ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Ostatni maraton

Wyobrażacie sobie okrążyć ziemię w 365 dni? A czy wyobrażacie sobie okrążyć ją na własnych nogach? No oprócz tego oczywiście dwa przeloty samolotami: z Portugalii do Nowego Jorku oraz z San Francisco do Władywostoku. W każdym razie, pozostała część drogi jest przebyta jedynie za pomocą Waszych własnych nóg! Nie pomyślałabym, że taki pomysł może dojść do skutku i co najważniejsze - powieść się!

Tak, tak! Pan Piotr Kuryło - maratończyk, długodystansowiec zdecydował się zakończyć bieganie tytułowym "Ostatnim maratonem", który miał polegać na przemierzeniu Ziemi na własnych bogach bez żadnego wsparcia typu samochód, rower czy ciężarówka jadąca za nim i pomagająca w chwilach kryzysu. Został sam ze sobą, z rzeczami które zabrał typu: namiot, śpiwór, coś do picia i coś do jedzenia oraz z wiarą w Boga. To dzięki Niemu udało się ukończyć ten bieg i to właśnie On czuwał nad Panem Piotrem przez całą jego drogę.

Uwielbiam i podziwiam ludzi, którzy sięgają po rzeczy pozornie niemożliwe. Nieważne czy robią to codziennie, raz w tygodniu, raz w roku czy raz w życiu. Liczy się to, że robią i dają z siebie wszystko. Poświęcają część swojego życia, czasem rodzinę, bądź różne obowiązki po to, by w pełni poświęcić się swojej pasji i spełnić marzenia. Świetnie, jeżeli przyświeca temu dodatkowo jakiś cel. W przypadku Pana Piotra celem samym w sobie był bieg. Biegł on oczywiście dla siebie i dla rodziny (bo w ten sposób chciał skończyć z bieganiem, więc po powrocie miał być tylko dla nich), ale biegł też dla celu wyższego - dla pokoju. Zaznaczał to nie raz na łamach książki.

To, co również spodobało mi się w postawie Pana Piotra to oddanie i całkowite zaufanie Bogu. Ja nie jestem szczególnie religijną osobą, ale potrafię docenić wiarę innych. Tutaj nie chodziło jedynie o powierzchowność, odmówienie "zdrowasiek" dla zasady w myśl "Jak się uda i mnie usłyszy to będę miał szczęście i mi się powiedzie, a jak nie to trudno". Pan Piotr powierzył cały bieg Bogu. Wierzył, że wszystko co go spotyka, wszyscy ludzie, którzy stają na jego drodze, znaleźli się tam nie bez powodu. Odmawiał modlitwy nie tylko za samego siebie i swoją "misję", ale również za ludzi, których mijał i spotykał. Naprawdę wielki gest, wielka miłość i wielka wiara. Tylko pozazdrościć!

"Ostatni maraton" to książka bardzo krótka, ale niezwykle wciągająca. Nie otrzymamy tutaj zbędnych opisów mijanych zabytków - bo to nie przewodnik, nie otrzymamy ogromu informacji specjalistycznej z zakresu biegania - bo to nie poradnik, ale możemy otrzymać dużą dawkę motywacji i wiary we własne możliwości oraz dużą dawkę wiary w innych ludzi. Panu Piotrowi bez pomocy ludzi spotkanych na jego drodze byłoby na pewno o wiele trudniej. Znaleźli się jednak tacy, o otwartych sercach, wypełnionych miłością, którzy wsparli maratończyka w gorszych chwilach i pokazali, że nadal możemy liczyć na dobre gesty obcych ludzi (oczywiście nie wszędzie i nie u każdego ;) Dodatkiem uatrakcyjniającym czytanie są zdjęcia znajdujące się mniej więcej na co drugiej stronie (jedyne zastrzeżenie jakie do nich mam to brak uśmiechu na twarzy Pana Piotra, chociaż rozumiem jak ciężko było przebiegać tyle km dziennie)
Wredotek.pl 2012-11-07

Sztuka Wojny. Wydanie II

Ta książka zdążyła obrosnąć legendą. Wspominana w setkach artykułów, filmach, serialach, stała się pozycją kultową i jedną z książek, które przeczytać należy. W książce znajdują się przemyślenia, rady, przestrogi chińskich myślicieli, przywódców wojskowych, które o dziwo, znajdują odzwierciedlenie w życiu codziennym. Czym jest nasze życie, jak nie codzienną wojną? Wojną z czasem, wojną z nieżyczliwymi ludźmi, wojną o władzę i majątek, wojną o miłość i szacunek? Niestety czasami bywa tak, że przegrywamy tę walkę lub wymachujemy białą flagą.

Książka jest podzielona na dwie części: Sztuka wojny oraz Strategie wojskowe. Tak naprawdę druga część jest jakby przełożeniem wiedzy z pierwszej na język wojskowy. Czytelnik zaczyna dostrzegać pewne powiązania strategii walk na polu bitwy z codziennymi bataliami i dochodzi do bardzo prostego wniosku. W życiu należy być rozważnym, odważnym lecz także roztropnym strategiem, który swoją postawą zyskuje szacunek całej armii (czyli społeczeństwa).

Prawdy zawarte w książce są na ogół dość dobrze znane. Nie były dla mnie aż tak dużym zaskoczeniem. Niektóre strategie dały mi jednak sporo do myślenia i często wracam do wybranych fragmentów. Autorzy opisują wroga jako łamigłówkę, zagadkę, której rozwiązanie może doprowadzić nas do sukcesu. I tutaj zaczynają się dla mnie schody. A co jeśli są momenty, w których sama dla siebie jestem wrogiem? Jak sama sobie stawiam kłody pod nogi, wymyślam wymówki i zwyczajnie się lenię. Jak w takim razie mam rozwikłać zagadkę, która czai się w moim mózgu? Jak mam pokonać swojego największego wroga, czyli samą siebie? I to bez odczuwania agresji? Nadal nie wiem.

Książkę czyta się dość ciężko. Przepełniona jest bowiem słownictwem typowo militarnym. Nawiązuje do zamierzchłych wojen, sylwetek strategów i filozofii. Jednak po wytrwałej lekturze (która trwała ponad miesiąc) w mojej głowie narodziło się mnóstwo nadal nierozwikłanych pytań, które nie rzadko spędzają mi sen z powiek. Wartościowa i kultowa książka, o której nie da się tak łatwo zapomnieć.
Ktoczytazyjepodwojnie.blogspot.com kolmanka, 2012-11-14

Ostatni maraton

Wyobrażacie sobie okrążyć ziemię w 365 dni? A czy wyobrażacie sobie okrążyć ją na własnych nogach? No oprócz tego oczywiście dwa przeloty samolotami: z Portugalii do Nowego Jorku oraz z San Francisco do Władywostoku. W każdym razie, pozostała część drogi jest przebyta jedynie za pomocą Waszych własnych nóg! Nie pomyślałabym, że taki pomysł może dojść do skutku i co najważniejsze - powieść się!

Tak, tak! Pan Piotr Kuryło - maratończyk, długodystansowiec zdecydował się zakończyć bieganie tytułowym "Ostatnim maratonem", który miał polegać na przemierzeniu Ziemi na własnych bogach bez żadnego wsparcia typu samochód, rower czy ciężarówka jadąca za nim i pomagająca w chwilach kryzysu. Został sam ze sobą, z rzeczami które zabrał typu: namiot, śpiwór, coś do picia i coś do jedzenia oraz z wiarą w Boga. To dzięki Niemu udało się ukończyć ten bieg i to właśnie On czuwał nad Panem Piotrem przez całą jego drogę.

Uwielbiam i podziwiam ludzi, którzy sięgają po rzeczy pozornie niemożliwe. Nieważne czy robią to codziennie, raz w tygodniu, raz w roku czy raz w życiu. Liczy się to, że robią i dają z siebie wszystko. Poświęcają część swojego życia, czasem rodzinę, bądź różne obowiązki po to, by w pełni poświęcić się swojej pasji i spełnić marzenia. Świetnie, jeżeli przyświeca temu dodatkowo jakiś cel. W przypadku Pana Piotra celem samym w sobie był bieg. Biegł on oczywiście dla siebie i dla rodziny (bo w ten sposób chciał skończyć z bieganiem, więc po powrocie miał być tylko dla nich), ale biegł też dla celu wyższego - dla pokoju. Zaznaczał to nie raz na łamach książki.

To, co również spodobało mi się w postawie Pana Piotra to oddanie i całkowite zaufanie Bogu. Ja nie jestem szczególnie religijną osobą, ale potrafię docenić wiarę innych. Tutaj nie chodziło jedynie o powierzchowność, odmówienie "zdrowasiek" dla zasady w myśl "Jak się uda i mnie usłyszy to będę miał szczęście i mi się powiedzie, a jak nie to trudno". Pan Piotr powierzył cały bieg Bogu. Wierzył, że wszystko co go spotyka, wszyscy ludzie, którzy stają na jego drodze, znaleźli się tam nie bez powodu. Odmawiał modlitwy nie tylko za samego siebie i swoją "misję", ale również za ludzi, których mijał i spotykał. Naprawdę wielki gest, wielka miłość i wielka wiara. Tylko pozazdrościć!

"Ostatni maraton" to książka bardzo krótka, ale niezwykle wciągająca. Nie otrzymamy tutaj zbędnych opisów mijanych zabytków - bo to nie przewodnik, nie otrzymamy ogromu informacji specjalistycznej z zakresu biegania - bo to nie poradnik, ale możemy otrzymać dużą dawkę motywacji i wiary we własne możliwości oraz dużą dawkę wiary w innych ludzi. Panu Piotrowi bez pomocy ludzi spotkanych na jego drodze byłoby na pewno o wiele trudniej. Znaleźli się jednak tacy, o otwartych sercach, wypełnionych miłością, którzy wsparli maratończyka w gorszych chwilach i pokazali, że nadal możemy liczyć na dobre gesty obcych ludzi (oczywiście nie wszędzie i nie u każdego ;) Dodatkiem uatrakcyjniającym czytanie są zdjęcia znajdujące się mniej więcej na co drugiej stronie (jedyne zastrzeżenie jakie do nich mam to brak uśmiechu na twarzy Pana Piotra, chociaż rozumiem jak ciężko było przebiegać tyle km dziennie)
Wredotek.pl 2012-11-07

Wałkowanie Ameryki

Pisanie o Ameryce nie jest łatwym zadaniem. Wydaje się, że niemal wszystko zostało na ten temat już powiedziane. Dlatego, gdy otrzymałam do recenzji książkę Marka Wałkuskiego „Wałkowanie Ameryki", nie spodziewałam się niczego odkrywczego. Jednak Wałkuski, na szczęście, nie stara się obalać mitów. Autor to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Stanach Zjednoczonych, miał więc okazję osobiście poznać kulturę Stanów Zjednoczonych. Chwilami miałam wrażenie, że za dużo tam danych statycznych i liczb, a za mało przemyśleń autora, zwłaszcza na początku książki, ale książka szybko się rozkręca, a jej lektura pozwala na bliższe poznanie i zrozumienie przeciętnego Smitha, a raczej głównie faktu, że takowy nie istnieje...
Jachting 2012-11-01

Kalejdoskop fotografii. Między techniką a sztuką

Powstaje cała masa książek dla amatorów fotografii. Jedne są lepsze, inne gorsze. Większość tytułów dostępnych na polskim rynku wydawniczym ma zagranicznych autorów. „Kalejdoskop fotografii" wzbudził moje zainteresowanie między innymi dlatego, że to „rodzima produkcja". Uwagę przykuwa też osoba autora, wieloletniego wykładowcy w gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych i zawodowego fotografa. Doświadczenie akademickie widać w rzetelnym podejściu do opisywanych tematów, przy czym trzeba podkreślić, że nie są to nudne wykłady.

„Kalejdoskop fotografii" to pozycja dla dociekliwych, dzięki której możemy poszerzyć wiedzę dotyczącą zarówno techniki, jak i historii tej dziedziny sztuki. Początkowe rozdziały poświęcone są rodzajom aparatów i dodatkowym sprzętom. Autor zwraca uwagę amatora na takie zagadnienia, jak „bezpieczne czasy naświetlania" lub właściwe trzymanie aparatu, dzięki któremu można uniknąć poruszonych zdjęć. Pękalski stara się w piętnastu rozdziałach podejść do opisu fotografii kompleksowo. W książce znajdziemy szczegółowe informacje o jej rozwoju, rodzajach i zjawiskach fizycznych niezbędnych do powstania zdjęcia. Tytuł publikacji z pewnością zyska zainteresowanie osób, które chciałyby poznać zagadnienia techniki analogowej, również technik szlachetnych - autor stara się zbudować w czytelniku świadomość całego procesu fotografowania. Naturalnie w „Kalejdoskopie..." nie zabrakło informacji związanych z zasadami kompozycji obrazu. Zebrana w ten sposób wiedza pozwoli na tworzenie dobrych zdjęć, nie tylko pod względem technicznym. Książka powstała, by zwrócić uwagę fotografujących na wszystkie możliwości, jakie daje im wybrana technika uwieczniania obrazu. Ich znajomość powinna znaleźć odbicie w poprawie jakości i estetyki zdjęć. Do książki dołączono również płytę, na której znajdziemy wszystkie fotografie użyte do zilustrowania rozdziałów.

„Kalejdoskop fotografii" to świetna książka kierowana do ambitnych amatorów, którzy pragną poszerzyć lub usystematyzować wiedzę. Jeśli chcesz rozbudować swoją świadomość, poczucie estetyki i w pełni wykorzystać posiadany sprzęt, to ta książka na pewno jest dla ciebie.
Foto ESAU, 2012-11-01

Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)

Pisanie o Ameryce nie jest łatwym zadaniem. Wydaje się, że niemal wszystko zostało na ten temat już powiedziane. Dlatego, gdy otrzymałam do recenzji książkę Marka Wałkuskiego „Wałkowanie Ameryki", nie spodziewałam się niczego odkrywczego. Jednak Wałkuski, na szczęście, nie stara się obalać mitów. Autor to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Stanach Zjednoczonych, miał więc okazję osobiście poznać kulturę Stanów Zjednoczonych. Chwilami miałam wrażenie, że za dużo tam danych statycznych i liczb, a za mało przemyśleń autora, zwłaszcza na początku książki, ale książka szybko się rozkręca, a jej lektura pozwala na bliższe poznanie i zrozumienie przeciętnego Smitha, a raczej głównie faktu, że takowy nie istnieje...
Jachting 2012-11-01

Fotografia kulinarna. Od zdjęcia do arcydzieła

Książkę rozpoczyna krótki wstęp, w którym przeczytamy o powstaniu i jej głównym celu, którym jest pomoc fotografom w stworzeniu zdjęcia idealnego. W kolejnych rozdziałach znajdziemy informacje na temat podstaw fotografii. Są tam omówione liczne zdjęcia, typy plików, podstawy ekspozycji i balans bieli. Te informacje są szczególnie ważne dla początkującym fotografów, chociażby takich jak ja. Autorka nie rozpisuje się tu jednak szczegółowo, podaje zaledwie najważniejsze zasady, które stanowią wierzchołek góry lodowej.

W rozdziale drugim mamy omówiony sprzęt fotograficzny, czyli narzędzia pracy:w tym aparaty cyfrowe, obiektywy i ogniskowe, statywy i akcesoria a także sprzęt oświetleniowy. Dość interesujace dla mnie było tu poruszenie kwestii kompakt kontra lustrzanka. Wychodzimy z założenia, ze lepszej jakości aparat i czym droższy to i zdjęcie będzie lepsze i ładniejsze. Mylne jednak jest to stwierdzenie. Najpier należy nauczyć się obsługi podstawowego aparatu i to z niego wycisnąc jak najwięcej się da, by później chcąc bardziej rozwijać możliwość zakupić nowy sprzęt. Nie oszukujmy się lustrzanka kosztuje, napewno nie mało, a bez naszych umiejętności sama nie zrobi dobrej jakości zdjęcia.

Kolejny rozdział to techniki oświetlenia żywności. Przeczytamy tu o rodzajach światła, o tym że światło tylne jest najlepsze i akcesoriach do modelowania światłą. Jak w każdym z rozdziałów mamy też i tu dużą ilość kolorowych zdjęć i schematów,tzw. za kulisami oraz załączone do nich opisy i omówienia poszczególnych ustawień, etapów fotografowania często krok po kroku.

Wraz z rozdziałem 4 przechodzimy do stylizacji i rekwizytów. Rozdział ten jest poświęcony sztuce prezentacji potraw. Każdy przecież chce aby jego potrawa wyglądała apetycznie i przepysznie...tak aby na sam widok wywoływała głód. Dowiemy się z tego rozdziału co wziąć pod uwagę podczas stylizacji i jak zapewnić najlepszą jakość. Poznamy kilka sztuczek i wskazówek i oczywiście poznamy podstawy stylizacji zdjęć.

W kolejnych rozdziałach 5 i 6 przeczytamy jeszcze o : kadrowaniu i kompozycji. Nauczymy się jak wykorzystać popularne reguły kompozycji aby stworzyć ciekawe zdjęcie. Poznamy tajniki obróbki zdjęć w programie Adobe Photoshop. A w ostatnim 7 zajrzymy za kulisy. Zapoznamy z kilkoma zdjęciami potraw i ich historią: stylizacją, dodatkami, rodzajem oświetlenia aż po proces obróbki w programie komputerowym.

Jeśli i Twoją pasją jest fotografownie jedzenia lub zwyczajnie chcesz się rozwijać i udoskonalać swoje umiejętności to ta książka jest dla Ciebie. Ta bogato ilustrowana i w przystępny, zrozumiały sposób napisana książka stanowi doskonałe źródło wiedzy na teamt fotografowania żywności.
sylkahaha.blox.pl 2012-10-30