Recenzje
Wałkowanie Ameryki
To niewiarygodne, ale jeśli wierzyć Markowi Wałkuskiemu, autorowi „Wałkowania Ameryki" (Editio), „wskaźnik inteligencji przeciętnego Amerykanina jest dokładnie taki sam jak Europejczyka".
Rzeczpospolita Kamila Bauman, 2012-12-01
Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)
To niewiarygodne, ale jeśli wierzyć Markowi Wałkuskiemu, autorowi „Wałkowania Ameryki" (Editio), „wskaźnik inteligencji przeciętnego Amerykanina jest dokładnie taki sam jak Europejczyka".
Rzeczpospolita Kamila Bauman, 2012-12-01
Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach
W zalewie poradników o tym jak „być sobą”, „znaleźć szczęście” i „zrobić jemu/jej dobrze, tak że oszaleje” nie jest łatwo odnaleźć książki, które z jednej strony są strawne dla nie-specjalistów, a z drugiej zawierają wartościowe treści. Myślę, że rozmowa dziennikarki Renaty Mazurowskiej z terapeutą Pawłem Droździakiem jest warta zauważenia.
Nie jest to książka do poduszki, którą czyta się szybko i bezboleśnie. Mimo ogromnej chęci przeczytania i napisania tej recenzji, zajęło mi to o wiele więcej czasu niż zakładałam. Może dlatego, że to książka ciekawa, ale niekoniecznie optymistyczna. Do tego nie sposób w trakcie lektury uniknąć zastanawiania się nad własnym życiem, związkami i wzorcami psychologicznymi – a to, choć pożyteczne, nie jest czystą rozrywką i wymaga energii. Jednak dzięki temu, nie jest to książka, którą się łyka i zapomina, pozostając z odhaczoną pozycją na półce. Chętnie będę w przyszłości wracać do niektórych rozdziałów.
Książka podzielona jest tematycznie na kilka rozdziałów, które poruszają przeróżne zagadnienia związane z relacjami. Są tu zarówno relacje rodzice-dzieci jak i związki partnerskie z wszelkimi trudnościami, które się w nich pojawiają – m.in. zdrady, rozstania, uzależnienia emocjonalne. Formułą jest dialog, w którym pani Renata zadaje pytania, czasem podając na przykład wyniki badań, a pan Paweł odpowiada i opowiada czerpiąc ze swoich doświadczeń. Momentami drażniące są fragmenty, w których pani Renata próbuje (możliwe, że była to prowokacja w celu podkręcenia dyskusji) wygłaszać różne przekonania na temat mężczyzn z pozycji „biednej, zdradzonej i źle potraktowanej przez faceta-świnię” kobiety. Nie wiem, może i faktycznie miało to zachęcać do wyjścia poza stereotypy – pan Paweł ani na moment nie traci zimnej krwi i potrafi rzeczowo obronić swoje stanowisko. Nie daje gotowych recept, ale naświetla różne mechanizmy, dla mnie szczególnie interesujące były te dotyczące uzależnienia emocjonalnego i tzw. „toksycznych związków”. Nie dawanie recept wiąże się też z tym, że czytelnik/czytelniczka zostaje z różnymi niezbyt wygodnymi myślami. A to może być bardzo irytujące (co można było zauważyć w komentarzach pod opublikowanym przeze mnie fragmentem książki) lub wręcz wywołujące lęk.
Nie spodobało mi się to, że nigdzie nie znalazłam informacji o podejściu teoretycznym wypowiadającego się terapeuty. Tworzy to złudne wrażenie, że „tak jest”, że są to jakieś prawdy i ostateczny opis rzeczywistości. Warto pamiętać, że perspektywa ta – psychodynamiczna – jest jedną z możliwych, to tylko swego rodzaju mapa. Mapa przydatna do zorientowania się w rzeczywistości, bardzo interesująca, często umożliwiająca zrozumieć wiele rzeczy, ale nadal – to tylko mapa. Warto poinformować o tym czytelników. Szczególnie, że ekspert zanurzony w swojej perspektywie miewa (rzadko na szczęście) tendencje do przedstawiania sprawy na zasadzie „jest tak i tak” lub „jeśli A, to z przyczyny B”.
Dostałam ostatnio od jednego z wydawnictw propozycję recenzji książki, której podtytuł brzmi „Jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem”. „Blisko…” na szczęście promuje postawę, w której wszystkie ludzkie emocje i zachowania są ludzkie właśnie, a zamiast ich potępiania czy wycinania proponuje zrozumienie. Jednocześnie w czasach, gdy coraz częściej alarmuje się o „rozpadzie więzi”, może być pomocna w ich budowaniu i utrzymywaniu.
Jednym słowem: warto.
Nie jest to książka do poduszki, którą czyta się szybko i bezboleśnie. Mimo ogromnej chęci przeczytania i napisania tej recenzji, zajęło mi to o wiele więcej czasu niż zakładałam. Może dlatego, że to książka ciekawa, ale niekoniecznie optymistyczna. Do tego nie sposób w trakcie lektury uniknąć zastanawiania się nad własnym życiem, związkami i wzorcami psychologicznymi – a to, choć pożyteczne, nie jest czystą rozrywką i wymaga energii. Jednak dzięki temu, nie jest to książka, którą się łyka i zapomina, pozostając z odhaczoną pozycją na półce. Chętnie będę w przyszłości wracać do niektórych rozdziałów.
Książka podzielona jest tematycznie na kilka rozdziałów, które poruszają przeróżne zagadnienia związane z relacjami. Są tu zarówno relacje rodzice-dzieci jak i związki partnerskie z wszelkimi trudnościami, które się w nich pojawiają – m.in. zdrady, rozstania, uzależnienia emocjonalne. Formułą jest dialog, w którym pani Renata zadaje pytania, czasem podając na przykład wyniki badań, a pan Paweł odpowiada i opowiada czerpiąc ze swoich doświadczeń. Momentami drażniące są fragmenty, w których pani Renata próbuje (możliwe, że była to prowokacja w celu podkręcenia dyskusji) wygłaszać różne przekonania na temat mężczyzn z pozycji „biednej, zdradzonej i źle potraktowanej przez faceta-świnię” kobiety. Nie wiem, może i faktycznie miało to zachęcać do wyjścia poza stereotypy – pan Paweł ani na moment nie traci zimnej krwi i potrafi rzeczowo obronić swoje stanowisko. Nie daje gotowych recept, ale naświetla różne mechanizmy, dla mnie szczególnie interesujące były te dotyczące uzależnienia emocjonalnego i tzw. „toksycznych związków”. Nie dawanie recept wiąże się też z tym, że czytelnik/czytelniczka zostaje z różnymi niezbyt wygodnymi myślami. A to może być bardzo irytujące (co można było zauważyć w komentarzach pod opublikowanym przeze mnie fragmentem książki) lub wręcz wywołujące lęk.
Nie spodobało mi się to, że nigdzie nie znalazłam informacji o podejściu teoretycznym wypowiadającego się terapeuty. Tworzy to złudne wrażenie, że „tak jest”, że są to jakieś prawdy i ostateczny opis rzeczywistości. Warto pamiętać, że perspektywa ta – psychodynamiczna – jest jedną z możliwych, to tylko swego rodzaju mapa. Mapa przydatna do zorientowania się w rzeczywistości, bardzo interesująca, często umożliwiająca zrozumieć wiele rzeczy, ale nadal – to tylko mapa. Warto poinformować o tym czytelników. Szczególnie, że ekspert zanurzony w swojej perspektywie miewa (rzadko na szczęście) tendencje do przedstawiania sprawy na zasadzie „jest tak i tak” lub „jeśli A, to z przyczyny B”.
Dostałam ostatnio od jednego z wydawnictw propozycję recenzji książki, której podtytuł brzmi „Jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem”. „Blisko…” na szczęście promuje postawę, w której wszystkie ludzkie emocje i zachowania są ludzkie właśnie, a zamiast ich potępiania czy wycinania proponuje zrozumienie. Jednocześnie w czasach, gdy coraz częściej alarmuje się o „rozpadzie więzi”, może być pomocna w ich budowaniu i utrzymywaniu.
Jednym słowem: warto.
pozaschematy.pl Joanna
Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach
Rozmowa lekiem na całe zło?
Żoną miałam być, miał być ślub / I wesele też – śpiewa Monika Brodka. Wypada dodać, że zapewne, jak po każdym ślubie, miała być rocznica: papierowa, bawełniana, skórzana, poprzez złotą czyli pięćdziesiątą, aż – jeśli Bóg da – do dębowej, czyli osiemdziesiątej. Kto wie, może związek miał trwać jeszcze dłużej? Właśnie w tym jednym słowie - „miał” - tkwi sedno sprawy i cały problem, jaki pojawia się w kontekście małżeństwa, czy - ogólnie – związków pomiędzy ludźmi. Rzadko kiedy bowiem są one takie, jakie powinny być. Najgorzej jest wówczas, kiedy ich zła jakość odbija się negatywnie na pozostałych sferach naszego życia, a nawet determinuje naszą przyszłość.
Właśnie o relacjach z matką, córką, ojcem, przyjacielem mężem czy kochankiem rozmawia z Pawłem Droździakiem, psychologiem i terapeutą, pracującym z osobami uwikłanymi w związki, w których występuje uzależnienie emocjonalne, dziennikarka Renata Mazurowska. Książka, opublikowana nakładem wydawnictwa Sensus, o wymownym tytule Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach to prawdziwa podróż w głąb siebie, to próba zrozumienia, dlaczego - właśnie - niekiedy zrozumieć nie potrafimy. To próba wyjaśnienia pewnych kwestii związanych z relacjami, komunikacją, potrzebą bliskości czy toksyczną miłością. To próba spojrzenia na nasze dotychczasowe życie i odnalezienia w nim wzorów, schematów zachowań w które doskonale się wpasujemy i sposób, by dzięki tej wiedzy zmienić coś w sobie. Zmienić po to, by - ucząc się na błędach swoich i cudzych - już ich więcej nie popełniać.
Rozmowy zebrane w książce są o tyle cenne, że nie stanowią gotowego zestawu mądrości, jakie zwykliśmy spotykać w poradnikach z cyklu „change your life”. Paweł Droździak nie mówi nam, jak mamy żyć i w jakie relacje wchodzić, nie stara się przeżyć za nas wszystkiego, unika też moralizatorskiego tonu. Raczej (niekiedy nawet z pewną dozą humoru) pokazuje, jak pewne kwestie interpretować i gdzie może tkwić sedno problemów, gdzie szukać rozwiązania. Czytając te rozmowy, czujemy się częścią dialogu, rozmowy o (mimo wszystko) terapeutycznym i oczyszczającym wydźwięku. Pozycja jest tą, która powinna znaleźć się na nocnym stoliku każdego z nas, powinna zamieszkać w gabinetach psychologów i psychoterapeutów oraz lekarzy i pedagogów. Właściwie wszystkich, bowiem nie ma osoby, która nie nawiązuje z innymi relacji.
Czternaście rozdziałów to czternaście rozmów, z których każda porusza inny problem, Autorzy prowadzą rozmowy o najważniejszej potrzebie w naszym życiu – potrzebie bliskości, o skomplikowanej więzi łączącej matkę i córkę oraz córkę i ojca, o tym, skąd bierze się mit jednego związku na całe życie. Droździak odkrywa przed nami sekrety negocjacji, czyli mówi o tym, o czym mówimy, gdy się kłócimy, opowiada o wiecznych kochankach, lęku przed przemijaniem i o samotnym rodzicielstwie. Dla wielu bolesnym przeżyciem będzie zapewnie „rozmowa” z terapeutą na temat zdrady, czyli straty, winy i kary bądź uzależniających związków. Zastanowimy się wspólnie również nad tym, czym tak naprawdę jest terapia i czym różni się psycholog od psychiatry i psychoterapeuty.
Wszystkie poruszone tematy, kwestie składające się na książkę Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach zamykają się w bardzo szerokim rozumieniu definicji relacji, ale dzięki temu możemy tu znaleźć wiele odpowiedzi na nurtujące nas niekiedy od lat pytania czy wątpliwości. Renata Mazurowska określiła pozycję napisaną wspólnie z Pawłem Droździakiem jako „rodzaj podróży”. W istocie lektura jest podróżą – może nie do gwiazd, ale w głąb własnego umysłu, serca i duszy - po to, by na nowo odkryć siebie i, być może, wyzwolić się z tkwiących w nas ograniczeń i schematów myślowych. By nauczyć się siebie…
Żoną miałam być, miał być ślub / I wesele też – śpiewa Monika Brodka. Wypada dodać, że zapewne, jak po każdym ślubie, miała być rocznica: papierowa, bawełniana, skórzana, poprzez złotą czyli pięćdziesiątą, aż – jeśli Bóg da – do dębowej, czyli osiemdziesiątej. Kto wie, może związek miał trwać jeszcze dłużej? Właśnie w tym jednym słowie - „miał” - tkwi sedno sprawy i cały problem, jaki pojawia się w kontekście małżeństwa, czy - ogólnie – związków pomiędzy ludźmi. Rzadko kiedy bowiem są one takie, jakie powinny być. Najgorzej jest wówczas, kiedy ich zła jakość odbija się negatywnie na pozostałych sferach naszego życia, a nawet determinuje naszą przyszłość.
Właśnie o relacjach z matką, córką, ojcem, przyjacielem mężem czy kochankiem rozmawia z Pawłem Droździakiem, psychologiem i terapeutą, pracującym z osobami uwikłanymi w związki, w których występuje uzależnienie emocjonalne, dziennikarka Renata Mazurowska. Książka, opublikowana nakładem wydawnictwa Sensus, o wymownym tytule Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach to prawdziwa podróż w głąb siebie, to próba zrozumienia, dlaczego - właśnie - niekiedy zrozumieć nie potrafimy. To próba wyjaśnienia pewnych kwestii związanych z relacjami, komunikacją, potrzebą bliskości czy toksyczną miłością. To próba spojrzenia na nasze dotychczasowe życie i odnalezienia w nim wzorów, schematów zachowań w które doskonale się wpasujemy i sposób, by dzięki tej wiedzy zmienić coś w sobie. Zmienić po to, by - ucząc się na błędach swoich i cudzych - już ich więcej nie popełniać.
Rozmowy zebrane w książce są o tyle cenne, że nie stanowią gotowego zestawu mądrości, jakie zwykliśmy spotykać w poradnikach z cyklu „change your life”. Paweł Droździak nie mówi nam, jak mamy żyć i w jakie relacje wchodzić, nie stara się przeżyć za nas wszystkiego, unika też moralizatorskiego tonu. Raczej (niekiedy nawet z pewną dozą humoru) pokazuje, jak pewne kwestie interpretować i gdzie może tkwić sedno problemów, gdzie szukać rozwiązania. Czytając te rozmowy, czujemy się częścią dialogu, rozmowy o (mimo wszystko) terapeutycznym i oczyszczającym wydźwięku. Pozycja jest tą, która powinna znaleźć się na nocnym stoliku każdego z nas, powinna zamieszkać w gabinetach psychologów i psychoterapeutów oraz lekarzy i pedagogów. Właściwie wszystkich, bowiem nie ma osoby, która nie nawiązuje z innymi relacji.
Czternaście rozdziałów to czternaście rozmów, z których każda porusza inny problem, Autorzy prowadzą rozmowy o najważniejszej potrzebie w naszym życiu – potrzebie bliskości, o skomplikowanej więzi łączącej matkę i córkę oraz córkę i ojca, o tym, skąd bierze się mit jednego związku na całe życie. Droździak odkrywa przed nami sekrety negocjacji, czyli mówi o tym, o czym mówimy, gdy się kłócimy, opowiada o wiecznych kochankach, lęku przed przemijaniem i o samotnym rodzicielstwie. Dla wielu bolesnym przeżyciem będzie zapewnie „rozmowa” z terapeutą na temat zdrady, czyli straty, winy i kary bądź uzależniających związków. Zastanowimy się wspólnie również nad tym, czym tak naprawdę jest terapia i czym różni się psycholog od psychiatry i psychoterapeuty.
Wszystkie poruszone tematy, kwestie składające się na książkę Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach zamykają się w bardzo szerokim rozumieniu definicji relacji, ale dzięki temu możemy tu znaleźć wiele odpowiedzi na nurtujące nas niekiedy od lat pytania czy wątpliwości. Renata Mazurowska określiła pozycję napisaną wspólnie z Pawłem Droździakiem jako „rodzaj podróży”. W istocie lektura jest podróżą – może nie do gwiazd, ale w głąb własnego umysłu, serca i duszy - po to, by na nowo odkryć siebie i, być może, wyzwolić się z tkwiących w nas ograniczeń i schematów myślowych. By nauczyć się siebie…
granice.pl Justyna Gul
Hiszpański dla bystrzaków
Kolejna publikacja do nauki języka hiszpańskiego. Korzystałem już z wielu książek, więc myślę, że mogę obiektywnie przyjrzeć się "Hiszpańskiemu dla bystrzaków". Postaram się w miarę zwięźle ocenić podręcznik.
Książka podzielona jest na pięć części:
1. Na dobry początek.
2. Hiszpański w akcji.
3. Hiszpański w podróży.
4. Dekalogi.
5. Dodatki.
Minusy:
- zbyt duża ilość tekstu, czasami aż nie chce się uczyć patrząc na strony pełne literowych wężyków
Plusy:
- wymowa została napisana tak jak się czyta, nie musimy uczyć się alfabetu fonetycznego
- zabawne rysunki na początku każdej części
- z zadaniami poradzi sobie każda osoba, wszystko jest tłumaczone od poziomu A0. Nie musimy znać nawet jednego słówka, by korzystać z podręcznika.
- dobrze wytłumaczona gramatyka
- przejrzysty układ (słówka do zapamiętania zostały ujęte w tabelki)
- ciekawostki kulturowe
- duża liczba przykładowych zdań, których możemy uczyć się na pamięć np. A na drugie danie? Co by nam pan polecił?
- gierki językowe na końcu każdego rozdziału (można się odprężyć ucząc się jednocześnie hiszpańskiego)
- dołączona płyta CD
- wolna strona w każdym rozdziale, którą można wykorzystać na notatki (nie wiem czy taki był zamysł wydawnictwa, ale ja tak wykorzystuję te wolne strony :))
- hiszpańskie dekalogi (a w nich m.in. "Dziesięć sposobów na szybkie opanowanie hiszpańskiego, "Dziesięć najważniejszych hiszpańskich świąt")
- przydatne dodatki: minisłowniczek hiszpańsko - polski, tabelki z odmianą czasowników hiszpańskich, czasowniki nieregularne, informacje dotyczące języka hiszpańskiego i krajów hiszpańskojęzycznych.
Książka jest świetna dla naprawdę początkujących. "Bezboleśnie" przeprowadzi na wyższy poziom. Nie polecam natomiast tego podręcznika osobom, które wcześniej uczyły się z innych źródeł i już posiadają jakąś wiedzę. Będą po prostu się nudzić. Zawsze należy pamiętać, że każdy samouczek jest skierowany do osób z innym zasobem słownictwa i umiejętności językowych. Uważam jednak, że "Hiszpański dla bystrzaków" jest świetnym początkiem do rozpoczęcia swojej przygody z tym pięknym językiem.
Książka podzielona jest na pięć części:
1. Na dobry początek.
2. Hiszpański w akcji.
3. Hiszpański w podróży.
4. Dekalogi.
5. Dodatki.
Minusy:
- zbyt duża ilość tekstu, czasami aż nie chce się uczyć patrząc na strony pełne literowych wężyków
Plusy:
- wymowa została napisana tak jak się czyta, nie musimy uczyć się alfabetu fonetycznego
- zabawne rysunki na początku każdej części
- z zadaniami poradzi sobie każda osoba, wszystko jest tłumaczone od poziomu A0. Nie musimy znać nawet jednego słówka, by korzystać z podręcznika.
- dobrze wytłumaczona gramatyka
- przejrzysty układ (słówka do zapamiętania zostały ujęte w tabelki)
- ciekawostki kulturowe
- duża liczba przykładowych zdań, których możemy uczyć się na pamięć np. A na drugie danie? Co by nam pan polecił?
- gierki językowe na końcu każdego rozdziału (można się odprężyć ucząc się jednocześnie hiszpańskiego)
- dołączona płyta CD
- wolna strona w każdym rozdziale, którą można wykorzystać na notatki (nie wiem czy taki był zamysł wydawnictwa, ale ja tak wykorzystuję te wolne strony :))
- hiszpańskie dekalogi (a w nich m.in. "Dziesięć sposobów na szybkie opanowanie hiszpańskiego, "Dziesięć najważniejszych hiszpańskich świąt")
- przydatne dodatki: minisłowniczek hiszpańsko - polski, tabelki z odmianą czasowników hiszpańskich, czasowniki nieregularne, informacje dotyczące języka hiszpańskiego i krajów hiszpańskojęzycznych.
Książka jest świetna dla naprawdę początkujących. "Bezboleśnie" przeprowadzi na wyższy poziom. Nie polecam natomiast tego podręcznika osobom, które wcześniej uczyły się z innych źródeł i już posiadają jakąś wiedzę. Będą po prostu się nudzić. Zawsze należy pamiętać, że każdy samouczek jest skierowany do osób z innym zasobem słownictwa i umiejętności językowych. Uważam jednak, że "Hiszpański dla bystrzaków" jest świetnym początkiem do rozpoczęcia swojej przygody z tym pięknym językiem.
czytelnik-ksiazki.blogspot.com 2012-12-01
Strategie geniuszy. Myśl jak Albert Einstein
Jeśli chciałbyś zacząć nowy rok z impetem, to przewietrz swoją głowę i zacznij myśleć jak Albert Einstein. Nawet jeśli fizyka nigdy nie była twoją najmocniejszą stroną, to i tak masz jeszcze szansę stworzyć małą ubezpieczeniową teorię względności. Wszystko dzięki książce speca od NLP Roberta Diltsa, który od wielu lat uczy z powodzeniem strategii myślenia. Do stworzonych przez niego technik i modeli należą integracja skonfliktowanych przekonań, a także wzorce „zręcznego języka" i poziomów „neurologicznych".
Zwolennicy neurolingwistycznego programowania (NLP) rozkładają na czynniki
Przepraszam, kiedy Zurych dotrze do tego pociągu!
pierwsze to, w jaki sposób wybitni ludzie formułują swoje myśli. Dzięki temu każdy Smith czy Kowalski może krok po kroku naśladować wybitne umysły i wykorzystywać ich atuty na własne potrzeby.
W książce Strategie geniuszy. Myśl jak Albert Einstein poznajemy fragmenty wykładów, notatek i przemyśleń najsłynniejszego naukowca XX wieku. Okazuje się, że Einstein, tworząc swoje przełomowe teorie, wykorzystywał wizualizacje i twórczą wyobraźnię, a nie, jak byśmy oczekiwali, myślenie w stylu analitycznym. U źródeł teorii względności leżała wizja osoby podróżującej na promieniu światła z lusterkiem w dłoni. Einstein zastanawiał się, czy przemieszczając się z prędkością światła, taka osoba mogłaby dostrzec swoje odbicie w lusterku, czy też może wyprzedzałaby swoje odbicie, zanim to dotarłoby do tafli lustra
Dilts proponuje, żeby wzorem wielkiego fizyka, zaczynać rozwiązywanie problemu od jego wizualnej konceptualizacji. Następnym krokiem jest dotarcie do wszystkich ukrytych założeń, które kryją się w naszym postrzeganiu problemu. Wiele rzeczy, które uznajemy za oczywiste i niezmienne (tak jak dawni fizycy postrzegali czas i przestrzeń), przy bliższym poznaniu może okazać się czymś zupełnie innym, niż nam się początkowo wydawało. W funkcjonowaniu każdej firmy znajdziemy szereg spraw „pewnych i oczywistych", które uniemożliwiają dalszy rozwój, ponieważ nikomu nie przychodzi do głowy, żeby je podważać.
Podobno Albert Einstein spytał kiedyś konduktora „Przepraszam, kiedy Zurych dotrze do tego pociągu ". Ty również naucz się zadawać tego typu pytania. Może na początku będą uważać cię za wariata, ale granica między szaleństwem a geniuszem bywa cienka.
Zwolennicy neurolingwistycznego programowania (NLP) rozkładają na czynniki
Przepraszam, kiedy Zurych dotrze do tego pociągu!
pierwsze to, w jaki sposób wybitni ludzie formułują swoje myśli. Dzięki temu każdy Smith czy Kowalski może krok po kroku naśladować wybitne umysły i wykorzystywać ich atuty na własne potrzeby.
W książce Strategie geniuszy. Myśl jak Albert Einstein poznajemy fragmenty wykładów, notatek i przemyśleń najsłynniejszego naukowca XX wieku. Okazuje się, że Einstein, tworząc swoje przełomowe teorie, wykorzystywał wizualizacje i twórczą wyobraźnię, a nie, jak byśmy oczekiwali, myślenie w stylu analitycznym. U źródeł teorii względności leżała wizja osoby podróżującej na promieniu światła z lusterkiem w dłoni. Einstein zastanawiał się, czy przemieszczając się z prędkością światła, taka osoba mogłaby dostrzec swoje odbicie w lusterku, czy też może wyprzedzałaby swoje odbicie, zanim to dotarłoby do tafli lustra
Dilts proponuje, żeby wzorem wielkiego fizyka, zaczynać rozwiązywanie problemu od jego wizualnej konceptualizacji. Następnym krokiem jest dotarcie do wszystkich ukrytych założeń, które kryją się w naszym postrzeganiu problemu. Wiele rzeczy, które uznajemy za oczywiste i niezmienne (tak jak dawni fizycy postrzegali czas i przestrzeń), przy bliższym poznaniu może okazać się czymś zupełnie innym, niż nam się początkowo wydawało. W funkcjonowaniu każdej firmy znajdziemy szereg spraw „pewnych i oczywistych", które uniemożliwiają dalszy rozwój, ponieważ nikomu nie przychodzi do głowy, żeby je podważać.
Podobno Albert Einstein spytał kiedyś konduktora „Przepraszam, kiedy Zurych dotrze do tego pociągu ". Ty również naucz się zadawać tego typu pytania. Może na początku będą uważać cię za wariata, ale granica między szaleństwem a geniuszem bywa cienka.
Gazeta Ubezpieczeniowa Aleksandra Wysocka-Zańko, 2012-12-04