ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Adicción perfecta: W cieniu obsesji

Recenzja: Z początku książka bardzo mi się podobała, jednak po kilkudziesięciu stronach zaczęłam odczuwać zmęczenie zbyt szybką akcją. Ciągłe zwroty wydarzeń i nieustannie pojawiające się nowe sytuacje sprawiały, że brakowało mi choć jednego spokojniejszego rozdziału, który pozwoliłby złapać oddech. To niestety zaczęło mi przeszkadzać. Mam wrażenie, że autorka poprowadziła całą historię w dość chaotyczny sposób. Gdyby nieco zwolniła tempo, mogłabym powiedzieć, że naprawdę podobał mi się jej styl pisania. . Jeśli chodzi o bohaterów, momentami gubiłam się w tym, kto z kim i jakie relacje ich łączą. Przez to książkę czytało mi się dość ciężko, zwłaszcza że została połączona z ogromną brutalnością wobec kobiet. Główna bohaterka od samego początku była poniżana, co również sprawiało, że lektura momentami była po prostu nieprzyjemna. Spodziewałam się raczej czego innego po opisie. Mimo wszystko końcówka na tyle mnie zaciekawiła, że z ciekawości sięgnę po kolejną część. 

brokatowe.strony Tomiak Karolina

Regret Me Not

Od Ludki przeczytam chyba wszystko, a każda jej historia będzie mi się podobać tak samo bardzo jak poprzednia, albo i nawet bardziej! Za każdym razem od samego początku zatracam się w historiach jakie pisze dla nas autorka i za każdym razem jestem w nich po prostu zakochana, więc na pewno nikogo nie zdziwi fakt, że i „Regret me not” od samego początku mi się spodobało, a ja w każdej wolnej chwili po prostu czytałam kolejne rozdziały! Styl Ludki, niezmiennie jest wciągający, a zarazem postaje lekki i przyjemny w odbiorze. Przez „Regret me not” po prostu przepłynęłam, bo nim się obejrzałam przeczytane miałam już 100 stron, nieco pózniej kolejne, a wydawać by się mogło, że po chwili czytałam już epilog! Sam pomysł na fabułę wyszedł autorce świetnie, przypadkowy ślub, później mieliśmy fake dating, połączone ze świetnym klimatem jaki stworzyła Ludka w swojej książce. Oczywiście nie obyło się bez dramatów, czy przeciwności losu, jakie stawały na drodze do siebie nawzajem naszym bohaterom, ale całość była po prostu świetna i bawiłam się na niej po prosu świetnie! Autorka za każdym razem pisze takich bohaterów, że ich nie da się nie lubić. Było tak oczywiście w przypadku Astry, którą mieliśmy okazje poznać już trochę w „Forget me not”, ale też i w przypadku Carla, który był takim trochę gburkiem, ale w głębi, był po prostu od dwóch lat szaleńczo zakochany w swojej żonie. Ich relacja mimo, że czasami nieco burzliwa i pełna nieporozumień, była naprawdę piękna i chętnie poczytałabym o nich jeszcze kilka dodatkowych rozdziałów!

studyjulkaaa Szatkowska Julia

Taylor Swift. Od marzeń do gwiazd. Supergwiazdy

Taylor Swift zna każdy, jednak coś więcej o niej, jako osobie już mało kto. Postanowiłam się czegoś dowiedzieć. Ta pozycja jest napisana w przyjazny dla nastolatków sposób, mogą przeczytać o ikonie amerykańskiej muzyki, której przeboje zna chyba każdy. Sama Taylor jest ode mnie trochę młodsza, ale pamiętam, gdy zaczynała i u nas być sławna. Jej głos i muzyka to neizły fenomen. Dzięki tej książeczce możemy poznać cała jej muzyczną karierę - już jako dziecko śpiewała country, w czym kibicowali jej rodzice, nie związani z branża muzyczną. Gdy miała jedenaście lat trafiła do Nashville - miasta muzyki. Dzięki swojej wytrwałości udało jej się spełnić marzenia malutkiej Taylor. Kariera powoli się rozkręca a ona zyskuje lojalnych fanów. Zaczyna być znana na całym świecie. Ta pozycja to fajna i inspirująca opowieść o dziewczynie, która zdobyła sławę,nie mając słynnych rodziców. Dzięki niej młodzi ludzie mogą uwierzyć, że mogą wiele. Jeśli masz nastolatka to koniecznie mu daj ją do przeczytania - niech uwierzy w siebie i swoje możliwości.

Alilandpl Kubiś Mirela

Titek na placu zabaw

Książeczki z serii „Titek” bardzo mnie pozytywnie zaskoczyły ❤ To nie tylko krótkie historię dla dzieci, ale opowieści z naprawdę wartościowym przekazem, które pomagają rozmawiać z dzieckiem o emocjach, relacjach i codziennych sytuacjach. Bardzo podoba mi się, że wszystko jest pokazane w prosty, naturalny i bliski dzieciom sposób — z dużą uważnością na dziecięce emocje i potrzeby. W „Titek i plac zabaw” pięknie została pokazana empatia i troska o innych, co pokazuje sytuacja z ratowaniem ślimaka 🐌 To świetny punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem o wrażliwości i zauważaniu innych. Z kolei „Titek i kłótnia z Tosią” bardzo dobrze pokazuje temat komunikacji, nieporozumień i tego, że każda emocja jest ważna, nawet ta trudna. Doceniam, że książeczki dają przestrzeń do rozmowy. Nie zostawiają dziecka z prostym „to było dobre, a to złe”, tylko pomagają wspólnie zastanowić się nad emocjami, reakcjami i rozwiązaniami. To właśnie takie książki najbardziej lubię — wspierające, ciepłe i jednocześnie niosące realną wartość ❤ 

mama_i_psycholozka Majcher Klaudia

W jego rękach. Iluzja

Nie wiem, jak Kathreen Bennett to zrobiła, ale „W jego rękach. Iluzja” to jedna z tych książek, które człowiek kończy i przez następne kilka dni dalej żyje tą historią. Czytałam ją jeszcze na Wattpadzie i już wtedy pamiętam, że totalnie przepadłam. To było jedno z tych opowiadań, na które serio się czekało, odświeżało aplikację jak szaleniec i potem siedziało z emocjonalnym chaosem po nowych rozdziałach. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że książka dostaje papierowe wydanie, wiedziałam, że MUSZĘ ją przeczytać jeszcze raz. I szczerze? Ta historia dalej robi na mnie ogromne wrażenie. Przede wszystkim uwielbiam klimat tej książki. Jest ciężki, duszny, momentami wręcz niepokojący i właśnie dzięki temu tak bardzo wciąga. Tutaj praktycznie od początku czuć, że nic nie będzie bezpieczne ani spokojne. Nawet zwykłe rozmowy między bohaterami mają w sobie napięcie. Czytając, cały czas miałam wrażenie, że coś zaraz się wydarzy, że za chwilę wszystko wybuchnie i właśnie to sprawiało, że nie potrafiłam odłożyć tej książki. Bardzo podobało mi się też to, że autorka nie poszła w typowy schemat mafijnego romansu, gdzie cała fabuła opiera się wyłącznie na atrakcyjnym mafiosie i spicy scenach. Tutaj naprawdę była historia. Były emocje, tajemnice, manipulacje, stres i ciągłe poczucie zagrożenia. Mafia była faktycznie obecna w tej książce, a nie wrzucona tylko po to, żeby bohater wyglądał bardziej „hot”. Świat Collina wydawał się brutalny, chłodny i niebezpieczny, dzięki czemu wszystko było dużo bardziej realistyczne i angażujące. Ayleen bardzo polubiłam praktycznie od pierwszych rozdziałów. Była normalna. I właśnie to sprawiło, że tak dobrze mi się ją śledziło. Nie była niezniszczalną bohaterką, która niczego się nie boi i zawsze ma ciętą ripostę na wszystko. Była zagubiona, zestresowana i momentami przerażona tym, w co się wpakowała. Jej sytuacja z chorą mamą naprawdę dodawała emocji całej historii i sprawiała, że można było zrozumieć jej decyzje. To nie była bohaterka wrzucona do fabuły tylko po to, żeby kręcić romans z mafiosem. Ona miała swoje problemy, emocje i motywacje, które były bardzo dobrze pokazane. I serio, ogromny plus za to, że autorka nie zrobiła z niej irytującej postaci. Bo przy dark romance często mam problem z głównymi bohaterkami, które zachowują się totalnie nieracjonalnie tylko dla dramy. Tutaj emocje Ayleen były naturalne i dzięki temu dużo łatwiej było się z nią zżyć. No i Collin… Ten człowiek to definicja red flagi w najdroższym możliwym wydaniu. Brutalny, kontrolujący, niebezpieczny, momentami wręcz przerażający, a mimo to każda scena z nim przyciąga uwagę jak magnes. I właśnie to było w nim najlepsze. Nie został napisany jako „grzeczny mafioso”, który tylko udaje groźnego. Od początku było czuć, że to człowiek zdolny do naprawdę złych rzeczy. I dzięki temu relacja między nim a Ayleen miała taki klimat ciągłego napięcia i niepewności. Autorka bardzo dobrze poprowadziła ich relację. Nic nie działo się za szybko, nic nie wydawało się sztuczne. Była fascynacja, strach, przyciąganie i emocjonalny chaos. Momentami sama nie wiedziałam, czy bardziej chcę, żeby Ayleen od niego uciekła, czy żeby została przy nim jeszcze dłużej. I właśnie takie relacje najbardziej lubię czytać w dark romance. Toksyczne? Tak. Wciągające? Jeszcze bardziej. Mega podobało mi się też to, jak autorka budowała napięcie w dialogach. Czasami wystarczała zwykła wymiana zdań między bohaterami i już było czuć ten ciężar emocji. Naprawdę dawno nie czytałam książki, w której chemia między bohaterami byłaby aż tak wyczuwalna praktycznie przez cały czas. Styl autorki też bardzo przypadł mi do gustu. Książkę czyta się szybko i lekko, rozdziały dosłownie same lecą. To jest jeden z tych stylów, przy których człowiek nawet nie zauważa, kiedy przeczytał kolejne sto stron. Nie ma niepotrzebnych opisów ciągnących się w nieskończoność, wszystko jest dynamiczne i dobrze poprowadzone. Bardzo łatwo było wczuć się w klimat całej historii. I szczerze? Czytając wersję papierową, miałam ogromny sentyment do czasów, kiedy czytałam tę historię na Wattpadzie. Pamiętam emocje przy czekaniu na nowe rozdziały i dokładnie pamiętam, jak bardzo ta historia potrafiła siedzieć w głowie. Dlatego mega cieszę się, że dostała wydanie papierowe, bo naprawdę uważam, że zasłużyła na dużo większy rozgłos. Bardzo lubię też to, że książka mimo darkromansowego klimatu nie próbowała na siłę szokować co kilka stron. Wszystko było tutaj wyważone. Były mocniejsze momenty, było napięcie, były emocje, ale autorka cały czas trzymała balans między romansem, mafią i fabułą. Dzięki temu historia nie stała się monotonna i cały czas coś się działo. Naprawdę bardzo dobrze bawiłam się podczas czytania tej książki i totalnie rozumiem, dlaczego tyle osób ją pokochało jeszcze na Wattpadzie. Jeśli lubicie mafijne dark romance z cięższym klimatem, morally grey bohaterów, dużo napięcia i relację, która od początku aż ocieka problemami psychicznymi i niebezpieczną fascynacją, to serio polecam dać tej historii szansę 🖤 Dla mnie „W jego rękach. Iluzja” to jedna z tych książek, które po skończeniu dalej siedzą w głowie i sprawiają, że człowiek przez kilka dni nie potrafi zacząć niczego nowego, bo nadal myśli o bohaterach.

zaczytana.livia.bookstagram Kandulska Oliwia