Recenzje
Włoskie komplikacje
„A ty jesteś moją słabością, z którą nie mogę sobie poradzić”. Miało być pięknie. Włoskie wesele najlepszej przyjaciółki, mnóstwo słońca i zapach brzoskwiń. Brzmi jak bajka, prawda? I tak by było, gdyby nie on… Miała udawać jego narzeczoną?! To będzie katastrofa! Wielka włoska katastrofa! A może jednak nie? Iskry, przytyki i latające wazony. Czy wszyscy to przetrwają? „-Nienawidzę swojego narzeczonego. /…/ -Ze wzajemnością”. Fake dating? Age gap? Brat najlepszej przyjaciółki? Włoski klimat? Mnie nawet nie trzeba było namawiać! Miałam przeczucie, że ta książka bardzo mi się spodoba, ale nie sądziłam, że będę się tak świetnie bawić. Prolog i pierwsze parsknięcie śmiechem. Już wtedy wiedziałam, że będzie dobrze. „Włoskie komplikacje” to historia tak cudownie lekka, przyjemna i zabawna, że nie miałam ochoty jej odkładać. Pochłonęłam ją na raz zachwycona każdym uśmiechem, który pojawił się na mojej twarzy. Ta nienawiść pomiędzy głównymi bohaterami, iskry, zaczepki, to jak cudownie się denerwowali było doskonałe. Dodatkowo ten włoski klimat taki słoneczny i sielski, charakterne włoszki, przystojni włosi i winnica. Czułam się jak na wakacjach. Autorka zabrała mnie w szaloną podróż do słonecznej Italii, a ja nie chciałam z niej wracać. Dużo dobrego humoru, słońca, chemii i pikanterii. Ta książka przypominała mi moje ulubione komedie romantyczne. Takie włoskie szaleństwo. Szybkie tempo, przedślubna gorączka i intrygi. Cudownie się bawiłam! Pojawiły się motylki w brzuchu i rumieńce na policzkach. Uwielbiam takie historie! Lekkie, komfortowe, ale też z charakterkiem. Lisa Urocza i niezdarna, ale potrafiła pokazać pazurki. Mam słabość do takich bohaterek, bo dostrzegam w nich cząstkę siebie. Była słoneczkiem. Pragnęła szczęścia swojej najlepszej przyjaciółki, a to wesele musiało być idealne. Ale udawanie narzeczonej człowieka, który wcześniej zadał jej cios prosto w serce? To mogło się nie udać… Adam Gburowaty architekt, który niedawno zakończył wieloletni związek. Czuł nienawiść Lisy, z radością odpowiadał na każdą zaczepkę, ale nadal nie chciał udawać zakochanego. Jednak czego się nie robi dla młodszej siostry? „-Jesteś moim utrapieniem, kochanie. /…/ -Dziękuję”. Nienawiść i iskry. To chyba nigdy mi się nie znudzi, a tutaj iskrzyło tak mocno! Oni sobie dokuczali, a ja śmiałam się głośno. Polubiłam też bohaterów drugoplanowych i ich wybuchowe charaktery, tak prawdziwie włoskie. Po zamknięciu książki nadal bolały mnie policzki od tego uśmiechu. Czytanie było czystą przyjemnością. Poczułam taki wakacyjny klimat, promienie słońca na ciele, zapach brzoskwiń, ten spokój, ale też włoski chaos. Wyobrażałam sobie te wschody słońca i jogę pośród winorośli. Po chwili znów zaczynało się szaleństwo, a mój uśmiech był coraz większy. Gorąca kawa, słoneczne popołudnie i ta historia. To była niedziela idealna. Odpoczęłam, naładowałam baterie przed kolejnym tygodniem i bawiłam się naprawdę doskonale. Czy kiedyś wrócę do Włoch i tej historii? Och, zdecydowanie! Bardzo pozytywnie mnie ta książka zaskoczyła i z przyjemnością nadrobię też pozostałe książki autorki. Polecam!
Ariana Grande. Głos, który podbił świat. Supergwiazdy
Muza rockmana
To jedna z tych historii, które zaczynają się jak lekki romans, a kończą jako emocjonalny rollercoaster, zostawiający czytelnika z głową pełną refleksji. Fabuła opiera się na spotkaniu dwóch zupełnie różnych światów. Młodej, zagubionej Emily i charyzmatycznego, doświadczonego rockmana Tristana. Motyw trasy koncertowej dodaje dynamiki i sprawia, że historia nie stoi w miejscu ani przez chwilę. Największą siłą tej książki są emocje. Autorka bardzo sprawnie buduje napięcie od subtelnego zauroczenia, przez narastającą fascynację, aż po trudne, momentami bolesne decyzje. Relacja bohaterów nie jest idealna, co czyni ją bardziej autentyczną. Czuć tu zarówno chemię, jak i ciężar sekretów, które stopniowo wychodzą na powierzchnię. Podczas czytania łatwo zaangażować się w historię pojawia się ekscytacja, wzruszenie, a momentami nawet frustracja wobec wyborów bohaterów. To właśnie te sprzeczne emocje sprawiają, że książka zostaje w głowie na dłużej. Finał natomiast zmusza do zatrzymania się i przemyślenia tego, czym tak naprawdę jest miłość i czy zawsze wystarcza. „Muza Rockmana” to nie tylko romans to opowieść o dojrzewaniu, konsekwencjach przeszłości i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. Idealna dla osób, które lubią historie pełne pasji, ale też głębi emocjonalnej.
Muza rockmana
Muza rockmana
"Czułam się upojona żarliwością, z jaką na mnie patrzył. Wiedziałam, że tej nocy znowu jestem w tarapatach. Uzależniłam się już od niego na każdy możliwy sposób. Przyciągał mnie nie tylko fizycznie, ale i uwagą, jaką zawsze mi poświęcał. Granica między tym, co słuszne, a tym, co nie, niebezpiecznie się rozmyła." Są książki, które bierzesz do ręki z myślą, że będą tylko chwilową odskocznią, lekką historią na jeden wieczór, może odrobiną romantycznej rozrywki. A potem kończysz czytać i czujesz coś zupełnie innego. Ciszę. Ciężar emocji. I to niepokojące wrażenie, że ta historia gdzieś w Tobie została. „Muza rockmana” to właśnie jedna z takich książek. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się znajome: młoda dziewczyna, starszy, charyzmatyczny muzyk, trasa koncertowa i uczucie, które nie powinno się wydarzyć. Ten schemat jest tu obecny, autorka nie próbuje go ukrywać. Ale to tylko punkt wyjścia. Bo im dalej zagłębiamy się w tę opowieść, tym bardziej okazuje się, że pod powierzchnią kryje się coś znacznie bardziej złożonego. To historia o spotkaniu dwóch światów, które nigdy nie miały się przeciąć. Emily, krucha, skrywająca tajemnice, a jednocześnie silniejsza, niż sama chce przyznać. I Tristan, rockman, którego życie to chaos, muzyka i nieustanny ruch, ale też samotność, której nie widać na scenie. Ich relacja nie zaczyna się od fajerwerków. Ona rodzi się powoli, w spojrzeniach, w rozmowach, w chwilach ciszy, które znaczą więcej niż słowa. Autorka doskonale balansuje między namiętnością a wrażliwością. Sceny bliskości są intensywne, ale to emocje grają tu pierwsze skrzypce, tęsknota, strach, nadzieja i pragnienie bycia kochanym mimo wszystko. To historia o tym, że miłość nie zawsze przychodzi w odpowiednim czasie… ale jeśli jest prawdziwa, potrafi przetrwać nawet najtrudniejsze próby. I właśnie ta subtelność jest jednym z największych atutów tej książki. To nie jest powierzchowne zauroczenie. To przyciąganie, które narasta, mimo prób powstrzymania, mimo świadomości, że to wszystko może skończyć się źle. Relacja typu grumpy x sunshine została tu pokazana bez przesady, za to z ogromną autentycznością i wyczuciem emocji. Narracja prowadzona z dwóch perspektyw to ogromny atut tej książki. Dzięki temu nie tylko obserwujemy rozwój relacji, ale naprawdę wchodzimy w głowy bohaterów, czujemy ich niepewność, wewnętrzne rozdarcie i rodzące się uczucia, które nie powinny mieć prawa istnieć. Ogromną rolę odgrywa tutaj klimat. Trasa koncertowa nie jest tylko tłem, ona żyje. Ciągłe przemieszczanie się, brak stabilności, intensywność codzienności, życie „w biegu”, wszystko to wpływa na bohaterów i ich decyzje. W takim świecie emocje nie mają czasu się uspokoić. One narastają, ścierają się ze sobą i prowadzą do wyborów, które nie zawsze są rozsądne… ale zawsze są ludzkie. A potem przychodzi moment, który zmienia wszystko. Sekret Emily nie jest jedynie dodatkiem do fabuły — to punkt zwrotny, który nadaje całej historii zupełnie inny ciężar. To chwila, w której romans przestaje być tylko opowieścią o uczuciu, a staje się historią o konsekwencjach, strachu i trudnych decyzjach. Emocje wybuchają z pełną siłą, a to, co wcześniej wydawało się „bezpieczne”, rozpada się na kawałki. Bohaterowie są jedną z najmocniejszych stron tej książki, właśnie dlatego, że nie są idealni. Emily potrafi wzruszyć, ale też frustrować. Tristan przyciąga charyzmą, ale nie jest wolny od błędów. Ich decyzje bywają impulsywne, czasem bolesne, ale zawsze prawdziwe. To postacie, które żyją i przez to tak łatwo się w nie angażujemy. Na uwagę zasługują również bohaterowie drugoplanowi, szczególnie relacje w zespole. Jest w nich lekkość, humor i autentyczna więź, która równoważy bardziej emocjonalne momenty historii. Dzięki temu świat przedstawiony wydaje się pełniejszy i bardziej wiarygodny. Styl Penelope Ward jest lekki, przystępny i niezwykle wciągający. To jedna z tych książek, które czyta się „za szybko”, nie dlatego, że są powierzchowne, ale dlatego, że historia wciąga bez reszty. „Muza rockmana” to nie jest idealny romans. Ale może właśnie dlatego działa tak dobrze. Bo zamiast perfekcji oferuje coś znacznie cenniejszego, autentyczne emocje. To opowieść o miłości, która pojawia się w najmniej odpowiednim momencie. O relacji, która nie powinna się wydarzyć… a jednak się wydarza. O ludziach, którzy próbują odnaleźć siebie nawzajem w świecie pełnym chaosu. To książka, która potrafi zaskoczyć, wzruszyć i zostawić po sobie ślad. Jeśli szukasz historii, która wciągnie Cię nie tylko fabułą, ale też tym, co dzieje się między wierszami, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.