Recenzje
Czy wiesz, kim jesteś? Przewodnik po 16 typach osobowości ID16
Sprawdź, kim jesteś
Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego jeden człowiek świetnie sprawdza się w roli menedżera, inny zaś nie jest w stanie przekazać podwładnym swoich poleceń w jasny sposób i tylko wprowadza chaos? Co sprawia, że niektórzy z nas kochają wyliczenia i tabelki, inni zaś wolą improwizować i zdają się na intuicję? Czemu jedni są zwykle głośni i otwarci, inni zaś cisi i nieśmiali? Pewnie odpowiesz, że po prostu rodzimy się różni. To prawda, ale czy wiesz, że te różnice można usystematyzować, a każdego z nas przyporządkować do jednego z szesnastu typów osobowości?
Zachowania i postawy niektórych ludzi wykazują niewiarygodnie duże podobieństwa, mimo że mają oni całkiem odmienne doświadczenia życiowe. Zastanawiało to wielu myślicieli na przestrzeni wieków. Przyczyny tych podobieństw trafnie wyjaśnił szwajcarski psychiatra Carl Gustav Jung. W tej książce znajdziesz test oparty na teorii Junga. Rozwiąż go, a dowiesz się, jaki jest typ Twojej osobowości. Pomoże Ci to uniknąć wielu pułapek oraz dobrze wykorzystać osobisty potencjał. Ułatwi Ci również podejmowanie decyzji dotyczących edukacji i pracy oraz budowanie zdrowych relacji z ludźmi.
Jest to pozycja, w której można znaleźć różne typy osobowości. Książka rozpoczyna się wstępem, a następnie znajduje się Typologia Osobowości, kolejne przechodzi się do testu, który składa się z trzech części. Po zliczeniu wybranych odpowiedzi obliczamy i po ukazanym wyniku dowiadujemy się jakim typem jesteśmy osobowości. Możemy być np. adwokat, animator, artysta, doradca, dyrektor, entuzjasta, idealista innowator, inspektor, logik, mentor, opiekun, praktyk, prezenter.
Prócz tego zamieszczone są takie zagadnienia jak.
Wypróbowałam ten test na sobie, i zgadzam się z nim w 80%
Posumowanie
Warto zapoznać się z tą książką, żeby lepiej siebie poznać i swoich najbliższych. A w szczególności zachęcam po sięgnięcie po tę pozycję maturzystom pomoże im to lepiej wybrać kierunek studiów. I tym wszystkim, którzy chcą się rozwijać.
Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego jeden człowiek świetnie sprawdza się w roli menedżera, inny zaś nie jest w stanie przekazać podwładnym swoich poleceń w jasny sposób i tylko wprowadza chaos? Co sprawia, że niektórzy z nas kochają wyliczenia i tabelki, inni zaś wolą improwizować i zdają się na intuicję? Czemu jedni są zwykle głośni i otwarci, inni zaś cisi i nieśmiali? Pewnie odpowiesz, że po prostu rodzimy się różni. To prawda, ale czy wiesz, że te różnice można usystematyzować, a każdego z nas przyporządkować do jednego z szesnastu typów osobowości?
Zachowania i postawy niektórych ludzi wykazują niewiarygodnie duże podobieństwa, mimo że mają oni całkiem odmienne doświadczenia życiowe. Zastanawiało to wielu myślicieli na przestrzeni wieków. Przyczyny tych podobieństw trafnie wyjaśnił szwajcarski psychiatra Carl Gustav Jung. W tej książce znajdziesz test oparty na teorii Junga. Rozwiąż go, a dowiesz się, jaki jest typ Twojej osobowości. Pomoże Ci to uniknąć wielu pułapek oraz dobrze wykorzystać osobisty potencjał. Ułatwi Ci również podejmowanie decyzji dotyczących edukacji i pracy oraz budowanie zdrowych relacji z ludźmi.
Jest to pozycja, w której można znaleźć różne typy osobowości. Książka rozpoczyna się wstępem, a następnie znajduje się Typologia Osobowości, kolejne przechodzi się do testu, który składa się z trzech części. Po zliczeniu wybranych odpowiedzi obliczamy i po ukazanym wyniku dowiadujemy się jakim typem jesteśmy osobowości. Możemy być np. adwokat, animator, artysta, doradca, dyrektor, entuzjasta, idealista innowator, inspektor, logik, mentor, opiekun, praktyk, prezenter.
Prócz tego zamieszczone są takie zagadnienia jak.
- Osobowość w zarysie.
- Ogólna charakterystyka.
- Społeczny aspekt osobowości.
- Praca i ścieżki kariery zawodowej.
- Potencjalne mocne i słane strony.
- Rozwój osobisty.
Wypróbowałam ten test na sobie, i zgadzam się z nim w 80%
Posumowanie
Warto zapoznać się z tą książką, żeby lepiej siebie poznać i swoich najbliższych. A w szczególności zachęcam po sięgnięcie po tę pozycję maturzystom pomoże im to lepiej wybrać kierunek studiów. I tym wszystkim, którzy chcą się rozwijać.
beata1987.blogspot.com Beata Pająk
Driven. Namiętność silniejsza niż ból
Kiedy po zamówieniu tej książki do recenzji przeczytałam kilka opinii mówiących o tym, że przypomina ona Pięćdziesiąt twarzy Greya, mój zapał do lektury ostudził się i zaczęłam żałować tej decyzji. O gustach się nie dyskutuje, ale dla mnie bestseller autorstwa E.L. James to nie jest literatura. Swojego zdania na ten temat nie zmienię. Dość długo odkładałam Driven. Tom 1. Namiętność silniejsza niż ból na później. Bałam się tego, że czeka mnie kolejna lektura, którą porzucę po kilku stronach, bo dojdę do wniosku, że jako czytelnik wymagam od literatury czegoś więcej, a to, co trzymam w ręce to jakaś kpina. Nie miałam pojęcia jak bardzo się pomyliłam.
Na początku książki towarzyszyły mi wątpliwości. Jest ona – Rylee Thomas, kobieta sukcesu, która odczuwa silną potrzebę kontrolowania wszystkiego. Wydaje się, że jest niedostępna i nie może stanowić pokusy dla łowcy damskich... no właśnie, czego? Serc? Chyba tylko tych złamanych po rozstaniu z nim. Mniejsza o to na co poluje on, czas go przedstawić. Colton Donovan to syn znanego gwiazdora przyzwyczajony do tego, że zawsze dostaje to, czego chce. Nikt nie jest w stanie mu się oprzeć. Jest niegrzecznym chłopcem, łajdakiem z rozdmuchanym do granic możliwości ego. Cud, że nie zabiło ono nikogo, kto znalazł się z nim w pokoju. Obawiałam się, że ze spotkania tej dwójki bohaterów nie wyniknie nic godnego uwagi. Podchody Donovana mnie drażniły, ale z czasem wciągnęłam się w bieg akcji i nie mogłam oderwać się od książki.
Schemat powieści nie jest oryginalny. Niegrzeczny chłopiec spotyka grzeczną dziewczynkę i chce pokazać jej, co traci, gdy nie jest z nim w łóżku. Takich opowieści mamy na pęczki. Na dodatek bohater ma za sobą mroczną przeszłość, jak twierdzi jego kochanka, jest not broken, just bent (nie jest popsuty tylko zakrzywiony). Rylee, jako osoba pracująca z niechcianymi dziećmi i pomagająca im wyjść na prostą, chce naprawić to, co zostało uszkodzone w przeszłości. Nie jest to zadanie łatwe. Colton nie bardzo lubi rozmawiać o przeszłości.
O ile do Rylee od razu poczułam sympatię, o tyle do jej kochanka nie potrafiłam się przekonać. Drażniło mnie jego zachowanie i olbrzymie ego. Na miejscu Ry raczej nie poddałabym się urokowi boskiego Asa. Tacy mężczyźni już na wstępie są u mnie spaleni, a jakakolwiek konwersacja z nimi to zwykła strata czasu, lecz gdyby Rylee się nim nie zainteresowała, nie byłoby tej książki.
Przed sięgnięciem po tę lekturę obawiałam się przede wszystkim tego, że oprócz scen łóżkowych nie czeka na mnie nic innego. Poczułam się miło zaskoczona. Owszem, pojawiają się takie fragmenty, ale nie ma ich zbyt wielu. Przyznam, że z przyjemnością czytałam o tym, jak Rylee i Colton uprawiają seks. Autorka opisała to w sposób działający na wyobraźnię. Było może trochę wulgarnie, ale nie miałam ochoty odłożyć książki i nie czułam oburzenia. Za to należy się K. Bromberg duże uznanie. Nie jest łatwo tak dobrze pisać o seksie.
W tej książce było wszystko, co w literaturze cenię: poczucie humoru, dopracowane opisy, wyraźni bohaterowie i wciągająca fabuła. To nic, że autorka nie wymyśliła nic oryginalnego. Stworzyła jednak bardzo ciekawą serię, która zdobędzie serce wielu czytelników i na długo zostanie ich w pamięci.
Na początku książki towarzyszyły mi wątpliwości. Jest ona – Rylee Thomas, kobieta sukcesu, która odczuwa silną potrzebę kontrolowania wszystkiego. Wydaje się, że jest niedostępna i nie może stanowić pokusy dla łowcy damskich... no właśnie, czego? Serc? Chyba tylko tych złamanych po rozstaniu z nim. Mniejsza o to na co poluje on, czas go przedstawić. Colton Donovan to syn znanego gwiazdora przyzwyczajony do tego, że zawsze dostaje to, czego chce. Nikt nie jest w stanie mu się oprzeć. Jest niegrzecznym chłopcem, łajdakiem z rozdmuchanym do granic możliwości ego. Cud, że nie zabiło ono nikogo, kto znalazł się z nim w pokoju. Obawiałam się, że ze spotkania tej dwójki bohaterów nie wyniknie nic godnego uwagi. Podchody Donovana mnie drażniły, ale z czasem wciągnęłam się w bieg akcji i nie mogłam oderwać się od książki.
Schemat powieści nie jest oryginalny. Niegrzeczny chłopiec spotyka grzeczną dziewczynkę i chce pokazać jej, co traci, gdy nie jest z nim w łóżku. Takich opowieści mamy na pęczki. Na dodatek bohater ma za sobą mroczną przeszłość, jak twierdzi jego kochanka, jest not broken, just bent (nie jest popsuty tylko zakrzywiony). Rylee, jako osoba pracująca z niechcianymi dziećmi i pomagająca im wyjść na prostą, chce naprawić to, co zostało uszkodzone w przeszłości. Nie jest to zadanie łatwe. Colton nie bardzo lubi rozmawiać o przeszłości.
O ile do Rylee od razu poczułam sympatię, o tyle do jej kochanka nie potrafiłam się przekonać. Drażniło mnie jego zachowanie i olbrzymie ego. Na miejscu Ry raczej nie poddałabym się urokowi boskiego Asa. Tacy mężczyźni już na wstępie są u mnie spaleni, a jakakolwiek konwersacja z nimi to zwykła strata czasu, lecz gdyby Rylee się nim nie zainteresowała, nie byłoby tej książki.
Przed sięgnięciem po tę lekturę obawiałam się przede wszystkim tego, że oprócz scen łóżkowych nie czeka na mnie nic innego. Poczułam się miło zaskoczona. Owszem, pojawiają się takie fragmenty, ale nie ma ich zbyt wielu. Przyznam, że z przyjemnością czytałam o tym, jak Rylee i Colton uprawiają seks. Autorka opisała to w sposób działający na wyobraźnię. Było może trochę wulgarnie, ale nie miałam ochoty odłożyć książki i nie czułam oburzenia. Za to należy się K. Bromberg duże uznanie. Nie jest łatwo tak dobrze pisać o seksie.
W tej książce było wszystko, co w literaturze cenię: poczucie humoru, dopracowane opisy, wyraźni bohaterowie i wciągająca fabuła. To nic, że autorka nie wymyśliła nic oryginalnego. Stworzyła jednak bardzo ciekawą serię, która zdobędzie serce wielu czytelników i na długo zostanie ich w pamięci.
http://czytelnia-mola-ksiazkowego.pl Zaczytana bez pamięci
Pokonaj stres z Kaizen
Każdy z nas kiedyś spotkał się ze stresem w bardziej lub mniej dotkliwy sposób. Nasze czasy to istny wyścig nie tylko w życiu społecznym ale również osobistym. Jak opanować stres, zanim ten zniszczy nasze życie?
Z książki dowiemy się jakie są przyczyny stresu i jak sobie z nim radzić, chociaż bywa to bardzo ciężkie.
Do pewnego momentu stres jest motywujący, ale gdy tylko przekroczy pewną granicę staje się niebezpieczny dla nas.
Czasami nerwowość, wyzwania którym ciężko jest nam podołać czy nadmiar obowiązków prowadzą do nerwic, załamania nerwowego czy depresji.
Stosując się do zasad filozofii Kaizen, która opiera się na wprowadzaniu zmian za pomocą małych kroków, jesteśmy w stanie opanować stres. Poradnik Jarosława Gibasa wprowadza w nasze życie harmonię, spokój i radość.
Tak więc lektura bardzo przydatna i bardzo łatwo przyswajalna. Jak najbardziej polecam.
Z książki dowiemy się jakie są przyczyny stresu i jak sobie z nim radzić, chociaż bywa to bardzo ciężkie.
Do pewnego momentu stres jest motywujący, ale gdy tylko przekroczy pewną granicę staje się niebezpieczny dla nas.
Czasami nerwowość, wyzwania którym ciężko jest nam podołać czy nadmiar obowiązków prowadzą do nerwic, załamania nerwowego czy depresji.
Stosując się do zasad filozofii Kaizen, która opiera się na wprowadzaniu zmian za pomocą małych kroków, jesteśmy w stanie opanować stres. Poradnik Jarosława Gibasa wprowadza w nasze życie harmonię, spokój i radość.
Tak więc lektura bardzo przydatna i bardzo łatwo przyswajalna. Jak najbardziej polecam.
probeczkomania.bloog.pl Mariola Furga
Bez glutenu. Bez wyrzeczeń. Natchnione przepisy dla bezglutenowców, wegetarian i całej reszty świata
Celiakia to choroba polegająca na nietolerancji glutenu – białka, które zawarte jest w czterech podstawowych zbożach (pszenica, jęczmień, żyto, owies) i produktach pochodnych. Jedynym sposobem jej leczenia jest dieta bezglutenowa polegająca na eliminacji z posiłków glutenu. Pamiętam smak pierwszego bezglutenowego „chleba”, który upiekłyśmy z mamą. Pamiętam smak pierwszego bezglutenowego chleba ze sklepu – wcale nie był lepszy. Pamiętam pierwsze opłakane Święta. I kolejne też, kiedy czułam zapach ciasta u babci, ale nie mogłam go zjeść, bo całe miesiące wyrzeczeń i regeneracji kosmków w jelitach poszłyby na marne. To było 10 lat temu. Pamiętam też jak trzy lata temu mój mąż pokazał mi pewien blog z ciastami bez glutenu. I moje słowa „nie łudź się, to i tak nie ma smaku”. I upiekłam pierwsze, drugie, trzecie i wiele innych ciast z przepisów stworzonych przez Natchnioną – Weronikę Madejską. Ciasta nie dość, że miały smak, to wyglądały jak glutenowe i nie wymagały wielkich nakładów finansowych jak wypieki z typowych bezglutenowych miksów. Ciasta ciastami, ale trzeba jeszcze jeść śniadania, obiady kolacje i przekąski. Marzeniem moim był przewodnik po tych posiłkach, żeby odrzucić wafle ryżowe. I tak doczekałam się, ja i wielu bezglutenowców z przymusu i wyboru książki kucharskiej „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń”.
Książka „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń. Natchnione przepisy dla bezglutenowców, wegetarian i całej reszty świata” jest alternatywą dla sklepowych „gotowców”. Po przejrzeniu książki odnoszę wrażenie, że jeśli zaopatrzymy się w kaszę jaglaną, soczewicę, ciecierzycę, ryż i mąkę z niego, mąkę gryczaną i ziemniaczaną, sodę zamiast proszku do pieczenia, cukier, jajka i mleko (dowolne, bo wiem z własnego doświadczenia, że i na krowim i na sojowym wypiek się uda), to jesteśmy w stanie zostać mistrzem we własnej kuchni. Wydatek jednorazowy, a porcje mączne w ciastach Natchnionej (autorka książki) nie są duże, więc zakupione kilogramy starczą na długo.
Książka kucharska „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń…” Weroniki Madejskiej to niemal dwieście stron przepisów opatrzonych zdjęciami dowodzącymi, że to jedzenie jest udane i dobre. Osobisty wstęp autorki niesamowicie wzruszył mnie tym, że każdy, każdy przechodzi przez te same etapy pogodzenia się z rezygnacją ze świeżych bułeczek, klusek u babci, tortów na urodzinach kolegów. Tak dalej można wymieniać jedzenie zawierające pszenicę, jęczmień, owies i żyto. Weronika Madejska jest bezglutenowcem i metodą prób i błędów, eksperymentów na sobie i całej rodzinie osiągnęła poziom mistrza w przygotowywaniu dań bez glutenu i zarazem bez wyrzeczeń.
Książka ma określony porządek, zgodny z planem dnia, dzięki czemu możemy spokojnie przejść przez pierwsze tygodnie diety stosując się tylko do tych przepisów, których jest aż 79. W pierwszym rozdziale mamy receptury niezbędne do upieczenia kilku chlebów – piekłam jeden – smakuje lepiej niż glutenowy. Kolejny rozdział to śniadania. Poczynając od koktajli przez pasty docieramy do naleśników, więc znów mamy wybór, którego nam bezglutenowcom tak brakuje. W rozdziale o obiadach bardzo ucieszyły mnie przepisy na zupy – wyraziste w smaku i bazujące na wegetariańskim bulionie, dzięki czemu bez dostępu do wiejskiego, wolno biegającego kurczaka udało mi się zrobić coś pysznego. Jako kolacje autorka proponuje nam między innymi pasztety, kotleciki, lasagne i pizzę. Na blogu Natchnionej królują ciasta. Podobnie w książce. Dla tych, którzy do bloga nie dotrą będą one nowością, temu, kto bloga zna, zaoszczędzą poszukiwań w Internecie. Każdy bezglutenowiec marzy o torcie urodzinowym. Tylko ktoś żyjący bez glutenu rozumie tę potrzebę i pod tym względem ta pozycja wyróżnia się wśród innych książek z przepisami. Mamy obszerną sekcję tortów.
Jest to pierwsza kupiona przeze mnie książka kucharska i oby takich więcej. Rezygnacja z glutenu niesie ze sobą konkretne obciążenia finansowe. Chleb w hurtowniach kosztuje minimum 5zł/300g, przy czym w sklepach w małych miejscowościach narzucana marża sprawia, że jeden chlebek, który syci tak, że starcza na 3 śniadania (w okresie dorastania można go jeść i jeść i nie syci) kosztuje około 10 zł. Pół kilograma mąki – koncentratu, który pozwala na pieczenie o mniejszym ryzyku kosztuje około 8 zł. Kiedy mamy w domu jedno dziecko bezglutenowe, jeszcze da się przeżyć, jednak, kiedy jest ich więcej, pieczenie na produktach z przekreślonym kłosem jest sporym nadszarpnięciem dla budżetu rodzinnego. Dlatego warto sięgać po przepisy wykorzystujące inne zboża takie jak ryż, proso czy gryka.
To pozycja dla tych, którzy przygodę bez glutenu dopiero zaczynają – przewodnik po każdym posiłku, oszczędzi ocierania łez mamom, bo jedzenie jest estetyczne i dzieciakom się podoba. Jest to książka dla tych, którzy z glutenu rezygnują już jakiś czas – mogą poznać nowe smaki. Jest to książka dla wegetarian – autorka też nią jest, więc przepisy automatycznie nie zawierają zwierzęcych składników. Jest to książka dla każdego, kto zwiększa swoją świadomość żywieniową, a takich osób jest na szczęście coraz więcej.
Mam nadzieję, że nie jest to ostatnia książka Weroniki Madejskiej o tym jak jeść bez glutenu i nie być znudzonym. Dotychczas w moje ręce trafiały książki, które wymagały niezwykłych umiejętności, niezwykłych sprzętów bądź niezwykłych produktów. „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń…” to propozycja dla bezglutenowców o różnej zawartości portfela. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Książka „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń. Natchnione przepisy dla bezglutenowców, wegetarian i całej reszty świata” jest alternatywą dla sklepowych „gotowców”. Po przejrzeniu książki odnoszę wrażenie, że jeśli zaopatrzymy się w kaszę jaglaną, soczewicę, ciecierzycę, ryż i mąkę z niego, mąkę gryczaną i ziemniaczaną, sodę zamiast proszku do pieczenia, cukier, jajka i mleko (dowolne, bo wiem z własnego doświadczenia, że i na krowim i na sojowym wypiek się uda), to jesteśmy w stanie zostać mistrzem we własnej kuchni. Wydatek jednorazowy, a porcje mączne w ciastach Natchnionej (autorka książki) nie są duże, więc zakupione kilogramy starczą na długo.
Książka kucharska „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń…” Weroniki Madejskiej to niemal dwieście stron przepisów opatrzonych zdjęciami dowodzącymi, że to jedzenie jest udane i dobre. Osobisty wstęp autorki niesamowicie wzruszył mnie tym, że każdy, każdy przechodzi przez te same etapy pogodzenia się z rezygnacją ze świeżych bułeczek, klusek u babci, tortów na urodzinach kolegów. Tak dalej można wymieniać jedzenie zawierające pszenicę, jęczmień, owies i żyto. Weronika Madejska jest bezglutenowcem i metodą prób i błędów, eksperymentów na sobie i całej rodzinie osiągnęła poziom mistrza w przygotowywaniu dań bez glutenu i zarazem bez wyrzeczeń.
Książka ma określony porządek, zgodny z planem dnia, dzięki czemu możemy spokojnie przejść przez pierwsze tygodnie diety stosując się tylko do tych przepisów, których jest aż 79. W pierwszym rozdziale mamy receptury niezbędne do upieczenia kilku chlebów – piekłam jeden – smakuje lepiej niż glutenowy. Kolejny rozdział to śniadania. Poczynając od koktajli przez pasty docieramy do naleśników, więc znów mamy wybór, którego nam bezglutenowcom tak brakuje. W rozdziale o obiadach bardzo ucieszyły mnie przepisy na zupy – wyraziste w smaku i bazujące na wegetariańskim bulionie, dzięki czemu bez dostępu do wiejskiego, wolno biegającego kurczaka udało mi się zrobić coś pysznego. Jako kolacje autorka proponuje nam między innymi pasztety, kotleciki, lasagne i pizzę. Na blogu Natchnionej królują ciasta. Podobnie w książce. Dla tych, którzy do bloga nie dotrą będą one nowością, temu, kto bloga zna, zaoszczędzą poszukiwań w Internecie. Każdy bezglutenowiec marzy o torcie urodzinowym. Tylko ktoś żyjący bez glutenu rozumie tę potrzebę i pod tym względem ta pozycja wyróżnia się wśród innych książek z przepisami. Mamy obszerną sekcję tortów.
Jest to pierwsza kupiona przeze mnie książka kucharska i oby takich więcej. Rezygnacja z glutenu niesie ze sobą konkretne obciążenia finansowe. Chleb w hurtowniach kosztuje minimum 5zł/300g, przy czym w sklepach w małych miejscowościach narzucana marża sprawia, że jeden chlebek, który syci tak, że starcza na 3 śniadania (w okresie dorastania można go jeść i jeść i nie syci) kosztuje około 10 zł. Pół kilograma mąki – koncentratu, który pozwala na pieczenie o mniejszym ryzyku kosztuje około 8 zł. Kiedy mamy w domu jedno dziecko bezglutenowe, jeszcze da się przeżyć, jednak, kiedy jest ich więcej, pieczenie na produktach z przekreślonym kłosem jest sporym nadszarpnięciem dla budżetu rodzinnego. Dlatego warto sięgać po przepisy wykorzystujące inne zboża takie jak ryż, proso czy gryka.
To pozycja dla tych, którzy przygodę bez glutenu dopiero zaczynają – przewodnik po każdym posiłku, oszczędzi ocierania łez mamom, bo jedzenie jest estetyczne i dzieciakom się podoba. Jest to książka dla tych, którzy z glutenu rezygnują już jakiś czas – mogą poznać nowe smaki. Jest to książka dla wegetarian – autorka też nią jest, więc przepisy automatycznie nie zawierają zwierzęcych składników. Jest to książka dla każdego, kto zwiększa swoją świadomość żywieniową, a takich osób jest na szczęście coraz więcej.
Mam nadzieję, że nie jest to ostatnia książka Weroniki Madejskiej o tym jak jeść bez glutenu i nie być znudzonym. Dotychczas w moje ręce trafiały książki, które wymagały niezwykłych umiejętności, niezwykłych sprzętów bądź niezwykłych produktów. „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń…” to propozycja dla bezglutenowców o różnej zawartości portfela. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
moznaprzeczytac.pl Angela D
Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie. Wydanie II rozszerzone
Nic tak nie poprawia kobiecie samopoczucia jak piękne ciało.
I tu w stu procentach zgadzam się z Autorką. Książka jest napisan z dużym poczuciem humoru, a przede wszystkim z dystansem. I jak sugeruje tytuł, każdy, kto po nią sięgnie, może spodziewać się potężnej dawki motywacji nie tylko do odchudzania, ale przede wszystkim – do budowania pozytywnej samooceny. A wszystko to w wersji bardzo „niegrzecznej”, Bez cienia wątpliwości polecam „Papryczkę…” Edyty Draus wszystkim kobietom, które chcą coś zmienić w swoim życiu, a nie wiedzą, od czego zacząć. Kobietom, które czują się zbyt przytłoczone rozmaitymi dietami i opcjami treningowymi. Tym, które ciągle szukają kolejnej diety „cud”, kolejnej pigułki „cud”. I wszystkim, którzy mają dość nudnych (jak przysłowiowe flaki z olejem) poradników.
Cuda się zdarzają. Brzydkie kaczątka zmieniają się w łabędzie, kopciuszki w księżniczki, tylko ropuchy jakoś rzadziej w księżąt z bajki. W realu zmiany nie następują jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale zawsze wtedy kiedy jesteś na nie gotowa.
A Ty - czy jesteś gotowa na zmianę?
Polecam wszystkim kobietom tą książkę które chcą zadbać o siebie i poprawić Pewność siebie i po prostu czuć się dobrze we własnym ciele. Zmiana zależy tylko od was . Jest to świetny motywator do działania i pracowania nad sobą
PS Na pewno do tej książki będę jeszcze wracać.
I tu w stu procentach zgadzam się z Autorką. Książka jest napisan z dużym poczuciem humoru, a przede wszystkim z dystansem. I jak sugeruje tytuł, każdy, kto po nią sięgnie, może spodziewać się potężnej dawki motywacji nie tylko do odchudzania, ale przede wszystkim – do budowania pozytywnej samooceny. A wszystko to w wersji bardzo „niegrzecznej”, Bez cienia wątpliwości polecam „Papryczkę…” Edyty Draus wszystkim kobietom, które chcą coś zmienić w swoim życiu, a nie wiedzą, od czego zacząć. Kobietom, które czują się zbyt przytłoczone rozmaitymi dietami i opcjami treningowymi. Tym, które ciągle szukają kolejnej diety „cud”, kolejnej pigułki „cud”. I wszystkim, którzy mają dość nudnych (jak przysłowiowe flaki z olejem) poradników.
Cuda się zdarzają. Brzydkie kaczątka zmieniają się w łabędzie, kopciuszki w księżniczki, tylko ropuchy jakoś rzadziej w księżąt z bajki. W realu zmiany nie następują jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale zawsze wtedy kiedy jesteś na nie gotowa.
A Ty - czy jesteś gotowa na zmianę?
Polecam wszystkim kobietom tą książkę które chcą zadbać o siebie i poprawić Pewność siebie i po prostu czuć się dobrze we własnym ciele. Zmiana zależy tylko od was . Jest to świetny motywator do działania i pracowania nad sobą
PS Na pewno do tej książki będę jeszcze wracać.
beata1987.blogspot.com Beata Pająk