ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Czytaj dwa razy szybciej!

Szybkie czytanie to w dzisiejszym świecie bardzo przydatna umiejętność. Często możemy spotkać różnorodne ulotki informujące o „magicznych” kursach, które mają sprawić, że nagle zaczniemy lepiej przyswajać teksty. Jako, że do takich kursów jestem raczej uprzedzony i uważam, że są one stratą pieniędzy, sięgnąłem po książkę „Czytaj dwa razy szybciej!”.
Jest to niewielka rozmiarów książeczka, licząca około 140 stron. Nie powinno być dla nas zatem problemem przerobienie jej w krótkim czasie. Na samym początku zapoznajemy się ze wstępnym tekstem, który ma za zadanie sprawdzić, ile słów czytamy na minutę. Mój wynik wynosił 220, więc nie było tak źle, jednak według książki liczba ta miała wzrosnąć dwukrotnie. Czy rzeczywiście się tak stało – okaże się na koniec recenzji :-)
Następnie przechodzimy do ćwiczeń mających za zadanie zwiększyć nasz wzrok peryferyjny. W tym celu na początku zapoznajemy się z niewielkimi tabelkami, tzw. tablicami Schulza. W każdej komórce tabelki znajduje się liczba lub litera, zaś naszym zadaniem jest przez cały czas patrzeć na umieszczoną na środku gwiazdkę i kątem oka starać się dotrzec leżące dookoła niej znaki. Autor zapoznaje nas również z choinkami, czyli formami polegającymi na tym, że pod sobą następują coraz dłuższe słowa lub zdania. My zaś za pomocą wskaźnika przez cały czas musimy wpatrywać się w środek każdego ze zdań i starać się odczytać całe wyrażenie. Warto zaznaczyć, że czym dalej, tym trudniej. Na samym końcu książki znajdują się bowiem ćwiczenia dla zaawansowanych, które nie przychodzą z tak wielką łatwością, jak początkowe.
Przygodę z książką kończymy, podchodząc do tekstu końcowego, mającego za zadanie sprawdzić, jak bardzo polepszyła się nasza szybkość czytania. Mój wynik wynosił 380 słów na minutę. Nie udało się osiągnąć wyniku 100% większego, ale i tak uważam, że nie było źle :-) Jedyne, co bym zmienił to cena, która wynosi ok. 30zł. Podsumowując, książkę tę polecam wszystkim, którzy chcieliby zacząć szybciej czytać.
my-foreign-languages.blogspot.com Zmotywowany, 2013-03-10

Rewolucja social media

Dawno nie było recenzji książki poświęconej marketingowi internetowemu, więc najwyższa pora na jakąś lekturę. Tym razem wszystko będzie kręcić się wokoło social mediów, a dokładniej pewnej rewolucji z nimi związanej.

Pod koniec zeszłego roku ukazała się książka „Rewolucja Social Media” opracowana przez Michała Sadowskiego, i jak tytuł wskazuje skupiła się na zagadnieniu mediów społecznościowych. Myślisz pewnie: nuda? Kolejny socjofun czy inny napaleniec będzie Ci chrzanił jak to facebook wsysa Internet i że warto tam być, jak to powinieneś eksponować przyrodzenia na twitterze, żeby wywołać jeszcze większy buzz w G+. Jednak każda osoba spodziewająca się takiego „przemiału” na poziomie gimnazjalisty – przeżyje prawdziwe zaskoczenie.

Książka zabiera nas w podróż po różnych zagadnieniach social mediów - od monitoringu marki, obsługi klienta w sieci przez ochronę reputacji czy wsparcie sprzedaży realizowane przez te wyjątkowe kanały komunikacji. Pomyli się każdy kto sądzi, że „Rewolucja…” to książka sucho informująca o dostępnych opcjach różnych serwisów społecznościowych – stanowiąca mechaniczny instruktaż na poziomie „minimalnego wejścia i odhaczenia”. Minimaliści – dla was pozostawiono jedynie oprawę graficzną i aranżację publikacji (również mocno na plus – nieprzesadzona, stonowana, klarowna).

A co w środku tak konkretnie?

- Opis cech, które warto rozważyć przy wyborze narzędzi monitorujących dyskusję o marce w sieci
- 30 świetnie opisanych przykładów mierzalnych i skutecznych działań w social mediach - a tak osobiście: świetnych i inspirujących pomysłów, które warto wykorzystać!
- Zestaw dobrych praktyk działań w mediach społecznościowych – od video, uczłowieczania przez nieco świeższe byty marketingu jak Pinterest i Instagram
- Pomocne wskazówki co robić, podbudowane mocnymi przykładami, w sytuacji kryzysu wizerunkowego w social’u.

Jak na autora, który jest współtwórcą jednego z narzędzi monitoringu internetu pod kątem opinii o marce – Brand24 – spodziewać się można było solidnej dawki analityki. I pewnie wielu to ucieszy, bo jest to taki wymiar analityki jaki nie zabija „pierwszym oddechem” i ciężarem wykresów – to powiew świeżości, uwrażliwiający jak ważne jest wsłuchiwanie się w głos twoich odbiorców.

Znając tendencję do wykorzystywania książki do promocji swoich produktów przystępując do lektury miałem pewne wątpliwości, czy aby autor nie popłynie. Jednak i tu Michał świetnie sobie z tym poradził – opisał szerokie grono konkurentów, wskazał czytelnikom cechy, którymi powinni się kierować wg swoich potrzeb i po prostu pozostawił im decyzję.

Dylemat jaki pozostawia dla mnie ta książka – to jej charakter. Z jednej stanowi ona pewne wskazanie co uwzględnić planując obecność w social mediach – co ja rozumiem jako podnoszenie świadomości osób chcących istnieć w sieci ze swoim biznesem. Część mniej doświadczonych, początkujących osób – które kupią książkę z nastawieniem na nabycie z niej konkretnych umiejętności (co zrobić krok po kroku, żeby…) poczuje niedosyt – ale w mojej opinii to lepiej, dostały ogromny zastrzyk-impuls do dalszego poszukiwania, zgłębiania się w tym co ich zainteresowało, a bardzo możliwe – że niektórych porwie temat obsługi klienta , a jeszcze inni zainteresuje bardziej mierzalnością efektów działań społecznościowych.

Być może kiedyś autor szarpnie się na kolejną książkę – z pewnością przydało by się więcej zagadnień związanych z monitoringiem internetowym, z tym jak skutecznie i w pełni wykorzystywać narzędzie zarówno to, którym zarządza autor jak i innymi równie pomocnymi w marketingu społecznościowym.

Kupić, przeczytać, stosować!
WebSEM.pl Sebastian Jakubiec, 2013-03-10

Subtelna rewolucja. Liczenie od pierwszego roku życia

Glenn Doman jest ojcem Janet, z którą wspólnie napisał "Subtelną rewolucję...", to trzecia książka z tej serii, z jaką się zapoznałam. Dosyć kontrowersyjny to temat, uczenie małego dziecka czytania, a teraz, w tym tytule liczenia. Podchodziłam do tego raczej sceptycznie, delikatnie mówiąc.
Autor ukończył fizjoterapię na Uniwersytecie Pensylwanii, od tamtej pory prowadził badania dotyczące mózgu dzieci. Pracował w stu różnych krajach, od bardzo dobrze rozwiniętych, po prymitywne.
Janet Doman to dyrektor Instytutu Osiągania Ludzkiego Potencjału w Filadelfii, który w 1955 roku założył jej ojciec. Tutaj się wychowała, od dzieciństwa angażując się w pomoc dzieciom z uszkodzeniami mózgu. Skończyła studia na tej samej, co ojciec uczelni, po czym zajęła się pracą w instytucie.
W tym amerykańskim miejscu badań odkryto, że maluchy mogą nauczyć się wszystkiego, wystarczy tylko jasno i czytelnie im to przekazać, potrafią nawet czytać i liczyć! Nieprawdopodobne? A jednak wykonalne!
Osiągnięcie tego celu jest możliwe, a ten tytuł ma nam w tym pomóc. Nauka może przynieść dziecku radość, jeżeli odpowiednio do tego podejdziemy, jeśli zrozumiemy istotę tego zagadnienia. Nie wiem, czy to działa, ponieważ nie czuję potrzeby uczenia mojej córeczki liczyć, ale jeżeli ktoś ma ochotę, to polecam tę właśnie pozycję. Wszystko jest tu jasno i dokładnie wyjaśnione, poparte latami doświadczeń i pracy, zaangażowania wielu osób, zarówno autorów, dzieci, jak i ich rodziców. Ta książka jest dowodem na to, że małe dzieci mogą, chcą i potrafią liczyć!
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-17

Subtelna rewolucja. Wykorzystaj potencjał swojego malucha od pierwszego dnia życia

Książka ta pisana była przez ponad 50 lat, więc włożono w nią wiele pracy i czasu, mnóstwo wysiłku. Matki były obserwatorkami pracy badawczej, dzieliły się swoimi spostrzeżeniami, mobilizowały do działań. Także dzieci pozwalały poznać siebie, były cierpliwe i błyskotliwe. I znowu spotykam się, w kolejnej już książce, ze stwierdzeniem, że:

"DZIECI SĄ NAJWSPANIALSZYM DOBREM, JAKI OTRZYMUJEMY OD LOSU."

Powtarzam się? Na pewno, ale w tym temacie zgadzam się z autorami jak najbardziej.

Mózg zaczyna się rozwijać u dziecka już w łonie matki. Pierwszy rok życia to niezwykła nauka, wtedy maleństwo rozwija się niebywale szybko. To bardzo ważny etap dla rozwoju mózgu właśnie.
Matki są dla swoich potomków najlepszymi na świecie nauczycielami, niestety w naszych dziwnych czasach zbyt szybko oddaje się maluszka pod opiekę osób trzecich. Bycie matka staje się niemodne, mało użyteczne.
Dziecko ma potrzeby nie tylko fizjologiczne, ale także emocjonalne, poza tym powinno rozwijać swoje zdolności, wtedy staje się sprawne i fizycznie, i intelektualnie.
Przedstawiam tutaj suche fakty, czy je popieram? Czy się z nimi zgadzam? To zależy jak na to wszystko spojrzeć, na pewno warto pomagać dziecku, wspierać je i tłumaczyć, wspierać w dążeniu do samorealizacji.

"Z tej książki dowiesz się, jak zapewnić dziecku najlepszy start do osiągnięcia pełni jego możliwości."
Polecam, a sama sięgam po kolejne tytuły z tej serii.
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-16

Subtelna rewolucja. Czytanie od pierwszego roku życia

Już sam tytuł nastawia mnie negatywnie do tej książki, jestem oburzona, bo jak to? Dwunastomiesięczne dziecko mam uczyć czytania? A po co? A gdzie beztroskie chwile dzieciństwa? Już nie wspominając, że ono nie mówi?
Autorzy już na początku przekonują nas, że "na świecie żyją dziesiątki tysięcy dzieci (...), które nauczyły się wczesnego czytania dzięki tej książce". Cieszy mnie to, ponieważ mam dwójkę maluchów w domu i będę ich na pewno musiała nauczyć tej sztuki, jednak wolałabym zrobić to później, moim zdaniem dwa i pół roku to jednak za wcześnie, a tyle ma w tej chwili moje najmłodsze dziecko...
"Wielu rodziców mówi, że przyjemność bycia z ich dzieckiem, uczenia go czytania i obserwowanie jego rozwoju dzień po dniu to najwspanialsze doświadczenie w ich życiu."
W nauce czytania niebywale ważna jest wytrwałość, cierpliwość, konsekwencja, systematyczność. Rodzic powinien być nastawiony do tego optymistycznie, podchodzić do tego z entuzjazmem. To ma być największa przygoda, radość, zabawa, a jednocześnie nauka, nie kara a nagroda, nie obowiązek, lecz przyjemność. Oczywiście im wcześniej zaczniemy naukę, tym lepiej, a do naszego potomka powinniśmy podchodzić z szacunkiem, jeżeli nie mamy humoru, jesteśmy zmęczeni i smutni, lepiej nie uczyć się, poczekać, aż wróci zarówno nam, jak i dziecku dobry nastrój. Ćwiczmy z naszą pociechą regularnie, a jeżeli nie bawimy się dobrze, przerwijmy naukę!
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-17