Recenzje
Subtelna rewolucja. Liczenie od pierwszego roku życia
Autorami staje się ojciec z córką, obydwoje angażowali się w pomoc dzieciom z uszkodzeniem mózgu.
Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że im dziecko jest młodsze tym łatwiej jest mu opanować zasady matematyki! Istnieje przekonania, że w wieku 6, czy 7 lat, gdy pójdzie do szkoły wszystkiego się nauczy. Tak jednak nie jest. Maluch najlepiej zapamiętuje nowe rzeczy od urodzenia do 4. roku życia.
Nauka dla dzieci ma stać się zabawą, a nie przykrym obowiązkiem. Nie wiele z nich ma sposobność chłonięcia nowych informacji.
Maluch musi wszystko dotknąć, polizać, dotknąć. Tylko w ten sposób może się zapoznać z nowym przedmiotem. Tymczasem dla rodziców jest to irytujące i wolą zamknąć dziecko w kojcu, aby nie musieli się nim zajmować. Opiekunowie mają wtedy spokój, nie muszą zajmować się potomkiem. Zamknięta przestrzeń nie wpływa dobrze na brzdąca, nie może się poruszać, ma ograniczone miejsce do przemieszczenia się.
Podczas uczenia się cyfr musimy pamiętać o tym, aby nie zmuszać potomka do tych działań, na które nie ma ochoty. Ma to być dla niego przyjemnością, a nie karą. Jeśli jedna ze stron jest już zmęczona warto przerwać tą czynność, aby nie kojarzyła się maluchowi z przykrym obowiązkiem.
Na początku seanse powinny trwać po kilka sekund, z czasem powinny ulegać wydłużeniu. Karty należy mieć już uszykowane szybciej i w dużej ilości. Dziecko nie może się nudzić i wciąż oglądać tego samego. Zapamiętuje te rzeczy dużo szybciej, niż myślimy. Gdy zabraknie nam materiałów do nauki warto zrobić przerwę na kilka dni, czy tygodni, aby uzupełnić materiały.
Karty należy przesuwać sprawnie, gdyż maluch nie lubi monotonii, warto poćwiczyć tą czynność z ojcem dziecka.
Poradnik napisany jest w sposób prosty i zrozumiały, podobnie zresztą, jak ten o czytaniu. Irytujące było jednak to, że autorzy podawali te same neutralne fakty, które należy wykonywać przy nauce dziecka. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie można wymyślić nic innego, bo wszystko opiera się na określonych schematach, ale można to było opisać chociaż innymi słowami. Osoby, które nie będą czytały jednego za drugim nie powinno to przeszkadzać…
Liczenie to bardzo mozolna praca, jednak możliwa do wykonania. Najważniejsze, abyśmy pamiętali o pewnych etapach, które należy wykonać przy nauce liczenia: jako pierwsze jest rozpoznawanie liczb, następnie równania, rozwiązywanie zadań, rozpoznawanie cyfr, równania z cyframi. Dzięki naszej konsekwencji i zaangażowaniu maluch na pewno szybko opanuje podstawy matematyki.
Przyznam, że jeszcze nie słyszałam, aby jakiś rodzic ćwiczył podstawy liczenia, czy czytania ze swoim nowonarodzonym dzieckiem. Jest to metoda stosunkowo nowa i może nie ma jeszcze wielu zwolenników. Ja, gdybym miała taką możliwość z pewnością bym skorzystała z tej metody.
Już po raz drugi miałam okazję przeczytać pozycje tych autorów. Z chęcią przeczytam jeszcze trzecią pozycję z tej serii.
,,Subtelna rewolucja. Liczenie od pierwszego roku życia” to doskonała pozycja głównie dla rodziców spodziewających się dziecka lub tych, którzy już je mają.
Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że im dziecko jest młodsze tym łatwiej jest mu opanować zasady matematyki! Istnieje przekonania, że w wieku 6, czy 7 lat, gdy pójdzie do szkoły wszystkiego się nauczy. Tak jednak nie jest. Maluch najlepiej zapamiętuje nowe rzeczy od urodzenia do 4. roku życia.
Nauka dla dzieci ma stać się zabawą, a nie przykrym obowiązkiem. Nie wiele z nich ma sposobność chłonięcia nowych informacji.
Maluch musi wszystko dotknąć, polizać, dotknąć. Tylko w ten sposób może się zapoznać z nowym przedmiotem. Tymczasem dla rodziców jest to irytujące i wolą zamknąć dziecko w kojcu, aby nie musieli się nim zajmować. Opiekunowie mają wtedy spokój, nie muszą zajmować się potomkiem. Zamknięta przestrzeń nie wpływa dobrze na brzdąca, nie może się poruszać, ma ograniczone miejsce do przemieszczenia się.
Podczas uczenia się cyfr musimy pamiętać o tym, aby nie zmuszać potomka do tych działań, na które nie ma ochoty. Ma to być dla niego przyjemnością, a nie karą. Jeśli jedna ze stron jest już zmęczona warto przerwać tą czynność, aby nie kojarzyła się maluchowi z przykrym obowiązkiem.
Na początku seanse powinny trwać po kilka sekund, z czasem powinny ulegać wydłużeniu. Karty należy mieć już uszykowane szybciej i w dużej ilości. Dziecko nie może się nudzić i wciąż oglądać tego samego. Zapamiętuje te rzeczy dużo szybciej, niż myślimy. Gdy zabraknie nam materiałów do nauki warto zrobić przerwę na kilka dni, czy tygodni, aby uzupełnić materiały.
Karty należy przesuwać sprawnie, gdyż maluch nie lubi monotonii, warto poćwiczyć tą czynność z ojcem dziecka.
Poradnik napisany jest w sposób prosty i zrozumiały, podobnie zresztą, jak ten o czytaniu. Irytujące było jednak to, że autorzy podawali te same neutralne fakty, które należy wykonywać przy nauce dziecka. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie można wymyślić nic innego, bo wszystko opiera się na określonych schematach, ale można to było opisać chociaż innymi słowami. Osoby, które nie będą czytały jednego za drugim nie powinno to przeszkadzać…
Liczenie to bardzo mozolna praca, jednak możliwa do wykonania. Najważniejsze, abyśmy pamiętali o pewnych etapach, które należy wykonać przy nauce liczenia: jako pierwsze jest rozpoznawanie liczb, następnie równania, rozwiązywanie zadań, rozpoznawanie cyfr, równania z cyframi. Dzięki naszej konsekwencji i zaangażowaniu maluch na pewno szybko opanuje podstawy matematyki.
Przyznam, że jeszcze nie słyszałam, aby jakiś rodzic ćwiczył podstawy liczenia, czy czytania ze swoim nowonarodzonym dzieckiem. Jest to metoda stosunkowo nowa i może nie ma jeszcze wielu zwolenników. Ja, gdybym miała taką możliwość z pewnością bym skorzystała z tej metody.
Już po raz drugi miałam okazję przeczytać pozycje tych autorów. Z chęcią przeczytam jeszcze trzecią pozycję z tej serii.
,,Subtelna rewolucja. Liczenie od pierwszego roku życia” to doskonała pozycja głównie dla rodziców spodziewających się dziecka lub tych, którzy już je mają.
recenzje-kiti.blogspot.com 2013-01-27
Subtelna rewolucja. Wykorzystaj potencjał swojego malucha od pierwszego dnia życia
Autorami staje się ojciec z córką, obydwoje angażowali się w pomoc dzieciom z uszkodzeniem mózgu.
Już po upływie pierwszych minut życia dziecka jest ono rozdzielane od matki, najpierw w szpitalu, a następnie w domu. Każdemu trud porodu kojarzy się z cierpieniem matki, nigdy nie noworodka. To właśnie on po opuszczeniu łona matki musi uporać się z nową sytuacją.
Już od pierwszych chwil życia musi nauczyć się oddychać, gdyż tylko w ten sposób może przeżyć. Ręce i nogi funkcjonują inaczej, niż w łonie matki, gdyż nie ma już wokół niego wody. Bardzo ważne jest, aby układać dziecko na brzuchu, aby mogło pełzać i ruszać kończynami. Tylko w ten sposób będzie mogło się rozwijać. Najczęściej rodzice kładą pociechę do łóżeczka, czy innego ogrodzonego miejsca, gdyż nie muszą się nim zajmować w tym momencie. Nie rozwija to jednak brzdąca, najważniejsze jest, aby miał dużo przestrzeni. Tego rodzice jednak mu nie zapewniają.
Mózg dziecka rozwija się znacznie szybciej, jeśli jest pobudzony do działania. Jeśli dziecko pozostaje bierne nie ma on szansy na to, aby się powiększać. Mózg przeciętnego człowieka waży między 1,4-1,8 kg, więc niezbyt wiele.
Kiedyś dzieci nie były rozdzielane od matki. Teraz najpierw oddaje się je do żłobka, następnie do szkoły do ukończenia 18. roku życia. Często zapomina się, że tylko rodzicielka może ukoić dziecko. Nieważne, jakby była zmęczona, czy rozdrażniona i tak zrobi to lepiej, niż inna postronna osoba.
Rozwój dziecka jest bardzo ważny i każdemu z nas powinno zależeć na tym, aby odbywał się, jak najlepiej.
Język poradnika jest prosty i zrozumiały, czyta się go szybko. Całości dopełniają tabelki, schematy, obrazki. Wszystko jest doskonale opisane. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tą tematyką, jednak jestem bardzo zadowolona.
Z twórczością tych autorów spotkałam się już dwukrotnie podczas czytania dwóch pozostałych książek z tej serii – czytanie i liczenie od pierwszego roku życia. Na żadnej z tych pozycji się nie zawiodłam, każda spełniła moje oczekiwania. Może jeszcze kiedyś przeczytam inną pozycję tych autorów.
,,Subtelna rewolucja. Wykorzystaj potencjał swojego malucha od pierwszego dnia życia” to doskonała pozycja dla rodziców dzieci, którzy chcą, aby ich pociechy rozwijały się w prawidłowym tempie. Chyba każdemu z nas na tym zależy!
recenzje-kiti.blogspot.com 2013-01-27
Subtelna rewolucja. Czytanie od pierwszego roku życia
Autorami staje się ojciec z córką, obydwoje angażowali się w pomoc dzieciom z uszkodzeniem mózgu.
Małe dzieci nie mają jeszcze dobrze rozwiniętego wzroku, dlatego podczas nauki czytania należy pamiętać, aby litery były duże. Wyprodukowano nawet specjalne tablice, które można kupić do nauki lub zrobić je samodzielnie. Najpierw powinny być pisane czerwonym pisakiem, z czasem kolor powinien zmieniać się na czarny wraz ze zmniejszaniem się wielkości.
Istnieje wiele obaw rodziców związanych z pójściem dziecka do 1 klasy. Mity utwierdzają rodziców w przekonaniu, że ich dziecko potrafiące czytać będzie się gorzej czuło w szkole. Wcale nie musi tak być, jeśli nauczyciel postąpi mądrze. Maluch nie będzie cofnięty w rozwoju, nie będzie się nudził. Być może nawet będzie się dzielił swoją wiedzą z rówieśnikami.
Dużo łatwiej jest zostawić dziecko w kojcu, aby odpocząć od niego i nie martwić się o jego bezpieczeństwo. Powszechnie wiadomo, że pociechy należą do osób ciekawskich, które muszą wszystkiego dotknąć, powąchać, zjeść. Na tym polega ich nauka, korzystają z 5 zmysłów, które posiadają. Rodzice często utrudniają im kontakt z nowymi rzeczami. Chcą, aby pociesze nic się nie stało.
Należy pamiętać, że nauka ma być dla dziecka zabawą. Nie można zmuszać malucha, aby za wszelką cenę zapamiętywał nowe litery. Gdy matka lub sam zainteresowany jest zmęczony warto sobie odpuścić, zrobić krótką kilkudniową przerwę, niż męczyć się wzajemnie.
Bardzo ważne jest, aby mieć przygotowane dużo plansz, które chcemy przedstawiać brzdącowi. Potomek nie lubi monotonii, dlatego nie jest wskazane pokazywanie po kilka razy tego samego. Dziecko będzie się wtedy niecierpliwić.
Maluch lubi ruch, gdy dana rzecz szybko się odbywa. Podczas pokazywania kart trzeba to robić sprawnie i dość szybko. W przeciwnym wypadku dziecko zacznie się nudzić i irytować. Warto przekładanie kart poćwiczyć z ojcem dziecka, aby nabrać wprawy w tej czynności.
Nie wskazane jest także przepytywanie dziecka ze zdobytej wiedzy. Nauka czytania ma być dla niego zabawą, a nie czymś związanym ze stresem.
Dziecko najlepiej chłonie wiedzę przed ukończeniem 6. roku życia. Nauka języka obcego jest możliwa tylko przed tą datą, później maluch już tak dobrze nie opanuje w pełni zagranicznej mowy.
Droga to czytania jest długa, jednak możliwa do wykonania. Najpierw należy uczyć dziecko pojedynczych słów, następnie pary wyrazów, potem krótkie, długie zdania, a na końcu książki.
Gdy będziemy pokazywać dziecku słowa lepiej robić to z większą ilością wyrazów. Korzystniej będzie, jeśli nauczy się większej ilości, niż wciąż będzie powtarzało te same.
Poradnik napisany jest w sposób prosty, przystępny dla przeciętnego czytelnika. Ja pomimo tego, że nie mam potomka przeczytałam go bardzo szybko i z wielką przyjemnością. Dowiedziałam się wielu dotąd mi nie znanych faktów.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tych autorów , a zarazem serią ,,Subtelna rewolucja”. Mam do przeczytania jeszcze 2 pozycje, po które sięgnę niedługo z wielką chęcią.
,,Subtelna rewolucja. Czytanie od pierwszego roku życia” to doskonała pozycja dla rodziców dzieci, którym zależy na ich wczesnej edukacji i rozwoju.
Małe dzieci nie mają jeszcze dobrze rozwiniętego wzroku, dlatego podczas nauki czytania należy pamiętać, aby litery były duże. Wyprodukowano nawet specjalne tablice, które można kupić do nauki lub zrobić je samodzielnie. Najpierw powinny być pisane czerwonym pisakiem, z czasem kolor powinien zmieniać się na czarny wraz ze zmniejszaniem się wielkości.
Istnieje wiele obaw rodziców związanych z pójściem dziecka do 1 klasy. Mity utwierdzają rodziców w przekonaniu, że ich dziecko potrafiące czytać będzie się gorzej czuło w szkole. Wcale nie musi tak być, jeśli nauczyciel postąpi mądrze. Maluch nie będzie cofnięty w rozwoju, nie będzie się nudził. Być może nawet będzie się dzielił swoją wiedzą z rówieśnikami.
Dużo łatwiej jest zostawić dziecko w kojcu, aby odpocząć od niego i nie martwić się o jego bezpieczeństwo. Powszechnie wiadomo, że pociechy należą do osób ciekawskich, które muszą wszystkiego dotknąć, powąchać, zjeść. Na tym polega ich nauka, korzystają z 5 zmysłów, które posiadają. Rodzice często utrudniają im kontakt z nowymi rzeczami. Chcą, aby pociesze nic się nie stało.
Należy pamiętać, że nauka ma być dla dziecka zabawą. Nie można zmuszać malucha, aby za wszelką cenę zapamiętywał nowe litery. Gdy matka lub sam zainteresowany jest zmęczony warto sobie odpuścić, zrobić krótką kilkudniową przerwę, niż męczyć się wzajemnie.
Bardzo ważne jest, aby mieć przygotowane dużo plansz, które chcemy przedstawiać brzdącowi. Potomek nie lubi monotonii, dlatego nie jest wskazane pokazywanie po kilka razy tego samego. Dziecko będzie się wtedy niecierpliwić.
Maluch lubi ruch, gdy dana rzecz szybko się odbywa. Podczas pokazywania kart trzeba to robić sprawnie i dość szybko. W przeciwnym wypadku dziecko zacznie się nudzić i irytować. Warto przekładanie kart poćwiczyć z ojcem dziecka, aby nabrać wprawy w tej czynności.
Nie wskazane jest także przepytywanie dziecka ze zdobytej wiedzy. Nauka czytania ma być dla niego zabawą, a nie czymś związanym ze stresem.
Dziecko najlepiej chłonie wiedzę przed ukończeniem 6. roku życia. Nauka języka obcego jest możliwa tylko przed tą datą, później maluch już tak dobrze nie opanuje w pełni zagranicznej mowy.
Droga to czytania jest długa, jednak możliwa do wykonania. Najpierw należy uczyć dziecko pojedynczych słów, następnie pary wyrazów, potem krótkie, długie zdania, a na końcu książki.
Gdy będziemy pokazywać dziecku słowa lepiej robić to z większą ilością wyrazów. Korzystniej będzie, jeśli nauczy się większej ilości, niż wciąż będzie powtarzało te same.
Poradnik napisany jest w sposób prosty, przystępny dla przeciętnego czytelnika. Ja pomimo tego, że nie mam potomka przeczytałam go bardzo szybko i z wielką przyjemnością. Dowiedziałam się wielu dotąd mi nie znanych faktów.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tych autorów , a zarazem serią ,,Subtelna rewolucja”. Mam do przeczytania jeszcze 2 pozycje, po które sięgnę niedługo z wielką chęcią.
,,Subtelna rewolucja. Czytanie od pierwszego roku życia” to doskonała pozycja dla rodziców dzieci, którym zależy na ich wczesnej edukacji i rozwoju.
recenzje-kiti.blogspot.com 2013-01-22
Rozmowa kwalifikacyjna. O czym nie wiedza kandydaci do pracy, czyli sekrety rekrutujących. Wydanie II rozszerzone
Pracy nie musiałem szukać już od dawna i mam wielką nadzieję, że już nigdy nie będę musiał. Pamiętam jednak te chwile, gdy każda rozmowa kwalifikacyjna była pewnym stresem. Z czasem ten strach znikał, przychodziło doświadczenie oraz pewność siebie. W ostatnim czasie trafiła w moje ręce książka, która zdradza wiele sekretów rozmów kwalifikacyjnych. Tych dla pracowników, jak i dla pracodawców. Wątpliwość pojawiła się wraz z pytaniem czy jedna publikacja jest w stanie zwiększyć nasze szanse w trakcie rozmowy o pracę.
Zanim przejdę do właściwej recenzji warto pamiętać o kilku faktach, które wyniosłem nie z niej, tylko z własnego doświadczenia. Chcąc dostać jakąkolwiek pracę musimy zdawać sobie sprawę z tego, że na to stanowisko kandyduje zapewne setka innych kandydatów. Walka o stanowisko zaczyna się najczęściej dużo wcześniej niż przy biurku osoby rekrutującej. Aby się wyróżnić, niekoniecznie musimy wykazać się wiedzą. Ona nie jest najważniejsza. Kiedy rezygnowano ze mnie na ostatnim etapie rekrutacji wiedziałem, że wiedzą nie ustępowałem nikomu. Decydowały szczegóły. O nich właśnie jest ta książka.
Wiecie, że o rzeczach banalnych zapominamy najczęściej? Dopiero w momencie gdy ktoś nam o nich przypomina najpierw uśmiechamy się pobłażliwie, by po chwili zdać sobie sprawę z tego, że nie pamiętaliśmy o drobiazgach. Do książki poruszającej tematykę rozmów kwalifikacyjnych podchodziłem bez zbytniego zapału, licząc bardziej na aspekty psychologiczne niż interesujące mnie rozwiązania. Jak się okazuje znalezione w publikacji porady stosować można również w trakcie rozmów z klientami, co mocno poszerza grono jej potencjalnych odbiorców.
Co więc znalazłem w środku? Potwierdzenie czegoś, z czym wiele osób nie chce się pogodzić. Na rynku pracy jesteśmy produktem. Czymś, co trzeba zareklamować i sprzedać. Jesteśmy rozwiązaniem problemu pracodawcy, w końcu potrzebuje on kogoś do wykonywania konkretnych zadań. Jeżeli już ‘na dzień dobry’ nie przypadniemy mu do gustu, uratowanie sytuacji może być bardzo trudne.
Książka zawiera 40 podstawowych zasad, które teoretycznie mają doprowadzić nas do sukcesu. Teoretycznie, gdyż wielu z nich nie damy rady się nauczyć. Nie zmienimy siebie, swoich przyzwyczajeń, możemy nad nimi co najwyżej mocno pracować. Niektóre porady wywołuję drwiący uśmiech na twarzy i wątpliwość, że ktoś może postępować inaczej niż jest napisane. Jak widać, może. Jeżeli do tej pory, pomimo wielu rozmów kwalifikacyjnych, nie udało się dostać wymarzonej posady, ta książka da nam właściwą odpowiedź. Po jej lekturze nie przychodzą mi do głowy pomysły, których mogło w niej zabraknąć.
Na koniec pamiętajcie o jednym. Żadna książka nie sprawi, że w cudowny sposób dostaniecie pracę. Rynek jest ciężko, jak wszędzie wygrywają najsilniejsi. Pracy nigdy nie dostaje najlepszy kandydat, posiadający fantastyczny życiorys. Pracę dostaje ten, który oprócz suchych faktów zaprezentuje coś czym przekona do siebie innych. Braki w wiedzy można nadrobić. Każdą wadę można nadrobić. Najważniejsze, by całokształt wypadł pozytywnie.
Czy zatem warto ją kupić? Tak, jeżeli poszukujecie pracy albo na co dzień pracujecie z klientami. Jeżeli pominiemy kilka banałów, na których sam przewijałem kartki otrzymamy chyba najlepszy jaki do tej pory czytałem poradnik nie tylko dla szukających pracy, lecz także dla rekrutujących pracodawców.
Zanim przejdę do właściwej recenzji warto pamiętać o kilku faktach, które wyniosłem nie z niej, tylko z własnego doświadczenia. Chcąc dostać jakąkolwiek pracę musimy zdawać sobie sprawę z tego, że na to stanowisko kandyduje zapewne setka innych kandydatów. Walka o stanowisko zaczyna się najczęściej dużo wcześniej niż przy biurku osoby rekrutującej. Aby się wyróżnić, niekoniecznie musimy wykazać się wiedzą. Ona nie jest najważniejsza. Kiedy rezygnowano ze mnie na ostatnim etapie rekrutacji wiedziałem, że wiedzą nie ustępowałem nikomu. Decydowały szczegóły. O nich właśnie jest ta książka.
Wiecie, że o rzeczach banalnych zapominamy najczęściej? Dopiero w momencie gdy ktoś nam o nich przypomina najpierw uśmiechamy się pobłażliwie, by po chwili zdać sobie sprawę z tego, że nie pamiętaliśmy o drobiazgach. Do książki poruszającej tematykę rozmów kwalifikacyjnych podchodziłem bez zbytniego zapału, licząc bardziej na aspekty psychologiczne niż interesujące mnie rozwiązania. Jak się okazuje znalezione w publikacji porady stosować można również w trakcie rozmów z klientami, co mocno poszerza grono jej potencjalnych odbiorców.
Co więc znalazłem w środku? Potwierdzenie czegoś, z czym wiele osób nie chce się pogodzić. Na rynku pracy jesteśmy produktem. Czymś, co trzeba zareklamować i sprzedać. Jesteśmy rozwiązaniem problemu pracodawcy, w końcu potrzebuje on kogoś do wykonywania konkretnych zadań. Jeżeli już ‘na dzień dobry’ nie przypadniemy mu do gustu, uratowanie sytuacji może być bardzo trudne.
Książka zawiera 40 podstawowych zasad, które teoretycznie mają doprowadzić nas do sukcesu. Teoretycznie, gdyż wielu z nich nie damy rady się nauczyć. Nie zmienimy siebie, swoich przyzwyczajeń, możemy nad nimi co najwyżej mocno pracować. Niektóre porady wywołuję drwiący uśmiech na twarzy i wątpliwość, że ktoś może postępować inaczej niż jest napisane. Jak widać, może. Jeżeli do tej pory, pomimo wielu rozmów kwalifikacyjnych, nie udało się dostać wymarzonej posady, ta książka da nam właściwą odpowiedź. Po jej lekturze nie przychodzą mi do głowy pomysły, których mogło w niej zabraknąć.
Na koniec pamiętajcie o jednym. Żadna książka nie sprawi, że w cudowny sposób dostaniecie pracę. Rynek jest ciężko, jak wszędzie wygrywają najsilniejsi. Pracy nigdy nie dostaje najlepszy kandydat, posiadający fantastyczny życiorys. Pracę dostaje ten, który oprócz suchych faktów zaprezentuje coś czym przekona do siebie innych. Braki w wiedzy można nadrobić. Każdą wadę można nadrobić. Najważniejsze, by całokształt wypadł pozytywnie.
Czy zatem warto ją kupić? Tak, jeżeli poszukujecie pracy albo na co dzień pracujecie z klientami. Jeżeli pominiemy kilka banałów, na których sam przewijałem kartki otrzymamy chyba najlepszy jaki do tej pory czytałem poradnik nie tylko dla szukających pracy, lecz także dla rekrutujących pracodawców.
newcreative.pl .
Rewolucja social media
Długo mi zajęło zakończenie lektury książki Michała Sadowskiego Rewolucja w social mediach. Ale udało się. Cały czas miałam wrażenie, że czytam książkę z instrukcją obsługi do zakupionego produktu. Ale sama książka z tego rodzaju broszurką nie ma nic wspólnego. Jeśli macie w domu/pracy stosy książek o mediach społecznościowych czy choćby o samym Facebooku – możecie je wyrzucić do kosza. Nie tylko dlatego, że na końcu tego posta traficie na opis konkursu, w którym, dzięki uprzejmości Onepress, możecie wygrać jeden z trzech egzemplarzy książki Michała. To naprawdę kawał wartościowej książki.
Książka podzielona jest na kilka części. Niektóre z nich zawierają “oczywiste oczywistości”. Jednak to nic złego z kilku powodów. Po pierwsze, do tej pory spotkałam (Wy zapewne też) wiele osób, którym takie oczywiste rzeczy powinno się wpakować do głowy. Po drugie gdy jest się na początku drogi trzeba taką kompleksową dawkę nawet najbardziej oczywistych rzeczy przyjąć. Po trzecie – zajmując się na co dzień komunikacją warto od czasu do czasu przyswoić pewne informacje od podstaw, aby o tych elementarnych rzeczach nie zapominać.
W Rewolucji znajdziecie informacje krok po kroku – na co zwracać uwagę w komunikacji budowanej w oparciu o media społecznościowe, wskazówki jak na negatywne komentarze reagować oraz jak wykorzystywać okazje, które mogą się przytrafić. Wszystko poparte ciekawymi przykładami, które można zobaczyć dzięki umieszczonym w książce QR kodom. Dwie części książki szczególnie mocno kojarzą mi się z wspomnianą instrukcją obsługi. Są to fragment dotyczący narzędzi monitoringu oraz analizy i pomiaru skuteczności działań w ms (To pewnie dlatego, że sama na co dzień korzystam z Brand24:)). Szacunek dla Michała za to, że w rozdziale prezentującym narzędzia, obok tego współtworzonego przez siebie pokazał kilka innych. I to neutralnie.
Pominęłam tylko jeden rozdział, ten o przyszłości social media – tylko dlatego, że nie lubię takiego prorokowania:)
Podsumowując – książkę polecam. Najbardziej początkującym oraz osobom, które nie rozumieją społecznościowego zrywu i często na tym tracą (te osoby lub reprezentowane przez nie marki). Naprawdę możecie wyrzucić wrzucić wszystkie inne książki o social media i Facebooku, które ukazały się w Polsce.
Książka podzielona jest na kilka części. Niektóre z nich zawierają “oczywiste oczywistości”. Jednak to nic złego z kilku powodów. Po pierwsze, do tej pory spotkałam (Wy zapewne też) wiele osób, którym takie oczywiste rzeczy powinno się wpakować do głowy. Po drugie gdy jest się na początku drogi trzeba taką kompleksową dawkę nawet najbardziej oczywistych rzeczy przyjąć. Po trzecie – zajmując się na co dzień komunikacją warto od czasu do czasu przyswoić pewne informacje od podstaw, aby o tych elementarnych rzeczach nie zapominać.
W Rewolucji znajdziecie informacje krok po kroku – na co zwracać uwagę w komunikacji budowanej w oparciu o media społecznościowe, wskazówki jak na negatywne komentarze reagować oraz jak wykorzystywać okazje, które mogą się przytrafić. Wszystko poparte ciekawymi przykładami, które można zobaczyć dzięki umieszczonym w książce QR kodom. Dwie części książki szczególnie mocno kojarzą mi się z wspomnianą instrukcją obsługi. Są to fragment dotyczący narzędzi monitoringu oraz analizy i pomiaru skuteczności działań w ms (To pewnie dlatego, że sama na co dzień korzystam z Brand24:)). Szacunek dla Michała za to, że w rozdziale prezentującym narzędzia, obok tego współtworzonego przez siebie pokazał kilka innych. I to neutralnie.
Pominęłam tylko jeden rozdział, ten o przyszłości social media – tylko dlatego, że nie lubię takiego prorokowania:)
Podsumowując – książkę polecam. Najbardziej początkującym oraz osobom, które nie rozumieją społecznościowego zrywu i często na tym tracą (te osoby lub reprezentowane przez nie marki). Naprawdę możecie wyrzucić wrzucić wszystkie inne książki o social media i Facebooku, które ukazały się w Polsce.
marketingdokobiet.pl 2013-02-04