ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Kodeks wygranych. X przykazań człowieka sukcesu. Wydanie 2

Każdy z nas chciałby móc pokierować swoim życiem tak, by być zadowolonym z jego każdej sfery. Tymczasem większość z nas nie robi nic, by zmienić to, co nam przeszkadza i uniemożliwia odczuwanie satysfakcji z codziennych działań. Czas na zmiany! Dzięki książce znanego trenera rozwoju osobistego znajdziesz własną drogę, która odmieni Twoje życie. Autor zastanawia się tutaj nad sensem życia, pokazuje, jak zadbać o jego harmonijny rozwój i odrzucić błędne scenariusze dotychczasowych działań.

Dzięki zawartym tutaj radom nauczysz się przełamywać lęk przed wprowadzeniem nowych zasad do swojego życia. Spojrzysz na nie z innej perspektywy niż dotychczas, przestaniesz podążać utartymi szlakami, które by6ły wyznaczane przez społeczne schematy niemające nic wspólnego z samorealizacją i spełnieniem. Odnajdziesz sposób, jak realizować własne marzenia, by nie zmarnować życia tak jak większość ludzi, którzy nie dbają o rozwój osobisty i nie mają odwagi, by postawić na swoim.

Wskazówki fachowca pozwolą Ci pokonać przeszkody w realizacji własnych planów i nabrać motywacji do działania. O tym, że niemożliwe są tylko te rzeczy, o które nie walczymy, świadczy życie samego autora, który teraz dzieli się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem w programie  rozwoju osobistego Wyzwanie90dni®, którego fragment znajdziesz na końcu książki, a na dołączonej płycie jest zawartych 7 coachingów wideo. Lektura tego poradnika to początek Twojego lepszego życia, bez ograniczeń i lęków! Polecam tę książkę każdemu, kto chce wprowadzić satysfakcjonujące zmiany do swojej codzienności.
urodaizdrowie.pl Virrana

Naucz ich, jak mają Cię traktować! Praktyczny podręcznik asertywności. Wydanie II rozszerzone

Nie mów, że to deszczyk pada, gdy ktoś robi Ci przykrość relacje

Dlaczego warto demaskować złośliwości lub nieświadomy przekaz, który nas dotknął? Dlaczego udawanie, że deszczyk pada i cierpienie w milczeniu dla zgody we wszechświecie to zła decyzja?

„Kiedy nie szanujesz siebie, to także odbierasz mi szansę na to, bym poznał Ciebie (a ja chcę wiedzieć, jakim wspaniałym człowiekiem jesteś i jaki jest Twój sposób na cieszenie się życiem), wysysasz mi energię, wysysasz ją swoim bliskim, a my tego bardzo nie lubimy.”

Dopóki nie powiesz innym jak się czujesz po rozmowie z nimi… nie będą tego wiedzieli. Jeśli Ty nie ustanowisz innym granic, oni zrobią to w Twoim imieniu. Bliscy mogą nie zdawać sobie sprawy, że zrobili ci przykrość, dopóki Ty im tego nie powiesz. Zastanów się, czego oczekujesz na przyszłość i poinstruuj swojego rozmówcę. Inaczej nigdy się nie przekonasz czy byłby skłonny zadbać o twój komfort i jakie są jego intencje, bo istnieje też niebezpieczeństwo, że dokucza ci celowo, a wtedy warto zdemaskować grę…

Skorzystaj ze schematu:

Moje emocje – jest mi przykro, jestem zaskoczona, czuję się niezręcznie…
Opis zachowania drugiej osoby (pamiętaj to ma być opis konkretnej sytuacji, a nie Twoja subiektywna ocena, typu zlekceważyłeś mnie, obrażasz mnie), …gdy sugerujesz, że mój mąż wyjedzie na wakacje z kochanką, gdy krytykujesz mój strój, gdy oceniasz moją pracę jako nic nie wartą…
Daj instrukcję na przyszłość, która obejmuje dwa rozwiązania do wyboru: Jeśli masz mi mówić przykre rzeczy, to lepiej nic nie mów lub powiedz komplement.
Ostatni punkt dotyczy tego, że osoba nie odniesie się do naszych próśb i dalej będzie robić to, czego sobie nie życzymy – określ konsekwencje – w wyniku takiego zachowania nie będę cię odwiedzać zbyt często, ani zapraszać do siebie. Nie mam zaufania, by zostawić u ciebie dzieci, bo skoro w stosunku do mnie potrafisz być przykra, boję się, że je może spotkać to samo, dlatego zawsze będę obecna na tych spotkaniach, a ponieważ jestem osobą zajętą, będą odbywać się wtedy, kiedy znajdę czas.
Zapewnij, że chcesz podtrzymywać kontakt, ale na własnych zasadach, np. rzadziej niż oczekuje tego rozmówca lub w innych okolicznościach, po znalezieniu dogodnego terminu.
Warto stosować ten model, by uświadomić komuś jak reagujemy na jego komentarze, ale też po to, by dać szansę drugiej stronie relacji na to, by wyszła z twarzą z konfrontacji. Odwołuj się zawsze czynów, nie do uogólnień, typu „Ty zawsze, Ty nigdy”, a jeśli ktoś ci stawia taki zarzut, poproś, by podał przykłady konkretnych sytuacji.

Widoczne jest obrzucanie kogoś wyzwiskami, opowiadanie konkretnych dowcipów, krytycyzm. „Zachowania są wymierne i obiektywne. Postronny obserwator może zauważyć ich występowanie lub brak, przez co nie można z nimi dyskutować.”

Wypowiedzenie w sposób spokojny swoich uczuć, da prawdziwą ulgę i oczyszczenie, zapobiegnie manipulacjom, uzdrowi relację, oczywiście przy dobrej woli rozmówcy. Przejmujesz kontrolę nad sytuacją, drugorzędne jest, jak ktoś zareaguje, kluczowe jest, że potrafisz stanąć w swojej obronie i wyznaczyć granice.

Być może ktoś zacznie bić się w piersi – nie byłem świadomy, przepraszam. Być może jego agresja się nasili, a to oznacza, że kończy się nasz wpływ i warto sobie uświadomić, że do udanej relacji trzeba dwojga. Gdy zrobiliśmy wszystko, by ją uporządkować i okazało się to nieskuteczne, możemy z czystym sumieniem pozwolić drugiej stronie ponieść konsekwencje i poczuć odpowiedzialność za swoje wybory.

„Asertywność nadwyręży twoje kontakty z ludźmi – tymi, którzy wykorzystują Cię najbardziej. Odsuną się ci, z którymi nie łączy cię nic poza twoją uległością. Asertywność to wewnętrzne wyzwolenie, wyzwolenie od niegdyś wpojonych przekonań, wyzwolenie od lęku, wyzwolenie od wpływu innych, wyzwolenie od sytuacji, która panuje nad nami. To szacunek do nas samych i do innych. Asertywność to decyzja, że jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za swoje rekacje, to przejście na stronę czynną. Celem asertywności jest mówienie tego, czego oczekujemy od innych.”
Niedoskonała Mama Marta Szyszko

Lekcje szczęścia i długowieczności. Mistrzowie mądrości o źródłach dobrego życia

W „Lekcjach szczęścia i długowieczności” udajemy się w podróż po stylach życia i sposobach myślenia mędrców z całego świata. Próbują oni przekazać nam własną definicję szczęścia. 

Czym właściwie jest szczęście? Jak je osiągnąć i czy da się je przy sobie zatrzymać? Myśliciele opowiadają nam o istocie bycia szczęśliwym, sposobach poszukiwania tego stanu i swoich receptach na dobre życie. Autorami esejów zawartych w „Lekcjach szczęścia i długowieczności” są: dyrektor naczelny wielu hinduskich wydawnictw - Ashok Chopra, Dalajlama XIV - Tenzin Gjaco, obwołany przez magazyn „Time” „prorokiem i poetą medycyny alternatywnej”, autor ponad siedemdziesięciu książek - Deepak Chopra, jeden z najwyższych lamów tybetańskiego buddyzmu - Karmapa XVII Trinlej Taje Dordże, buddyjski nauczyciel, naukowiec, artysta i poeta – Dziamgon XII Kenting Tai Situpa, jeden z najsłynniejszych indyjskich felietonistów i pisarzy – Khushwant Singh, autor bestsellerów i projektów dotyczących szczęścia i sukcesu - doktor Robert Holden, autorka książek kucharskich, powieści dla dzieci i prowadząca warsztaty dotyczące rozwoju osobowości - Rohini Singh, popularna indyjska pisarka i komentatorka życia publicznego Shobhaa Dé, założyciel fundacji „Art of Living” prowadzącej działalność dotyczącą walki ze stresem - Śri Śri Ravi Shankar oraz autor publikacji o rozwoju osobowości – doktor Wayne W. Dyer.

„Lekcje szczęścia i długowieczności” to zbiór zróżnicowanych esejów o szczęśliwym życiu. Rady dawane przez ich autorów są niezwykle pouczające. To doświadczone i promieniujące życiową mądrością osobowości. Przy odpowiednim odbiorze, książka z pewnością jest w stanie przedstawić czytelnikowi zupełnie nową perspektywę na koncepcję szczęścia. Niezmiernie interesujące dla nas, ludzi Zachodu, może być zetknięcie się ze spojrzeniem na to zagadnienie wschodnich filozofów, buddyjskich mnichów i myślicieli orientu.

Pozycja składa się z różnych prób uchwycenia istoty szczęścia. Gonimy za nim z siatką na motyle zamiast pozwolić mu przylecieć i usiąść nam na ramieniu. A jeśli szukamy w nieodpowiednim miejscu? Gdzie możemy je znaleźć? Autorzy wskazują miedzy innymi na stoicyzm, wiarę, duchowość, poznanie siebie, medytacje, życie w zgodzie z własnym systemem wartości i sumieniem oraz codzienne drobne przyjemności. Znajdziemy tu dużo obrazowych, zdumiewająco trafnych metafor, jak i pouczających opowieści. Jednocześnie natkniemy się też na konkretne wskazówki dotyczące dobrego życia.

Nie jest to z pewnością książka do szybkiego, pobieżnego czytania. „Lekcje szczęścia i długowieczności” to pozycja do delektowania się lekturą i pogłębionej refleksji nad jej tematyką. To zbiór przemyśleń, które wymagają przestudiowania i zadumy. Styl „Lekcji szczęścia i długowieczności” jest zróżnicowany, jak sami eseiści. Większość historii została jednak spisana w przystępnym języku i traktuje o bardzo prostych, ale jednocześnie niebywale trudnych do uchwycenia w codziennej bieganinie sprawach. Książka została ładnie wydana, a oprawa graficzna doskonale współgra z poruszaną tematyką.

Jeśli interesują was zagadnienia samorozwoju i duchowości oraz koncepcje filozofii wschodu, „Lekcje szczęścia i długowieczności” z pewnością okażą się cenną lekturą. W innym wypadku lepiej poszukać innej, bardziej schlebiającej naszym gustom, pozycji.
dlaLejdis.pl Beata Żelazek

Crashed. W zderzeniu z miłością

To już naprawdę KONIEC. Wraz z trzecim (i oficjalnie ostatnim) tomem trylogii „Driven”, autorstwa K. Bromberg, zakończyła się historia Rylee Thomas i Coltona Donavana. Chociaż do gronach czytelniczek (i fanek) tej serii dołączyłam całkiem niedawno, z pewnym smutkiem sięgałam po tom III – wszak to już naprawdę ostatni (zobacz poprzednie recenzje tomu I – „Driven” oraz tomu II – „Fueled”). Na szczęście – i na osłodę – dodam, iż ten tom liczy sobie najwięcej stron, więc jeśli tylko dacie radę się nim delektować, to przed Wami naprawdę wiele godzin lektury.
Trzymając w ręku „Crashed” (bo taki tytuł nosi tom III), zastanawiam się: Czy będzie to klasyczny happy end w hollywoodzkim stylu (czyli „…i żyli długo i szczęśliwie”)? A może autorka, która przyzwyczaiła już swoje Czytelniczki do nagłych i dramatycznych zwrotów akcji, i tym razem postanowi czymś zaskoczyć, zaszokować? Muszę przyznać, że sięgając po trzeci i ostatni tom, „Crashed”, miałam sprzeczne oczekiwania wobec zakończenia losów tej dwójki głównych bohaterów. Z jednej strony (zapewne jak większość czytelniczek tzw. literatury kobiecej), zwyczajnie lubię (od czasu do czasu) przeczytać jakąś współczesną „baśń o Kopciuszku w wydaniu dla dorosłych”, bo lubię szczęśliwe zakończenia. Takie, które nastrajają pozytywnie i optymistycznie do życia, a w trudniejszych momentach stanowią pewną przeciwwagę dla jego szarości. Czyż nie po to sięgamy właśnie po tego typu książki? Z drugiej zaś strony, naprawdę chciałam zostać przez autorkę w jakiś sposób zaskoczona. Wiecie – to taka cicha nadzieja, że zakończenie nie będzie jednak aż tak słodko-cukierkowe, by zemdlić z nadmiaru tej słodyczy. Muszę przyznać, że stworzenie satysfakcjonującego dla wszystkich zakończenia tej trylogii to z całą pewnością było nie lada wyzwanie.
„Crashed. W zderzeniu z miłością” zaczyna się dokładnie w momencie, w którym przerwana została akcja tomu II („Fueled”). Jestem pewna, że każdy, kto przeczytał tom II, z pewnością długo nie był w stanie zapomnieć dramatycznego zakończenia. Czy Colton przeżyje tragiczny wypadek? A jeśli tak, to czy będzie w pełni sprawny? Czy uczucie, które dopiero się narodziło pomiędzy nim i Rylee, przetrwa, jeśli w wyniku uszkodzenia mózgu, Colton nie będzie pamiętać niczego i nikogo sprzed wypadku? Odpowiedzi na te (między innymi) pytania autorka poświęciła około 150-200 stron ostatniego tomu. Muszę przyznać, że te początkowe rozdziały (a właściwie, około 1/3 książki) wywołały moje znudzenie i… przyniosły rozczarowanie. Szczególnie zaś nie przemówił do mnie wątek z „superbohaterami”, którzy rzekomo przyczynili się do uratowania Coltona (przepraszam, ale zupełnie mi to nie pasuje – do książki, do fabuły). Uważam, że tę cześć (opisującą jego pobyt w szpitalu) należałoby definitywnie skrócić, ponieważ takie rozciągnięcie i rozmycie fabuły nie wyszło jej na dobre. Tak naprawdę, w pewnym momencie miałam ochotę odłożyć tę książkę, ale ciekawość pozostałych 300 stron zwyciężyła (w przeciwnym razie, zapewne nie czytalibyście teraz tej recenzji). Kiedy już wydaje się, że sytuacja zdrowotna Coltona została ustabilizowana, prawdziwa akcja dopiero się zaczyna. W szaleńczym tempie, do którego przyzwyczaiła Czytelników Bromberg, następują kolejne zwroty, jeden po drugim – dramatyczne oczywiście, a jakże. Kiedy jest już po wszystkim i akcja ustaje, bieg rzeczy zaczyna toczyć się jednostajnym tempem ku oczekiwanemu rozwiązaniu. Tak oto rozpoczyna się – mocno rozciągnięte w czasie – zakończenie. Nie zdradzając za dużo, powiem tylko, że… dość przewidywalne. I mocno lukrowane (choć to oczywiście rzecz gustu).
Mimo iż tom „Crashed” utrzymany został w stylistyce i klimacie dwóch poprzednich części, nie sposób nie zauważyć pewnych istotnych zmian. Początkowo to wewnętrzne demony Rylee i Coltona – ich lęki i traumy z przeszłości – są przeszkodami, które uniemożliwiają im nawiązanie bliskiej, szczęśliwej i stabilnej relacji. Z tego powodu tomy I i II to naprawdę genialne „studium przypadku” – genezy zaburzonego związku, w który próbuje wejść mężczyzna z lękiem przed bliskością (a w dodatku uzależniony od seksu) i dziewczyna, która myśli, że go „uratuje” (nawiasem mówiąc, czy Wam to czegoś nie przypomina?). Czytając „Driven” i „Fueled”, byliśmy świadkami zmagań głównych bohaterów z ich wewnętrznymi, psychicznymi przeszkodami, które kładły się cieniem na rodzące się pomiędzy nimi uczucie. Zaś im bliżej ku końcowi, tym bardziej proporcje zostają odwrócone – więcej zewnętrznych przeszkód stanowi wyzwanie na drodze do ich szczęścia. Po drugie, w tomie III, jest – w porównaniu do tomu II – o wiele, wiele mniej seksu. Wynika to oczywiście z pewnej logiki fabuły. Dla przykładu – pierwsze 150-200 stron niemalże w ogóle nie sugeruje, że mamy do czynienia z książką „erotyczną”. Raczej – z typowym melodramatem. Czy to wada, czy zaleta – rzecz gustu.
Podsumowując (i oczywiście upraszczając), „Crashed” składa się z 3 części: słabego i przydługiego początku; zawrotnej akcji pełnej dramatycznych zwrotów oraz rozciągniętego równie jak początek zakończenia – niestety dość przewidywalnego i niestety (jednak) przesłodzonego. Według mnie, gdyby ten tom liczył sobie nie 500, a 250-300 stron, zyskałby na wartości. Czasem mniej naprawdę znaczy lepiej, mam jednak wrażenie, że autorka wybrała strategię ilości stron. Przyznaję, kilka rozwiązań w fabule mnie zaskoczyło, jednakże nie było to w stanie zmienić ogólnego wrażenia, czyli znudzenia i zmęczenia wszystkim po trosze – i stylistyką autorki, i postaciami bohaterów. Szczególnie zaś rozczarowałam się postacią Rylee, która do samego końca okazała się przewidywalna, chociaż miałam cichą nadzieję, że pokaże swój „pazur” i da się poznać od innej strony.
Z ciekawości zapoznałam się z opiniami innych Czytelniczek na temat tego tomu – większości z nich niemalże zabrakło „ochów” i „achów”, by oddać swój nabożny zachwyt. Cóż, z przykrością stwierdzam, że ja się do tego grona nie zaliczam. Moim faworytem z całej serii „Driven” pozostanie tom II.
moznaprzeczytac.pl MN

Kodeks wygranych. X przykazań człowieka sukcesu. Wydanie 2

Motywacja, rozwój, duchowość – słowa klucze, które przeżywają w ostatnich latach pewnego rodzaju renesans. A przynajmniej takie wrażenie możemy odnieść, spoglądając na półki w księgarniach. Jak w tej rzeczywistości odnajduje się ponownie wydana książka Krzysztofa Króla „Kodeks wygranych. X przykazań człowieka sukcesu”?
Pierwsze co zwraca uwagę, gdy dostaniemy do swoich rąk wyżej wspomnianą pozycję, to sposób jej wydania – twarda okładka w kolorze czarnym z czerwonym elementem i złotymi napisami. To robi wrażenie! Równie ciekawie prezentuje się sposób podania informacji we wnętrzu książki. Publikację rozpoczyna przedmowa, w której odnajdziemy liczne opinie na temat wydawnictwa, a wśród nich między innymi Grzegorza Stróżniaka z Lombardu, Kamila Cebulskiego czyli najmłodszego polskiego milionera, czy samego autora. Tego typu pozytywne oceny na wstępie, mogą budzić niepokój i wzmagają chęć ich weryfikacji. Przystąpmy więc do niej.
Na początku autor poucza nas o tym, że aby cokolwiek zmieniło się w naszym życiu musimy wykonać zlecone przez niego zadania. Inaczej próżno wypatrywać efektów. Najważniejszym z zadań staje się założenie papierowego dziennika, w którym będziemy zapisywać nasze przemyślenia oraz wyznaczone przez autora zadania, jak np. plany związane z przyszłością, czy przemyślenia związane z teraźniejszością.
Poszczególne zadania zostały ujęte w ramki, dzięki czemu możemy do nich wrócić celem powtórzenia. Podobnie jest w przypadku zaprezentowanych historii motywacyjnych, które opowiadają losy często dobrze nam znanych osób, które osiągnęły sukces. A niekiedy, tak zwanych zwyczajnych bohaterów.  Nie zabrakło również sentencji, które warto zapamiętać.
Trudno w całości wymienić punkty będące przesłaniem tej książki, ale warto wspomnieć o kilku, jak ten, że  świat nie jest ani dobry ani zły, po prostu jest. To my nadajemy mu znaczenie. A odpowiedzialność za nasze życie spoczywa na naszych barkach i to my nadajemy mu kształt. Warto również pamiętać, że przeszłość i przyszłość nie istnieją, jedyne na co mamy realny wpływ to tu i teraz.
Książka stanowi idealny wstęp dla każdego, kto chce wejść w świat samorozwoju, ale i dla tych zaprawionych będzie idealną kontynuacją obranej drogi. Być może nawet pozwoli uporządkować zdobytą już wiedzę. Jeśli szukacie poradnika, który pozwoli wam uporządkować życie, wyznaczyć cele i w końcu wprowadzić zmianę, to „Dekalog” ułatwi wam ten proces. Istnieje także spore prawdopodobieństwo, że pozycja ta nauczy was jak lepiej zarządzać swoimi emocjami oraz myślami. Jest to książka po którą warto sięgnąć ponownie, pozwoli naładować baterie i przypomnieć co jest istotne. Pomysł z prowadzeniem dziennika, który sprawi, że lepiej poznamy siebie, a także pozwoli nam przypomnieć sobie o tym jacy byliśmy kiedyś, wydaje się bardzo pomocny na drodze rozwoju. Umysł przecież lubi pewne kwestie zacierać. Dlatego czytajcie, porządkujcie i działajcie. Bo przecież wszystko jest możliwe, a nic nie dzieje się bez przyczyny.
Monika Matura