ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach

Moja pierwsza myśl po przeczytaniu tej książki była taka, że powinna ją przeczytać każda kobieta. Wiem, że w tym momencie narażę się niejednej pani, ale tak właśnie myślę. Ta książka, a właściwie myśli w niej zawarte, pozwoliłaby na przyjemniejsze i łatwiejsze życie. Dlaczego? O tym w dalszej części. Zacznę od krótkiego opisu. Paweł Droździak, doświadczony psycholog i psychoterapeuta, rozmawia z Renatą Mazurowską, która jest dziennikarką specjalizującą się w tematyce psychologicznej. Książka to zapis ich ciekawej i pouczającej rozmowy. Składa się z 14 rozdziałów, a w każdym z nich poruszony jest inny temat. Pozycja ta jest świetna dla osób, które chcą przyjrzeć się własnym relacjom rodzinnym oraz chcą je ulepszyć. Autorzy poruszają trudne tematy, więc większość osób odnajdzie tam swoje problemy – od trudnych relacji z rodzicami, poprzez zdradę i samotne macierzyństwo, po bycie tą drugą. Na nasze życie największy wpływ mają relacje z bliskimi nam osobami – rodzicami, małżonkiem czy partnerem, rodzeństwem i dziećmi. I właśnie te poszczególne relacje zostały tu opisane. Najbardziej zainteresował mnie rozdział dotyczący bycia tą drugą. Osobiście problem ten mnie nie dotyka, ale patrzę na to z innej strony. Otóż bardzo mnie ciekawi i intryguje to, jak bardzo kobiety są w stanie dostosować się do innych, a także to, jak bardzo ludzie potrafią odsunąć od siebie odpowiedzialność. W przedstawianej tam historii miłosnego trójkąta (mąż, żona i kochanka) nie było osób odpowiedzialnych. Każda osoba z tej trójki bała się wziąć na siebie ten ciężar i każda z nich potrafiła się z tego wytłumaczyć. Ludzie ci byli przekonani, że znaleźli się w sytuacji, na którą nie mają żadnego wpływu. Rozdział ten przeczytałam kilka razy, aby móc dobrze zrozumieć tę sytuację. Zastanawiałam się, jak to możliwe, aby trójka dorosłych ludzi pozwalała na brak szacunku wobec siebie, poddała się losowi i czekała na to, co życie przyniesie. Pan Droździak nakreślił to jednak w taki sposób, że choć my nie jesteśmy w takiej sytuacji, to potrafimy podczas czytania wejść w umysły i dusze tych osób, co pozwala nam na spojrzenie na to z ich punktu widzenia. I wtedy doznajemy „olśnienia” i już nie tylko nic nas nie dziwi, lecz także niczego nie oceniamy. Blisko, nie za blisko jest ciekawą książką, którą polecam szczególnie paniom, ale panowie także powinni sięgnąć po tę pozycję. Dlaczego paniom? Ponieważ pozwoli im zrozumieć zachowanie ich samych, a także członków rodziny. Skłoni do przemyślenia nad swoim zachowaniem i zawalczenia o siebie. Daleka jestem od tego, aby po przeczytaniu jakiejś książki czy wysłuchaniu nocnej audycji, pakować się i wyprowadzać z domu, a kobiety mają tendencje do takich spektakularnych i widowiskowych zakończeń. Jestem raczej za tym, by rozwiązywać problemy na bieżąco, aby nie doszło do takiej sytuacji. A przeczytanie tej rozmowy otworzy nam oczy na wiele spraw. I pozwoli zrozumieć, że można być szczęśliwą bez randek w Paryżu i codziennego otrzymywania bukietów czerwonych róż. Być szczęśliwą, żyjąc swoim zwyczajnym życiem. Jestem troszkę rozczarowana jedynie tym, że te problemy, opisy i podane rozwiązania nie są zbyt rozwinięte. Mam jednak świadomość tego, że w jednej książce nie jest to możliwe. Z takimi problemami należy udać się do terapeuty i praca z nim będzie trwała wiele godzin. Reasumując, świat nie jest dobry ani zły, także i my nie jesteśmy ani dobrzy, ani źli. Nad swoim zachowaniem możemy i powinniśmy pracować, a książka w pewnym stopniu nam w tym pomoże. Szczerze polecam!
Debiutext.eu Sabina

Jogasutry Patańdźalego. Techniki medytacji i metafizyczne aspekty jogi

Forma wydania książki nie spodobała mi się. Widać, że autorzy poradnika starali się w przystępny sposób przedstawić nam techniki medytacji, umieścili słownik terminów nam niezrozumiałych, ale jednak łatwo się w niej "pogubić". Dla mnie, osoby nie interesującej się zbytnio jogą i jej aspektami oraz technikami, trudno było się połapać w niektórych momentach. Przesłanie książki, jednak zrozumiałam i wiele się nauczyła, ale to nie zmienia faktu, iż poradnik nie był dla mnie najprostszym, a forma w której został wydany nie ułatwiła mi tego ani trochę.
Przejdźmy do treści książki, bo ona jest tu najważniejsza. Jest to bez wątpienia jedno z najbardziej pouczających dzieł filozoficznych. Jogasutry są klasycznym dziełem filozofii klasycznej. Mimo, że traktat został spisany dwa tysiące lat temu, dziś jest jest ciągle zadziwiająco aktualny. To przewodnik po wszelkich stanach naszej świadomości, wnikliwie opisujący, jak zachowuje się umysł w trakcie ćwiczenia jogi, medytacji czy innych praktyk duchowych. (fragment z okładki książki). Autorzy zajęli się przedstawieniem nam prawdziwej natury rzeczy i pokazali nam jak uwolnić się od cierpienia. Rozważali aspekt naszych myśli, czyli tego w jaki sposób myślimy i uczymy się.

Chip Hartranft - łączy w swojej działalności tradycję jogi i medytacji buddyjskiej. Łączy ze sobą takie aspekty jogi jak ruch, oddychanie oraz świadoma obecność.
insuperable-blog.blogspot.com thebestgirl

Metoda Joyness. Jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem

Okładka książki bardzo zachęciła mnie do jej przeczytania, jest kolorowa i bardzo ciepła- od razu zachęca do uśmiechu. Książka zawiera wielu autorów, tzn autorek, ponieważ książkę napisało pięć kobiet, z którymi nie miałam wcześniej do czynienia. Jest to typowy poradni, zawiera ciekawie napisaną treść. Szybką się ją czyta.

Książka wyjaśni nam na czy polega Metoda Joyness'a. Nauczy nas dostrzegać i cieszyć się z małych rzeczy. Pozwoli nam zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem, które na początku mogło nam się wydawać szare i ponure. Po jej przeczytaniu zaczęłam dostrzegać świat w innych barwach i dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłabym uwagi. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać, ponieważ wrażenia po tej książce są jak najbardziej pozytywne i bardzo gorąco Wam ją polecam. Nie zależnie czy cieszycie się z życia, czy też nie. Każdy, bez wyjątku, znajdzie w niej coś dla siebie. Na pewno sięgnę po nią nie raz, nie dwa...

Bardzo spodobało mi się to, że autorki pisały prostym i bliskim mi językiem. Nie umieszczały naukowych sformułowań, których bym nie rozumiała. Czcionka książki jest przyjemna dla oka, nie męczy wzroku- co jest dla mnie bardzo ważnym elementem.

Jednak musimy pamiętać, że szczęście i wszystkie jego aspekty to nasza indywidualna sprawa i jeśli my nie będziemy chcieli czegoś w naszym życiu zmienić to ta książka nam nie pomoże, dlatego gdy już zdecydujecie się ją przeczytać to musicie nastawić się na zmiany i zastanowić się nad swoi życiem i celach, które sobie stawiacie.
insuperable-blog.blogspot.com thebestgirl

Metoda Joyness. Jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem

Na pewno chociaż raz w życiu przeżywaliście głębokiego doła - nic nie jest tak jak być powinno, wszystko leci z rąk, włosy się nie układają i już trzeci dzień macie zatwardzenie. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, jak sobie z tym stanem poradzić. Bierzemy go zatem na przeczekanie i jak się pojawił, tak i znika w tajemniczych, owianych burą mgłą okolicznościach. A tutaj taka gratka! Przeczytam książkę - myślę sobie - dowiem się jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem, otworzę poradnię psychologiczną, mój portfel będzie pęczniał, a ja będę sobie leżeć i siorbać drinki z palemką. A wyszło jak zawsze - czyli dupa blada.

Początkowo skusiła mnie okładka, pomimo, że epitetu "homo" można w moim przypadku użyć tylko w dwóch przypadkach: kiedy mówimy o "człowieku myślącym" oraz o amatorze serków homogenizowanych. Kolorowa, optymistyczna i troszkę infantylna - w połączeniu z tym, co się dzieje teraz za oknem (czyli słonkiem rozpuszczającym resztki śniegu spod którego dumnie wystawiają główki papierzaki i inne miny pochodzenia biologicznego) daje wiosenną nadzieję na lepsze. A wiadomo, czyją matką jest nadzieja...

Od razu zaznaczam, że to nie tak, że od razu spisałam książkę na straty. Naprawdę próbowałam coś z tego bełkotu wyłuskać. Ba, nawet łuskając szukałam czegoś mądrego! Cóż, widać nawet najlepszym zdarzają się porażki. ;-) Poradnik miał być głęboki i pomocny. Jednak od ludzi, którzy biorą się za pisanie poradnika (co innego beletrystyka - ta rządzi się swoimi prawami) wymagam czegoś więcej niż mądrości w stylu "bądź swoim własnym przyjacielem". Po przeczytaniu, że "zmiany są dobre, bo można się zmieniać" odkryłam tajemnicę tej książki. Po prostu co najmniej jedna z autorek musi być spokrewniona z wujkiem Coelho.

"Najlepsze" są podróże mentalne. Wyobraź sobie, że jesteś drzewem... Wyobraź sobie, że znajdujesz się w krainie, gdzie temperatura jest dla Ciebie optymalna, świeci słonko a Ty możesz bezkarnie puszczać bąki i bekać na głos. Czekolada zawsze idzie w cycki, włosy się nie rozdwajają, lakier do paznokci nie odpryskuje a faceci dorastają... Do tego wszystko napisane jest takim językiem, że zamiast przynosić przyjemność z czytania, męczy straszliwie. Ale nie to jest najgorsze, zdecydowanie! Maniera "Metody joyness" jest żywcem wyjęta z przemówień orędowników sekciarskich. Pokemony, kieszonkowe potwory, pozytywne myślenie, żel jawiący się na włosach i kolory wścieknięte - wiedzcie, że coś się dzieje...

Na koniec powiem tylko tyle: jeśli chcecie smażyć się ze mną w piekle (kocioł w kocioł) to czym prędzej do księgarń się wybierajcie. Szatanizm pełną gębą.
misja-ksiazka.blogspot.com Kasia Wilczek

Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków

Lektura książki Anny Kuraszyńskiej zajęła mi nie więcej, niż półtorej godziny, ale bez wątpienia jest to jedna z tych pozycji, do których będę wracać.

Od dłuższego czasu inspiruje mnie działanie w duchu kaizen, które, mówiąc w dużym skrócie, postuluje o systematyczność i stawianie małych kroków na drodze do wielkiego celu. Chodzi po prostu o to, żeby cały czas iść do przodu i nie zatrzymywać się ani na moment. I chociaż słowo "kaizen" u Anny Kuraszyńskiej nie pada ani razu, to pozycja ta jest właśnie o tym.

Autorka przekonuje, że aby osiągnąć coś, co często wydaje się niemożliwe do osiągnięcia, wcale nie trzeba zaciskać zębów z wysiłku, odmawiać sobie wszystkiego czy też skupiać całej uwagi na tym jednym celu. Ba! Twierdzi, że takie nastawienie to prosta droga do porażki i rozczarowania!

Jak zatem powinniśmy wyznaczać sobie cele? Przede wszystkim: rozsądnie je zaplanować w czasie. Cudów nie ma. Nic nie stanie się z dnia na dzień, zdobycie szczytów wymaga czasu.

A zatem.

Weź ołówek i kartkę papieru.
Dokładnie opisz to, co chcesz osiągnąć.
Wyznacz pierwszy, malutki krok.
Taki, który na pewno uda ci się wykonać.
Jeśli to możliwe, wykonuj go systematycznie przez dany okres czasu.
Wyznacz kolejne zadanie, równie łatwe.
A potem jeszcze jedno. I następne, nieco trudniejsze.
Postępuj tak do chwili, aż osiągniesz to, co chcesz.

UWAGA! Cała zabawa polega na tym, żeby nie wyznaczać sobie nierealistycznych terminów. Niech proces zmiany trwa pół roku czy rok - ale doprowadzając go do końca, pękniesz z dumy!
Książka ta jest więc dla "wiecznie początkujących", którzy teraz dostają do ręki skuteczne narzędzie, by doprowadzić zamierzania do końca.

Autorka skupia się na czterech życiowych sytuacjach, kiedy strategia ta może być skuteczna: wyjście z nałogu, zdobycie idealnego ciała, znalezienie wymarzonej pracy oraz budowanie szczęśliwych związków.

Tak jak napisałam, książkę przeczytałam błyskawicznie, ale też nie zamierzam jej teraz odłożyć na półkę. Korzystając z zawartych w niej wskazówek, planuję doprowadzić do tego, że będę jadła 4-5 regularnych posiłków dziennie oraz chcę przejść 14-tygodniowy program, który jest swojego rodzaju wstępem do kształtowania szczęśliwych związków... a przy okazji pozwala nieco wsłuchać się w siebie, w swoje emocje.

Dodam, że Nawyk wytrwałości napisany jest bardzo prostym językiem, tekst opatrzono mnóstwem inspirujących cytatów i, co ogromnie mi się podoba, nie jest to pozycja teoretyczna. To książka, którą należy przeczytać, a potem przepracować na sobie niektóre rzeczy - tylko wtedy lektura będzie miała większy sens.

Polecam! Bo jest to rzecz niewielka... dzięki której dojść można do rzeczy ogromnych :)
przecudnie.blogspot.com Skarletka, 2013-03-03