Recenzje
Cząstki przyciągania. Jak budować niestandardowe kampanie reklamowe
Książka „Cząstki przyciągania. Jak budować niestandardowe kampanie reklamowe" Natalii Hatalskiej adresowana jest przede wszystkim do tych, którzy wciąż nie mogą wyjść z podziwu nad sukcesem takich produktów i marek jak: iPhone, Crocs, kostka Rubika czy volkswagen beetle. Po prostu nie biorą pod uwagę, że reklamowano je w lepszy, bardziej niestandardowy sposób. Innymi słowy - ktoś skutecznie uświadomił konsumentom, że pragną właśnie takiego smartfona, butów, gry i samochodu. Według autorki, idea przekazana przez reklamę tych produktów okazała się na tyle interesująca, że wytwór umysłu marketera został - niczym wirus - rozniesiony po całym świecie, infekując kolejne ludzkie umysły.
Dzięki wysiłkowi autorki i wydawnictwa Onepress otrzymaliśmy album, w którym znalazło się 158 najciekawszych polskich niestandardowych kampanii reklamowych. Te dobre praktyki, tytułowe „cząstki przyciągania", mogą stać się inspiracją do podejmowania innych niestandardowych działań reklamowych. Album jest także próbą odpowiedzi na pytanie: co takiego musi znaleźć się w niestandardowej kampanii reklamowej, żeby konsument ją „kupił" ale, przede wszystkim, żeby chciał o niej opowiedzieć swoim znajomym, rozsiewając oczekiwanego wirusa.
Dzięki wysiłkowi autorki i wydawnictwa Onepress otrzymaliśmy album, w którym znalazło się 158 najciekawszych polskich niestandardowych kampanii reklamowych. Te dobre praktyki, tytułowe „cząstki przyciągania", mogą stać się inspiracją do podejmowania innych niestandardowych działań reklamowych. Album jest także próbą odpowiedzi na pytanie: co takiego musi znaleźć się w niestandardowej kampanii reklamowej, żeby konsument ją „kupił" ale, przede wszystkim, żeby chciał o niej opowiedzieć swoim znajomym, rozsiewając oczekiwanego wirusa.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-05-12
FitMind. Schudnij bez diet
Dlaczego diety nie działają i ochota na słodycze, czipsy, wraca?
Właśnie dlatego, że sobie ich odmawiasz. A gdyby tak przestać?
Rady, Jak się nie odchudzać i mimo to zyskać ładną sylwetkę, znajdziesz w książce FitMind. Schudnij bez diet. Czego w niej nie ma Przepisów na zdrowe posiłki, ogólnych zasad żywienia, tabel z kaloriami, przykładowych ćwiczeń fitness. Dlaczego Bo książkę napisały nie dietetyczki, tylko coach i terapeutka. Autorki, Klaudia Pingot i Aleksandra Buchholz, obiecują, że pomogą Ci zmienić nawyki i wzmocnić motywację. A przede wszystkim uwierzyć w siebie. Bo to najlepsza droga do tego, by jeść wszystko. I chudnąć.
Właśnie dlatego, że sobie ich odmawiasz. A gdyby tak przestać?
Rady, Jak się nie odchudzać i mimo to zyskać ładną sylwetkę, znajdziesz w książce FitMind. Schudnij bez diet. Czego w niej nie ma Przepisów na zdrowe posiłki, ogólnych zasad żywienia, tabel z kaloriami, przykładowych ćwiczeń fitness. Dlaczego Bo książkę napisały nie dietetyczki, tylko coach i terapeutka. Autorki, Klaudia Pingot i Aleksandra Buchholz, obiecują, że pomogą Ci zmienić nawyki i wzmocnić motywację. A przede wszystkim uwierzyć w siebie. Bo to najlepsza droga do tego, by jeść wszystko. I chudnąć.
Twój Styl 2014-06-01
Barszcz ukraiński. Wydanie II rozszerzone
„Ta książka przypomina miejscami wklęsłą, miejscami wypukłą mapę. To taka Ukraina 3D, której nie spotkamy na co dzień w polskich mediach. Nie jest to mapa, na której widzimy wyłącznie dwie, trzy postacie z kijowskiej sceny politycznej, bliżej granicy z Polską spływający krwią Wołyń, na południu atrakcyjny turystycznie Krym, a na wschodzie stadion Szachtara. To raczej wiele przecinających się płaszczyzn” – pisze Piotr Pogorzelski o swojej książce.
Przytoczone zdanie świetnie oddaje istotę „Barszczu Ukraińskiego” i, jak można przypuszczać, główną ideę przyświecającą jego powstaniu. Jak napisał E. Zozuń odnośnie książki P. Pogorzelskiego: Ukraina w percepcji Polaków jest trochę jak tytułowy barszcz ukraiński – niby dobrze znany w każdym polskim gospodarstwie domowym, a tak naprawdę nie mający nic wspólnego z prawdziwym, ukraińskim wydaniem tej zupy, nawiązując do niej jedynie nazwą. To samo dotyczy samej Ukrainy – wydaje nam się, że dobrze ją znamy, wszak to bliski i geograficznie i kulturowo sąsiad, z którym łączą nas lata wspólnej historii i podobne próby dziejowe, przez które przeszły nasze narody. Jednak tylko nam się tak wydaje, bo, jak doskonale unaocznia Piotr Pogorzelski, nasze „domowe” wyobrażenie o tym kraju w wielu aspektach dalece odbiega od rzeczywistości.
„Barszcz ukraiński” według receptury Piotra Pogorzelskiego jest świetnym kompendium podstawowej wiedzy na temat naszego wschodniego sąsiada. Zdecydowanie jest to pozycja obowiązkowa w książkowym arsenale każdego wschodoznawcy i ukrainisty oraz wszystkich tych, którzy znajdując się na początkowym etapie przygody z Ukrainą, szukają rzetelnego źródła wiedzy na jej temat. Lektura „Barszczu” jest również dobrym sposobem na usystematyzowanie informacji dotyczących Ukrainy dla osób, które posiadają już pewne rozeznanie w tym temacie.
Jest tak właśnie dlatego, że książka Piotra Pogorzelskiego to przede wszystkim przewodnik. Przewodnik specyficzny, bo wiodący poprzez meandry ukraińskiego społeczeństwa, zahaczający o niemal każdy aspekt życia owego społeczeństwa. I tak – od religii przechodzimy ku imprezom, od popsy do ukraińskiego rocka, od przytłaczającego obrazu życia przeciętnego Ukraińca do opływającego w luksusy życia oligarchów i nowobogackich. Zatem czytelnik pogrąża się w naprawdę rzetelny, niemal anatomiczny przekrój ukraińskiego społeczeństwa (oczywiście na tyle szczegółowy, na ile pozwalają na to niewielkie rozmiary książki – ok. 300 stron).
Mimo szerokiego spektrum opisu ukraińskiej rzeczywistości, podczas lektury pierwszego wydania nie mogłem pozbyć się wrażenia, że brakuje tu czegoś – niby niewielkiego fragmentu, ale jednak fragmentu znaczącego. Oczywiście, chodzi o ruch zapoczątkowany w listopadzie 2013 r. zwany „Euromajdanem”, Rewolucją Godności. O ile mi wiadomo, ten najbardziej aktualny, wciąż nieschodzący z ust i spędzający sen z powiek analitykom stosunków międzynarodowych temat, do książki nie załapał się czystym przypadkiem. Bardzo niefortunny zbieg okoliczności – tym bardziej, że bez tego, cała pozycja wydawała się lekko oderwana od rzeczywistości, w pewnym sensie osadzona w świecie, który minął i już nigdy nie powróci, co, niestety, obniżało wartość poznawczą pierwszego wydania, przy czym trzeba zaznaczyć – nie z winy autora.
I wtem, niczym manna z nieba na moje smęcenie spłynęło nowe rozszerzone wydanie „Barszczu Ukraińskiego” uzupełnione o to, czego tak mi brakowało w pierwotnej wersji książki – rozdziałem poświęconym Euromajdanowi pt. „Rewolucja godności”. Autor jak zwykle trafnie i przystępnie przedstawia ogólny zarys wydarzeń na Majdanie, tym samym wieńcząc książkę elementem całkowicie zmieniającym odbiór i kontekst całości. Dlatego tym bardziej warto sięgnąć po drugie, rozszerzone wydanie „Barszczu ukraińskiego”. Mogę je śmiało polecić każdemu, kto interesuje się Ukrainą.
Przytoczone zdanie świetnie oddaje istotę „Barszczu Ukraińskiego” i, jak można przypuszczać, główną ideę przyświecającą jego powstaniu. Jak napisał E. Zozuń odnośnie książki P. Pogorzelskiego: Ukraina w percepcji Polaków jest trochę jak tytułowy barszcz ukraiński – niby dobrze znany w każdym polskim gospodarstwie domowym, a tak naprawdę nie mający nic wspólnego z prawdziwym, ukraińskim wydaniem tej zupy, nawiązując do niej jedynie nazwą. To samo dotyczy samej Ukrainy – wydaje nam się, że dobrze ją znamy, wszak to bliski i geograficznie i kulturowo sąsiad, z którym łączą nas lata wspólnej historii i podobne próby dziejowe, przez które przeszły nasze narody. Jednak tylko nam się tak wydaje, bo, jak doskonale unaocznia Piotr Pogorzelski, nasze „domowe” wyobrażenie o tym kraju w wielu aspektach dalece odbiega od rzeczywistości.
„Barszcz ukraiński” według receptury Piotra Pogorzelskiego jest świetnym kompendium podstawowej wiedzy na temat naszego wschodniego sąsiada. Zdecydowanie jest to pozycja obowiązkowa w książkowym arsenale każdego wschodoznawcy i ukrainisty oraz wszystkich tych, którzy znajdując się na początkowym etapie przygody z Ukrainą, szukają rzetelnego źródła wiedzy na jej temat. Lektura „Barszczu” jest również dobrym sposobem na usystematyzowanie informacji dotyczących Ukrainy dla osób, które posiadają już pewne rozeznanie w tym temacie.
Jest tak właśnie dlatego, że książka Piotra Pogorzelskiego to przede wszystkim przewodnik. Przewodnik specyficzny, bo wiodący poprzez meandry ukraińskiego społeczeństwa, zahaczający o niemal każdy aspekt życia owego społeczeństwa. I tak – od religii przechodzimy ku imprezom, od popsy do ukraińskiego rocka, od przytłaczającego obrazu życia przeciętnego Ukraińca do opływającego w luksusy życia oligarchów i nowobogackich. Zatem czytelnik pogrąża się w naprawdę rzetelny, niemal anatomiczny przekrój ukraińskiego społeczeństwa (oczywiście na tyle szczegółowy, na ile pozwalają na to niewielkie rozmiary książki – ok. 300 stron).
Mimo szerokiego spektrum opisu ukraińskiej rzeczywistości, podczas lektury pierwszego wydania nie mogłem pozbyć się wrażenia, że brakuje tu czegoś – niby niewielkiego fragmentu, ale jednak fragmentu znaczącego. Oczywiście, chodzi o ruch zapoczątkowany w listopadzie 2013 r. zwany „Euromajdanem”, Rewolucją Godności. O ile mi wiadomo, ten najbardziej aktualny, wciąż nieschodzący z ust i spędzający sen z powiek analitykom stosunków międzynarodowych temat, do książki nie załapał się czystym przypadkiem. Bardzo niefortunny zbieg okoliczności – tym bardziej, że bez tego, cała pozycja wydawała się lekko oderwana od rzeczywistości, w pewnym sensie osadzona w świecie, który minął i już nigdy nie powróci, co, niestety, obniżało wartość poznawczą pierwszego wydania, przy czym trzeba zaznaczyć – nie z winy autora.
I wtem, niczym manna z nieba na moje smęcenie spłynęło nowe rozszerzone wydanie „Barszczu Ukraińskiego” uzupełnione o to, czego tak mi brakowało w pierwotnej wersji książki – rozdziałem poświęconym Euromajdanowi pt. „Rewolucja godności”. Autor jak zwykle trafnie i przystępnie przedstawia ogólny zarys wydarzeń na Majdanie, tym samym wieńcząc książkę elementem całkowicie zmieniającym odbiór i kontekst całości. Dlatego tym bardziej warto sięgnąć po drugie, rozszerzone wydanie „Barszczu ukraińskiego”. Mogę je śmiało polecić każdemu, kto interesuje się Ukrainą.
eastwestinfo.eu Piotr Furmaniak
C'est du gâteau, czyli bułka z masłem! Repetytorium z języka francuskiego od poziomu podstawowego do b1/b2
Książeczka przedstawia się na okładce, jako "prawdziwa rewolucja francuska w nauce gramatyki". A jak wygląda rzeczywistość po otwarciu okładki?
Nie jestem ekspertem od gramatyki języka francuskiego, ale myślę, jak pewnie wielu innych uczących się tego języka, że jest dosyć bogata i trudna. Książeczka Magdaleny Adaszewskiej - nauczycielki, tłumaczki, stypendystki uniwersytetów w Szwajcarii na pierwszy rzut oka wygląda, jakby tego bogactwa trochę nie doceniała lub… bagatelizowała problem. Informacje są przekazane na 176 stronach formatu A5 (pozostałe strony to odpowiedzi i czyste strony do zapisania nowych słówek) w towarzystwie obrazków i ku mojemu rozczarowaniu wielu pustych miejsc (pół czystej strony co drugą/trzecią kartkę to niestety standard). Sprawia to może, że informacje są bardziej czytelne, ale poniekąd trochę oszukuje czytelnika, który nastawia się na prawie 200 stron repetytorium gramatycznego, a w rezultacie otrzymuje ok. 150 (tak "na oko"). Kolejną problematyczną kwestią są ćwiczenia. Jest ich po prostu bardzo mało - jedno/dwa ćwiczenia do każdego tematu. Tutaj jednak muszę przyznać, że to chyba wspólna cecha polskich publikacji z gramatyki języka francuskiego. Być może jest jakieś ograniczenie, z którego my, czytelnicy, nie zdajemy sobie sprawy.
Zaczęłam od wad książki, bo są dosyć spore i rzucają się w oczy. Teraz natomiast czas na dobre strony tej książki, które wydają się być szczegółami, ale moim zdaniem są niezwykle istotne. Pierwszym ułatwieniem są tematy gramatyczne podane po francusku i po polsku zarówno w spisie treści, jak i głównej części książki. Dzięki temu nie musimy poświęcać dodatkowego czasu na szukanie francuskiego odpowiednika zagadnienia gramatycznego, które np. w naszym podręczniku pojawiło się akurat po polsku. Poza tym daje to również możliwość porównywania gramatyki języka obcego z naszą ojczystą, co jest świetną metodą nauki i pomaga w zrozumieniu wielu zasad. Kolejnym niewątpliwym plusem są odpowiedzi z wyjaśnieniami. Dzięki nim sami możemy dostrzec źródło naszych błędów oraz zrozumieć, co robimy nie tak. To prawdziwa gratka dla samouków i muszę przyznać, że dziwi mnie, że wciąż w tak wielu książkach odpowiedzi są ograniczone jedynie do listy, która automatycznie sprawdzona nie wprowadza absolutnie niczego do naszej nauki. W C'est du gâteau, odpowiedzi uczą, co jest po części taką małą rewolucją. No i wreszcie, informacje są podane w bardzo syntetycznej formie. Z jednej strony możemy je uznać za "skrótowe", z drugiej jednak, dobre są na początek dla wprowadzenia podstaw zagadnienia, które po przećwiczeniu możemy dalej uzupełniać gdzie indziej. Informacje w takiej formie nie przytłaczają ucznia i nie pozwalają mu się zagubić w czeluściach piekielnych gramatyki francuskiej (na pewno znajdą się początkujący, którzy tak właśnie odbierają gramatykę francuską ;)).
Podsumowując:
ZALETY:
+ odpowiedzi z wyjaśnieniami
+ tematy w wersji polskiej i francuskiej
+ uporządkowane, syntetycznie przekazane zasady gramatyczne
WADY:
- dużo mniej treści, niż to wygląda na pierwszy rzut oka (puste strony)
- mało ćwiczeń
Nie jestem ekspertem od gramatyki języka francuskiego, ale myślę, jak pewnie wielu innych uczących się tego języka, że jest dosyć bogata i trudna. Książeczka Magdaleny Adaszewskiej - nauczycielki, tłumaczki, stypendystki uniwersytetów w Szwajcarii na pierwszy rzut oka wygląda, jakby tego bogactwa trochę nie doceniała lub… bagatelizowała problem. Informacje są przekazane na 176 stronach formatu A5 (pozostałe strony to odpowiedzi i czyste strony do zapisania nowych słówek) w towarzystwie obrazków i ku mojemu rozczarowaniu wielu pustych miejsc (pół czystej strony co drugą/trzecią kartkę to niestety standard). Sprawia to może, że informacje są bardziej czytelne, ale poniekąd trochę oszukuje czytelnika, który nastawia się na prawie 200 stron repetytorium gramatycznego, a w rezultacie otrzymuje ok. 150 (tak "na oko"). Kolejną problematyczną kwestią są ćwiczenia. Jest ich po prostu bardzo mało - jedno/dwa ćwiczenia do każdego tematu. Tutaj jednak muszę przyznać, że to chyba wspólna cecha polskich publikacji z gramatyki języka francuskiego. Być może jest jakieś ograniczenie, z którego my, czytelnicy, nie zdajemy sobie sprawy.
Zaczęłam od wad książki, bo są dosyć spore i rzucają się w oczy. Teraz natomiast czas na dobre strony tej książki, które wydają się być szczegółami, ale moim zdaniem są niezwykle istotne. Pierwszym ułatwieniem są tematy gramatyczne podane po francusku i po polsku zarówno w spisie treści, jak i głównej części książki. Dzięki temu nie musimy poświęcać dodatkowego czasu na szukanie francuskiego odpowiednika zagadnienia gramatycznego, które np. w naszym podręczniku pojawiło się akurat po polsku. Poza tym daje to również możliwość porównywania gramatyki języka obcego z naszą ojczystą, co jest świetną metodą nauki i pomaga w zrozumieniu wielu zasad. Kolejnym niewątpliwym plusem są odpowiedzi z wyjaśnieniami. Dzięki nim sami możemy dostrzec źródło naszych błędów oraz zrozumieć, co robimy nie tak. To prawdziwa gratka dla samouków i muszę przyznać, że dziwi mnie, że wciąż w tak wielu książkach odpowiedzi są ograniczone jedynie do listy, która automatycznie sprawdzona nie wprowadza absolutnie niczego do naszej nauki. W C'est du gâteau, odpowiedzi uczą, co jest po części taką małą rewolucją. No i wreszcie, informacje są podane w bardzo syntetycznej formie. Z jednej strony możemy je uznać za "skrótowe", z drugiej jednak, dobre są na początek dla wprowadzenia podstaw zagadnienia, które po przećwiczeniu możemy dalej uzupełniać gdzie indziej. Informacje w takiej formie nie przytłaczają ucznia i nie pozwalają mu się zagubić w czeluściach piekielnych gramatyki francuskiej (na pewno znajdą się początkujący, którzy tak właśnie odbierają gramatykę francuską ;)).
Podsumowując:
ZALETY:
+ odpowiedzi z wyjaśnieniami
+ tematy w wersji polskiej i francuskiej
+ uporządkowane, syntetycznie przekazane zasady gramatyczne
WADY:
- dużo mniej treści, niż to wygląda na pierwszy rzut oka (puste strony)
- mało ćwiczeń
jezykikulturaswiat.blogspot.com 2014-05-20
Mystery method. Sekretne strategie artysty podrywu
„Mystery" to najjaśniejsza gwiazda wśród uwodziciele. To Michael Jordan w grze zwanej podrywaniem. To George Clooney mistrzowskiego flirtu. To Krzysztof Hołowczyc miłosnych manewrów. To David Beckcham niezapomnianego romansu. O on właśnie podzieli się z Tobą swoimi metodami. Czy jesteś gotów? Czy Polska jest na to gotowa?
W ręku trzymasz nowy, ulepszony podręcznik playboya XXI wieku i klucz do sypialni wszystkich pięknych kobiet, o których marzysz” – Tekst, który znajduje się na tyle książki jest całkiem zachęcający do dalszej lektury.
Zresztą Mystery’ego zawsze będę dążył sympatią, w końcu on był jedną z głównych postaci opisanych w „Grze” Neila Straussa od której zacząłem swoją przygodę z uwodzeniem ładnych parę lat temu. Nie ukrywam, że jego materiały stanowiły podstawę mojej edukacji w tamtym czasie, więc z niekłamaną ciekawością sięgnąłem po tę pozycję – czyżbym miał okazję dowiedzieć się czegoś nowego o uwodzeniu i relacjach damsko- męskich?
Książka ma 275 stron i wydana została w miękkiej oprawie. Nie jestem żadnym artystom ani grafikiem, ale minimalistyczna forma okładki przypadła mi do gustu.
Książka jest połączeniem kilku naprawdę ciekawych opowieści z życia autora oraz stosowanych przez niego technik uwodzenia. Na końcu możemy znaleźć słowniczek pojęć używanych w społeczności uwodzicieli. Jako, że zawsze odradzam stosowanie ich w życiu codziennym, to z lekkim rozbawieniem czytałem czym jest „błyskawka” albo legendarna „sukotarcza”. Jeśli chcesz być traktowany poważnie to również powinieneś potraktować go wyłącznie jako ciekawostkę.
Co do fragmentów opisujących życie Mystery’ego to są naprawdę ciekawe i bardzo przyjemnie się je czyta. Przypomniałem sobie jak z wypiekami na twarzy pochłaniałem kolejne przygody Straussa w "Grze” na początku swojej przygody z uwodzeniem kiedy całe moje umiejętności zawierały się w zdobytej teorii. Wiele z nich zawiera całkiem szczegółowe opisy rozmów, które mogą być całkiem pomocne dla początkujących adeptów uwodzenia (o ile oczywiście potraktuje je jako wzór, bo uczenie się ich na pamięć nie ma większego sensu”.
Natomiast techniki, które możesz znaleźć w książce okazują się być… nieco przestarzałe. Jest to po prostu nieco rozbudowany klasyczny M-3 model, który jest niewystarczający do skutecznego nauczenia się arkanów uwodzenia. Spora część tekstów, które prezentuje w swojej książce Mystery po prostu nie sprawdzi się w polskich warunkach z racji nieco odmiennego podejścia prezentowanego przez kobiety w naszym kraju.
Bardzo mało jest informacji na temat pracy nad swoimi przekonaniami oraz pewnością siebie – kluczowymi kwestiami, z którymi każdy, kto zaczyna swoją przygodę z uwodzeniem, powinien zaznajomić się na początku, ponieważ nawet najsprytniejszy tekst wypowiedziany w strachliwy i cichy sposób, ze złą mową ciała, traci całkowicie na skuteczności.
Nie mogę jednak powiedzieć, że wszystkie techniki są nieskuteczne – spora część z nich może okazać się całkiem przydatna (jak zawsze Mystery dostarcza sporo pomysłów na ciekawe i nieszablonowe negi)…. jednak dla kogoś kto opanował już podstawy i potrafi poprowadzić rozmowę z nieznajomą kobietą, przy czym znowu, nie polecałbym uczenia się ich na pamięć, tylko potraktował jako paliwo do obudzenia własnej kreatywności.
„Sekretne strategie artysty podrywu” jest książką na pewno ciekawą i uważam, że warto ją przeczytać choćby dla zawartych w niej historii przygód tego jakby nie patrzeć, legendarnego uwodziciela, ale należy podchodzić do niej z odpowiednim dystansem, starannie selekcjonując zawarte w niej informacje (powtórzę jeszcze raz – nie ucz się słowniczka!). Dla mnie ta książka była miłym przypomnieniem moich początków z uwodzeniem oraz ciekawym reportażem, ale kto wie – może dla Ciebie będzie kolejnym krokiem ku przemianie w mężczyznę otaczającym się na co dzień pięknymi kobietami – tylko pamiętaj, że teksty na podryw dzieli bardzo daleka droga od skutecznego uwodzenia.
W ręku trzymasz nowy, ulepszony podręcznik playboya XXI wieku i klucz do sypialni wszystkich pięknych kobiet, o których marzysz” – Tekst, który znajduje się na tyle książki jest całkiem zachęcający do dalszej lektury.
Zresztą Mystery’ego zawsze będę dążył sympatią, w końcu on był jedną z głównych postaci opisanych w „Grze” Neila Straussa od której zacząłem swoją przygodę z uwodzeniem ładnych parę lat temu. Nie ukrywam, że jego materiały stanowiły podstawę mojej edukacji w tamtym czasie, więc z niekłamaną ciekawością sięgnąłem po tę pozycję – czyżbym miał okazję dowiedzieć się czegoś nowego o uwodzeniu i relacjach damsko- męskich?
Książka ma 275 stron i wydana została w miękkiej oprawie. Nie jestem żadnym artystom ani grafikiem, ale minimalistyczna forma okładki przypadła mi do gustu.
Książka jest połączeniem kilku naprawdę ciekawych opowieści z życia autora oraz stosowanych przez niego technik uwodzenia. Na końcu możemy znaleźć słowniczek pojęć używanych w społeczności uwodzicieli. Jako, że zawsze odradzam stosowanie ich w życiu codziennym, to z lekkim rozbawieniem czytałem czym jest „błyskawka” albo legendarna „sukotarcza”. Jeśli chcesz być traktowany poważnie to również powinieneś potraktować go wyłącznie jako ciekawostkę.
Co do fragmentów opisujących życie Mystery’ego to są naprawdę ciekawe i bardzo przyjemnie się je czyta. Przypomniałem sobie jak z wypiekami na twarzy pochłaniałem kolejne przygody Straussa w "Grze” na początku swojej przygody z uwodzeniem kiedy całe moje umiejętności zawierały się w zdobytej teorii. Wiele z nich zawiera całkiem szczegółowe opisy rozmów, które mogą być całkiem pomocne dla początkujących adeptów uwodzenia (o ile oczywiście potraktuje je jako wzór, bo uczenie się ich na pamięć nie ma większego sensu”.
Natomiast techniki, które możesz znaleźć w książce okazują się być… nieco przestarzałe. Jest to po prostu nieco rozbudowany klasyczny M-3 model, który jest niewystarczający do skutecznego nauczenia się arkanów uwodzenia. Spora część tekstów, które prezentuje w swojej książce Mystery po prostu nie sprawdzi się w polskich warunkach z racji nieco odmiennego podejścia prezentowanego przez kobiety w naszym kraju.
Bardzo mało jest informacji na temat pracy nad swoimi przekonaniami oraz pewnością siebie – kluczowymi kwestiami, z którymi każdy, kto zaczyna swoją przygodę z uwodzeniem, powinien zaznajomić się na początku, ponieważ nawet najsprytniejszy tekst wypowiedziany w strachliwy i cichy sposób, ze złą mową ciała, traci całkowicie na skuteczności.
Nie mogę jednak powiedzieć, że wszystkie techniki są nieskuteczne – spora część z nich może okazać się całkiem przydatna (jak zawsze Mystery dostarcza sporo pomysłów na ciekawe i nieszablonowe negi)…. jednak dla kogoś kto opanował już podstawy i potrafi poprowadzić rozmowę z nieznajomą kobietą, przy czym znowu, nie polecałbym uczenia się ich na pamięć, tylko potraktował jako paliwo do obudzenia własnej kreatywności.
„Sekretne strategie artysty podrywu” jest książką na pewno ciekawą i uważam, że warto ją przeczytać choćby dla zawartych w niej historii przygód tego jakby nie patrzeć, legendarnego uwodziciela, ale należy podchodzić do niej z odpowiednim dystansem, starannie selekcjonując zawarte w niej informacje (powtórzę jeszcze raz – nie ucz się słowniczka!). Dla mnie ta książka była miłym przypomnieniem moich początków z uwodzeniem oraz ciekawym reportażem, ale kto wie – może dla Ciebie będzie kolejnym krokiem ku przemianie w mężczyznę otaczającym się na co dzień pięknymi kobietami – tylko pamiętaj, że teksty na podryw dzieli bardzo daleka droga od skutecznego uwodzenia.
perfectdating.pl Jan Gajos