ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Made in Japan

Napisanie książki podróżniczej to niełatwe zadanie. Trzeba ją napisać w taki sposób, aby była kompletnie zrozumiała dla ludzi, którzy nigdy się do danego miejsca na ziemi nie wybrali. Mogą go tylko zobaczyć oczami pisarza.

Ponadto nigdy nie wiadomo, jaki jest odbiorca. Nie da się zadowolić absolutnie wszystkich. Jedni lubią czytać o ubraniach i jedzeniu, inni o historii lub etnografii a jeszcze inni o współczesnych zwyczajach i problemach społecznych.

Rafał Tomański – dziennikarz i japonista - napisał książkę dla ludzi ciekawych świata i zainteresowanych współczesnością. „Made in Japan” opisuje społeczeństwo japońskie po trzęsieniu ziemi, tsunami i awarii elektrowni atomowej w Fukushimie. Nie jest to naiwny i bezwarunkowy zachwyt zafascynowanej wschodem nastolatki, ale dojrzałe całościowe spojrzenie.

Tomański patrzy się na Japonię z punktu widzenia dziennikarza zainteresowanego technologią. Z jego książki nie dowiemy się, jak robić sushi, ale dowiemy się o rozterkach menedżerów firmy Nintendo, wyzwaniach stojących przed obecnym rządem i społeczeństwem, czy bieżących problemach rodzin japońskich.

Gdy przeciętny czytelnik zadaje sobie pytanie, z czym kojarzy mu się Kraj Wschodzącego Słońca, przed oczami stanie sushi, góra Fudżi oraz japońska nowoczesna technika i kultura organizacji wszystkiego w najbardziej pedantyczny z możliwych sposób.

Made in Japan do czasu katastrofy w Fukushimie budziło w świecie jak najlepsze skojarzenia. Szybkie pociągi, nowoczesne samochody, system zabezpieczający budynki przed skutkami trzęsień ziemi i cała lista przełomowych odkryć naukowych, imponowały światu.
Pod powierzchnią nowoczesności w Japonii kryją się stare konfucjańskie zwyczaje, które wpływają na wiele podejmowanych przez polityków i menedżerów decyzji. Gdy dzieje się coś nie tak, lepiej to przemilczeć, zamieść pod dywan, żeby „nie stracić twarzy” niż głośno wykazać jakiekolwiek nieprawidłowości.

Kataklizm z 11 marca 2011 roku postawił Japonii cezurę nie do pominięcia w rozważaniach nad jej przyszłością. Autor zadaje pytanie, dokąd zmierza obecna Japonia i co naprawdę znaczy Made in Japan w oczach samych Japończyków. Do ilu jeszcze zdarzeń ma doprowadzić źle pojmowana kwestia honoru?

Od tego pytania autor zaczyna swoją opowieść i na tym pytaniu kończy:
Naród, który zamiast „kocham” używa słowa „lubię”, a kiedy czegoś nie lubi, oznajmia to, tworząc z naszego punktu widzenia językowe potworki w rodzaju „to nie tak, że tego nie lubię, ale...”, tym razem powiedział wprost – wypadek w Fukushimie jest całkowicie made in Japan. Wynikł ze struktury japońskiego społeczeństwa, obnażył jego wady i powinien stać się lekcją na przyszłość. Takich stwierdzeń nikt się nie spodziewał.

Jak pisze sam autor, Japonia stoi u progu upadku swojej kultury, jeżeli nie wprowadzi wielu zmian. W ogromnej większości będą to bolesne zmiany wielu starych przyzwyczajeń o 180 stopni.
Ten wewnętrzny bunt i głos nawołujący do zmian daje wszakże nadzieję, że Japonia sobie poradzi.

Aktualność problematyki jest największą ( poza innymi) zaletą książki Rafała Tomańskiego. W księgarniach można się natknąć na niejedne wspomnienia spisywane przez korespondentów zagranicznych. Ukazują się one jednak po tylu latach od opisywanych w nich wydarzeń, że poza wartością poznawczą nie ma w nich nic, do czego można odnieść się podczas oglądania bieżących informacji. Nie jest to książka ponadczasowa, ale taka, która opisuje japońskie „tu i teraz” i która w przyszłości będzie ważnym punktem odniesienia w retrospektywie.
mojeopinie.pl Agnieszka Piasecka, 2013-10-05

Kamyki w brzuchu

"Zawsze jest jakiś powód, z jakiego trafia do nas kolejne przybrane dziecko. Czasami bierzemy na przechowanie dziecko, którego mama albo tata siedzą w więzieniu. Czasami któreś z rodziców jest chore albo oboje kłócą się przed sądem. Jedni rodzice są po prostu lepsi niż inni. Moja Mama mówi o sobie, że jest szczególnie dobra i właśnie dlatego bierze na wychowanie dzieci, których matki i ojcowie nie są tak dobrzy albo walczą ze sobą, chociaż głęboko w środku są dobrymi ludźmi."

No właśnie - pozornie w tej rodzinie wszystko jest w porządku. Zdrowemu, inteligentnemu ośmiolatkowi niczego nie brakuje, rodzice go kochają. A matka ma w sobie tyle macierzyńskiej miłości, że chce nią obdarzyć jeszcze cudze dzieci. W domu pojawiają się więc kolejni chłopcy, którym matka chce stworzyć jak najlepsze warunki. Ale tylko z zewnątrz wygląda to wszystko pięknie, jeśli zajrzymy pod powierzchnię, znajdziemy żal, zazdrość i ból. Bo przecież piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami.

W powieści przeplatają się ze sobą rozdziały pisane z punktu widzenia ośmiolatka i te z perspektywy dorosłego mężczyzny. Trzydziestolatek przyjeżdża do rodzinnego miasta, by zająć się umierającą na raka mózgu matką. Będzie musiał zatem zmierzyć się z przeszłością i znaleźć klucz do porozumienia z mamą. A relacje tych dwojga są skomplikowane, pełne żalu, nienawiści i wyrzutów, ale też miłości. By je zrozumieć, trzeba cofnąć się o ponad dwadzieścia lat, by poznać źródło nieporozumień, zatargów i tłumionego żalu. Okazuje się bowiem, że chłopiec, wciąż otoczony przybranymi dziećmi, czuł się niezauważany i niedoceniany przez własną matkę. A jego zazdrość stała się wielką, niszczącą siłą.

Jon Bauer doskonale radzi sobie z portretami psychologicznymi swoich bohaterów, relacje matki i syna są nieoczywiste i skomplikowane. Matka z pewnością kocha naszego bohatera, problem jest raczej w okazaniu tych uczuć. Prawdopodobnie niełatwo jest jej utrzymać równowagę pomiędzy uczuciem do syna, a miłością, którą obdarza przybrane dzieci. Paradoksalnie to chęć czynienia dobra staje się w pewien sposób destrukcyjna. Ośmioletni chłopiec nie radzi sobie z taką sytuacją w rodzinie, a przybrani bracia wzbudzają jego zazdrość i nienawiść. Trudno się dziwić, oczywiste też, że doświadczenia z dzieciństwa i tragedia, która się w końcu wydarzy będą rzutować na całe życie głównego bohatera. W Kamykach w brzuchu Bauer proponuje i obraz rzeczywistości rodzinnej widziany oczami ośmiolatka, i bolesne rozliczenie z przeszłością, próbę ugładzenia relacji z matką w obliczu jej nieuchronnej śmierci. Przede wszystkim powieść Bauera jest zatem poruszającym rodzinnym dramatem - rozpaczliwe pragnienie miłości spotyka się tu nie tyle z odrzuceniem, co raczej niezrozumieniem. Między matką a synem, mimo najszczerszych chęci zbliżenia, wyrasta swego rodzaju mur, o który rozbijają się próby wzajemnego porozumienia.

To debiut literacki, i, szczególnie jak na debiut właśnie, książka nadzwyczaj dojrzała i interesująca pod względem psychologicznym. Równocześnie jest w niej pewna prostota, czego przyczyna częściowo leży w prowadzeniu narracji przez dziecko. Bauer zdaje się dosłownie wkradać do głowy bohatera - rozdziały pisane z perspektywy chłopca wypadają nader przekonująco. Nakreślony portret ośmiolatka nie tylko wydaje się autentyczny, ale stanowi też świetną sposobność do zastanowienia się, jak dziecko odbiera rzeczywistość, jak ją rozumie, na ile odpowiada za swoje czyny. W dodatku bardzo interesująco wypada skonfrontowanie obrazu chłopca z wizerunkiem jego samego starszego o jakieś dwadzieścia lat. Ale chociaż powieść ma dużą siłę rażenia, relacje matka-syn są zaprezentowane w sposób nieoczywisty, a portret rodziny jest spójny i przekonujący, to są w tej książce momenty wciąż wymagające pogłębienia, są i takie, które wydawały mi się trochę nienaturalne, nie do końca prawdziwe. Przy czym nie całkiem jest to zarzut - Kamyki w brzuchu są naprawdę dobrą powieścią, mam tylko wrażenie, że bardzo niewiele brakuje, by były po prostu świetne. Szczególnie, że temat faktycznie daje niezłe pole do popisu. Jon Bauer rzeczywiście bardzo skrzętnie odrabia swoje zadanie, może brakuje mi czegoś jeszcze, czegoś, co sprawiłoby, że ta naprawdę bardzo dobra książka (a debiut znakomity) zajaśniałaby pełnym światłem.

Bauerowi udało się jednak doskonale wczuć w psychikę ośmiolatka, świetnie uchwycić zawiłości relacji syna z matką i uczynić portret powieściowej rodziny boleśnie przejmującym. I to jest naprawdę bardzo wiele.
kochajmy-ksiazki.blogspot.com 2013-10-09

Made in Japan

Kiki czyli katastrofa

Japonia niezmiennie pozostaje krajem wysoko ustawionym w rankingu prestiżu, jaki utrwalili M IL , , sobie w zbiorowej świadomości Polacy. Sympatia i szacunek, jakim otaczamy Japończyków ma się zarazem nijak do naszej wiedzy o dawnej i dzisiejszej Japonii. A także nijak do japońskiej przyszłości. Zbiór felietonowych szkiców Rafała Tomańskiego, poświęconych Japonii, położonej nie tylko na styku dwóch płyt tektonicznych, ale - co równie niebezpieczne - na krawędzi dwóch epok kulturowych, przybliża nam co nieco kraj, który kojarzymy nie tyle z popadającym w stagnację mocarstwem, co z ośnieżonym szczytem Fudżi i malowniczymi kimonami mistrzów ceremonii parzenia herbaty.

Siła stereotypu przeważa w ocenie Japonii. Tymczasem ten zadłużony kraj o stygnącej gospodarce nadal nie może przebić się z kokonu izolacjonizmu i poczucia wyższości nad każdym, kto pochodzi z daleka. Starzejący się gigant gospodarczy, doświadczony ciężko amerykańskimi bombami atomowymi, teraz, po katastrofie (jap. kiki) - też nuklearnej -11 marca 2011 roku w Fukushimie, stanął przed bodaj najtrudniejszym wyzwaniem: otwarciem się na rynki zewnętrzne. Chodzi o uregulowanie kolizyjnych punktów w relacjach z Chinami (wyspy Senkaku) i Koreą, przełamanie oporów wobec najnowszych technologii oraz umożliwienie młodemu pokoleniu wejścia na ścieżkę szybkiej kariery. W codziennym życiu Japończyków, szczególnie młodych, i tak zmienia się wiele. Portale społecznościowe, wyjazdy na studia, podróże poza wyspy japońskie, budzący się krytycyzm - wszystko to kreuje model nowego Japończyka, innego niż wzorzec z epoki Meiji, daleki od XIX-wiecznej nowoczesności, jaki do dziś obowiązuje w korporacjach, rodzinie i życiu publicznym. Autor przybliża nam japońską codzienność widzianą od strony ekonomii, najnowszych technologii i polityki. Jego wiedza o Japonii poszerza nasze rozeznanie w wysiłkach Japończyków, by nie dać się pokonać czasowi i powrócić do czołówki państw wyznaczających światu nowe horyzonty.
Tygodnik Angora Ł. AZIK, 2013-10-13

Wojna światopoglądów. Czy naukowcy mają duszę?

Osiemnaście wyjątkowo ważnych pytań. Dwa autorytety w swoich dziedzinach: w lewym narożniku Deepak Chopra, jeden z guru medycyny alternatywnej i holistycznej, który, zdobywając kliniczne i akademickie doświadczenie w wielu najznakomitszych amerykańskich uczelniach i szpitalach, zapoznawał się jednocześnie z tekstami Ayurvedy i innymi traktatami o medycynie tradycyjnej. Wywarto to na nim na tyle duże wrażenie, że zdecydował się na dokładne poznanie tematu - dzięki temu jest teraz jednym z najbardziej znanych i wpływowych autorów z tego obszaru medycyny. W „Wojnie światopoglądów" reprezentuje szeroko pojętą duchowość, poprzez którą stara się dać czytelnikowi odpowiedzi na fundamentalne zagadnienia z punktu widzenia spirytualizmu i przeżywania na poziomie transcendentalnym.

Natomiast w prawym narożniku jest Leonard Mlodinow, fizyk teoretyczny i popularyzator nauki. Obecnie pracuje na California Institute of Technology, a zasłynął jako współtwórca książki „Wielki Projekt", napisanej wraz ze Stephenem Hawkingiem. Jego głównym obszarem działania i odkryć jest fizyka kwantowa. W omawianej przez nas książce przyjął pozycję naukowca, który na postawione pytania odpowiada stosując pryncypia akademickie i bazując przede wszystkim na sile ludzkiej chęci poznania i zbadania świata go otaczającego.

Oczywiście, nie należy oczekiwać, że po przeczytaniu tej werbalnej wymiany ciosów - pomimo zapewnień autorów, że raczej chodziło o przyjacielską wymianę poglądów - czytelnik zmieni swoje zdanie. Mini-eseje traktują o kwestiach elementarnych raczej wprowadzając w temat, niż starając się dać definitywną odpowiedź, więc do takiego przewartościowania nie dochodzi. Natomiast z pewnością stanowią one doskonałą okazję do zastanowienia się nad tym, czy druga strona nie ma przypadkiem trochę racji i nie należy jej uważniej wysłuchać. Przyjęta przez Choprę i Mlodinowa forma debaty, gdzie naprzemiennie jeden z nich przedstawia swoje zdanie, a drugi - prezentując swoje racje - ma prawo odnieść się do tez wygłaszanych przez interlokutora, jest bardzo trafna i pozwala rozmówcom sformułować własne zdanie na każdy z omawianych tematów. Bez wątpienia jest to książka skłaniająca do refleksji nad najbardziej fundamentalnymi problemami, a obydwaj autorzy są prawdziwymi mistrzami argumentacji i erudycji. W jednym z wywiadów podkreślali, że istotą dyskusji na takie tematy jest „zgoda, że ich opinie mogą w takiej zgodzie nie pozostawać". Koncepcja jak najbardziej słuszna, a całość zdecydowanie pod rozwagę.
Magazyn Literacki Książki Michał Kramar, 2013-09-01

Zasady wywierania wpływu na ludzi. Teoria i praktyka. Komiks

Czy można zmienić książkę naukową w komiks Jak najbardziej. Skoro jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów, to komiks może okazać się prawdziwą skarbnicą treści. Jeśli jesteś wyznawcą nauk Cialdiniego i miłośnikiem książki Wywieranie wpływu na ludzi, to zapewne docenisz formę, w jaką ujęto esencję trzydziestoletnich badań nad psychologią wpływu. Jeśli to twój pierwszy kontakt z tym genialnych dziełem, miej się na baczności - zawarta w nim wiedza zaostrzy twój apetyt.

Zanurz się zatem w świat przyszłości, w którym toczy się walka z sitami pragnącymi zmieniać ludzi w bezmyślną tłuszczę.

Poznaj strategię, która może ocalić nasz gatunek - odkryj sześć najskuteczniejszych zasad wpływania na ludzi.
Gazeta MSP 2013-10-01