ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Kamyki w brzuchu

„Kamyki w brzuchu” autorstwa Jona Bauera to debiut literacki. Od razu zaintrygował mnie opis z tyłu okładki oraz tytuł, więc nie czekając długo zabrałam się za czytanie. Bohaterem jest 28-letni mężczyzna, który musi wrócić do rodzinnego domu, aby zaopiekować się umierającą na raka matką. Niestety ich relacje nie należą do standardowych, bowiem demony z przeszłości nie chcą odejść. Jak uporać się z zakorzenionym w dzieciństwie bólem i cierpieniem? Jak odciąć się od doznanych w młodym wieku krzywd? Czy można to zapomnieć? Jego rodzice chcieli dobrze. Mieli szczytny, prawy cel. Stanowić rodzinę zastępczą dla innych chłopców, porzuconych, poturbowanych przez los. I tak też zrobili. Przez ich dom przewinęło się wiele dzieci z problemami. Nikt nie pytał o zdanie ośmiolatka. Nikt nie zwrócił większej na niego uwagi. I tu, w dzieciństwie, w najważniejszym okresie rozwoju, zaczął się dramat chłopca, który pragną kochać i być kochanym. Wrażliwy, tęskniący, sfrustrowany... Jestem pod dużym wrażeniem! Ważna tematyka, podana w niebanalny, przejmujący sposób. Na wyróżnienie zasługuje mistrzowska analiza psychologiczna dziecięcego umysłu. Autor rozkłada na czynniki pierwsze wszelkie uczucia, emocje, lęki, marzenia. Z dbałością o detale, z nieustępliwą drobiazgowością i trafnym spojrzeniem, Bauer kreśli przed nami portret zagubionego chłopca a potem dorosłego, ale wciąż nie pogodzonego z przeszłością, mężczyzny. Książka przesiąknięta jest pewną dawką nostalgii, zadumy oraz smutku. Bardzo intymna, emocjonalna opowieść, która szarpie za najdelikatniejsze struny, zmusza do głębokich refleksji, nie daje o sobie zapomnieć długi czas. Jeżeli cenicie mądre, wymagające książki, to zdecydowanie musicie sięgnąć po powyższą lekturę. Polecam!
kasandra-85.blogspot.com 2013-10-14

Kamyki w brzuchu

„Kamyki w brzuchu” to przejmujące do szpiku kości wyznanie dwudziestoośmioletniego mężczyzny, który nie może wyzwolić się od traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Po wieloletniej nieobecności w domu wraca, aby zaopiekować się nieuleczalnie chorą na raka matką.
Czas rozłąki nie ukoił bólu, pomiędzy zdawałoby się najbliższymi osobami panuje nieustanne napięcie. Bohater zastanawia się, dlaczego, gdy był mały, jego matka zdecydowała się zapewnić opiekę jako rodzina zastępcza innym chłopcom, ograniczając tym samym do minimum swoją czułość i zainteresowanie wobec własnego syna. Jest przekonany, że to z powodu tego, iż nie potrafił spełnić pokładanych w nim oczekiwań. Był bowiem tzw. trudnym dzieckiem. Jako ośmiolatek sprawiał kłopoty. Był nerwowy i impulsywny. Robił rzeczy, które jemu samemu nie do końca się podobały, nie potrafił się jednak temu przeciwstawić. Był przekonany, że ma jakiegoś węża w brzuchu, który skłania go do takiego a nie innego postępowania. Problemy nasilały się, gdy do domu przybywali nowi przybrani synowie. Chłopiec nie mógł zrozumieć, dlaczego rodzice tak bardzo starają się dla nich a nie dla niego. Wąż w jego brzuchu robił się niespokojny, swoim zachowaniem chłopiec przekazywał niepokojące sygnały informujące, że pilnie potrzebuje pomocy. Jego rodzice nie traktowali tego jednak zbyt poważnie. Mama mówiła nawet swoim wychowankom, że jej własny syn jest nieszkodliwy i szybko się uspokaja. Sytuacja chłopca staje się jednak krytyczna w chwili, gdy w domu pojawia się trzynastoletni Robert. Matka dolewa jeszcze oliwy do ognia poświęcając nowemu podopiecznemu szczególnie dużo uwagi i troski.
Bohater utworu nie jest już w stanie sam sobie poradzić z targającymi nim emocjami. Zaczyna moczyć się w nocy. Chwilowe ukojenie w cierpieniu przynosi jedynie samookaleczanie się. Aby wzbudzić zainteresowanie swoją osobą stara się jak może wszystkich zadziwić udowadniając na przykład, że najdłużej na świecie potrafi trzymać rękę w ogniu nad kominkiem. Po takim „wybryku” trafia do szpitala a potem do psychologa, ale i tam nie znajduje pomocy, co w efekcie doprowadza do tragicznych w skutkach wydarzeń. Blizna na ręku podobnie jak nieutulony w sercu żal pozostają na całe życie.

Bohater książki jako dorosły mężczyzna wciąż nie potrafi panować nad swoimi emocjami. Jest brutalny, agresywny i kłamliwy a jednocześnie uprzejmy, przyjacielski i troskliwy. Ukojenia z emocjonalnego bólu szuka w alkoholu i seksie. Los sprawia, że znów jest blisko swojej matki. Chciałby móc przytulić się do niej, ale ona nadal jest oschła. Być może jest to spowodowane jej stanem zdrowia, ale raczej ma to być kara za grzechy dzieciństwa. I na nic zdaje się rozpaczliwe wezwanie dorosłego syna: „Miałem tylko osiem lat. Byłem dzieckiem. (…) Dlaczego nie byłem dla ciebie wystarczająco dobry?”

Ta książka nie przynosi pocieszenia, nie rozwiązuje problemów, nie daje nawet nadziei. To przenikliwe studium psychiki samotnego i cierpiącego dziecka. Czytając ją uzmysławiamy sobie, że nie zawsze to, co jest złe, jest naprawdę złe, a to, co dobre jest naprawdę dobre. Bo czyż złe może być bezradne dziecko, które nie rozumie, co się z nim dzieje? A czy dobra może być matka, która chce stworzyć prawdziwy dom dzieciom z zaniedbanych rodzin, a swojego rodzonego syna zamyka za drobne przewinienie w zamrażarce? Przecież dziecko to nie kamyk, który można rzucić, gdzie popadnie. A może dziecko to jednak kamyk, taki noszony w brzuchu ciężar? Na te pytania po lekturze książki powinien odpowiedzieć sobie w głębi duszy każdy czytelnik.

Ta książka oszałamia. Jest lekturą, której się nie zapomina i do której się wraca. Tej książki nie można spokojnie odłożyć na półkę. Po przeczytaniu chce się ją mieć przy sobie, dotykać, głaskać a nawet przytulić do serca, jakby chciało się przynajmniej w ten sposób złagodzić cierpienia nieznanego z imienia bohatera.

Świetny debiut autorski Australijczyka Jona Bauera. Polecam wszystkim, którzy chcieliby przejrzeć na wskroś tajemnice udręczonej duszy dziecka. Dziecka, które nade wszystko potrzebuje miłości.
Szczecin czyta Wioleta Słoka, 2013-10-08

Kontrolowanie wewnętrznego krytyka. Efektywne ćwiczenia praktyczne

Steve Andreas, jak to możemy dowiedzieć się chociażby z informacji z tylnej części okładki, jest psychoterapeutą i trenerem. W tej pozycji, czyli „Kontrolowanie wewnętrznego krytyka”, przedstawia różne sposoby, dzięki którym czytelnik może sobie poradzić ze swym wewnętrznym krytykiem.

Sama okładka jest zastanawiająca. Jest ona projektu Pani Magdaleny Stasik. Trudno jednoznacznie określić czy nawiązuje do „pozytywnego” i „negatywnego” głosu stąd te plusy i minusy czy symbolizują one całkowicie co innego.

Cytat zamieszczony na początku książki, niczym swoiste motto, ciekawie koresponduje z treścią całości. Są to słowa Miltona H. Ericksona: „Twoim zadaniem jest zmiana stanu, nie jego wyeliminowanie”. I bardzo podobna myśl występuje niejednokrotnie w tejże pozycji gdzie mowa jest chociażby o „ściszeniu” pewnych głosów a niekoniecznie ich całkowitej eliminacji.
Wydaje się ważne iż autor zauważa, że każdy może reagować inaczej na przedstawiane „techniki” i co zadziałało u jakieś jednej osoby u innej nie musi przynieść oczekiwanych wyników bądź może wywołać nawet odwrotny skutek od zamierzonego (szczególnie jeśli zmiany wprowadza się samemu).

W samym wprowadzeniu wyrozumiale zostało wytłomaczone podejście autora do wewnętrznego głosu a także negatywnej autonarracji. Ukazane zostało jednocześnie czego można się spodziewać po dalszej części książki. Pod koniec kolejnych rozdziałów możemy również znaleźć pewne wspomnienie czego możemy oczekiwać podczas dalszej lektury.

Ogólnie samo podejście do tematu (związanego z naszym wewnętrznym głosem) jest przyjemne i można wybrać coś dla siebie, „metodę”, która najlepiej nam będzie odpowiadać. Zaprezentowane tutaj „ćwiczenia” w dużej części były przeprowadzone przez różnych ludzi na swych klientach. I przedstawione zostały w tej książce jako swego rodzaju przykłady, które lepiej obrazują pewne sposoby działania. Dodatkowo można znaleźć tu chociażby informacje o afirmacjach, jednak są one tutaj trochę inaczej przedstawione niż w pewnej części publikacji, z którymi dotychczas się spotkałam. Są to jednak dość ciekawe spostrzeżenia warte przemyślenia.

W większości używany język jest przystępny i zrozumiały. Występują jednak momenty gdy przedstawiana jest pewna dawka teorii gdzie używane są różne pojęcia i wówczas dla niektórych czytelników mogą to być fragmenty problematyczne. Dodatkowo występują małe błędy w druku, tak zwane „literówki”, na szczęście zdaje się wystąpiły one tylko z dwa razy i nie powodują, że nie da się zrozumieć przedstawionej treści. Przykładowo są to błędy typu zamiast „sądzę” mamy „sadzę”.

Publikacja ta składa się z 11 –tu rozdziałów oprócz tego znajdują się tu: Podziękowania, Wprowadzenie, a także Bibliografia, za którą warto pochwalić, że jest. :)

„Kontrolowanie wewnętrznego krytyka” jest pozycją, w której można znaleźć wiele ciekawych informacji. Może się okazać, że niektórych z metod nieświadomie już dany czytelnik używa. Inne mogą się okazać przydatne, inne zaś mogą pozostać interesującą ciekawostką nieprzystającą do nas. Autor też nie każe nam walczyć z negatywnym głosem niczym Don Kichot z wiatrakami ale raczej działać rozsądnie i zastanowić czy dane działanie na pewno poskutkuje dla nas pozytywnie i czy na daną czynność jest właściwy czas czy może odłożyć ją na przyszłość. Jest tu sporo informacji do zastosowania w praktyce, ale również kilka informacji z „teorii”.

Życzę udanej i pouczającej lektury
swiatairi.blogspot.com Airi, 2013-10-07

LEGO. Księga przygód

Książka z projektami budowli, jakie można wykonać z klocków Lego. Wystarczy odrobina wyobraźni i pudełko klocków (niekoniecznie zjednego kompletu), by dziecko mogło zbudować roboty, pociągi, średniowieczne wioski, zwierzęta, statki kosmiczne czy samoloty. Instrukcje budowy napisane są w prosty, zrozumiały sposób i ilustrowane obrazkami.
mjakmama24.pl 2013-11-01

Matrioszka Rosja i Jastrząb

Maciej Jastrzębski, Polskie Radio, Moskwa. Tymi słowami kończą się relacje korespondenta radiowej Trójki ze stolicy Rosji. Relacje krótkie i z konieczności koncentrujące się na bieżących wydarzeniach.

Znacznie więcej ze swych rosyjskich doświadczeń Jastrzębski zdradza w książce „Matrioszka Rosja i Jastrząb". Skąd taki tytuł „Jastrząb", wiadomo, taką autor ma ksywkę. A matrioszka, bo poznawanie Rosji - jak sam zresztą pisze - przypomina właśnie otwieranie matrioszki. Z każdą kolejną warstwą dostrzega się coś innego.

Trochę podobnie jest z samą książką. Znajdziemy w niej historie ze szczytów władzy, Putina, Miedwiediewa, wielkich oligarchów i tych, którzy swe fascynujące kariery nagle zakończyli w łagrze. „Jastrząb" pokazuje ulice Moskwy podczas puczu Janajewa w sierpniu 1991 roku, przypomina wojnę w Czeczenii, podbój kosmosu i losy Cerkwi prawosławnej od czasów Związku Radzieckiego po współczesność.

Przede wszystkim jednak pokazuje zwykłych (choć może należałoby powiedzieć „niezwykłych" ludzi) mieszkańców Rosji. Takich jak Stiepan, który kiedyś był gwiazdą estrady, a dziś grywa w moskiewskim metrze; wujek Borka, który sprzedaje obrazy na Arbacie, choć przecież ma dom na Rubrowce (a tam nie budują się ubodzy), czy Igor, bezdomny bohater rosyjskiej armii.

Czytając „Matrioszkę..." dowiadujemy się, skąd bierze się sentyment do ZSRR, ale też kiedy wynaleziono walonki, dlaczego w miasteczku Głazom na Uralu zlikwidowano pomnik wódki (choć pomnik zakąski w Iżewsku się ostał), jak niegdyś wyglądał słynny Arbat, kto odkrył smak kawioru, dlaczego Tatarzy kochają carycę Katarzynę, a Rosjanie w czasach Związku Radzieckiego lubili chwalić się polskim pradziadkiem. Uświadamiamy sobie też, że Rosja to nie skuta lodem kraina białych niedźwiedzi, ale kolorowy i egzotyczny kraj, gdzie obok siebie mieszkają Rosjanie, Polacy, Żydzi, Jakuci, Buriaci, Tatarzy, Czeczeńcy, Gruzini i przedstawiciele Bóg wie ilu jeszcze nacji, ras i wyznań.
POLSKA - DZIENNIK ZACHODNI Michał Wroński, 2013-10-12