Recenzje
Tybet. Legenda i rzeczywistość. Wydanie 2
Marek Kalmus, autor „Tybet, legenda i rzeczywistość” był gościem Wydawnictwa Bezdroża podczas Targów Książki 2009. Napisaną przez niego książkę wydano już po raz trzeci, tak wielkim cieszy się powodzeniem wśród czytelników.
-To wydanie jest zaktualizowane pod kątem najnowszej sytuacji politycznej oraz poszerzone o indeks z glosariuszem – mówi Ewelina Wolna z Wydawnictwa Bezdroża. -Skoro jest zainteresowanie książką to należy ją udoskonalać, tym bardziej, że problem Tybetu jest wielu osobom bliski – dodaje. „Tybet, legenda i rzeczywistość” nie jest typową monografią. Wprawdzie piszę o historii Tybetu, o kraju jako takim od strony geograficznej, przyrodniczej, o różnych kwestiach związanych z buddyzmem tybetańskim, ale również zamieściłem wiele ciekawostek mniej znanych, jak np. o amuletach tybetańskich, medycynie tybetańskiej, trochę o systemie kalaczakry, o Szambali, mitycznej krainie. Jest to więc książka wieloaspektowa – opisuje Autor.
-Marzy mi się napisanie kolejnych książek, o sztuce tybetańskiej i jej korzeniach i znaczeniu. Tak naprawdę sztuka tybetańska to sztuka sakralna, ma ona wielopoziomowe znaczenia, to jest sztuka symboliczna, trudno zrozumiała z naszego zachodniego punktu widzenia, mająca czasami zupełnie bezsensowne interpretacje i konotacje. Poza tym jest niezwykle ciekawa, barwna, bujna, ma wiele zakorzenień w różnych rejonach sztuki: w sztuce starożytnych Indii, w sztuce greckobuddyjskiej, Azji centralnej, szlaku jedwabnego, troszkę wpływów chińskich. Od tej strony chciałbym to czytelnikom objaśnić – dodaje.
Drugim pomysłem Marka Kalmusa jest książka o tej części Tybetu, która jest od ok. 150 lat w Indiach. -Od wielu lat sporo tam jeździłem, są to przepiękne tereny, gdzie zachowało się bardzo dużo starych klasztorów, bo rewolucja kulturalna tam na szczęście nie zaistniała i tam jest żywy buddyzm tybetański cały czas. Jest to też kraina, gdzie dociera dużo turystów, w tym bardzo dużo Polaków, jest tam dużo taniej i łatwiej dojechać, niż do Tybetu chińskiego. – dodaje. Obserwując kolejki czytelników, które ustawiały się aby choć przez chwilę porozmawiać z Markiem Kalmusem nie ma wątpliwości, że każda kolejna Jego książka okazałaby się ważnym wydarzeniem.
-To wydanie jest zaktualizowane pod kątem najnowszej sytuacji politycznej oraz poszerzone o indeks z glosariuszem – mówi Ewelina Wolna z Wydawnictwa Bezdroża. -Skoro jest zainteresowanie książką to należy ją udoskonalać, tym bardziej, że problem Tybetu jest wielu osobom bliski – dodaje. „Tybet, legenda i rzeczywistość” nie jest typową monografią. Wprawdzie piszę o historii Tybetu, o kraju jako takim od strony geograficznej, przyrodniczej, o różnych kwestiach związanych z buddyzmem tybetańskim, ale również zamieściłem wiele ciekawostek mniej znanych, jak np. o amuletach tybetańskich, medycynie tybetańskiej, trochę o systemie kalaczakry, o Szambali, mitycznej krainie. Jest to więc książka wieloaspektowa – opisuje Autor.
-Marzy mi się napisanie kolejnych książek, o sztuce tybetańskiej i jej korzeniach i znaczeniu. Tak naprawdę sztuka tybetańska to sztuka sakralna, ma ona wielopoziomowe znaczenia, to jest sztuka symboliczna, trudno zrozumiała z naszego zachodniego punktu widzenia, mająca czasami zupełnie bezsensowne interpretacje i konotacje. Poza tym jest niezwykle ciekawa, barwna, bujna, ma wiele zakorzenień w różnych rejonach sztuki: w sztuce starożytnych Indii, w sztuce greckobuddyjskiej, Azji centralnej, szlaku jedwabnego, troszkę wpływów chińskich. Od tej strony chciałbym to czytelnikom objaśnić – dodaje.
Drugim pomysłem Marka Kalmusa jest książka o tej części Tybetu, która jest od ok. 150 lat w Indiach. -Od wielu lat sporo tam jeździłem, są to przepiękne tereny, gdzie zachowało się bardzo dużo starych klasztorów, bo rewolucja kulturalna tam na szczęście nie zaistniała i tam jest żywy buddyzm tybetański cały czas. Jest to też kraina, gdzie dociera dużo turystów, w tym bardzo dużo Polaków, jest tam dużo taniej i łatwiej dojechać, niż do Tybetu chińskiego. – dodaje. Obserwując kolejki czytelników, które ustawiały się aby choć przez chwilę porozmawiać z Markiem Kalmusem nie ma wątpliwości, że każda kolejna Jego książka okazałaby się ważnym wydarzeniem.
www.salonliteracki.eu 2012-02-02
Logo Design Love: Zaprojektuj genialny logotyp!
“Firma bez logo jest jak człowiek bez twarzy” i w tym aspekcie jest to stu procentowa prawda. Z jednej strony firmy nie posiadające logo tłumaczą brakiem zapotrzebowania na nie lub brakiem pieniędzy. W przypadku pieniędzy może się okazać, że inwestycja w logotyp zwróci się szybciej niż wydaje się to właścicielowi firmy. Każdego dnia widzimy dziesiątki logotypów różnych firm, i na dodatek są to takie, które jesteśmy w stanie naszkicować z pamięci. Nieprzypadkowo twórcy logotypów stawiają na prostotę, bowiem to ona jest uznawana za element, który zadecyduje o tym czy nasz mózg będzie w stanie spamiętać logo danej firmy czy nie.
Książka Logo Design Love jest świetnym podręcznikiem dla osób, ktore chcą poznać tajniki projektowania długowiecznych logotypów, dowiedzieć się jak wycenić swój projekt oraz na co warto zwracać uwagę przy jego tworzeniu. W dodatku została napisana przez grafika z bogatym doświadczeniem prowadzącym również takie blogi jak logodesignlove.com lub davidairey.com. Dlatego też zachęcam do lektury bogatej w szereg wskazówek i porad.
Nawiązując do prostoty, o której wcześniej wspomniałem autor książki David Airey porównuje Mona Lisę i prosty logotyp. Łatwiej będzie nam zapamiętać jeden element, np. uśmiech Mony Lisy niż kilka innych szczegółów takich jak strój, ułożenie rąk albo tło, na którym została namalowana. Co w przypadku, kiedy miałbyś naszkicować logo McDonald’s oraz wizerunek Mony Lisy? Które z Twoich dzieł przypominałoby oryginał? Na to pytanie odpowiedz sobie sam, ale po odpowiedź odsyłam do książki.
Okazuje się, że wokół nas są setki logotypów, na które już z przyzwyczajenia nie zwracamy większej uwagi w naszym domu. Autor poświęcił 33 minuty swego życia, aby sfotografować każdy logotyp, który spotkał przy wykonywaniu porannych czynności od momentu dźwięku budzika. Wyniki tego eksperymentu są dość interesujące. W dodatku po przeczytaniu tej części z jeszcze większą ochotę chce się czytać kolejne rozdziały.
Bardzo ważnym elementem przy tworzeniu logotypu jest gromadzenie informacji, które pozwoli nam określić potrzeby danej firmy. Należy pamiętać przy zadawaniu pytań, że zapotrzebowanie poszczególnych firm i branż są zróżnicowane. Od podstawowych pytań nawiązujących do historii firmy i jej konkurencji po takie dotyczące kojarzonych słów z daną firmą. Właśnie w tej książce znajdziemy wiele pytań i odpowiedzi na tego typu zagadnienia.
Kolejnym ciekawym zagadnieniem pojawiającym się w następnym rozdziale jest wycena projektu. Pewnie nie jednokrotnie zastanawiałeś się ile wziąć za wykonanie projektu. Wiedza zawarta w tym rozdziale nie tylko posłuży w wycenie projektu logotypów, ale również innych usług wykonywanych przez Ciebie. Airey w swojej książce przedstawia kilka czynników, które decydują o cenie projektu graficznego. Do takich m.in. zalicza się poziom Twoich kompetencji, czas realizacji projektu, a nawet bieżąca sytuacja gospodarcza.
Odnosząc się do sytuacja gospodarczej wiele firm szuka oszczędności, dlatego też odpowiednio dostosowana kwota za projekt jest jedną z ważnych kwestii, ale i zaliczka, która pozwoli nam się zabezpieczyć przed klientem-oszustem. Co w sytuacji, kiedy rozpoczeliśmy już tworzenie projektu, wysyłamy pierwsze wypociny, a nasz klient nagle wyparował? Zapewne wielu projektantów(szczególnie stawiających pierwsze kroki) trafiło choć raz na takiego klienta. Dla tych którzy chcą się tego ustrzec, autor w klarowny sposób radzi w jaki sposób pobierać zaliczki i od czego uzależnić ich wysokość.
W dalszych rozdziałach znajdziemy szeroki opis tworzenia mapy myślowej, ale na sam koniec autor pozostawił nam kilkanaście porad dotyczących projektowania logo, których zapewne na próżno szukać w sieci.
“Nigdy nie przestawaj projektować, nawet jeśli nie masz akurat żadnego konkretnego zadania. W ten sposób zachowasz świeżość umysłu i nie stracisz motywacji”, a wszelkie niedociągnięcia i braki wiedzy zdobywaj poprzez czytanie tej książki.
Książka Logo Design Love jest świetnym podręcznikiem dla osób, ktore chcą poznać tajniki projektowania długowiecznych logotypów, dowiedzieć się jak wycenić swój projekt oraz na co warto zwracać uwagę przy jego tworzeniu. W dodatku została napisana przez grafika z bogatym doświadczeniem prowadzącym również takie blogi jak logodesignlove.com lub davidairey.com. Dlatego też zachęcam do lektury bogatej w szereg wskazówek i porad.
Nawiązując do prostoty, o której wcześniej wspomniałem autor książki David Airey porównuje Mona Lisę i prosty logotyp. Łatwiej będzie nam zapamiętać jeden element, np. uśmiech Mony Lisy niż kilka innych szczegółów takich jak strój, ułożenie rąk albo tło, na którym została namalowana. Co w przypadku, kiedy miałbyś naszkicować logo McDonald’s oraz wizerunek Mony Lisy? Które z Twoich dzieł przypominałoby oryginał? Na to pytanie odpowiedz sobie sam, ale po odpowiedź odsyłam do książki.
Okazuje się, że wokół nas są setki logotypów, na które już z przyzwyczajenia nie zwracamy większej uwagi w naszym domu. Autor poświęcił 33 minuty swego życia, aby sfotografować każdy logotyp, który spotkał przy wykonywaniu porannych czynności od momentu dźwięku budzika. Wyniki tego eksperymentu są dość interesujące. W dodatku po przeczytaniu tej części z jeszcze większą ochotę chce się czytać kolejne rozdziały.
Bardzo ważnym elementem przy tworzeniu logotypu jest gromadzenie informacji, które pozwoli nam określić potrzeby danej firmy. Należy pamiętać przy zadawaniu pytań, że zapotrzebowanie poszczególnych firm i branż są zróżnicowane. Od podstawowych pytań nawiązujących do historii firmy i jej konkurencji po takie dotyczące kojarzonych słów z daną firmą. Właśnie w tej książce znajdziemy wiele pytań i odpowiedzi na tego typu zagadnienia.
Kolejnym ciekawym zagadnieniem pojawiającym się w następnym rozdziale jest wycena projektu. Pewnie nie jednokrotnie zastanawiałeś się ile wziąć za wykonanie projektu. Wiedza zawarta w tym rozdziale nie tylko posłuży w wycenie projektu logotypów, ale również innych usług wykonywanych przez Ciebie. Airey w swojej książce przedstawia kilka czynników, które decydują o cenie projektu graficznego. Do takich m.in. zalicza się poziom Twoich kompetencji, czas realizacji projektu, a nawet bieżąca sytuacja gospodarcza.
Odnosząc się do sytuacja gospodarczej wiele firm szuka oszczędności, dlatego też odpowiednio dostosowana kwota za projekt jest jedną z ważnych kwestii, ale i zaliczka, która pozwoli nam się zabezpieczyć przed klientem-oszustem. Co w sytuacji, kiedy rozpoczeliśmy już tworzenie projektu, wysyłamy pierwsze wypociny, a nasz klient nagle wyparował? Zapewne wielu projektantów(szczególnie stawiających pierwsze kroki) trafiło choć raz na takiego klienta. Dla tych którzy chcą się tego ustrzec, autor w klarowny sposób radzi w jaki sposób pobierać zaliczki i od czego uzależnić ich wysokość.
W dalszych rozdziałach znajdziemy szeroki opis tworzenia mapy myślowej, ale na sam koniec autor pozostawił nam kilkanaście porad dotyczących projektowania logo, których zapewne na próżno szukać w sieci.
“Nigdy nie przestawaj projektować, nawet jeśli nie masz akurat żadnego konkretnego zadania. W ten sposób zachowasz świeżość umysłu i nie stracisz motywacji”, a wszelkie niedociągnięcia i braki wiedzy zdobywaj poprzez czytanie tej książki.
polishwords.com.pl 2011-12-19
W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca
W 2008 r młodzi podróżnicy postanowili uczcić półwiecze gliwickiego Akademickiego Klubu Turystycznego "Watra" i odkryć tajemnice niezbadanego do końca najgłębszego kanionu na Ziemi – kanionu Colta. Do przebycia było 20 km nieznanego nikomu odcinka, na który jak się okazało członkowie „Watry” nie byli gotowi – braki sprzętowe spowodowały przerwanie eksploracji. Nie był to jednak koniec. Za rok gliwiczanie powrócili do kanionu z lepszym sprzętem.
Niezwykły zapis wędrówki w ekstremalnych warunkach jest nadzwyczaj wartościowy poznawczo – istnienie kanionu człowiek odkrył dopiero w 1931 i to jedynie poprzez zdjęcia robione z pokładu samolotu. Pierwsze zejście na dno kanionu odbyło się w 1975, w latach 80. Polacy pod kierownictwem Andrzeja Piętowskiego i Piotra Chmielińskiego kilkakrotnie organizowali wyprawy kajakowe do kanionu, nadając jako pierwsi odkrywcy wiele nazw, ale odcinek od wioski Madrigal do San Galle, zwany Cruz del Condor pozostawał nieodkryty do XXI wieku. Udało się go pokonać uczestnikom wyprawy pod kierownictwem Krzysztofa Mrozowskiego. Choć pierwsze podejście skończyło się fiaskiem, w drugim Polacy dopięli swego.
Książka trzyma w napięciu, bo eksploracja dziewiczego zakątka Andów była niezwykle trudna. Opowieść Krzysztofa Mrozowskiego, upamiętniająca to osiągnięcie zawiera zapis zmagań człowieka z nieokiełznaną przyrodą, która przypominała walkę o przeżycie. Polacy udowadniają siłę swoich charakterów, podchodząc dwukrotnie do zdobycia ostatniego dziewiczego kawałka świata. Bohaterowie imponują wytrwałością, ale też wielką pokorą. Nie kusi ich rywalizacja z konkurencyjną, medialną wyprawą. Dążą do celu, ale nie po trupach - pokonują przeszkody, chwile zwątpienia i ból z godnością i rozsądkiem.
Warto zwrócić też uwagę na piękne fotografie, dokumentujące wyprawę. Oddają wspaniale atmosferę i klimat miejsca. Po ich obejrzeniu ma się ochotę wybrać się do tego wspaniałego, tajemniczego miejsca.
Jestem pełna podziwu dla uczestników wyprawy za dokonanie rzeczy dotąd niemożliwej. Lektura wywarła na mnie ogromne wrażenie.
Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom.
Niezwykły zapis wędrówki w ekstremalnych warunkach jest nadzwyczaj wartościowy poznawczo – istnienie kanionu człowiek odkrył dopiero w 1931 i to jedynie poprzez zdjęcia robione z pokładu samolotu. Pierwsze zejście na dno kanionu odbyło się w 1975, w latach 80. Polacy pod kierownictwem Andrzeja Piętowskiego i Piotra Chmielińskiego kilkakrotnie organizowali wyprawy kajakowe do kanionu, nadając jako pierwsi odkrywcy wiele nazw, ale odcinek od wioski Madrigal do San Galle, zwany Cruz del Condor pozostawał nieodkryty do XXI wieku. Udało się go pokonać uczestnikom wyprawy pod kierownictwem Krzysztofa Mrozowskiego. Choć pierwsze podejście skończyło się fiaskiem, w drugim Polacy dopięli swego.
Książka trzyma w napięciu, bo eksploracja dziewiczego zakątka Andów była niezwykle trudna. Opowieść Krzysztofa Mrozowskiego, upamiętniająca to osiągnięcie zawiera zapis zmagań człowieka z nieokiełznaną przyrodą, która przypominała walkę o przeżycie. Polacy udowadniają siłę swoich charakterów, podchodząc dwukrotnie do zdobycia ostatniego dziewiczego kawałka świata. Bohaterowie imponują wytrwałością, ale też wielką pokorą. Nie kusi ich rywalizacja z konkurencyjną, medialną wyprawą. Dążą do celu, ale nie po trupach - pokonują przeszkody, chwile zwątpienia i ból z godnością i rozsądkiem.
Warto zwrócić też uwagę na piękne fotografie, dokumentujące wyprawę. Oddają wspaniale atmosferę i klimat miejsca. Po ich obejrzeniu ma się ochotę wybrać się do tego wspaniałego, tajemniczego miejsca.
Jestem pełna podziwu dla uczestników wyprawy za dokonanie rzeczy dotąd niemożliwej. Lektura wywarła na mnie ogromne wrażenie.
Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom.
irka.com.pl wanili, 2012-01-14
W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca
"Każde marzenie jest nam dane wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia"
— te przytaczane często słowa Richarda Bacha są prawdopodobnie sentencją, najlepiej oddającą sens życia członków gliwickiego Akademickiego Klubu Turystycznego „Watra” oraz towarzyszących im pasjonatów odkrywania niezapisanych wówczas kart — swoistego przewodnika po kanionie rzeki Colca.
Grupa owych podróżników, kontynuując eksplorację kanionu rozpoczętą w 1981 roku przez polską wyprawę Canoandes — 79, ostatecznie w 2009 roku zrealizowała swój cel, który następnie stał się impulsem do napisania książki W uścisku żywiołów. El Condor Rio Colca.
Stanowi ona formę pewnego rodzaju pamiętnika, który niczym rwąca rzeka, porywa czytelnika w niebezpieczną, ale piękną podróż na… „koniec świata”.
"Przez cały czas trzymamy się koryta rzeki, poruszając się dnem kanionu, wąskiego, krętego i bardzo głębokiego, przez co nie widzimy słońca i cały czas jesteśmy w cieniu przy temperaturze wody wynoszącej tylko 5°C. Wszystkie możliwe trudności, zamiast rozłożyć się na 20 km, zgromadziły się na tym krótkim odcinku. Jest naprawdę wymagający i trudny technicznie. Satysfakcję daje nam fakt, że na całej jego długości nigdzie nie widzimy śladów człowieka"
Czy jest bowiem coś wspanialszego, niż radość z przezwyciężenia piętrzących się, jak głazy kanionu trudności, niebezpieczeństw, przeciwności i własnych słabości? Chyba nie.
Wzorując się na bohaterach książki, należy chyba tylko określić swoje cele i konsekwentnie je realizować, pamiętając ciągle przy tym, że:
„Świat ustępuje z drogi temu, kto wie, dokąd zmierza”
unfeigned.pl Krzysztof Mrozowski
Droga do oświecenia
Droga do oświecenia jest drogą, którą każdy musi przejść, aby osiągnąć stan buddy. Droga, gdzie pozbywacie się egoizmu, nienawiści, zapatrzenia w siebie, a nabywacie altruizm, współczucie i akceptację. Jest to droga, gdzie stajesz się lepszym człowiekiem. Wyczulonym na emocje i potrzeby innych, znającym podstawowe zasady buddyzmu, cyklicznej egzystencji, karmy, czterech szlachetnych prawda oraz wielu innych aspektów, nad którymi trzeba pomyśleć, pomedytować i zmienić w swoim życiu, aby odrodzić się ponownie jako człowiek.
Oczywiście ta książka to tylko kropla w morzu pytań. Dla osób poszukujących wiedzy to książka idealna. Podzielona na trzy poziomy praktyki (poziomy zaawansowania) umożliwia dokładne wgłębienie się w temat. Rozdziały zakończone Kontemplacją pomogą rozpocząć praktykowanie buddyzmu. Jednakże książka ta zawiera podstawowe założenia, sugerowałabym sięgnąć również po inne lektury, aby wgłębiać się w temat jeszcze bardziej.
To niezwykła i inspirująca książka, napisana dla wyznawców wszystkich religii.
Odkąd pamiętam byłam zafascynowana tą religią. Świat zwrócił szczególną uwagę na Tybet w 2008, a od kilku lat można obserwować wzrost wierzących w buddyzm. Chociaż tak naprawdę buddyzm ciężko nazwać religią - tu nie ma boga. Nie ma cudownego stwórcy. Jest tylko Budda, który poprzez wielokrotne odradzanie się zdobył niezbędną wiedzę i osiągnął najwyższy stopień rozwoju. Jego nauka polega przede wszystkim na altruizmie, którego pozytywne skutki prowadzą do zbierania pozytywnej karmy. Buddyzm to religia pokoju. Od samego początku książki widać, jak wiele dobroci i pokoju nosi w sobie Dalajlama, który z szacunkiem opowiada o innych religiach, żadnej nie oceniając, a nawet chwaląc i ceniąc. Podczas pierwszych strony zaznacza on, że każda religia może się od siebie uczyć, a wyznawcy innych wierzeń nie muszą przechodzić na inną wiarę. Chodzi o sam fakt czerpania z buddyzmu, nauczenia się wielkiego współczucia i akceptacji. Sam Dalajlama uważa, że czasem lepiej jest zostać przy własnym wyznaniu przy okazji zgłębiając tajniki buddyzmu.
"Droga do oświecenia" jest duchowym przewodnikiem, nad którym trzeba się skupić i wielokrotnie do niego wracać. Duchowa podróż jaką pragniemy odbyć będzie trwała przez całe życie. Nie ma nic pośpiesznie, bez przemyślenia i wtajemniczenia. Jednakże buddyzm to jest tajemnicze bractwo, które sekrety zdradza tylko wtedy, gdy odpowiednio się zagłębisz. Wręcz przeciwnie, z całymi naukami możesz zapoznać się od razu, jednak, aby odpowiednio przejść tę drogę należy postępować zgodnie ze wskazówkami, stopniowo krok po kroku.
Lektura ta nie rozwiała wszystkich pytań, przeciwnie, rozbudziła jeszcze więcej. Głód mojej wiedzy dostał pożywkę na kilka godzin, lecz nadal pozostaje. Przede wszystkim kontynuowałam poszukiwania jak buddyzm odnosi się do takich codziennych spraw jak: homoseksualizm, eutanazja, aborcja. Poszukiwałam również takich tradycji jak ślub. To dopiero początek moich poszukiwań. Zachęcam wszystkich zainteresowanych do obycia takich poszukiwań i duchowej podróży. Uwierzcie mi, tu nie ma przykazów życia ani wtrącania się w osobiste sprawy ludzi. Sam Budda do każdego człowieka podchodził w indywidualny sposób, a doktryny buddyjskie, jak mówi sam Dalajlama, powinny być unowocześniane z duchem czasów. Można wierzyć w wybrane aspekty, ale trzeba trzymać się podstawowych zasad. Jak dla mnie buddyzm to religia przyszłości, z której powinien czerpać każdy.
Oczywiście ta książka to tylko kropla w morzu pytań. Dla osób poszukujących wiedzy to książka idealna. Podzielona na trzy poziomy praktyki (poziomy zaawansowania) umożliwia dokładne wgłębienie się w temat. Rozdziały zakończone Kontemplacją pomogą rozpocząć praktykowanie buddyzmu. Jednakże książka ta zawiera podstawowe założenia, sugerowałabym sięgnąć również po inne lektury, aby wgłębiać się w temat jeszcze bardziej.
To niezwykła i inspirująca książka, napisana dla wyznawców wszystkich religii.
Odkąd pamiętam byłam zafascynowana tą religią. Świat zwrócił szczególną uwagę na Tybet w 2008, a od kilku lat można obserwować wzrost wierzących w buddyzm. Chociaż tak naprawdę buddyzm ciężko nazwać religią - tu nie ma boga. Nie ma cudownego stwórcy. Jest tylko Budda, który poprzez wielokrotne odradzanie się zdobył niezbędną wiedzę i osiągnął najwyższy stopień rozwoju. Jego nauka polega przede wszystkim na altruizmie, którego pozytywne skutki prowadzą do zbierania pozytywnej karmy. Buddyzm to religia pokoju. Od samego początku książki widać, jak wiele dobroci i pokoju nosi w sobie Dalajlama, który z szacunkiem opowiada o innych religiach, żadnej nie oceniając, a nawet chwaląc i ceniąc. Podczas pierwszych strony zaznacza on, że każda religia może się od siebie uczyć, a wyznawcy innych wierzeń nie muszą przechodzić na inną wiarę. Chodzi o sam fakt czerpania z buddyzmu, nauczenia się wielkiego współczucia i akceptacji. Sam Dalajlama uważa, że czasem lepiej jest zostać przy własnym wyznaniu przy okazji zgłębiając tajniki buddyzmu.
"Droga do oświecenia" jest duchowym przewodnikiem, nad którym trzeba się skupić i wielokrotnie do niego wracać. Duchowa podróż jaką pragniemy odbyć będzie trwała przez całe życie. Nie ma nic pośpiesznie, bez przemyślenia i wtajemniczenia. Jednakże buddyzm to jest tajemnicze bractwo, które sekrety zdradza tylko wtedy, gdy odpowiednio się zagłębisz. Wręcz przeciwnie, z całymi naukami możesz zapoznać się od razu, jednak, aby odpowiednio przejść tę drogę należy postępować zgodnie ze wskazówkami, stopniowo krok po kroku.
Lektura ta nie rozwiała wszystkich pytań, przeciwnie, rozbudziła jeszcze więcej. Głód mojej wiedzy dostał pożywkę na kilka godzin, lecz nadal pozostaje. Przede wszystkim kontynuowałam poszukiwania jak buddyzm odnosi się do takich codziennych spraw jak: homoseksualizm, eutanazja, aborcja. Poszukiwałam również takich tradycji jak ślub. To dopiero początek moich poszukiwań. Zachęcam wszystkich zainteresowanych do obycia takich poszukiwań i duchowej podróży. Uwierzcie mi, tu nie ma przykazów życia ani wtrącania się w osobiste sprawy ludzi. Sam Budda do każdego człowieka podchodził w indywidualny sposób, a doktryny buddyjskie, jak mówi sam Dalajlama, powinny być unowocześniane z duchem czasów. Można wierzyć w wybrane aspekty, ale trzeba trzymać się podstawowych zasad. Jak dla mnie buddyzm to religia przyszłości, z której powinien czerpać każdy.
wykredowana.blogspot.com Magda Saczuk, 2012-01-27