Recenzje
Autopromocja. Pokaż, na co Cię stać - szefowi, podwładnym i klientom
„Jak Cię widzą, tak Cię piszą.” Prawda stara jak świat. Ale w dzisiejszych czasach od tego jak Cię widzą, zależy dużo, bardzo dużo. Co zatem zrobić, aby inni widzieli Cię w jak najlepszych kolorach? Przeczytać książkę Jessici Kleiman i Maryl W. Cooper. Powinno pomóc.
Zacząć trzeba od tego, że książka jest stosunkowo krótka. I bardzo dobrze. Nikt z nas przecież nie chce zagłębiać się w psychologiczne, antropologiczne czy komunikacyjne meandry promocji siebie. Książka ma tego typu ma mieć przede wszystkim walor użytkowy i „Autopromocja…” go ma. Można ją szybko przeczytać… i działać. O to przecież chodzi.
Na nieco ponad 200-stu stronach znajdziemy przede wszystkim masę konkretnych, zrozumiałych, czasami wydawałoby się oczywistych rad. Mają one jednak niebanalny wpływ na to, jak odbierają nas inni. Autorki mówią wprost – jeśli wchodzisz na rozmowę kwalifikacyjną to nie zamykaj oczu ani nie zaciskaj zębów, wyprostuj się, uważaj na tempo i długość wypowiedzi, mów wyraźnie ale z ekspresją. Takich pożytecznych informacji znajdziecie w tej książce mnóstwo.
Nie brakuje też licznych przykładów z życia wziętych, komentarzy ludzi mediów, biznesu, a nawet krótkich wywiadów. Czytanie urozmaicają pojawiające się od czasu do czasu cytaty - celnie, nieraz dosadnie - pointujące poruszane problemy. Mi najbardziej podoba się ten – „Sukces to żadna tajemnica. To efekt przygotowań, ciężkiej pracy i uczenia się na błędach.” Po przeczytaniu „Autopromocji…”, te słowa Colina Powella to dla mnie „oczywista oczywistość”.
Zacząć trzeba od tego, że książka jest stosunkowo krótka. I bardzo dobrze. Nikt z nas przecież nie chce zagłębiać się w psychologiczne, antropologiczne czy komunikacyjne meandry promocji siebie. Książka ma tego typu ma mieć przede wszystkim walor użytkowy i „Autopromocja…” go ma. Można ją szybko przeczytać… i działać. O to przecież chodzi.
Na nieco ponad 200-stu stronach znajdziemy przede wszystkim masę konkretnych, zrozumiałych, czasami wydawałoby się oczywistych rad. Mają one jednak niebanalny wpływ na to, jak odbierają nas inni. Autorki mówią wprost – jeśli wchodzisz na rozmowę kwalifikacyjną to nie zamykaj oczu ani nie zaciskaj zębów, wyprostuj się, uważaj na tempo i długość wypowiedzi, mów wyraźnie ale z ekspresją. Takich pożytecznych informacji znajdziecie w tej książce mnóstwo.
Nie brakuje też licznych przykładów z życia wziętych, komentarzy ludzi mediów, biznesu, a nawet krótkich wywiadów. Czytanie urozmaicają pojawiające się od czasu do czasu cytaty - celnie, nieraz dosadnie - pointujące poruszane problemy. Mi najbardziej podoba się ten – „Sukces to żadna tajemnica. To efekt przygotowań, ciężkiej pracy i uczenia się na błędach.” Po przeczytaniu „Autopromocji…”, te słowa Colina Powella to dla mnie „oczywista oczywistość”.
wiadomosci.radiozet.pl 2012-03-09
Gotowanie dla geeków. Nauka stosowana, niezłe sztuczki i wyżerka
Czy geek to też człowiek? Jeśli tak – to jak właściwie je? Restauracje spod znaku Mc? A może gotuje sam? Jeff Potter udowadnia, że nawet gotowanie w wykonaniu tej społeczności może być czymś bardziej fascynującym niż premier składający życzenia z okazji Dnia Kobiet.
Autor – Jeff Potter z niejednego pieca chleb jadał… Studiował informatykę i sztuki wizualne na Uniwersytecie Browna w Providence. Prowadzi własną firmę w branży IT i to właśnie pasja gotowania dla przyjaciół daje mu niespożytą energię do realizacji codziennych informatycznych wyzwań!
Książka to prawdziwy fenomen jeśli idzie o książki kucharskie. Jej objętość i zawartość nie pozostawia wyboru – każdy geek będzie mistrzem patelni po jej przeczytaniu. Bez problemu przygotuje ziemniaki smażone na patelni czy marchewki saute oraz kurczaka a la motyl. Hola, hola – więc gdzie tu zasadnicze różnice pomiędzy zwykłą kucharską książką a tą przeznaczoną dla geeka.
Ano różnica jest – ziemniaki smażone przygotowujemy bowiem w dwóch różnych typach obróbki termicznej. Chodzi w tym o przyśpieszenie całego procesu przygotowania. Wiadomo – im komputerowy mistrz bardzie głodny tym złość narasta w nim szybciej. Kurczak ma struktury, które należy wykorzystać, by jego przygotowanie było łatwiejsze i szybsze. Takim zakręconym poradom nie ma końca.
Oczywiście przepisy to nie wszystko. Na stronach znajdziemy wywiady ze znanymi postaciami świata nauki (m.in. Pogromcy mitów), którzy zdradzają swoje sposoby na idealny posiłek. Dodatkowo autor zasypuje nas wiedzą podstawową na temat noży, naczyń i sztuczek, które choć stare trzeba znać, by nazywać się szefem kuchni.
Mówią, że obecne jedzenie to sama chemia. Warto więc o niej poczytać i … stosować tak, by nie szkodziła a pomagała geekom (i nie tylko) podbijać serca i żołądki współbiesiadników.
Książka ta jest ciekawym produktem edytorskim, z którym w kuchni można poczuć się bezpiecznie. Zapewniam też, że nie wyjdziemy z niej głodni. Wszak pilaw cytrynowy z komosy ryżowej ze szparagami i krewetkami podbije nawet najbardziej konserwatywne podniebienia. O geeku już nie mówię.
Do czytania i kuchni marsz.
Autor – Jeff Potter z niejednego pieca chleb jadał… Studiował informatykę i sztuki wizualne na Uniwersytecie Browna w Providence. Prowadzi własną firmę w branży IT i to właśnie pasja gotowania dla przyjaciół daje mu niespożytą energię do realizacji codziennych informatycznych wyzwań!
Książka to prawdziwy fenomen jeśli idzie o książki kucharskie. Jej objętość i zawartość nie pozostawia wyboru – każdy geek będzie mistrzem patelni po jej przeczytaniu. Bez problemu przygotuje ziemniaki smażone na patelni czy marchewki saute oraz kurczaka a la motyl. Hola, hola – więc gdzie tu zasadnicze różnice pomiędzy zwykłą kucharską książką a tą przeznaczoną dla geeka.
Ano różnica jest – ziemniaki smażone przygotowujemy bowiem w dwóch różnych typach obróbki termicznej. Chodzi w tym o przyśpieszenie całego procesu przygotowania. Wiadomo – im komputerowy mistrz bardzie głodny tym złość narasta w nim szybciej. Kurczak ma struktury, które należy wykorzystać, by jego przygotowanie było łatwiejsze i szybsze. Takim zakręconym poradom nie ma końca.
Oczywiście przepisy to nie wszystko. Na stronach znajdziemy wywiady ze znanymi postaciami świata nauki (m.in. Pogromcy mitów), którzy zdradzają swoje sposoby na idealny posiłek. Dodatkowo autor zasypuje nas wiedzą podstawową na temat noży, naczyń i sztuczek, które choć stare trzeba znać, by nazywać się szefem kuchni.
Mówią, że obecne jedzenie to sama chemia. Warto więc o niej poczytać i … stosować tak, by nie szkodziła a pomagała geekom (i nie tylko) podbijać serca i żołądki współbiesiadników.
Książka ta jest ciekawym produktem edytorskim, z którym w kuchni można poczuć się bezpiecznie. Zapewniam też, że nie wyjdziemy z niej głodni. Wszak pilaw cytrynowy z komosy ryżowej ze szparagami i krewetkami podbije nawet najbardziej konserwatywne podniebienia. O geeku już nie mówię.
Do czytania i kuchni marsz.
ksiazka-online.pl 2012-03-08
RozGROMić konkurencję. Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania
Podobno gdy Napoleon Bonaparte wyznaczał generałów, nie pytał o ich doświadczenie w walce i umiejętności zarządzania grupą, lecz o to, czy mają szczęście. Oczywiście, zwycięstwo nie przychodzi zupełnie przypadkiem – jest raczej wynikiem kombinacji dobrych zbiegów okoliczności, ale także ciężkiej pracy i wypracowania odpowiednich strategii.
Warto przypomnieć sobie kilka przykładów znanych historycznych zwycięstw, które mogą być inspiracją dla współczesnego człowieka biznesu.
Pyrrusowe zwycięstwo
Często używamy tego zwrotu, lecz nie wszyscy wiemy, skąd on pochodzi. Pyrrus był krewnym Aleksandra Wielkiego. Jego ambicją było dorównanie swojemu słynnemu kuzynowi i stworzenie wielkiego imperium. Początki były dobre: Pyrrus wygrywał kolejne bitwy, ale robił to wielkim kosztem: tracił w nich coraz więcej żołnierzy. Aby zmotywować swoją zdziesiątkowaną armię do walki, Pyrrus dołączył do pierwszej linii natarcia. To było przyczyną jego zguby: zginął, trafiony w głowę cegłą. We współczesnym świecie wiele jest przypadków takich pyrrusowych zwycięstw. Generał Polko w swojej książce „Rozgromić konkurencję” podaje przykłady z rodzimego boiska:
„[Pyrrusowa] wygrana jest jak polska autostrada budowana na EURO 2012 – kilka razy dłużej, niż planowano, i za większe, niż pierwotnie zakładano, pieniądze, dziurawa za starości, zanim zostanie oddana do użytku”.
Zwycięzcy z przypadku
A jak jest naprawdę z rolą szczęścia w zwyciężaniu
Mało kto wie, że marszałek Józef Piłsudski – symbol niepodległej, silnej Polski – był wojskowym samoukiem. Wiedzę czerpał głównie z książek wojskowych. Mimo że w pierwszej fazie wojny z bolszewikami popełniał błędy, to manewr zwany później „cudem nad Wisłą” zaważył o zwycięstwie: Piłsudski zaskoczył Rosjan i powstrzymał ich atak na Warszawę.
Podobnym „zwycięzcą z przypadku” był generał Charles de Gaulle. Przez pierwsze półwiecze życia generał był teoretykiem wojskowości. Niedługo po objęciu przez de Gaulle’a stanowiska wiceministra ds. wojny, Niemcy wkroczyli do Francji, a władzę przejął proniemiecki marszałek Pétain Zwolennicy walki z Niemcami zostali internowani na pokładzie okrętu w Casablance, lecz nielicznym - w tym de Gaulle’owi – udało się uciec do Anglii. Przypadek sprawił, że z tej garstki osób de Gaulle był najwyższy rangą, więc to jemu przypadło wygłoszenie w radiu BBC odezwy zachęcającej Francuzów do dalszej walki. Brytyjczycy uznali go za przywódcę wszystkich wolnych Francuzów; rząd Vichy skazał go na karę śmierci; sam generał stanął na czele francuskiego ruchu oporu, a parę lat później – na czele rządu francuskiego. Jak potoczyłyby się losy Francji, gdyby generał nie znalazł się w gronie osób, które zdążyły wsiąść do podstawionego przez Churchilla samolotu
Czy faktycznie na zwycięstwie tych dwóch przywódców zaważył przypadek Tak, ale ważne jest także to, że nie bali się zagrać o najwyższą stawkę i podjęli ryzykowne wyzwania.
Mały kontra duży
Nie wiadomo, czy historia ta przydarzyła się naprawdę, ale jej przesłanie jest jak najbardziej prawdziwe i istotne w dzisiejszych czasach. Goliat – dzielny filistyński wojownik, wyposażony w „zaawansowaną technologicznie” (jak na te czasy) broń, a do tego człowiek sporej postury. Dawid – prosty pasterz, który pokonał olbrzyma za pomocą procy i kamienia. Przypadek tych dwojga to klasyczny przykład, że nie wystarczy przewaga technologiczna oraz siła mięśni, aby pokonać wroga. Równie, a może nawet bardziej ważna, jest pomysłowość i wola walki. Podobna historia wydarzyła się na przełomie XIII i XIV wieku w Szkocji (a wersji tej historii jest tyle, ile opowiadających). W szkockiej wiosce żył szlachcic, William Wallace, którego nie obchodziło wcale to, że Anglicy brutalnie przejmowali władzę nad Szkocją. Do momentu, gdy stracono jego żonę, skazaną na śmierć za to, że w obronie własnej zabiła Anglika, który próbował ją zgwałcić. Wallace poprzysiągł Anglikom zemstę. Wraz z ludźmi ze swojej wioski zaatakowali i zdobyli angielską warownię, a to zmotywowało kolejnych Szkotów do walki. Przeciwnik – król Edward I – miał do dyspozycji dobrze wyszkoloną armię, ale mimo to w bitwie pod Stirling przegrał ze szkockimi powstańcami. Wallace zyskał w Szkocji status bohatera i przydomek „Braveheart”. Został w końcu pojmany przez Anglików i, według jednej z wersji, zginął okrutną śmiercią przez powieszenie i poćwiartowanie. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jako przywódca powstania napsuł krwi brutalnym (niegdyś) Anglikom.
To przykłady z odległej historii, ale także obecna sytuacja w Afganistanie, gdzie rebelianci afgańscy niejednokrotnie wygrywają ze świetnie uzbrojonymi armiami NATO, ilustruje tezę, że asymetria na polu walki nie oznacza od razu zwycięstwa. Powyższe historie to również ostrzeżenie dla światowych gigantów biznesu, którym zamiast arogancji i pewności siebie przyda się odrobina pokory oraz nieustanne samodoskonalenie.
Historie wspomniane powyżej to przykłady militarne, ale ich morał z powodzeniem można zastosować do zwycięstw na polu biznesu: warto być człowiekiem honoru, czasem zaryzykować, i nie obawiać się silniejszego przeciwnika. A odrobina szczęścia w tym koktajlu nie zaszkodzi.
Warto przypomnieć sobie kilka przykładów znanych historycznych zwycięstw, które mogą być inspiracją dla współczesnego człowieka biznesu.
Pyrrusowe zwycięstwo
Często używamy tego zwrotu, lecz nie wszyscy wiemy, skąd on pochodzi. Pyrrus był krewnym Aleksandra Wielkiego. Jego ambicją było dorównanie swojemu słynnemu kuzynowi i stworzenie wielkiego imperium. Początki były dobre: Pyrrus wygrywał kolejne bitwy, ale robił to wielkim kosztem: tracił w nich coraz więcej żołnierzy. Aby zmotywować swoją zdziesiątkowaną armię do walki, Pyrrus dołączył do pierwszej linii natarcia. To było przyczyną jego zguby: zginął, trafiony w głowę cegłą. We współczesnym świecie wiele jest przypadków takich pyrrusowych zwycięstw. Generał Polko w swojej książce „Rozgromić konkurencję” podaje przykłady z rodzimego boiska:
„[Pyrrusowa] wygrana jest jak polska autostrada budowana na EURO 2012 – kilka razy dłużej, niż planowano, i za większe, niż pierwotnie zakładano, pieniądze, dziurawa za starości, zanim zostanie oddana do użytku”.
Zwycięzcy z przypadku
A jak jest naprawdę z rolą szczęścia w zwyciężaniu
Mało kto wie, że marszałek Józef Piłsudski – symbol niepodległej, silnej Polski – był wojskowym samoukiem. Wiedzę czerpał głównie z książek wojskowych. Mimo że w pierwszej fazie wojny z bolszewikami popełniał błędy, to manewr zwany później „cudem nad Wisłą” zaważył o zwycięstwie: Piłsudski zaskoczył Rosjan i powstrzymał ich atak na Warszawę.
Podobnym „zwycięzcą z przypadku” był generał Charles de Gaulle. Przez pierwsze półwiecze życia generał był teoretykiem wojskowości. Niedługo po objęciu przez de Gaulle’a stanowiska wiceministra ds. wojny, Niemcy wkroczyli do Francji, a władzę przejął proniemiecki marszałek Pétain Zwolennicy walki z Niemcami zostali internowani na pokładzie okrętu w Casablance, lecz nielicznym - w tym de Gaulle’owi – udało się uciec do Anglii. Przypadek sprawił, że z tej garstki osób de Gaulle był najwyższy rangą, więc to jemu przypadło wygłoszenie w radiu BBC odezwy zachęcającej Francuzów do dalszej walki. Brytyjczycy uznali go za przywódcę wszystkich wolnych Francuzów; rząd Vichy skazał go na karę śmierci; sam generał stanął na czele francuskiego ruchu oporu, a parę lat później – na czele rządu francuskiego. Jak potoczyłyby się losy Francji, gdyby generał nie znalazł się w gronie osób, które zdążyły wsiąść do podstawionego przez Churchilla samolotu
Czy faktycznie na zwycięstwie tych dwóch przywódców zaważył przypadek Tak, ale ważne jest także to, że nie bali się zagrać o najwyższą stawkę i podjęli ryzykowne wyzwania.
Mały kontra duży
Nie wiadomo, czy historia ta przydarzyła się naprawdę, ale jej przesłanie jest jak najbardziej prawdziwe i istotne w dzisiejszych czasach. Goliat – dzielny filistyński wojownik, wyposażony w „zaawansowaną technologicznie” (jak na te czasy) broń, a do tego człowiek sporej postury. Dawid – prosty pasterz, który pokonał olbrzyma za pomocą procy i kamienia. Przypadek tych dwojga to klasyczny przykład, że nie wystarczy przewaga technologiczna oraz siła mięśni, aby pokonać wroga. Równie, a może nawet bardziej ważna, jest pomysłowość i wola walki. Podobna historia wydarzyła się na przełomie XIII i XIV wieku w Szkocji (a wersji tej historii jest tyle, ile opowiadających). W szkockiej wiosce żył szlachcic, William Wallace, którego nie obchodziło wcale to, że Anglicy brutalnie przejmowali władzę nad Szkocją. Do momentu, gdy stracono jego żonę, skazaną na śmierć za to, że w obronie własnej zabiła Anglika, który próbował ją zgwałcić. Wallace poprzysiągł Anglikom zemstę. Wraz z ludźmi ze swojej wioski zaatakowali i zdobyli angielską warownię, a to zmotywowało kolejnych Szkotów do walki. Przeciwnik – król Edward I – miał do dyspozycji dobrze wyszkoloną armię, ale mimo to w bitwie pod Stirling przegrał ze szkockimi powstańcami. Wallace zyskał w Szkocji status bohatera i przydomek „Braveheart”. Został w końcu pojmany przez Anglików i, według jednej z wersji, zginął okrutną śmiercią przez powieszenie i poćwiartowanie. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jako przywódca powstania napsuł krwi brutalnym (niegdyś) Anglikom.
To przykłady z odległej historii, ale także obecna sytuacja w Afganistanie, gdzie rebelianci afgańscy niejednokrotnie wygrywają ze świetnie uzbrojonymi armiami NATO, ilustruje tezę, że asymetria na polu walki nie oznacza od razu zwycięstwa. Powyższe historie to również ostrzeżenie dla światowych gigantów biznesu, którym zamiast arogancji i pewności siebie przyda się odrobina pokory oraz nieustanne samodoskonalenie.
Historie wspomniane powyżej to przykłady militarne, ale ich morał z powodzeniem można zastosować do zwycięstw na polu biznesu: warto być człowiekiem honoru, czasem zaryzykować, i nie obawiać się silniejszego przeciwnika. A odrobina szczęścia w tym koktajlu nie zaszkodzi.
biznes.onet.pl Ewa Magiera, 2012-03-06
RozGROMić konkurencję. Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania
Marzeniem wielu menedżerów jest by w ich firmie było jak w wojsku. Jasna hierarchia, realizacja poleceń bez szemrania, na rozkaz. Tymczasem generał Roman Polko wraz Paulina Polko, przekonują w swojej książce „RozGROMić konkurencję...", że nie ślepe posłuszeństwo decyduje o sile i skuteczności armii. „To właśnie armia najlepiej szkoli liderów zdolnych podejmować samodzielne, kreatywne, trudne decyzje, wymagające twórczego sposobu myślenia, co więcej, decyzje obarczone wysokim ryzykiem, bo ich koszt może być wysoki, łącznie z zagrożeniem życia własnego i podwładnych" - zapewniają we wstępie autorzy. Z tego przekonania wypływają wnioski, które stały się kanwą książki: wojsko można porównać do firmy a działania wojenne do prowadzenia działalności biznesowej. Niby nic nowego, w końcu ostatnio „Sztuka wojny" Sun Tzu stała się modną, obowiązkową lekturą menedżerów (co z tego zrozumieli to inna sprawa). Tu jednak oryginalnym pomysłem jest połączenie teoretycznych rozważań i dobrych rad dla zarządzających z komentarzem praktyka: doświadczonego dowódcy wojskowego.
Doprawdy, po lekturze kilku książek o zarządzaniu, szkoleniach niczego odkrywczego nie znajdziemy. Porównania są oryginalne ale na wyrost: żołnierz ryzykujący życie to nie to samo co biznesmen ryzykujący stratę (pieniądze może odzyskać, życia raczej nie).
Język wojska odpowiada frazeologii biznesu: strategia, taktyka ewoluowanie założeń. Autorzy chcą udowodnić, że różnorodne doświadczenia w zakresie zarządzania i leadershipu wyniesione z wojska można zaadoptować do potrzeb rynku cywilnego. Podobieństwo jest w tym, że i żołnierz, i biznesmen są ludźmi, którzy tak samo reagują, mają te same cechy charakteru tylko pożytku-ją je w różnych okolicznościach.
Z książki dowiemy się wiele o funkcjonowaniu wojska - w czasie pokoju i podczas misji, w których Roman Polko uczestniczył. Jakkolwiek wojsko stawiane jest jako przykład to nie jest światem idealnym, czego generał nie ukrywa. Nie wystarczy dziś marka „obrońców ojczyzny" w czasach pokoju wychodzą wszystkie słabości wpisane także w świat cywili.
Powstaje zatem pytanie: Skoro wojsko tak znakomicie kształci i przygotowuje, skąd patologie
Nie bądźmy drobiazgowi. Tak naprawdę to książka o współczesnym wojsku i żołnierzach napisana przez liniowego dowódcę i dlatego warto ją przeczytać. Spocznij.
Doprawdy, po lekturze kilku książek o zarządzaniu, szkoleniach niczego odkrywczego nie znajdziemy. Porównania są oryginalne ale na wyrost: żołnierz ryzykujący życie to nie to samo co biznesmen ryzykujący stratę (pieniądze może odzyskać, życia raczej nie).
Język wojska odpowiada frazeologii biznesu: strategia, taktyka ewoluowanie założeń. Autorzy chcą udowodnić, że różnorodne doświadczenia w zakresie zarządzania i leadershipu wyniesione z wojska można zaadoptować do potrzeb rynku cywilnego. Podobieństwo jest w tym, że i żołnierz, i biznesmen są ludźmi, którzy tak samo reagują, mają te same cechy charakteru tylko pożytku-ją je w różnych okolicznościach.
Z książki dowiemy się wiele o funkcjonowaniu wojska - w czasie pokoju i podczas misji, w których Roman Polko uczestniczył. Jakkolwiek wojsko stawiane jest jako przykład to nie jest światem idealnym, czego generał nie ukrywa. Nie wystarczy dziś marka „obrońców ojczyzny" w czasach pokoju wychodzą wszystkie słabości wpisane także w świat cywili.
Powstaje zatem pytanie: Skoro wojsko tak znakomicie kształci i przygotowuje, skąd patologie
Nie bądźmy drobiazgowi. Tak naprawdę to książka o współczesnym wojsku i żołnierzach napisana przez liniowego dowódcę i dlatego warto ją przeczytać. Spocznij.
MIESIĘCZNIK KAPITAŁOWY CAS, 2012-02-01
Świetne pomysły. Jak je skutecznie prezentować i bronić ich przed destrukcyjną krytyką
Dobry pomysł sam się nie obroni!
Masz genialny pomysł jak usprawnić pracę w twoim biurze Wiesz, co należy zrobić, by twój zespół pracował 50% wydajniej Jeśli tak, to znaczy, że jesteś innowatorem i szukasz rozwiązań. To dobrze! Niestety, od opracowania pomysłu do jego wdrożenia jest często daleka droga.
Istnieje kilka rzeczy, które musisz wiedzieć, by móc przeforsowywać swoje pomysły i propozycje!
Z pomysłami jest tak, że wprowadzają one w daną organizację trochę świeżości i nowości. Z twojego punktu widzenia – czyli osoby, która opracowała nowatorską koncepcję – to świetnie. Musisz mieć jednak na uwadze, że twoi współpracownicy, którzy przywykli do utartych schematów, mogą do twoich propozycji podejść sceptycznie. Nie martw się, to normalne. Ludzie z natury boją się zmian i znajdą trzy tysiące różnych sposobów, by zostało po staremu. W tym momencie zaczyna się twoja nowa rola. Nie wystarczy bowiem opracować rewolucyjnego i genialnego pomysłu. Trzeba nim jeszcze zarazić innych. I to nawet tych, którzy z różnych powodów będą ci to utrudniać.
Czterech sposoby na zabicie pomysłu
Istnieją cztery podstawowe sposoby, którymi twoi oponenci będą posługiwać się, by odwieść decydentów lub współpracowników do wdrożenia pomysłu. Pierwszym z nich jest budzenie lęku w otwartej dyskusji. Jeżeli prezentujesz swoje rozwiązanie to musisz być uważnym, na to, że wśród audytorium twoi przeciwnicy będą starali się zasiać odrobinę paniki. Wyolbrzymianie problemu czy szukanie absurdalnych porównań i konsekwencji to standard. Musisz być wyczulonym na te kwestie i natychmiast reagować rzeczowo sprowadzając rozmowę na właściwy tor.
Innym sposobem na zabicie twojego pomysłu jest tzw. opóźnienie. Wielu przeciwników będzie starało się maksymalnie wydłużyć decyzję związaną z daną propozycją, do tego stopnia, że projekt nie zmieści się w określonych ramach czasowych. Dobrze znasz sytuację, kiedy przychodzisz do szefa z palącym problemem i natychmiastowym nowatorskim rozwiązaniem, a z jego ust słyszysz, że wymaga to zastanowienia i konsultacji To właśnie jest opóźnienie. Musisz być czujny.
Kolejną bronią przeciwko twoim pomysłom jest zamęt. Nie możesz pozwolić by rozmowa na dany temat została rozdrobniona i zeszła na boczny tor. Nawet najprostszy plan można wciągnąć w gąszcz złożonych zagadnień, w których łatwo się zgubić. Dlatego też jeżeli słyszysz grad pytań to delikatnie oraz grzecznie przerwij rozmówcy i wytłumacz, że np. każdy nowy pomysł zawsze niesie ze sobą wiele pytań i że zasada „100% pewności albo nic” zabiłaby w historii wiele cennych pomysłów.
Ostatnim jest krytyka personalna. Za brakiem akceptacji danego pomysłu często mogą stać uprzedzenia osobiste. Mogą pojawić się pytania o twoje kompetencje i doświadczenia, a także wskazanie ich braku. Bądź na to przygotowany i miej zawsze w zanadrzu argumenty na tego typu okazję.
Jak wygrać ze swoim pomysłem
Wiedza o sposobach, za pomocą których będą prowadzone próby uśmiercenia twojego pomysłu to jedno. Drugie to natomiast odpowiednie odparcie ataku. Pamiętaj, że na wszelkie pytania i zarzuty staraj się odpowiadać w sposób jasny, krótki, zwięzły i zdroworozsądkowy. Odpowiadając okazuj swoim rozmówcą szacunek oraz nie staraj się ich wyłączyć z dyskusji. Jednocześnie nie walcz, nie poddawaj się, ani nie zachowuj się defensywnie.
Równie ważne jest zjednanie sobie audytorium. Bardzo często twoi oponenci stanowią niewielką część całego gremium. Twoim zadaniem jest, by do reszty trafiały twoje argumenty a nie przeciwników. Z tego powodu odpowiadając na pytania nie skupiaj się tylko na osobie, które je zadała, ale swoje słowa kieruj do wszystkich.
Walka o swój pomysł jest niemniej trudna niż jego opracowanie. Dlatego trzeba być doskonale przygotowanym do jego prezentacji. Założenie, że twój pomysł jest tak dobry, że obroni się sam, jest często z góry skazane na porażkę. Więcej o tym jak bronić i przekonywać do swoich pomysłów znajdziesz w książce Johna P. Kotlera „Świetne pomysły” (wydawnictwo One Press 2012, Gliwice), w której w jasny i prosty sposób przedstawione są sposoby na prezentację i obronę swoich koncepcji. Poza dogłębną metodologią przebiegu sporów znajdziesz tam listę 24 najczęściej padających niewygodnych pytań przy prezentacji pomysłu, wraz z informacją, jak właściwie na nie odpowiedzieć.
Masz genialny pomysł jak usprawnić pracę w twoim biurze Wiesz, co należy zrobić, by twój zespół pracował 50% wydajniej Jeśli tak, to znaczy, że jesteś innowatorem i szukasz rozwiązań. To dobrze! Niestety, od opracowania pomysłu do jego wdrożenia jest często daleka droga.
Istnieje kilka rzeczy, które musisz wiedzieć, by móc przeforsowywać swoje pomysły i propozycje!
Z pomysłami jest tak, że wprowadzają one w daną organizację trochę świeżości i nowości. Z twojego punktu widzenia – czyli osoby, która opracowała nowatorską koncepcję – to świetnie. Musisz mieć jednak na uwadze, że twoi współpracownicy, którzy przywykli do utartych schematów, mogą do twoich propozycji podejść sceptycznie. Nie martw się, to normalne. Ludzie z natury boją się zmian i znajdą trzy tysiące różnych sposobów, by zostało po staremu. W tym momencie zaczyna się twoja nowa rola. Nie wystarczy bowiem opracować rewolucyjnego i genialnego pomysłu. Trzeba nim jeszcze zarazić innych. I to nawet tych, którzy z różnych powodów będą ci to utrudniać.
Czterech sposoby na zabicie pomysłu
Istnieją cztery podstawowe sposoby, którymi twoi oponenci będą posługiwać się, by odwieść decydentów lub współpracowników do wdrożenia pomysłu. Pierwszym z nich jest budzenie lęku w otwartej dyskusji. Jeżeli prezentujesz swoje rozwiązanie to musisz być uważnym, na to, że wśród audytorium twoi przeciwnicy będą starali się zasiać odrobinę paniki. Wyolbrzymianie problemu czy szukanie absurdalnych porównań i konsekwencji to standard. Musisz być wyczulonym na te kwestie i natychmiast reagować rzeczowo sprowadzając rozmowę na właściwy tor.
Innym sposobem na zabicie twojego pomysłu jest tzw. opóźnienie. Wielu przeciwników będzie starało się maksymalnie wydłużyć decyzję związaną z daną propozycją, do tego stopnia, że projekt nie zmieści się w określonych ramach czasowych. Dobrze znasz sytuację, kiedy przychodzisz do szefa z palącym problemem i natychmiastowym nowatorskim rozwiązaniem, a z jego ust słyszysz, że wymaga to zastanowienia i konsultacji To właśnie jest opóźnienie. Musisz być czujny.
Kolejną bronią przeciwko twoim pomysłom jest zamęt. Nie możesz pozwolić by rozmowa na dany temat została rozdrobniona i zeszła na boczny tor. Nawet najprostszy plan można wciągnąć w gąszcz złożonych zagadnień, w których łatwo się zgubić. Dlatego też jeżeli słyszysz grad pytań to delikatnie oraz grzecznie przerwij rozmówcy i wytłumacz, że np. każdy nowy pomysł zawsze niesie ze sobą wiele pytań i że zasada „100% pewności albo nic” zabiłaby w historii wiele cennych pomysłów.
Ostatnim jest krytyka personalna. Za brakiem akceptacji danego pomysłu często mogą stać uprzedzenia osobiste. Mogą pojawić się pytania o twoje kompetencje i doświadczenia, a także wskazanie ich braku. Bądź na to przygotowany i miej zawsze w zanadrzu argumenty na tego typu okazję.
Jak wygrać ze swoim pomysłem
Wiedza o sposobach, za pomocą których będą prowadzone próby uśmiercenia twojego pomysłu to jedno. Drugie to natomiast odpowiednie odparcie ataku. Pamiętaj, że na wszelkie pytania i zarzuty staraj się odpowiadać w sposób jasny, krótki, zwięzły i zdroworozsądkowy. Odpowiadając okazuj swoim rozmówcą szacunek oraz nie staraj się ich wyłączyć z dyskusji. Jednocześnie nie walcz, nie poddawaj się, ani nie zachowuj się defensywnie.
Równie ważne jest zjednanie sobie audytorium. Bardzo często twoi oponenci stanowią niewielką część całego gremium. Twoim zadaniem jest, by do reszty trafiały twoje argumenty a nie przeciwników. Z tego powodu odpowiadając na pytania nie skupiaj się tylko na osobie, które je zadała, ale swoje słowa kieruj do wszystkich.
Walka o swój pomysł jest niemniej trudna niż jego opracowanie. Dlatego trzeba być doskonale przygotowanym do jego prezentacji. Założenie, że twój pomysł jest tak dobry, że obroni się sam, jest często z góry skazane na porażkę. Więcej o tym jak bronić i przekonywać do swoich pomysłów znajdziesz w książce Johna P. Kotlera „Świetne pomysły” (wydawnictwo One Press 2012, Gliwice), w której w jasny i prosty sposób przedstawione są sposoby na prezentację i obronę swoich koncepcji. Poza dogłębną metodologią przebiegu sporów znajdziesz tam listę 24 najczęściej padających niewygodnych pytań przy prezentacji pomysłu, wraz z informacją, jak właściwie na nie odpowiedzieć.
biznes.onet.pl Grzegorz Pacuła, 2012-03-06