Recenzje
Ariana Grande. Głos, który podbił świat. Supergwiazdy
Ariana Grande. Głos, który podbił świat to książka, która zadowoli każdego Arianatorsa. Choć jest to utwór dla dzieci, ma w sobie tyle pozytywnych emocji, że zachwyci nawet dorosłych. Książka emanuje optymizmem i niesamowitą atmosferą. Spełnione marzenia W książce Liz Gogerly widzimy dziewczynę pełną marzeń, niezwykle uzdolnioną, żyjącą głównie muzyką. Ariana jest oczkiem w głowie rodziny - każdy w nią wierzy, może liczyć na wsparcie najbliższych. Autorka przybliża odbiorcy życie Ari od czasu narodzin aż do obecnych lat. Czytelnik czyta m.in. o jej upodobaniu do strasznych rzeczy oraz aspiracjach aktorskich - fascynacji Czarnoksiężnikiem z krainy Oz. Obserwuje jej drogę artystyczną - pierwsze role w teatrze (np. Dorotki) oraz filmowe (Cat Valentine - Victoria znaczy zwycięstwo, Glinda w filmie Wicked). Nie brakuje także tras koncertowych czy pierwszych wydawanych singli i płyt. Ariana jest zwykłą dziewczyną, która spełnia marzenia, docenia to, co ma, cieszy się ze swoich osiągnięć. Każde dziecko może się z nią utożsamiać. Ari nie widzi świata poza muzyką. Ma szczególną relację ze swoimi fanami. Utwór Gogerly jest tak uniwersalny, że opisaną historię można odnieść do każdej sławnej osoby. Pokazuje kulisy, początki sławy - np. podpisywanie kontraktów, pierwsze kroki w branży. Książka, która wywołuje nostalgię Przyznam, że dawno nie czytałam książki odwołującej się do czasów, z którymi mogę się utożsamić. Gdy pochłaniałam Arianę Grandę, czułam nostalgię. Książka zdecydowanie wpływa na uczucia czytelnika - sięga do czasów, o których na co dzień nie pamięta. Co prawda nie wszystko to, co zostało tam opisane, było dla mnie bardzo bliskie, gdyż nie przeżyłam niektórych sytuacji w czasie rzeczywistym. O pewnych faktach dowiadywałam się po jakimś czasie z telewizji, internetu, ze szkoły. Gdy bohaterka książki Gogerly z ekscytacją opowiadała o swojej ulubionej piosence Katy Perry, to przypomniała mi czasy, kiedy muzyki słuchało się głównie na YouTubie. Odczucia po przeczytaniu Mimo że styl jest dostosowany do dzieci, moim zdaniem nie nadaje się do czytania dla młodszego grona odbiorców, gdyż czasami zawiera zbyt wyszukane słownictwo. Podoba mi się skupienie na emocjach - ekspresja w dialogach, opisach. Dzięki temu czytelnik czuje radość, stres czy smutek razem z bohaterką. Podejmowane tematy są wyważone. Życie prywatne, koncerty, gra aktorska zdecydowanie przeważają, ale autorka nie unika tematu śmierci, hejtu, zamachu bombowego w Manchesterze i zdrowia psychicznego. Są to trudne wątki, ale stanowią zdecydowaną mniejszość, dlatego książka nie przytłacza. Czytelnik ciągle czuje bezpieczną przestrzeń, gdyż w tekście przeważają pozytywne emocje. Autorka niezwykle autentycznie oddała losy Ariany. Wydobyła szczegóły, które charakteryzują piosenkarkę. Ari jest np. znana z potykania się na scenie, gubienia butów, chichotania. To wszystko jest w tym utworze i nie ma wątpliwości, kto jest głównym bohaterem powieści. Na pewno znajdą się fragmenty, które nie odpowiadają rzeczywistości. Trzeba mieć jednak na uwadze, że czyta się fikcyjny utwór specjalnie dostosowany do młodych odbiorców, a nie typową biografię. Ariana Grande. Głos, który podbił świat jest po prostu książką wypełnioną muzyką, którą się słyszy.
Mów tak, żeby chcieli słuchać. Jak dostać awans, iść na randkę i wygłosić genialną prezentację
Być może nie pamiętacie, ale jakiś czas temu wrzuciłam tekst, który dotyczył mojej pierwszej prelekcji w szkole podstawowej. Od tamtej pory minęło kilka lat, a wystąpienia publiczne długo towarzyszyły mi w pracy. Obecnie również staną się częścią mojej codzienności, dlatego wzięłam się za książkę Kamy Kotowskiej pt.: „Mów tak, żeby chcieli słuchać”. Wyniosłam z niej wiele wskazówek, ale najbardziej zapamiętałam trzy tematy: style komunikacji, stres i bank opowieści. Pierwszy temat nie był dla mnie zaskoczeniem - autorka przybliżyła różne style komunikacji i zachowań oznaczone kolorami. Kiedy podała wskazówki dotyczące komunikacji z poszczególnymi typami osób, od razu zaznaczyłam najważniejsze fragmenty. Potraktowałam ten rozdział jako dobre podsumowanie dotychczasowej wiedzy. Kama zamieściła też uproszczony test pomagający określić dominujący kolor. Zrobiłam go z ciekawości i porównałam z wynikiem sprzed dwóch lat - niebieski nadal króluje, ale zielony ustąpił miejsca żółtemu. Stres - czyli mój nieodłączny kompan podczas prezentacji i moderowania warsztatów. Próbowałam wielu metod, żeby jakoś sobie pomóc, niestety wszelkie techniki oddechowe nie są dla mnie. Żebym nie stresowała się wystąpieniem, musi poprzedzić je inny stresor, co też nie jest dobrym rozwiązaniem. Ucieszyło mnie więc, że oprócz ćwiczeń oddechowych autorka opisała też inne sposoby radzenia sobie z nerwami, na przykład reframing (czyli przeformułowanie) czy strzepywanie palców u rąk. Tego drugiego sposobu jestem bardzo ciekawa. Bank opowieści - miejsce gromadzące wszystkie materiały potrzebne do prezentacji. Zawsze tworzyłam foldery z materiałami, a później najważniejsze łączyłam w jedną całość. Jednak zazwyczaj były to same suche fakty. Dzięki radzie autorki zacznę zbierać także case study, przykłady i memy. To moje trzy ulubione tematy, ale książka porusza ich znacznie więcej. Zachęcam więc do samodzielnej lektury. Poleciłabym ją wszystkim zainteresowanym wystąpieniami publicznymi.
Muza rockmana
„Nigdy nie opieraj całego poczucia wartości na czymś ulotnym.” Do tej pory wszystkie książki pani Penelopy Ward zawsze miały u mnie wysokie noty, zarówno te, które były pisane w duecie z Vi Keland, jak i samodzielnie. Nic zatem dziwnego, że sięgnęłam po jej kolejną powieść, mimo niezbyt zachęcającej okładki. A ponieważ - tak jak mówi przysłowie - nie ocenia się książki po okładce i w tym przypadku to się sprawdziło, bo dzięki temu poznałam kolejną fascynującą historię zawartą w książce „Muza rockmana” Emily Applewood ma dwadzieścia dwa lata i całe życie przed sobą, ale też, mimo tak młodego wieku, wiele trudnych, wręcz traumatycznych doświadczeń za sobą. To doprowadziło ją do tego, że pewnego dnia przyjeżdża na kalifornijską pustynię z osobistych powodów, o których nawet ona nie wie, dlaczego tutaj się znalazła. Widocznie przywiodło ją tu przeznaczenie, bo właśnie w tym miejscu znajduje się studio popularnego zespołu rockowego, który poszukuje asystentki trasy koncertowej. Niczego nieświadoma Emily zostaje omyłkowo uznana za kandydatkę do tej pracy i ku swemu zaskoczeniu, otrzymuje ją. Jest to dla niej o tyle niesamowite, gdyż nie zna żadnego przeboju zespołu „Delirious Jones”, ani żadnego przedstawiciela grupy. Los sprawił, że jeszcze tego samego dnia poznaje Tristana Daltreya — trzydziestoośmioletniego wokalistę zespołu i prawdziwą legendę rocka. Oczywiście ona nie ma na początku pojęcia, kim jest mężczyzna o chrapliwym głosie i z tatuażami na ciele. Tristan jest przyzwyczajony do powierzchownych relacji i życia w blasku reflektorów, Emily szybko zwraca jego uwagę swoją naturalnością, wrażliwością i siłą charakteru. W trakcie czteromiesięcznej trasy koncertowej ich relacja stopniowo się pogłębia. Wspólne podróże, koncerty i długie rozmowy sprawiają, że między bohaterami rodzi się silne uczucie, któremu oboje próbują się opierać. Emily skrywa jednak sekret mogący zniszczyć wszystko, co zaczęło ich łączyć. Kiedy prawda zaczyna wychodzić na jaw, sytuacja wymyka się spod kontroli, a dziewczyna nagle znika z życia Tristana. „Muza rockmana” to romans muzyczny z motywem trasy koncertowej, dużą różnicą wieku i tajemnicą z przeszłości. Fabuła skupia się na relacji między młodą Emily Applewood a rockmanem Tristanem Daltreyem. Oboje mają swoje sekrety, o których nie chcą nikomu mówić, jednak ich coraz bliższa znajomość sprawia, że stopniowo ujawniają sobie to, co skrywa ich przeszłość. Autorka wrzuca nas w akcję od pierwszych stron, bez zbędnych opisów i tłumaczeń. Dopiero stopniowo, dzięki naprzemiennej narracji pierwszoosobowej, poznajemy motywacje Emily i jej przeszłość. Po tytule spodziewać można by się było, że powieść będzie tętniła muzyką, ale tak nie jest. Akcja dzieje się wokół trasy koncertowej, zaglądamy za kulisy przygotowań, poznajemy problemy zespołu, sposób spędzania przez nich czasu i oczywiście obserwujemy rozwój relacji między głównymi bohaterami. Nie ma jednak tego, co sprawia, że muzykę czujemy, że wypełnia tło fabuły. „Muza rockmana” to powieść obfitująca w wiele sytuacji, które wywołują emocjonalną paletę, sprawiając, że wniknęłam w fabułę całkowicie. Historia Emily i Tristana pełna jest wzruszających momentów, sekretów i stopniowo budowanego napięcia oraz nieoczekiwanych zwrotów akcji, które sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. Pani Penelope Ward po raz kolejny stworzyła bohaterów z krwi i kości, prawdziwych, z wadami i zaletami, z bagażem trudnych doświadczeń, traumami, dzięki czemu całość porusza nasze zmysły i serca. Polubiłam zarówno Emily, jak i Tristana, ale też pozostałych ludzi z ekipy zespołu. Epilog wskazuje, że będzie kontynuacja, ale z innymi głównymi bohaterami. Niektóre zalążki przyszłych tematów pojawiają się w trakcie czytania, bo w tle rozgrywają się różne sprawy związane z innymi osobami z zespołu. Liczę więc, że wydawnictwo szybko wyda kolejne części serii, która odsłoni więcej sekretów chłopaków z zespołu „Delirious Jones”.
Titek i kłótnia z Tosią
Gdzie dwóch się kłóci ... tam wkracza mama. Czyli jak pogodzić zwaśnione rodzeństwo. Tym razem Titek wraz z siostrą malują laurki z okazji urodzin babci. Kiedy nagle obydwoje chcą użyć żółtej kredki, z błahej sprawy, robi się niezła awantura. Nagle pojawia się mama, która słucha uważnie swoich dzieci i zachęca je do tego, aby sami rozwiązali między sobą ten spór. Czy im się to uda? Tego już Wam nie zdradzę. Mistrzem drugiego planu jest w tej historii kot. Dobrze, że i on nie uparł się na zabawę żółtą kredką. Kłótnie dzieci to ważna część ich rozwoju. Autorka świetnie ukazuje postawę, jaką powinien kierować się w takich sytuacjach dorosły. Zamiast szukania winnego czy wymierzania kar jest wspieranie w samodzielnym poszukiwaniu rozwiązań. Na końcu książki znajduje się poradnik dla rodziców, a w nim wskazówki na temat tego jak wspierać dzieci, gdy się kłócą. Bardzo polecamy ( zwłaszcza tym, którzy doświadczają takich dziecięcych sporów na co dzień).
Victor. Tylko moja
To jedna z tych książek, które wciągają od pierwszych stron i nie pozwalają o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu. Historia jest intensywna, momentami mroczna, ale właśnie dzięki temu czyta się ją z ogromnym zaangażowaniem. Najmocniej poruszył mnie sam Victor — bohater niejednoznaczny, trudny do ocenienia, a przez to fascynujący. Uwielbiam takie postacie, które zmuszają do myślenia i pokazują, jak skomplikowana potrafi być ludzka natura. Styl autorki jest dynamiczny i bardzo obrazowy. Przez książkę się płynie, ale jednocześnie zostawia po sobie emocje, ciężar i refleksje. To zdecydowanie nie jest lekka historia — i właśnie dlatego tak działa. Polecam ogromnie 😁