Recenzje
Matrioszka Rosja i Jastrząb
Dzięki życzliwym ludziom mam za sobą nieprzespaną noc. Nie piszę tu o bezsenności spowodowanej problemami, ale o wspaniałej podróży, jaką przeżyłem dzięki p. Maciejowi Jastrzębskiemu. Na kartach jego niezwykłej książki Matrioszka Rosja i Jastrząb jeździłem moskiewskim metrem, długo spacerowałem magicznym Arbatem, aby odpocząć na chwilę w Aleksandrowskim Sadzie.
Nie ukrywam, że wczorajsza czerwcowa ciepła noc dobrze komponowała się z wyczarowanymi przez Autora obrazami pięknych rosyjskich kobiet… Blady świt zastał mnie jednak na poszukiwaniu odpowiedzi na liczne pytania na temat wzajemnych relacji Polaków i Rosjan. Czy znalazłem odpowiedź na chociaż jedno z nich? Tak, ale nie będę o nich pisał. Niech każdy zainteresowany tą problematyką sięgnie po tą książkową Matrioszkę, otwiera kolejne jej tematy, a przez to, być może, choć trochę skoryguje swój punkt widzenia na temat Rosji i samych Rosjan. Mógłbym jeszcze długo pisać na temat reportaży p. Macieja Jastrzębskiego, myślę jednak, że najlepiej opowie o nich sam Autor.
Nie ukrywam, że wczorajsza czerwcowa ciepła noc dobrze komponowała się z wyczarowanymi przez Autora obrazami pięknych rosyjskich kobiet… Blady świt zastał mnie jednak na poszukiwaniu odpowiedzi na liczne pytania na temat wzajemnych relacji Polaków i Rosjan. Czy znalazłem odpowiedź na chociaż jedno z nich? Tak, ale nie będę o nich pisał. Niech każdy zainteresowany tą problematyką sięgnie po tą książkową Matrioszkę, otwiera kolejne jej tematy, a przez to, być może, choć trochę skoryguje swój punkt widzenia na temat Rosji i samych Rosjan. Mógłbym jeszcze długo pisać na temat reportaży p. Macieja Jastrzębskiego, myślę jednak, że najlepiej opowie o nich sam Autor.
naszglos.info Jarosław Śliwiński, 2013-06-29
Matrioszka Rosja i Jastrząb
Rosja to kraj, o którym krążą skraje opinie. Jedni uważają ją za odwiecznego wroga (można odnaleźć w tym ziarnko prawdy). Inni zachwyceni jej kulturą nie dostrzegają ciemnych stron ojczyzny Puszkina. Jakie jest więc w rzeczywistości największe państwo tego świata? Maciej Jastrzębski za motto książki przyjął słowa "Rosji nie da się ogarnąć rozumem - w Rosję trzeba wierzyć". Konsekwentnie prowadzi nas od transformacji ustrojowej i polityki, poprzez religie i wierzenia, aż po kulturę.
Autor jest obdarzony dobrym piórem. Nie można mu zarzucić monotonii w przedstawianiu naszego sąsiada. Książkę czyta się jak powieść. Jednocześnie Maciej Jastrzębski poruszył niezwykle dużo problemów, z którymi boryka się Rosja. Ukazał je jednak w taki sposób, że czytelnik nie jest skazany nawet na chwilę nudy. Język (i sama konstrukcja książki) to zdecydowanie mocna strona "Matrioszki Rosji...".
Niewątpliwie udało mi się pogłębić moją wiedzę o naszym wschodnim sąsiedzie. Odrobinę zrozumiałem mentalność Rosjan, ich kulturę, zwyczaje i codzienną życiową filozofię. Książka jest zwyczajnie bogata w treść, co nie znaczy, że nie wciąga i nie przenosi to innego świata. Autor sprytnie "przemyca" w sposób bezbolesny mnóstwo faktów do świadomości czytelnika.
Co mnie irytowało w książce? Maciej Jastrzębski jawi się jako rusofil. Stara się przedstawić Rosję od jak najlepszej strony. Osobiście nie oczekuję kampanii reklamowej, ale szczerej relacji. Sprawy niewyjaśnione między narodami i niewygodne autor przedstawia w bardzo lakoniczy sposób. Nie kusi się o szerszą ocenę i wygładza krytykę Rosji. Morderczy najazd na Gruzję kwituje kilkoma zdaniami. Zajęcie zaś polskiej własności, jaką jest wrak Tu-154 zamyka w stwierdzeniu, że Rosja sprawia pewne problemy.
Język jest najmocniejszą stroną książki. Maciej Jastrzębski niewątpliwie został obdarzony dużym talentem pisarskim, a co najważniejsze potrafi go wykorzystać. Czytelnik na pewno skorzysta z lektury "Matrioszki Rosji...". Książka "oswaja" wschodniego sąsiada i przedstawia jego niezwykle bogatą kulturę. Brakowało mi obiektywizmu. Rosja to nie tylko zadziwiające zabytki czy wielokulturowa Moskwa, ale także morderstwa na przeciwnikach politycznych i krwawe rządy wąskiej oligarchii. Przedstawienie Rosji z pozytywnej strony uważam za błąd. Nie chcę poznawać jakiegokolwiek miejsca z pozytywnego lub negatywnego punktu widzenia. Wolę poznawać miejsca takimi, jakie są naprawdę. Bez oczerniania, ale i bez wybielania.
Autor jest obdarzony dobrym piórem. Nie można mu zarzucić monotonii w przedstawianiu naszego sąsiada. Książkę czyta się jak powieść. Jednocześnie Maciej Jastrzębski poruszył niezwykle dużo problemów, z którymi boryka się Rosja. Ukazał je jednak w taki sposób, że czytelnik nie jest skazany nawet na chwilę nudy. Język (i sama konstrukcja książki) to zdecydowanie mocna strona "Matrioszki Rosji...".
Niewątpliwie udało mi się pogłębić moją wiedzę o naszym wschodnim sąsiedzie. Odrobinę zrozumiałem mentalność Rosjan, ich kulturę, zwyczaje i codzienną życiową filozofię. Książka jest zwyczajnie bogata w treść, co nie znaczy, że nie wciąga i nie przenosi to innego świata. Autor sprytnie "przemyca" w sposób bezbolesny mnóstwo faktów do świadomości czytelnika.
Co mnie irytowało w książce? Maciej Jastrzębski jawi się jako rusofil. Stara się przedstawić Rosję od jak najlepszej strony. Osobiście nie oczekuję kampanii reklamowej, ale szczerej relacji. Sprawy niewyjaśnione między narodami i niewygodne autor przedstawia w bardzo lakoniczy sposób. Nie kusi się o szerszą ocenę i wygładza krytykę Rosji. Morderczy najazd na Gruzję kwituje kilkoma zdaniami. Zajęcie zaś polskiej własności, jaką jest wrak Tu-154 zamyka w stwierdzeniu, że Rosja sprawia pewne problemy.
Język jest najmocniejszą stroną książki. Maciej Jastrzębski niewątpliwie został obdarzony dużym talentem pisarskim, a co najważniejsze potrafi go wykorzystać. Czytelnik na pewno skorzysta z lektury "Matrioszki Rosji...". Książka "oswaja" wschodniego sąsiada i przedstawia jego niezwykle bogatą kulturę. Brakowało mi obiektywizmu. Rosja to nie tylko zadziwiające zabytki czy wielokulturowa Moskwa, ale także morderstwa na przeciwnikach politycznych i krwawe rządy wąskiej oligarchii. Przedstawienie Rosji z pozytywnej strony uważam za błąd. Nie chcę poznawać jakiegokolwiek miejsca z pozytywnego lub negatywnego punktu widzenia. Wolę poznawać miejsca takimi, jakie są naprawdę. Bez oczerniania, ale i bez wybielania.
librimagistri.blogspot.com 2013-06-30
Schudnij z Kaizen
Przede wszystkim nie jest to książka z opisem 'diety cud', nie schudniemy przed wakacjami. Nic z tych rzeczy! Schudnij z Kaizen to poradnik zmiany życia, oparty na filozofii zmiany, bez zmian - troszkę jak masło maślane :) Autor proponuje nam metodę Kaizen, która oparta jest głównie na tym, że nie wyznaczamy sobie celu - nie ma mowy o żadnych terminach itd. jak wiele innych poradników radzi. Nie ma także żadnych kar i nagród, ale musi być w nas szczera chęć zmian. Następnie działamy wg. małych kroczków opisanych w poradniku.
Autor zakazuje codziennego ważenia się, podjadania, nagradzania siebie łakociami. Jednym słowem: BRAK DIETY, ale za to nakaz picia dużej ilości wody i DELEKTOWANIE SIĘ JEDZENIEM. Filozofia Kaizen zakłada iż zmienimy się z grubasa w szczęśliwego i zdrowego człowieka. Są w tym poradniku także rady dotyczące biegania, uprawiania sportu i jak się nie poddawać, kiedy przychodzą chwile zwątpienia.
Autor zakazuje codziennego ważenia się, podjadania, nagradzania siebie łakociami. Jednym słowem: BRAK DIETY, ale za to nakaz picia dużej ilości wody i DELEKTOWANIE SIĘ JEDZENIEM. Filozofia Kaizen zakłada iż zmienimy się z grubasa w szczęśliwego i zdrowego człowieka. Są w tym poradniku także rady dotyczące biegania, uprawiania sportu i jak się nie poddawać, kiedy przychodzą chwile zwątpienia.
zareklamowane-przereklamowane.blogspot.com Paula, 2013-06-25
Spokój z każdym oddechem. Codzienne medytacje uzdrawiające życie
Książka napisana przez Thich Nhat Hanh’a „Spokój z każdym oddechem” jest pozycją zaciekawiającą już poprzez swoją okładkę, wykonaną w „pastelowej” kolorystyce. Swoim ciepłem przyciąga potencjalnego czytelnika. Choć niektórym wydawać się może dziwnym to co zostało zaprezentowane na przedniej okładce. To z drugiej strony może też w pewien sposób wydawać się to jakby znajome odbiorcy. A to dlatego, że przedstawione symbole nie są znowu aż tak niespotykane. Na przykład postać motyla jest raczej dość znana czy namalowane dłonie też w swoim życiu kiedyś pewnie zdarzyło się odbiorcy widzieć. Warto więc samej okładce poświęcić parę minut swojego czasu by móc się jej bliżej przyjrzeć.
Według tego co zostało zaprezentowane w części zatytułowanej „Od Autora” mamy do czynienia ze swego rodzaju kontynuacją. Poprzedniczkami tej pozycji były „Cud uważności” i „Każdy krok niesie pokój”. Nie czytałam ich więc nie jestem wstanie określić ich powiązania.
W pewnym stopniu uznać można, że „Spokój z każdym oddechem. Codzienne medytacje uzdrawiające życie” na swych około 134 stronicach promuje uważne życie i to również podczas wykonywania różnych prostych codziennych czynności. Okraszone to wszystko zostało swego rodzaju złotymi myślami (nie tylko w języku polskim), które w hasłowej formie przekazują pewne ważniejsze myśli.
Sam wstęp jest dość długi (jeśli dobrze rozumiem podział książki i chociażby jej spis treści) i zawiera w sobie różne podtematy typu: „siedzenie i oddychanie”, „przetrwać burzę” czy „właściwa uwaga”. I to właśnie ta najdłuższa część zawiera różne wskazówki dotyczące uważnego życia i ukazuje je jako istotne.
Co mamy jednak dalej? Dalsza część pozycji to części nazwane: „Gathy do codziennej medytacji” oraz „Ścieżka Buddy”. Same „Gathy”, jak to zostało tu pokrótce przedstawione, to specyficzne krótkie wiersze, które mogą pomóc niektórym jednostkom powrócić do bieżącej chwili. Są tutaj przedstawione zarazem te gathy, który wcześniej już były użyte chociażby we „wstępie”, ale również i inne, które dla ich zwolenników mogą być przydatne. Niektórym mogą one wydać się dziwne czy wręcz śmieszne, jednak może znajdą się również i takie osoby, które będą bronić ich skuteczności. Może. Są one dość ciekawym pomysłem, nieraz posiadającym dość specyficzne zestawienia. Część zatytułowana zaś „Ścieżka budy” pokrótce dotyka tematu Pięciu Treningów Uważności.
Sam Thich Nhat Hanh według tego co zostało chociażby napisane na tylnej części okładki to wietnamski mnich buddyjski i mistrz zen. A obecnie mieszka w Plum Village.
„Spokój z każdym oddechem” to książka może nie idealna i być może nie trafi do każdego. Mnie osobiście jednak spodobała się część wstępna tej pracy. Nie jestem może zwolenniczką różnych wierszy do powtarzania sobie w czasie różnych czynności i obawiam się, że po jakimś czasie mówienie ich, jakiekolwiek by one nie były, stanie się aktem automatycznym a nie świadomym. Nie zmienia to jednak faktu, że pozycja jako całość przypadła mi do gustu i „wyniosłam” z niej dla siebie sporo ciekawych informacji. Choć część z nich jest już skądś gdzieś znanych, ale za to wartych przypomnienia.
Czy ta pozycja jest warta polecenia? Dla osób zastanawiających się nad tematem uważności, praktyką uważności w swym życiu myślę, że może ona być przydatna. Prawdopodobnie spodoba się również tym, którzy chcą zdobyć jakieś informacje związane z buddyzmem czy medytacją.
Według tego co zostało zaprezentowane w części zatytułowanej „Od Autora” mamy do czynienia ze swego rodzaju kontynuacją. Poprzedniczkami tej pozycji były „Cud uważności” i „Każdy krok niesie pokój”. Nie czytałam ich więc nie jestem wstanie określić ich powiązania.
W pewnym stopniu uznać można, że „Spokój z każdym oddechem. Codzienne medytacje uzdrawiające życie” na swych około 134 stronicach promuje uważne życie i to również podczas wykonywania różnych prostych codziennych czynności. Okraszone to wszystko zostało swego rodzaju złotymi myślami (nie tylko w języku polskim), które w hasłowej formie przekazują pewne ważniejsze myśli.
Sam wstęp jest dość długi (jeśli dobrze rozumiem podział książki i chociażby jej spis treści) i zawiera w sobie różne podtematy typu: „siedzenie i oddychanie”, „przetrwać burzę” czy „właściwa uwaga”. I to właśnie ta najdłuższa część zawiera różne wskazówki dotyczące uważnego życia i ukazuje je jako istotne.
Co mamy jednak dalej? Dalsza część pozycji to części nazwane: „Gathy do codziennej medytacji” oraz „Ścieżka Buddy”. Same „Gathy”, jak to zostało tu pokrótce przedstawione, to specyficzne krótkie wiersze, które mogą pomóc niektórym jednostkom powrócić do bieżącej chwili. Są tutaj przedstawione zarazem te gathy, który wcześniej już były użyte chociażby we „wstępie”, ale również i inne, które dla ich zwolenników mogą być przydatne. Niektórym mogą one wydać się dziwne czy wręcz śmieszne, jednak może znajdą się również i takie osoby, które będą bronić ich skuteczności. Może. Są one dość ciekawym pomysłem, nieraz posiadającym dość specyficzne zestawienia. Część zatytułowana zaś „Ścieżka budy” pokrótce dotyka tematu Pięciu Treningów Uważności.
Sam Thich Nhat Hanh według tego co zostało chociażby napisane na tylnej części okładki to wietnamski mnich buddyjski i mistrz zen. A obecnie mieszka w Plum Village.
„Spokój z każdym oddechem” to książka może nie idealna i być może nie trafi do każdego. Mnie osobiście jednak spodobała się część wstępna tej pracy. Nie jestem może zwolenniczką różnych wierszy do powtarzania sobie w czasie różnych czynności i obawiam się, że po jakimś czasie mówienie ich, jakiekolwiek by one nie były, stanie się aktem automatycznym a nie świadomym. Nie zmienia to jednak faktu, że pozycja jako całość przypadła mi do gustu i „wyniosłam” z niej dla siebie sporo ciekawych informacji. Choć część z nich jest już skądś gdzieś znanych, ale za to wartych przypomnienia.
Czy ta pozycja jest warta polecenia? Dla osób zastanawiających się nad tematem uważności, praktyką uważności w swym życiu myślę, że może ona być przydatna. Prawdopodobnie spodoba się również tym, którzy chcą zdobyć jakieś informacje związane z buddyzmem czy medytacją.
swiatairi.blogspot.com 2013-06-27
Zasady wywierania wpływu na ludzi. Teoria i praktyka. Komiks
W każdym momencie wywierany jest na nas wpływ. Także my sami wywieramy go na kimś, często nawet o tym nie wiedząc. Szczególnie przydaje się to w organizacjach czy ludziach organizujących zbiórkę pieniędzy, bo to oni wywierają na nas ten wpływ. Gdy mamy z taką osobą do czynienia, jesteśmy zmuszani do pożądanych przez nich reakcji. Można także zaobserwować, że im więcej odczujemy takich bodźców, tym będą bardziej zautomatyzowane. No bo jak tu nie wrzucić (przykład religijny, ale się sprawdzający) złotówki do koszyczka w trakcie mszy, gdy osoba która je zbiera wpatruje się w ciebie i masz wrażenie, że razem z nią wpatrują się w ciebie wszyscy siedzący w tym przybytku jakim jest kościół. Tak samo gdy widzimy bezdomną osobę i dajemy jej kanapkę, bądź coś do jedzenia czy picia - uruchamia nam się wtedy czynnik, dzięki czemu chcemy jej pomóc.
Komiks jest adaptacją książki napisaną przez Roberta Cialdini, który zaprezentował w niej 30 lat swoich badań nad teorią wpływu. Warto mieć na półce zarówno jak i komiks - w książce z pewnością będzie to lepiej wytłumaczone, bo jest tam więcej tekstu, jednak komiks to cały ten tekst tylko bardziej zbity, bez zbędnych szczegółów i właśnie to jest fajne w komiksach - nie ma tam żadnego owijania w bawełnę!
Czytelnik w trakcie zapoznawania się z komiksem zapozna się z sześcioma najskuteczniejszymi metodami wpływania na ludzi: wzajemnością, konsekwencją, lubieniem, autorytetem, społecznym dowodem słuszności oraz niedostępnością. Dzięki temu nauczy się jak zastosować to zarówno w codziennym życiu jak i biznesowym, a także odkryć kiedy na niego jest wywierany wpływ - myślę, że przyda się to każdemu! :)
Podobała mi się także kreska artysty, choć nie powiem Wam o tym dokładnie - na tym się po prostu nie znam. Mnie jednak przypadła do gustu. Była czarno-biała, bez zbędnych szczegółów i przepychu - dlatego komiks bardzo szybko się czytało, a ilustracje podziwiało. Choć przyznam, że co do sensu tych ilustracji mam zastrzeżenia. Czytam tekst, a obrazek jest jak z kosmosu - w ogóle o czymś innym! Nie potrafiłam więc się skupić na logice tekstu, a próbowałam rozumieć gdzie są podobieństwa w rysunku i tekście - co spowalniało moje czytanie i odczuwałam po prostu dyskomfort.
Sam tekst z komiksowych dymków czytało mi się dobrze. Nie było tam dużo specjalistycznego słownictwa, a język był przystępny dla przeciętnego człowieka, który ma dość mało wspólnego z naukowym podejściem do teorii wpływu.
Według mnie jest to pozycja, którą każdy na półce powinien mieć, a już na pewno sprzedawca, czy ktokolwiek będący w biznesie czy organizacji.
Komiks jest adaptacją książki napisaną przez Roberta Cialdini, który zaprezentował w niej 30 lat swoich badań nad teorią wpływu. Warto mieć na półce zarówno jak i komiks - w książce z pewnością będzie to lepiej wytłumaczone, bo jest tam więcej tekstu, jednak komiks to cały ten tekst tylko bardziej zbity, bez zbędnych szczegółów i właśnie to jest fajne w komiksach - nie ma tam żadnego owijania w bawełnę!
Czytelnik w trakcie zapoznawania się z komiksem zapozna się z sześcioma najskuteczniejszymi metodami wpływania na ludzi: wzajemnością, konsekwencją, lubieniem, autorytetem, społecznym dowodem słuszności oraz niedostępnością. Dzięki temu nauczy się jak zastosować to zarówno w codziennym życiu jak i biznesowym, a także odkryć kiedy na niego jest wywierany wpływ - myślę, że przyda się to każdemu! :)
Podobała mi się także kreska artysty, choć nie powiem Wam o tym dokładnie - na tym się po prostu nie znam. Mnie jednak przypadła do gustu. Była czarno-biała, bez zbędnych szczegółów i przepychu - dlatego komiks bardzo szybko się czytało, a ilustracje podziwiało. Choć przyznam, że co do sensu tych ilustracji mam zastrzeżenia. Czytam tekst, a obrazek jest jak z kosmosu - w ogóle o czymś innym! Nie potrafiłam więc się skupić na logice tekstu, a próbowałam rozumieć gdzie są podobieństwa w rysunku i tekście - co spowalniało moje czytanie i odczuwałam po prostu dyskomfort.
Sam tekst z komiksowych dymków czytało mi się dobrze. Nie było tam dużo specjalistycznego słownictwa, a język był przystępny dla przeciętnego człowieka, który ma dość mało wspólnego z naukowym podejściem do teorii wpływu.
Według mnie jest to pozycja, którą każdy na półce powinien mieć, a już na pewno sprzedawca, czy ktokolwiek będący w biznesie czy organizacji.
http://my-books-1220.blogspot.com/ 2013-06-17