Recenzje
Adicción perfecta: W cieniu obsesji
Recenzja: Z początku książka bardzo mi się podobała, jednak po kilkudziesięciu stronach zaczęłam odczuwać zmęczenie zbyt szybką akcją. Ciągłe zwroty wydarzeń i nieustannie pojawiające się nowe sytuacje sprawiały, że brakowało mi choć jednego spokojniejszego rozdziału, który pozwoliłby złapać oddech. To niestety zaczęło mi przeszkadzać. Mam wrażenie, że autorka poprowadziła całą historię w dość chaotyczny sposób. Gdyby nieco zwolniła tempo, mogłabym powiedzieć, że naprawdę podobał mi się jej styl pisania. . Jeśli chodzi o bohaterów, momentami gubiłam się w tym, kto z kim i jakie relacje ich łączą. Przez to książkę czytało mi się dość ciężko, zwłaszcza że została połączona z ogromną brutalnością wobec kobiet. Główna bohaterka od samego początku była poniżana, co również sprawiało, że lektura momentami była po prostu nieprzyjemna. Spodziewałam się raczej czego innego po opisie. Mimo wszystko końcówka na tyle mnie zaciekawiła, że z ciekawości sięgnę po kolejną część.
Dług Josephine. W kajdanach lojalności
Josephine Byrnes, po tym jak jej brat, trafił do więzieni@, musi sobie jakoś poradzić. Opieka nad dwoma pozostałymi braćmi, którzy zaczynają stwarzać buntownicze problemy, aby mieć na wszystko pieniądze, pracuje aż w trzech miejscach pracy. Dla Josephine, jednak pojawia się szansa a jej brat może zostać oczyszczony z zarzutów i wcześniej wyjść na wolność. James Vanderbilt, składa jej propozycję układu; udawanie związku. Bardzo dobrze, że cały wątek w wersji slow burn. Josephine jest bardzo waleczna, nie da się jej nie współczuć, poznając jej przeszłość, która ukazuje się bardzo bolesna. Bracia są dla niej najważniejsi. Pomimo codziennej walki, w środku cała się męczy i powoli rozpada. Bardzo podobało mi się, że razem z Damienem, odbudowali swoje przyjacielskie relacje i mieli w sobie wsparcie. Jamesa z początku nie polubiłam, jakoś mi nie pasował ale z każdym poznaniem zyskiwał. Jego relacja z Josephine z początku była stonowana i naturalna. James to bardzo dobry i pełen spokoju mężczyzna. Pomimo, że ona odrzucała jego pomoc, on i tak się starał i robił wszystko z gestem. Widzimy załamanie, jakiego doświadczają Damien i June, po tajemniczym zniknięciu Grace. Kompletnie nie rządzą sobie z taką startą i ciągłym bólem. Od książki nie mogłam się oderwać, przeczytałam ją w jeden dzień. Zaskoczyłam się wiele razy, przeżywając moc emocji i losy bohaterów. Mocno kocham tą serię, staram się nie myśleć co może być dalej...
Jego wysokość prezes 3. Przypadkowy dziedzic
Przypadkowy dziedzic ma klimat luksusowego świata wielkich pieniędzy, wpływowych rodzin i ludzi, którzy za eleganckimi uśmiechami skrywają własne interesy. Tutaj nic nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Dylan pojawia się w życiu Kennedych jak burza. Nie chce fortuny, stanowiska ani rodzinnych gierek - chce jedynie dotrzymać obietnicy danej matce i zachować święty spokój. Problem w tym, że ta rodzina nie zna znaczenia słowa „spokój". A kiedy nagle dostaje władzę, której wcale nie pragnął, szybko okazuje się, że każdy ruch będzie miał swoją cenę. I wtedy pojawia się Di. Między nimi od pierwszych chwil czuć napięcie, które z każdą stroną robi się coraz bardziej intensywne. To nie jest przesłodzony romans bez komplikacji. To relacja pełna niedopowiedzeń, wzajemnego przyciągania i emocji, które trudno kontrolować - szczególnie kiedy wokół roi się od tajemnic i ludzi grających własną grę. Najbardziej podobało mi się to, że autorka świetnie połączyła romans z rodzinną intrygą. Czytelnik cały czas czuje, że pod elegancką powierzchnią tej historii kryje się coś znacznie mroczniejszego. Kto mówi prawdę? Kto manipuluje? I dlaczego bracia tak łatwo oddali Dylanowi władzę? To książka idealna dla osób, które lubią: - romans w świecie biznesu, - motyw przypadkowego spadkobiercy, - rodzinne sekrety, - silną chemię między bohaterami, - i historie, w których miłość miesza się z niebezpiecznymi układami. Bo czasami największe zmiany zaczynają się od drzwi, których lepiej było nie otwierać.
Adicción perfecta: W cieniu obsesji
To było moje drugie spotkanie z twórczością autorki, ponownie przy romansie z wątkiem mafijnym. Mam bardzo zbliżone odczucia, choć tym razem, ta mafia okazała się wyraźniejsza, taka jaką lubię. To historia rozwijająca się w szybkim tempie, brutalna, trudna, bolesna, może i ciut szokująca. Wszystko napędzane jest manipulacjami, tajemnicami i obsesją. Celia żyje w cieniu tragedii. Szczęśliwe dzieciństwo szybko się skończyło, za sprawą ojca, który nie poradził sobie z obowiązkami, co doprowadziło też do jego śmierci. Dziewczyna została z matką, która z czasem coraz bardziej staczała się za sprawą nałogu, a Celia musiała radzić sobie sama. Została zmuszona do porzucenia marzeń i nauczenia się życia w brutalnym świecie. Gdy z dnia na dzień traci pracę, jej życie coraz bardziej się sypie, wtedy też nieświadoma niczego wkracza do przestępczego świata, w którym jej zdanie i komfort przestają się liczyć. Dziewczyna trafia do świata przepełnionego nienawiścią, intrygami, uprzedzeniami, do świata gdzie toczy się niebezpieczna i pozbawiona zasad gra, w której liczy się przetrwanie. Czy po paśmie nieszczęść, Celia da radę się podnieść i jak skończy się dla niej romans z mafiozem. Intensywny romans mafijny, przepełniony brutalnością, bezwzględnością, przemocą, trudnymi tematami i kontrowersją. W tym jednym zdaniu zawarłam to co najbardziej lubię w tego typu romansach, ale mimo to książka nie spełnia wszystkich moich oczekiwań. Fabuła była szybka i dynamiczna, niby fajnie, bo dużo się działo, wątki były ciekawe, niektóre dość oryginalne, ale według mnie wszytko działo się za szybko, a przez to też było zbyt ogólnie. Zabrakło mi tutaj szczegółów, jakieś głębi, szerszego rozbudowania niektórych tematów, tak żebym dostała odpowiedzi na wiele pytań, które zrodziły się w mojej głowie. Niby to pierwszy tom serii, ale mimo to zbyt wiele kwestii zostało otwartych, nieporuszonych czy nierozwiniętych, na samym końcu niby coś więcej wiemy, ale ja osobiście nie jestem nawet w połowie usatysfakcjonowana jakością tych informacji. Jak to zwykle przy mnie bywa, uczepię się bohaterów, którzy podobnie jak fabuła byli interesującymi postaciami, ale wydawali mi się jacyś płascy, niedopracowani. Celia może troszkę bardziej, bo skupiamy się i na jej historii, na przemyśleniach na wewnętrznej walce, ale mimo to czegoś mi przy niej zabrakło. Jeśli zaś chodzi o męskie postacie, bo przewija się ich tutaj trochę, to już inna sprawa, autorka niewiele o nich mówi, przez co w zasadzie nic o nich nie wiemy, ani czym się kierują ani jacy są, kto ma jakie intencje, a ich wahania nastrojów przypominają te u kobiety w ciąży. Także jeśli chodzi o bohaterów, nie przypadli mi do gustu, strasznie mnie irytowali, i choć chciałam wskrzesić w sobie choć odrobinę sympatii, zrozumienia czy współczucia, no nie dałam rady. Mimo to dobrze spędziłam czas przy tej książce. Przeczytałam ją bardzo szybko, bo styl pisania autorki był dla mnie przyjemny i fajnie mi się to czytało. W fabule roi się od trudnych tematów i przemocy, więc co wrażliwsi muszą uważać, niemniej opisane sceny w mojej opinii nie są zbyt drastyczne, ale dla mnie już mało co jest drastyczne czy szokujące. To coś dla fanów dynamicznych historii czy fanów romansów mafijnych, którzy nie chcą lukru, ale chcą w miarę rzeczywiste oddanie tego wątku. Relacje są trudne i złożone, jest ból i cierpienie, trudne wybory i walka. Choć nie była to lektura idealna to mi się podobało.
Włoskie komplikacje
Co powiecie na klimatyczny włoski romans z motywem enemies to lovers? Taki, w którym włoski klimat jest sercem całej historii - takim, które sprawia, że macie ochotę rzucić wszystko, leciec do Włoch i na własnej skórze poczuć promienie słońca, zapach brzoskwiń i ten niesamowity klimat winnic. No powiem wam, że Zuzanna zrobiła tutaj kawał naprawdę dobrej roboty i stworzyła historię tak klimatyczną i letnią, że podczas czytania dosłownie czułam smak wakacji. Mamy tutaj świetne połączenie enemies to lovers, fake dating i age gap, czyli motywów, które ja osobiście uwielbiam. I co najlepsze - wszystko zostało naprawdę dobrze poprowadzone. Autorka nie daje nam chwili wytchnienia, bo już pierwsze strony wrzucają nas prosto w wir wydarzeń. Dowiadujemy się, że Lisa i Adam muszą udawać narzeczonych na ślubie jego siostry. A skoro od dawna delikatnie mówiąc za sobą nie przepadają, to wiadomo, że będzie ciekawie. I uwierzcie mi - jest. Bardzo fajnie obserwowało mi się ich relację i to, jak próbują odnaleźć się w tym całym udawaniu. Szczególnie że Adam momentami traktuje Lisę jak dziecko (w końcu dzieli ich dziesięć lat różnicy) a do tego są swoimi totalnymi przeciwieństwami. On jest spokojnym, poukładanym architektem, który nie planuje ponownie angażować się w żadne relacje, a ona to roztrzepana, pełna emocji cukierniczka, która od dziecka marzyła o swoim wielkim weselu. I właśnie to zderzenie charakterów wypadło tutaj świetnie. Ich przekomarzanki, napięcie i momenty, kiedy sami zaczynają gubić się w tym, co jeszcze jest udawane, a co już staje się prawdziwe, wypadają świetnie. Kibicowałam im praktycznie przez całą książkę, bo mimo wszystko czułam, ze do siebie pasują. A kiedy już przechodzimy do etapu lovers… robi się naprawdę gorąco. Dostajemy kilka spicy scen, ale takich ze smakiem i wyczuciem. Jest chemia, jest napięcie i jest ten pazur, także pamiętajcie, że książka ma oznaczenie 18+. Zakończenie? Dokładnie takie, jak dla nich chciałam, wiec nie zostaje mi nic, jak polecić wam tą książkę. Jest ona lekka, romantyczna i pełna klimatu, a jednocześnie taka, przy której naprawdę można poczuć emocje bohaterów.