele, lecz łączy jedno: wszyscy skończyli już czterdzieści lat i starają się odpowiedzieć sobie na pytanie „Co dalej z moim życiem? Zmienić coś, czy zostawić wszystko tak, jak jest?".
W jaki sposób skonstruowana jest ta książka? To dwanaście krótkich rozdziałów rozpoczynających się od porad ekspertów na temat tego, co można zrobić, by nie załamać się po skończeniu czterdziestu lat i mieć jeszcze zapał do działania. W końcu czterdzieste urodziny to jeszcze nie tragedia.
Do większości z osób opowiadających swoje historie żywiłam ciepłe uczucia. To bardzo pozytywnie nastawieni do życia ludzie. Z chęcią czytałam o ich przemyśleniach, rodzinach, planach na przyszłość i tym, jak wygląda ich codzienność po przekroczeniu magicznej czterdziestki. Z chęcią poznałabym ich na żywo. Chciałabym tak postrzegać rzeczywistość, jak oni. Były jednak dwie osoby, do których nie mogłam w żaden sposób się pokonać. Jedna kobieta i jeden mężczyzna. Wypowiedzi Doroty i Krzysztofa mnie drażniły. Z trudem doczytywałam je do końca. Zwłaszcza światopogląd Krzysztofa działał mi na nerwy. Nie chciałabym mieć z nim do czynienia.
Do czterdziestych urodzin mam jeszcze trochę czasu, więc najbliższy był mi jedenasty rozdział, w którym młodzi ludzie wypowiadali się na temat tego, co sądzą o czterdziestolatkach. Widać było istniejącą między tymi grupami wiekowymi przepaść. Nastoletni ludzie niewiele wiedzą o życiu, choć chcą, by było inaczej. Niechętnie przyjmują rady starszych osób. Podczas lektury tego rozdziału miałam uśmiech na twarzy. Ja sama jeszcze niedawno postrzegałam czterdziestolatków jako zwapniałych staruszków, którym już niewiele z życia zostało. Ta książka uświadomiła mi jak bardzo punkt widzenia zmienia się z perspektywy czasu.
Ten napisany z humorem poradnik polecam nie tylko osobom, które niedawno skończyły czterdzieści lat lub wielkimi krokami zmierzają do tej magicznej liczby. Ludzie zaczynający dopiero dorosłe życie też znajdą coś dla siebie i może zrozumieją w końcu zachowanie rodziców, wujków i cioć, którzy zmagają się z kryzysem wieku średniego. Jestem przekonana, że to książka, jaka połączy pokolenia.
Sztukater.pl Pani M
Pokusy i łakocie. Rodzina nie do końca idealna
Claire i Carter to przypadkowi młodzi rodzice, którzy postanawiają się ze sobą pobrać i wspólnie wychować owoc upojnej nocy – małego Gavina. Poznaliśmy ich w książce Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłości. Teraz spotykamy się z tą nietypową rodziną po raz kolejny.
Tara Sivec bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę w poprzedniej części Pokus i łakoci. Pokochałam bohaterów i nieco obawiałam się tego, czy zdoła udźwignąć ten ciężar w kontynuacji. Czasem bywa tak, że autorom się to nie udaje i czytelnicy żałują sięgnięcia po książkę. Czy ja chciałabym cofnąć czas i nigdy nie zapoznać się z Rodziną nie do końca idealną? W żadnym wypadku. Uwielbiam tę autorkę i nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym nie przeczytać kontynuacji przygód przypadkowych rodziców oraz ich przyjaciół.
Pokochałam bohaterów za ich poczucie humoru i bijące od nich ciepło, choć Drew chyba nigdy nie przestanie działać mi na nerwy. Jest dla mnie za bardzo przerysowany, ale w ostatecznym rozrachunku da się go przeżyć. Bardzo podobało mi się to, co Gavin zrobił z nim po pewnej dość mocno zakrapianej imprezie. Chyba przy żadnej scenie nie śmiałam się tak bardzo, jak wtedy.
Co jest najmocniejszą stroną tej książki? Humor. Nie przypominam sobie książki, przy której płakałabym ze śmiechu tak bardzo jak podczas lektury Rodziny nie do końca idealnej. Myślę, że gdyby Tara Sivec w inny sposób skonstruowała postaci, nie bawiłabym się tak dobrze. Jak wskazuje sam tytuł, rodzina, jaką próbują stworzyć Claire, Carter i Gavin nie jest idealna. I to mi się podoba. Inaczej ci bohaterowie byliby śmiertelnie nudni.
Przy tej książce nie sposób się nudzić. Spotkania z teściami, wieczory kawalersko-panieńskie, oświadczyny i wesela są splotami komicznych wydarzeń. Aż trudno uwierzyć, że bohaterom udaje się je przeżyć. Może nie zawsze pamiętają, co robili, ale od czego są przyjaciele, jak nie od tego, by o tym przypomnieć?
Do głosu dochodzą teraz postacie, które w poprzedniej części nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Teraz starają się pomóc Claire i Carterowi w zbudowaniu szczęśliwej rodziny. Chcą pomóc, a że nie zawsze im to wychodzi? Liczy się gest, prawda?
Podoba mi się to, że historię poznajemy z perspektywy obojga przypadkowych rodziców. Chociaż lubię zarówno Claire jak i Cartera, lecz to on skradł bardziej moje serce. Jestem pełna podziwu dla niego za to, że postanowił spróbować okiełznać charakterek Gavina. Całkiem nieźle mu to wychodziło, choć nie zmienię zdania, że to dziecko to była kara, tylko nie do końca wiem za jakie grzechy. Tylko z drugiej strony, ta historia bez niego nie miałaby zbyt wiele sensu.
Pokusy i łakocie. Rodzina nie do końca idealna to książka przeznaczona dla pełnoletnich czytelników. Pojawiają się tam sceny łóżkowe. Jest tam także bardzo dużo aluzji seksualnych, mam wrażenie, że nawet za dużo. Autorka chciała, żeby było śmiesznie i pikantnie, a niestety, nie zawsze tak było. Przydałoby się trochę więcej umiaru. Uważam, że pod tym względem Niezbyt grzeczna rzecz o miłości była lepsza.
Czeka na mnie lektura trzeciego tomu Pokus i łakoci. Mam nadzieję, że i tą książką nie będę zawiedziona. Wszystkim tym, którzy szukają lekkiej lektury na wieczór, polecam Rodzinę nie do końca idealną. Gwarantuję niezapomnianą zabawę. Warto jednak przed rozpoczęciem tej lektury zapoznać się z poprzedniczką. Wtedy czytelnicy będą wiedzieli dlaczego Carter boi się George'a, ojca Claire i obraz rodziny, który poznają, będzie pełny. Inaczej czegoś będzie im brakowało.
Tara Sivec bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę w poprzedniej części Pokus i łakoci. Pokochałam bohaterów i nieco obawiałam się tego, czy zdoła udźwignąć ten ciężar w kontynuacji. Czasem bywa tak, że autorom się to nie udaje i czytelnicy żałują sięgnięcia po książkę. Czy ja chciałabym cofnąć czas i nigdy nie zapoznać się z Rodziną nie do końca idealną? W żadnym wypadku. Uwielbiam tę autorkę i nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym nie przeczytać kontynuacji przygód przypadkowych rodziców oraz ich przyjaciół.
Pokochałam bohaterów za ich poczucie humoru i bijące od nich ciepło, choć Drew chyba nigdy nie przestanie działać mi na nerwy. Jest dla mnie za bardzo przerysowany, ale w ostatecznym rozrachunku da się go przeżyć. Bardzo podobało mi się to, co Gavin zrobił z nim po pewnej dość mocno zakrapianej imprezie. Chyba przy żadnej scenie nie śmiałam się tak bardzo, jak wtedy.
Co jest najmocniejszą stroną tej książki? Humor. Nie przypominam sobie książki, przy której płakałabym ze śmiechu tak bardzo jak podczas lektury Rodziny nie do końca idealnej. Myślę, że gdyby Tara Sivec w inny sposób skonstruowała postaci, nie bawiłabym się tak dobrze. Jak wskazuje sam tytuł, rodzina, jaką próbują stworzyć Claire, Carter i Gavin nie jest idealna. I to mi się podoba. Inaczej ci bohaterowie byliby śmiertelnie nudni.
Przy tej książce nie sposób się nudzić. Spotkania z teściami, wieczory kawalersko-panieńskie, oświadczyny i wesela są splotami komicznych wydarzeń. Aż trudno uwierzyć, że bohaterom udaje się je przeżyć. Może nie zawsze pamiętają, co robili, ale od czego są przyjaciele, jak nie od tego, by o tym przypomnieć?
Do głosu dochodzą teraz postacie, które w poprzedniej części nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Teraz starają się pomóc Claire i Carterowi w zbudowaniu szczęśliwej rodziny. Chcą pomóc, a że nie zawsze im to wychodzi? Liczy się gest, prawda?
Podoba mi się to, że historię poznajemy z perspektywy obojga przypadkowych rodziców. Chociaż lubię zarówno Claire jak i Cartera, lecz to on skradł bardziej moje serce. Jestem pełna podziwu dla niego za to, że postanowił spróbować okiełznać charakterek Gavina. Całkiem nieźle mu to wychodziło, choć nie zmienię zdania, że to dziecko to była kara, tylko nie do końca wiem za jakie grzechy. Tylko z drugiej strony, ta historia bez niego nie miałaby zbyt wiele sensu.
Pokusy i łakocie. Rodzina nie do końca idealna to książka przeznaczona dla pełnoletnich czytelników. Pojawiają się tam sceny łóżkowe. Jest tam także bardzo dużo aluzji seksualnych, mam wrażenie, że nawet za dużo. Autorka chciała, żeby było śmiesznie i pikantnie, a niestety, nie zawsze tak było. Przydałoby się trochę więcej umiaru. Uważam, że pod tym względem Niezbyt grzeczna rzecz o miłości była lepsza.
Czeka na mnie lektura trzeciego tomu Pokus i łakoci. Mam nadzieję, że i tą książką nie będę zawiedziona. Wszystkim tym, którzy szukają lekkiej lektury na wieczór, polecam Rodzinę nie do końca idealną. Gwarantuję niezapomnianą zabawę. Warto jednak przed rozpoczęciem tej lektury zapoznać się z poprzedniczką. Wtedy czytelnicy będą wiedzieli dlaczego Carter boi się George'a, ojca Claire i obraz rodziny, który poznają, będzie pełny. Inaczej czegoś będzie im brakowało.
Sztukater.pl Pani M
Psychologia szefa 1. Szef to zawód. Wydanie III rozszerzone
Wyobraź sobie taką sytuację: przychodzisz do pracy, a tam czeka na ciebie nawał zajęć, „pomocny" kolega miał zrobić część, ale zawalił, a potem poszedł na chorobowe, kierownik wstał lewą nogą i pokrzykuje na wszystkich naokoło i już wiesz, że dzień jest do... Inaczej. Przychodzisz do pracy, prawie się spóźniłeś, bo auto nawaliło, a na drodze korek, nie wyspałeś się, bo wczoraj siedziałeś do późna, a w domu też obowiązki, na miejscu widzisz pracowników snujących się bez celu i sensu, zamiast wziąć się za to, co powinni, a na upominanie reagują tępym oporem. Nie masz na to już sił i chyba zaraz wybuchniesz...
Czy któraś z tych sytuacji brzmi znajomo? Będąc z jednej strony, łatwo zapomnieć, że ta druga też jest człowiekiem - pracuje ciężko, stresuje się, ma problemy i też nie ma łatwo przy próbie dogadania się. W książkach z serii „Psychologia szefa" autorzy skupiają się na roli managera w warunkach polskich firm, z całym ich dobytkiem mentalnym i historycznym, co już z definicji wydaje się nie być łatwe. Miałam przyjemność otrzymać od portalu Sztukater książkę „Szef to zawód" i skonfrontować rady zawarte w niej z rzeczywistością, tak pod względem pozycji podwładnego, jak i osoby, która może nie zarządza stadkiem ludzi, ale już na pewno musi ich jakoś ogarniać.
Przede wszystkim, autorzy książki są ludźmi konkretnymi i takimi radzą być w kontaktach z podwładnymi. Bo nie jest przesadą stwierdzenie, że pierwsze wrażenie się liczy najbardziej, ale też nigdy nie jest za późno, by poprawić swoje relacje z pracownikami i przez to uczynić współpracę skuteczniejszą – robi się to w końcu dla wspólnego dobra. Od czego więc zacząć? Od ustalenia jasnych warunków – wymagań, granic, rzeczy, za które ludzie będą nagradzani i tych, które tolerowane nie będą. Od razu, na wstępie, oficjalnie, uroczyście... ale i bez zbędnego patosu, i rozwlekania przemowy, by pracownik wiedział, czego się od niego oczekuje, i czego mu nie wolno. I, może przede wszystkim, jakie działania i cechy będą mile widziane, i doceniane. Trudne? Może się wydawać, ale jak to zrobić, z dokładnymi wskazówkami i przykładami, dostosowanymi do różnych sytuacji, dowiemy się już z samej książki.
Ale nie wystarczy się określić – trzeba jeszcze konsekwentnie wymagać respektowania ustalonych przez siebie zasad. I nie bać się karać, zwalniać, a co najważniejsze – nie wdawać się w zbędne dyskusje. Tą część przejdziemy niejako podwójnie – widokiem z perspektywy szefa o charakterze bardziej otwartym, emocjonalnym, oraz tego zdystansowanego, i, zdawałoby się, zimnego człowieka. Każdy z tych typów bowiem charakteryzuje się własnym spektrum zachowań, a także swoistym wachlarzem możliwych do popełnienia błędów. Nie ma zmiłuj – autorzy nie zostawiają na obu suchej nitki, wytykając wszystko – ale i mówiąc, jak zrobić czy powiedzieć rzecz tak, by nie działać wbrew sobie, ale i nie wyjść na „korpo-robota" nastawionego jedynie na zysk.
Dla mnie najciekawszą częścią poradnika był opis popełnianych najczęściej błędów, który właśnie z czystą beztroską odniosłam do otoczenia, w którym spędzam średnio osiem godzin dziennie, zauważając z rozbawieniem niemal każdy z nich. Dwie postawy najbardziej rzucają się w oczy – brak jasno określonych wymagań i reguł gry (za to kary dotkliwe – to jedna grupa), oraz podejście do podwładnych, które można określić jako rodzicielskie (druga, pobłażliwa, bardziej lubiana, ale i mniej efektywna). Obie w rezultacie sporo tracą na autorytecie i skuteczności w działaniu, z jednej strony pozbawiając się szacunku przez sianie strachu i niepewności, a z drugiej – przez moralizatorstwo i brak stanowczości. Z kolei odnosząc całą sprawę do siebie, zdecydowanie musiałam przyporządkować własną osobę do tej drugiej grupy, ze zdumieniem obserwując pewne charakterystyczne, odruchowe zachowania.
Z mojego punktu widzenia książka pokazuje pracę szefa od ciekawej strony – i porusza tematy trudne, przechodząc przez nie w sposób pewny i z pełnym profesjonalizmem. Sprawdzi się doskonale w przypadku młodych ludzi zaczynających pracę na tym stanowisku, ale i tych, którzy pozycję szefa dostali, startując z szeregów zwykłych pracowników i teraz mają zarządzać dotychczasowymi kolegami, czy wchodzą w zupełnie obce środowisko na miejsce innej osoby. Każdy z nich musi się zmierzyć z ludzkim dystansem i często podejściem z góry negatywnym, i w tym podręczniku – bo można go nazwać wręcz podręcznikiem do nauki zawodu – znajdą jasne, konkretne wskazówki, jak się zachować i czego unikać. Wszystko to z odniesieniem do warunków polskich i polskiej mentalności – zawodowych narzekaczy. A to dopiero wyzwanie dla szefa!
Czy któraś z tych sytuacji brzmi znajomo? Będąc z jednej strony, łatwo zapomnieć, że ta druga też jest człowiekiem - pracuje ciężko, stresuje się, ma problemy i też nie ma łatwo przy próbie dogadania się. W książkach z serii „Psychologia szefa" autorzy skupiają się na roli managera w warunkach polskich firm, z całym ich dobytkiem mentalnym i historycznym, co już z definicji wydaje się nie być łatwe. Miałam przyjemność otrzymać od portalu Sztukater książkę „Szef to zawód" i skonfrontować rady zawarte w niej z rzeczywistością, tak pod względem pozycji podwładnego, jak i osoby, która może nie zarządza stadkiem ludzi, ale już na pewno musi ich jakoś ogarniać.
Przede wszystkim, autorzy książki są ludźmi konkretnymi i takimi radzą być w kontaktach z podwładnymi. Bo nie jest przesadą stwierdzenie, że pierwsze wrażenie się liczy najbardziej, ale też nigdy nie jest za późno, by poprawić swoje relacje z pracownikami i przez to uczynić współpracę skuteczniejszą – robi się to w końcu dla wspólnego dobra. Od czego więc zacząć? Od ustalenia jasnych warunków – wymagań, granic, rzeczy, za które ludzie będą nagradzani i tych, które tolerowane nie będą. Od razu, na wstępie, oficjalnie, uroczyście... ale i bez zbędnego patosu, i rozwlekania przemowy, by pracownik wiedział, czego się od niego oczekuje, i czego mu nie wolno. I, może przede wszystkim, jakie działania i cechy będą mile widziane, i doceniane. Trudne? Może się wydawać, ale jak to zrobić, z dokładnymi wskazówkami i przykładami, dostosowanymi do różnych sytuacji, dowiemy się już z samej książki.
Ale nie wystarczy się określić – trzeba jeszcze konsekwentnie wymagać respektowania ustalonych przez siebie zasad. I nie bać się karać, zwalniać, a co najważniejsze – nie wdawać się w zbędne dyskusje. Tą część przejdziemy niejako podwójnie – widokiem z perspektywy szefa o charakterze bardziej otwartym, emocjonalnym, oraz tego zdystansowanego, i, zdawałoby się, zimnego człowieka. Każdy z tych typów bowiem charakteryzuje się własnym spektrum zachowań, a także swoistym wachlarzem możliwych do popełnienia błędów. Nie ma zmiłuj – autorzy nie zostawiają na obu suchej nitki, wytykając wszystko – ale i mówiąc, jak zrobić czy powiedzieć rzecz tak, by nie działać wbrew sobie, ale i nie wyjść na „korpo-robota" nastawionego jedynie na zysk.
Dla mnie najciekawszą częścią poradnika był opis popełnianych najczęściej błędów, który właśnie z czystą beztroską odniosłam do otoczenia, w którym spędzam średnio osiem godzin dziennie, zauważając z rozbawieniem niemal każdy z nich. Dwie postawy najbardziej rzucają się w oczy – brak jasno określonych wymagań i reguł gry (za to kary dotkliwe – to jedna grupa), oraz podejście do podwładnych, które można określić jako rodzicielskie (druga, pobłażliwa, bardziej lubiana, ale i mniej efektywna). Obie w rezultacie sporo tracą na autorytecie i skuteczności w działaniu, z jednej strony pozbawiając się szacunku przez sianie strachu i niepewności, a z drugiej – przez moralizatorstwo i brak stanowczości. Z kolei odnosząc całą sprawę do siebie, zdecydowanie musiałam przyporządkować własną osobę do tej drugiej grupy, ze zdumieniem obserwując pewne charakterystyczne, odruchowe zachowania.
Z mojego punktu widzenia książka pokazuje pracę szefa od ciekawej strony – i porusza tematy trudne, przechodząc przez nie w sposób pewny i z pełnym profesjonalizmem. Sprawdzi się doskonale w przypadku młodych ludzi zaczynających pracę na tym stanowisku, ale i tych, którzy pozycję szefa dostali, startując z szeregów zwykłych pracowników i teraz mają zarządzać dotychczasowymi kolegami, czy wchodzą w zupełnie obce środowisko na miejsce innej osoby. Każdy z nich musi się zmierzyć z ludzkim dystansem i często podejściem z góry negatywnym, i w tym podręczniku – bo można go nazwać wręcz podręcznikiem do nauki zawodu – znajdą jasne, konkretne wskazówki, jak się zachować i czego unikać. Wszystko to z odniesieniem do warunków polskich i polskiej mentalności – zawodowych narzekaczy. A to dopiero wyzwanie dla szefa!
Sztukater.pl Vyar
Różowa rękawiczka. O tym, jak to, co przeżywamy, ma wpływ na to, jacy jesteśmy
Pewnie często spotkaliście się ze stwierdzeniami: To co w umyśle to w ciele, a co w ciele, to w umyśle. Odkrywcze? Raczej nie, ale czy ktokolwiek z nas korzysta z tych stwierdzeń w codziennym życiu?Ewa Klepacka-Gryz oraz Jacek Sobol, czyli terapeutka oraz fizjoterapeuta, podjęli się napisania książki w której przykładami zaczerpniętymi z życia, obrazują i udowadniają w jak ogromnym związku pozostają ze sobą ciało i umysł. Zamiatamy pod dywan przeszłe doświadczenia, z którymi sobie nie poradziliśmy, próbujemy zapomnieć, ale nasze ciało pamięta, odkłada je w formie napięć, zwyrodnień, bólów. A my, zamiast zająć się ich rozwiązaniem sięgamy po kolejną tabletkę, aby ukoić ból tylko na chwilę. I tak przez całe lata, dopóki nie zdecydujemy się zmierzyć z tym co w nas.
Czytając tę książkę zastanawiałam się – A ja? Czy mam jakiś problem? Czy zdrowie oznacza zdrową psychikę? A może jednak tkwi we mnie coś, co wymaga uleczenia? Symptomy, które wykazuje nasze ciało, bardzo często pokrywają się z tym, co dzieje się w naszym życiu. Wielokrotnie ignorowane ciało, zaczyna krzyczeć coraz głośniej, aby nareszcie zostało wysłuchane. Bo przecież zazwyczaj w pełni wykorzystujemy możliwości, które nam daje, uznając, że tak będzie zawsze. Zapominamy, że nie jesteśmy maszynami, odpoczywamy tylko, gdy już brak nam sił, a nawet i to nie zawsze. Autorzy podkreślają, że urlop na niewiele się zda, jeśli wracasz po nim z takim samym nastawieniem do starych nawyków i pracy przepełnionej stresem Tylko zachowanie równowagi może przynieść rozwiązanie.
Umysł to potężny zjadacz energii, więc dbaj o to na co ją przeznaczasz. Rozmyślając o przeszłości lub o rzeczach, na które nie masz wpływu, pozbawiasz się mocy, którą mógłbyś przeznaczyć na bardziej twórcze czynności. Zagubieni w świecie w którym przyjemność to grzech, obwiniamy się o chwile radości. Nie dbamy o siebie popadając w ciąg, w którym stajemy się niczym chomik kręcący się w kółku, a przecież nie jesteśmy stworzeni wyłącznie do pracy. Zwolnij, zatroszcz się o siebie, znajdź czas na przyjemności – przecież istniejesz po to by czuć się szczęśliwy. I słuchaj swojego ciała, ono najlepiej powie ci co trzeba uzdrowić.
Tak właśnie w skrócie przedstawić można zaserwowaną w książce wiedzę, zobrazowaną przez autorów przykładami z którymi zetknęli się w swojej pracy. Na co jednak zdałaby się sama teoria? I tutaj z pomocą przychodzą ćwiczenia, których wykonywanie wpłynie na poprawę naszego samopoczucia oraz pozwoli uzdrowić relacje, tę najważniejszą – samych ze sobą. Krótkie rozdziały i niewielka objętość sprawiają, że książkę czyta się szybko i można do niej wielokrotnie wracać. Pozycja ta moim zdaniem, stanowi idealny wstęp do tego, aby zauważyć, że ciało jest istotne, że ma głos.
A na koniec zapamiętaj: nikt poza tobą nie może ci pomóc, może jedynie wskazać
Czytając tę książkę zastanawiałam się – A ja? Czy mam jakiś problem? Czy zdrowie oznacza zdrową psychikę? A może jednak tkwi we mnie coś, co wymaga uleczenia? Symptomy, które wykazuje nasze ciało, bardzo często pokrywają się z tym, co dzieje się w naszym życiu. Wielokrotnie ignorowane ciało, zaczyna krzyczeć coraz głośniej, aby nareszcie zostało wysłuchane. Bo przecież zazwyczaj w pełni wykorzystujemy możliwości, które nam daje, uznając, że tak będzie zawsze. Zapominamy, że nie jesteśmy maszynami, odpoczywamy tylko, gdy już brak nam sił, a nawet i to nie zawsze. Autorzy podkreślają, że urlop na niewiele się zda, jeśli wracasz po nim z takim samym nastawieniem do starych nawyków i pracy przepełnionej stresem Tylko zachowanie równowagi może przynieść rozwiązanie.
Umysł to potężny zjadacz energii, więc dbaj o to na co ją przeznaczasz. Rozmyślając o przeszłości lub o rzeczach, na które nie masz wpływu, pozbawiasz się mocy, którą mógłbyś przeznaczyć na bardziej twórcze czynności. Zagubieni w świecie w którym przyjemność to grzech, obwiniamy się o chwile radości. Nie dbamy o siebie popadając w ciąg, w którym stajemy się niczym chomik kręcący się w kółku, a przecież nie jesteśmy stworzeni wyłącznie do pracy. Zwolnij, zatroszcz się o siebie, znajdź czas na przyjemności – przecież istniejesz po to by czuć się szczęśliwy. I słuchaj swojego ciała, ono najlepiej powie ci co trzeba uzdrowić.
Tak właśnie w skrócie przedstawić można zaserwowaną w książce wiedzę, zobrazowaną przez autorów przykładami z którymi zetknęli się w swojej pracy. Na co jednak zdałaby się sama teoria? I tutaj z pomocą przychodzą ćwiczenia, których wykonywanie wpłynie na poprawę naszego samopoczucia oraz pozwoli uzdrowić relacje, tę najważniejszą – samych ze sobą. Krótkie rozdziały i niewielka objętość sprawiają, że książkę czyta się szybko i można do niej wielokrotnie wracać. Pozycja ta moim zdaniem, stanowi idealny wstęp do tego, aby zauważyć, że ciało jest istotne, że ma głos.
A na koniec zapamiętaj: nikt poza tobą nie może ci pomóc, może jedynie wskazać
Monika Matura