Recenzje
Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca
Początek listopada – może deszczowy – dla mnie w tym roku jest naprawdę słoneczny… Pewnie dlatego, że podobne pomieszanie pogody istnieje w tytule mojej książki, która właśnie dziś ukaże się na księgarskich półkach.
To bardzo ważny dla mnie moment, wzruszający, ale radosny – i bardzo chcę się tymi uczuciami podzielić. I książką: „Pokolenia.Wiek deszczu, wiek słońca.” Jest wspomnieniem, może trochę zapisem XX wieku i dziejów mojej rodziny – ale też całego pokolenia żyjącego w minionym, szalonym, interesującym stuleciu. Powiedzonko: „obyś żył w ciekawych czasach!” w tym przypadku spełniło się całkowicie. A czy jest ono życzeniem czy przekleństwem? Należałoby zapytać tych, którzy zaznali czasu wojny i odbudowy, miłości i zbrodni, los ich mocno doświadczał, ale podnosili się z upadków, aby cieszyć się codziennością. Ich doświadczenie uczy, że druga miłość bywa szczęśliwsza od pierwszej, że po deszczu nadchodzi słońce i nie wszystko da się wyjaśnić racjonalnie…
Zapraszam Was serdecznie do lektury, która będzie też wyprawą nad Narew, na Podlasie, bo stamtąd pochodzę ja i Janka, główna bohaterka książki. A poza tym z biegiem Narwi płyną dzieje pokoleń, rozlewiska na tamtejszych łąkach zmieniają się w zależności od pogody, raz są jasne raz ciemne, bo – jak w życiu tak i tutaj – raz słońce, raz deszcz…
To bardzo ważny dla mnie moment, wzruszający, ale radosny – i bardzo chcę się tymi uczuciami podzielić. I książką: „Pokolenia.Wiek deszczu, wiek słońca.” Jest wspomnieniem, może trochę zapisem XX wieku i dziejów mojej rodziny – ale też całego pokolenia żyjącego w minionym, szalonym, interesującym stuleciu. Powiedzonko: „obyś żył w ciekawych czasach!” w tym przypadku spełniło się całkowicie. A czy jest ono życzeniem czy przekleństwem? Należałoby zapytać tych, którzy zaznali czasu wojny i odbudowy, miłości i zbrodni, los ich mocno doświadczał, ale podnosili się z upadków, aby cieszyć się codziennością. Ich doświadczenie uczy, że druga miłość bywa szczęśliwsza od pierwszej, że po deszczu nadchodzi słońce i nie wszystko da się wyjaśnić racjonalnie…
Zapraszam Was serdecznie do lektury, która będzie też wyprawą nad Narew, na Podlasie, bo stamtąd pochodzę ja i Janka, główna bohaterka książki. A poza tym z biegiem Narwi płyną dzieje pokoleń, rozlewiska na tamtejszych łąkach zmieniają się w zależności od pogody, raz są jasne raz ciemne, bo – jak w życiu tak i tutaj – raz słońce, raz deszcz…
Zwierciadło 2013-11-05
SpecBabka. Obudź w sobie kobiecą moc!
Życie jest stanowczo za krótkie, by spędzić je byle jak. Wszystkie o tym wiemy, a jednak rzadko udaje nam się wyrwać z zaklętego kręgu rutyny, własnych utartych przekonań i oczekiwań otoczenia, które usiłuje wywrzeć na nas wpływ – nie zawsze pozytywny.
Nikt z nas nie znosi pouczeń i wymądrzania się – każdy z nas wie, jak powinien żyć… Albo tak też nam się wydaje. Sama nie znoszę
poradników. Nie znoszę książek, które mówią ludziom (a już na pewno mi!), jak żyć! Dlatego szerokim łukiem omijam poradniki. Ale do moich rąk trafiła „SpecBabka. Obudź w sobie kobiecą moc” Klaudii Pingot i już jej nie wypuściłam z rąk, dopóki nie doczytałam do końca.
Nierzadko niektóre z nas zastanawiają się, co jest nie tak w naszym życiu i dlaczego coś idzie na tak, jak iść powinno. Dlatego powstała książka napisana przez kobietę dla kobiet.
Ta książka zmusza do przemyśleń. To nie jest typowy poradnik, może dlatego że autorka podaje dużo ciekawych przykładów, sporo ćwiczeń dla samych siebie, przeplata fajnym poczuciem humoru, nie „truje”, nie nudzi, nie ma pouczającego tonu. Za to uczy zdrowego – bo pozytywnego – nastawienia do świata i samych siebie. Po przeczytaniu „SpecBabki” niektóre kobiety w końcu naprawdę się do siebie uśmiechną.
Miałam wrażenie, że autorka pisze nieco osobiście – czuć mocne zaangażowanie w „SpecBabce”, ale czy to źle? Przynajmniej wiadomo, że książka jest napisana szczerze. I to się czuje. Tę książkę chce się czytać.”
Nikt z nas nie znosi pouczeń i wymądrzania się – każdy z nas wie, jak powinien żyć… Albo tak też nam się wydaje. Sama nie znoszę
poradników. Nie znoszę książek, które mówią ludziom (a już na pewno mi!), jak żyć! Dlatego szerokim łukiem omijam poradniki. Ale do moich rąk trafiła „SpecBabka. Obudź w sobie kobiecą moc” Klaudii Pingot i już jej nie wypuściłam z rąk, dopóki nie doczytałam do końca.
Nierzadko niektóre z nas zastanawiają się, co jest nie tak w naszym życiu i dlaczego coś idzie na tak, jak iść powinno. Dlatego powstała książka napisana przez kobietę dla kobiet.
Ta książka zmusza do przemyśleń. To nie jest typowy poradnik, może dlatego że autorka podaje dużo ciekawych przykładów, sporo ćwiczeń dla samych siebie, przeplata fajnym poczuciem humoru, nie „truje”, nie nudzi, nie ma pouczającego tonu. Za to uczy zdrowego – bo pozytywnego – nastawienia do świata i samych siebie. Po przeczytaniu „SpecBabki” niektóre kobiety w końcu naprawdę się do siebie uśmiechną.
Miałam wrażenie, że autorka pisze nieco osobiście – czuć mocne zaangażowanie w „SpecBabce”, ale czy to źle? Przynajmniej wiadomo, że książka jest napisana szczerze. I to się czuje. Tę książkę chce się czytać.”
zadna-kolejna-milostka.pl 2013-11-03
System Białoruś
Andrzej Poczobut pisząc "System Białoruś" sięgnął po sprawdzony przepis na dobrą książkę: najpierw naszkicował świat na miarę tego z "Folwarku zwierzęcego" i osadził w nim bohatera tak niezwykłego, że aż trudno uwierzyć w jego prawdziwość. Fabułę doprawił tajemniczymi zaginięciami, malwersacjami i licznymi intrygami, pozbawił czytelnika happy endu dla mocniejszego wrażenia i tylko o jednym zapomniał. Napisać we wstępie, że wszelka zbieżność postaci i wydarzeń jest przypadkowa.
Bardzo bym chciała, żeby opowieść Poczobuta można było zaliczyć do fikcji. Jednak tak się składa, że niczego nie musiał wymyślać. Najpierw więc był rozpad ZSRR i zamęt, jaki zapanował w krajach postradzieckich. Każde z państw, które po kilkudziesięciu latach odzyskało niepodległość, zaczęło podążać własną drogą - wyboistą, ale zmierzającą do demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Białoruś nie była wyjątkiem - już w 1991 roku powiewała tam biało-czerwono-biała flaga niepodległej republiki. Nieraz zachodziłam w głowę, jak doszło do tego, że dziś o tym kraju mówimy jako o ostoi totalitaryzmu w Europie. Ta książka odpowiedziała mi na wiele pytań.
Przede wszystkim: on. Prezydent, dyktator, "baćka". Pojawił się znikąd i stał się głównym bohaterem białoruskiej wersji snu o karierze "od pucybuta do milionera". Zaczynał jako nauczyciel i instruktor ideologiczny, żeby po mniejszych wzlotach i upadkach w końcowym okresie ZSRR znaleźć się na fotelu przewodniczącego kołchozu. Ironia losu, ale to właśnie pieriestrojka i demokratyczne procedury pozwoliły Aleksandrowi Łukaszence na przebicie się do parlamentu. Tutaj też nie od razu udało mu się rozwinąć polityczne skrzydła, ale jako wnikliwy obserwator i zdolny manipulator potrafił wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, żeby zrobić kolejny krok do przodu. W końcu, po burzliwej i brudnej kampanii wyborczej, został zaprzysiężony na pierwszego prezydenta niepodległej Białorusi. Od tego momentu konsekwentnie zaczął koncentrować całą władzę w swoich rękach: począwszy od wpływu na najważniejsze urzedy państwowe, poprzez zbudowanie silnej administracji prezydenckiej, aż po utworzenie wyższej izby parlamentu, podległej wyłącznie prezydentowi. Dzięki obsadzeniu wszystkich istotnych stanowisk swoimi ludźmi, likwidacji najwazniejszych konkurentów i zbudowaniu autorytetu na poczuciu strachu w ciagu kilku lat stworzył system, w którym jest jedynym decydentem.
Po drugie: system. Ni to komunizm, ni to wolny rynek; ni to demokracja, ni to totalitaryzm. Regularne wybory, referenda, a mimo to zawsze ten sam wynik. System jedyny w swoim rodzaju, choć wykorzystuje dobrze znane narzędzia: propagandę, cenzurę, represje. Andrzej Poczobut tłumaczy zawiłości ekonomiczne, wyjaśnia tajemnicę stałego wzrostu gospodarczego oraz bezrobocia na poziomie 1%. Według autora, tajemnica Łukaszenki tkwi w odpowiednim dawkowaniu tego, czego lud potrzebuje najbardziej: chleba i igrzysk. Gdy dodamy do tego niepewność jutra oraz uczucie strachu, otrzymamy machinę doskonałą.
Na koniec: człowiek. Czyli trybik w systemie. Wbrew pozorom, społeczeństwo białoruskie nie jest homogeniczne i nie stoi murem za prezydentem. Owszem, to głosom wyborców Łukaszenko zawdzięcza swoją wygraną prawie 20 lat temu, ale te nastroje dawno przeszły do historii. Młody białoruski naród został doświadczony po raz kolejny i stracił wiarę w sens walki. Nikt już nie wierzy w to, że ktoś mógłby wykorzystać władzę dla dobra ogółu, wsłuchać się w potrzeby ludzi, stworzyć warunki dla samodzielnego podejmowania decyzji. Dlatego też nawet tym, co po cichu swego prezydenta krytykują, trudno jest przekonać się do poparcia opozycji. Obok strachu o swoją przyszłość (za zaangażowanie się w działalność opozycyjną grozi utrata pracy, a nawet więzienie), ważną rolę odkrywa brak wiary w to, że walka ma sens. "Raz już byliśmy niepodlegli i demokratyczni" - zdaje się mówić ich postawa. - "I na dobre nam to nie wyszło".
Do książki Poczobuta miałam podejść z dystansem. Uważam, że autor jako ofiara represji białoruskiego systemu może widzieć świat wyłącznie w czarnych barwach. Jednak "System Białoruś" jest pozycją dość wyważoną. Dziennikarz rzeczywiście skupia się na systemie, tłumaczy mechanizm jego działania i choć krytykuje, robi to przytaczając fakty. Niektóre informacje od razu sprawdzałam u moich znajomych Białorusinów, ponieważ wydawały mi się zupełnie nieprawdopodobne, ale wygląda na to, że autor był daleki od fantazjowania.
Myślę, że dla wielu będzie to lektura wstrząsająca. Mną najbardziej wstrząsnął fakt uświadomienia sobie, że mimo wszystko najbardziej winnymi istnieniu białoruskiej dyktatury są sami Białorusini. To oni karmią system. To oni nie chcą dokonywać wyborów. Godzą się na odejście w niebyt białoruskiego języka i kultury. Nie chcą podjąć wysiłku identyfikacji własnych potrzeb, tych ważniejszych, niż tylko chleb. I popadają w coraz większy marazm. Z całym szacunkiem do wszystkich moich bliższych i dalszych białoruskich przyjaciół, ale przyszłość systemu zależy wyłącznie od was. Jeżeli odpowiada wam rzeczywistość, jaką widzicie za oknem, nie widzę powodu, żeby ktoś inny (Zachód, Europa, Polska, ktokolwiek) miał narzucać wam swoją pomoc.
Pozostaje tylko ogromny żal, że ten piękny kraj z fantastycznymi ludźmi staje się własnością prywatną jednego człowieka.
Bardzo bym chciała, żeby opowieść Poczobuta można było zaliczyć do fikcji. Jednak tak się składa, że niczego nie musiał wymyślać. Najpierw więc był rozpad ZSRR i zamęt, jaki zapanował w krajach postradzieckich. Każde z państw, które po kilkudziesięciu latach odzyskało niepodległość, zaczęło podążać własną drogą - wyboistą, ale zmierzającą do demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Białoruś nie była wyjątkiem - już w 1991 roku powiewała tam biało-czerwono-biała flaga niepodległej republiki. Nieraz zachodziłam w głowę, jak doszło do tego, że dziś o tym kraju mówimy jako o ostoi totalitaryzmu w Europie. Ta książka odpowiedziała mi na wiele pytań.
Przede wszystkim: on. Prezydent, dyktator, "baćka". Pojawił się znikąd i stał się głównym bohaterem białoruskiej wersji snu o karierze "od pucybuta do milionera". Zaczynał jako nauczyciel i instruktor ideologiczny, żeby po mniejszych wzlotach i upadkach w końcowym okresie ZSRR znaleźć się na fotelu przewodniczącego kołchozu. Ironia losu, ale to właśnie pieriestrojka i demokratyczne procedury pozwoliły Aleksandrowi Łukaszence na przebicie się do parlamentu. Tutaj też nie od razu udało mu się rozwinąć polityczne skrzydła, ale jako wnikliwy obserwator i zdolny manipulator potrafił wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, żeby zrobić kolejny krok do przodu. W końcu, po burzliwej i brudnej kampanii wyborczej, został zaprzysiężony na pierwszego prezydenta niepodległej Białorusi. Od tego momentu konsekwentnie zaczął koncentrować całą władzę w swoich rękach: począwszy od wpływu na najważniejsze urzedy państwowe, poprzez zbudowanie silnej administracji prezydenckiej, aż po utworzenie wyższej izby parlamentu, podległej wyłącznie prezydentowi. Dzięki obsadzeniu wszystkich istotnych stanowisk swoimi ludźmi, likwidacji najwazniejszych konkurentów i zbudowaniu autorytetu na poczuciu strachu w ciagu kilku lat stworzył system, w którym jest jedynym decydentem.
Po drugie: system. Ni to komunizm, ni to wolny rynek; ni to demokracja, ni to totalitaryzm. Regularne wybory, referenda, a mimo to zawsze ten sam wynik. System jedyny w swoim rodzaju, choć wykorzystuje dobrze znane narzędzia: propagandę, cenzurę, represje. Andrzej Poczobut tłumaczy zawiłości ekonomiczne, wyjaśnia tajemnicę stałego wzrostu gospodarczego oraz bezrobocia na poziomie 1%. Według autora, tajemnica Łukaszenki tkwi w odpowiednim dawkowaniu tego, czego lud potrzebuje najbardziej: chleba i igrzysk. Gdy dodamy do tego niepewność jutra oraz uczucie strachu, otrzymamy machinę doskonałą.
Na koniec: człowiek. Czyli trybik w systemie. Wbrew pozorom, społeczeństwo białoruskie nie jest homogeniczne i nie stoi murem za prezydentem. Owszem, to głosom wyborców Łukaszenko zawdzięcza swoją wygraną prawie 20 lat temu, ale te nastroje dawno przeszły do historii. Młody białoruski naród został doświadczony po raz kolejny i stracił wiarę w sens walki. Nikt już nie wierzy w to, że ktoś mógłby wykorzystać władzę dla dobra ogółu, wsłuchać się w potrzeby ludzi, stworzyć warunki dla samodzielnego podejmowania decyzji. Dlatego też nawet tym, co po cichu swego prezydenta krytykują, trudno jest przekonać się do poparcia opozycji. Obok strachu o swoją przyszłość (za zaangażowanie się w działalność opozycyjną grozi utrata pracy, a nawet więzienie), ważną rolę odkrywa brak wiary w to, że walka ma sens. "Raz już byliśmy niepodlegli i demokratyczni" - zdaje się mówić ich postawa. - "I na dobre nam to nie wyszło".
Do książki Poczobuta miałam podejść z dystansem. Uważam, że autor jako ofiara represji białoruskiego systemu może widzieć świat wyłącznie w czarnych barwach. Jednak "System Białoruś" jest pozycją dość wyważoną. Dziennikarz rzeczywiście skupia się na systemie, tłumaczy mechanizm jego działania i choć krytykuje, robi to przytaczając fakty. Niektóre informacje od razu sprawdzałam u moich znajomych Białorusinów, ponieważ wydawały mi się zupełnie nieprawdopodobne, ale wygląda na to, że autor był daleki od fantazjowania.
Myślę, że dla wielu będzie to lektura wstrząsająca. Mną najbardziej wstrząsnął fakt uświadomienia sobie, że mimo wszystko najbardziej winnymi istnieniu białoruskiej dyktatury są sami Białorusini. To oni karmią system. To oni nie chcą dokonywać wyborów. Godzą się na odejście w niebyt białoruskiego języka i kultury. Nie chcą podjąć wysiłku identyfikacji własnych potrzeb, tych ważniejszych, niż tylko chleb. I popadają w coraz większy marazm. Z całym szacunkiem do wszystkich moich bliższych i dalszych białoruskich przyjaciół, ale przyszłość systemu zależy wyłącznie od was. Jeżeli odpowiada wam rzeczywistość, jaką widzicie za oknem, nie widzę powodu, żeby ktoś inny (Zachód, Europa, Polska, ktokolwiek) miał narzucać wam swoją pomoc.
Pozostaje tylko ogromny żal, że ten piękny kraj z fantastycznymi ludźmi staje się własnością prywatną jednego człowieka.
misja-ksiazka.blogspot.com Ana Matusevic
Igrzyska śmierci i filozofia. Rzecz o podglądactwie
Podzielona na siedem części i licząca dziewiętnaście esejów książka Igrzyska śmierci i filozofia stanowi nieoficjalny dodatek do trylogii Susanne Collins i filmu o tym samym tytule na podstawie bestsellerowej serii. To już druga pozycja redakcji Williama Irwina, z jaką przyszło mi mieć do czynienia. Gra o tron i filozofia okazała się przyjemną lekturą znacznie poszerzającą różnorodne motywacje i interpretacje świata Martina. Czy Igrzyskom śmierci udało się wyjść zwycięsko z tego mariażu popkultury i wiekowe
Książka posiada siedem połączonych ze sobą rozdziałów, w których autorzy (naukowcy i wysoko cenieni w swojej dziedzinie myśliciele) starają się uwypuklić elementy filozoficzne zawarte w powieściach Collins. Pierwsza część zawiera rozważania na temat mimetyzmu oraz roli sztuki w totalitarnym świecie Kapitolu. Kolejna opowiada o źródłach braku moralności, trzeci rozdział podejmuje próby interpretacji darwinizmu oraz reprezentuje zdroworozsądkowe podejście do międzygatunkowych chimer występujących w trylogii. Następny fragment skupia się na zagadnieniu uczucia miłości i roli płci kulturowej głównych bohaterów. Filozofia teorii gier i metody prowadzenia zwycięskich wojen obejmują piąty i szósty moduł książki. Ostatni, siódmy rozdział, porusza problematykę polityki i władzy, jaka spoczywa w rękach rządzących.
Podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że niektóre artykuły były pisane schematycznie, niekiedy na siłę, ponieważ autorzy do mniej lub bardziej znanej koncepcji filozoficznej dobierali sobie odpowiednie fragmenty książek i tym samym udowadniali z góry postawione tezy. O ile w przypadku Gry o tron mnogość przytaczanych argumentów miała swoje realne odzwierciedlenie w tekstach źródłowych, tak w Igrzyskach śmierci wiele artykułów oddaje wcześniej przyjęte założenia (na przykład teksty Anne Torkelson, Andrew Shaffera czy Adama Barkmana). Niektóre w ciekawy sposób zbierały w całość najważniejsze cechy i motywacje danego bohatera (eseje Abigail E. Myers, Derecka Coatney’a,Nicolasa Michauda) oraz rzucały nowe światło na najważniejsze składniki świata przedstawionego (teksty Christina Van Dyke’a, Chada Williama Timma i Louisa Melancona).
Od strony naukowej zbiór esejów nie jest zaskakujący. Bazuje głównie na najważniejszych działach światowej filozofii, jakich uczą się studenci humanistyki na pierwszym roku studiów (Rousseau, Foucault, Platon, Sokrates, Hobbes i inni). Najbardziej oryginalnymi myślicielami, których idee wykorzystano w tekstach, okazali się Philip Rieff, Simone de Beauvoir i Bourdieu. Igrzyska śmierci i filozofia reprezentują nurty od starożytności po postmodernizm, dzięki temu książka jest adresowana do szerokiego grona odbiorców.
Na uwagę zasługuje szata graficzna, dopasowaną do polskiego wydania trylogii. Całość została bardzo dobrze opublikowana, ponieważ nie zawiera żadnych błędów edytorskich, a każdy esej ma na końcu spis bibliograficzny, do których pozycji naukowych i filozoficznych tekstów źródłowych odwoływali się autorzy. Jedyna rzecz, jaka mnie miejscami irytowała, to bezpośrednie zwroty do czytelnika. Mam świadomość, że to norma w amerykańskich tekstach popularnonaukowych, jednak przyzwyczajona jestem do trzecioosobowego, neutralnego stylu europejskich badaczy.
Reasumując – tym razem połączenie kultury popularnej z filozofią nie przyniosło pozytywnych skutków. Niektóre teksty okazały się zbyt sztampowe, inne mało odkrywcze, w większości powtarzając znane czytelnikom fakty na temat totalitarnego świata Kapitolu i jego mieszkańców. Igrzyska śmierci i filozofia to pozycja przeznaczona wyłącznie dla osób zaznajomionych ze wszystkimi częściami trylogii Collins. W książce aż roi się od spojlerów i kluczowych cytatów z finalnego Kosogłosa, dlatego warto zapoznać się z całością twórczości Collins, zanim się sięgnie po filozoficzne rozważania.
Książka posiada siedem połączonych ze sobą rozdziałów, w których autorzy (naukowcy i wysoko cenieni w swojej dziedzinie myśliciele) starają się uwypuklić elementy filozoficzne zawarte w powieściach Collins. Pierwsza część zawiera rozważania na temat mimetyzmu oraz roli sztuki w totalitarnym świecie Kapitolu. Kolejna opowiada o źródłach braku moralności, trzeci rozdział podejmuje próby interpretacji darwinizmu oraz reprezentuje zdroworozsądkowe podejście do międzygatunkowych chimer występujących w trylogii. Następny fragment skupia się na zagadnieniu uczucia miłości i roli płci kulturowej głównych bohaterów. Filozofia teorii gier i metody prowadzenia zwycięskich wojen obejmują piąty i szósty moduł książki. Ostatni, siódmy rozdział, porusza problematykę polityki i władzy, jaka spoczywa w rękach rządzących.
Podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że niektóre artykuły były pisane schematycznie, niekiedy na siłę, ponieważ autorzy do mniej lub bardziej znanej koncepcji filozoficznej dobierali sobie odpowiednie fragmenty książek i tym samym udowadniali z góry postawione tezy. O ile w przypadku Gry o tron mnogość przytaczanych argumentów miała swoje realne odzwierciedlenie w tekstach źródłowych, tak w Igrzyskach śmierci wiele artykułów oddaje wcześniej przyjęte założenia (na przykład teksty Anne Torkelson, Andrew Shaffera czy Adama Barkmana). Niektóre w ciekawy sposób zbierały w całość najważniejsze cechy i motywacje danego bohatera (eseje Abigail E. Myers, Derecka Coatney’a,Nicolasa Michauda) oraz rzucały nowe światło na najważniejsze składniki świata przedstawionego (teksty Christina Van Dyke’a, Chada Williama Timma i Louisa Melancona).
Od strony naukowej zbiór esejów nie jest zaskakujący. Bazuje głównie na najważniejszych działach światowej filozofii, jakich uczą się studenci humanistyki na pierwszym roku studiów (Rousseau, Foucault, Platon, Sokrates, Hobbes i inni). Najbardziej oryginalnymi myślicielami, których idee wykorzystano w tekstach, okazali się Philip Rieff, Simone de Beauvoir i Bourdieu. Igrzyska śmierci i filozofia reprezentują nurty od starożytności po postmodernizm, dzięki temu książka jest adresowana do szerokiego grona odbiorców.
Na uwagę zasługuje szata graficzna, dopasowaną do polskiego wydania trylogii. Całość została bardzo dobrze opublikowana, ponieważ nie zawiera żadnych błędów edytorskich, a każdy esej ma na końcu spis bibliograficzny, do których pozycji naukowych i filozoficznych tekstów źródłowych odwoływali się autorzy. Jedyna rzecz, jaka mnie miejscami irytowała, to bezpośrednie zwroty do czytelnika. Mam świadomość, że to norma w amerykańskich tekstach popularnonaukowych, jednak przyzwyczajona jestem do trzecioosobowego, neutralnego stylu europejskich badaczy.
Reasumując – tym razem połączenie kultury popularnej z filozofią nie przyniosło pozytywnych skutków. Niektóre teksty okazały się zbyt sztampowe, inne mało odkrywcze, w większości powtarzając znane czytelnikom fakty na temat totalitarnego świata Kapitolu i jego mieszkańców. Igrzyska śmierci i filozofia to pozycja przeznaczona wyłącznie dla osób zaznajomionych ze wszystkimi częściami trylogii Collins. W książce aż roi się od spojlerów i kluczowych cytatów z finalnego Kosogłosa, dlatego warto zapoznać się z całością twórczości Collins, zanim się sięgnie po filozoficzne rozważania.
efantastyka.pl PATTYCZAK, 2013-10-31
System Białoruś
„Wystarczy przejechać jakieś 200 km na wschód od Warszawy i wchodzi się w zupełnie inny wymiar - do kraju, gdzie wybory są fałszowane, gdzie niszczy się niezależne media, a liderów opozycji zamyka się w więzieniu" - pisze w swojej książce Andrzej Poczobut, mieszkający w Grodnie korespondent „Gazety Wyborczej". On jak mało kto zna „System Białoruś". Wykorzystując dziennikarski warsztat, stara się przybliżyć realia życia za wschodnią granicą. W jego książce opowiadają o tym: nauczyciel, biznesmen, emerytka, opozycjonista, Siarhiej, który zapija się na wsi, czy DJ starający się tworzyć życie klubowe. Ten, kto o Białorusi przypomina sobie wyłącznie przy okazji kolejnych zamieszek czy aresztowań, powinien tę książkę przeczytać. Ten kraj wymaga naprawdę więcej uwagi - także od dziennikarzy.
PRESS MAK, 2013-11-01