ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą

Kto chce, ten może drwić, kpić i hejtować albo przewracać oczami. A ja i tak myślę, że nawet największy twardziel powinien raz na jakiś czas przeczytać sobie książkę w stylu „Jesteś marką” Joanny Malinowskiej-Parzydło.

To książka o tym, jak być fajnym. I jak umieć to wykorzystać. Fachowo nazywa się to budowaniem i zarządzaniem kapitałem reputacji. Przeglądając kolejne strony tej książki, czytelnik szybko zdaje sobie sprawę, że tu jest trochę o... wszystkim. Garść refleksji dotyczących skutecznej autoprezentacji, wezwanie do ustawicznej pracy nad sobą albo rozważania o potrzebie zachowania zdrowego balansu między pracą a życiem osobistym. Są porady praktyczne. Na przykład takie: „Koło odpowiada 100 proc. Twojego dotychczasowego życia. Podziel je jak tort, proporcjonalnie do czasu, gdy: byłeś autentycznie sobą, grałeś rolę – wskaż oddzielnymi kawałkami tortu, w jakim procencie odgrywałeś daną rolę”. Jest też o tym, żeby się nie przejmować lajkami ani hejtami. Albo używać ładnej polszczyzny (uwaga na słowo „bynajmniej”). Krótko mówiąc, przez trzysta stron Malinowska-Parzydło przekonuje czytelnika, żeby wejrzał w samego siebie. Bo z tego samozrozumienia zrodzą się siła i blask. Autorka właśnie to nazywa naszą własną „marką”, która pomoże nam odnieść sukces. I to długotrwały. To znaczy odporny na nieuchronne zmiany koniunktury, wzloty i życiowe upadki.

Oczywiście, że trochę to wszystko zalatuje banałem. Nieznośny jest również wyświechtany styl „skracania dystansu”, na który zdecydowała się autorka („ta książka może być o Tobie”). Albo infantylizacja czytelnika („kluczyk masz już w dłoni. Co więcej drzwi przed Tobą są tymi właściwymi, jeśli tylko odpowiednio uważnie odbyłeś podróż do wnętrza siebie”). No i te wszystkie emotikony i znaki towaru zastrzeżonego. Dość jednak taniego narzekactwa. Bo ta książka ma także wiele plusów.

Wśród nich ten najważniejszy. Takie lektury po prostu są potrzebne. Nie mówię, żeby czerpać z nich całą wiedzę o otaczającym nas świecie. Ale nie widzę żadnych przeszkód, by nie potraktować ich jako odtrutki na codzienny pracowy kołowrót. I tak samo jak nawet największy życiowy sceptyk powinien sobie od czasu do czasu obejrzeć komedię romantyczną, tak samo i zaprawiony w bojach korporacyjny twardziel może sobie książkę Malinowskiej-Parzydło przejrzeć. I dzięki niej znaleźć garść inspiracji, jak zawiadować swoim życiem zawodowym. A niech nawet zrobi sobie tę tabelkę dzielącą kontakty na „kałuże” i „oceany”. Albo wymyśli sobie (choćby dla hecy) życiową mantrę na wzór sloganów korporacyjnych. Dlaczego nie?! A nuż pomoże mu to w ogarnięciu zawodowego i życiowego chaosu wokół. Zwłaszcza że książka „Jesteś marką” jest bardzo mocno osadzona w polskim korporacyjnym kontekście (autorka przez wiele lat była szefem HR-u w telewizji TVN). I choć Malinowska-Parzydło pozostaje pod silnym wpływem dominujących anglosaskich teorii zarządzania i HR-u, to jednak widać, że wyrosła w polskim korpoklimacie. Rynku młodym i podszytym ciągłym drżeniem o to, co przyniesie przyszłość.
Czytajcie więc takie książki, jak ta Joanny Malinowskiej-Parzydło. One też istnieją i mają swoje miejsce na półce ekonomiczno-biznesowych poradników. A potem wróćcie do normalnego życia. Które oczywiście nigdy nie będzie takie proste.
Dziennik Gazeta Prawna Rafal Woś; 2015-09-18

Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą

Kto chce, ten może drwić, kpić i hejtować albo przewracać oczami. A ja i tak myślę, że nawet największy twardziel powinien raz na jakiś czas przeczytać sobie książkę w stylu „Jesteś marką” Joanny Malinowskiej-Parzydło.

To książka o tym, jak być fajnym. I jak umieć to wykorzystać. Fachowo nazywa się to budowaniem i zarządzaniem kapitałem reputacji. Przeglądając kolejne strony tej książki, czytelnik szybko zdaje sobie sprawę, że tu jest trochę o... wszystkim. Garść refleksji dotyczących skutecznej autoprezentacji, wezwanie do ustawicznej pracy nad sobą albo rozważania o potrzebie zachowania zdrowego balansu między pracą a życiem osobistym. Są porady praktyczne. Na przykład takie: „Koło odpowiada 100 proc. Twojego dotychczasowego życia. Podziel je jak tort, proporcjonalnie do czasu, gdy: byłeś autentycznie sobą, grałeś rolę – wskaż oddzielnymi kawałkami tortu, w jakim procencie odgrywałeś daną rolę”. Jest też o tym, żeby się nie przejmować lajkami ani hejtami. Albo używać ładnej polszczyzny (uwaga na słowo „bynajmniej”). Krótko mówiąc, przez trzysta stron Malinowska-Parzydło przekonuje czytelnika, żeby wejrzał w samego siebie. Bo z tego samozrozumienia zrodzą się siła i blask. Autorka właśnie to nazywa naszą własną „marką”, która pomoże nam odnieść sukces. I to długotrwały. To znaczy odporny na nieuchronne zmiany koniunktury, wzloty i życiowe upadki.

Oczywiście, że trochę to wszystko zalatuje banałem. Nieznośny jest również wyświechtany styl „skracania dystansu”, na który zdecydowała się autorka („ta książka może być o Tobie”). Albo infantylizacja czytelnika („kluczyk masz już w dłoni. Co więcej drzwi przed Tobą są tymi właściwymi, jeśli tylko odpowiednio uważnie odbyłeś podróż do wnętrza siebie”). No i te wszystkie emotikony i znaki towaru zastrzeżonego. Dość jednak taniego narzekactwa. Bo ta książka ma także wiele plusów.

Wśród nich ten najważniejszy. Takie lektury po prostu są potrzebne. Nie mówię, żeby czerpać z nich całą wiedzę o otaczającym nas świecie. Ale nie widzę żadnych przeszkód, by nie potraktować ich jako odtrutki na codzienny pracowy kołowrót. I tak samo jak nawet największy życiowy sceptyk powinien sobie od czasu do czasu obejrzeć komedię romantyczną, tak samo i zaprawiony w bojach korporacyjny twardziel może sobie książkę Malinowskiej-Parzydło przejrzeć. I dzięki niej znaleźć garść inspiracji, jak zawiadować swoim życiem zawodowym. A niech nawet zrobi sobie tę tabelkę dzielącą kontakty na „kałuże” i „oceany”. Albo wymyśli sobie (choćby dla hecy) życiową mantrę na wzór sloganów korporacyjnych. Dlaczego nie?! A nuż pomoże mu to w ogarnięciu zawodowego i życiowego chaosu wokół. Zwłaszcza że książka „Jesteś marką” jest bardzo mocno osadzona w polskim korporacyjnym kontekście (autorka przez wiele lat była szefem HR-u w telewizji TVN). I choć Malinowska-Parzydło pozostaje pod silnym wpływem dominujących anglosaskich teorii zarządzania i HR-u, to jednak widać, że wyrosła w polskim korpoklimacie. Rynku młodym i podszytym ciągłym drżeniem o to, co przyniesie przyszłość.
Czytajcie więc takie książki, jak ta Joanny Malinowskiej-Parzydło. One też istnieją i mają swoje miejsce na półce ekonomiczno-biznesowych poradników. A potem wróćcie do normalnego życia. Które oczywiście nigdy nie będzie takie proste.
Dziennik Gazeta Prawna Rafal Woś; 2015-09-18

Zabić coacha. O miłości i nienawiści do autorytetów w Polsce

Jaka jest dziś kondycja autorytetów? Czy duchowego przewodnictwa można się nauczyć? Wokół tych zagadnień i zjawiska coachingu narosło wiele mitów. Najwyższa pora zdementować fałszywe informacje, odsłaniając prawdziwe oblicze relacji mistrz-uczeń, która towarzyszy każdemu z nas na co dzień.

Maciej Bennewicz – coach, menedżer i socjolog ­– zajmuje się psychologicznymi aspektami coachingu, owocem jego najnowszej pracy jest publikacja Zabić coacha. O miłości i nienawiści do autorytetów w Polsce. To solidne opracowanie problemu objaśniające wiele enigmatycznych zagadnień z zakresu psychologii i coachingu.

Czym będą autorytety z dziedziny polityki, a czym autorytety ze świata mediów? A może to codzienność kreuje mistrzów? To pytania trafiające w problem złożony, który w Polsce sięgnął apogeum. Podczas gdy hejterstwo zbiera u nas żniwo, Maciej Bennewicz odkrywa przed nami realia fascynacji autorytetami i nienawiści do nich. I jak się okazuje każdy z nas w swym życiu wikła się w relację mistrz-uczeń, która różnorako się na nim odbija. I książka ta jest właśnie studium takiej relacji. Jej gruntowną analizą, rozpatrzeniem we wszystkich aspektach. To fascynująca, fachowa lektura dla tych, którzy chcą poprawić swoje relacje interpersonalne, oraz tych, którzy lubią zgłębiać tajniki ludzkich zachowań i społecznych tendencji.
Dominika Makowska; 2015-09-19

Autentyczność przyciąga. Jak budować swoją markę na prawdziwym i porywającym przekazie?

Ogłoszenie rekrutacyjne pewnej znanej sieci barów szybkiej obsługi ze złotymi łukami w logo. Na obrazku grupa młodych, pełnych entuzjazmu ludzi w lśniąco białych koszulach przybija sobie piątkę. Pod zdjęciem widnieje napis: „Perspektywy przed Tobą!”. Niby wszystko pięknie, a mimo to pojawiają się pewne wątpliwości, rodzaj dysonansu poznawczego u odbiorcy. Dlaczego tak? Współcześnie wyidealizowany przekaz reklamowy coraz bardziej traci na wartości i wiarygodności. Ludzie jeszcze nigdy nie byli tak wrażliwi na fałsz i sztuczność. Świadoma firma powinna omijać banki zdjęć szerokim łukiem. Era dosłodzonego marketingu, podkoloryzowanego i utrzymanego w hurraoptymistycznym amerykańskim stylu to przeszłość, z którą trzeba się jak najszybciej pożegnać. Autentyczność to nowy trend kulturowy i biznesowy. Duże marki korzystają z niego, aby stać się bardziej ludzkimi i zwiększyć swoją skuteczność dotarcia do nowych klientów. Autentyczność to tajna broń w walce o bycie bezkonkurencyjnym i w tym właśnie utwierdza książka Anny Piwowarskiej „Autentyczność przyciąga”.

Podróbkom mówimy „Nie!”

Autorka wychodzi tylko z pozornie prostego założenia, że to właśnie autentyczność zwiększa moc przyciągania marki. Jednak jak się okazuje, prawdziwość jest nieoceniona w procesie budowy brandu i jego wizerunku. Bycie autentycznym to źródło niekończących się korzyści. Kreacja marki na takich podstawach sprawia, że staje się ona wyjątkowa i niemożliwa do podrobienia. Każdy z nas jest niepowtarzalny i ma jedyne w swoim rodzaju podejście do świata. Cały urok polega na tym, żeby opowiedzieć prawdziwą historię o sobie i swoim produkcie. Kopiowanie innych to zło i nigdy nie prowadzi do sukcesu. Trzeba być w czymś pierwszym i trzeba być w czymś jedynym. Oczywiście nasze story nie musi urzekać wszystkich. Ma dotrzeć do tych, którzy poczują w nas pokrewną duszę. Jeżeli przybliżymy odbiorcom naszą osobę, zyskamy na tym i nie będziemy już tylko anonimowym usługodawcą czy instytucją ze znanym logo na szyldzie. Dla naszych klientów będziemy doradcą z krwi i kości. Bo praca to nie tylko to, co robisz, ale też to, kim jesteś, w co wierzysz i czym tak naprawdę kierujesz się w życiu. Jeżeli klient ma do wyboru kilka produktów z tej samej kategorii, to z pewnością wybierze te, których filozofia jest mu najbliższa… Co więcej, chcąc być kimś innym, zapominamy, kim jesteśmy naprawdę. Wchodzimy w schematy, popadamy w branżowe rutyny: korzystamy z wyświechtanych zwrotów i zużytych zdań. Takie treści to tylko wielkie marnotrawstwo uwagi użytkowników. Najlepiej pokazuje to test stron internetowych. Jeżeli wejdziemy na kilka losowo wybranych WWW dilerów samochodowych, to na 100% przeczytamy o każdym z nich, że ma serwis mechaniczny najwyższej jakości, a firma jest zorientowana na satysfakcję klienta. Takie tworzenie komunikatów jest skazane na porażkę i nudzi konsumenta. Po pierwszych dwóch zdaniach wypełnionych komunałami użytkownik ma dosyć i opuszcza stronę. Idea pisania autentycznych historii rozbija tę monotonię, daje szansę odróżnienia się od innych i jest jedyną opcją, by zatrzymać użytkownika na dłużej.

„O mnie”

Czy wiesz, że podstrona „o mnie” lub „o firmie” jest jedną z najczęściej odwiedzanych podstron? Do czasu zetknięcia się z tą lekturą nie zdawałam sobie sprawy z istoty znaczenia zakładki „about us”. Autentyczne komunikaty na temat marki firmowej mogą przybierać różną postać. Można np. w dziale „o nas” stworzyć osobną podstronę, na której umieścimy prawdziwe opisy pracowników. Zamiast typowych fotografii z banków zdjęć można pokazać prawdziwych członków zespołu wraz z zarysem ich indywidualnych życiorysów. Zakładka ta ma szczególne znaczenie w określonych działalnościach, jak np.: w przypadku gabinetu psychoterapii albo coachingu. Tutaj osobowość odgrywa najważniejszą rolę i decyduje o sukcesie. Jeżeli nie przekonamy do siebie użytkownika za pomocą strony WWW, to jest mało prawdopodobne, że będziemy mieli okazję spotkać się z nim w realu. Pamiętajmy, że do dyspozycji mamy mnóstwo narzędzi, m.in.: Facebook, Instagram, blogi itd.

Jak magnes

Autentyczność zwiększa moc przyciągania Twojej marki. Najlepszym tego dowodem jest sama autorka tej książki. Pierwszy raz chyba spotykam się z materiałem tak bogato wypełnionym opisami doświadczeń płynących z kontaktu z innymi ludźmi oraz przykładami z życia polskich firm (konkretne opisy działań konkretnych klientów). Pierwszy raz czytając marketingową literaturę, miałam tak wielką ochotę na spotkanie się z autorką książki (co zresztą nie jest rzeczą niemożliwą, bo mieszka ona w Krakowie). Anna Piwowarska miłuje się w kontakcie ze swoimi klientami, co doskonale czuć. Żyje ich sukcesami, którymi się dumnie chwali. No i muszę przyznać, że jest czym. Odwiedziłam wiele z przywoływanych przez autorkę stron i rzeczywiście cechuje je niebanalność i brak wyświechtanych sloganów. Nie chcę na koniec sama zabrzmieć banalnie, ale książka zachęca do bycia sobą w tym, co się robi. Nikogo nie naśladuj. Po prostu twórz swoją niepowtarzalną jakość. Nikt nie prześcignie Cię w byciu Tobą.
Marketer +, Nowa Sprzedaż Dorota Korczyk; 2015-09-15

Piękne kłamstwo. Igrając z ogniem

"Piękne kłamstwo" Tary Sivec to pierwszy tom serii Igrając z ogniem. Miałam przyjemność czytać już inną serie książek tej autorki, która była po prostu świetna. Jak będzie tym razem? Przekonacie się czytając mą recenzję.

Anabelle Parker i Garrett McCarthy są przyjaciółmi od lat. Ona wzięta pani fotograf on oddany żołnierz marynarki wojennej. Jeszcze przed sześcioma miesiącami był z nimi Milo - przyjaciel tej dwójki oraz narzeczony Parker, również żołnierz. Lecz Milo zostaje zabity podczas misji na Dominikanie. Garrett zgłasza się na ochotnika by kontynuować misję swojego przyjaciela i spróbować wyjaśnić tajemnicę jego śmierci. Wraz ze swoim oddziałem oraz Parker, która jak się okazuje nie tylko lubi robić zdjęcia, wyruszają w podróż, która może zmienić ich dotychczasowe życie. 

Podczas wspólnej podróży Garrett i Anabelle muszą udawać, że są małżeństwem, jest to dla nich o tyle trudne ponieważ oboje darzą się głębszym uczuciem(skrywanym od lat), niż tylko przyjaźń. I chodź Milo nie żyje, żadne z nich nie otwiera się na tyle by wyznać swe uczucia, gdyż uważają że zdradziliby przyjaciela. Czy miłość będzie silniejsza niż wyrzuty sumienia? Oraz czy uda się rozwikłać tajemnicę śmierci ich przyjaciela?

"Piękne kłamstwo" to cudowna książka. Rewelacyjne połączenie romansu z kryminałem, pierwszy z  wątków nie przytłacza drugiego. Wszystko jest idealnie wkomponowane w fabułę książki. Gdy przeczytałam z tyłu okładki, że to książka od której nie będę mogła się oderwać "zaśmiałam się w duchu", że na pewno tak nie będzie, a jednak okazało się że przepadłam z kretesem już po kilku stronach lektury. 420 stron pochłonęłam w ciągu jednego dnia i powiem Wam, że jeszcze mi mało. Anabelle i Garrett to idealnie wykreowane postacie przez autorkę, choć czasami miałam wrażenie, że postać Anabelle jest zbyt perfekcyjna i idealna, ale to tylko moje odczucie, poza tym nasza bohaterka to kobieta ze smutną przeszłością i wieloma tajemnicami, za to Garrett to mężczyzna cudowny, gotowy przekreślić swe marzenia w imię przyjaźni, próbujący zapomnieć o swej miłości w ramionach wielu kobiet. Anabelle i Garrett skrywają tajemnice, a kłamstwa powstają w ich życiu tylko z tych "dobrych powód", by chronić bliskich bądź z obawy że zranimy bliską nam osobę.

„Jesteś jednym wielkim kłamstwem.”

 Ale musiał przyjść dzień kiedy już nie będzie odwrotu i każde kłamstwo, każda tajemnica wypłynie na powierzchnię i oczyści duszę tych dwójki bohaterów. Ta książka jest po prostu rewelacyjna, czytając ją nie zdajemy sobie sprawy ile czasu już minęło, ponieważ jesteśmy, tam w tej książce i razem z bohaterami  walczymy o ich miłość, przyjaźń oraz próbujemy wyjaśnić wiele tajemnic, które ukrywał Milo. W tej powieści tak jak głosi tytuł jest wiele kłamstw, wiele tajemnic, wiele intryg, czytając nie wierzymy, że niektóre wątki obierają całkiem inny bieg niżeli zakładaliśmy. Do samego końca autorka trzyma nas w napięciu, które nie ustępuje ani na chwilę. Wartka akcja, dialogi które czasami wywołują uśmiech na naszych twarzach a kiedy indziej łzy pojawiają się w naszych oczach. Ja przyznam się szczerze, że czytając nie raz chlipałam w chusteczkę, ale po prostu inaczej się nie dało, gdyż to przepiękna książka o poświęceniu w imię przyjaźni, o miłości do kobiety, która była obok a jednak tak daleko. Nie wszystko co wydaje nam się idealne, takie właśnie jest, ale do tego bohaterowie będą dochodzić na kartach tej powieści. Anabelle i Garrett będą musieli mieć oczy dookoła głowy bo wróg może czaić się wszędzie.

Jeżeli jesteście fanami romansu z dobrym wątkiem kryminalnym, bądź fanami kryminału z dobrym wątkiem miłosnym, to ta książka jest dla was idealna. Tajemnice, kłamstwa a wszystko wśród miłości, która powoli otwiera serca bohaterów i po latach ukrycia próbuje zaistnieć w ich życiu. Czy im się to uda? Ja wiem ale nie powiem. ;)

Serdecznie zapraszam Was do lektury tej książki.
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/ Sylwia Stawska; 2015-09-08

W sieci. Igrając z ogniem 3

"W sieci" Tary Sivec to już trzecia część z serii Igrając z ogniem. Poprzednie części bardzo mi się podobały i nie mogłam się od nich oderwać. Czy część trzecia też mnie pochłonie? Zapraszam na recenzję.

Gwen to kobieta po przejściach, mąż sadysta zrobił z jej życia piekło na ziemi. Pewnej nocy po kolejnym pobiciu postanawia uciec. Pakuje kilka rzeczy i wraz z córką szuka schronienia u swojego brata Brady'ego. Niestety Brady wyjeżdża, prosi więc swojego przyjaciela Austina by miał oko na Gwen (gdyż wie do czego zdolny jest jego szwagier) oraz na agencję detektywistyczną, w której Gwen mu pomaga. Austin to towarzysz broni Brady'ego, który nadal jest żołnierzem marynarki wojennej. Takie życie mu odpowiada, ciągłe misje, rozjazdy. Nie wyobraża sobie siebie jako męża a tym bardziej ojca. Chce oddać przyjacielowi przysługę i wrócić do własnego życia. Ale życie lubi być przewrotne, i nigdy nie wiemy kiedy trafi nas strzała amora. Czy zatwardziały żołnierz podda się uczuciu? Oraz czy mąż Gwen pogodzi się z rozwodem i da jej spokój? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie właśnie w tej książce.

"W sieci" tak jak poprzednie części tej serii, to romans z bardzo wyrazistym wątkiem kryminalnym. Gwen po ucieczce z domu cały czas obawia się, że mąż ją odnajdzie i pokaże jej gdzie jest jej miejsce. Niestety po jakimś czasie zaczynają się dziać dziwne rzeczy i Gwen już wie, że nigdy nie będzie wolna. Gdy Austin odkrywa wszystkie tajemnice naszej bohaterki oraz powód jej ucieczki od męża, wie że nie może zostawić jej samej i nie spocznie póki nie wsadzi jej męża za kratki. W tej części nie zabraknie Wam również dreszczyku emocji oraz namiętnych scen seksu. A zabawne dialogi są już chyba wizytówką Tary Sivec.
 Autorka porusza w tej książce, dość poważny problem jakim jest przemoc w rodzinie i to jak udajemy, że nasze życie jest cudowne i wspaniałe, a w czterech ścianach naszego mieszkania przeżywamy koszmar dzień za dniem. Nasza bohaterka przeżyła wiele i powiedziała dość. Tylko czy uda jej się ułożyć to życie od nowa? I czy to właśnie Austin sprawi, że zaufa kolejny raz mężczyźnie? 

Opisy z przeszłości Gwen autorka przedstawiła w tak realistyczny sposób, że nie dało się ich czytać nie płacząc. Żadna kobieta nie zasługuje na takie piekło i całym serce byłam za tym, by ten potwór poniósł zasłużoną karę.
 Tak jak w poprzednich częściach w tej też nie zabraknie intryg, knutych przez osoby z otoczenia bohaterów, a zakończenie zadziwi Was tak samo jak i mnie. W tej powieści nic nie jest takie jakie wydaje nam się na początku, a przyjaciel może okazać się wrogiem. Ja uwielbiam takie książki więc Wam też ją polecę. Jedyny minus tej książki to taki że zbyt szybko się skończyła.POLECAM SERDECZNIE!!! 
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/ Sylwia Stawska; 2015-09-14