Recenzje
Żydowska mądrość w biznesie. Jak odnieść prawdziwy sukces dzięki lekcjom z Tory i innych starożytnych tekstów
Przypomnijmy sobie opowieść z Księgi Rodzaju (czyli, jak chcą religijni Żydzi, z pierwszej księgi Tory). Kiedy Bóg zobaczył, ze mieszkańcy Sodomy i Gomory za nic mają jego prawa, nurzają się w rozpuście i wszeteczeństwie, postanowił zniszczyć oba miasta ognistym deszczem. Zwierzył się ze swoich zamiarów Abrahamowi, który zaczął go błagać o zmianę decyzji. I udało się. Wszechmogący, wszechpotężny Bóg zgodził się zmienić swoją decyzję i odstąpić od zamiaru, jeśli w miastach znajdzie się choć pięćdziesięciu sprawiedliwych, a potem ustąpił jeszcze i zgodził się tylko na dziesięciu. I choć także tylu sprawiedliwych się nie znalazło i grzeszne miasta spłonęły, to jednak udało się ocalić sprawiedliwego Lota i jego rodzinę. Rabin Brackman i finansista Jaffe proponują, aby w tej historii dostrzec nie tylko znaczenia religijne, ale także całkiem praktyczną, przydatną w biznesie wskazówkę dotyczącą technik negocjacyjnych. „Analiza negocjacji prowadzonych przez Abrahama pokazuje - piszą - że wykorzystał on technikę ataku dwuskrzydłowego, opierając się przede wszystkim na zadawaniu pytań. Po pierwsze - zakwestionował słuszność odpowiedzialności zbiorowej. Po drugie - zasugerował, że w Sodomie i Gomorze mogą tez mieszkać liczni sprawiedliwi ludzie. (...) Możemy uznać, że strategia Abrahama polegała na negocjowaniu nie ceny (zniszczenie Sodomy i Gomory), lecz warunków (ustalenie, jakie okoliczności muszą zajść, by sprawiedliwość mogła zostać wymierzona). Innymi słowy, nie ryzykował wszystkiego, prosząc Boga o całkowitą zmianę decyzji (...). Zamiast tego kwestionował wątek poboczny, pytając, czy słusznie jest zabijać sprawiedliwych razem z nikczemnikami. To mu dało szersze pole do negocjacji. (...) Bóg dostał to, czego chciał, czyli zniszczył miasta. Abraham dostał to, czego chciał, czyli upewnił się, ze wyrok będzie sprawiedliwy, a sprawiedliwi nie zginą za grzechy innych."
Autorzy na niezliczonych podobnych przykładach pokazują, że to, co stereotyp nazywa żydowską smykałką do interesów, wynika z głęboko uwewnętrznionego w ciągu tysięcy lat obcowania z tekstami Tory oraz jej późniejszych pochodnych przekazu. Przekazu, który zresztą dziś jest dostępny także dla nie-żydów, którzy dzięki uważnemu studiowaniu świętych ksiąg judaizmu mogą także osiągnąć biznesowy sukces.
Autorzy na niezliczonych podobnych przykładach pokazują, że to, co stereotyp nazywa żydowską smykałką do interesów, wynika z głęboko uwewnętrznionego w ciągu tysięcy lat obcowania z tekstami Tory oraz jej późniejszych pochodnych przekazu. Przekazu, który zresztą dziś jest dostępny także dla nie-żydów, którzy dzięki uważnemu studiowaniu świętych ksiąg judaizmu mogą także osiągnąć biznesowy sukces.
Magazyn Literacki Książki Jarosław Górski, 2012-01-01
Żydowska mądrość w biznesie. Jak odnieść prawdziwy sukces dzięki lekcjom z Tory i innych starożytnych tekstów
„Dlaczego tak wielu Żydów odnosi sukcesy w interesach Istnieje na ten temat mnóstwo teorii: geny, wpływy kulturowe, śledź. Nie zgadzamy się z żadną z nich" - tak zaczyna się książka napisana przez rabina Leviego Brackmana i dziennikarza Sama Jaffe'go. Jedna z najbardziej dowcipnych i inspirujących pozycji, jakie pojawiły się ostatnio na polskim rynku poradników biznesowych.
Pomysł na tę książkę jest prosty. Zdaniem autorów Tora (czyli Stary Testament plus rabinistyczne komentarze: Talmud i midrasze oraz żydowskie teksty mistyczne tzw. kabała) nie tylko pomaga w robieniu interesów. Ona wręcz daje dokładny plan, jak stworzyć, utrzymać i rozwinąć zyskowny biznes. Plan nie ma oczywiście formy prezentacji w PowerPoincie ani nie został wypisany na tablicy w synagodze. Jest jednak ukryty głęboko w hebrajskiej Biblii A jego odkrywanie razem z Brackmanem i Jaffe'em to fascynujący powrót do doskonale znanych historii o Abrahamie czy Mojżeszu.
Próbkę może stanowić już pierwsza opowieść o wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej. Po długotrwałej konfrontacji faraon zgadza się, by Żydzi pod wodzą Mojżesza opuścili jego państwo. Szybko zmienia jednak zdanie i wysyła wojsko za wybijającymi się na niepodległość niewolnikami Żydzi wpadają w pułapkę. Za nimi są przeważające siły Egiptu, przed nimi Morze Czerwone. Żydowska starszyzna dzieli się na cztery obozy: jedni doradzają popełnienie zbiorowego samobójstwa, kolejni są za błaganiem faraona o litość, inni forsują straceńczą walkę, by przynajmniej umrzeć jako wolni ludzie, jeszcze inni zalecają trwanie w miejscu w nadziei na cud. Mojżesz nie słucha jednak żadnej z tych grup. Decyduje się na ucieczkę do przodu i wprowadza swoich ludzi prosto w... fale. Wtedy w cudowny sposób morze się rozstępuje i Żydzi przechodzą suchą stopą na drugi brzeg. Tyle opowieść biblijna, którą Brackman i Jaffe w brawurowy sposób przekładają na biznesową rzeczywistość. Piszą: przecież każdy biznesmen nieraz czuje, że znalazł się w pułapce. I tak samo jak Izraelici z lękiem patrzy na zbliżające się hordy konkurencji albo nieuchronnie rosnące odsetki od bankowego kredytu. Myśli o rzuceniu tego wszystkiego, chce odpowiedzieć atakiem na atak, lub przeczekać w nadziei na cud Cało z kłopotów wychodzą jednak zazwyczaj tylko ci, którzy (jak starotestamentowy Mojżesz) zdecydują się na ucieczkę do przodu. Zwiększą inwestycje, wymyślą swój biznes na nowo albo po prostu wytrwają przy raz podjętym kursie. Takich historii jest w tej książce więcej. Autorzy namawiają na przykład, by uczyć się sztuki negocjacji od... Abrahama, który musiał przecież pertraktować z Bogiem chcąc ocalić życie ukochanego syna Izaaka Analizy rynku od biblijnego Jakuba którego chce oszukać (kilkakrotnie zmieniając warunki łączącej ich umowy) jego własny wuj Laban. A pozytywnego myślenia od wielkiego żydowskiego filozofa Majmonidesa.
Dowcipną i pisaną ze swadą „Żydowską mądrość" czyta się świetnie. Udaje jej się też osiągnąć najważniejszy cel biznesowej literatury poradniczej: inspiruje, ale robi to bez zbędnej nachalności. Zanurza czytelnika w liczącą kilka tysięcy lat starą i mądrą kulturę judaistyczną (z której wyrasta także chrześcijaństwo). A nie tylko w płytką korporacyjną nowomowę i konsultingowe hokus-pokus.
Pomysł na tę książkę jest prosty. Zdaniem autorów Tora (czyli Stary Testament plus rabinistyczne komentarze: Talmud i midrasze oraz żydowskie teksty mistyczne tzw. kabała) nie tylko pomaga w robieniu interesów. Ona wręcz daje dokładny plan, jak stworzyć, utrzymać i rozwinąć zyskowny biznes. Plan nie ma oczywiście formy prezentacji w PowerPoincie ani nie został wypisany na tablicy w synagodze. Jest jednak ukryty głęboko w hebrajskiej Biblii A jego odkrywanie razem z Brackmanem i Jaffe'em to fascynujący powrót do doskonale znanych historii o Abrahamie czy Mojżeszu.
Próbkę może stanowić już pierwsza opowieść o wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej. Po długotrwałej konfrontacji faraon zgadza się, by Żydzi pod wodzą Mojżesza opuścili jego państwo. Szybko zmienia jednak zdanie i wysyła wojsko za wybijającymi się na niepodległość niewolnikami Żydzi wpadają w pułapkę. Za nimi są przeważające siły Egiptu, przed nimi Morze Czerwone. Żydowska starszyzna dzieli się na cztery obozy: jedni doradzają popełnienie zbiorowego samobójstwa, kolejni są za błaganiem faraona o litość, inni forsują straceńczą walkę, by przynajmniej umrzeć jako wolni ludzie, jeszcze inni zalecają trwanie w miejscu w nadziei na cud. Mojżesz nie słucha jednak żadnej z tych grup. Decyduje się na ucieczkę do przodu i wprowadza swoich ludzi prosto w... fale. Wtedy w cudowny sposób morze się rozstępuje i Żydzi przechodzą suchą stopą na drugi brzeg. Tyle opowieść biblijna, którą Brackman i Jaffe w brawurowy sposób przekładają na biznesową rzeczywistość. Piszą: przecież każdy biznesmen nieraz czuje, że znalazł się w pułapce. I tak samo jak Izraelici z lękiem patrzy na zbliżające się hordy konkurencji albo nieuchronnie rosnące odsetki od bankowego kredytu. Myśli o rzuceniu tego wszystkiego, chce odpowiedzieć atakiem na atak, lub przeczekać w nadziei na cud Cało z kłopotów wychodzą jednak zazwyczaj tylko ci, którzy (jak starotestamentowy Mojżesz) zdecydują się na ucieczkę do przodu. Zwiększą inwestycje, wymyślą swój biznes na nowo albo po prostu wytrwają przy raz podjętym kursie. Takich historii jest w tej książce więcej. Autorzy namawiają na przykład, by uczyć się sztuki negocjacji od... Abrahama, który musiał przecież pertraktować z Bogiem chcąc ocalić życie ukochanego syna Izaaka Analizy rynku od biblijnego Jakuba którego chce oszukać (kilkakrotnie zmieniając warunki łączącej ich umowy) jego własny wuj Laban. A pozytywnego myślenia od wielkiego żydowskiego filozofa Majmonidesa.
Dowcipną i pisaną ze swadą „Żydowską mądrość" czyta się świetnie. Udaje jej się też osiągnąć najważniejszy cel biznesowej literatury poradniczej: inspiruje, ale robi to bez zbędnej nachalności. Zanurza czytelnika w liczącą kilka tysięcy lat starą i mądrą kulturę judaistyczną (z której wyrasta także chrześcijaństwo). A nie tylko w płytką korporacyjną nowomowę i konsultingowe hokus-pokus.
Dziennik Gazeta Prawna Rafał Woś, 2012-01-17
Żydowska mądrość w biznesie. Jak odnieść prawdziwy sukces dzięki lekcjom z Tory i innych starożytnych tekstów
Przypomnijmy sobie opowieść z Księgi Rodzaju (czyli, jak chcą religijni Żydzi, z pierwszej księgi Tory). Kiedy Bóg zobaczył, ze mieszkańcy Sodomy i Gomory za nic mają jego prawa, nurzają się w rozpuście i wszeteczeństwie, postanowił zniszczyć oba miasta ognistym deszczem. Zwierzył się ze swoich zamiarów Abrahamowi, który zaczął go błagać o zmianę decyzji. I udało się. Wszechmogący, wszechpotężny Bóg zgodził się zmienić swoją decyzję i odstąpić od zamiaru, jeśli w miastach znajdzie się choć pięćdziesięciu sprawiedliwych, a potem ustąpił jeszcze i zgodził się tylko na dziesięciu. I choć także tylu sprawiedliwych się nie znalazło i grzeszne miasta spłonęły, to jednak udało się ocalić sprawiedliwego Lota i jego rodzinę. Rabin Brackman i finansista Jaffe proponują, aby w tej historii dostrzec nie tylko znaczenia religijne, ale także całkiem praktyczną, przydatną w biznesie wskazówkę dotyczącą technik negocjacyjnych. „Analiza negocjacji prowadzonych przez Abrahama pokazuje - piszą - że wykorzystał on technikę ataku dwuskrzydłowego, opierając się przede wszystkim na zadawaniu pytań. Po pierwsze - zakwestionował słuszność odpowiedzialności zbiorowej. Po drugie - zasugerował, że w Sodomie i Gomorze mogą tez mieszkać liczni sprawiedliwi ludzie. (...) Możemy uznać, że strategia Abrahama polegała na negocjowaniu nie ceny (zniszczenie Sodomy i Gomory), lecz warunków (ustalenie, jakie okoliczności muszą zajść, by sprawiedliwość mogła zostać wymierzona). Innymi słowy, nie ryzykował wszystkiego, prosząc Boga o całkowitą zmianę decyzji (...). Zamiast tego kwestionował wątek poboczny, pytając, czy słusznie jest zabijać sprawiedliwych razem z nikczemnikami. To mu dało szersze pole do negocjacji. (...) Bóg dostał to, czego chciał, czyli zniszczył miasta. Abraham dostał to, czego chciał, czyli upewnił się, ze wyrok będzie sprawiedliwy, a sprawiedliwi nie zginą za grzechy innych."
Autorzy na niezliczonych podobnych przykładach pokazują, że to, co stereotyp nazywa żydowską smykałką do interesów, wynika z głęboko uwewnętrznionego w ciągu tysięcy lat obcowania z tekstami Tory oraz jej późniejszych pochodnych przekazu. Przekazu, który zresztą dziś jest dostępny także dla nie-żydów, którzy dzięki uważnemu studiowaniu świętych ksiąg judaizmu mogą także osiągnąć biznesowy sukces.
Autorzy na niezliczonych podobnych przykładach pokazują, że to, co stereotyp nazywa żydowską smykałką do interesów, wynika z głęboko uwewnętrznionego w ciągu tysięcy lat obcowania z tekstami Tory oraz jej późniejszych pochodnych przekazu. Przekazu, który zresztą dziś jest dostępny także dla nie-żydów, którzy dzięki uważnemu studiowaniu świętych ksiąg judaizmu mogą także osiągnąć biznesowy sukces.
Magazyn Literacki Książki Jarosław Górski, 2012-01-01
Żydowska mądrość w biznesie. Jak odnieść prawdziwy sukces dzięki lekcjom z Tory i innych starożytnych tekstów
„Dlaczego tak wielu Żydów odnosi sukcesy w interesach Istnieje na ten temat mnóstwo teorii: geny, wpływy kulturowe, śledź. Nie zgadzamy się z żadną z nich" - tak zaczyna się książka napisana przez rabina Leviego Brackmana i dziennikarza Sama Jaffe'go. Jedna z najbardziej dowcipnych i inspirujących pozycji, jakie pojawiły się ostatnio na polskim rynku poradników biznesowych.
Pomysł na tę książkę jest prosty. Zdaniem autorów Tora (czyli Stary Testament plus rabinistyczne komentarze: Talmud i midrasze oraz żydowskie teksty mistyczne tzw. kabała) nie tylko pomaga w robieniu interesów. Ona wręcz daje dokładny plan, jak stworzyć, utrzymać i rozwinąć zyskowny biznes. Plan nie ma oczywiście formy prezentacji w PowerPoincie ani nie został wypisany na tablicy w synagodze. Jest jednak ukryty głęboko w hebrajskiej Biblii A jego odkrywanie razem z Brackmanem i Jaffe'em to fascynujący powrót do doskonale znanych historii o Abrahamie czy Mojżeszu.
Próbkę może stanowić już pierwsza opowieść o wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej. Po długotrwałej konfrontacji faraon zgadza się, by Żydzi pod wodzą Mojżesza opuścili jego państwo. Szybko zmienia jednak zdanie i wysyła wojsko za wybijającymi się na niepodległość niewolnikami Żydzi wpadają w pułapkę. Za nimi są przeważające siły Egiptu, przed nimi Morze Czerwone. Żydowska starszyzna dzieli się na cztery obozy: jedni doradzają popełnienie zbiorowego samobójstwa, kolejni są za błaganiem faraona o litość, inni forsują straceńczą walkę, by przynajmniej umrzeć jako wolni ludzie, jeszcze inni zalecają trwanie w miejscu w nadziei na cud. Mojżesz nie słucha jednak żadnej z tych grup. Decyduje się na ucieczkę do przodu i wprowadza swoich ludzi prosto w... fale. Wtedy w cudowny sposób morze się rozstępuje i Żydzi przechodzą suchą stopą na drugi brzeg. Tyle opowieść biblijna, którą Brackman i Jaffe w brawurowy sposób przekładają na biznesową rzeczywistość. Piszą: przecież każdy biznesmen nieraz czuje, że znalazł się w pułapce. I tak samo jak Izraelici z lękiem patrzy na zbliżające się hordy konkurencji albo nieuchronnie rosnące odsetki od bankowego kredytu. Myśli o rzuceniu tego wszystkiego, chce odpowiedzieć atakiem na atak, lub przeczekać w nadziei na cud Cało z kłopotów wychodzą jednak zazwyczaj tylko ci, którzy (jak starotestamentowy Mojżesz) zdecydują się na ucieczkę do przodu. Zwiększą inwestycje, wymyślą swój biznes na nowo albo po prostu wytrwają przy raz podjętym kursie. Takich historii jest w tej książce więcej. Autorzy namawiają na przykład, by uczyć się sztuki negocjacji od... Abrahama, który musiał przecież pertraktować z Bogiem chcąc ocalić życie ukochanego syna Izaaka Analizy rynku od biblijnego Jakuba którego chce oszukać (kilkakrotnie zmieniając warunki łączącej ich umowy) jego własny wuj Laban. A pozytywnego myślenia od wielkiego żydowskiego filozofa Majmonidesa.
Dowcipną i pisaną ze swadą „Żydowską mądrość" czyta się świetnie. Udaje jej się też osiągnąć najważniejszy cel biznesowej literatury poradniczej: inspiruje, ale robi to bez zbędnej nachalności. Zanurza czytelnika w liczącą kilka tysięcy lat starą i mądrą kulturę judaistyczną (z której wyrasta także chrześcijaństwo). A nie tylko w płytką korporacyjną nowomowę i konsultingowe hokus-pokus.
Pomysł na tę książkę jest prosty. Zdaniem autorów Tora (czyli Stary Testament plus rabinistyczne komentarze: Talmud i midrasze oraz żydowskie teksty mistyczne tzw. kabała) nie tylko pomaga w robieniu interesów. Ona wręcz daje dokładny plan, jak stworzyć, utrzymać i rozwinąć zyskowny biznes. Plan nie ma oczywiście formy prezentacji w PowerPoincie ani nie został wypisany na tablicy w synagodze. Jest jednak ukryty głęboko w hebrajskiej Biblii A jego odkrywanie razem z Brackmanem i Jaffe'em to fascynujący powrót do doskonale znanych historii o Abrahamie czy Mojżeszu.
Próbkę może stanowić już pierwsza opowieść o wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej. Po długotrwałej konfrontacji faraon zgadza się, by Żydzi pod wodzą Mojżesza opuścili jego państwo. Szybko zmienia jednak zdanie i wysyła wojsko za wybijającymi się na niepodległość niewolnikami Żydzi wpadają w pułapkę. Za nimi są przeważające siły Egiptu, przed nimi Morze Czerwone. Żydowska starszyzna dzieli się na cztery obozy: jedni doradzają popełnienie zbiorowego samobójstwa, kolejni są za błaganiem faraona o litość, inni forsują straceńczą walkę, by przynajmniej umrzeć jako wolni ludzie, jeszcze inni zalecają trwanie w miejscu w nadziei na cud. Mojżesz nie słucha jednak żadnej z tych grup. Decyduje się na ucieczkę do przodu i wprowadza swoich ludzi prosto w... fale. Wtedy w cudowny sposób morze się rozstępuje i Żydzi przechodzą suchą stopą na drugi brzeg. Tyle opowieść biblijna, którą Brackman i Jaffe w brawurowy sposób przekładają na biznesową rzeczywistość. Piszą: przecież każdy biznesmen nieraz czuje, że znalazł się w pułapce. I tak samo jak Izraelici z lękiem patrzy na zbliżające się hordy konkurencji albo nieuchronnie rosnące odsetki od bankowego kredytu. Myśli o rzuceniu tego wszystkiego, chce odpowiedzieć atakiem na atak, lub przeczekać w nadziei na cud Cało z kłopotów wychodzą jednak zazwyczaj tylko ci, którzy (jak starotestamentowy Mojżesz) zdecydują się na ucieczkę do przodu. Zwiększą inwestycje, wymyślą swój biznes na nowo albo po prostu wytrwają przy raz podjętym kursie. Takich historii jest w tej książce więcej. Autorzy namawiają na przykład, by uczyć się sztuki negocjacji od... Abrahama, który musiał przecież pertraktować z Bogiem chcąc ocalić życie ukochanego syna Izaaka Analizy rynku od biblijnego Jakuba którego chce oszukać (kilkakrotnie zmieniając warunki łączącej ich umowy) jego własny wuj Laban. A pozytywnego myślenia od wielkiego żydowskiego filozofa Majmonidesa.
Dowcipną i pisaną ze swadą „Żydowską mądrość" czyta się świetnie. Udaje jej się też osiągnąć najważniejszy cel biznesowej literatury poradniczej: inspiruje, ale robi to bez zbędnej nachalności. Zanurza czytelnika w liczącą kilka tysięcy lat starą i mądrą kulturę judaistyczną (z której wyrasta także chrześcijaństwo). A nie tylko w płytką korporacyjną nowomowę i konsultingowe hokus-pokus.
Dziennik Gazeta Prawna Rafał Woś, 2012-01-17
Czerpiąc ze źródła. Wykorzystaj Prawo Przyciągania, by osiągnąć bogactwo i szczęście
Nieskończona twórcza moc Uniwersalnego Umysłu znajduje się pod kontrolą świadomego umysłu jednostki. W każdej chwili możemy na własną prośbę otrzymać inspirację płynącą z Uniwersalnego Umysłu - o samospełniającej się przepowiedni, sprawczej mocy myśli i roli nastawienia w procesie działania napisano już niejedną pracę. Ludzie sukcesu swoimi osiągnięciami dają przykład prawdziwości tych teorii, a mimo szerokiego grona sceptyków, wciąż pojawiają się nowe dowody na to, że prawo przyciągania znacząco odmienia nasze życie.
Czerpiąc ze źródła to poradnik pokazujący nam, jak dzień po dniu można zamanifestować nasze marzenia i stać się szczęśliwym oraz spełnionym człowiekiem. Autorzy, William Gladstone, John Selby i Richard Greninger, ujawnili czytelnikom sekrety Charlesa Haanela, będące kompilacją filozofii Wschodu i Zachodu. To właśnie Haanel był tym, któremu udało połączyć się wyjątkowe zdolności - być zarówno praktycznym biznesmenem, jak i człowiekiem uduchowionym, zainteresowanym ezoterycznymi praktykami. On też był mistrzem słynnego Napoleona Hilla, który stał się sławny za sprawą swojej książki Myśl i bogać się, uznanej za najważniejszy poradnik samopomocy, jaki kiedykolwiek opublikowano. Teraz i my mamy szansę wkroczyć na inną drogę - samoświadomości, spełnienia, pod warunkiem oczywiście, że nasza aktywność nie ograniczy się do lektury książki Czerpiąc ze źródła, ale będziemy aktywnymi uczestnikami przemian w niej opisanych.
Techniki przywołane przez Gladstone’a Greningera i Selby`ego pozwalają osiągnąć zamierzone cele, a dzięki temu, że możliwa jest praca indywidualna nad nimi, każdy w swoim tempie i w domowym zaciszu może przygotować się do stawienia czoła zachodzącym w świecie zmianom. Pracę z poradnikiem można rozpocząć, w zależności od naszego stopnia znajomości tematu, od głównego materiału pozostawionego przez Charlesa Hannela, medytacji i ćwiczeń oddechowych bądź od początku, od wskazówek pochodzących od autorów.
Podczas „treningu” samoświadomości nauczymy się używać zdań naprowadzających, by kierować uwagę na nowe tory i wyciszyć swój umysł. Dzięki temu będziemy mogli otworzyć się na wskazówki płynące z naszego wyższego źródła. Stosując się do podanych rad, dostroimy się do głębokich pragnień i uczuć obecnych w naszym sercu i dowiemy się, czego naprawdę potrzebujemy w danej chwili. Na poziomie najgłębszych uczuć połączymy się z Twórczym Źródłem mocy i inspiracji. W ten sposób będziemy mogli doświadczyć przebłysku nowej idei i wizji tego, gdzie chcemy skierować naszą uwagę, by nadać swojemu życiu nową jakość. A to już najlepsza droga do osiągnięcia tego, co nas uszczęśliwi.
Czerpiąc ze źródła zawiera prostą, uniwersalną metodę do codziennego stosowania, zmierzającą do osiągnięcia ambitnych, długoterminowych celów. Dzięki stymulacji wyobraźni zdołamy popchnąć nasze życie do przodu i zaspokoić nasze pragnienia, w tym pragnienie dobrobytu. Mimo, że Haanel żył i pisał ponad sto lat temu, pozostając pod wpływem nowych, radykalnych teorii i naukowców takich jak Albert Einstein, to jego metoda związana z Uniwersalnym Umysłem jest… uniwersalna! Dlatego zacznij żyć uważnie. Nie minie dużo czasu, a doświadczysz przepływu zainteresowania życiem, zaś wszystkim sceptykom radzę wypróbować kolejne kroki w kierunku bogactwa i szczęścia. Nawet, jeśli metoda ta nie pomoże, to z pewnością nie zaszkodzi.
Czerpiąc ze źródła to poradnik pokazujący nam, jak dzień po dniu można zamanifestować nasze marzenia i stać się szczęśliwym oraz spełnionym człowiekiem. Autorzy, William Gladstone, John Selby i Richard Greninger, ujawnili czytelnikom sekrety Charlesa Haanela, będące kompilacją filozofii Wschodu i Zachodu. To właśnie Haanel był tym, któremu udało połączyć się wyjątkowe zdolności - być zarówno praktycznym biznesmenem, jak i człowiekiem uduchowionym, zainteresowanym ezoterycznymi praktykami. On też był mistrzem słynnego Napoleona Hilla, który stał się sławny za sprawą swojej książki Myśl i bogać się, uznanej za najważniejszy poradnik samopomocy, jaki kiedykolwiek opublikowano. Teraz i my mamy szansę wkroczyć na inną drogę - samoświadomości, spełnienia, pod warunkiem oczywiście, że nasza aktywność nie ograniczy się do lektury książki Czerpiąc ze źródła, ale będziemy aktywnymi uczestnikami przemian w niej opisanych.
Techniki przywołane przez Gladstone’a Greningera i Selby`ego pozwalają osiągnąć zamierzone cele, a dzięki temu, że możliwa jest praca indywidualna nad nimi, każdy w swoim tempie i w domowym zaciszu może przygotować się do stawienia czoła zachodzącym w świecie zmianom. Pracę z poradnikiem można rozpocząć, w zależności od naszego stopnia znajomości tematu, od głównego materiału pozostawionego przez Charlesa Hannela, medytacji i ćwiczeń oddechowych bądź od początku, od wskazówek pochodzących od autorów.
Podczas „treningu” samoświadomości nauczymy się używać zdań naprowadzających, by kierować uwagę na nowe tory i wyciszyć swój umysł. Dzięki temu będziemy mogli otworzyć się na wskazówki płynące z naszego wyższego źródła. Stosując się do podanych rad, dostroimy się do głębokich pragnień i uczuć obecnych w naszym sercu i dowiemy się, czego naprawdę potrzebujemy w danej chwili. Na poziomie najgłębszych uczuć połączymy się z Twórczym Źródłem mocy i inspiracji. W ten sposób będziemy mogli doświadczyć przebłysku nowej idei i wizji tego, gdzie chcemy skierować naszą uwagę, by nadać swojemu życiu nową jakość. A to już najlepsza droga do osiągnięcia tego, co nas uszczęśliwi.
Czerpiąc ze źródła zawiera prostą, uniwersalną metodę do codziennego stosowania, zmierzającą do osiągnięcia ambitnych, długoterminowych celów. Dzięki stymulacji wyobraźni zdołamy popchnąć nasze życie do przodu i zaspokoić nasze pragnienia, w tym pragnienie dobrobytu. Mimo, że Haanel żył i pisał ponad sto lat temu, pozostając pod wpływem nowych, radykalnych teorii i naukowców takich jak Albert Einstein, to jego metoda związana z Uniwersalnym Umysłem jest… uniwersalna! Dlatego zacznij żyć uważnie. Nie minie dużo czasu, a doświadczysz przepływu zainteresowania życiem, zaś wszystkim sceptykom radzę wypróbować kolejne kroki w kierunku bogactwa i szczęścia. Nawet, jeśli metoda ta nie pomoże, to z pewnością nie zaszkodzi.
granice.pl Justyna Gul
Emocje ujawnione. Odkryj, co ludzie chcą przed Tobą zataić, i dowiedz się czegoś więcej o sobie
Dziewczyna marszczy brwi. Jest zdenerwowana? Zła? A może zmartwiona? O tym, jakie emocje można odczytać z ludzkiej twarzy, jakie miny sygnalizują określone odczucia i czy można kłamać z wykorzystaniem ruchów mimicznych, pisze w swojej książce „Emocje ujawnione” Paul Ekman, światowej sławy psycholog, pionier badań nad ekspresją mimiczną uczuć.
„Emocje decydują o jakości naszego życia – pisze we Wstępie Paul Ekman – (…) Mogą one ocalić nam życie, mogą również powodować prawdziwe szkody. Mogą stymulować nas do działania w sposób, który uznamy za realistyczny i odpowiedni do sytuacji, ale mogą też prowadzić nas do postępowania, którego będziemy późnej bardzo żałować”. Radość, gniew, smutek, zaskoczenie, wstręt, pogarda – wydaje nam się, że potrafimy rozpoznać każdą z tych emocji, wiemy, kiedy się pojawiają i z jaką mimiką wiążą. Czy aby na pewno?
Już we Wstępie Paul Ekman proponuje, by – przed przystąpieniem do lektury – rozwiązać test znajdujący się na końcu książki. Znajdziemy tam kilkanaście fotografii młodej kobiety (córki autora). Zadanie jest, wydawać by się mogło, banalne: należy zidentyfikować emocje pojawiające się na jej twarzy. Zaczynamy, zdjęcie numer jeden. Dziewczyna ma zmrużone oczy i lekko wydęte usta. Jest znudzona. Zaraz, zaraz… A może smutna? Kąciki jej warg jednak nie opadają, a brwi wydają się być zupełnie „płaskie”. Może więc zdegustowana? Zła?... Już przy pierwszych zdjęciach napotykamy więc na trudności: na jednej fotografii dziewczyna patrzy w obiektyw zza przymrużonych oczu, na innym ma zaciśnięte usta, zsunięte brwi, uniesiony kącik ust, zmarszczone czoło… Odczytywanie emocji, gdy nie znamy kontekstu, w którym się pojawiły, nagle okazuje się niezwykle skomplikowane. Jak więc interpretować emocje? Czy we wszystkich kulturach są one odzwierciedlane w postaci tych samych min i zachowań? I czy można kłamać posługując się mimiką twarzy?
Każdy, kto biorąc do ręki książkę Paula Ekmana, spodziewa się nieciekawego i mało odkrywczego poradnika, jest w błędzie. Już bowiem pierwszy jej rozdział rozwiewa wątpliwości: autor poświęcił na swoje badania całe dorosłe życie, a wnioski, które zbierał przez czterdzieści lat, są punktem wyjścia dla wielu rozważań natury neurologiczno-psychologiczno-kulturowej.
Jednym z najciekawszych fragmentów książki są opisy badań prowadzonych w latach 60. na terenie Nowej Gwinei – w wiosce ludu Fore. Czy jej mieszkańcy, nie mający nigdy kontaktu z zachodnią cywilizacją, różnią się od nas w sposobie przekazywania emocji? Czy łatwo zidentyfikować mimikę ich twarzy? Pozostawiam te pytania bez odpowiedzi, by nie psuć czytelnikowi przyjemności płynącej z czytania książki… Warto jednak zaznaczyć, że „wszyscy doświadczamy takich samych emocji, ale każdy z nas w inny sposób”. Rozróżnienie niektórych z nich jest oczywiste (wyraźna radość czy złość), podczas gdy inne są trudne do uchwycenia – chociażby dlatego, że pojawiają się na twarzy jedynie na ułamek sekundy (np. zaskoczenie). Uleganie emocjom wpisane jest w ludzką naturę, jednak sposób, w jaki je przekazujemy, różni się w zależności od rozmaitych czynników. Jak to możliwe?
Paul Ekman wplata w swoje naukowe teorie opowieści oraz relacje zdarzeń, których był świadkiem. Są one poparciem jego tez lub obrazują to, co udało mu się udowodnić w trakcie badań. Jedna z przytaczanych przez niego historii dotyczy kobiety, która dotarła do australijskiego szpitala z oddalonej o kilka mil wioski. Przyniosła ze sobą chore dziecko, które niestety zmarło. Autor, wraz z lekarzem, postanowili odwieźć ją z nieżywym potomkiem z powrotem do domu. Kobieta całą drogę milczała, trzymając na rękach martwe dziecko. Jej twarz była „bez wyrazu”. Gdy dotarli na miejsce, na widok swoich krewnych wyskoczyła jednak z auta i zaczęła szlochać. Czy to oznacza, że płakała na pokaz? Autor wyjaśnia: „(…) istnieje możliwość, iż nie przeżywamy tak naprawdę udręki, dopóki nie znajdziemy się w obecności ludzi, którzy dzielą z nami naszą stratę. Zdajemy sobie sprawę, co się stało, ale znaczenie tego wydarzenia zostaje wzbogacone, kiedy opowiadamy o tym innym osobom albo widzimy ich reakcję na naszą stratę”. Potrafimy więc stłumić nasze emocje i wybuchnąć dopiero w określonym momencie. Czy zatem potrafimy celowo wprowadzać innych w błąd za pomocą mimiki? Jak odczytać mikroekspresje, które pojawiają się na ludzkich twarzach? Czy umiemy je kontrolować?
Książka, wzbogacona fotografiami przedstawiającymi rozmaite emocje wypisane na twarzach ludu Fore, znanych polityków i osób prywatnych, wzbogacają ją i pozwalają na dokładne zbadanie tez forsowanych przez autora.
Dlaczego warto przeczytać „Emocje ujawnione”? To trudne pytanie. Sadzę, że książka zainteresuje osoby zaciekawione zarówno medycznym, jak i kulturowym kontekstem życia człowieka. Tych, którzy lubują się w lekturach psychologicznych, a także obserwatorów życia codziennego. Kto wie, może dzięki niej dowiedzą się także czegoś więcej o sobie?
„Emocje decydują o jakości naszego życia – pisze we Wstępie Paul Ekman – (…) Mogą one ocalić nam życie, mogą również powodować prawdziwe szkody. Mogą stymulować nas do działania w sposób, który uznamy za realistyczny i odpowiedni do sytuacji, ale mogą też prowadzić nas do postępowania, którego będziemy późnej bardzo żałować”. Radość, gniew, smutek, zaskoczenie, wstręt, pogarda – wydaje nam się, że potrafimy rozpoznać każdą z tych emocji, wiemy, kiedy się pojawiają i z jaką mimiką wiążą. Czy aby na pewno?
Już we Wstępie Paul Ekman proponuje, by – przed przystąpieniem do lektury – rozwiązać test znajdujący się na końcu książki. Znajdziemy tam kilkanaście fotografii młodej kobiety (córki autora). Zadanie jest, wydawać by się mogło, banalne: należy zidentyfikować emocje pojawiające się na jej twarzy. Zaczynamy, zdjęcie numer jeden. Dziewczyna ma zmrużone oczy i lekko wydęte usta. Jest znudzona. Zaraz, zaraz… A może smutna? Kąciki jej warg jednak nie opadają, a brwi wydają się być zupełnie „płaskie”. Może więc zdegustowana? Zła?... Już przy pierwszych zdjęciach napotykamy więc na trudności: na jednej fotografii dziewczyna patrzy w obiektyw zza przymrużonych oczu, na innym ma zaciśnięte usta, zsunięte brwi, uniesiony kącik ust, zmarszczone czoło… Odczytywanie emocji, gdy nie znamy kontekstu, w którym się pojawiły, nagle okazuje się niezwykle skomplikowane. Jak więc interpretować emocje? Czy we wszystkich kulturach są one odzwierciedlane w postaci tych samych min i zachowań? I czy można kłamać posługując się mimiką twarzy?
Każdy, kto biorąc do ręki książkę Paula Ekmana, spodziewa się nieciekawego i mało odkrywczego poradnika, jest w błędzie. Już bowiem pierwszy jej rozdział rozwiewa wątpliwości: autor poświęcił na swoje badania całe dorosłe życie, a wnioski, które zbierał przez czterdzieści lat, są punktem wyjścia dla wielu rozważań natury neurologiczno-psychologiczno-kulturowej.
Jednym z najciekawszych fragmentów książki są opisy badań prowadzonych w latach 60. na terenie Nowej Gwinei – w wiosce ludu Fore. Czy jej mieszkańcy, nie mający nigdy kontaktu z zachodnią cywilizacją, różnią się od nas w sposobie przekazywania emocji? Czy łatwo zidentyfikować mimikę ich twarzy? Pozostawiam te pytania bez odpowiedzi, by nie psuć czytelnikowi przyjemności płynącej z czytania książki… Warto jednak zaznaczyć, że „wszyscy doświadczamy takich samych emocji, ale każdy z nas w inny sposób”. Rozróżnienie niektórych z nich jest oczywiste (wyraźna radość czy złość), podczas gdy inne są trudne do uchwycenia – chociażby dlatego, że pojawiają się na twarzy jedynie na ułamek sekundy (np. zaskoczenie). Uleganie emocjom wpisane jest w ludzką naturę, jednak sposób, w jaki je przekazujemy, różni się w zależności od rozmaitych czynników. Jak to możliwe?
Paul Ekman wplata w swoje naukowe teorie opowieści oraz relacje zdarzeń, których był świadkiem. Są one poparciem jego tez lub obrazują to, co udało mu się udowodnić w trakcie badań. Jedna z przytaczanych przez niego historii dotyczy kobiety, która dotarła do australijskiego szpitala z oddalonej o kilka mil wioski. Przyniosła ze sobą chore dziecko, które niestety zmarło. Autor, wraz z lekarzem, postanowili odwieźć ją z nieżywym potomkiem z powrotem do domu. Kobieta całą drogę milczała, trzymając na rękach martwe dziecko. Jej twarz była „bez wyrazu”. Gdy dotarli na miejsce, na widok swoich krewnych wyskoczyła jednak z auta i zaczęła szlochać. Czy to oznacza, że płakała na pokaz? Autor wyjaśnia: „(…) istnieje możliwość, iż nie przeżywamy tak naprawdę udręki, dopóki nie znajdziemy się w obecności ludzi, którzy dzielą z nami naszą stratę. Zdajemy sobie sprawę, co się stało, ale znaczenie tego wydarzenia zostaje wzbogacone, kiedy opowiadamy o tym innym osobom albo widzimy ich reakcję na naszą stratę”. Potrafimy więc stłumić nasze emocje i wybuchnąć dopiero w określonym momencie. Czy zatem potrafimy celowo wprowadzać innych w błąd za pomocą mimiki? Jak odczytać mikroekspresje, które pojawiają się na ludzkich twarzach? Czy umiemy je kontrolować?
Książka, wzbogacona fotografiami przedstawiającymi rozmaite emocje wypisane na twarzach ludu Fore, znanych polityków i osób prywatnych, wzbogacają ją i pozwalają na dokładne zbadanie tez forsowanych przez autora.
Dlaczego warto przeczytać „Emocje ujawnione”? To trudne pytanie. Sadzę, że książka zainteresuje osoby zaciekawione zarówno medycznym, jak i kulturowym kontekstem życia człowieka. Tych, którzy lubują się w lekturach psychologicznych, a także obserwatorów życia codziennego. Kto wie, może dzięki niej dowiedzą się także czegoś więcej o sobie?
Zdrowie.wieszjak.pl Marta Nowak
Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!
Bieganie to najprostszy i najtańszy ze wszystkich znanych człowiekowi sportów. Jego uprawianie wymaga jednak odpowiednich przygotowań oraz dostatecznego samozaparcia - przepis na jedno i drugie znajdziesz w książce Jeffa Gallowaya.
Bieg z przerwami wypoczynkowymi
Genialna w swej prostocie metoda Gallowaya znana jest chyba wszystkim entuzjastom biegania. Amerykański biegacz i teoretyk jogginu proponuje, by do naszych treningów biegowych wprowadzić cykliczne przerwy na marsz, dzięki, którym poprawimy swoją wydolność i lepiej rozplanujemy siły, nie tylko na dłuższych dystansach. Pierwsze efekty, jeśli wierzyć autorowi, można osiągnąć w przeciągu sześciu miesięcy.
Naprzód marsz!
Przerwy marszowe, które proponuje nam Galloway należy wprowadzać już w pierwszych treningach i nawet po przebiegnięciu stosunkowo krótkiego dystansu. 1-2 minutowy marsz po każdych 3-8 minutach biegu pozwala nam na zaoszczędzanie energii, panowanie nad zmęczeniem i ,co najważniejsze, efektywniejszy trening. Wbrew temu, co można by sądzić, im więcej przerw marszowych robimy, tym lepiej. "Bieganie metodą Gallowaya" to jednak znacznie więcej, niż tylko książka o rozsądnym wydatkowaniu energii.
Mistrz maratonu krok po kroku
Galloway prowadzi nas przez meandry dietetyki, fizjologii i profesjonalnego treningu. Doradza, jak kontrolować wagę i puls, wytyka podstawowe błędy popełniane w ćwiczeniach oraz przedstawia schematy budowy najważniejszych mięśni. Kolejne rozdziały książki omawiają m.in. techniki motywacyjne podczas codziennego treningu i biegu na zawodach, jogging kobiet w ciąży czy przygotowanie do biegania w warunkach ekstremalnych. Poradom tym towarzyszą, wplecione w poszczególne rozdziały, anegdotki i historie z życia autora lub znanych mu osób. Wszystko sprawia, że książkę czyta się bardzo dobrze i niezwykle szybko.
Poradnik rzemieślnika
Jeśli szukasz książki, która zmieni całe twoje podejście do biegania, to będziesz rozczarowany. Galloway nie przedstawia żadnej cudownej recepty na to, jak w miesiąc zostać biegaczem lub schudnąć 20 kilogramów w ciągu tygodnia, dzięki aktywności fizycznej. „Bieganie metodą Gallowaya” to raczej rzemieślniczy poradnik. Jest on przeznaczony tak dla początkujących adeptów osiedlowego dreptania, jak i dla tych, którzy planują w krótkim czasie startować w zawodach i półmaratonach. Galloway krok po kroku przedstawia wszystkie niezbędne etapy, jakie musimy przejść od entuzjasty-amatora do półprofesjonalnego biegacza. Co ważne, nie ogranicza on swoich porad jedynie do treningów.
Nie dla każdego
Autor stosunkowo mało miejsca poświęca trudnym początkom, z jakimi zmaga się każdy, kto rozpoczyna swoją przygodę z bieganiem. Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla tych, którzy ze sportem tym już się zapoznali i są zdeterminowani na tyle, by kontynuować tą znajomość. Nie trudno zresztą oprzeć się wrażeniu, że początkowe rozdziały książki to tylko preludium do właściwej jej części, która przeznaczona jest dla chcących wkroczyć na drogę zawodowego biegania. Dla tych osób omawiany poradnik to nieoceniona pomoc w przygotowywaniu diety, treningu i planów ćwiczeniowych. I to głównie do nich adresowana jest książka Gallowaya.
Bieg z przerwami wypoczynkowymi
Genialna w swej prostocie metoda Gallowaya znana jest chyba wszystkim entuzjastom biegania. Amerykański biegacz i teoretyk jogginu proponuje, by do naszych treningów biegowych wprowadzić cykliczne przerwy na marsz, dzięki, którym poprawimy swoją wydolność i lepiej rozplanujemy siły, nie tylko na dłuższych dystansach. Pierwsze efekty, jeśli wierzyć autorowi, można osiągnąć w przeciągu sześciu miesięcy.
Naprzód marsz!
Przerwy marszowe, które proponuje nam Galloway należy wprowadzać już w pierwszych treningach i nawet po przebiegnięciu stosunkowo krótkiego dystansu. 1-2 minutowy marsz po każdych 3-8 minutach biegu pozwala nam na zaoszczędzanie energii, panowanie nad zmęczeniem i ,co najważniejsze, efektywniejszy trening. Wbrew temu, co można by sądzić, im więcej przerw marszowych robimy, tym lepiej. "Bieganie metodą Gallowaya" to jednak znacznie więcej, niż tylko książka o rozsądnym wydatkowaniu energii.
Mistrz maratonu krok po kroku
Galloway prowadzi nas przez meandry dietetyki, fizjologii i profesjonalnego treningu. Doradza, jak kontrolować wagę i puls, wytyka podstawowe błędy popełniane w ćwiczeniach oraz przedstawia schematy budowy najważniejszych mięśni. Kolejne rozdziały książki omawiają m.in. techniki motywacyjne podczas codziennego treningu i biegu na zawodach, jogging kobiet w ciąży czy przygotowanie do biegania w warunkach ekstremalnych. Poradom tym towarzyszą, wplecione w poszczególne rozdziały, anegdotki i historie z życia autora lub znanych mu osób. Wszystko sprawia, że książkę czyta się bardzo dobrze i niezwykle szybko.
Poradnik rzemieślnika
Jeśli szukasz książki, która zmieni całe twoje podejście do biegania, to będziesz rozczarowany. Galloway nie przedstawia żadnej cudownej recepty na to, jak w miesiąc zostać biegaczem lub schudnąć 20 kilogramów w ciągu tygodnia, dzięki aktywności fizycznej. „Bieganie metodą Gallowaya” to raczej rzemieślniczy poradnik. Jest on przeznaczony tak dla początkujących adeptów osiedlowego dreptania, jak i dla tych, którzy planują w krótkim czasie startować w zawodach i półmaratonach. Galloway krok po kroku przedstawia wszystkie niezbędne etapy, jakie musimy przejść od entuzjasty-amatora do półprofesjonalnego biegacza. Co ważne, nie ogranicza on swoich porad jedynie do treningów.
Nie dla każdego
Autor stosunkowo mało miejsca poświęca trudnym początkom, z jakimi zmaga się każdy, kto rozpoczyna swoją przygodę z bieganiem. Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla tych, którzy ze sportem tym już się zapoznali i są zdeterminowani na tyle, by kontynuować tą znajomość. Nie trudno zresztą oprzeć się wrażeniu, że początkowe rozdziały książki to tylko preludium do właściwej jej części, która przeznaczona jest dla chcących wkroczyć na drogę zawodowego biegania. Dla tych osób omawiany poradnik to nieoceniona pomoc w przygotowywaniu diety, treningu i planów ćwiczeniowych. I to głównie do nich adresowana jest książka Gallowaya.
Zdrowie.wieszjak.pl Przemysław Ziemichód