Recenzje
Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)
Stany Zjednoczone mają równie dużo zwolenników, co przeciwników, wywołując jednocześnie czasami bardzo skrajne emocje. Aby obiektywnie spojrzeć i ocenić amerykańskie społeczeństwo warto byłoby, choć trochę mu się przyjrzeć. Z pomocą przychodzi tu nowa książka dziennikarza radiowego Marka Wałkuskiego – „Wałkowanie Ameryki”.
Zaznaczę na wstępie, że sięgając po tą pozycję spodziewałem się nieco innej formy, dlatego też jestem nią nieco rozczarowany. Nie mogę natomiast napisać o niej, że jest zła, bo z pewnością byłaby to opinia krzywdząca. Osobiście liczyłem na więcej historii z życia wziętych, spisanych anegdot i przykładów popartych codziennymi doświadczeniami. Tego mi nieco zabrakło. W zamian dostajemy bardzo dużo danych statystycznych, które poza badaczom (czy studentom) piszącymi prace, mało, komu się przydadzą. Niektóre z nich dochodzą – w moim mniemaniu – do granicy absurdu. Dowiadujemy się m.in. ile procent Amerykanów po skorzystaniu z papieru toaletowego zgniata go a ilu po prostu wyrzuca, czy jak wielu z nich zakłada papier na rolce tak, aby rozwijał się do góry… Ciekawe prawda?! Czytając książkę kilka razy byłem wręcz znudzony tymi danymi i przytłoczony ich natłokiem. To jest mój największy zarzut w stosunku do tej pozycji (nie wspominając o tym, że dane statystyczne, jak to zwykle bywa, szybko się zmieniają i stają nieaktualne).
Co otrzymamy poza tym? 304 strony (wersja ebook) obrazu amerykanów i próby wyjaśnienia ich fenomenu, często na zasadzie kontrastów. Książka podzielona jest na 13 rozdziałów, które opisują m.in. kwestie rasowe, Polaków w Ameryce, religię, muzykę, czy prognozy na najbliższe lata dla Stanów Zjednoczonych, które według jednych mówią o tym, że państwo jest na skraju bankructwa i nic nie jest im w stanie pomoc, a inne o tym, że delikatny kryzys owszem widać, ale potęga gospodarcza i militarna nie jest w żaden sposób zagrożona.
Autor porusza też obszernie problem powszechnego dostępu amerykanów do broni. To w kontekście ostatnich wydarzeń w Newton, rozdział szczególnie interesujący. Na paradoks zakrawa fakt, że po takich tragediach Amerykanie nadal uparcie twierdzą, że posiadanie broni jest ich obywatelskim prawem, i że nikt nie może im go odebrać. W rozmowie z „przeciętnym Kowalskim”, autor dowiaduje się, że w chwili, gdy ktoś zmieniłby prawo, w Stanach wybuchłaby od razu krwawa rewolucja. I choć jest to wypowiedź jednego człowieka, można być pewnym, że wielu innych myśli bardzo podobnie. Dlatego też chyba nigdy nie doczekamy się dnia, kiedy to uczniowie będą w pełni bezpieczni i nie będą martwić się, że przynajmniej raz w roku jakiś szaleniec nie przeprowadzi swojego „rajdu”, zabijając przy tym kilka lub kilkanaście osób. Warto przeczytać ten rozdział, aby lepiej zrozumieć myślenie Amerykanów i jak tłumaczą swoje zamiłowanie do broni palnej.
W książce „wałkowany” jest również temat miłości amerykanów do motoryzacji, muzyki Country i tak bardzo popularnej w Stanach wolności słowa oraz prawa do obrony. Ten ostatni wątek jest bardzo interesujący i wyjaśnia, na czym polega prawo właściciela (obywatela) do obrony swojego terytorium. Warto byłoby pomyśleć, nad wprowadzeniem niektórych rozwiązań i u nas, aby nie dochodziło do takich absurdów, że osoba ratująca swoje życie siedzi na ławie oskarżonych, a napastnik jest wolny. Zresztą w książce tej, zawartych jest wiele innych gotowych rozwiązań, które można „przeszczepić” na nasz grunt, aby obywatelom żyło się łatwiej. Jak słusznie zauważają bohaterowie książki to przecież nie obywatel jest dla kraju, ale państwo dla niego. Podobnie z urzędnikami i ustawami, które powinny chronić interes obywatela, a nie rzucać mu kolejne kłody pod nogi. Pod tym względem Amerykanie mogą uchodzić za raj na ziemi i służyć, jako przykład dla innych.
Marek Wałkuski nie pomija również kwestii religii, popełniając przy tym (według mnie) ogromny błąd, a mianowicie porównuje on - zrównując wręcz - religię chrześcijańską do takich absurdalnych tworów jak „Kościół Eutanazji”. Czym jest ten „kościół”? Otóż:
„Najważniejsze przykazanie tego kościoła brzmi: Nie będziesz uczestniczył w prokreacji”. Dodatkowe cztery filary tej religii to: samobójstwo, aborcja sodomia i kanibalizm.”
W dalszej części książki autor piszę:
„Istnienie Kościoła Eutanazji jest dowodem na to, że Stany Zjednoczone są miejscem zarówno dla dużych, uznanych religii z tradycjami, jak i dla małych, nowych wyznań. Bo niby dlaczego Ci, którzy wierzą w Boga, mieliby być lepiej traktowani od wierzących w pozaziemskie istoty?”
Wolność wyznania to jedno a ludzka głupota to zupełnie coś innego i stawianie znaku równości między Kościołem Katolickim, a osobami namawiającymi do kanibalizmu i zabijania się, jest co najmniej nie na miejscu (bez względu czy się wierzy w Boga czy nie). W rozdziale tym, można wyczuć (a może to tylko moje odczucia?) delikatną niechęć autora do tej najpopularniejszej w Polsce religii.
Pomimo kilku wad, które dostrzegłem w tej pracy, z pewnością nie jest to pozycja zła. Jest specyficzna i nie do każdego dotrze, ale osobom zafascynowanym, choć w nieznacznym stopniu Stanami Zjednoczonymi spodoba się z pewnością. Dowiedzą się oni kilku nowych faktów, zapoznają się z mniej znanymi epizodami w historii tego kraju. Z kolei Ci, którzy nie należą do zwolenników i nie marzą o spełnieniu „amerykańskiego snu”, mogą na swoje potrzeby wyłowić z książki argumenty do dyskusji na temat USA i poparcie swoich tez. Każdy natomiast może wyciągnąć z niej cenne wskazówki, do czego prowadzi zbyt liberalne prawo i jak można ułatwić prostymi rozwiązaniami życie społeczeństwa.
Z notki wydawcy:
„Światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni i aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te pytania i chcesz dowiedzieć się o wiele więcej na temat Amerykanów ta książka jest dla Ciebie. Innym również (z dozą ostrożności) polecam.
Na koniec ciekawostka:
Z każdego wyprodukowanego w Chinach laptopa o wartości 1000 dolarów, azjatycka fabryka dostaje ich 30 (czyli 3% wartości), podczas gdy do Microsoftu i Intela trafia dolarów 300. Nie napracować się fizycznie i zarobić na „własności intelektualnej” i pomysłach, to jest doskonałe rozwiązanie dla gospodarki i obalenie mitu o tym, że Chiny stają się powoli potęgą. Długo jeszcze nią nie będą, pozostając tanią siłą roboczą innych.
Zaznaczę na wstępie, że sięgając po tą pozycję spodziewałem się nieco innej formy, dlatego też jestem nią nieco rozczarowany. Nie mogę natomiast napisać o niej, że jest zła, bo z pewnością byłaby to opinia krzywdząca. Osobiście liczyłem na więcej historii z życia wziętych, spisanych anegdot i przykładów popartych codziennymi doświadczeniami. Tego mi nieco zabrakło. W zamian dostajemy bardzo dużo danych statystycznych, które poza badaczom (czy studentom) piszącymi prace, mało, komu się przydadzą. Niektóre z nich dochodzą – w moim mniemaniu – do granicy absurdu. Dowiadujemy się m.in. ile procent Amerykanów po skorzystaniu z papieru toaletowego zgniata go a ilu po prostu wyrzuca, czy jak wielu z nich zakłada papier na rolce tak, aby rozwijał się do góry… Ciekawe prawda?! Czytając książkę kilka razy byłem wręcz znudzony tymi danymi i przytłoczony ich natłokiem. To jest mój największy zarzut w stosunku do tej pozycji (nie wspominając o tym, że dane statystyczne, jak to zwykle bywa, szybko się zmieniają i stają nieaktualne).
Co otrzymamy poza tym? 304 strony (wersja ebook) obrazu amerykanów i próby wyjaśnienia ich fenomenu, często na zasadzie kontrastów. Książka podzielona jest na 13 rozdziałów, które opisują m.in. kwestie rasowe, Polaków w Ameryce, religię, muzykę, czy prognozy na najbliższe lata dla Stanów Zjednoczonych, które według jednych mówią o tym, że państwo jest na skraju bankructwa i nic nie jest im w stanie pomoc, a inne o tym, że delikatny kryzys owszem widać, ale potęga gospodarcza i militarna nie jest w żaden sposób zagrożona.
Autor porusza też obszernie problem powszechnego dostępu amerykanów do broni. To w kontekście ostatnich wydarzeń w Newton, rozdział szczególnie interesujący. Na paradoks zakrawa fakt, że po takich tragediach Amerykanie nadal uparcie twierdzą, że posiadanie broni jest ich obywatelskim prawem, i że nikt nie może im go odebrać. W rozmowie z „przeciętnym Kowalskim”, autor dowiaduje się, że w chwili, gdy ktoś zmieniłby prawo, w Stanach wybuchłaby od razu krwawa rewolucja. I choć jest to wypowiedź jednego człowieka, można być pewnym, że wielu innych myśli bardzo podobnie. Dlatego też chyba nigdy nie doczekamy się dnia, kiedy to uczniowie będą w pełni bezpieczni i nie będą martwić się, że przynajmniej raz w roku jakiś szaleniec nie przeprowadzi swojego „rajdu”, zabijając przy tym kilka lub kilkanaście osób. Warto przeczytać ten rozdział, aby lepiej zrozumieć myślenie Amerykanów i jak tłumaczą swoje zamiłowanie do broni palnej.
W książce „wałkowany” jest również temat miłości amerykanów do motoryzacji, muzyki Country i tak bardzo popularnej w Stanach wolności słowa oraz prawa do obrony. Ten ostatni wątek jest bardzo interesujący i wyjaśnia, na czym polega prawo właściciela (obywatela) do obrony swojego terytorium. Warto byłoby pomyśleć, nad wprowadzeniem niektórych rozwiązań i u nas, aby nie dochodziło do takich absurdów, że osoba ratująca swoje życie siedzi na ławie oskarżonych, a napastnik jest wolny. Zresztą w książce tej, zawartych jest wiele innych gotowych rozwiązań, które można „przeszczepić” na nasz grunt, aby obywatelom żyło się łatwiej. Jak słusznie zauważają bohaterowie książki to przecież nie obywatel jest dla kraju, ale państwo dla niego. Podobnie z urzędnikami i ustawami, które powinny chronić interes obywatela, a nie rzucać mu kolejne kłody pod nogi. Pod tym względem Amerykanie mogą uchodzić za raj na ziemi i służyć, jako przykład dla innych.
Marek Wałkuski nie pomija również kwestii religii, popełniając przy tym (według mnie) ogromny błąd, a mianowicie porównuje on - zrównując wręcz - religię chrześcijańską do takich absurdalnych tworów jak „Kościół Eutanazji”. Czym jest ten „kościół”? Otóż:
„Najważniejsze przykazanie tego kościoła brzmi: Nie będziesz uczestniczył w prokreacji”. Dodatkowe cztery filary tej religii to: samobójstwo, aborcja sodomia i kanibalizm.”
W dalszej części książki autor piszę:
„Istnienie Kościoła Eutanazji jest dowodem na to, że Stany Zjednoczone są miejscem zarówno dla dużych, uznanych religii z tradycjami, jak i dla małych, nowych wyznań. Bo niby dlaczego Ci, którzy wierzą w Boga, mieliby być lepiej traktowani od wierzących w pozaziemskie istoty?”
Wolność wyznania to jedno a ludzka głupota to zupełnie coś innego i stawianie znaku równości między Kościołem Katolickim, a osobami namawiającymi do kanibalizmu i zabijania się, jest co najmniej nie na miejscu (bez względu czy się wierzy w Boga czy nie). W rozdziale tym, można wyczuć (a może to tylko moje odczucia?) delikatną niechęć autora do tej najpopularniejszej w Polsce religii.
Pomimo kilku wad, które dostrzegłem w tej pracy, z pewnością nie jest to pozycja zła. Jest specyficzna i nie do każdego dotrze, ale osobom zafascynowanym, choć w nieznacznym stopniu Stanami Zjednoczonymi spodoba się z pewnością. Dowiedzą się oni kilku nowych faktów, zapoznają się z mniej znanymi epizodami w historii tego kraju. Z kolei Ci, którzy nie należą do zwolenników i nie marzą o spełnieniu „amerykańskiego snu”, mogą na swoje potrzeby wyłowić z książki argumenty do dyskusji na temat USA i poparcie swoich tez. Każdy natomiast może wyciągnąć z niej cenne wskazówki, do czego prowadzi zbyt liberalne prawo i jak można ułatwić prostymi rozwiązaniami życie społeczeństwa.
Z notki wydawcy:
„Światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni i aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te pytania i chcesz dowiedzieć się o wiele więcej na temat Amerykanów ta książka jest dla Ciebie. Innym również (z dozą ostrożności) polecam.
Na koniec ciekawostka:
Z każdego wyprodukowanego w Chinach laptopa o wartości 1000 dolarów, azjatycka fabryka dostaje ich 30 (czyli 3% wartości), podczas gdy do Microsoftu i Intela trafia dolarów 300. Nie napracować się fizycznie i zarobić na „własności intelektualnej” i pomysłach, to jest doskonałe rozwiązanie dla gospodarki i obalenie mitu o tym, że Chiny stają się powoli potęgą. Długo jeszcze nią nie będą, pozostając tanią siłą roboczą innych.
jaroslawd.blogspot.com Jaroslaw_D
Wałkowanie Ameryki
Stany Zjednoczone mają równie dużo zwolenników, co przeciwników, wywołując jednocześnie czasami bardzo skrajne emocje. Aby obiektywnie spojrzeć i ocenić amerykańskie społeczeństwo warto byłoby, choć trochę mu się przyjrzeć. Z pomocą przychodzi tu nowa książka dziennikarza radiowego Marka Wałkuskiego – „Wałkowanie Ameryki”.
Zaznaczę na wstępie, że sięgając po tą pozycję spodziewałem się nieco innej formy, dlatego też jestem nią nieco rozczarowany. Nie mogę natomiast napisać o niej, że jest zła, bo z pewnością byłaby to opinia krzywdząca. Osobiście liczyłem na więcej historii z życia wziętych, spisanych anegdot i przykładów popartych codziennymi doświadczeniami. Tego mi nieco zabrakło. W zamian dostajemy bardzo dużo danych statystycznych, które poza badaczom (czy studentom) piszącymi prace, mało, komu się przydadzą. Niektóre z nich dochodzą – w moim mniemaniu – do granicy absurdu. Dowiadujemy się m.in. ile procent Amerykanów po skorzystaniu z papieru toaletowego zgniata go a ilu po prostu wyrzuca, czy jak wielu z nich zakłada papier na rolce tak, aby rozwijał się do góry… Ciekawe prawda?! Czytając książkę kilka razy byłem wręcz znudzony tymi danymi i przytłoczony ich natłokiem. To jest mój największy zarzut w stosunku do tej pozycji (nie wspominając o tym, że dane statystyczne, jak to zwykle bywa, szybko się zmieniają i stają nieaktualne).
Co otrzymamy poza tym? 304 strony (wersja ebook) obrazu amerykanów i próby wyjaśnienia ich fenomenu, często na zasadzie kontrastów. Książka podzielona jest na 13 rozdziałów, które opisują m.in. kwestie rasowe, Polaków w Ameryce, religię, muzykę, czy prognozy na najbliższe lata dla Stanów Zjednoczonych, które według jednych mówią o tym, że państwo jest na skraju bankructwa i nic nie jest im w stanie pomoc, a inne o tym, że delikatny kryzys owszem widać, ale potęga gospodarcza i militarna nie jest w żaden sposób zagrożona.
Autor porusza też obszernie problem powszechnego dostępu amerykanów do broni. To w kontekście ostatnich wydarzeń w Newton, rozdział szczególnie interesujący. Na paradoks zakrawa fakt, że po takich tragediach Amerykanie nadal uparcie twierdzą, że posiadanie broni jest ich obywatelskim prawem, i że nikt nie może im go odebrać. W rozmowie z „przeciętnym Kowalskim”, autor dowiaduje się, że w chwili, gdy ktoś zmieniłby prawo, w Stanach wybuchłaby od razu krwawa rewolucja. I choć jest to wypowiedź jednego człowieka, można być pewnym, że wielu innych myśli bardzo podobnie. Dlatego też chyba nigdy nie doczekamy się dnia, kiedy to uczniowie będą w pełni bezpieczni i nie będą martwić się, że przynajmniej raz w roku jakiś szaleniec nie przeprowadzi swojego „rajdu”, zabijając przy tym kilka lub kilkanaście osób. Warto przeczytać ten rozdział, aby lepiej zrozumieć myślenie Amerykanów i jak tłumaczą swoje zamiłowanie do broni palnej.
W książce „wałkowany” jest również temat miłości amerykanów do motoryzacji, muzyki Country i tak bardzo popularnej w Stanach wolności słowa oraz prawa do obrony. Ten ostatni wątek jest bardzo interesujący i wyjaśnia, na czym polega prawo właściciela (obywatela) do obrony swojego terytorium. Warto byłoby pomyśleć, nad wprowadzeniem niektórych rozwiązań i u nas, aby nie dochodziło do takich absurdów, że osoba ratująca swoje życie siedzi na ławie oskarżonych, a napastnik jest wolny. Zresztą w książce tej, zawartych jest wiele innych gotowych rozwiązań, które można „przeszczepić” na nasz grunt, aby obywatelom żyło się łatwiej. Jak słusznie zauważają bohaterowie książki to przecież nie obywatel jest dla kraju, ale państwo dla niego. Podobnie z urzędnikami i ustawami, które powinny chronić interes obywatela, a nie rzucać mu kolejne kłody pod nogi. Pod tym względem Amerykanie mogą uchodzić za raj na ziemi i służyć, jako przykład dla innych.
Marek Wałkuski nie pomija również kwestii religii, popełniając przy tym (według mnie) ogromny błąd, a mianowicie porównuje on - zrównując wręcz - religię chrześcijańską do takich absurdalnych tworów jak „Kościół Eutanazji”. Czym jest ten „kościół”? Otóż:
„Najważniejsze przykazanie tego kościoła brzmi: Nie będziesz uczestniczył w prokreacji”. Dodatkowe cztery filary tej religii to: samobójstwo, aborcja sodomia i kanibalizm.”
W dalszej części książki autor piszę:
„Istnienie Kościoła Eutanazji jest dowodem na to, że Stany Zjednoczone są miejscem zarówno dla dużych, uznanych religii z tradycjami, jak i dla małych, nowych wyznań. Bo niby dlaczego Ci, którzy wierzą w Boga, mieliby być lepiej traktowani od wierzących w pozaziemskie istoty?”
Wolność wyznania to jedno a ludzka głupota to zupełnie coś innego i stawianie znaku równości między Kościołem Katolickim, a osobami namawiającymi do kanibalizmu i zabijania się, jest co najmniej nie na miejscu (bez względu czy się wierzy w Boga czy nie). W rozdziale tym, można wyczuć (a może to tylko moje odczucia?) delikatną niechęć autora do tej najpopularniejszej w Polsce religii.
Pomimo kilku wad, które dostrzegłem w tej pracy, z pewnością nie jest to pozycja zła. Jest specyficzna i nie do każdego dotrze, ale osobom zafascynowanym, choć w nieznacznym stopniu Stanami Zjednoczonymi spodoba się z pewnością. Dowiedzą się oni kilku nowych faktów, zapoznają się z mniej znanymi epizodami w historii tego kraju. Z kolei Ci, którzy nie należą do zwolenników i nie marzą o spełnieniu „amerykańskiego snu”, mogą na swoje potrzeby wyłowić z książki argumenty do dyskusji na temat USA i poparcie swoich tez. Każdy natomiast może wyciągnąć z niej cenne wskazówki, do czego prowadzi zbyt liberalne prawo i jak można ułatwić prostymi rozwiązaniami życie społeczeństwa.
Z notki wydawcy:
„Światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni i aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te pytania i chcesz dowiedzieć się o wiele więcej na temat Amerykanów ta książka jest dla Ciebie. Innym również (z dozą ostrożności) polecam.
Na koniec ciekawostka:
Z każdego wyprodukowanego w Chinach laptopa o wartości 1000 dolarów, azjatycka fabryka dostaje ich 30 (czyli 3% wartości), podczas gdy do Microsoftu i Intela trafia dolarów 300. Nie napracować się fizycznie i zarobić na „własności intelektualnej” i pomysłach, to jest doskonałe rozwiązanie dla gospodarki i obalenie mitu o tym, że Chiny stają się powoli potęgą. Długo jeszcze nią nie będą, pozostając tanią siłą roboczą innych.
Zaznaczę na wstępie, że sięgając po tą pozycję spodziewałem się nieco innej formy, dlatego też jestem nią nieco rozczarowany. Nie mogę natomiast napisać o niej, że jest zła, bo z pewnością byłaby to opinia krzywdząca. Osobiście liczyłem na więcej historii z życia wziętych, spisanych anegdot i przykładów popartych codziennymi doświadczeniami. Tego mi nieco zabrakło. W zamian dostajemy bardzo dużo danych statystycznych, które poza badaczom (czy studentom) piszącymi prace, mało, komu się przydadzą. Niektóre z nich dochodzą – w moim mniemaniu – do granicy absurdu. Dowiadujemy się m.in. ile procent Amerykanów po skorzystaniu z papieru toaletowego zgniata go a ilu po prostu wyrzuca, czy jak wielu z nich zakłada papier na rolce tak, aby rozwijał się do góry… Ciekawe prawda?! Czytając książkę kilka razy byłem wręcz znudzony tymi danymi i przytłoczony ich natłokiem. To jest mój największy zarzut w stosunku do tej pozycji (nie wspominając o tym, że dane statystyczne, jak to zwykle bywa, szybko się zmieniają i stają nieaktualne).
Co otrzymamy poza tym? 304 strony (wersja ebook) obrazu amerykanów i próby wyjaśnienia ich fenomenu, często na zasadzie kontrastów. Książka podzielona jest na 13 rozdziałów, które opisują m.in. kwestie rasowe, Polaków w Ameryce, religię, muzykę, czy prognozy na najbliższe lata dla Stanów Zjednoczonych, które według jednych mówią o tym, że państwo jest na skraju bankructwa i nic nie jest im w stanie pomoc, a inne o tym, że delikatny kryzys owszem widać, ale potęga gospodarcza i militarna nie jest w żaden sposób zagrożona.
Autor porusza też obszernie problem powszechnego dostępu amerykanów do broni. To w kontekście ostatnich wydarzeń w Newton, rozdział szczególnie interesujący. Na paradoks zakrawa fakt, że po takich tragediach Amerykanie nadal uparcie twierdzą, że posiadanie broni jest ich obywatelskim prawem, i że nikt nie może im go odebrać. W rozmowie z „przeciętnym Kowalskim”, autor dowiaduje się, że w chwili, gdy ktoś zmieniłby prawo, w Stanach wybuchłaby od razu krwawa rewolucja. I choć jest to wypowiedź jednego człowieka, można być pewnym, że wielu innych myśli bardzo podobnie. Dlatego też chyba nigdy nie doczekamy się dnia, kiedy to uczniowie będą w pełni bezpieczni i nie będą martwić się, że przynajmniej raz w roku jakiś szaleniec nie przeprowadzi swojego „rajdu”, zabijając przy tym kilka lub kilkanaście osób. Warto przeczytać ten rozdział, aby lepiej zrozumieć myślenie Amerykanów i jak tłumaczą swoje zamiłowanie do broni palnej.
W książce „wałkowany” jest również temat miłości amerykanów do motoryzacji, muzyki Country i tak bardzo popularnej w Stanach wolności słowa oraz prawa do obrony. Ten ostatni wątek jest bardzo interesujący i wyjaśnia, na czym polega prawo właściciela (obywatela) do obrony swojego terytorium. Warto byłoby pomyśleć, nad wprowadzeniem niektórych rozwiązań i u nas, aby nie dochodziło do takich absurdów, że osoba ratująca swoje życie siedzi na ławie oskarżonych, a napastnik jest wolny. Zresztą w książce tej, zawartych jest wiele innych gotowych rozwiązań, które można „przeszczepić” na nasz grunt, aby obywatelom żyło się łatwiej. Jak słusznie zauważają bohaterowie książki to przecież nie obywatel jest dla kraju, ale państwo dla niego. Podobnie z urzędnikami i ustawami, które powinny chronić interes obywatela, a nie rzucać mu kolejne kłody pod nogi. Pod tym względem Amerykanie mogą uchodzić za raj na ziemi i służyć, jako przykład dla innych.
Marek Wałkuski nie pomija również kwestii religii, popełniając przy tym (według mnie) ogromny błąd, a mianowicie porównuje on - zrównując wręcz - religię chrześcijańską do takich absurdalnych tworów jak „Kościół Eutanazji”. Czym jest ten „kościół”? Otóż:
„Najważniejsze przykazanie tego kościoła brzmi: Nie będziesz uczestniczył w prokreacji”. Dodatkowe cztery filary tej religii to: samobójstwo, aborcja sodomia i kanibalizm.”
W dalszej części książki autor piszę:
„Istnienie Kościoła Eutanazji jest dowodem na to, że Stany Zjednoczone są miejscem zarówno dla dużych, uznanych religii z tradycjami, jak i dla małych, nowych wyznań. Bo niby dlaczego Ci, którzy wierzą w Boga, mieliby być lepiej traktowani od wierzących w pozaziemskie istoty?”
Wolność wyznania to jedno a ludzka głupota to zupełnie coś innego i stawianie znaku równości między Kościołem Katolickim, a osobami namawiającymi do kanibalizmu i zabijania się, jest co najmniej nie na miejscu (bez względu czy się wierzy w Boga czy nie). W rozdziale tym, można wyczuć (a może to tylko moje odczucia?) delikatną niechęć autora do tej najpopularniejszej w Polsce religii.
Pomimo kilku wad, które dostrzegłem w tej pracy, z pewnością nie jest to pozycja zła. Jest specyficzna i nie do każdego dotrze, ale osobom zafascynowanym, choć w nieznacznym stopniu Stanami Zjednoczonymi spodoba się z pewnością. Dowiedzą się oni kilku nowych faktów, zapoznają się z mniej znanymi epizodami w historii tego kraju. Z kolei Ci, którzy nie należą do zwolenników i nie marzą o spełnieniu „amerykańskiego snu”, mogą na swoje potrzeby wyłowić z książki argumenty do dyskusji na temat USA i poparcie swoich tez. Każdy natomiast może wyciągnąć z niej cenne wskazówki, do czego prowadzi zbyt liberalne prawo i jak można ułatwić prostymi rozwiązaniami życie społeczeństwa.
Z notki wydawcy:
„Światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni i aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te pytania i chcesz dowiedzieć się o wiele więcej na temat Amerykanów ta książka jest dla Ciebie. Innym również (z dozą ostrożności) polecam.
Na koniec ciekawostka:
Z każdego wyprodukowanego w Chinach laptopa o wartości 1000 dolarów, azjatycka fabryka dostaje ich 30 (czyli 3% wartości), podczas gdy do Microsoftu i Intela trafia dolarów 300. Nie napracować się fizycznie i zarobić na „własności intelektualnej” i pomysłach, to jest doskonałe rozwiązanie dla gospodarki i obalenie mitu o tym, że Chiny stają się powoli potęgą. Długo jeszcze nią nie będą, pozostając tanią siłą roboczą innych.
jaroslawd.blogspot.com Jaroslaw_D
Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)
Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Zamiast łatwego krytykowania Stanów Zjednoczonych Marek Wałkuski stara się, aby czytelnik zrozumiał Amerykę. Przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju. Patrzy na USA z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przez wielu „mędrców” schyłek Ameryki.
Eurostudent 2012-12-05
Wałkowanie Ameryki
Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Zamiast łatwego krytykowania Stanów Zjednoczonych Marek Wałkuski stara się, aby czytelnik zrozumiał Amerykę. Przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju. Patrzy na USA z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przez wielu „mędrców” schyłek Ameryki.
Eurostudent 2012-12-05
Bądź sobą. Autentyczność jest w cenie
„Bądź sobą, inni są już zajęci" - tak właśnie mawiał Oscar Wilde. Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać, bo sztuką jest żyć zgodnie z tym, co podpowiada nasze „ja". Ale warto o tę umiejętność zadbać i namawia — nas do tego Mike Robbins, autor poradnika psychologicznego „Bądź sobą. Autentyczność jest w cenie" (Sensus.pl). Lektura tej książki daje inspirację, ale też konkretne narzędzia, które pomogą żyć głębiej, bardziej świadomie i autentycznie, jak poznać siebie, jak wyrażać siebie, jak być odważnym w byciu sobą!
Cogito Ola Siewko
Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach
Spotykamy obcych ludzi na ulicy, w domu spotykamy najbliższych: męża, córkę, syna. Będąc w pracy mamy do czynienia z kolegami, szefem. Spotkania są nieuniknione.
Nawet największy samotnik musi się z nimi zmierzyć. Mówi się, że to jedna z najtrudniejszych ról, jakie odgrywamy w naszym życiu- rola siebie i tylko siebie.
Książka „Blisko, nie za blisko” to rozmowa między dziennikarką Renatą Mazurowską, która zadaje bardzo wnikliwe pytania, a Pawłem Droździakiem- psychoterapeutą, który na nie odpowiada. Jako psycholog i osoba specjalizująca się w terapii osób uzależnionych emocjonalnie od innych, tłumaczy zawiłe relacje oraz nasze impulsywne zachowania. W książce pojawiają się pytania, które sama chciałabym zadać stronę wcześniej. Jest niezwykle dosadna i mądra. Jeszcze nigdy, przeczytawszy wcześniej wiele artykułów psychologicznych poświęconych związkom, nie dowiedziałam się, o co TAK NAPRAWDĘ w tym wszystkim chodzi. Dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej choć nierzadko sami zdajemy sobie sprawę, że robimy źle.
Wszystko zaczyna się od pierwszych kontaktów. Jeśli mamy szczęście, są nimi rodzice. Pierwsze uczucia, zachowania, sposoby okazywania emocji dziedziczymy właśnie od nich. To „dziedziczenie” jest zupełnie nieświadome i niekontrolowane. Chcąc, nie chcąc stajemy się wiernymi kopiami zachowań naszych opiekunów lub przekładamy nasz odbiór ich emocji na kogoś zależnego teraz od nas np. naszych partnerów, dzieci. Inaczej układają się relacje między matką, a synem i matką, a córką. Nie bez powodu powstały przysłowia „córeczka tatusia” i „mamisynek”. Wszystko polega na psychologicznym podłożu tych powiązań. Czytając objaśnienia tego, jak naprawdę wygląda psychologia rodziny, byłam zszokowana. Okazuje się, że ojciec-córka to jak najbardziej relacja o podłożu seksualnym i wpływa całkowicie na dalsze życie seksualne już nie dziewczynki, a dorosłej kobiety. I wcale nie chodzi tu o molestowanie seksualne dzieci. Chodzi o normalne zachowania rodzica wobec dziecka. Matka i córka to rywalki? Oczywiście, że może tak być. Dlaczego synowie tak bardzo związani są z matkami?
Wyrzucanie śmieci to klasyczny przykład konfliktu w związku. Z pewnością nieobcy problem wielu par. A nawet większości. Czy któraś z was kiedykolwiek pomyślała, jak to właściwie jest z tymi śmieciami? Dlaczego, my kobiety, tak się złościmy? Ja nie miałam pojęcia, a czytając każdą kolejną stronę otwierały mi się oczy: „Woow, to faktycznie o to chodzi”. Toksyczne związki, mężowie, którzy ciągle zdradzają, kobiety wiecznie oszukiwane… Są pewne role jakie odgrywamy w wielu środowiskach i to właśnie przez nie wciąż potarzamy te same błędy, pakujemy się w podobne związki, które ostatecznie się i tak rozpadają, mimo że staraliśmy się jak tylko możemy.
Po przeczytaniu książki „Blisko, nie za blisko” wiele można sobie uświadomić. Już samo to jest pewnego rodzaju terapią. Niektóre zdania trafiają prosto w serce, zupełnie jakby były skierowane akurat do nas. Jeśli jednak to nie wystarczy, ostatni rozdział dotyczy sytuacji, kiedy powinniśmy wybrać się na terapię. Choć w Polsce wciąż dla niektórych jest to temat wstydliwy, krępujący to biorąc pod uwagę to jak krótkie jest nasze życie, jak bardzo możemy je wykorzystać i o ile mniej cierpieć, naprawdę nie warto się wahać. Polecam przeczytać ją w spokoju, odosobnieniu. Wymaga ona bowiem skupienia i chwili na przemyślenie.
Nawet największy samotnik musi się z nimi zmierzyć. Mówi się, że to jedna z najtrudniejszych ról, jakie odgrywamy w naszym życiu- rola siebie i tylko siebie.
Książka „Blisko, nie za blisko” to rozmowa między dziennikarką Renatą Mazurowską, która zadaje bardzo wnikliwe pytania, a Pawłem Droździakiem- psychoterapeutą, który na nie odpowiada. Jako psycholog i osoba specjalizująca się w terapii osób uzależnionych emocjonalnie od innych, tłumaczy zawiłe relacje oraz nasze impulsywne zachowania. W książce pojawiają się pytania, które sama chciałabym zadać stronę wcześniej. Jest niezwykle dosadna i mądra. Jeszcze nigdy, przeczytawszy wcześniej wiele artykułów psychologicznych poświęconych związkom, nie dowiedziałam się, o co TAK NAPRAWDĘ w tym wszystkim chodzi. Dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej choć nierzadko sami zdajemy sobie sprawę, że robimy źle.
Wszystko zaczyna się od pierwszych kontaktów. Jeśli mamy szczęście, są nimi rodzice. Pierwsze uczucia, zachowania, sposoby okazywania emocji dziedziczymy właśnie od nich. To „dziedziczenie” jest zupełnie nieświadome i niekontrolowane. Chcąc, nie chcąc stajemy się wiernymi kopiami zachowań naszych opiekunów lub przekładamy nasz odbiór ich emocji na kogoś zależnego teraz od nas np. naszych partnerów, dzieci. Inaczej układają się relacje między matką, a synem i matką, a córką. Nie bez powodu powstały przysłowia „córeczka tatusia” i „mamisynek”. Wszystko polega na psychologicznym podłożu tych powiązań. Czytając objaśnienia tego, jak naprawdę wygląda psychologia rodziny, byłam zszokowana. Okazuje się, że ojciec-córka to jak najbardziej relacja o podłożu seksualnym i wpływa całkowicie na dalsze życie seksualne już nie dziewczynki, a dorosłej kobiety. I wcale nie chodzi tu o molestowanie seksualne dzieci. Chodzi o normalne zachowania rodzica wobec dziecka. Matka i córka to rywalki? Oczywiście, że może tak być. Dlaczego synowie tak bardzo związani są z matkami?
Wyrzucanie śmieci to klasyczny przykład konfliktu w związku. Z pewnością nieobcy problem wielu par. A nawet większości. Czy któraś z was kiedykolwiek pomyślała, jak to właściwie jest z tymi śmieciami? Dlaczego, my kobiety, tak się złościmy? Ja nie miałam pojęcia, a czytając każdą kolejną stronę otwierały mi się oczy: „Woow, to faktycznie o to chodzi”. Toksyczne związki, mężowie, którzy ciągle zdradzają, kobiety wiecznie oszukiwane… Są pewne role jakie odgrywamy w wielu środowiskach i to właśnie przez nie wciąż potarzamy te same błędy, pakujemy się w podobne związki, które ostatecznie się i tak rozpadają, mimo że staraliśmy się jak tylko możemy.
Po przeczytaniu książki „Blisko, nie za blisko” wiele można sobie uświadomić. Już samo to jest pewnego rodzaju terapią. Niektóre zdania trafiają prosto w serce, zupełnie jakby były skierowane akurat do nas. Jeśli jednak to nie wystarczy, ostatni rozdział dotyczy sytuacji, kiedy powinniśmy wybrać się na terapię. Choć w Polsce wciąż dla niektórych jest to temat wstydliwy, krępujący to biorąc pod uwagę to jak krótkie jest nasze życie, jak bardzo możemy je wykorzystać i o ile mniej cierpieć, naprawdę nie warto się wahać. Polecam przeczytać ją w spokoju, odosobnieniu. Wymaga ona bowiem skupienia i chwili na przemyślenie.
dlaLejdis.pl Katarzyna Picz, 2012-12-06
Homo corporaticus, czyli przewodnik przetrwania w korporacji
Mobbing, rozpychanie się łokciami, czy niszczenie słabszych są powszechną normą w dużych korporacjach. By w nich przetrwać, należy nauczyć się panujących tam, niepisanych zasad gry. Opisuje je wnikliwie, z drobną nutą sarkazmu i ironii Joanna Krysińska, w swojej najnowszej książce pt. „Homo corporaticus, czyli przewodnik przetrwania w korporacji”.
Autorka, krok po kroku przeprowadza czytelnika po korporacyjnej dżungli, wskazując bezpieczne rozwiązania, takie jak: umiejętnie stosowany PR własnej osoby, ogłaszanie wszem i wobec, jak bardzo jesteśmy zajęci pracą, podpisywanie się pod wszystkimi pomysłami - nawet nie swoimi, pisanie pochwalnych maili na własny temat czy selektywne zostawanie po godzinach, ale wyłącznie wtedy, kiedy szef może to zauważyć.
Ta książka, to na pierwszy rzut oka demoniczny przewodnik dla uczniów czarnoksiężnika, jednak po głębszej analizie okazuje się, że jest to raczej pamflet na korporacyjną rzeczywistość. Autorka wytyka bowiem rażące błędy polskich menedżerów, których zachowania wobec podwładnych w istocie nie motywują ludzi do pracy, a jedynie ich zniechęcają.
Joanna Krysińska, która przez wiele lat pracowała w dużych międzynarodowych firmach, rozczarowana panującymi tam obyczajami, opisała de facto historię własną i swoich kolegów. Zarówno ona, jak i inni bohaterowie „Homo corporaticusa”, na własnej skórze doświadczyli całego tego „korporacyjnego piekiełka”. Ich przeżycia są dowodem na to, że pod płaszczykiem politycznie poprawnej etykiety, norm czy biznes kodu - w polskich korporacjach tak naprawdę panują chore, patologiczne zwyczaje.
Krysińska przyznaje, że jej książka w dużej mierze jest wynikiem rozczarowania i bezsilności wobec absurdów korporacyjnych. Mówi wprost, że praca, która początkowo była całym jej życiem, z czasem stała się torturą. „Ta książka nie jest sieriozną analizą na temat korporacji. Nie stawiam tez, dlaczego ludzie tam pracują? Nie ma ona ambicji bycia hipsterskim manifestem: porzućmy korpo” - zastrzega Kryńska. To jednak rozpaczliwy głos sprzeciwu wobec duityzmu czyli korporacyjnego niewolnictwa.
Marlena Mistrzak
Joanna Krysińska - autorka przez kilka lat pracowała jako copywriter w dużych agencjach reklamowych. Kiedy absurdy korporacji zaczęły jej bardzo doskwierać, postanowiła spisać swe doświadczenia. Dołączyła do nich historie znajomych i w ten sposób powstała książka pt. „Homo corporaticus”. Obecnie Krysińska pracuje nad dwiema książkami. Pierwsza z nich będzie spojrzeniem z dystansu na pewne grupy społeczne, druga - czarną komedią. Kryńska prowadzi również bloga: retrogarnek.pl, na którym opowiada historie z życia wzięte. Współpracuje też z magazynem „Smak” i w dalszym ciągu działa na rynku reklamy w Polsce, choć już nie jako przedstawiciel dużej korporacji.
Autorka, krok po kroku przeprowadza czytelnika po korporacyjnej dżungli, wskazując bezpieczne rozwiązania, takie jak: umiejętnie stosowany PR własnej osoby, ogłaszanie wszem i wobec, jak bardzo jesteśmy zajęci pracą, podpisywanie się pod wszystkimi pomysłami - nawet nie swoimi, pisanie pochwalnych maili na własny temat czy selektywne zostawanie po godzinach, ale wyłącznie wtedy, kiedy szef może to zauważyć.
Ta książka, to na pierwszy rzut oka demoniczny przewodnik dla uczniów czarnoksiężnika, jednak po głębszej analizie okazuje się, że jest to raczej pamflet na korporacyjną rzeczywistość. Autorka wytyka bowiem rażące błędy polskich menedżerów, których zachowania wobec podwładnych w istocie nie motywują ludzi do pracy, a jedynie ich zniechęcają.
Joanna Krysińska, która przez wiele lat pracowała w dużych międzynarodowych firmach, rozczarowana panującymi tam obyczajami, opisała de facto historię własną i swoich kolegów. Zarówno ona, jak i inni bohaterowie „Homo corporaticusa”, na własnej skórze doświadczyli całego tego „korporacyjnego piekiełka”. Ich przeżycia są dowodem na to, że pod płaszczykiem politycznie poprawnej etykiety, norm czy biznes kodu - w polskich korporacjach tak naprawdę panują chore, patologiczne zwyczaje.
Krysińska przyznaje, że jej książka w dużej mierze jest wynikiem rozczarowania i bezsilności wobec absurdów korporacyjnych. Mówi wprost, że praca, która początkowo była całym jej życiem, z czasem stała się torturą. „Ta książka nie jest sieriozną analizą na temat korporacji. Nie stawiam tez, dlaczego ludzie tam pracują? Nie ma ona ambicji bycia hipsterskim manifestem: porzućmy korpo” - zastrzega Kryńska. To jednak rozpaczliwy głos sprzeciwu wobec duityzmu czyli korporacyjnego niewolnictwa.
Marlena Mistrzak
Joanna Krysińska - autorka przez kilka lat pracowała jako copywriter w dużych agencjach reklamowych. Kiedy absurdy korporacji zaczęły jej bardzo doskwierać, postanowiła spisać swe doświadczenia. Dołączyła do nich historie znajomych i w ten sposób powstała książka pt. „Homo corporaticus”. Obecnie Krysińska pracuje nad dwiema książkami. Pierwsza z nich będzie spojrzeniem z dystansu na pewne grupy społeczne, druga - czarną komedią. Kryńska prowadzi również bloga: retrogarnek.pl, na którym opowiada historie z życia wzięte. Współpracuje też z magazynem „Smak” i w dalszym ciągu działa na rynku reklamy w Polsce, choć już nie jako przedstawiciel dużej korporacji.
centrumrekrutacyjne.pl 2012-12-10