Recenzje
I Ty jesteś mentalistą! Naucz się odczytywać myśli, emocje i zachowania otaczających Cię osób
Gdy pierwszy raz zobaczyłam książkę I Ty jesteś Mentalistą, napisaną przez Manuela Horetha (współpraca – Magdalena Eder), nieco się zdziwiłam. Oczekiwałam tomiszcza, może nie opasłego, ale na pewno dość pokaźnego. Ale nie. Książka jest dość cienka – nie ma nawet dwustu stron. Ale doskonale się reklamuje już na okładce. Ciekawe, że to wszystko co obiecują – czy to autorzy, czy to wydawca, na okładce – naprawdę może zmieścić się na mniej niż dwustu stronach? Zobaczymy.
Książka jest na pewno ciekawie napisana – a to daje bardzo dużo, szczególnie w tekstach niefabularnych, bo tam autorzy mają czasem tendencję do podawania tylko suchych faktów. Jednak zabawy językiem, jego lekkość, naprawdę dużo dają książce. Tak jest właśnie tutaj. Ciekawe, proste i najważniejsze fakty podane prostym, ale lekkim językiem – to jest wielki plus tej książki.
Chociaż rozczarują się Ci, którzy po lekturze od razu chcieliby poznać emocje innych osób, czy od razu demaskować kłamców, to jednak coś jest w tych nieskomplikowanych informacjach i prostych ćwiczeniach. Jest tego niewiele, jesteśmy więc w stanie zastosować się do wskazówek autora. Może nie będziemy od razy mentalistami w pełnym znaczeniu tego słowa, ale możemy o wiele więcej zobaczyć i poznać – przede wszystkim samego siebie. Nauczymy się kontrolować stres, zwracać uwagę na zmiany w zachowaniu naszych rozmówców. Dowiemy się też jak szybko zyskać sympatię tych, których sympatia bardzo nam się przyda (przydane do rozmów kwalifikacyjnych czy odpraw u surowego szefa). Wszystkie sztuczki są bardzo proste – od tego jak ręki nie podawać, do tego jak siedzieć i jak kontrolować mowę ciała. Opanowanie sztuki czytania mowy ciała nie jest już takie proste, ale najważniejszych rzeczy się dowiemy. To sprawi, że wrażenie jakie będziemy wywierać na rozmówcach będzie odpowiednio większe.
A reklama na okładce? Nie sugerujmy się nią. Rasowym mentalistą nie zostaniemy, ale i tak możemy poprawić swoje notowania. Po prostu każda reklama opiera się na przesadzie. Cóż, prawa marketingu.
I Ty jesteś mentalistą to krótki, zgrabny poradnik. Na pewno ciekawy i na pewno czegoś uczący. Po prostu wart polecenia.
Książka jest na pewno ciekawie napisana – a to daje bardzo dużo, szczególnie w tekstach niefabularnych, bo tam autorzy mają czasem tendencję do podawania tylko suchych faktów. Jednak zabawy językiem, jego lekkość, naprawdę dużo dają książce. Tak jest właśnie tutaj. Ciekawe, proste i najważniejsze fakty podane prostym, ale lekkim językiem – to jest wielki plus tej książki.
Chociaż rozczarują się Ci, którzy po lekturze od razu chcieliby poznać emocje innych osób, czy od razu demaskować kłamców, to jednak coś jest w tych nieskomplikowanych informacjach i prostych ćwiczeniach. Jest tego niewiele, jesteśmy więc w stanie zastosować się do wskazówek autora. Może nie będziemy od razy mentalistami w pełnym znaczeniu tego słowa, ale możemy o wiele więcej zobaczyć i poznać – przede wszystkim samego siebie. Nauczymy się kontrolować stres, zwracać uwagę na zmiany w zachowaniu naszych rozmówców. Dowiemy się też jak szybko zyskać sympatię tych, których sympatia bardzo nam się przyda (przydane do rozmów kwalifikacyjnych czy odpraw u surowego szefa). Wszystkie sztuczki są bardzo proste – od tego jak ręki nie podawać, do tego jak siedzieć i jak kontrolować mowę ciała. Opanowanie sztuki czytania mowy ciała nie jest już takie proste, ale najważniejszych rzeczy się dowiemy. To sprawi, że wrażenie jakie będziemy wywierać na rozmówcach będzie odpowiednio większe.
A reklama na okładce? Nie sugerujmy się nią. Rasowym mentalistą nie zostaniemy, ale i tak możemy poprawić swoje notowania. Po prostu każda reklama opiera się na przesadzie. Cóż, prawa marketingu.
I Ty jesteś mentalistą to krótki, zgrabny poradnik. Na pewno ciekawy i na pewno czegoś uczący. Po prostu wart polecenia.
Kobieta w biznesie.pl Marta Rylska, 2013-06-19
Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków
Ta krótka publikacja jest moim zdaniem pozycją, po którą powinna sięgnąć każda z nas, lekka, przyjemna lektura, dodatkowo pełna prawdy na temat wytrwałości w naszym życiu. Czyta się ją jednym tchem, a to który rozdział przypadnie nam do gustu zależy od tego, co chcemy osiągnąć.
Autorka proponuje wykształcanie nawyku wytrwałości małymi krokami w czterech dziedzinach, które mają duże znaczeniu w życiu wielu osób. Są to wyjście z nałogu, osiągnięcie idealnego ciała, wymarzonej pracy i szczęśliwego związku. Ten mini poradnik prezentuje wiele gotowych rozwiązań na uporanie się z wymienionymi problemami i przede wszystkim nie obiecuje cudów. Autorka zdaje się doskonale rozumieć niedoskonałości człowieka dlatego jej „małe kroki” nie zniechęcają, ale wręcz wydają się proste do wykonania i po przeczytaniu książki żaden cel nie będzie nam straszny. Konkretne rady ulokowane są w czasie, proces wyjścia z nałogu czy utraty wagi podzielone są na tygodnie, podano przykładowy jadłospis, a w przypadku pracy i związków podano konkretne zasady, które mogą pomóc, jeśli rzeczywiście bardzo tego chcemy.
Mnie osobiście najbardziej podoba się przysłowiowe ” nie owijanie w bawełnę” autorka na początku każdego rozdziału zaznacza, że nie ma nic za darmo, wytrwałość jest niezbędna, bo każdy sukces w życiu okupiony jest wieloma wyrzeczeniami. Krew, pot i łzy- to czasami nieodłączna część tego, co chcemy osiągnąć, ale radość z sukcesu powinna nam to wynagrodzić – żeby wygrać trzeba być przygotowanym na wiele trudności .
W książce jest bardzo dużo odniesień do Boga , wiary i modlitwy, co w zależności od przekonań może przeszkadzać czytelnikowi lub nie. Uważam, że książka jest naprawdę godna polecenia, a po jej przeczytaniu, aż chce się podjąć jakieś wyzwanie i zobaczyć czy metoda małych kroków naprawdę działa.
Autorka proponuje wykształcanie nawyku wytrwałości małymi krokami w czterech dziedzinach, które mają duże znaczeniu w życiu wielu osób. Są to wyjście z nałogu, osiągnięcie idealnego ciała, wymarzonej pracy i szczęśliwego związku. Ten mini poradnik prezentuje wiele gotowych rozwiązań na uporanie się z wymienionymi problemami i przede wszystkim nie obiecuje cudów. Autorka zdaje się doskonale rozumieć niedoskonałości człowieka dlatego jej „małe kroki” nie zniechęcają, ale wręcz wydają się proste do wykonania i po przeczytaniu książki żaden cel nie będzie nam straszny. Konkretne rady ulokowane są w czasie, proces wyjścia z nałogu czy utraty wagi podzielone są na tygodnie, podano przykładowy jadłospis, a w przypadku pracy i związków podano konkretne zasady, które mogą pomóc, jeśli rzeczywiście bardzo tego chcemy.
Mnie osobiście najbardziej podoba się przysłowiowe ” nie owijanie w bawełnę” autorka na początku każdego rozdziału zaznacza, że nie ma nic za darmo, wytrwałość jest niezbędna, bo każdy sukces w życiu okupiony jest wieloma wyrzeczeniami. Krew, pot i łzy- to czasami nieodłączna część tego, co chcemy osiągnąć, ale radość z sukcesu powinna nam to wynagrodzić – żeby wygrać trzeba być przygotowanym na wiele trudności .
W książce jest bardzo dużo odniesień do Boga , wiary i modlitwy, co w zależności od przekonań może przeszkadzać czytelnikowi lub nie. Uważam, że książka jest naprawdę godna polecenia, a po jej przeczytaniu, aż chce się podjąć jakieś wyzwanie i zobaczyć czy metoda małych kroków naprawdę działa.
Kobieta w biznesie.pl Agnieszka Chróścik, 2013-06-20
Twórcza kradzież. 10 przykazań kreatywności
W liceum miałam dwa języki: angielski i łacinę z elementami greki.
Przyznam że język martwy fascynował mnie bardziej niż oklepany angielski.
Niektóre z sentencji zapadły mi w pamięć np.
Non omnia possumus omnes – Nie wszyscy możemy wszystko (to często pisałam na sprawdzianach, tam gdzie nie znałam odpowiedzi na pytanie)
Si vis amaris ama – Jeśli chcesz być kochanym, kochaj.
Nihil novi sub sole – Nic nowego pod słońcem.
To ostatnie zdanie, doskonale pasuje do hasła przewodniego książki „Twórcza kradzież”.
Tytuł może być mylący, książka absolutnie nie tratuje o kradzieży czy „próbie przedstawienia czyjejś pracy jako własnej”. Twórcza kradzież mówi o inspiracji, przekształceniu tego co już znamy w coś nowego, remiksowaniu, mówi że nic nie jest oryginalne i wszystko jest pochodną tego co już było.
Austin Kleon na wstępie książki, cytuje jednego z moich ulubionych autorów w młodości Andre Gide’a: „Wszystko zostało już powiedziane, ale ponieważ nikt tego nie słucha, wciąż musimy wracać i zaczynać wszystko od nowa”.
Autor podkreśla w tekście słowa artysta, pisze o reżyserach filmowych, autorach książek, artystach malarzach czy piosenkarzach. Tak naprawdę, jego porady nie są skierowane tylko do artystów, może je wykorzystać przeciętny zjadacz chleba tworząc cokolwiek. Wszak każdy młody człowiek (dziecko) uczy się poprzez naśladowanie czy nawet kopiowanie rodziców. Kwintesencja tkwi w tym, kogo naśladujemy i czym się inspirujemy.
Autor twierdzi, że człowiek nie jest w stanie stworzyć idealnej kopii (no chyba że zrzyna sowo w sowo, ale to już plagiat), nawet stwierdzając coś czy podsumowując, robi to swoimi słowami, suma sumarum, wychodzi z tego coś nowego, coś naszego. Cytuje Willsona Miznera, który mówił że kopiowanie jednego autora to plagiat, zaś wielu to „rzetelnie przeprowadzone badania” (od razu kojarzy mi się synkretyzm i dzieła Campbell’a, Graves’a czy nawet Jung’a, oni czerpali ze źródeł kultury, z mitologii, opowieści ludowych, z tego co już było i pisali o tym swoimi słowami).
Rady, podane są w książce „na tacy”, każdy je może zastosować, wszak w każdym z nas drzemie artysta.
Przyznam że książka jest niezwykle inspirująca, treściwa (na temat), momentami zabawna i w swej prostocie odkrywcza. Rady w niej zawarte są dziecinnie proste i łatwe do zastosowania, co najmniej jedną z nich stosuję, odkąd zajęłam się kartami (bardzo sobie chwalę), co najmniej jedną stosuje moja moja 5latnia córeczka.
Przekaz jest bardzo pozytywny: czerp z tego co już było, ze źródeł które Cię inspirują, sięgaj po literaturę źródłową i kop głębiej, tworząc coś, dodawaj „od siebie”, bądź kreatywny, baw się tym co robisz (świat jako scena – tu kłania się Szekspir), rób to, co sprawia Ci przyjemność.
Według autora, by być kreatywnym czy nawet, by zostać sławnym (lub nie-bezimiennym), jest bardzo prosty sposób, należy „Stworzyć coś i podzielić się tym”.
To trochę jak pisanie bloga, dzielenie się, inspirowanie innymi blogami, ale też inspiracja innych ludzi naszym blogiem (inspiracja "się nakręca"), to uzewnętrznianie się, porządkowanie własnych niepoukładanych myśli, w niektórych przypadkach nawet autoterapia, same pozytywy.
Czarno-biała szata graficzna, pełno cytatów, śmiesznych grafik i zdjęć. Świetny i poręczny format.
Twórcza kradzież jest rewelacyjna, polecam ją absolutnie wszystkim, od 10 do 100lat,
wszak nieodkryte pokłady kreatywności drzemią w każdym z nas ;)
Osobiście książka mi się bardzo podobała, przypomniała mi czasy licealne, kiedy tworzyłam zeszyty z cytatami, zapisywałam urywki zdań, rysowałam i wklejałam zdjęcia z gazet, jak i czasy studiów na których omawialiśmy Mapy Myśl T. Buzana. Czasy w których chłonęłam jak gąbka. Czytając ją, wpadłam na pewne ciekawe skojarzenie z kartami, post zapewne jeszcze dziś, by mi nie wyleciał z pamięci).
Przyznam że język martwy fascynował mnie bardziej niż oklepany angielski.
Niektóre z sentencji zapadły mi w pamięć np.
Non omnia possumus omnes – Nie wszyscy możemy wszystko (to często pisałam na sprawdzianach, tam gdzie nie znałam odpowiedzi na pytanie)
Si vis amaris ama – Jeśli chcesz być kochanym, kochaj.
Nihil novi sub sole – Nic nowego pod słońcem.
To ostatnie zdanie, doskonale pasuje do hasła przewodniego książki „Twórcza kradzież”.
Tytuł może być mylący, książka absolutnie nie tratuje o kradzieży czy „próbie przedstawienia czyjejś pracy jako własnej”. Twórcza kradzież mówi o inspiracji, przekształceniu tego co już znamy w coś nowego, remiksowaniu, mówi że nic nie jest oryginalne i wszystko jest pochodną tego co już było.
Austin Kleon na wstępie książki, cytuje jednego z moich ulubionych autorów w młodości Andre Gide’a: „Wszystko zostało już powiedziane, ale ponieważ nikt tego nie słucha, wciąż musimy wracać i zaczynać wszystko od nowa”.
Autor podkreśla w tekście słowa artysta, pisze o reżyserach filmowych, autorach książek, artystach malarzach czy piosenkarzach. Tak naprawdę, jego porady nie są skierowane tylko do artystów, może je wykorzystać przeciętny zjadacz chleba tworząc cokolwiek. Wszak każdy młody człowiek (dziecko) uczy się poprzez naśladowanie czy nawet kopiowanie rodziców. Kwintesencja tkwi w tym, kogo naśladujemy i czym się inspirujemy.
Autor twierdzi, że człowiek nie jest w stanie stworzyć idealnej kopii (no chyba że zrzyna sowo w sowo, ale to już plagiat), nawet stwierdzając coś czy podsumowując, robi to swoimi słowami, suma sumarum, wychodzi z tego coś nowego, coś naszego. Cytuje Willsona Miznera, który mówił że kopiowanie jednego autora to plagiat, zaś wielu to „rzetelnie przeprowadzone badania” (od razu kojarzy mi się synkretyzm i dzieła Campbell’a, Graves’a czy nawet Jung’a, oni czerpali ze źródeł kultury, z mitologii, opowieści ludowych, z tego co już było i pisali o tym swoimi słowami).
Rady, podane są w książce „na tacy”, każdy je może zastosować, wszak w każdym z nas drzemie artysta.
Przyznam że książka jest niezwykle inspirująca, treściwa (na temat), momentami zabawna i w swej prostocie odkrywcza. Rady w niej zawarte są dziecinnie proste i łatwe do zastosowania, co najmniej jedną z nich stosuję, odkąd zajęłam się kartami (bardzo sobie chwalę), co najmniej jedną stosuje moja moja 5latnia córeczka.
Przekaz jest bardzo pozytywny: czerp z tego co już było, ze źródeł które Cię inspirują, sięgaj po literaturę źródłową i kop głębiej, tworząc coś, dodawaj „od siebie”, bądź kreatywny, baw się tym co robisz (świat jako scena – tu kłania się Szekspir), rób to, co sprawia Ci przyjemność.
Według autora, by być kreatywnym czy nawet, by zostać sławnym (lub nie-bezimiennym), jest bardzo prosty sposób, należy „Stworzyć coś i podzielić się tym”.
To trochę jak pisanie bloga, dzielenie się, inspirowanie innymi blogami, ale też inspiracja innych ludzi naszym blogiem (inspiracja "się nakręca"), to uzewnętrznianie się, porządkowanie własnych niepoukładanych myśli, w niektórych przypadkach nawet autoterapia, same pozytywy.
Czarno-biała szata graficzna, pełno cytatów, śmiesznych grafik i zdjęć. Świetny i poręczny format.
Twórcza kradzież jest rewelacyjna, polecam ją absolutnie wszystkim, od 10 do 100lat,
wszak nieodkryte pokłady kreatywności drzemią w każdym z nas ;)
Osobiście książka mi się bardzo podobała, przypomniała mi czasy licealne, kiedy tworzyłam zeszyty z cytatami, zapisywałam urywki zdań, rysowałam i wklejałam zdjęcia z gazet, jak i czasy studiów na których omawialiśmy Mapy Myśl T. Buzana. Czasy w których chłonęłam jak gąbka. Czytając ją, wpadłam na pewne ciekawe skojarzenie z kartami, post zapewne jeszcze dziś, by mi nie wyleciał z pamięci).
tarotmojapasja.blogspot.com Aleksandra Cz, 2013-06-25
Twórcza kradzież. 10 przykazań kreatywności
Czytając tę książkę mocowałam się z moją pracą licencjacką. Zastanawiałam się ile rad w niej zawartych może mi pomóc w mojej "twórczej kradzieży" jaką było formowanie tła teoretycznego dla mojego problemu badawczego. Okazało się, że porady Austina Kleona są naprawdę przydatne. Co więcej, poczułam przypływ energii i ochoty do tworzenia, ot, takiego "twórczego kopa".
Książeczka "Twórcza kradzież" jest bardzo niepozorna. Niewielka, z małą ilością tekstu, za to pełna ciekawych cytatów, zdjęć, rysunków, odręcznych schemacików. Niektóre strony są białe, niektóre czarne. To sprawia, że pozycja jest niezwykle przyjemna w odbiorze, ciekawa i zaskakująca. Nie ma tu przeładowania mądrym, wykładowym językiem - jest za to wszystko i tylko to, co najbardziej istotne.
Dowiemy się przede wszystkim tego jaka "kradzież" jest akceptowalna i nie jest plagiatem, a jakiej absolutnie nie można się dopuścić. Dodatkowo nauczymy się łapać swoje pomysły, czerpać jak najwięcej z wykonywanych czynności, zorganizować swoje miejsce pracy wypełniając je strategicznymi przedmiotami, zaprzyjaźnić się ze wszelką formą inspiracji.
Książka Austina Kleona nie jest przeznaczona jedynie dla artystów, ale dla wszystkich ludzi, którzy coś tworzą - choćby tak jak ja pracę licencjacką, bloga. Porady można wykorzystać też przy projektach biznesowych, a w zasadzie w każdej "twórczej" czy "odtwórczej" dziedzinie życia.
Pytanie brzmi - czy takie pozycje są potrzebne? Z własnego doświadczenia powiem - TAK. Nie tylko pozwalają patrzeć na swoją pracę z zupełnie innej perspektywy, dostrzec pomijane i wykorzystać zaniedbywane, ale dodają energii twórczej i zachęcają do podjęcia starań.
Książeczka "Twórcza kradzież" jest bardzo niepozorna. Niewielka, z małą ilością tekstu, za to pełna ciekawych cytatów, zdjęć, rysunków, odręcznych schemacików. Niektóre strony są białe, niektóre czarne. To sprawia, że pozycja jest niezwykle przyjemna w odbiorze, ciekawa i zaskakująca. Nie ma tu przeładowania mądrym, wykładowym językiem - jest za to wszystko i tylko to, co najbardziej istotne.
Dowiemy się przede wszystkim tego jaka "kradzież" jest akceptowalna i nie jest plagiatem, a jakiej absolutnie nie można się dopuścić. Dodatkowo nauczymy się łapać swoje pomysły, czerpać jak najwięcej z wykonywanych czynności, zorganizować swoje miejsce pracy wypełniając je strategicznymi przedmiotami, zaprzyjaźnić się ze wszelką formą inspiracji.
Książka Austina Kleona nie jest przeznaczona jedynie dla artystów, ale dla wszystkich ludzi, którzy coś tworzą - choćby tak jak ja pracę licencjacką, bloga. Porady można wykorzystać też przy projektach biznesowych, a w zasadzie w każdej "twórczej" czy "odtwórczej" dziedzinie życia.
Pytanie brzmi - czy takie pozycje są potrzebne? Z własnego doświadczenia powiem - TAK. Nie tylko pozwalają patrzeć na swoją pracę z zupełnie innej perspektywy, dostrzec pomijane i wykorzystać zaniedbywane, ale dodają energii twórczej i zachęcają do podjęcia starań.
waniliowe-czytadla.blogspot.com Agata M., 2013-06-24
Może (morze) wróci
Bartek Sabela był gościem tegorocznej krakowskiej edycji Festiwalu Trzy Żywioły, podczas którego miała miejsce premiera jego książki Może (morze) wróci. Wstyd przyznać (może usprawiedliwieniem będzie fakt, iż naukę geografii, i to w dość mocno okrojonym zakresie, zakończyłam w pierwszej klasie szkoły średniej), ale do tego czasu nie miałam pojęcia o zbrodni dokonanej na Morzu Aralskim. Bo jak inaczej nazwać unicestwienie ogromnego zbiornika wody, będącego źródłem utrzymania okolicznej ludności, siedliskiem wielu gatunków zwierząt i - wydawałoby się - stałego elementu krajobrazu zapewniającego klimatyczną równowagę?
W zrozumieniu tej absurdalnej sytuacji ma pomóc wymowny wstęp, w którym autor książki zarysował analogiczną sytuację, która mogła się zdarzyć na naszym rodzimym gruncie. Program zalania i zarybienia jednej czwartej części powierzchni naszego kraju w pierwszej chwili wydaje się zbyt szalony i nierealny by mógł zostać zrealizowany, jak pokazuje przykład Morza Aralskiego nie jest jednak pozbawiony podstaw. Okazuje się bowiem, że można ot tak, po prostu, wymyślić kolosalną bzdurę i wcielić ją w czyn, nie zważając na ryzyko jakie niesie ze sobą takie przedsięwzięcie. Nie trzeba odpowiednich warunków - można je stworzyć samemu. Skoro jest tyle nie wykorzystanej wody, nic nie stoi na przeszkodzie aby stworzyć system kanałów nawadniających plantacje bawełny. Uzbekistan będzie potęgą w dziedzinie produkcji włókna! Niestety, do produkcji jednego kilograma surowca, czyli ilości wystarczającej na wyprodukowanie trzech bluz lub dwóch par spodni, potrzeba od 17000 do 30000 litrów wody. A żeby wszystko działało jak należy system nawadniający musi być odpowiednio zaprojektowany, w przeciwnym razie... Tę smutną historię już znamy.
Może (morze) wróci to nie tylko suchy opis geograficznej i ekologicznej katastrofy, ale także barwne losy Uzbeków i Karakałpaków oraz miejsca, które zmieniły się wraz ze zniknięciem morza. W opowieści nie brak również odautorskiej refleksji na temat wpływu człowieka na otoczenie oraz turystyki w ogóle. Znane powszechnie przewodniki Lonely Planet, będące dobrodziejstwem dla opierających się na nich leniwych turystów, pomijając niektóre miejsca mogą wyrządzać szkodę tubylcom, odbierając im tym samym szansę zarobku. Sabela pisze także o biedzie, która stała się atrakcją turystyczną i swoich obawach w związku z fotografowaniem ludzi w takich krajach jak Uzbekistan. Nie chce nikogo poniżać posiadaniem drogiego sprzętu, czasami wręcz przewyższającego wartością cały dobytek napotykanych na swojej drodze ludzi.
W tej książce wszystko jest piękne. Prosta, wręcz minimalistyczna okładka, wspaniałe fotografie i grafiki oraz wymowna opowieść bez happy endu doskonale ze sobą współgrają. Chyba nie muszę dodawać, że zostałam oczarowana?
W zrozumieniu tej absurdalnej sytuacji ma pomóc wymowny wstęp, w którym autor książki zarysował analogiczną sytuację, która mogła się zdarzyć na naszym rodzimym gruncie. Program zalania i zarybienia jednej czwartej części powierzchni naszego kraju w pierwszej chwili wydaje się zbyt szalony i nierealny by mógł zostać zrealizowany, jak pokazuje przykład Morza Aralskiego nie jest jednak pozbawiony podstaw. Okazuje się bowiem, że można ot tak, po prostu, wymyślić kolosalną bzdurę i wcielić ją w czyn, nie zważając na ryzyko jakie niesie ze sobą takie przedsięwzięcie. Nie trzeba odpowiednich warunków - można je stworzyć samemu. Skoro jest tyle nie wykorzystanej wody, nic nie stoi na przeszkodzie aby stworzyć system kanałów nawadniających plantacje bawełny. Uzbekistan będzie potęgą w dziedzinie produkcji włókna! Niestety, do produkcji jednego kilograma surowca, czyli ilości wystarczającej na wyprodukowanie trzech bluz lub dwóch par spodni, potrzeba od 17000 do 30000 litrów wody. A żeby wszystko działało jak należy system nawadniający musi być odpowiednio zaprojektowany, w przeciwnym razie... Tę smutną historię już znamy.
Może (morze) wróci to nie tylko suchy opis geograficznej i ekologicznej katastrofy, ale także barwne losy Uzbeków i Karakałpaków oraz miejsca, które zmieniły się wraz ze zniknięciem morza. W opowieści nie brak również odautorskiej refleksji na temat wpływu człowieka na otoczenie oraz turystyki w ogóle. Znane powszechnie przewodniki Lonely Planet, będące dobrodziejstwem dla opierających się na nich leniwych turystów, pomijając niektóre miejsca mogą wyrządzać szkodę tubylcom, odbierając im tym samym szansę zarobku. Sabela pisze także o biedzie, która stała się atrakcją turystyczną i swoich obawach w związku z fotografowaniem ludzi w takich krajach jak Uzbekistan. Nie chce nikogo poniżać posiadaniem drogiego sprzętu, czasami wręcz przewyższającego wartością cały dobytek napotykanych na swojej drodze ludzi.
W tej książce wszystko jest piękne. Prosta, wręcz minimalistyczna okładka, wspaniałe fotografie i grafiki oraz wymowna opowieść bez happy endu doskonale ze sobą współgrają. Chyba nie muszę dodawać, że zostałam oczarowana?
poczytajka.blogspot.com Iwona Poczytajka, 2013-06-24