Recenzje
Autentyczność przyciąga. Jak budować swoją markę na prawdziwym i porywającym przekazie?
Można przypuszczać, że jest to biblia copywriter’ów, lecz to nieprawda. Chodzi o nowe wzorce języka biznesu i poszukiwanie w świecie przedsiębiorczości swego indywidualnego miejsca.
Przyglądając się światu reklamy, zwłaszcza obecnie, nie trudno w przekazie wielu kampanii doszukać się pewnego rodzaju schematyczności. Mamy więc, produkt posiadający same zalety i niezwykle konkurencyjną cenę oraz klienta, który z uśmiechem go kupuje. Do tego mamy swoiste wycieczki do ego potencjalnego klienta, czyli przesłanie mówiące: będziesz lepszy gdy mnie kupisz. Tradycyjnie reklamy, raz w mniejszym, raz w większym zakresie, odkopują także nieśmiertelny aspekt damsko – męski.
Jak widać potrzebne są nowe pomysły, autorka nie mówi, że reklama i marketing chylą się na świecie ku upadkowi, lecz bardziej twierdzi, że pojawiają się nowe potrzeby potencjalnych klientów, na które należy zareagować. Naprzeciw tym potrzebom, wychodzą aspiracje osób, które chcą kreować swój wizerunek i być niezależne.
Pomysł jest w sumie dość prosty, a takie mają szanse na sukces. Koniec z niepohamowaną chęcią dotarcia do jak największej liczby potencjalnych klientów. Nastał czas przypasowywania klienta do nas. To jest swoista interakcja i w tym miejscu oponenci krzykną, że to dobre dla małych, rachitycznych firemek. Niestety nie mają racji. Zewsząd jesteśmy atakowani nijakim przekazem o niczym lub o wszystkim, który ma nas zainteresować, lecz coraz trudniej jest nam pójść w tę stronę. Jeśli chcemy dotrzeć do klienta, powinniśmy dokładnie zastanowić się do kogo, prawie z imienia i z nazwiska, tak naprawdę chcemy dotrzeć. Szczegóły mają znaczenie. Stajemy przed człowiekiem z krwi i kości i mówimy o sobie. Opowiadamy jacy jesteśmy i stawiamy hipotezy dlaczego tacy jesteśmy, pozwalając na weryfikację swych przypuszczeń. Tak, to prawda, trudno jest mówić czy też pisać o sobie, wysyłając to do nieznanej osoby. Może to oznaczać zażenowanie i utratę prywatności, lecz nam chodzi o nawiązanie bliskiej relacji, potraktujmy to jako formę inwestycji. Jednak to jest czarny scenariusz. Jeśli pokazaliśmy swe oblicze, to nasz bliski – nieznajomy klient, nie ma już nic przeciwko temu, aby również z jego strony wypłynęła chęć nawiązania relacji. Najlepiej całe przedsięwzięcie realizować jeśli mamy przed sobą niewielką organizacje, trudniej, co nie oznacza, że nie należy próbować, jest to uzyskać w większej korporacji. Pewne elementy takiej strategii już na stałe weszły w kanon kontaktów biznesowych, często mamy możliwość zapoznania się z krótką informacją o osobie z którą kontaktujemy się w trakcie prowadzenia interesów. Zwróćmy uwagę, że wtedy jakoś łatwiej zacząć rozmowę.
Autentyczność o której mówimy, nie przychodzi ot tak sobie. Aby być autentyczni w przekazie musimy się nieco postarać. Wszyscy posiadamy, w większym, bądź mniejszym stopniu, pewną możliwość weryfikacji fałszu z którym się spotykamy. Więc nie możemy być autentyczni tylko trochę lub autentyczni na dwa sposoby, nasz klient natychmiast to wyczuje i nie wróży to nic dobrego.
W książce autorka dużo pisze o sobie, o swoich odczuciach i obawach, ale też oczekiwaniach wobec tego co chce robić w życiu. Poznajemy jej historie i nie możemy już przejść obok tego do porządku dziennego. To co najpierw przychodzi na myśl, to porównanie jej ze swoją osobą. Może nie chodzi tu o wartościowanie kogokolwiek, bardziej pojawia się podziw dla jej konsekwencji i determinacji. Autorka może uchodzić za lektora jakiegoś egzotycznego języka, który znalazł się między rzeszami osób, które chcą się go nauczyć. Fakt, że tak jest, to dla nich również zaskoczenie, lecz widzą w tym procederze nową jakość, więc nie trzeba ich zbytnio przekonywać.
Na początku czytania książki, pojawi się u was niedowierzanie i sceptycyzm. Chyba jesteśmy zbyt zepsuci przez obecne sposoby oddziaływania reklamy i mamy w pamięci przykłady autentyczności, która taką wcale nie była? W miarę jednak zagłębiania się w tekst zrozumiecie o czym jest tu mowa. Nie oznacza to, że w tej samej chwili założycie swego pierwszego bloga i zaczniecie pisać pierwszą powieść. No, może nie wszyscy. W świecie pełnym wyzwań i narastającej modzie na odrobinę indywidualizmu, potrzebne jest zatrzymanie się na chwile, aby zastanowić się co my tak naprawdę robimy. Autorka nie dyktuje nam co mamy robić, jeszcze gorzej, mówi nam co sama robi i co z tego wynika. To daje do myślenia. Jeśli pracujesz w korporacji, wiesz o czym mówię. Autorka w emocjonalny sposób pisze nam, że znalazła swój sposób na realizację samej siebie, który dodatkowo pozwala w miarę spokojnie żyć.
Przyglądając się światu reklamy, zwłaszcza obecnie, nie trudno w przekazie wielu kampanii doszukać się pewnego rodzaju schematyczności. Mamy więc, produkt posiadający same zalety i niezwykle konkurencyjną cenę oraz klienta, który z uśmiechem go kupuje. Do tego mamy swoiste wycieczki do ego potencjalnego klienta, czyli przesłanie mówiące: będziesz lepszy gdy mnie kupisz. Tradycyjnie reklamy, raz w mniejszym, raz w większym zakresie, odkopują także nieśmiertelny aspekt damsko – męski.
Jak widać potrzebne są nowe pomysły, autorka nie mówi, że reklama i marketing chylą się na świecie ku upadkowi, lecz bardziej twierdzi, że pojawiają się nowe potrzeby potencjalnych klientów, na które należy zareagować. Naprzeciw tym potrzebom, wychodzą aspiracje osób, które chcą kreować swój wizerunek i być niezależne.
Pomysł jest w sumie dość prosty, a takie mają szanse na sukces. Koniec z niepohamowaną chęcią dotarcia do jak największej liczby potencjalnych klientów. Nastał czas przypasowywania klienta do nas. To jest swoista interakcja i w tym miejscu oponenci krzykną, że to dobre dla małych, rachitycznych firemek. Niestety nie mają racji. Zewsząd jesteśmy atakowani nijakim przekazem o niczym lub o wszystkim, który ma nas zainteresować, lecz coraz trudniej jest nam pójść w tę stronę. Jeśli chcemy dotrzeć do klienta, powinniśmy dokładnie zastanowić się do kogo, prawie z imienia i z nazwiska, tak naprawdę chcemy dotrzeć. Szczegóły mają znaczenie. Stajemy przed człowiekiem z krwi i kości i mówimy o sobie. Opowiadamy jacy jesteśmy i stawiamy hipotezy dlaczego tacy jesteśmy, pozwalając na weryfikację swych przypuszczeń. Tak, to prawda, trudno jest mówić czy też pisać o sobie, wysyłając to do nieznanej osoby. Może to oznaczać zażenowanie i utratę prywatności, lecz nam chodzi o nawiązanie bliskiej relacji, potraktujmy to jako formę inwestycji. Jednak to jest czarny scenariusz. Jeśli pokazaliśmy swe oblicze, to nasz bliski – nieznajomy klient, nie ma już nic przeciwko temu, aby również z jego strony wypłynęła chęć nawiązania relacji. Najlepiej całe przedsięwzięcie realizować jeśli mamy przed sobą niewielką organizacje, trudniej, co nie oznacza, że nie należy próbować, jest to uzyskać w większej korporacji. Pewne elementy takiej strategii już na stałe weszły w kanon kontaktów biznesowych, często mamy możliwość zapoznania się z krótką informacją o osobie z którą kontaktujemy się w trakcie prowadzenia interesów. Zwróćmy uwagę, że wtedy jakoś łatwiej zacząć rozmowę.
Autentyczność o której mówimy, nie przychodzi ot tak sobie. Aby być autentyczni w przekazie musimy się nieco postarać. Wszyscy posiadamy, w większym, bądź mniejszym stopniu, pewną możliwość weryfikacji fałszu z którym się spotykamy. Więc nie możemy być autentyczni tylko trochę lub autentyczni na dwa sposoby, nasz klient natychmiast to wyczuje i nie wróży to nic dobrego.
W książce autorka dużo pisze o sobie, o swoich odczuciach i obawach, ale też oczekiwaniach wobec tego co chce robić w życiu. Poznajemy jej historie i nie możemy już przejść obok tego do porządku dziennego. To co najpierw przychodzi na myśl, to porównanie jej ze swoją osobą. Może nie chodzi tu o wartościowanie kogokolwiek, bardziej pojawia się podziw dla jej konsekwencji i determinacji. Autorka może uchodzić za lektora jakiegoś egzotycznego języka, który znalazł się między rzeszami osób, które chcą się go nauczyć. Fakt, że tak jest, to dla nich również zaskoczenie, lecz widzą w tym procederze nową jakość, więc nie trzeba ich zbytnio przekonywać.
Na początku czytania książki, pojawi się u was niedowierzanie i sceptycyzm. Chyba jesteśmy zbyt zepsuci przez obecne sposoby oddziaływania reklamy i mamy w pamięci przykłady autentyczności, która taką wcale nie była? W miarę jednak zagłębiania się w tekst zrozumiecie o czym jest tu mowa. Nie oznacza to, że w tej samej chwili założycie swego pierwszego bloga i zaczniecie pisać pierwszą powieść. No, może nie wszyscy. W świecie pełnym wyzwań i narastającej modzie na odrobinę indywidualizmu, potrzebne jest zatrzymanie się na chwile, aby zastanowić się co my tak naprawdę robimy. Autorka nie dyktuje nam co mamy robić, jeszcze gorzej, mówi nam co sama robi i co z tego wynika. To daje do myślenia. Jeśli pracujesz w korporacji, wiesz o czym mówię. Autorka w emocjonalny sposób pisze nam, że znalazła swój sposób na realizację samej siebie, który dodatkowo pozwala w miarę spokojnie żyć.
Interia360.pl Zbyszek Wolski; 2015-09-09
Fueled. Napędzani pożądaniem
Po cudownym pierwszym tomie, który bezsprzecznie trafił do mojego serca nie mogłam długo zwlekać i postanowiłam, że jak najszybciej przeczytam kolejną część, aby poznać dalsze losy głównych bohaterów. Miałam nadzieję, że "Fueled" spodoba mi się tak bardzo jak "Driven", albo nawet jeszcze bardziej dlatego z taką ochotą zabrałam się za lekturę. W tej chwili jestem już po tej niesamowitej przygodzie i z wielką chęcią mogę podzielić się z Wami moją opinią na temat tej książki. Zachęcam Was do przeczytania dalszej części recenzji, z której z pewnością wszystkiego się dowiecie.
"Fueled" zaczyna się w miejscu, w którym zakończyła się pierwsza część, lecz teraz dla odmiany wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy Coltona. Przeżywamy z nim każdą sytuację, a także dowiadujemy się jakie piekło przeszedł w dzieciństwie. Rylee liczy na prawdziwy związek co wcale nie jest takie proste. Ranią się nawzajem tak mocno jak mocne jest ich uczucie. Spore zamieszanie wprowadza asystentka, która nie zawsze jest uczciwa wobec głównych bohaterów. Czy Colton oraz Rylee pokonają wspólnie wszystkie przeciwności i stworzą stabilny związek?
Oczywiście mamy tutaj do czynienia z bohaterami, których zdążyliśmy już poznać w pierwszej części jednak wiadomo, że czym dłuższa historia tym postacie stają się bardziej skomplikowane, a my jako czytelnicy możemy powoli odkrywać kolejne cechy ich charakterów. Dzięki autorce po raz kolejny mamy szansę zrozumieć ich zachowanie oraz reakcje na dane wydarzenia. Colton to postać, w której po prostu można się zakochać. Pomimo jego wysokiego ego i arogancji bardzo polubiłam tego niezwykłego bohatera, który ma swoją mroczną przeszłość i nie do końca jest taki idealny. Rylee to kobieta sukcesu posiadająca silną osobowość. Potrafi dokładnie podkreślić gdzie jest jej miejsce i nie boi się wyrażać własnego zdania. Bez wątpienia jest to postać sympatyczna i jestem pewna, że Wy również podczas czytania tej powieści bardzo się z nią zżyjecie. K. Bromberg wykreowała dwa świetne temperamenty, które idealnie się dopełniają, dzięki czemu z wielką chęcią i przyjemnością czytamy kolejne rozdziały "Fueled".
W pierwszej części autorka posługiwała się prostym, lekkim i bardzo dobrze zrozumiałym językiem. Na szczęście wraz z drugim tomem K. Bromberg nie zmieniła swojego słownictwa i dzięki temu całość czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Książka naprawdę ogromnie mi się spodobała i wciągnęła już od pierwszych stron. Wszystko potoczyło się trochę inaczej niż się tego spodziewałam, ale nie uważam tego za wadę - wręcz przeciwnie jest to dla mnie dużą zaletą, ponieważ nigdy nie możemy być do końca pewni co za chwilę się wydarzy. Opisy są pełne emocji i wywołują w czytelniku naprawdę mnóstwo uczuć. Sceny erotyczne są świetnie przedstawione, a do tego nie są wulgarne co bardzo sobie cenię w tego typu powieściach.
Zakończenie tej książki sprawiło, że z całą pewnością mogę stwierdzić, że już wkrótce sięgnę po kolejną część. Koniecznie muszę dowiedzieć się co takiego autorka przygotowała dla głównych bohaterów i jak potoczą się ich losy. Akcja całej powieści okazała się niezwykle szybka, a podczas czytania na pewno nie dopadnie nas nuda czy monotonia. "Fueled" doprowadza czytelników do szaleństwa, wywołuje skrajne emocje i niejednokrotnie wprowadza w naszym życiu ogromne zamieszanie. Zdecydowanie jest to lektura dla osób o mocnych nerwach!
Podsumowując - "Fueled" to powieść genialna i jestem pewna, że zadowoli wszystkich fanów literatury erotycznej. Dodatkowo jest to lektura obowiązkowa dla osób, którym spodobała się pierwsza część. Mam nadzieję, że moja recenzja zachęciła Was do zapoznania się z treścią tej książki, ponieważ twórczość K. Bromberg naprawdę jest godna waszej uwagi. Z mojej strony mogę Wam obiecać, że już wkrótce przeczytacie również recenzję trzeciej części, bo wiem, że koniecznie będę musiała poznać zakończenie tej historii
"Fueled" zaczyna się w miejscu, w którym zakończyła się pierwsza część, lecz teraz dla odmiany wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy Coltona. Przeżywamy z nim każdą sytuację, a także dowiadujemy się jakie piekło przeszedł w dzieciństwie. Rylee liczy na prawdziwy związek co wcale nie jest takie proste. Ranią się nawzajem tak mocno jak mocne jest ich uczucie. Spore zamieszanie wprowadza asystentka, która nie zawsze jest uczciwa wobec głównych bohaterów. Czy Colton oraz Rylee pokonają wspólnie wszystkie przeciwności i stworzą stabilny związek?
Oczywiście mamy tutaj do czynienia z bohaterami, których zdążyliśmy już poznać w pierwszej części jednak wiadomo, że czym dłuższa historia tym postacie stają się bardziej skomplikowane, a my jako czytelnicy możemy powoli odkrywać kolejne cechy ich charakterów. Dzięki autorce po raz kolejny mamy szansę zrozumieć ich zachowanie oraz reakcje na dane wydarzenia. Colton to postać, w której po prostu można się zakochać. Pomimo jego wysokiego ego i arogancji bardzo polubiłam tego niezwykłego bohatera, który ma swoją mroczną przeszłość i nie do końca jest taki idealny. Rylee to kobieta sukcesu posiadająca silną osobowość. Potrafi dokładnie podkreślić gdzie jest jej miejsce i nie boi się wyrażać własnego zdania. Bez wątpienia jest to postać sympatyczna i jestem pewna, że Wy również podczas czytania tej powieści bardzo się z nią zżyjecie. K. Bromberg wykreowała dwa świetne temperamenty, które idealnie się dopełniają, dzięki czemu z wielką chęcią i przyjemnością czytamy kolejne rozdziały "Fueled".
W pierwszej części autorka posługiwała się prostym, lekkim i bardzo dobrze zrozumiałym językiem. Na szczęście wraz z drugim tomem K. Bromberg nie zmieniła swojego słownictwa i dzięki temu całość czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Książka naprawdę ogromnie mi się spodobała i wciągnęła już od pierwszych stron. Wszystko potoczyło się trochę inaczej niż się tego spodziewałam, ale nie uważam tego za wadę - wręcz przeciwnie jest to dla mnie dużą zaletą, ponieważ nigdy nie możemy być do końca pewni co za chwilę się wydarzy. Opisy są pełne emocji i wywołują w czytelniku naprawdę mnóstwo uczuć. Sceny erotyczne są świetnie przedstawione, a do tego nie są wulgarne co bardzo sobie cenię w tego typu powieściach.
Zakończenie tej książki sprawiło, że z całą pewnością mogę stwierdzić, że już wkrótce sięgnę po kolejną część. Koniecznie muszę dowiedzieć się co takiego autorka przygotowała dla głównych bohaterów i jak potoczą się ich losy. Akcja całej powieści okazała się niezwykle szybka, a podczas czytania na pewno nie dopadnie nas nuda czy monotonia. "Fueled" doprowadza czytelników do szaleństwa, wywołuje skrajne emocje i niejednokrotnie wprowadza w naszym życiu ogromne zamieszanie. Zdecydowanie jest to lektura dla osób o mocnych nerwach!
Podsumowując - "Fueled" to powieść genialna i jestem pewna, że zadowoli wszystkich fanów literatury erotycznej. Dodatkowo jest to lektura obowiązkowa dla osób, którym spodobała się pierwsza część. Mam nadzieję, że moja recenzja zachęciła Was do zapoznania się z treścią tej książki, ponieważ twórczość K. Bromberg naprawdę jest godna waszej uwagi. Z mojej strony mogę Wam obiecać, że już wkrótce przeczytacie również recenzję trzeciej części, bo wiem, że koniecznie będę musiała poznać zakończenie tej historii
Ksiazki-milki.blogspot.com Kamila Idziaszek; 2015-09-06
Gdyby nie Ty... Igrając z ogniem 2
"Gdyby nie ty" Tary Sivec to drugi tom serii Igrając z ogniem. Pierwsza część mnie zachwyciła. A jak będzie tym razem? Zapraszam na recenzję.
Layla to młoda, piękna, utalentowana piosenkarka. Mogłoby się wydawać, że to wystarczy by żyć pełnią szczęścia, niestety nie jest tak w przypadku naszej bohaterki. Po śmierci ojca całą kontrolę nad życiem Layli przejęła jej matka. Stworzyła jej wizerunek sceniczny, wykreowała na idola wielu nastolatków. Layla w ukryciu marzy by zmienić swoje życie, uwolnić się spod kontroli matki, która nigdy jej kochała, za to bardzo kocha pieniądze córki. Layla zaczyna również dostawać listy z pogróżkami, więc by wzmocnić jej ochronę matka zatrudnia Brady'ego, byłego żołnierza marynarki wojennej, który obecnie prowadzi prywatną agencję detektywistyczną. Brady żyje również z własnymi demonami przeszłości i próbuje ułożyć swoje życie na nowo. Współpraca tej dwójki będzie bardzo burzliwa a namiętność będzie buchać pełną parą. Tylko czy dwa różne światy mają szansę na szczęśliwą przyszłość? Oraz czy uda się odnaleźć szalonego fana? Na pewno Brady zrobi wszystko by Layla była bezpieczna.
"Gdyby nie ty" to romans z mocno zarysowanym wątkiem kryminalnym. Layla to młoda piosenkarka, żyjąca pod dyktando własnej matki, która zrobiła z niej swoją prywatną skarbonkę. Przez pogróżki przysyłane przez szalonego fana w jej życiu pojawia się Brady, który dla naszej bohaterki może stać się wybawieniem. Ale czy tak będzie? Bo czy gwiazda, która ma rzesze fanów może pozwolić sobie na uczucie względem zwykłego ochroniarza? W tej części serii również nie zabraknie nam zabawnych oraz wzruszających dialogów miedzy bohaterami, a namiętność, która pojawi się między nimi będzie wręcz namacalna. Postacie są świetnie wykreowane z własnymi problemami, które zatruwają im życie. Ale zawsze jest szansa na nowe lepsze życie tylko trzeba pozwolić by to serce kierowało naszymi wyborami. Ta część obfituje także w zaskakujące zwroty akcji, wiele tajemnic oraz intryg, które są dziełem osób blisko związanych z naszymi bohaterami.
Tara Sivec operuje stylem, który jest lekki w odbiorze a jej książki czyta się naprawdę szybko. Wartka akcja nie pozwala się nudzić a gorące sceny seksu pobudzają naszą wyobraźnię. Więc jeżeli lubicie takie właśnie książki, które łączą romans, akcje oraz sporo tajemnic z dreszczykiem grozy to ta pozycja na pewno Wam przypadnie do gustu. POLECAM!!!
Layla to młoda, piękna, utalentowana piosenkarka. Mogłoby się wydawać, że to wystarczy by żyć pełnią szczęścia, niestety nie jest tak w przypadku naszej bohaterki. Po śmierci ojca całą kontrolę nad życiem Layli przejęła jej matka. Stworzyła jej wizerunek sceniczny, wykreowała na idola wielu nastolatków. Layla w ukryciu marzy by zmienić swoje życie, uwolnić się spod kontroli matki, która nigdy jej kochała, za to bardzo kocha pieniądze córki. Layla zaczyna również dostawać listy z pogróżkami, więc by wzmocnić jej ochronę matka zatrudnia Brady'ego, byłego żołnierza marynarki wojennej, który obecnie prowadzi prywatną agencję detektywistyczną. Brady żyje również z własnymi demonami przeszłości i próbuje ułożyć swoje życie na nowo. Współpraca tej dwójki będzie bardzo burzliwa a namiętność będzie buchać pełną parą. Tylko czy dwa różne światy mają szansę na szczęśliwą przyszłość? Oraz czy uda się odnaleźć szalonego fana? Na pewno Brady zrobi wszystko by Layla była bezpieczna.
"Gdyby nie ty" to romans z mocno zarysowanym wątkiem kryminalnym. Layla to młoda piosenkarka, żyjąca pod dyktando własnej matki, która zrobiła z niej swoją prywatną skarbonkę. Przez pogróżki przysyłane przez szalonego fana w jej życiu pojawia się Brady, który dla naszej bohaterki może stać się wybawieniem. Ale czy tak będzie? Bo czy gwiazda, która ma rzesze fanów może pozwolić sobie na uczucie względem zwykłego ochroniarza? W tej części serii również nie zabraknie nam zabawnych oraz wzruszających dialogów miedzy bohaterami, a namiętność, która pojawi się między nimi będzie wręcz namacalna. Postacie są świetnie wykreowane z własnymi problemami, które zatruwają im życie. Ale zawsze jest szansa na nowe lepsze życie tylko trzeba pozwolić by to serce kierowało naszymi wyborami. Ta część obfituje także w zaskakujące zwroty akcji, wiele tajemnic oraz intryg, które są dziełem osób blisko związanych z naszymi bohaterami.
Tara Sivec operuje stylem, który jest lekki w odbiorze a jej książki czyta się naprawdę szybko. Wartka akcja nie pozwala się nudzić a gorące sceny seksu pobudzają naszą wyobraźnię. Więc jeżeli lubicie takie właśnie książki, które łączą romans, akcje oraz sporo tajemnic z dreszczykiem grozy to ta pozycja na pewno Wam przypadnie do gustu. POLECAM!!!
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/ Sylwia Stawska; 2015-09-13
Sztuka efektywności
Chcesz zarobić pierwszy milion? Nic nie stoi na przeszkodzie, musisz jedynie skoncentrować się na tym co przybliża cię do realizacji tego pomysłu i zapomnieć o głupotach.
Panuje obiegowa opinia, że aby być zamożnym należy dużo pracować. Jak to mówią, w każdej plotce jest ziarno prawdy, tak jest i tym razem. Cóż z tego, że jesteś pracowity, skoro posiadasz mały sklepik osiedlowy i pracując od rana do wieczora, uzyskasz znikomy dochód. No dobrze, może nie chcesz więcej i to jest realizacja twoich oczekiwań. Jeśli jednak podejść do sprawy z dystansem, to dość łatwo można znaleźć biznes, gdzie także będziesz pracować od świtu do nocy, lecz tym razem zarobisz kilka razy więcej. Jeśli zaczęliśmy być szczegółowi i z krytycyzmem odnosimy się do tego co robimy co dnia, aby zarabiać pieniądze, to może poddajmy analizie czas swojej pracy. Ile z tego czasu poświęcasz realnie na generowanie zysków? Tak, jesteś zajęty i masz setki spraw na głowie, wszystko musisz zrobić sam, aby mieć pewność, że zostało zrobione należycie. Uważaj, to nic inne niż kolejny stereotyp. Jeśli w ciągu dnia, dedykujesz większość zadań, które może zrobić ktoś inny i co więcej zrobi je lepiej niż ty, to wówczas twój dzień pracy będzie trwał dwie – trzy godziny. Wcześniej wspomnieliśmy już o pracowitości, więc jeśli nie chcesz tak krótkiego dnia pracy, to stoisz przed komfortowym rozwiązaniem, masz cały dzień na zajmowanie się tym co sprawia, że zarabiasz. Czy przez, takie podejście, będziesz zarabiać trzy – cztery razy więcej? Nie wiem, ale masz już na to czas, jeśli nie zboczysz zbyt daleko ze ścieżki efektywności, powinno to być możliwe.
W biznesie są wzloty i upadki, ucz się więc na błędach, najlepiej błędach nie popełnianych przez siebie samego. Jeśli to ci się nie uda, to nie szkodzi. Nawet jeśli wszystko stracisz będziesz miał o tyle komfortową sytuację, że możesz zacząć wszystko od początku, bogatszy o to czego się nauczyłeś. Ale nie piszmy czarnych scenariuszy, jeśli stale zastanawiasz się nad tym co jest w twojej pracy efektywne, to zapewne, zawczasu dostrzeżesz, że zbliżasz się do zmiany branży.
Nie samą pracą człowiek żyje. To ulubione określenie grona osób, którym trudno zarzucić efektywność. Zaczerpnij również i tą zasadę. Jeśli idziesz do pracy przemęczony i nie jesteś zrelaksowany, rezultaty będą nie w pełni takie jakie oczekujesz. To tego pamiętaj o równowadze pomiędzy rodziną i pracą, to także zwiększa twoje możliwości.
Jak dotychczas sprawa wydawała się dość prosta. Intuicyjnie dzielimy zadania na efektywne i te nie wnoszące zbyt wiele do naszego sukcesu. Pora przyjrzeć się zagadnieniom bardziej złożonym. W biznesie ważne są spotkania, nie zawsze dotyczą przedstawiania komuś oferty. Jeśli chcesz wejść do świata biznesu, musisz poznać środowisko. Czym masz większe ambicje, tym więcej ludzi musisz poznać. Czy nie tracisz czasu na bankietach i przyjęciach? Nie, na pewno nie. Właśnie wszedłeś na wyższy poziom prowadzenia biznesu, już nie tylko trzeba coś sprzedać, teraz w sumie pozostaje zaprzyjaźnić się ze wszystkimi, no może z prawie wszystkimi. Takie relacje sprawiają, ze twoje poczynania są łatwiejsze do realizacji. A jeśli przy wyższym poziomie jesteśmy, pora zadbać o szczegóły, noś odpowiedni zegarek i garnitur, dress code może okazać się równie ważny co twoja oferta.
Daniel J. Kubach to znany biznesmen, który nie podchodzi do tego co robi bezkrytycznie. Przez całą swoją karierę zawodową, wypracował metody, które zaowocowały jego bardzo dużym sukcesem. Obecnie, co nie jest powszechne, chętnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami z czytelnikami swoich książek. Dla każdego, kto sięgnie do jego pozycji, ma ona stać się w zamyśle autora, swego rodzaju przewodnikiem. Nie jest to jedynie suchy plan, zawierający poszczególne etapy, które należy zrealizować. Autor stara się zainspirować czytelników do działania, zarysowując wachlarz możliwości. Na wspomniane działanie, stawia duży akcent. Według niego, nawet genialny plan, trzeba kiedyś zacząć realizować, ponieważ papier przyjmie wszystko, a nie o to tu chodzi.
Refleksja jaka nasuwa się po przeczytaniu tej książki, powoduje, że pomysł na swój biznes nie zaczyna się już od wymienienia powodów, dla których może się on nie udać. Ponadto, wspomniany biznes nie ogranicza się już do ulicy, dzielnicy, czy miasta. Według słów autora, żyjemy w kraju, który zapewnia na tyle duży rynek, że przy interesach, przestajemy myśleć globalnie. Powinniśmy brak byka za rogi, jak to mają w zwyczaju Amerykanie, wykorzystując wszelkie możliwości ekspansji swojej firmy.
Panuje obiegowa opinia, że aby być zamożnym należy dużo pracować. Jak to mówią, w każdej plotce jest ziarno prawdy, tak jest i tym razem. Cóż z tego, że jesteś pracowity, skoro posiadasz mały sklepik osiedlowy i pracując od rana do wieczora, uzyskasz znikomy dochód. No dobrze, może nie chcesz więcej i to jest realizacja twoich oczekiwań. Jeśli jednak podejść do sprawy z dystansem, to dość łatwo można znaleźć biznes, gdzie także będziesz pracować od świtu do nocy, lecz tym razem zarobisz kilka razy więcej. Jeśli zaczęliśmy być szczegółowi i z krytycyzmem odnosimy się do tego co robimy co dnia, aby zarabiać pieniądze, to może poddajmy analizie czas swojej pracy. Ile z tego czasu poświęcasz realnie na generowanie zysków? Tak, jesteś zajęty i masz setki spraw na głowie, wszystko musisz zrobić sam, aby mieć pewność, że zostało zrobione należycie. Uważaj, to nic inne niż kolejny stereotyp. Jeśli w ciągu dnia, dedykujesz większość zadań, które może zrobić ktoś inny i co więcej zrobi je lepiej niż ty, to wówczas twój dzień pracy będzie trwał dwie – trzy godziny. Wcześniej wspomnieliśmy już o pracowitości, więc jeśli nie chcesz tak krótkiego dnia pracy, to stoisz przed komfortowym rozwiązaniem, masz cały dzień na zajmowanie się tym co sprawia, że zarabiasz. Czy przez, takie podejście, będziesz zarabiać trzy – cztery razy więcej? Nie wiem, ale masz już na to czas, jeśli nie zboczysz zbyt daleko ze ścieżki efektywności, powinno to być możliwe.
W biznesie są wzloty i upadki, ucz się więc na błędach, najlepiej błędach nie popełnianych przez siebie samego. Jeśli to ci się nie uda, to nie szkodzi. Nawet jeśli wszystko stracisz będziesz miał o tyle komfortową sytuację, że możesz zacząć wszystko od początku, bogatszy o to czego się nauczyłeś. Ale nie piszmy czarnych scenariuszy, jeśli stale zastanawiasz się nad tym co jest w twojej pracy efektywne, to zapewne, zawczasu dostrzeżesz, że zbliżasz się do zmiany branży.
Nie samą pracą człowiek żyje. To ulubione określenie grona osób, którym trudno zarzucić efektywność. Zaczerpnij również i tą zasadę. Jeśli idziesz do pracy przemęczony i nie jesteś zrelaksowany, rezultaty będą nie w pełni takie jakie oczekujesz. To tego pamiętaj o równowadze pomiędzy rodziną i pracą, to także zwiększa twoje możliwości.
Jak dotychczas sprawa wydawała się dość prosta. Intuicyjnie dzielimy zadania na efektywne i te nie wnoszące zbyt wiele do naszego sukcesu. Pora przyjrzeć się zagadnieniom bardziej złożonym. W biznesie ważne są spotkania, nie zawsze dotyczą przedstawiania komuś oferty. Jeśli chcesz wejść do świata biznesu, musisz poznać środowisko. Czym masz większe ambicje, tym więcej ludzi musisz poznać. Czy nie tracisz czasu na bankietach i przyjęciach? Nie, na pewno nie. Właśnie wszedłeś na wyższy poziom prowadzenia biznesu, już nie tylko trzeba coś sprzedać, teraz w sumie pozostaje zaprzyjaźnić się ze wszystkimi, no może z prawie wszystkimi. Takie relacje sprawiają, ze twoje poczynania są łatwiejsze do realizacji. A jeśli przy wyższym poziomie jesteśmy, pora zadbać o szczegóły, noś odpowiedni zegarek i garnitur, dress code może okazać się równie ważny co twoja oferta.
Daniel J. Kubach to znany biznesmen, który nie podchodzi do tego co robi bezkrytycznie. Przez całą swoją karierę zawodową, wypracował metody, które zaowocowały jego bardzo dużym sukcesem. Obecnie, co nie jest powszechne, chętnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami z czytelnikami swoich książek. Dla każdego, kto sięgnie do jego pozycji, ma ona stać się w zamyśle autora, swego rodzaju przewodnikiem. Nie jest to jedynie suchy plan, zawierający poszczególne etapy, które należy zrealizować. Autor stara się zainspirować czytelników do działania, zarysowując wachlarz możliwości. Na wspomniane działanie, stawia duży akcent. Według niego, nawet genialny plan, trzeba kiedyś zacząć realizować, ponieważ papier przyjmie wszystko, a nie o to tu chodzi.
Refleksja jaka nasuwa się po przeczytaniu tej książki, powoduje, że pomysł na swój biznes nie zaczyna się już od wymienienia powodów, dla których może się on nie udać. Ponadto, wspomniany biznes nie ogranicza się już do ulicy, dzielnicy, czy miasta. Według słów autora, żyjemy w kraju, który zapewnia na tyle duży rynek, że przy interesach, przestajemy myśleć globalnie. Powinniśmy brak byka za rogi, jak to mają w zwyczaju Amerykanie, wykorzystując wszelkie możliwości ekspansji swojej firmy.
Interia360.pl Zbyszek Wolski; 2015-09-08
Rzuć na to okiem. Rewelacyjne sposoby na szybkie czytanie. Wydanie 2
Szybkie czytanie w pracy recenzenta jest jak szybkie liczenie w pracy bankiera. Niezwykle przydatna umiejętność. Patrząc jednak z szerszej perspektywy zastanówmy się, ile jest książek na świecie. W danych z 2009 roku wynika, że podczas studiów z biblioteki uniwersyteckiej mogłam wypożyczyć milion książek! Milion! Jaka wiedza, możliwość uczenia się na przekazie pokoleń! Ile z tego przeczytałam swoim tempem? Niech to zostanie wstydliwą tajemnicą… Kiedy tylko pojawiła się możliwość zwiększenia tempa czytania, z chęcią sięgnęłam po „Rzuć na to okiem. Rewelacyjne sposoby na szybkie czytanie” Pawła Rudzkiego. Zachęcający tytuł sugerował, że nie będzie to żmudny i długotrwały proces nauki, postanowiłam zatem to sprawdzić na własnej skórze.
Na początku książki autor przybliża zasoby wybranych księgarń internetowych i ideę szybkiego czytania, sprawiając w ten sposób, że chętnie zajrzymy na kolejne strony. Kolejny rozdział obala klasyczne mity i przekonania, jakoby szybkie czytanie zmniejszało zrozumienie, przyczyniało się do pominięcia ważnych treści, a czytanie „dobrej” książki w szybkim tempie stanowi policzek wymierzony jej autorowi. Kiedy już jesteśmy przekonani jak wiele faktów okazało się mitami, przechodzimy do diagnozy tego, jak szybko czytamy i jak wiele z tego rozumiemy. Krótki test i pytania sprawdzające zrozumienie jest klasycznym sposobem weryfikacji stanu czytania. Został on powtórzony co kilka rozdziałów trenujących w nas techniki szybkiego czytania po to, byśmy mieli widoczne dowody na to, że czytamy szybciej. Poza treningami konkretnych umiejętności czytelnikom przybliżana jest wiedza teoretyczna związana z polem widzenia, rolą motywacji, koncentracją, percepcją i pojemnością uwagi.
Podobał mi się sposób w jaki został napisany ten poradnik. Język jest zrozumiały. Twierdzenia naukowe poparte zostały przykładami z życia codziennego, które je uwiarygadniają. Ćwiczenia przeplatają się z teorią, dzięki czemu książkę można równie dobrze poza treningiem traktować jako przyjemną lekturę. Czym ta książka różni się od innych o szybkim czytaniu, które trafiły w moje ręce? Po pierwsze zwraca uwagę na dietę. W kilku miejscach autor podkreśla jak to, co jemy wpływa na to, jak pracuje nasz mózg i oczy. Rola witamin jest nieopisana w tym procesie. Kolejną rzeczą, która wyróżnia tę książkę jest program napisany pod kątem treningu technik czytania. Każdy czytelnik może go pobrać na swój komputer i korzystać z ćwiczeń, których własnoręczne przygotowanie wymagałoby więcej czasu. Można w nim również skorzystać z funkcji metronomu, zatem unikniemy dodatkowych kosztów zakupu sprzętu. Dla mnie ważne było też, aby w tej książce, jak w wielu tego rodzaju, nie pojawiło się ćwiczenie poszerzające pole widzenia polegające na wpatrywaniu się w piramidy liter i słów, tak by widzieć je dobrze w coraz większej odległości. Jest ono dla mnie nudne i męczące. Ćwiczenie było, ale nie poświęcono mu wielu stron, skupiono się na innych wspierających naukę w równym stopniu.
Książka napisana została przez praktyka. Paweł Rudzki jest pasjonatem i trenerem szybkiego czytania. Zajmuje się również analizą rynku finansowego, co tylko dowodzi jak szybkie czytanie jest mu potrzebne. Ponadto w książce poruszono wiele kwestii niezwiązanych bezpośrednio z czytaniem, jak choćby rola diety, o której pisałam wcześniej. „Rzuć na to okiem. Rewelacyjne sposoby na szybkie czytanie” pokazuje, że czytanie jest procesem, który wymaga pracy nad wieloma czynnikami, a nie tylko nad szybkim ruchem gałek ocznych. Pobieżne przejrzenie tytułów rozdziałów, nagłówków, pomijanie wybranych treści czy nawet przeczytanie zakończenia znacznie przyspieszy czytanie, dzięki temu, że przewidzimy treść.
Książka „Rzuć na to okiem. Rewelacyjne sposoby na szybkie czytanie” Pawła Rudzkiego to na pewno dobry początek, dla każdego, kto zaczyna przygodę z szybkim czytaniem. Wyrabia w nas chęć treningu i sięgania po kolejne ćwiczenia z tego tematu. Większość z nas nauczyła się czytać w przedszkolu czy w pierwszej klasie, podobnie jak wielu innych rzeczy. Zastanówmy się jednak, czy nadal liczymy jak wtedy, rysujemy jak wtedy, biegamy jak wtedy? Wszystkie pozostałe umiejętności były rozwijane w procesie edukacji, natomiast czytanie pozostawiono na etapie głośnego czytania tekstu ze zrozumieniem. Szybkie czytanie wymaga od nas samodzielnego wysiłku, w czym ta książka na pewno pomoże.
Na początku książki autor przybliża zasoby wybranych księgarń internetowych i ideę szybkiego czytania, sprawiając w ten sposób, że chętnie zajrzymy na kolejne strony. Kolejny rozdział obala klasyczne mity i przekonania, jakoby szybkie czytanie zmniejszało zrozumienie, przyczyniało się do pominięcia ważnych treści, a czytanie „dobrej” książki w szybkim tempie stanowi policzek wymierzony jej autorowi. Kiedy już jesteśmy przekonani jak wiele faktów okazało się mitami, przechodzimy do diagnozy tego, jak szybko czytamy i jak wiele z tego rozumiemy. Krótki test i pytania sprawdzające zrozumienie jest klasycznym sposobem weryfikacji stanu czytania. Został on powtórzony co kilka rozdziałów trenujących w nas techniki szybkiego czytania po to, byśmy mieli widoczne dowody na to, że czytamy szybciej. Poza treningami konkretnych umiejętności czytelnikom przybliżana jest wiedza teoretyczna związana z polem widzenia, rolą motywacji, koncentracją, percepcją i pojemnością uwagi.
Podobał mi się sposób w jaki został napisany ten poradnik. Język jest zrozumiały. Twierdzenia naukowe poparte zostały przykładami z życia codziennego, które je uwiarygadniają. Ćwiczenia przeplatają się z teorią, dzięki czemu książkę można równie dobrze poza treningiem traktować jako przyjemną lekturę. Czym ta książka różni się od innych o szybkim czytaniu, które trafiły w moje ręce? Po pierwsze zwraca uwagę na dietę. W kilku miejscach autor podkreśla jak to, co jemy wpływa na to, jak pracuje nasz mózg i oczy. Rola witamin jest nieopisana w tym procesie. Kolejną rzeczą, która wyróżnia tę książkę jest program napisany pod kątem treningu technik czytania. Każdy czytelnik może go pobrać na swój komputer i korzystać z ćwiczeń, których własnoręczne przygotowanie wymagałoby więcej czasu. Można w nim również skorzystać z funkcji metronomu, zatem unikniemy dodatkowych kosztów zakupu sprzętu. Dla mnie ważne było też, aby w tej książce, jak w wielu tego rodzaju, nie pojawiło się ćwiczenie poszerzające pole widzenia polegające na wpatrywaniu się w piramidy liter i słów, tak by widzieć je dobrze w coraz większej odległości. Jest ono dla mnie nudne i męczące. Ćwiczenie było, ale nie poświęcono mu wielu stron, skupiono się na innych wspierających naukę w równym stopniu.
Książka napisana została przez praktyka. Paweł Rudzki jest pasjonatem i trenerem szybkiego czytania. Zajmuje się również analizą rynku finansowego, co tylko dowodzi jak szybkie czytanie jest mu potrzebne. Ponadto w książce poruszono wiele kwestii niezwiązanych bezpośrednio z czytaniem, jak choćby rola diety, o której pisałam wcześniej. „Rzuć na to okiem. Rewelacyjne sposoby na szybkie czytanie” pokazuje, że czytanie jest procesem, który wymaga pracy nad wieloma czynnikami, a nie tylko nad szybkim ruchem gałek ocznych. Pobieżne przejrzenie tytułów rozdziałów, nagłówków, pomijanie wybranych treści czy nawet przeczytanie zakończenia znacznie przyspieszy czytanie, dzięki temu, że przewidzimy treść.
Książka „Rzuć na to okiem. Rewelacyjne sposoby na szybkie czytanie” Pawła Rudzkiego to na pewno dobry początek, dla każdego, kto zaczyna przygodę z szybkim czytaniem. Wyrabia w nas chęć treningu i sięgania po kolejne ćwiczenia z tego tematu. Większość z nas nauczyła się czytać w przedszkolu czy w pierwszej klasie, podobnie jak wielu innych rzeczy. Zastanówmy się jednak, czy nadal liczymy jak wtedy, rysujemy jak wtedy, biegamy jak wtedy? Wszystkie pozostałe umiejętności były rozwijane w procesie edukacji, natomiast czytanie pozostawiono na etapie głośnego czytania tekstu ze zrozumieniem. Szybkie czytanie wymaga od nas samodzielnego wysiłku, w czym ta książka na pewno pomoże.
moznaprzeczytac.pl Angela D; 2015-09-13