Recenzje
Made in Japan
Chyba wiele osób ma w pamięci nie tak dawne wydarzenia z 11 marca 2011 roku. Właśnie wtedy w północno-wschodniej części Japonii doszło do trzęsienia ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera. W jego wyniku powstały potężne fale tsunami, które dokonały wielu zniszczeń na ogromną skalę, zalewając porty morskie, strefy przemysłowe, pola uprawne, lasy, farmy, miasta i wioski. Niektóre miejscowości zostały niemal całkowicie zrównane z ziemią. W wielu miejscach wybuchły pożary. Ponadto w wyniku tsunami uszkodzona została elektrownia atomowa w Fukushimie.
Katastrofa ta na zawsze zmieniła bieg japońskiej historii. Choć Japonia to kraj, w którym trzęsienia ziemi zdarzają się stosunkowo często, wydarzenia z 11 marca 2011 roku wstrząsnęły jego mieszkańcami, obnażyły wady tutejszego społeczeństwa, wykazując, że źródło katastrofy tkwi w japońskiej mentalności. Pokazały Japonię jako kraj słaby, zagubiony w zawiłościach własnej kultury, z trudem odnajdujący się we współczesnym świecie. Dowiodły, że wypadek w Fukushimie jest całkowicie „made in Japan”, przy czym określenie to przestało być powodem do dumy dla mieszkańców Japonii.
Tak właśnie widzi to Rafał Tomański – dziennikarz i japonista, autor książki „Tatami kontra krzesła”, darzący Kraj Kwitnącej Wiśni miłością, ale nie bezkrytyczną, lecz opartą na wnikliwej obserwacji tamtejszej rzeczywistości. A jak wygląda ta rzeczywistość? Na czym polega mentalność Japończyków? Co w konsekwencji oznacza tytułowe „made in Japan”? Tego można dowiedzieć się, sięgając po kolejną książkę Rafała Tomańskiego.
Analizując wydarzenia, jakie nastąpiły bezpośrednio po katastrofie w Fukushimie, autor podkreśla, iż Japonia – skomputeryzowane i zrobotyzowane państwo, mogące pochwalić się wysoko rozwiniętą, nowoczesną technologią – nie potrafiła wykorzystać tych swoich atutów w walce ze skutkami katastrofy. Przedstawia chaos, jaki zapanował wówczas w tym kraju, polegający przede wszystkim na dezinformacji, zatajaniu pewnych faktów, opieszałości w podejmowaniu konkretnych działań oraz na nie zawsze trafionych decyzjach podejmowanych przez rząd Japonii. Pisze o ostracyzmie, jakim społeczeństwo poddawało osoby pochodzące z terenów dotkniętych tragedią. Wykazuje również, iż sama katastrofa była wynikiem ludzkich zaniedbań.
Przyczyn tego wszystkiego Rafał Tomański szuka w japońskiej mentalności – wychowaniu, przyzwyczajeniach, zwyczajach, kulturze.
Ta mentalność to restrykcyjna polityka imigracyjna, ksenofobia, niechęć do przybyszów z zewnątrz, do cudzoziemców, poczucie wyższości japońskiego narodu nad resztą świata. To strach Japończyków przed wszystkim, co obce, a nawet – co zaskakuje – lęk przed pomocą z zagranicy.
Mentalność japońska to niepozwalanie sobie na publiczne okazywanie uczuć i emocji – nawet w obliczu tragedii. To także obsesyjne wręcz chronienie swojej prywatności oraz paraliż decyzyjny, polegający na trudności w przeforsowaniu jakiejkolwiek nowej idei.
Opisując tę mentalność, autor sporo miejsca w książce poświęca obecności mieszkańców Japonii w świecie wirtualnym – w mediach społecznościowych, w blogosferze, w grach komputerowych. Prezentuje specyficzną japońską kulturę, wskazuje na panujące w tamtejszej gospodarce marazm i stagnację, przytacza przykłady strat, jakie w ostatnich latrach poniosły tam wielkie koncerny i przedsiębiorstwa. Pisze starzejącym się w szybkim tempie japońskim społeczeństwie i o wysokim współczynniku samobójstw w tym kraju. Analizuje polityczne spory Japonii z innymi państwami oraz tamtejszą politykę obronności, opartą na konstytucyjnym zakazie posiadania armii.
Pisząc o tym wszystkim, Rafał Tomański podaje konkretne przykłady, sięgając przede wszystkim do najnowszej historii Japonii. Nie poprzestaje też na określeniu, jakim narodem są Japończycy, lecz wskazuje również na konsekwencje takiego a nie innego ich postępowania i podejścia do wielu spraw. Stara się pokazać, co zmieniło się w zakresie omawianych tu problemów po katastrofie z 2011 roku. Próbuje przewidzieć dalszą przyszłość Japonii. Podkreśla przy tym konieczność zmian w opisywanej mentalności, wskazując, jakie przede wszystkim powinny być to zmiany.
Czy Japonia wyciągnie wnioski z popełnionych błędów, aby nie powtórzyć ich w przyszłości? To pytanie pozostaje otwarte i jedynie czas może to pokazać, jednak warto już teraz dowiedzieć się, co na ten temat sądzi znawca Japonii, Rafał Tomański.
„Made in Japan” to książka, która wymyka się moim zdaniem ścisłym ramom gatunku literackiego, jakim jest reportaż. Nie dotyczy bowiem jednego konkretnego wydarzenia. Choć punktem wyjścia do prowadzonych tu rozważań jest katastrofa w Fukushimie, autor omawia wiele innych spraw i problemów. Powiedziałabym raczej, że jest to szeroka i dokładna analiza stylu życia i sposobu myślenia japońskiego społeczeństwa. Napisana została ze sporą erudycją. Widać, iż autor wykazał się dużą rzetelnością w podejściu do podjętego tematu. Zwracają uwagę jego wnikliwe obserwacje opisywanych zjawisk, rozsądne spostrzeżenia oraz umiejętność trafnego kojarzenia faktów, które, ukazane w książce, choć pozornie wydają się nie łączyć ze sobą, później układają się w zwartą i konsekwentną całość.
Autorowi świetnie udało się pokazać powiązania między różnorodnymi sferami życia w Japonii i wpływ jednych dziedzin życia na inne. Odmalowuje Japonię jako kraj wielu paradoksów. Dowodzi, że budzące niegdyś podziw całego świata sformułowanie „made in Japan” dziś przestaje mieć pozytywny wydźwięk. Jednak charakteryzując mentalność Japończyków, nie ocenia jej. Stwierdza fakty, wykazując się obiektywizmem i bezstronnością.
Książka Rafała Tomańskiego ma według mnie wiele do zaoferowania czytelnikom. Z pewnością nie jest to pozycja do czytania jednym tchem. Raczej skłania do zastanowienia się i refleksji. Przede wszystkim jest to doskonała lektura dla osób pragnących poszerzać swoje horyzonty myślowe, a także tych wszystkich, których interesuje Japonia jako kraj i społeczeństwo. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, do czego szczerze zachęcam. Przeczytajcie i przekonajcie się, co naprawdę oznacza „Made in Japan”.
Katastrofa ta na zawsze zmieniła bieg japońskiej historii. Choć Japonia to kraj, w którym trzęsienia ziemi zdarzają się stosunkowo często, wydarzenia z 11 marca 2011 roku wstrząsnęły jego mieszkańcami, obnażyły wady tutejszego społeczeństwa, wykazując, że źródło katastrofy tkwi w japońskiej mentalności. Pokazały Japonię jako kraj słaby, zagubiony w zawiłościach własnej kultury, z trudem odnajdujący się we współczesnym świecie. Dowiodły, że wypadek w Fukushimie jest całkowicie „made in Japan”, przy czym określenie to przestało być powodem do dumy dla mieszkańców Japonii.
Tak właśnie widzi to Rafał Tomański – dziennikarz i japonista, autor książki „Tatami kontra krzesła”, darzący Kraj Kwitnącej Wiśni miłością, ale nie bezkrytyczną, lecz opartą na wnikliwej obserwacji tamtejszej rzeczywistości. A jak wygląda ta rzeczywistość? Na czym polega mentalność Japończyków? Co w konsekwencji oznacza tytułowe „made in Japan”? Tego można dowiedzieć się, sięgając po kolejną książkę Rafała Tomańskiego.
Analizując wydarzenia, jakie nastąpiły bezpośrednio po katastrofie w Fukushimie, autor podkreśla, iż Japonia – skomputeryzowane i zrobotyzowane państwo, mogące pochwalić się wysoko rozwiniętą, nowoczesną technologią – nie potrafiła wykorzystać tych swoich atutów w walce ze skutkami katastrofy. Przedstawia chaos, jaki zapanował wówczas w tym kraju, polegający przede wszystkim na dezinformacji, zatajaniu pewnych faktów, opieszałości w podejmowaniu konkretnych działań oraz na nie zawsze trafionych decyzjach podejmowanych przez rząd Japonii. Pisze o ostracyzmie, jakim społeczeństwo poddawało osoby pochodzące z terenów dotkniętych tragedią. Wykazuje również, iż sama katastrofa była wynikiem ludzkich zaniedbań.
Przyczyn tego wszystkiego Rafał Tomański szuka w japońskiej mentalności – wychowaniu, przyzwyczajeniach, zwyczajach, kulturze.
Ta mentalność to restrykcyjna polityka imigracyjna, ksenofobia, niechęć do przybyszów z zewnątrz, do cudzoziemców, poczucie wyższości japońskiego narodu nad resztą świata. To strach Japończyków przed wszystkim, co obce, a nawet – co zaskakuje – lęk przed pomocą z zagranicy.
Mentalność japońska to niepozwalanie sobie na publiczne okazywanie uczuć i emocji – nawet w obliczu tragedii. To także obsesyjne wręcz chronienie swojej prywatności oraz paraliż decyzyjny, polegający na trudności w przeforsowaniu jakiejkolwiek nowej idei.
Opisując tę mentalność, autor sporo miejsca w książce poświęca obecności mieszkańców Japonii w świecie wirtualnym – w mediach społecznościowych, w blogosferze, w grach komputerowych. Prezentuje specyficzną japońską kulturę, wskazuje na panujące w tamtejszej gospodarce marazm i stagnację, przytacza przykłady strat, jakie w ostatnich latrach poniosły tam wielkie koncerny i przedsiębiorstwa. Pisze starzejącym się w szybkim tempie japońskim społeczeństwie i o wysokim współczynniku samobójstw w tym kraju. Analizuje polityczne spory Japonii z innymi państwami oraz tamtejszą politykę obronności, opartą na konstytucyjnym zakazie posiadania armii.
Pisząc o tym wszystkim, Rafał Tomański podaje konkretne przykłady, sięgając przede wszystkim do najnowszej historii Japonii. Nie poprzestaje też na określeniu, jakim narodem są Japończycy, lecz wskazuje również na konsekwencje takiego a nie innego ich postępowania i podejścia do wielu spraw. Stara się pokazać, co zmieniło się w zakresie omawianych tu problemów po katastrofie z 2011 roku. Próbuje przewidzieć dalszą przyszłość Japonii. Podkreśla przy tym konieczność zmian w opisywanej mentalności, wskazując, jakie przede wszystkim powinny być to zmiany.
Czy Japonia wyciągnie wnioski z popełnionych błędów, aby nie powtórzyć ich w przyszłości? To pytanie pozostaje otwarte i jedynie czas może to pokazać, jednak warto już teraz dowiedzieć się, co na ten temat sądzi znawca Japonii, Rafał Tomański.
„Made in Japan” to książka, która wymyka się moim zdaniem ścisłym ramom gatunku literackiego, jakim jest reportaż. Nie dotyczy bowiem jednego konkretnego wydarzenia. Choć punktem wyjścia do prowadzonych tu rozważań jest katastrofa w Fukushimie, autor omawia wiele innych spraw i problemów. Powiedziałabym raczej, że jest to szeroka i dokładna analiza stylu życia i sposobu myślenia japońskiego społeczeństwa. Napisana została ze sporą erudycją. Widać, iż autor wykazał się dużą rzetelnością w podejściu do podjętego tematu. Zwracają uwagę jego wnikliwe obserwacje opisywanych zjawisk, rozsądne spostrzeżenia oraz umiejętność trafnego kojarzenia faktów, które, ukazane w książce, choć pozornie wydają się nie łączyć ze sobą, później układają się w zwartą i konsekwentną całość.
Autorowi świetnie udało się pokazać powiązania między różnorodnymi sferami życia w Japonii i wpływ jednych dziedzin życia na inne. Odmalowuje Japonię jako kraj wielu paradoksów. Dowodzi, że budzące niegdyś podziw całego świata sformułowanie „made in Japan” dziś przestaje mieć pozytywny wydźwięk. Jednak charakteryzując mentalność Japończyków, nie ocenia jej. Stwierdza fakty, wykazując się obiektywizmem i bezstronnością.
Książka Rafała Tomańskiego ma według mnie wiele do zaoferowania czytelnikom. Z pewnością nie jest to pozycja do czytania jednym tchem. Raczej skłania do zastanowienia się i refleksji. Przede wszystkim jest to doskonała lektura dla osób pragnących poszerzać swoje horyzonty myślowe, a także tych wszystkich, których interesuje Japonia jako kraj i społeczeństwo. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, do czego szczerze zachęcam. Przeczytajcie i przekonajcie się, co naprawdę oznacza „Made in Japan”.
info.arttravel.pl Dorota
Doktryna jakości. Rzecz o skutecznym zarządzaniu
Dobra edukacja to kształcenie na odpowiednio wysokim poziomie. To odpowiednia jakość szkolnej dydaktyki i wychowania. Jakość jest pojęciem dość zasobnym, ale zwykle kojarzy się z czymś cennym, wartościowym i oczekiwanym. Właśnie ukazała się książka prof. Andrzeja J. Blikle o skutecznym zarządzaniu firmą pt „Doktryna jakości”. Na ile szkoły mogą z niej skorzystać? Czy może pomóc podnieść jakość szkolnej edukacji?
„Doktryna jakości. Rzecz o skutecznym zarządzaniu” (Helion, 2014) – to wyjątkowa książka dotycząca skutecznego zarządzania firmą wg zasad filozofii zarządzania jakością TQM. Dotyczy zarządzania firmami, biznesem, ale w szkole także się może przydać. Powinna ją poznać nasza oświatowa kadra kierownicza i samorządowcy odpowiedzialni za edukację oraz decydenci z MEN. Jej twórcą jest William Edwards Deming – amerykański profesor statystki, doktor matematyki i fizyki matematycznej. Był pierwszym amerykańskim specjalistą, który w metodyczny sposób przekazywał japońskim inżynierom i menedżerom wiedzę nt. statystycznego sterowania procesem (za: Wikipedia).
Dyrektorzy polskich szkół z pewnością pamiętają, że ozarządzaniu jakością TQM mówiono sporo 20 lat temu. Organizowano szkolenia z tego zakresu dla dyrektorów szkół i nauczycieli. Można przypomnieć książkę J. J. Bonstingi (1995) pt. "Wprowadzenie do TQM w edukacji" – wydaną przez CODN w Warszawie. Ciekawe, czy ktoś w szkole jeszcze ją pamięta? Szkoda, że została prawie zapomniana, bo przecież w zarządzaniu polską edukacją jest wiele do zrobienia.
Decyzje podejmowane razem
„Deming uważał m.in., że 94% wszystkich problemów jakościowych powstaje z winy kierownictwa, które musi zaangażować się w zarządzanie jakością i zapewnienie jakości. Zarząd jednak powinien pamiętać, że decyzje w tych sprawach powinny być podejmowane razem z pracownikami. Był zdecydowanym wrogiem kontroli, a swoje podejście do jakości totalnej określił w czternastu tezach. Był także wrogiem amerykańskich metod zarządzania, jak zarządzanie przez cele czy zarządzanie przez wyniki i krytykował je na każdym kroku.” (za: Wikipedia).
Dobrze jest więc myśląc potrzebie podnoszenia jakości szkolnej edukacji, rozumieć, że według W. E. Deminga do efektywnego zarządzania jakością potrzebne jest myślenie statystyczne, czyli poznanie metod statystycznych i ich zastosowanie oraz wyciągnięcie odpowiednich, rzeczowych wniosków. No właśnie – czy potrafimy wyciągać odpowiednie wnioski z dotychczasowych działań, reform i doświadczeń? Wydaje się, że wielu z nas ma kłopot z wnioskowaniem.
Dobra jakość edukacji
Dobra jakość szkolnej edukacji, pracy nauczycieli, szkoły – to takie w niej nauczanie i uczenie się uczniów, które zadowala (niektórzy mówią, że zachwyca) odbiorców, czyli uczniów i ich rodziców oraz inne osoby zainteresowane szkołą. Dziś często mówi się, że nie chodzi o dobrą jakość, lecz bardzo dobrą. Co to jest wysoka jakość, tj. bardzo dobra jakość edukacji oraz jak ją osiągnąć? Czy wykorzystywanie nowoczesnych technologii TIK podnosi jakość kształcenia? Entuzjaści tych technologii odpowiadają prawie bez namysłu, że tak, oczywiście - podnosi jakość edukacji. Ale czy faktycznie podnoszą?
Dyskusje nt. jakości edukacji, poprawy jej jakości i potrzebie budowania lepszej szkoły - szkoły przyszłości w ogóle, wskazują, że potrzebna jest głębsza refleksja nad samym sednem szkoły XXI wieku oraz potrzeba udzielenia najpierw trafnej odpowiedzi, na zasadnicze dla edukacji i rozwoju młodych ludzi, pytanie: Co w obecnej edukacji jest najważniejsze? Problem ten ma fundamentalne znaczenie. Był upowszechniony już 5 lat temu w portalu Edunews.pl (Sawiński 2009). Warto do niego powrócić, bo wielość i różnorodność aktualnych odpowiedzi na ww. pytanie nie spełnia racjonalnych oczekiwań.
Dyskusje o jakości szkoły
Definicji jakości jest wiele, a dyskusje o jakości edukacji i szkoły trwają w Polsce od wielu lat. Konsensusu nie widać. Stale powtarzane jest pytanie, jaka ma być obecna szkoła i ta w przyszłości? Jaka będzie szkoła jutro?
O swoich doświadczeniach z pracy nad książką o doktrynie jakości prof. A. J. Blikle pisze na internetowej stronie Empiku. Wskazuje, że książka jest efektem doświadczeń, jakie nabywał w latach 1990 – 2010, wdrażając zarządzanie jakością (TQM) w rodzinnej firmie, a także ucząc tej metody w innych firmach i na uczelniach wyższych, co zresztą czyni do dziś. Pierwsze wykłady z TQM prowadził dla pracowników firmy A. Blikle, a notatki do tych wykładów stanowiły zaczątki „Doktryny jakości”. Podkreśla też, że wiedza konieczna do zarządzania zgodnie z TQM nie jest technicznie trudna, ale jej zaakceptowanie bywa trudne emocjonalnie. Bywa trudne, bo zaraz na samym początku trzeba porzucić wiele przekonań, do których jesteśmy przyzwyczajani, np. że nagrody motywują, że współzawodnictwo jest twórcze, że struktura zarządcza firmy musi być hierarchiczna – itd.
Dostępne konwersatorium z TQM
Dla zainteresowanych zarządzaniem metodą TQM, przydatna może być informacja, że choć w Polsce filozofia ta nie jest zbyt popularna, ale za to w Anglii odbywają się coroczne konferencje Brytyjskiego Towarzystwa im. Deminga (twórcy TQM). Wiedza zdobyta przez naszych dyrektorów szkół z tego zakresu powinna im pomóc zmienić zarządzanie polską edukacją. Warto też poznać opinie naszych nauczycieli, a może także rodziców, o sposobach obecnego zarządzania szkołami. Na rynku wydawniczym jest już dziś szereg innych książek na ten temat.
Dobrze jest też wiedzieć, że w Warszawie na konwersatoria z TQM i wykłady Profesora przychodzą różni słuchacze z rozmaitych firmy. To konwersatorium z TQM jest prowadzone już od roku 1997 raz w miesiącu od października do czerwca. Wstęp jest wolny, a informacje o programie można znaleźć na autorskiej witrynie internetowej - www.moznainaczej.com.pl. Profesor uważa, że jest to jego prywatna misja, bo dostrzega, że TQM może być wielką szansą dla polskiej gospodarki. A może jest także wielką szansą na lepsze zarządzanie polską edukacją?
„Doktryna jakości” jest książką interesującą i potrzebną polskiej szkole, tj. przede wszystkim decydentom i oświatowej kadrze kierowniczej!
„Doktryna jakości. Rzecz o skutecznym zarządzaniu” (Helion, 2014) – to wyjątkowa książka dotycząca skutecznego zarządzania firmą wg zasad filozofii zarządzania jakością TQM. Dotyczy zarządzania firmami, biznesem, ale w szkole także się może przydać. Powinna ją poznać nasza oświatowa kadra kierownicza i samorządowcy odpowiedzialni za edukację oraz decydenci z MEN. Jej twórcą jest William Edwards Deming – amerykański profesor statystki, doktor matematyki i fizyki matematycznej. Był pierwszym amerykańskim specjalistą, który w metodyczny sposób przekazywał japońskim inżynierom i menedżerom wiedzę nt. statystycznego sterowania procesem (za: Wikipedia).
Dyrektorzy polskich szkół z pewnością pamiętają, że ozarządzaniu jakością TQM mówiono sporo 20 lat temu. Organizowano szkolenia z tego zakresu dla dyrektorów szkół i nauczycieli. Można przypomnieć książkę J. J. Bonstingi (1995) pt. "Wprowadzenie do TQM w edukacji" – wydaną przez CODN w Warszawie. Ciekawe, czy ktoś w szkole jeszcze ją pamięta? Szkoda, że została prawie zapomniana, bo przecież w zarządzaniu polską edukacją jest wiele do zrobienia.
Decyzje podejmowane razem
„Deming uważał m.in., że 94% wszystkich problemów jakościowych powstaje z winy kierownictwa, które musi zaangażować się w zarządzanie jakością i zapewnienie jakości. Zarząd jednak powinien pamiętać, że decyzje w tych sprawach powinny być podejmowane razem z pracownikami. Był zdecydowanym wrogiem kontroli, a swoje podejście do jakości totalnej określił w czternastu tezach. Był także wrogiem amerykańskich metod zarządzania, jak zarządzanie przez cele czy zarządzanie przez wyniki i krytykował je na każdym kroku.” (za: Wikipedia).
Dobrze jest więc myśląc potrzebie podnoszenia jakości szkolnej edukacji, rozumieć, że według W. E. Deminga do efektywnego zarządzania jakością potrzebne jest myślenie statystyczne, czyli poznanie metod statystycznych i ich zastosowanie oraz wyciągnięcie odpowiednich, rzeczowych wniosków. No właśnie – czy potrafimy wyciągać odpowiednie wnioski z dotychczasowych działań, reform i doświadczeń? Wydaje się, że wielu z nas ma kłopot z wnioskowaniem.
Dobra jakość edukacji
Dobra jakość szkolnej edukacji, pracy nauczycieli, szkoły – to takie w niej nauczanie i uczenie się uczniów, które zadowala (niektórzy mówią, że zachwyca) odbiorców, czyli uczniów i ich rodziców oraz inne osoby zainteresowane szkołą. Dziś często mówi się, że nie chodzi o dobrą jakość, lecz bardzo dobrą. Co to jest wysoka jakość, tj. bardzo dobra jakość edukacji oraz jak ją osiągnąć? Czy wykorzystywanie nowoczesnych technologii TIK podnosi jakość kształcenia? Entuzjaści tych technologii odpowiadają prawie bez namysłu, że tak, oczywiście - podnosi jakość edukacji. Ale czy faktycznie podnoszą?
Dyskusje nt. jakości edukacji, poprawy jej jakości i potrzebie budowania lepszej szkoły - szkoły przyszłości w ogóle, wskazują, że potrzebna jest głębsza refleksja nad samym sednem szkoły XXI wieku oraz potrzeba udzielenia najpierw trafnej odpowiedzi, na zasadnicze dla edukacji i rozwoju młodych ludzi, pytanie: Co w obecnej edukacji jest najważniejsze? Problem ten ma fundamentalne znaczenie. Był upowszechniony już 5 lat temu w portalu Edunews.pl (Sawiński 2009). Warto do niego powrócić, bo wielość i różnorodność aktualnych odpowiedzi na ww. pytanie nie spełnia racjonalnych oczekiwań.
Dyskusje o jakości szkoły
Definicji jakości jest wiele, a dyskusje o jakości edukacji i szkoły trwają w Polsce od wielu lat. Konsensusu nie widać. Stale powtarzane jest pytanie, jaka ma być obecna szkoła i ta w przyszłości? Jaka będzie szkoła jutro?
O swoich doświadczeniach z pracy nad książką o doktrynie jakości prof. A. J. Blikle pisze na internetowej stronie Empiku. Wskazuje, że książka jest efektem doświadczeń, jakie nabywał w latach 1990 – 2010, wdrażając zarządzanie jakością (TQM) w rodzinnej firmie, a także ucząc tej metody w innych firmach i na uczelniach wyższych, co zresztą czyni do dziś. Pierwsze wykłady z TQM prowadził dla pracowników firmy A. Blikle, a notatki do tych wykładów stanowiły zaczątki „Doktryny jakości”. Podkreśla też, że wiedza konieczna do zarządzania zgodnie z TQM nie jest technicznie trudna, ale jej zaakceptowanie bywa trudne emocjonalnie. Bywa trudne, bo zaraz na samym początku trzeba porzucić wiele przekonań, do których jesteśmy przyzwyczajani, np. że nagrody motywują, że współzawodnictwo jest twórcze, że struktura zarządcza firmy musi być hierarchiczna – itd.
Dostępne konwersatorium z TQM
Dla zainteresowanych zarządzaniem metodą TQM, przydatna może być informacja, że choć w Polsce filozofia ta nie jest zbyt popularna, ale za to w Anglii odbywają się coroczne konferencje Brytyjskiego Towarzystwa im. Deminga (twórcy TQM). Wiedza zdobyta przez naszych dyrektorów szkół z tego zakresu powinna im pomóc zmienić zarządzanie polską edukacją. Warto też poznać opinie naszych nauczycieli, a może także rodziców, o sposobach obecnego zarządzania szkołami. Na rynku wydawniczym jest już dziś szereg innych książek na ten temat.
Dobrze jest też wiedzieć, że w Warszawie na konwersatoria z TQM i wykłady Profesora przychodzą różni słuchacze z rozmaitych firmy. To konwersatorium z TQM jest prowadzone już od roku 1997 raz w miesiącu od października do czerwca. Wstęp jest wolny, a informacje o programie można znaleźć na autorskiej witrynie internetowej - www.moznainaczej.com.pl. Profesor uważa, że jest to jego prywatna misja, bo dostrzega, że TQM może być wielką szansą dla polskiej gospodarki. A może jest także wielką szansą na lepsze zarządzanie polską edukacją?
„Doktryna jakości” jest książką interesującą i potrzebną polskiej szkole, tj. przede wszystkim decydentom i oświatowej kadrze kierowniczej!
edunews.pl Julian Piotr Sawiński, 2014-05-15
FitMind. Schudnij bez diet
Witajcie moi drodzy w maju ! :) Wiele z Was korzystając z dni wolnych odpoczywa a ja mam dzisiaj dla Was recenzję książki która z pewnością umili majowy odpoczynek:) FitMind Schudnij bez diet to nie kolejna książka w której znajdziecie zasady zdrowego żywienia, przepisy oraz ćwiczenia fizyczne. Odkryjecie znacznie więcej. Autorka skupia się nad zrozumieniem zasad zarządzania ciałem, umysłem i własną energią. Stara się nam pokazać jak mamy postrzegać dietę. Książka ta jest swego rodzaju antidotum na "odgrubienie" oraz przywrócenie ładu i harmonii ciała i duszy. W prosty sposób pokazuje jak nie działać wbrew sobie i nie ulegać panującemu we współczesnym świecie kultu szczupłej i wysportowanej sylwetki.
Książka napisana jest przestępnym i lekkim językiem, a to sprawia że można ja przeczytać niemal jednym tchem.
Zdanie widniejąca na odwrocie książki:Dieta rozumiana jako ograniczanie sobie jedzenia lub manipulowanie łaknieniem jest oszukiwaniem siebie to właściwie cała zawartość i esencja. Autorki książki nie tylko w prosty sposób ukazują mechanizmy, które kierują naszym ciałem i podświadomościom, ale dają też garść porad o tym, jak zaprogramować w sobie odpowiednie myślenie i jak we właściwy sposób postrzegać odchudzanie. W książce przedstawiony jest też zbiór różnych praktycznych ćwiczeń do każdego rozdziału, np o tym jak przestać lubić słodycze, skojarzenie cola-czernina działa wyśmienicie!
Serdecznie polecam do sięgnięcia po tę lekturę, która na pewno otworzy Wam oczy i zwrócicie uwagę jakie błędy popełniacie podczas niewłaściwego podejścia do diety i jak można to naprawić.
Książka napisana jest przestępnym i lekkim językiem, a to sprawia że można ja przeczytać niemal jednym tchem.
Zdanie widniejąca na odwrocie książki:Dieta rozumiana jako ograniczanie sobie jedzenia lub manipulowanie łaknieniem jest oszukiwaniem siebie to właściwie cała zawartość i esencja. Autorki książki nie tylko w prosty sposób ukazują mechanizmy, które kierują naszym ciałem i podświadomościom, ale dają też garść porad o tym, jak zaprogramować w sobie odpowiednie myślenie i jak we właściwy sposób postrzegać odchudzanie. W książce przedstawiony jest też zbiór różnych praktycznych ćwiczeń do każdego rozdziału, np o tym jak przestać lubić słodycze, skojarzenie cola-czernina działa wyśmienicie!
Serdecznie polecam do sięgnięcia po tę lekturę, która na pewno otworzy Wam oczy i zwrócicie uwagę jakie błędy popełniacie podczas niewłaściwego podejścia do diety i jak można to naprawić.
Keep Fit and Be Beauty Aleksandra K., 2014-05-01
FitMind. Schudnij bez diet
Oto coaching w bardzo przyjaznym wydaniu dotykający tematyki szalenie bliskiej wszystkim kobietom. Czas spojrzeć na dietę z całkiem innej strony.
Otwarta postawa autorek pozbawiona umoralniania i pokazywania, że wszystko wiedzą najlepiej, to ogromny walor książki „FitMind Schudnij bez diet.” Dzięki temu nie obfituje ona w teoretyczne dywagacje. Wręcz przeciwnie, dominują tutaj konkretne przykłady zachowań i zmagań będących codziennością każdego, komu mniej lub bardziej realne dodatkowe kilogramy spędzają sen z powiek. I pomyśleć, że istota problemów tego typu w dużej mierze rozbija się o emocje!
Klaudia Pingot i Aleksandra Buchholz klarownie pokazują, że ich rola i konieczność pracy z nimi to ogromnie ważne zadanie, którego nie można lekceważyć. Nieumiejętność radzenia sobie z nimi rodzi wiele problemów na poziomie cielesnym, o czym często w ogóle nie mamy pojęcia. To jednak nie wszystko. Zanim dieta stanie się naszym celem, powinniśmy zatroszczyć się o siebie na poziomie psychicznym. Proces odchudzania często jest bowiem wynikiem braku akceptacji siebie i patrzenia na siebie oczami innych.
Autorki sensownie argumentują konieczność zmiany takiego sposobu myślenia. Podpowiadają, co za tym stoi, uświadamiają jak z łatwością wpadamy w pułapkę porównań bezlitośnie odzierającą nas z atrakcyjności w naszych własnych oczach. W „FitMind Schudnij bez diet” nie znajdziemy jednak ani jednej polecanej diety. Nie ma tu też przykładowych ćwiczeń. Jest za to multum cennej wiedzy dotyczącej integralności ciała i ducha oraz konieczności ich dostrojenia, by żadne nie sprawiało psikusów.
Książka „FitMind Schudnij bez diet” kipi nienachalną mądrością, która wielu osobom zapewne zrzuci klapki z oczu, a ich dotychczasowe dietetyczne zmagania ukaże w całkiem nowym świetle. Jestem przekonana, że taka zmiana perspektywy niesie wyłącznie korzyści zarówno dla ciała, jak i dla ducha. Niedowiarków odsyłam do tego niebanalnego poradnika Klaudii Pingot i Aleksandry Buchholz. Warto czytać go z uwagą, by wynieść z niego dla siebie jak najwięcej.
Nie da się ukryć, że publikacja ta motywuje do wnikliwego przyjrzenia się sobie i podjęcia wyzwania, jakim jest nie tyle rozsądna utrata kilogramów, ale przede wszystkim polubienie siebie i zaakceptowanie własnych niedoskonałości.
Otwarta postawa autorek pozbawiona umoralniania i pokazywania, że wszystko wiedzą najlepiej, to ogromny walor książki „FitMind Schudnij bez diet.” Dzięki temu nie obfituje ona w teoretyczne dywagacje. Wręcz przeciwnie, dominują tutaj konkretne przykłady zachowań i zmagań będących codziennością każdego, komu mniej lub bardziej realne dodatkowe kilogramy spędzają sen z powiek. I pomyśleć, że istota problemów tego typu w dużej mierze rozbija się o emocje!
Klaudia Pingot i Aleksandra Buchholz klarownie pokazują, że ich rola i konieczność pracy z nimi to ogromnie ważne zadanie, którego nie można lekceważyć. Nieumiejętność radzenia sobie z nimi rodzi wiele problemów na poziomie cielesnym, o czym często w ogóle nie mamy pojęcia. To jednak nie wszystko. Zanim dieta stanie się naszym celem, powinniśmy zatroszczyć się o siebie na poziomie psychicznym. Proces odchudzania często jest bowiem wynikiem braku akceptacji siebie i patrzenia na siebie oczami innych.
Autorki sensownie argumentują konieczność zmiany takiego sposobu myślenia. Podpowiadają, co za tym stoi, uświadamiają jak z łatwością wpadamy w pułapkę porównań bezlitośnie odzierającą nas z atrakcyjności w naszych własnych oczach. W „FitMind Schudnij bez diet” nie znajdziemy jednak ani jednej polecanej diety. Nie ma tu też przykładowych ćwiczeń. Jest za to multum cennej wiedzy dotyczącej integralności ciała i ducha oraz konieczności ich dostrojenia, by żadne nie sprawiało psikusów.
Książka „FitMind Schudnij bez diet” kipi nienachalną mądrością, która wielu osobom zapewne zrzuci klapki z oczu, a ich dotychczasowe dietetyczne zmagania ukaże w całkiem nowym świetle. Jestem przekonana, że taka zmiana perspektywy niesie wyłącznie korzyści zarówno dla ciała, jak i dla ducha. Niedowiarków odsyłam do tego niebanalnego poradnika Klaudii Pingot i Aleksandry Buchholz. Warto czytać go z uwagą, by wynieść z niego dla siebie jak najwięcej.
Nie da się ukryć, że publikacja ta motywuje do wnikliwego przyjrzenia się sobie i podjęcia wyzwania, jakim jest nie tyle rozsądna utrata kilogramów, ale przede wszystkim polubienie siebie i zaakceptowanie własnych niedoskonałości.
katarzynastec.wordpress.com katarzynastec, 2014-05-04
Jak wygrywać każdy spór. Negocjacje w życiu codziennym
Gdy przeczytałam tytuł książki, który brzmiał „Jak wygrać każdy spór…„, obudziły się we mnie dwa sprzeczne uczucia. Byłam ciekawa, na studiach z psychologii nauczyłam się wielu przydatnych technik, które można stosować nie tylko w zawodzie, ale również i w życiu codziennym. Zastanawiałam się co takiego znajduje się w tej książce i jak bardzo będzie to zbieżne z tym, co dowiedziałam się na studiach. Byłam również delikatnie uprzedzona. Słowa „wygrać KAŻDY spór” kojarzyły mi się z technikami manipulacji i dały wrażenie chwytliwego tytułu, typu jak zrobić coś tam w siedem dni…
Z takimi uczuciami sięgnęłam po książkę i…
Na początku dowiedziałam się, że autorka książki, Anna Łabuz również jest psychologiem tyle, że biznesu. Wykłada w Polskiej Akademii Trenerów Sprzedaży, ale również prowadzi szkolenia z negocjacji i nawiązywania trwałych relacji z klientem. Jest autorką innych książek, więc dla ciekawych polecam odwiedzenie jej strony internetowej: www.annalabuz.pl
W książce znajduje się 8 rozdziałów i moim zdaniem wszystkie są warte przeczytania. Autorka od razu wrzuca Czytelnika na głęboką wodę. Nie mamy nudnych teoretycznych wstępów na temat dyskusji czy emocji, już w pierwszych rozdziałach dowiedziałam się wielu pożytecznych rzeczy i było mi bardzo trudno odłożyć książkę. Łabuz mówi wprost:
"Na jedno musimy się umówić – nie będę łowić za Ciebie ryb. Dostaniesz ode mnie wędkę i cały potrzebny sprzęt. Ale doświadczenie musisz zdobyć sam. Zgromadzisz cały arsenał wiedzy na temat tego, jak radzić sobie w spornej, konfliktowej sytuacji, wypłyniesz na głębokie wody, aby odnieść sukces w dyskusji."
Czytelnik dowiaduje się bez zbędnych przynudzających wstępów, o tym dlaczego się spieramy, czego boimy się w sporach, ukazane są portrety psychologiczne osób, z którymi spór jest bardzo trudny, a czasami niemożliwy. Prostymi przykładami zostają przedstawione sytuacje dnia codziennego, które prowadzą do ostrej kłótni, oraz możliwości ich rozwiązania. Dostajemy również przydatne techniki, które łatwiej pozwolą prowadzić dyskusję. Mamy informację zwrotną z tej „drugiej strony”, jak możemy się czuć gdy ktoś zacznie używać w stosunku do nas takich zwrotów jak „Ty zawsze…”, lub zacznie nas oceniać. Dowiadujemy się jak ważne jest wyrażenie emocji w odpowiednim momencie, oraz umiejętnie wypowiedzenie zdania, które przemycają w swojej treści dodatkowe informacje.
Ja jestem książką zachwycona. Nie tylko moja ciekawość została zaspokojona, ale i uprzedzenia uciszone. Łabuz prowadzi z Czytelnikiem bardzo ciekawy dialog, w którym pozostaje mu tylko przytakiwać i chłonąć płynącą z książki wiedzę. Czułam się uczona, a czasami i pouczana (w pozytywnym znaczeniu tego słowa). W książce nie zastaniemy czczego gadania na temat rozwiązywania sporu. Mamy za to trafne przykłady sytuacji, które zdarzają się codziennie. Nie są to również czysto biznesowe rady o tym jak prowadzić dyskusję z szefem/klientem. Umiejętności, które można zdobyć dzięki książce, z powodzeniem mogą być stosowane podczas prowadzenie sporów z mężem, przyjaciółką czy nastoletnią córką. Na jeden fakt autorka zwraca uwagę: musisz chcieć dojść do porozumienia, choć teraz to może brzmieć banalnie, to w sytuacji spornej jest na wagę złota.
„Jak wygrać każdy spór...” być może ma chwytliwy tytuł, ale jest absolutnie bezpieczną i naprawdę dobrą książką. Autorka nie uczy wygrywania za wszelką cenę, lub nie pokazuje jak ważne jest to aby „moje było na wierzchu”, czego tak bardzo się bałam biorąc książkę do ręki. Nie, to jest ponad 150 stronicowa książka (!), w której zawarte jest całe clou dotyczące sporów, dyskusji i możliwości ich zażegnania.
Polecam książkę z pełną odpowiedzialnością. Zyskała ona moją sympatię jak również wzbudziła ciekawość i chęć wypróbowania tego czego mnie nauczyła w życiu codziennym.
Z takimi uczuciami sięgnęłam po książkę i…
Na początku dowiedziałam się, że autorka książki, Anna Łabuz również jest psychologiem tyle, że biznesu. Wykłada w Polskiej Akademii Trenerów Sprzedaży, ale również prowadzi szkolenia z negocjacji i nawiązywania trwałych relacji z klientem. Jest autorką innych książek, więc dla ciekawych polecam odwiedzenie jej strony internetowej: www.annalabuz.pl
W książce znajduje się 8 rozdziałów i moim zdaniem wszystkie są warte przeczytania. Autorka od razu wrzuca Czytelnika na głęboką wodę. Nie mamy nudnych teoretycznych wstępów na temat dyskusji czy emocji, już w pierwszych rozdziałach dowiedziałam się wielu pożytecznych rzeczy i było mi bardzo trudno odłożyć książkę. Łabuz mówi wprost:
"Na jedno musimy się umówić – nie będę łowić za Ciebie ryb. Dostaniesz ode mnie wędkę i cały potrzebny sprzęt. Ale doświadczenie musisz zdobyć sam. Zgromadzisz cały arsenał wiedzy na temat tego, jak radzić sobie w spornej, konfliktowej sytuacji, wypłyniesz na głębokie wody, aby odnieść sukces w dyskusji."
Czytelnik dowiaduje się bez zbędnych przynudzających wstępów, o tym dlaczego się spieramy, czego boimy się w sporach, ukazane są portrety psychologiczne osób, z którymi spór jest bardzo trudny, a czasami niemożliwy. Prostymi przykładami zostają przedstawione sytuacje dnia codziennego, które prowadzą do ostrej kłótni, oraz możliwości ich rozwiązania. Dostajemy również przydatne techniki, które łatwiej pozwolą prowadzić dyskusję. Mamy informację zwrotną z tej „drugiej strony”, jak możemy się czuć gdy ktoś zacznie używać w stosunku do nas takich zwrotów jak „Ty zawsze…”, lub zacznie nas oceniać. Dowiadujemy się jak ważne jest wyrażenie emocji w odpowiednim momencie, oraz umiejętnie wypowiedzenie zdania, które przemycają w swojej treści dodatkowe informacje.
Ja jestem książką zachwycona. Nie tylko moja ciekawość została zaspokojona, ale i uprzedzenia uciszone. Łabuz prowadzi z Czytelnikiem bardzo ciekawy dialog, w którym pozostaje mu tylko przytakiwać i chłonąć płynącą z książki wiedzę. Czułam się uczona, a czasami i pouczana (w pozytywnym znaczeniu tego słowa). W książce nie zastaniemy czczego gadania na temat rozwiązywania sporu. Mamy za to trafne przykłady sytuacji, które zdarzają się codziennie. Nie są to również czysto biznesowe rady o tym jak prowadzić dyskusję z szefem/klientem. Umiejętności, które można zdobyć dzięki książce, z powodzeniem mogą być stosowane podczas prowadzenie sporów z mężem, przyjaciółką czy nastoletnią córką. Na jeden fakt autorka zwraca uwagę: musisz chcieć dojść do porozumienia, choć teraz to może brzmieć banalnie, to w sytuacji spornej jest na wagę złota.
„Jak wygrać każdy spór...” być może ma chwytliwy tytuł, ale jest absolutnie bezpieczną i naprawdę dobrą książką. Autorka nie uczy wygrywania za wszelką cenę, lub nie pokazuje jak ważne jest to aby „moje było na wierzchu”, czego tak bardzo się bałam biorąc książkę do ręki. Nie, to jest ponad 150 stronicowa książka (!), w której zawarte jest całe clou dotyczące sporów, dyskusji i możliwości ich zażegnania.
Polecam książkę z pełną odpowiedzialnością. Zyskała ona moją sympatię jak również wzbudziła ciekawość i chęć wypróbowania tego czego mnie nauczyła w życiu codziennym.
moznaprzeczytac.pl Natalia, 2014-05-15