ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Terapia f**k it. Prosty sposób na szczęście

Zazwyczaj nie czytuję poradników z serii „Jak żyć, aby być niewyobrażalnie szczęśliwym”, lub jak to mawiał mój były wychowawca, „ jak coś zrobić doskonale, żeby się nie zmęczyć wcale”. Jednak, gdy zobaczyłam tytuł Terapia F**k it, od razu się zainteresowałam, z resztą te słowa widniejące na okładce książki z podpisem „prosty sposób na szczęście”, zainteresowałaby chyba każdego.

Z tyłu Terapii F**k it można przeczytać „jak przestać się martwić i metodycznie olać wszystko”. Co więc proponuje nam John C. Parkin?

Najpierw autor stara się udowodnić Czytelnikowi, iż znajduje się on w więzieniu. Więzienie to nasze życie, w którym górują utarte schematy, jakimi posługujemy się na co dzień. Jest ono bardzo wygodne, można wręcz powiedzieć bezpieczne, ale to wciąż więzienie, jakkolwiek złote nie byłyby kraty. O jakich kratach konkretnie mówimy? O tym jak długo ludzie potrafią rozpamiętywać swoją przeszłość i nie zwracać uwagi na przyszłość, o tym jak siedzą zamknięci w braku wiary w siebie. O kratach zrobionych z braku wyobraźni czy nadmiernego perfekcjonizmu. To tylko niektóre z więziennych bloków. Dalej autor mówi nam o burzeniu murów tegoż więzienia i sposobach ucieczki, aż powoli przechodzimy do głównych idei.

Terapia F**k it jest świetna, jeżeli chodzi o strukturę i czytelność. Tekst jest podzielony na małe akapity, które pozwalają na chwilę refleksji, po przeczytaniu jakiejś interesującej myśli. W dodatku na końcu możemy robić notatki dzięki kilku zostawionym pustym stronom – co mi bardzo ułatwiło pracę.

Autor ma wręcz dar do pisania i trzymania swojego Czytelnika przy książce. Najlepszy rozdział był właśnie o tym jak Parkin opisywał różnego rodzaju więzienia. Robił to tak obrazowo, a swoje postacie, które stwarzał naprędce (wyobrażam sobie, że między łykami kawy), były niezwykle wyraziste i tak rzeczywiste jak sąsiedzi obok. Całość działała na wyobraźnię jak dobra książka. Jednak zaznaczam, że nie jest to lektura, którą można czytywać, gdy znajdziemy chwilę wolnego czasu raz w tygodniu. Wymaga ona bowiem skupienia i systematyczności. Myślę, że spokojnie 3 do 5 dni powinny wystarczyć, jednak jeżeli ktoś mamy zamiar odkładać ją na tygodniową/dwutygodniową przerwę, przekaz traci swoje znaczenie.

"Co mi się w niej podobało? Osobiście bardzo pomógł mi tekst o więzieniu perfekcjonizmu i burzeniu jego murów, a w szczególności mówieniu „nie” wielu zobowiązaniom. Nie uważałam, że mam problemy z asertywnością, jednak branie zbyt wielu zobowiązań mogę sobie spokojnie wpisać w CV. To mi uświadomiło, że mówienie temu „nie” pomoże mi w zachowaniu kontroli (tak przeze mnie uwielbianej) oraz:
(…) Będziesz w stanie stworzyć dokładnie to, czego chcesz, i na takim poziomie jak oczekujesz." str. 141

Całość opatrzona jest dodatkowo w ciekawe ćwiczenia i test, w którym można policzyć w ilu procentach znajdujemy się w stanie „pieprzę to”.

Plusem jest również duża spostrzegawczość autora książki i świetny zmysł obserwatorski. Możemy to zauważyć zarówno w tworzonych przez niego przykładowych „więźniach” jak i problemach, które nam opisuje. Są one konkretne, na czasie i świetnie wyłuszczone. Gorzej jak dla mnie jest ze sposobami przeciwdziałania. Czasami niektóre konkluzje są ogólnikowe i sprawiają wrażenie synonimów poprzednich. Brak konkretów przebija się nie tylko w poradach, ale i w samych twierdzeniach autora. Na przykład gdy pisze on o porzuceniu wszystkich modeli stworzonych w naszej głowie i łamaniu nawyków. Fajnie, tylko że niektóre z tych modeli są po to aby ułatwić nam życie, jak na przykład model zachowania się w jakiejś nagłej sytuacji, lub sposób reakcji na wypadek – są one po to aby właśnie nie myśleć i zastanawiać się, a szybko działać. Zabrakło mi tu umiejętności wyszczególnienia tego o jakie schematy i o jakie konkretnie modele chodzi autorowi.

Jednak poza tym wszystko wydaje mi się zbyt idealistyczne i proste jak pstryknięcie palcami:
"Czasem wygląda to właśnie tak: wyskok z okrętu „od dziewiątej do siedemnastej” i założenie własnej firmy; sprzedanie własnej firmy i zostanie szewcem w małej wiosce na wybrzeżu; zapisanie się do internetowej agencji matrymonialnej i znalezienie mężczyzny/kobiety/owcy swoich snów (notatka dla siebie: sprawdzić możliwość założenia agencji matrymonialnej z owcami); rzucenie nudnego partnera; oznajmienie znęcającemu się szefowi żeby się pieprzył; napisanie w końcu tej powieści; wyruszenie w końcu na tę wyprawę; zapisanie się w końcu na te lekcje (języka, pianina, tantry itp.)" str. 162

Zauważyłam również, że autor dość często odnosi się do zagadnień związanych z seksem. Te wtrącenia niewiele wnoszą w treść książki, i czasami są „niesmaczne”, widać w nich „amerykański” styl pisania. Mi już samo słowo „pieprz to”, które naturalnie w tekście pojawia się bardzo często (nie można się temu dziwić, skoro mamy do czynienia z taką terapią), wystarczyło.

Ponadto autor nawiązując wciąż do więzienia, ciągle tłumaczy się z tej metafory przepraszając ewentualnego więźnia, który może to czytać. Było to nużące. Czytałam całe akapity o tym, że pomysł z łyżeczką, która miałaby posłużyć do kopania tunelu jest tylko przykładem, lub że ta książka nie ma na myśli więzienia, lecz wolność. Takie traktowanie sprawiło, że poczułam się trochę jak nie koniecznie bystra osoba, która potrzebuje wyjaśnienia kawałów o blondynce. Na koniec minusów podam ten, który zdenerwował mnie najbardziej. A mianowicie wmieszanie Freuda i jego id w całość książki z twierdzeniem:

"Id to stan mówienia „pieprzę to”" str. 117

Autor dodaje, aby sprawdzić dokładnie, co oznacza id wpisując w Google „ID Freud”, ja jemu radzę to samo, gdyż id to nie stan „pieprzę to”… no chyba, że dosłownie (między innymi).

Książka wydaje się być stworzona dla osób, które czegoś szukają, ale nie czegoś konkretnego. Bardziej liczą na motywujące słowa i natchnienie do działania… jakiego działania? Bóg raczy wiedzieć. Jesteśmy trochę wodzeni za nos przez autora, który pokazuje nam pewien sposób, dla niego wręcz kapitalny. Ja sama miło spędziłam czas zatopiona w lekturze, jednak nie jest łatwo mnie przekonać do stosowania czegokolwiek, co proponują poradniki, takie skrzywienie, które zawdzięczam studiom…
moznaprzeczytac.pl Natalia, 2014-02-17

Psychologia jogi. Wprowadzenie do 'Jogasutr' Patańdźalego

Do „wychowania" samego siebie, czyli doprowadzenia do harmonijnej równowagi między ciałem a duchem namawia nas Maciej Wielbób, proponując lekturę swej książki „Psychologia jogi. Wprowadzenie do Jogasutr Patańdźalego". To unikalna szansa na poznanie, przyciągającej jak magnes, jogi od podszewki, nim zaczniemy ją na serio praktykować.

Autor przypomina, czym jest joga i przestrzega przed interpretowaniem jej jedynie jako formy gimnastyki. Z drugiej strony, joga nie jest też religią, ponieważ nie ma doktryny, dogmatów, kultu i nie przybiera formy organizacyjno-społecznej, jaką jest np. Kościół. Czym zatem jest Według Macieja Wielobóba, najbliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że jogajest nauką lub filozofią stosowaną. Interpretując Jogasutry Patańdźalego-najważniejszy z traktatów o jodze klasycznej, wciąż inspirujący kolejnych badaczy - Wielobób stworzył przewodnik po praktykowaniu jogi, wskazując drogę do procesu doświadczania, będącego istotą tej filozofii.

Wystąpił w roli tłumacza, wyjaśniającego różne aspekty zasad spisanych przez Patańdźalego i pomagającego zrozumieć konsekwencje ich stosowania. Autor podpowiada, jak należy medytować i jakie ścieżki oczyszczenia umysłu są najlepsze dla osiągnięcia ostatecznego celu.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-02-15

Barszcz ukraiński

Opowieść Piotra Pogorzelskiego o Ukrainie jest w obliczu niedawnych wydarzeń coraz bardzie aktualna. Oligarchowie, stosunki z Polakami i Rosją oraz kultura i ciążąca historia – to tylko niektóre z elementów czyniących ukraiński barszcz zupą trudną do ogarnięcia.

Pisze autor, że ukraiński system to zmutowane ZSRR i w niedalekiej przyszłości trudno patrzeć rewolucji, która zmieni tam klimat o 360 stopni. Widać to wyraźnie w kolejnych wejściach z protestującego Majdanu i wieści z ukraińskiego parlamentu.

Korespondent Polskiego Radia w Kijowie o swoich wrażeniach umie pisać zarówno poważnie jak i z przymrużeniem oka. Kiedy wybiera lokum dla siebie ma do wyboru albo mieszkanie z meblami z czasów ZSRR, albo meble z lat 90′ lub też mieszkania dla nowobogackich. W radiu słychać przede wszystkim rosyjskie popsa i szanson, a w księgarniach królują rosyjskie wydawnictwa.

Pogorzelski w swojej opowieści nie pomija nikogo. Jest typowy dzień Kowalskiego na Ukrainie, są oligarchowie z władzą i chęcią zagrabienia wszystkiego, co przynosi zysk. Jest korupcja na skalę masową i jej pozytywne (sic!) skutki. Autor ciekawie opisuje rynek książki, na którym w 2011 roku pojawiło się 65 przetłumaczonych tytułów polskich autorów a ebooki nie mają szans na zaistnienie. Przyczyną – masowe piractwo.

Korespondent Polskiego Radia pokazuje Ukrainę, jakiej nie zobaczymy w telewizji – szczególnie ukraińskiej. Oferta państwowych kanałów nie przyciąga nawet najbardziej popierających władzę. Z kolei telewizja prywatna nie naraża się władzy i … mamy w kółko Macieju.

Ten ciekawy obraz pióra Pogorzelskiego pozwala zrozumieć obecne nastroje i prognozować przyszłość Ukrainy nie bawiąc się w prymitywne i nietrafione wróżenie z fusów. Potężny wpływ Rosji widać i jeszcze długo będzie się go odczuwać.

Stuprocentowe reporterskie mięso popijane czystym spirytusem. Polecam.
ksiazka-online.pl Tomasz Albecki, 2014-02-15

Barszcz ukraiński

Piotr Pogorzelski – korespondent polskiego radia w Kijowie. Ukończył Instytut Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz studia wschodnie. Krajami byłego ZSRR interesuje się od czasów licealnych.

Co to takiego barszcz ukraiński ,chyba każdy z nas wie, od dzieciństwa w przedszkolu, w szkole czy też w domu podawano nam tak nazywaną zupę. Tylko, ze niestety ile zup tyle przepisów i smaków., a do prawdziwego barszczu ukraińskiego daleko. Czyli powstaje taki kuchenny mirsz marsz , który z pierwowzorem nie ma nic wspólnego. Tak samo jest z naszym wyobrażeniem o Ukrainie. Wydaje nam się, że mamy o niej spore wiadomości, a w rezultacie przy bliższym sprawdzeniu wychodzi już nam, że niekoniecznie. Pierwsze – pojęcie wielkości jej obszaru, Ukraina ma prawie dwa razy więcej kilometrów powierzchni niż Polska , a liczba mieszkańców wynosi 45 495 000 osób (dane z 1 maja 2013 roku). W samym Kijowie mieszka prawie 4 milionów ludzi. Występuje jednak ogromna śmiertelność w związku z czym ogromnym szacunkiem otacza się dzieci. Dobrze jest organizowana opieka społeczna jak i system szkolnictwa. Samo becikowe wynosi na nasze około 12 tysięcy złotych na pierwsze dziecko. Większość Ukraińców mieszka w miastach (70 procent) , znajduje się ich tam aż pięć tzw. milionników (gdzie przekroczono milion mieszkańców) w tym Kijów, Charków, Donieck czy Dniepropietrowsk, niewiele mniejsze są Zaporoże i Lwów. W rankingach wartości istotnych dla Ukraińców na pierwszych miejscach znajdują się zdrowie, rodzina, dzieci i dobrobyt. Warunkiem sukcesu są dla nich wpływowi członkowi rodziny ( wskazywało na nich 46,5 procent badanych) a zaufanie do władz jest właściwie minimalne. Takich statystycznych danych przytacza autor sporo, lecz są one niezbędne do wyobrażenia sobie przez czytelnika wielkości Ukrainy, czy tez życia w niej. Książka jest ogromnie dopracowana i zawiera tematy zarówno dotyczące spraw codziennych jak i gospodarczych czy politycznych. Spory rozdział został poświęcony religii. Ukazana jest w nim wielowyznaniowość Litwinów. Poprzez prawosławie, katolicyzm, kościoły greckokatolickie, wielka różnorodność zwłaszcza widoczna w architekturze, jak i w obchodach i zwyczajach świątecznych. Kibicom piłki nożnej na pewno spodoba się rozdział poświęcony Euro 2012. Dowiemy się jak wyglądały przygotowania, negocjacje, jakie nadzieje związane z tym wydarzeniem mieli mieszkańcy Ukrainy, kto pokrywał koszty budowy stadionów oraz jak obecnie są one wykorzystywane. Będzie o wielkich pieniądzach, firmach budowlanych i korupcji. O urodzie Ukrainek, modzie, drogich sklepach i coraz bardziej aktywnej turystyce.
„Barszcz ukraiński” czyta się bez trudu, napisany jest w sposób przystępny dla całkowitego laika w wielu sprawach, jakim ja osobiście byłam. Mało co wiedziałam o naszym granicznym sąsiedzie, lecz pan Piotr Pogorzelski świetnie z moimi brakami sobie poradził. Szkoda tylko, że jak słusznie zauważa, dla Polaków właściwie nie istnieją pozytywne skojarzenia związane z Ukrainą. Czemu dominują negatywne stereotypy, skąd one się wzięły stara się dokładnie wyjaśnić i w delikatny sposób spróbować obalić. Czytelnik sam ma ocenić pewne rzeczy, zapoznawszy się z rzeczywistością taką, jaka ona jest. Mnie przedstawienie tak sprawy bardzo się podoba.
Książkę zdecydowanie polecam, nie tylko tym co uwielbiają reportaże, ale wszystkim tym, którym ich wiedza o Ukrainie wydaje się niekompletna, zwłaszcza w zaistniałej, trudnej tam w tej chwili sytuacji politycznej.
jezyna122.blogspot.com Małgorzata Pyzik, 2014-02-12

Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka

Poradnik „Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka", nim trafił do naszych rąk, nie pozwolił oderwać się od tej lektury blisko 1,3 mln. czytelników na całym świecie. Teraz dr Thomas W. Phelan próbuje zainteresować swoim numerem 1 - w dziedzinie książek o wychowywaniu dzieci na liście Amazon.com - polskich rodziców i opiekunów. Według autora, tę książkę szpitale powinny dołączać do... każdego noworodka.

Dlatego, że przyjście na świat pierwszego dziecka jest szokiem - i to dużym - a udane rodzicielstwo to najtrudniejszy egzamin wżyciu.

Autor, bazując na swym wieloletnim doświadczeniu, ze sporą dozą humoru przekonuje rodziców do owocnego zrealizowania niełatwej misji utrzymania dzieci w ryzach. Przedstawiony program opiera się na założeniu, że wychowywanie dzieci powinno się traktować co najmniej z taką samą starannością, jak pracę zawodową. A nie można wypełniać swych zawodowych obowiązków bez odpowiedniego instruktażu. Instruktażu przypominającego, że nie trzeba mieć talentów geniusza, świętego lub psychologa, aby wychować emocjonalnie inteligentne dzieci. Podczas lektury tej książki wielokrotnie odkryjemy, że cisza w domu może przemawiać głośniej niż słowa a radość z posiadania rodziny to rzecz bezcenna.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-02-15

Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka

Poradnik „Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka", nim trafił do naszych rąk, nie pozwolił oderwać się od tej lektury blisko 1,3 mln. czytelników na całym świecie. Teraz dr Thomas W. Phelan próbuje zainteresować swoim numerem 1 - w dziedzinie książek o wychowywaniu dzieci na liście Amazon.com - polskich rodziców i opiekunów. Według autora, tę książkę szpitale powinny dołączać do... każdego noworodka.

Dlatego, że przyjście na świat pierwszego dziecka jest szokiem - i to dużym - a udane rodzicielstwo to najtrudniejszy egzamin wżyciu.

Autor, bazując na swym wieloletnim doświadczeniu, ze sporą dozą humoru przekonuje rodziców do owocnego zrealizowania niełatwej misji utrzymania dzieci w ryzach. Przedstawiony program opiera się na założeniu, że wychowywanie dzieci powinno się traktować co najmniej z taką samą starannością, jak pracę zawodową. A nie można wypełniać swych zawodowych obowiązków bez odpowiedniego instruktażu. Instruktażu przypominającego, że nie trzeba mieć talentów geniusza, świętego lub psychologa, aby wychować emocjonalnie inteligentne dzieci. Podczas lektury tej książki wielokrotnie odkryjemy, że cisza w domu może przemawiać głośniej niż słowa a radość z posiadania rodziny to rzecz bezcenna.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-02-15