ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Barszcz ukraiński

Świat się zmienia, a wraz z nim oligarchowie



Gdy zaczynałam czytać tę książkę, było już po Majdanie i po wcześniejszych wyborach prezydenckich na Ukrainie. Gdy ją skończyłam – samolot malezyjskich linii lotniczych rozbił się na terytorium ukraińskim (a może to już terytorium rosyjskie, bo w końcu rządzą tam separatyści?). Gdzieś pomiędzy jest prawda i kraj, o którym napisał polskich dziennikarz, który spędził na Ukrainie kilka lat życia zawodowego.

 

„Barszcz ukraiński” pomaga w lepszym zrozumieniu tego, co spowodowało, że ludność zebrała się w Kijowie na Majdanie, że doprowadziła do wcześniejszych wyborów prezydenckich, że wreszcie przestała zrównywać język rosyjski z językiem ukraińskim we własnym kraju oraz odwołała zmiany w konstytucji, które wprowadził znienawidzony prezydent. To się już stało. Dzięki tej książce można poznać dualizm językowy, jaki dotyka większość Ukraińców, tłumaczenie niektórych zachowań oligarchów, wyjaśnienie dlaczego na Ukrainie praktycznie się nie tworzy własnych filmów i nie wydaje książek po ukraińsku. Zastanawiające, dlaczego tak się dzieje? Dla Polaków to nie do pomyślenia, aby w Polsce miał obowiązywać jakikolwiek drugi język, który byłby równie – prawnie - uprzywilejowany. Trudno także zrozumieć, dlaczego miałoby nie być książek w języku ojczystym, dlaczego nie miałoby być stacji telewizyjnych, programów czy filmów.

 

A jednak jest to możliwe. Ta książka tłumaczy także fenomen popsy (to akurat fascynacja muzyczna), wyjaśnia, dlaczego oligarchowie nie przejmują mediów (bo media to nie biznes, a ich nie interesuje propaganda, a zarabianie pieniędzy) i dlaczego zdecydowali się oni wspomóc kraj w organizacji EURO2012. Bo to właściwie bogaci biznesmeni finansowali stadiony, lotniska, remonty, a czasem także drogi, choć miało to robić w większości państwo.

 

Sporo miejsca autor poświęca także na wyjaśnienie fenomenu „rodziny” Janukowycza oraz jego politycznego otoczenia. Akurat ta część opowieści jest doskonałym tłem politycznym do tego, co się wydarzyło już po wydaniu książki, bo przecież życie dopisuje samo ciąg dalszy do każdej historii. I chociaż nikt nie przewidział aneksji Krymu, to jednak rosyjskojęzyczny wschód kraju usiłował być niezależny niemal od zawsze. Równie ciekawy może być ukraiński sentyment za Związkiem Radzieckim i tym wszystkim, co sobą reprezentował, bo to był okres dobrobytu, choć nieco ograniczonego, także w ukraińskiej republice radzieckiej.

 

Jest też rozdział o Wołyniu.

 

Prawdziwym plastrem i miodem na serce jest rozdział, w którym Ukraińcy mówią o tym, co cenią w Polsce i Polakach, na które nasze narodowe cechy zwracają uwagę w sensie pozytywnym oraz dlaczego cenią polską kulturę, a w niektórych przypadkach – dlaczego mówią po polsku.

 

A czytelnikom się należy prawdziwy barszcz ukraiński, podawany na Ukrainie z dodatkiem śmietany.

Wirtualna Polska Agnieszka Pogorzelska

Cypherpunks. Wolność i przyszłość internetu

NIE MA RATUNKU?

Czy zatem jesteśmy zgubieni i nie ma dla nas żadnego ratunku? Nie, wszyscy czterej panowie są zgodni, że można jeszcze uratować nasz świat przed orwellowską przyszłością. Należy tylko edukować społeczeństwo i uświadamiać je w kwestiach zabezpieczeń. Przykład masowych protestów przeciwko ACTA i amerykańskim SOPA / PIPA pokazał, że ludziom też zależy na wolności w Internecie – wystarczy tylko odpowiednio nagłośnić problem. Assange porównuje sytuację do obsesyjnego mycia rąk, które weszło ludziom w nawyk, gdy postraszyło się ich niewidzialnymi stworami, przenoszącymi zarazki i żyjącymi na naszych dłoniach (w jego wypowiedziach pełno jest takich sugestywnych porównań). I chociażby ta książka świetnie się nadaje do takiego uświadamiania. Dość wspomnieć, że wzbogacono ją bardzo bogatymi przypisami, które – gdy kontekst tego wymaga – potrafią mieć i dwie strony. Wszystko po to, by w całej rozmowie mogli bez problemu odnaleźć się również ludzie, którzy nie śledzili afer związanych z WikiLeaks i nie są szczególnie obeznani w internetowej terminologii. Na pochwałę zasługuje też fakt, że choć w rozmowie biorą udział przedstawiciele tylko jednej strony barykady, sam Assange często przyjmuje rolę adwokata diabła i korzysta z argumentów stosowanych przez jego przeciwników.

W świetle coraz to nowych ustaw wzorowanych na wspomnianej ACTA czy afer w stylu ujawnionego niedawno projektu inwigilacji PRISM, książka Assange’a wzbudza jeszcze większy niepokój. Bo to potwierdza, że jego wypowiedzi nie są kolejną spiskową teorią dziejów na miarę Roswell czy chemtrails – niebezpieczeństwo jest całkiem realne. Oczywiście wcale w to wszystko nie wierzę i Wam też nie radzę. I wcale nie polecam zapoznawać się z tą książką. I zgadzam się, że Assange’a należy publicznie zlinczować.
Bookznami.pl Jakub Gańko, 2014-08-16

Budujące rozmowy. Szczęśliwy związek bez konfliktów

„Natura dała nam jeden język, a dwoje uszu, po to abyśmy słuchali dwa razy więcej, niż mówimy” – to chyba jedno z ważniejszych przesłań w tej książce.
Autorka książki, prawniczka, terapeutka par i mediatorka stawia w tej książce na: komunikację, narzędzia i wiedzę. Wierzy, że to podstawa udanego i szczęśliwego związku, a w większości przypadków skonfliktowanych par, nie jest wymagana terapia małżeńska, z czym nie do końca się zgadzam.

Z poradnika dowiemy się, jak stosować technikę skutecznej komunikacja czy asertywności w związku. Autorka przedstawia kilka pomysłów na użycie tzw. Komunikatu ‘JA’ (Ja Czuję …, Kiedy Ty …, Ponieważ… Chcę ….).
Ciekawe dla mnie było, że to jedna z nielicznych książek tego typu, w której autorka zwraca uwagę na siłę drobnych uprzejmości, o których zapominamy na co dzień w relacji z najbliższymi. Takie słowa jak: „dziękuję, proszę, dzień dobry” z łatwością przychodzą nam do obcych ludzi czy sąsiada, a jakże często zapominamy o nich w komunikacji z partnerem….A to już początek drogi od kochanków…. do współlokatorów.

Jeśli zgadzasz się, ze stwierdzeniem „możesz mieć rację, ale możesz też być szczęśliwy” przeczytaj tę książkę i dowiedz się, jak możesz poprawić jakość waszego związku. Nie sądzę by książka zadziałała jak dotyk czarodziejskiej różdżki, ale może być początkiem podróży w głąb poznawania siebie samego i siebie nawzajem.

Kochać i być kochanym to przecież pragnienie każdego z nas. Wierzę, że po przez wzajemny szacunek, zrozumienie, współczucie i przyjaźń jest to możliwe.
wolowska.pl Marta Wołowska Ciaś

Alchemia sprzedaży, czyli jak skutecznie sprzedawać produkty, usługi, pomysły i wizerunek samego siebie

Idę o zakład, że ktoś zaraz powie: ale ja nic nie sprzedaję! Błąd. Nawet na rozmowie rekrutacyjnej sprzedajesz samego siebie. Ta książka przyda się nawet tym, którzy od czasu do czasu próbują przekonać kogoś do swojego pomysłu.

Na 248 stronach znajdziesz całą masę przykładów, potwierdzających coś, o czym pisałem kiedyś na swoim blogu we wpisie pt.:”To może być twoja najlepsza inwestycja„. Chodzi o niezaprzeczalny fakt, że w dzisiejszych czasach twój sukces zależy w znacznej mierze od jakości relacji, które potrafisz zbudować.

Książka Konrada Pankiewicza to bardzo dobrze skondensowana, a przede wszystkim uniwersalna wiedza o budowaniu sympatii, wiarygodności i zaufaniu. Ale jest ona tylko dla tych, którzy wyznają zasadę, że wyłącznie bez ściemy uda zbudować się coś wartościowego.
socialtalk.pl 2014-07-14

Książeczka minimalisty. Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka

Jak żyć, mając mniej

Przyszedł taki czas w moim życiu, kiedy rozglądnęłam się wokół siebie i zakrzyknęłam: Skąd tu tyle rzeczy? No, może nie do końca tak to było, bo jednak doskonale wiem, skąd się wzięły te wszystkie książki, notatki, zeszyty, ubrania, buty i lakiery do paznokci. Szczególnie lakiery do paznokci. I przyszedł taki czas, kiedy te olbrzymie ilości klamotów zgromadzone na moich ośmiu metrach kwadratowych zaczęły mi zwyczajnie przeszkadzać. I nie było to spowodowane jedynie faktem, iż nie miałam jak wcisnąć trzech nowych tomów Śliwki na półkę, jeno przeżycie było bardziej duchowe. Jak to bywa w takich sytuacjach, Internet sam z siebie zawiódł mnie tak gdzie potrzeba: na strony, blogi, videoblogi i książki minimalistów. Tak, dobrze czytacie.

Z tego co widzę, minimalizm w ostatnim czasie staje się czymś niezwykle popularnym. To, co niedawno stanowiło oznakę ekscentryczności, staje się powoli stylem życia, służącym mieszkańcom państw z galopującą konsumpcją do walki z ów zjawiskiem. Bo po prawdzie, nie stać nas już na takie życie – w obrocie nie ma aż tyle pieniędzy, abyśmy wszyscy mogli kupić wszystko, na Ziemi nie ma tyle dóbr naturalnych, by je dalej produkować, ani miejsc na składowanie odpadów, klimat dycha ostatkiem sił a lasy nikną w oczach.

Po drugiej stronie obsesyjnego kupowania znajdziemy skrajny minimalizm – ludzi, którzy za cel postawili sobie życie z tylko setką przedmiotów lub mniej, dziesięcioelementowe garderoby, bojkot wszelkich kart płatniczych, weganizm, a nawet życie z jedną walizką i przenoszenie się stale z miejsca na miejsce. To jednak, co innych czyni szczęśliwymi, dla innych może być jednak zbyt daleko posunięte. Można być minimalistą i nie liczyć przedmiotów które się ma, jedynie być świadomym tego, co się ma i po co, i można powoli zmierzać do minimalizmu, nigdy do niego nie dochodząc (ale pozbywając się niepotrzebnych w domu przedmiotów, pomagając przy tym najuboższym z własnej dzielnicy i odkrywając jednocześnie, że jednak ma się dywan z pokoju gościnnym).

Jak już wiele razy powtarzałam, każde moje nowe zainteresowanie skutkuje poszukiwaniem książki na ten temat. Tym razem padło na malutką Książeczkę minimalisty Leo Babauty. To idealna lektura dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tym stylem życia, i którzy szukają inspiracji i praktycznych porad jak wcielić minimalizm w swoje życie. Babauta lekko i z humorem dzieli się swoimi doświadczeniami w tym zakresie. Dla mnie niektóre jego rozwiązania są zbyt daleko idące (nie wyobrażam sobie korzystać z komputera bez myszki), jednak szereg jego porad bardzo mi się przydało na mojej drodze do zmniejszenia… wszystkie wokół. Autor nie porusza z resztą tylko kwestii materialnych, ale i pisze na przykład o minimalistycznych finansach (co wcale nie musi oznaczać minimalnego budżetu, wprost przeciwnie) czy minimalistycznym jedzeniu (sami wiecie, ile jedzenia dziennie trafia do śmietników na całym świecie).

Ale przede wszystkim Książeczka minimalisty nastraja czytelnika pozytywnie do życia, w którym największe znaczenie mają rodzina, przyjaciele, zainteresowania, spokój, czyste powietrze i przestrzeń, w której łatwo zgromadzić myśli lub zrelaksować się. Bo nawet jeśli nie chcemy żyć z tylko setką przedmiotów, to i tak każdy z nas wyciśnie z tego stylu życia coś dla siebie.
krakowskieczytanie.blogspot.com Viv, 2014-07-14

Alchemia sprzedaży, czyli jak skutecznie sprzedawać produkty, usługi, pomysły i wizerunek samego siebie

Idę o zakład, że ktoś zaraz powie: ale ja nic nie sprzedaję! Błąd. Nawet na rozmowie rekrutacyjnej sprzedajesz samego siebie. Ta książka przyda się nawet tym, którzy od czasu do czasu próbują przekonać kogoś do swojego pomysłu.

Na 248 stronach znajdziesz całą masę przykładów, potwierdzających coś, o czym pisałem kiedyś na swoim blogu we wpisie pt.:”To może być twoja najlepsza inwestycja„. Chodzi o niezaprzeczalny fakt, że w dzisiejszych czasach twój sukces zależy w znacznej mierze od jakości relacji, które potrafisz zbudować.

Książka Konrada Pankiewicza to bardzo dobrze skondensowana, a przede wszystkim uniwersalna wiedza o budowaniu sympatii, wiarygodności i zaufaniu. Ale jest ona tylko dla tych, którzy wyznają zasadę, że wyłącznie bez ściemy uda zbudować się coś wartościowego.
socialtalk.pl 2014-07-14