ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Jak dbać o włosy. Poradnik dla początkującej włosomaniaczki

Anna Kołomycen [Anwen], Jak dbać o długie włosy?

Tytułowych nie posiadam, więc pozycja to nie dla mnie, natomiast nie trzeba być krytykiem, by interesować się kinematografią, prawda? W książce Anwen chodzi o włosy. Długie, ale też zdrowe, piękne, bez problemów skóry głowy. Myte i pielęgnowane produktami, które naprawdę działają, a nie zapychają i tłamszą mieszki włosowe. Jeśli więc macie włosomaniaczkę wśród znajomych, to będzie idealny prezent. No i zobaczcie, co o wydawnictwie pisze sama autorka: „Nie opiszę Wam jakie to uczucie, gdy trzymacie swoje spełnione marzenie w dłoni, bo tego opisać się nie da. Powiem Wam tylko, że teraz już się nie będę bała marzyć, bo wiem, że nawet te z pozoru nierealne marzenia mogą się spełnić jeśli tylko będziemy tego bardzo, bardzo chcieć! ” – 100% pasji!
BlessTheMess.pl Ilona Pawłowska

Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!

Radzka radzi: Tobie dobrze w tym – recenzja

Nie wiem czemu, ale do wszelkich publikacji sygnowanych nazwiskiem blogerek lub blogerów podchodziłam z dużą rezerwą i dystansem. Nie znaczy to, że nie ufam ich pisarskim zdolnościom (zajrzyjcie chociażby do książki Anny Mularczyk-Meyer “Minimalizm po polsku”), po prostu bloger jest dla mnie silnie zakorzeniony w publikacjach internetowych. Może to też dlatego, że wszystkie książki o modzie, które czytałam pisali albo profesorowie z zagranicznych uczelni, albo dziennikarze od lat związani z tematyką. Ich specyficzny język rzadko kiedy odpowiada charakterowi blogowych wpisów w Internecie. Ostatnie miesiące musiały jednak zrewidować moje podejście do blogowych publikacji na papierze. Pierwsza – wspomniana wcześniej – Anna Mularczyk z rewelacyjną książką o tym, że być wcale nie znaczy mieć, teraz Radzka z poradnikiem, który naprawdę warto mieć na półce. A przede wszystkim warto przeczytać.

Zanim usiadałam do tej recenzji i przeczytałam książkę zastanawiałam się, czy w ogóle jestem upoważniona jako inny bloger, do recenzowania książki koleżanki po fachu? Czy aby nie będę mało wiarygodna w tym, że ją polecę lub skrytykuję? Z drugiej strony jednak zawsze łatwiej recenzować publikacje z własnego poletka, niż odwoływać się do zupełnie innej tematyki. A moda, jak zapewne wiecie, jest mi szczególnie bliska.

Na początek kilka słów o autorce, jeśli jeszcze nie mieliście okazji jej poznać. Magdalena Kanoniak to pochodząca z Zielonej Góry, a obecnie mieszkająca we Wrocławiu vlogerka modowa, specjalistka od stylu i wizerunku. Jako Radzka pokazuje codzienne stylizacje i opowiada o modzie w tempie iście kosmicznym. Jej największym atutem jest to, że to dziewczyna z krwi i kości, taka jak każda z nas. Poza tym nie kryje się za fasadą kogoś, kim nie jest, o własnych słabościach i mankamentach mówi wprost. Może dlatego zjednała sobie rzesze fanek w youtoubowym świecie.

PLUSY

“Radzka Radzi: Tobie dobrze w tym” kupiłam w jednym z popularnych księgarskich przybytków. Akurat w dniu premiery książka nie była jeszcze poplamiona, ani wyświechtana przez ciekawskie łapki, które książki czytają w Empiku na kanapie, w tym samym czasie jedząc i popijając natłok myśli towarzyszący lekturze. Pierwszy kontakt z książką i pierwszy zachwyt, bo wydana jest po prostu rewelacyjnie. Nie jestem fanką twardych okładek (bo ja z tych co książki zwijają w rulon, niestety), ale wiem, że tak piękne wnętrze trzeba odpowiednio chronić. Zdjęcie autorki i która wzmianka z tyłu wystarczyły, żeby zaciekawić i zachęcić do zakupu. Na pierwszy rzut oka dostajemy więc poradnik pięknie ilustrowany przez Agatę Rek, z dużymi i wyraźnymi packshotami produktów. To jednak tylko preludium do tego, co tak naprawdę mieści w sobie książka Radzkiej. Jak dla mnie to podstawowy zbiór tego wszystkiego, co związane jest z modą osobistą. Dowiecie się więc, jak dobrać idealne ubrania do swojej figury (to jego największa zaleta), jakie kolory wybierać do swojego odcienia skóry, w końcu co warto mieć w szafie, a nigdy nie wychodzi z mody i może być świetną bazą dla poszukiwań własnego stylu. Oko cieszą również modelki – widzki vloga Radzkiej. Osobiście łatwiej mi utożsamiać się z kimś do mnie podobnym, niż do aniołka z pokazu VS.

To co mi się w książce Magdy podoba najbardziej to ostatnie rozdziały. W tym rewelacyjny obalający modowe mity (nie, biały stanik nie pasuje do białej bluzki, a paski nie pogrubiają), świetny prezentujący kilka podstawowych ubrań, które ułatwią życie i krótki przestawiający zalety i wady poszczególnych materiałów. Ogromny plus również za język książki: lekki, nie nabrzmiały naukowym bełkotem. Czytając kolejne rozdziały miałam wrażenie, że Radzka czyta je razem ze mną. Styl i charakterystyczny potok słów sprawił, że wieczór z książką upłynął mi naprawdę miło.

MINUSY

Czego mi w książce Radzkiej zabrakło? Przede wszystkim indeksu wyrazów. Jeśli myślicie, że to banał, to bardzo proszę znajdźcie mi szybko w książce informację dla których sylwetek pasuje spódnica mini, albo puchówka wiązana w pasie, sukienka bez ramiączek? Jeśli trzeba znaleźć określony wyraz w książce, za pomocą indeksu można to zrobić dużo szybciej niż nerwowo ją kartkując. Być może nie wszyscy zwracają na to uwagę, ale dla kogoś kto po książkę sięga w poszukiwaniu konkretnych informacji, brak indeksu bywa uciążliwy.

Zakładam, że wiele z Was będzie również zirytowana ilością reklamy, która przewija się na każdej stronie. Zdaję sobie sprawę, że być może dzięki temu książka mogła w ogóle zostać wydana i kosztuje mniej, ale jej ilość przerosła chyba wszystko. Oprócz marek, które wskazują konkretny packshot, dostaniecie również często powtarzającą się informację ,gdzie tę markę znajdziecie (w  jednym ze znanych internetowych sklepów). Reklama dźwignię handlu, tutaj może się to odbić na niekorzyść reklamodawcy. Poza tym fajnie, gdyby autorka we wstępnie krótko się do tego faktu odniosła informując, że wszystkie produkty pokazane na stronach książki pochodzą od partnera tego wydania.

DLA KOGO JEST TA KSIĄŻKA?

Na pewno nie dla profesjonalistów i nie jest to zarzut. „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym” to poradnik – pigułka dla tych, którzy o modzie wiedzą niewiele (albo nic), a chcieliby w prosty i przystępny sposób dowiedzieć się czegoś więcej niż tylko to, jaka jest różnica między sukienką a spódnicą. To w końcu na pewno pozycja dla młodych dziewczyn, ewentualnie tych, które już pracują i potrzebują informacji, co najlepiej sprawdzi się w biurze. Dla mnie, osoby, która modą się interesuje to książka, która zbiera w sobie wszystko to, co od dawna już wiem. Fakt, niczym mnie nie zaskakuje, ale czy musi? Na pewno sprawdzi się jako usystematyzowanie wiedzy i poradnik, który zawsze wtedy, kiedy będę miała wątpliwości co założyć, szybko je rozwieje.
Jagadesign.com Jagadesign.com

GURU KULTU..RY

METODA ARKADIUSA



Raz na jakiś czas dobrze sięgnąć po taką książkę, jak „Gum kultu...ry" Michała Wawrzyniaka. Podkreślam frazę „raz na jakiś czas".

Jest to rzecz z półki literatury motywacyjnej. Na szczęście już ze znaczkiem „made in Poland".Co jest dowodem, że po 25 latach transformacji przynajmniej w tej dziedzinie pojawili się i okrzepli swojscy autorzy znający i czujący polskie klimaty. Dzięki czemu czytelnik złakniony takiej właśnie literatury nie jest zdany na importowanych guru przywództwa w stylu Briana Tracy'ego, Stephena Coveya albo Tony'ego Robbinsa. Nie to, żeby ci byli szarzy i nieciekawi. Kłopot polega raczej na tym, że te wielkie gwiazdy coachingu są jak garnitur znanej marki, który czasem po prostu źle na nas leży. Nawet jeśli sprzedawca powtarza nam, że to jest rozmiar, który pasuje na każdego.

Nie, „Guru kultu…ry" na pewno nie jest takim garniturem. Bardziej kojarzy mi się z Arkadiusem. Pamiętacie To był taki (dziś trochę zapomniany) odjechany projektant mody z Lublina. Łączący unikalny talent z krzykliwością i efekciarstwem, czego się zresztą absolutnie nie wstydził.

Przeciwnie. To efekciarstwo (czasem przekraczające granicę kiczu) było jego znakiem rozpoznawczym. Autor „Guru kultu..ry" Michał Wawrzyniak działa podobnie. Jego przesłanie jest proste. Nieważne, w jakiej branży działasz. Chcesz sprzedawać więcej produktów Zrobić karierę w organizacji Stać się salonowym lwem Musisz stać się guru. Charyzmatyczną i rozpoznawalną marką, która gromadzi wokół siebie lojalnych fanów. Bo fani są najlepszą (i najtańszą) reklamą. Oni nieświadomie będą multiplikować twoje przesłanie. I jeszcze będą wdzięczni, że dostąpili takiego zaszczytu.

W sumie jest to rozumowanie sensowne. Dlaczego więc tak mało jest wokół nas mocnych, charyzmatycznych liderów A tak wielu średniaków i szaraków Bo ludzie mają skrupuły. Boją się śmieszności. Pewnie również porażki. A Wawrzyniak się nie boi. W swojej książce co kilka stron powtarza, że ma gdzieś, co pomyślą o nim inni. I to jest właśnie jego metoda, której uczy w tej książce. Rozpisuje to na kilka etapów, ale w sumie właśnie o tę suwerenność (Wawrzyniak nazywa to „odwagą, żeby być sobą") chodzi. To ona jest drogą do sukcesu. Za przykład Wawrzyniak stawia... samego siebie. Oraz to, że udało mu się rozkręcić firmę doradczą MentalWay. I to nie w Warszawie, Berlinie czy Poznaniu, ale w prowincjonalnym Kaliszu. Brzmi to autentycznie i nie mamy powodów, by mu nie wierzyć. Oby tak dalej!

A sama książka Napisana jest bez wątpienia z pasją. A ponieważ metoda Wawrzyniaka nie trąci ezoteryką, to szukający inspiracji czytelnik na pewno nie zostanie z pustymi rękami. Momentami jest jednak (niestety) irytująco. Te wszystkie „Uff", „Och... Tak... Już prawie... Oj", „Szanowni Państwo, przed nami Śrutę Pierdę". Takie dość tanie fraternizowanie się z czytelnikiem niestety męczy. Bo to tak, jakby narrator co chwila musiał się upewniać, jaki to jest zabawny. I czy czytelnik o tym przypadkiem nie zapomniał. Denerwować może też ciągłe balansowanie na cienkiej granicy pomiędzy prostotą a banałem ("w życiu niemal zawsze kierowałem się sercem"). Czytelnikowi zostawiam ocenę, czy ta granica zostaje przekroczona, czy też autor zdołał pozostać po bezpiecznej stronie.
Dziennik Gazeta Prawna 2014-12-05

GURU KULTU..RY

METODA ARKADIUSA



Raz na jakiś czas dobrze sięgnąć po taką książkę, jak „Gum kultu...ry" Michała Wawrzyniaka. Podkreślam frazę „raz na jakiś czas".

Jest to rzecz z półki literatury motywacyjnej. Na szczęście już ze znaczkiem „made in Poland".Co jest dowodem, że po 25 latach transformacji przynajmniej w tej dziedzinie pojawili się i okrzepli swojscy autorzy znający i czujący polskie klimaty. Dzięki czemu czytelnik złakniony takiej właśnie literatury nie jest zdany na importowanych guru przywództwa w stylu Briana Tracy'ego, Stephena Coveya albo Tony'ego Robbinsa. Nie to, żeby ci byli szarzy i nieciekawi. Kłopot polega raczej na tym, że te wielkie gwiazdy coachingu są jak garnitur znanej marki, który czasem po prostu źle na nas leży. Nawet jeśli sprzedawca powtarza nam, że to jest rozmiar, który pasuje na każdego.

Nie, „Guru kultu…ry" na pewno nie jest takim garniturem. Bardziej kojarzy mi się z Arkadiusem. Pamiętacie To był taki (dziś trochę zapomniany) odjechany projektant mody z Lublina. Łączący unikalny talent z krzykliwością i efekciarstwem, czego się zresztą absolutnie nie wstydził.

Przeciwnie. To efekciarstwo (czasem przekraczające granicę kiczu) było jego znakiem rozpoznawczym. Autor „Guru kultu..ry" Michał Wawrzyniak działa podobnie. Jego przesłanie jest proste. Nieważne, w jakiej branży działasz. Chcesz sprzedawać więcej produktów Zrobić karierę w organizacji Stać się salonowym lwem Musisz stać się guru. Charyzmatyczną i rozpoznawalną marką, która gromadzi wokół siebie lojalnych fanów. Bo fani są najlepszą (i najtańszą) reklamą. Oni nieświadomie będą multiplikować twoje przesłanie. I jeszcze będą wdzięczni, że dostąpili takiego zaszczytu.

W sumie jest to rozumowanie sensowne. Dlaczego więc tak mało jest wokół nas mocnych, charyzmatycznych liderów A tak wielu średniaków i szaraków Bo ludzie mają skrupuły. Boją się śmieszności. Pewnie również porażki. A Wawrzyniak się nie boi. W swojej książce co kilka stron powtarza, że ma gdzieś, co pomyślą o nim inni. I to jest właśnie jego metoda, której uczy w tej książce. Rozpisuje to na kilka etapów, ale w sumie właśnie o tę suwerenność (Wawrzyniak nazywa to „odwagą, żeby być sobą") chodzi. To ona jest drogą do sukcesu. Za przykład Wawrzyniak stawia... samego siebie. Oraz to, że udało mu się rozkręcić firmę doradczą MentalWay. I to nie w Warszawie, Berlinie czy Poznaniu, ale w prowincjonalnym Kaliszu. Brzmi to autentycznie i nie mamy powodów, by mu nie wierzyć. Oby tak dalej!

A sama książka Napisana jest bez wątpienia z pasją. A ponieważ metoda Wawrzyniaka nie trąci ezoteryką, to szukający inspiracji czytelnik na pewno nie zostanie z pustymi rękami. Momentami jest jednak (niestety) irytująco. Te wszystkie „Uff", „Och... Tak... Już prawie... Oj", „Szanowni Państwo, przed nami Śrutę Pierdę". Takie dość tanie fraternizowanie się z czytelnikiem niestety męczy. Bo to tak, jakby narrator co chwila musiał się upewniać, jaki to jest zabawny. I czy czytelnik o tym przypadkiem nie zapomniał. Denerwować może też ciągłe balansowanie na cienkiej granicy pomiędzy prostotą a banałem ("w życiu niemal zawsze kierowałem się sercem"). Czytelnikowi zostawiam ocenę, czy ta granica zostaje przekroczona, czy też autor zdołał pozostać po bezpiecznej stronie.
Dziennik Gazeta Prawna 2014-12-05

Jak dbać o włosy. Poradnik dla początkującej włosomaniaczki

Pomysł na prezent: Anna Kołomycew Anwen "Jak dbać o włosy"
Hejo!
 
Jak tylko zobaczyłam, że Anwen wydaje książkę to wiedziałam, że ta pozycja zagości u mnie na półce. Co prawda nie kupiłam jej od razu, ale w sumie dobrze wyszło, bo trafiłam na promocję i zamiast 37 złotych zapłaciłam tylko 27. Nie żałuję, że kupiłem tę książkę, bo naprawdę fajnie mi się ją czytało i pewnie gdybym miała dużo czasu, połknęłabym ją w jeden dzień. 
 
Anna Kołomycew Anwen "Jak dbać o włosy. Poradnik dla początkującej włosomaniaczki"

Bloga Anwen czytam stosunkowo od niedawna, ale szybko załapałam bakcyla dbania o włosy i często szukam informacji, jak taką pielęgnację ulepszyć. Co prawda ogarniam temat kosmetyków czy podstawowych metod dbania o włosy, ale nie była to jakaś rozległa wiedza i na pewno nieusystematyzowana. Z pomocą przyszła właśnie ta książka i z pewnością przyda się nie tylko początkującym. Na pewno dla osób, które nie miały styczności ze świadomą pielęgnacją będzie strzałem w dziesiątkę, ale i bardziej zaawansowani znajdą tu coś dla siebie.

W książce wszystko jest ładnie i po kolei wytłumaczone, są rozdziały i podrozdziały. Na samym początku możemy się dowiedzieć, jakie mamy włosy, następnie poczytać o włosowych problemach i ich rozwiązywaniu. Następne rozdziały dotyczą dbania o kosmyki oraz tego, czego należy szukać w kosmetykach. Jeżeli macie chęć, tutaj można zapoznać się ze spisem treści oraz fragmentem książki.

Serio, ta książka to prawdziwa skarbnica wiedzy. Fakt, że pewnie wszystkie te informacje można znaleźć w internecie, ale tutaj wszystko jest uporządkowane i nie ma chaosu. Przyjemnie się ją czyta, a do tego jest ładnie wydana (ponad 240 stron, śliski papier, spis treści i skorowidz, ładne zdjęcia, tabelki, okładka ze skrzydełkami).

Naprawdę, szczerze polecam książkę Anwen - będziecie mieli sporo przyjemności z czytania :)

Dajcie znać, czy macie tę książkę i czy Wam się podoba! :)
Miss-shonali.blogspot.com Shonali

Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!

Od dziecka okłamywano nas, że owoce to zdrowie. Ja przez nie straciłam te psychiczne. Nienawidziłam ich coraz bardziej, kiedy z każdym dniem nie mogłam połapać się w tym czy jestem gruszką, jabłuszkiem czy brzoskwinką. Potrzebowałam, by ktoś udzielił mi rady.

Do tej pory kwestie ubioru traktowałam czysto intuicyjnie, na zasadzie „nie ważne czy modne – ważne, że wygodne”. Skupiałam się jedynie na tym, by wszelkie trendy czy style przenosić do swojej pracowni, a nie do szafy. Takie podejście do mody przestało mi wystarczać i poczułam, że chcę wyglądać lepiej. Chcę poznać sposoby łączenia ubiorów i wiedzieć co do mnie pasuje. Pomyślałam o jakiejś modowej publikacji, a mniej więcej w tym samym czasie swoje książki wydały Charlize Mystery i Radzka. Ptaki za oknem ucichły, sąsiedzi za ścianą przestali wiercić, a kasjerki za ladą zaczęły wydawać grosiki. Cały świat stanął na głowie, bo musiałam podjąć najważniejszą decyzję w życiu. Budżet pozwalał mi tylko na zakup jednego poradnika modowego, więc tak jak rozwodzące się małżeństwo pyta swego dziecka, tak ja musiałam zadać sobie pytanie – kogo kocham bardziej?

Jak to w życiu bywa – o sukcesie zadecydowały znajomości. Magdalenę „Radzką” Kanoniak miałam okazję poznać osobiście podczas Fashionable East, gdzie na długo przed premierą zdradziła mi swój sekret, że wydaje książkę. I chociaż wiem, że jestem naiwna jak nastolatka przeżywająca pierwszą miłość, bo Radzka pewnie powtarzała to każdej, to jednak złapała mnie na ten podryw i kupiłam jej książkę.

PIERWSZE WRAŻENIE



Nie mam szczęścia do przedsprzedaży książek, bo znów dopadł mnie syndrom Kłamcy. Zamawiając ją już kilka godzin po tym jak Radzka ogłosiła taką możliwość liczyłam na to, że trafi w moje ręce szybciej niż na sklepowe półki. Niestety, nie miałam co liczyć na owocny związek z internetową księgarnią, bo ta już na naszej pierwszej randce dała dupy. Nie tak jak bym chciała. Przesyłka dotarła do mnie około miesiąc później. Wiem, że część winy leży po stronie Poczty, która  niczym okres lubi się spóźnić, ale krew mnie zalewa, kiedy zamawiam coś chwilę po uruchomieniu przedsprzedaży, a i tak flegmatyk, który potknął się o półkę z nowościami Empiku zaliczy pierwszą bazę z książką prędzej ode mnie.

Co do samej publikacji to pierwsze wrażenie było bardzo korzystne. Książka wydana jest na dobrym papierze, a szata graficzna jest spójna, przez co całosć ładnie się prezentuje.

+ Plusem dla mnie jest to, że książka od razu została wydana w twardej okładce, więc nawet jeżeli do końca nie trafiła w Wasze gusta to może posłużyć za prezent dla koleżanki, której chcecie zasugerować, że moda na legginsy i emu już dawo się skończyła.

+ Tasiemka do zaznaczania stron, choć jest szczegółem, to jednak bywa pomocna dla dziewczyn, które nie pamiętają, gdzie po zeszłej nocy podziała się ich bielizna lub gdzie skończyły czytać. Poza tym jeśli chodzi o design książki to fajna kropka nad i.

- Niesamowicie przeszkadzają mi czerwone strony pojawiające się pomiędzy rozdziałami. Kiedy wzrok przyzwyczaja się do czystej bieli innych kartek to taki odcień niczym Gołota w młodości mocno wali po oczach.

TREŚĆ

Książkę Magdaleny mogę określić jako poradnik dla początkujących Fashionistek. Choć z poczatku bałam się, że dostanę przepis na to jak stać się klonem Radzkiej, a cała książka będzie wychwalać genialny gust autorki, to pozytywnie się zaskoczyłam, bo jest zupełnie inaczej. Główną częścią książki jest „Sylwetkowy Poradnik”, który w przejrzysty sposób tłumaczy jak podkreślać zalety i tuszować wady swojego wyglądu. Poza tym znajdziemy tam historię mody XX wieku w pigułce, krótki rozdział o kolorach i wiele więcej. Przeszkadza mi jednak język autorki, który jest dla mnie zbyt swobodny. Kiedy decyduję się na kupno publikacji poważniejszej od Avanti wolałabym dostać coś bez emotikonek czy cytowania pojedyńczych słów, które ma „podkreślić” wagę wypowiedzi.

Gdyby nie wstawka sylwetkowa, która jest kartą przetargową książki „Radzka Radzi” byłaby tylko ładniejszym wydaniem czasopisma modowego. Trochę porad, kilka tricków i gotowych rozwiązań – content na każdego szafiarskiego bloga.

DLA KOGO JEST TA KSIĄŻKA?

Jak napisałam wcześniej: dla każdej początkującej fashionistki. Również osoby, które nie wiedzą czy świat mody jest dla nichodnajdą się w tej pozycji. Książka jest wprowadzeniem i zbiorem podstawowych informacji oraz porad, które powinni znać wszyscy. Przyda się dla dziewczynki wchodzącej w dorosły świat, osoby takiej jak ja, która musi poduczyć się w podstawowych kwestiach stylizacji czy panów, którzy nie wiedzą co kupić dziewczynie na prezent.

CO MI W KSIĄŻCE PRZESZKADZA?

Wydaje mi się, że kiedy Magdalena zasiadła przy stole i w blasku świecy kreśliła pierwsze słowa swojej książki, to gdzieś z cienia wyłonił się Krzysztof Gonciarz, który palcami pogładził jej usta, po czym wyszeptał do ucha: Czas na chamską reklamę…

W całej książce wszędzie obecna jest reklama answear.com. Rozumiem, że sklep jest patronem książki i dał do niej ubrania, ale po dwóch pierwszych rozdziałach to mocno denerwowało. Pod każdym zdjęciem stylizacji oprócz nazwy marki dostaję jeszcze informację, że mogę ją zakupić na stronie answear. Ktoś tu się zapędził z przekazem podprogowym, bo reklama walnęła mnie w twarz już od samego progu, a blizny po niej zostały na długo po skończeniu lektury. Chociaż może takie było zamierzenie…

 
Plusem książki jest spory fragment o różnych sylwetkach, za to minusem jest fakt, że 1/3 treści jest mi zbędna, bo interesuje mnie tylko moja. Nie zaważy to na ocenie „Radzkiej”, bo wiem, że nie dało się tego inaczej napisać. W końcu odbiorcy książki mają różne figury. Jednak jeżeli  mieszkasz ze współlokatorką/siostrą/mamą, która różni się od Ciebie wymiarami to rozważ kupienie książki na spółkę.
 
CO MI SIĘ W KSIAŻCE PODOBAŁO?

Najbardziej podobała mi się oprawa graficzna, za którą odpowiadała Ewa Ślizak. Całość ładnie się komponuje i niekiedy mój wzrok częściej zatrzymywal się przy ilustracjach Magdaleny Palej, niż na samej treści.

Atutem książki jest jej różnorodność. Chociaż odczuwa się, że autorka skacze po tematach (kolory, historia, popularne produkty, mity itd) to tego się po książce spodziewałam. To dopiero wprowadzenie do Modowego Środowiska, a nie pełnowartościowa wejściówka. Trochę jak podczas wybierania tortu ślubnego. Do spróbowania dostajesz po kawałku z każdego rodzaju, a nie od razu pełne ciasto, tak by zobaczyć cały przekrój działalności, a nie zapychać się po jednym przykładzie.

Książka daje Ci rozpęd i pokazuje jedną ze ścieżek. Nie dowiesz się jak komponować ubiór, żeby być modnym. Radzka doradzi Ci jak odnaleźć swój własny styl, dopasowany do twojego środowiska i sylwetki.

PODSUMOWANIE

Za swoją książkę zapłaciłam około 40 zł i miałam darmową wysyłkę. Chociaż się na nią wyczekałam to nie żałuję zakupu. Do publikacji na pewno jeszcze zajrzę i chętnie odłożę ją na półkę, a nie do pudła.
Książka ma swoje plusy i minusy. Ze względu na tematykę bardzo przypomina magazyny i pokrywa się z nimi treścią. Jednak wolę zapłacić 40zł i mieć wszystkie interesujące mnie informacje w jednej, ładnie wyglądającej formie, niż przerzucać stertę pisemek wydanych na kiepskiej jakości papierze. „Radzka Radzi” daje radę i liczę na to, że kolejne publikacje Magdaleny Kanoniak będą rozwinięciem pierwszej, bo zna się dziewczyna na swoim fachu.
 
Książkę mogę spokojnie polecić każdej osobie nie znającej się na modzie. Znajdzie w niej porady i sugestie podane w przystępny (miejscami zbyt swobodny) sposób, ale za to zrozumiały nawet dla tych, którzy nie odróżniają koloru seledynowego od magenty ;)
Qrkoko.pl/ Qrkoko.pl