Recenzje
Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka
Przyznam, że tytuł tego poradnika zadziałał na mnie zniechęcająco. Jest tak infantylny czy bezpośredni, w złym tonie „amerykański”, nastawiony na sprzedaż, że robi się niedobrze. Bo cóż oznacza „czary-mary”? To stwierdzenie kompletnie do mnie nie przemawia.
Podobnie jak informacja na okładce o sprzedaży ponad miliona dwustu egzemplarzy i głównej nagrodzie Nappa (Międzynarodowej Nagrodzie wśród Publikacji dla Rodziców). A mimo to, muszę przyznać, że zawartość pozytywnie mnie zaskoczyła. Całkiem niespodziewanie. W konfrontacji z tą nieszczęsną okładką wypada wyjątkowo dobrze.
Trzeba przetrawić
Jest coś w tym poradniku, co wymusza „dojrzewanie” do zamieszczonych w nim rad. Dlatego mimo że książka ta trafiła w moje ręce kilka miesięcy temu, długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Z różnych powodów. Między innymi dlatego, że był mi potrzebny czas, aby ocenić skuteczność rad w niej zamieszczonych. Po czasie mogę stwierdzić, że jeśli pozbędziemy się uprzedzeń, obaw przed wychowywaniem, respektowaniem swoich praw jako rodziców (wszak tendencje są dzisiaj odmienne), to nagle okazuje się, że naprawdę warto.
Czas z dzieckiem nie musi być batalią i próbą charakterów. Nie musi być również formą poświęcania się do granic możliwości. Chyba właśnie z tego „zbyt heroicznego” czy „nazbyt poważnego” traktowania własnej roli jako rodzica wynika totalne zmęczenie opieką nad dziećmi oraz przekonanie, że nie da się we współczesnym świecie wychować więcej niż jednego/dwóch potomków. Jeśli wiele poradników, autorów i autorytetów sugeruje, że wszelkie złe zachowania należy znosić ze spokojem, czekając aż one miną, broń boże na nie nie reagować w celu ich przykrócenia, tylko tłumaczyć, przytulać oraz rozmawiać, to nagle okazuje się, że jest to wyzwanie ponad pierwotnie definiowany instynkt czy poczucie zdrowego rozsądku.
Dlatego dzisiejsza moda a jednocześnie podział na tych, którzy nie wychowują i tych, którzy nazywają się „złymi rodzicami”, którzy „śmią wychowywać” ma się dobrze.
Na właściwe tory
Poradnik oparty jest w głównej mierze na metodzie 1-2-3, czyli teoretycznie dobrze znanej lub co najmniej kojarzonej metodzie odliczania złych zachowań dziecka. Jej założeniem jest „mniej gadania i mniej emocji”, czyli więcej spokoju i opanowania. Po to, by osiągnąć cel: lepsze zachowanie dzieci, bez efektów ubocznych.
Poza szeroko opisaną metodą dyscyplinowania, która w mojej ocenie jest techniką, mogącą zadowolić wiele osób, jest oczywiście coś jeszcze. Autor, dr psychologii klinicznej Thomas W.Phelan, prowadzący swoją praktykę od 1972, tłumaczy, jak skutecznie zachęcać do dobrego zachowania. Wszystkie te działania nie miałyby sensu, gdyby nie wzmacnianie więzi z dziećmi, czyli zwrócenie uwagi jak ważny jest wspólny czas rodzinny (a także spędzenie czasu jednego dziecka z jednym rodzicem), rozmowy, bliskość, czułość i zrozumienie.
Jest to niewątpliwie interesująca pozycja dla rodziców, którzy mimo szczerych chęci lub po prostu zwykłej ludzkiej wygody, potrzeby życia własnym życiem, braku chęci „katowania się”, niemożności powierzania opieki nad dzieckiem kilku innym osobom, konieczności normalnego życia z dzieckiem/dziećmi, chcą wychowywać swoje dziecko i temperować złe zachowania.
W poradniku znajdziemy ciekawe, wyważone rady, jak poradzić sobie z problemem:
- jęczenia/marudzenia/męczeństwem/narzekaniem,
- grą na zwłokę,
- wymuszaniem,
- kłótni między dziećmi,
- histerią,
- niechęcią odrabiania lekcji,
- niejedzenia/wybrzydzenia przy stole,
- nocnym wstawaniem i wędrówkami do łóżka rodziców, itd.
Co można osiągnąć?
Spokój, poczucie panowania nad sytuacją, pewność, że „poradzimy sobie z dzieckiem” w każdej sytuacji, w każdym miejscu, radość z przebywaniem z dziećmi, rzadszą potrzebę dyscyplinowania.
Poradnik pozwala odetchnąć, spędzać codzienne chwile z dziećmi, a nie tylko dla dzieci. Bez poczucia poświęcania, czy robienia czegoś nadzwyczajnego, z czym we współczesnym świecie trudno sobie poradzić. Daje poczucie, że potomkowie nas nie ograniczają, a chwile z nimi nie są czasem zarządzania, planowania i sztuką wytrwania do wieczora, ale po prostu kolejnym dniem, który możemy razem przeżyć w takim stylu, jaki nam odpowiada. Bez stresu i frustracji.
Podobnie jak informacja na okładce o sprzedaży ponad miliona dwustu egzemplarzy i głównej nagrodzie Nappa (Międzynarodowej Nagrodzie wśród Publikacji dla Rodziców). A mimo to, muszę przyznać, że zawartość pozytywnie mnie zaskoczyła. Całkiem niespodziewanie. W konfrontacji z tą nieszczęsną okładką wypada wyjątkowo dobrze.
Trzeba przetrawić
Jest coś w tym poradniku, co wymusza „dojrzewanie” do zamieszczonych w nim rad. Dlatego mimo że książka ta trafiła w moje ręce kilka miesięcy temu, długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Z różnych powodów. Między innymi dlatego, że był mi potrzebny czas, aby ocenić skuteczność rad w niej zamieszczonych. Po czasie mogę stwierdzić, że jeśli pozbędziemy się uprzedzeń, obaw przed wychowywaniem, respektowaniem swoich praw jako rodziców (wszak tendencje są dzisiaj odmienne), to nagle okazuje się, że naprawdę warto.
Czas z dzieckiem nie musi być batalią i próbą charakterów. Nie musi być również formą poświęcania się do granic możliwości. Chyba właśnie z tego „zbyt heroicznego” czy „nazbyt poważnego” traktowania własnej roli jako rodzica wynika totalne zmęczenie opieką nad dziećmi oraz przekonanie, że nie da się we współczesnym świecie wychować więcej niż jednego/dwóch potomków. Jeśli wiele poradników, autorów i autorytetów sugeruje, że wszelkie złe zachowania należy znosić ze spokojem, czekając aż one miną, broń boże na nie nie reagować w celu ich przykrócenia, tylko tłumaczyć, przytulać oraz rozmawiać, to nagle okazuje się, że jest to wyzwanie ponad pierwotnie definiowany instynkt czy poczucie zdrowego rozsądku.
Dlatego dzisiejsza moda a jednocześnie podział na tych, którzy nie wychowują i tych, którzy nazywają się „złymi rodzicami”, którzy „śmią wychowywać” ma się dobrze.
Na właściwe tory
Poradnik oparty jest w głównej mierze na metodzie 1-2-3, czyli teoretycznie dobrze znanej lub co najmniej kojarzonej metodzie odliczania złych zachowań dziecka. Jej założeniem jest „mniej gadania i mniej emocji”, czyli więcej spokoju i opanowania. Po to, by osiągnąć cel: lepsze zachowanie dzieci, bez efektów ubocznych.
Poza szeroko opisaną metodą dyscyplinowania, która w mojej ocenie jest techniką, mogącą zadowolić wiele osób, jest oczywiście coś jeszcze. Autor, dr psychologii klinicznej Thomas W.Phelan, prowadzący swoją praktykę od 1972, tłumaczy, jak skutecznie zachęcać do dobrego zachowania. Wszystkie te działania nie miałyby sensu, gdyby nie wzmacnianie więzi z dziećmi, czyli zwrócenie uwagi jak ważny jest wspólny czas rodzinny (a także spędzenie czasu jednego dziecka z jednym rodzicem), rozmowy, bliskość, czułość i zrozumienie.
Jest to niewątpliwie interesująca pozycja dla rodziców, którzy mimo szczerych chęci lub po prostu zwykłej ludzkiej wygody, potrzeby życia własnym życiem, braku chęci „katowania się”, niemożności powierzania opieki nad dzieckiem kilku innym osobom, konieczności normalnego życia z dzieckiem/dziećmi, chcą wychowywać swoje dziecko i temperować złe zachowania.
W poradniku znajdziemy ciekawe, wyważone rady, jak poradzić sobie z problemem:
- jęczenia/marudzenia/męczeństwem/narzekaniem,
- grą na zwłokę,
- wymuszaniem,
- kłótni między dziećmi,
- histerią,
- niechęcią odrabiania lekcji,
- niejedzenia/wybrzydzenia przy stole,
- nocnym wstawaniem i wędrówkami do łóżka rodziców, itd.
Co można osiągnąć?
Spokój, poczucie panowania nad sytuacją, pewność, że „poradzimy sobie z dzieckiem” w każdej sytuacji, w każdym miejscu, radość z przebywaniem z dziećmi, rzadszą potrzebę dyscyplinowania.
Poradnik pozwala odetchnąć, spędzać codzienne chwile z dziećmi, a nie tylko dla dzieci. Bez poczucia poświęcania, czy robienia czegoś nadzwyczajnego, z czym we współczesnym świecie trudno sobie poradzić. Daje poczucie, że potomkowie nas nie ograniczają, a chwile z nimi nie są czasem zarządzania, planowania i sztuką wytrwania do wieczora, ale po prostu kolejnym dniem, który możemy razem przeżyć w takim stylu, jaki nam odpowiada. Bez stresu i frustracji.
sosrodzice.pl 2013-05-28
Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka
Przyznam, że tytuł tego poradnika zadziałał na mnie zniechęcająco. Jest tak infantylny czy bezpośredni, w złym tonie „amerykański”, nastawiony na sprzedaż, że robi się niedobrze. Bo cóż oznacza „czary-mary”? To stwierdzenie kompletnie do mnie nie przemawia.
Podobnie jak informacja na okładce o sprzedaży ponad miliona dwustu egzemplarzy i głównej nagrodzie Nappa (Międzynarodowej Nagrodzie wśród Publikacji dla Rodziców). A mimo to, muszę przyznać, że zawartość pozytywnie mnie zaskoczyła. Całkiem niespodziewanie. W konfrontacji z tą nieszczęsną okładką wypada wyjątkowo dobrze.
Trzeba przetrawić
Jest coś w tym poradniku, co wymusza „dojrzewanie” do zamieszczonych w nim rad. Dlatego mimo że książka ta trafiła w moje ręce kilka miesięcy temu, długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Z różnych powodów. Między innymi dlatego, że był mi potrzebny czas, aby ocenić skuteczność rad w niej zamieszczonych. Po czasie mogę stwierdzić, że jeśli pozbędziemy się uprzedzeń, obaw przed wychowywaniem, respektowaniem swoich praw jako rodziców (wszak tendencje są dzisiaj odmienne), to nagle okazuje się, że naprawdę warto.
Czas z dzieckiem nie musi być batalią i próbą charakterów. Nie musi być również formą poświęcania się do granic możliwości. Chyba właśnie z tego „zbyt heroicznego” czy „nazbyt poważnego” traktowania własnej roli jako rodzica wynika totalne zmęczenie opieką nad dziećmi oraz przekonanie, że nie da się we współczesnym świecie wychować więcej niż jednego/dwóch potomków. Jeśli wiele poradników, autorów i autorytetów sugeruje, że wszelkie złe zachowania należy znosić ze spokojem, czekając aż one miną, broń boże na nie nie reagować w celu ich przykrócenia, tylko tłumaczyć, przytulać oraz rozmawiać, to nagle okazuje się, że jest to wyzwanie ponad pierwotnie definiowany instynkt czy poczucie zdrowego rozsądku.
Dlatego dzisiejsza moda a jednocześnie podział na tych, którzy nie wychowują i tych, którzy nazywają się „złymi rodzicami”, którzy „śmią wychowywać” ma się dobrze.
Na właściwe tory
Poradnik oparty jest w głównej mierze na metodzie 1-2-3, czyli teoretycznie dobrze znanej lub co najmniej kojarzonej metodzie odliczania złych zachowań dziecka. Jej założeniem jest „mniej gadania i mniej emocji”, czyli więcej spokoju i opanowania. Po to, by osiągnąć cel: lepsze zachowanie dzieci, bez efektów ubocznych.
Poza szeroko opisaną metodą dyscyplinowania, która w mojej ocenie jest techniką, mogącą zadowolić wiele osób, jest oczywiście coś jeszcze. Autor, dr psychologii klinicznej Thomas W.Phelan, prowadzący swoją praktykę od 1972, tłumaczy, jak skutecznie zachęcać do dobrego zachowania. Wszystkie te działania nie miałyby sensu, gdyby nie wzmacnianie więzi z dziećmi, czyli zwrócenie uwagi jak ważny jest wspólny czas rodzinny (a także spędzenie czasu jednego dziecka z jednym rodzicem), rozmowy, bliskość, czułość i zrozumienie.
Jest to niewątpliwie interesująca pozycja dla rodziców, którzy mimo szczerych chęci lub po prostu zwykłej ludzkiej wygody, potrzeby życia własnym życiem, braku chęci „katowania się”, niemożności powierzania opieki nad dzieckiem kilku innym osobom, konieczności normalnego życia z dzieckiem/dziećmi, chcą wychowywać swoje dziecko i temperować złe zachowania.
W poradniku znajdziemy ciekawe, wyważone rady, jak poradzić sobie z problemem:
- jęczenia/marudzenia/męczeństwem/narzekaniem,
- grą na zwłokę,
- wymuszaniem,
- kłótni między dziećmi,
- histerią,
- niechęcią odrabiania lekcji,
- niejedzenia/wybrzydzenia przy stole,
- nocnym wstawaniem i wędrówkami do łóżka rodziców, itd.
Co można osiągnąć?
Spokój, poczucie panowania nad sytuacją, pewność, że „poradzimy sobie z dzieckiem” w każdej sytuacji, w każdym miejscu, radość z przebywaniem z dziećmi, rzadszą potrzebę dyscyplinowania.
Poradnik pozwala odetchnąć, spędzać codzienne chwile z dziećmi, a nie tylko dla dzieci. Bez poczucia poświęcania, czy robienia czegoś nadzwyczajnego, z czym we współczesnym świecie trudno sobie poradzić. Daje poczucie, że potomkowie nas nie ograniczają, a chwile z nimi nie są czasem zarządzania, planowania i sztuką wytrwania do wieczora, ale po prostu kolejnym dniem, który możemy razem przeżyć w takim stylu, jaki nam odpowiada. Bez stresu i frustracji.
Podobnie jak informacja na okładce o sprzedaży ponad miliona dwustu egzemplarzy i głównej nagrodzie Nappa (Międzynarodowej Nagrodzie wśród Publikacji dla Rodziców). A mimo to, muszę przyznać, że zawartość pozytywnie mnie zaskoczyła. Całkiem niespodziewanie. W konfrontacji z tą nieszczęsną okładką wypada wyjątkowo dobrze.
Trzeba przetrawić
Jest coś w tym poradniku, co wymusza „dojrzewanie” do zamieszczonych w nim rad. Dlatego mimo że książka ta trafiła w moje ręce kilka miesięcy temu, długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Z różnych powodów. Między innymi dlatego, że był mi potrzebny czas, aby ocenić skuteczność rad w niej zamieszczonych. Po czasie mogę stwierdzić, że jeśli pozbędziemy się uprzedzeń, obaw przed wychowywaniem, respektowaniem swoich praw jako rodziców (wszak tendencje są dzisiaj odmienne), to nagle okazuje się, że naprawdę warto.
Czas z dzieckiem nie musi być batalią i próbą charakterów. Nie musi być również formą poświęcania się do granic możliwości. Chyba właśnie z tego „zbyt heroicznego” czy „nazbyt poważnego” traktowania własnej roli jako rodzica wynika totalne zmęczenie opieką nad dziećmi oraz przekonanie, że nie da się we współczesnym świecie wychować więcej niż jednego/dwóch potomków. Jeśli wiele poradników, autorów i autorytetów sugeruje, że wszelkie złe zachowania należy znosić ze spokojem, czekając aż one miną, broń boże na nie nie reagować w celu ich przykrócenia, tylko tłumaczyć, przytulać oraz rozmawiać, to nagle okazuje się, że jest to wyzwanie ponad pierwotnie definiowany instynkt czy poczucie zdrowego rozsądku.
Dlatego dzisiejsza moda a jednocześnie podział na tych, którzy nie wychowują i tych, którzy nazywają się „złymi rodzicami”, którzy „śmią wychowywać” ma się dobrze.
Na właściwe tory
Poradnik oparty jest w głównej mierze na metodzie 1-2-3, czyli teoretycznie dobrze znanej lub co najmniej kojarzonej metodzie odliczania złych zachowań dziecka. Jej założeniem jest „mniej gadania i mniej emocji”, czyli więcej spokoju i opanowania. Po to, by osiągnąć cel: lepsze zachowanie dzieci, bez efektów ubocznych.
Poza szeroko opisaną metodą dyscyplinowania, która w mojej ocenie jest techniką, mogącą zadowolić wiele osób, jest oczywiście coś jeszcze. Autor, dr psychologii klinicznej Thomas W.Phelan, prowadzący swoją praktykę od 1972, tłumaczy, jak skutecznie zachęcać do dobrego zachowania. Wszystkie te działania nie miałyby sensu, gdyby nie wzmacnianie więzi z dziećmi, czyli zwrócenie uwagi jak ważny jest wspólny czas rodzinny (a także spędzenie czasu jednego dziecka z jednym rodzicem), rozmowy, bliskość, czułość i zrozumienie.
Jest to niewątpliwie interesująca pozycja dla rodziców, którzy mimo szczerych chęci lub po prostu zwykłej ludzkiej wygody, potrzeby życia własnym życiem, braku chęci „katowania się”, niemożności powierzania opieki nad dzieckiem kilku innym osobom, konieczności normalnego życia z dzieckiem/dziećmi, chcą wychowywać swoje dziecko i temperować złe zachowania.
W poradniku znajdziemy ciekawe, wyważone rady, jak poradzić sobie z problemem:
- jęczenia/marudzenia/męczeństwem/narzekaniem,
- grą na zwłokę,
- wymuszaniem,
- kłótni między dziećmi,
- histerią,
- niechęcią odrabiania lekcji,
- niejedzenia/wybrzydzenia przy stole,
- nocnym wstawaniem i wędrówkami do łóżka rodziców, itd.
Co można osiągnąć?
Spokój, poczucie panowania nad sytuacją, pewność, że „poradzimy sobie z dzieckiem” w każdej sytuacji, w każdym miejscu, radość z przebywaniem z dziećmi, rzadszą potrzebę dyscyplinowania.
Poradnik pozwala odetchnąć, spędzać codzienne chwile z dziećmi, a nie tylko dla dzieci. Bez poczucia poświęcania, czy robienia czegoś nadzwyczajnego, z czym we współczesnym świecie trudno sobie poradzić. Daje poczucie, że potomkowie nas nie ograniczają, a chwile z nimi nie są czasem zarządzania, planowania i sztuką wytrwania do wieczora, ale po prostu kolejnym dniem, który możemy razem przeżyć w takim stylu, jaki nam odpowiada. Bez stresu i frustracji.
sosrodzice.pl 2013-05-28
Jak opanować wilczy apetyt? Trening
Na tytułowe pytanie „Jak opanować wilczy apetyt Trening" odpowiada psycholog Linda W. Craighead, proponując Trening Świadomego Apetytu, umożliwiający kontrolę sposobu odżywiania się, a przez to i poprawianie swojego wyglądu. Podstawą regulowania zaburzonego odżywiania jest nakłonienie „kuracjuszki" do samoobserwacji, polegającej na zapisywaniu każdego pokarmu, jaki danego dnia spożyje. Rzecz w zwróceniu uwagi na to, jakie przyjmujemy posiłki i wyeliminowanie tego, co nie służy naszemu organizmowi. To droga do tego, by - dostosowując się do kilku nieskomplikowanych rad - nauczyć się wsłuchiwać w sygnały wysyłane przez ciało. W ten sposób odczytamy, co, kiedy i ile powinniśmy jeść, by móc czerpać z posiłków przyjemność, wyzbyć się poczucia winy i zachować smukłą sylwetkę. Wcześniej trzeba odpowiedzieć sobie na kilka pytań, np.: czy traktujesz jedzenie jako sposób na poprawienie sobie nastroju, czy stosowanie diet i ograniczeń w odżywianiu powoduje u Ciebie psychiczny dyskomfort oraz czy zdajesz sobie sprawę, że obsesyjne myślenie o jedzeniu jest przejawem zaburzeń odżywiania Po udzieleniu szczerych odpowiedzi, możemy rozpocząć Trening Świadomego Apetytu.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-06-15
Fotografowanie par. 500 kreatywnych ujęć
Nowa seria wydawnictwa Helion „500 kreatywnych ujęć" składa się z książek bardzo nietypowych. Właściwie to albumy, a nie książki, bo w tej recenzji jest więcej tekstu niż we wszystkich trzech książkach. Pod zdjęciami widnieją tylko nazwiska autorów, a jedyny tekst to - oprócz jednostronicowego wstępu -rozrzucone od czasu do czasu sentencje i złote myśli natury ogólnofotograficznej, generalnie słuszne, ale niemające żadnego związku z prezentowanymi zdjęciami.
Zgodnie z tytułem w każdej książce mamy po 500 zdjęć. Zdecydowana większość jest rzeczywiście inspirująca, zwłaszcza że pochodzą od wielu różnych autorów i utrzymane są w różnej stylistyce. Bardzo brakuje jednak komentarza, bo nie wiadomo, jak zdjęcie zostało wykonane, a trzeba dodatkowo samemu interpretować podobne wersje dwóch czy trzech wariantów tego samego ujęcia, które pojawiają się dość często. Fotografie więc fajne, ale jak zostały zrobione Kto wie, ten wie, a kto nie wie, ten się tego z książek nie dowie. Książki są reklamowane jako źródła inspiracji - słusznie, ale wiedzy o tym, jak takie fotografie zrobić, trzeba poszukać gdzie indziej.
Zgodnie z tytułem w każdej książce mamy po 500 zdjęć. Zdecydowana większość jest rzeczywiście inspirująca, zwłaszcza że pochodzą od wielu różnych autorów i utrzymane są w różnej stylistyce. Bardzo brakuje jednak komentarza, bo nie wiadomo, jak zdjęcie zostało wykonane, a trzeba dodatkowo samemu interpretować podobne wersje dwóch czy trzech wariantów tego samego ujęcia, które pojawiają się dość często. Fotografie więc fajne, ale jak zostały zrobione Kto wie, ten wie, a kto nie wie, ten się tego z książek nie dowie. Książki są reklamowane jako źródła inspiracji - słusznie, ale wiedzy o tym, jak takie fotografie zrobić, trzeba poszukać gdzie indziej.
Digital Foto Video 2013-06-01
Głodne emocje. Jak schudnąć mądrze, skutecznie i na zawsze
„Głodne emocje. Jak schudnąć mądrze, skutecznie i na zawsze" - podpowiada Anna Sasin. To publikacja, która już zyskała uznanie poprzez nominowanie do nagrody miesięcznika „Charaktery" w kategorii najlepszej książki popularnonaukowej. Autorka wychodzi z założenia, że odchudzanie się to proces nie tylko fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny. - Sytuacja ulegnie zmianie, jeśli przestaniemy wciąż tuczyć swoje emocje! - akcentuje autorka. Zapewnia, że odchudzanie zaczyna się w głowie. Bowiem zwykle szperanie w nocy po lodówce lub zjadanie ogromnej porcji lodów zamiast obiadu nie oznacza, że jest się głodnym. W taki właśnie sposób przede wszystkim „zjada się" różne smutki, stres, niskie poczucie własnej wartości lub złość. Często koło zamyka się, bo negatywne odczucia spowodowane są... wyglądem. Jak przerwać to błędne koło... Anna Sasin określa proponowany program mianem coachingu zdrowia Coaching to zyskanie wewnętrznego przekonania, że ma się w sobie potencjał, pozwalający na skuteczne rozwiązanie problemów z wagą.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-06-15
Matrioszka Rosja i Jastrząb
Po książkę tę sięgnąłem raczej z obowiązku niż przekonania. Autor – Maciej Jastrzębski jest wieloletnim korespondentem Polskiego Radia w Rosji i państwach byłego ZSRR. Co nowego i świeżego mógł na temat Rosji napisać ktoś codziennie ją opisujący? Na domiar złego „zapachniało mi” wspomnieniami. Srodze i bardzo przyjemnie się rozczarowałem. To wspaniała książka!
Tytuł nawiązuje do narodowej rosyjskiej maskotki „matrioszki” – zabawki, której istota polega na tym, że w jednej lalce znajdują się kolejne, mniejsze i mniejsze. Dla autora, czyli życiowego (przezwisko) i tytułowego „Jastrzębia”, poznawanie Rosji jest właśnie jak otwieranie kolejnych lalek „matrioszki”. Można w Rosji nigdy nie być, a dzięki Maćkowi świetnie ją poznać i zrozumieć. Można nie lubić Rosjan, a po lekturze książki ich pokochać.
W książce tej jest wszystko. Dosłownie wszystko co powinno się w niej znaleźć! Opowieści o losach prostych ludzi znakomicie zastępują suche fakty o skali represji, jakich naród rosyjski doznał. Opowieści o „Nowych Rosjanach” żyjących jak carowie, wpisują się w trafne analizy „rosyjskiej duszy”. Pełne miłości i fascynacji są opowieści o dawnej Moskwie i tej całkiem niedawnej – z drugiej połowy XX w. Fascynują tajemnice Kremla z ukrytymi pomieszczeniami i dokumentami. Hipnotyzują opisy rubinowych kremlowskich gwiazd. W zadumę wpędzają opisy stacji moskiewskiego metra, a przekazy o pojawiającym się raz w miesiącu „pociągu widmie” elektryzują.
Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem książki Maćka. Co najbardziej mnie w niej fascynuje? To proste: fakt, że wszystko co chciał nam o Rosji przekazać, zrobił na zaledwie 260 stronach. Każda z nich jest świetna. Rekomendując książkę red. Macieja Jastrzębskiego powinienem jeszcze sztampowo dopisać: „każdy znajdzie w niej coś dla siebie”. Nic z tego, z tą książką jest inaczej – jest w niej wszystko dla wszystkich.
Tytuł nawiązuje do narodowej rosyjskiej maskotki „matrioszki” – zabawki, której istota polega na tym, że w jednej lalce znajdują się kolejne, mniejsze i mniejsze. Dla autora, czyli życiowego (przezwisko) i tytułowego „Jastrzębia”, poznawanie Rosji jest właśnie jak otwieranie kolejnych lalek „matrioszki”. Można w Rosji nigdy nie być, a dzięki Maćkowi świetnie ją poznać i zrozumieć. Można nie lubić Rosjan, a po lekturze książki ich pokochać.
W książce tej jest wszystko. Dosłownie wszystko co powinno się w niej znaleźć! Opowieści o losach prostych ludzi znakomicie zastępują suche fakty o skali represji, jakich naród rosyjski doznał. Opowieści o „Nowych Rosjanach” żyjących jak carowie, wpisują się w trafne analizy „rosyjskiej duszy”. Pełne miłości i fascynacji są opowieści o dawnej Moskwie i tej całkiem niedawnej – z drugiej połowy XX w. Fascynują tajemnice Kremla z ukrytymi pomieszczeniami i dokumentami. Hipnotyzują opisy rubinowych kremlowskich gwiazd. W zadumę wpędzają opisy stacji moskiewskiego metra, a przekazy o pojawiającym się raz w miesiącu „pociągu widmie” elektryzują.
Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem książki Maćka. Co najbardziej mnie w niej fascynuje? To proste: fakt, że wszystko co chciał nam o Rosji przekazać, zrobił na zaledwie 260 stronach. Każda z nich jest świetna. Rekomendując książkę red. Macieja Jastrzębskiego powinienem jeszcze sztampowo dopisać: „każdy znajdzie w niej coś dla siebie”. Nic z tego, z tą książką jest inaczej – jest w niej wszystko dla wszystkich.
tvp.info Dariusz Cychol, 2013-06-16