Recenzje
Fotografowanie panien młodych. 500 kreatywnych ujęć
Oto kolejna książka z cyklu 500 kreatywnych ujęć. Tym razem bohaterkami zdjęć są panny młode. Autorka, Michelle Perkins, podobnie jak w dwóch poprzednich książkach (Fotografowanie kobiet i Fotografowanie par) zebrała prace różnych fotografów, nie tylko specjalistów od fotografii ślubnej czy portretowej. Całość materiału została podzielona tematycznie w zależności od kadru oraz pozycji ciała. Mamy więc ujęcia: do ramion, do pasa, trzy czwarte oraz całą sylwetkę. W przypadku dwóch ostatnich kadrów zdjęcia dodatkowo podzielono ze względu na układ postaci: postać stojąca, siedząca i leżąca. Autorka w książce zawarła przegląd najważniejszych stylów w fotografii ślubnej. Są tu zdjęcia klasyczne, ilustracyjne, reportażowe, portretowe i wykonane w naturalnym świetle. Nie zabrakło także przykładów zdjęć detali. Podobnie jak w przypadku książek-bliźniaczek na końcu zamieszczono wskazówki o pozowaniu. Publikację zamyka lista fotografów, których zdjęcia zostały wykorzystane jako materiał ilustracyjny.
W ostatnim czasie miałam okazję spróbować swoich sił w fotografii ślubnej i nie ukrywam, że z kilku pomysłów zawartych w książce skorzystałam. Najwięcej zaczerpnęłam z przykładów sfotografowanych detali. Ozdoby sukni, biżuteria, buty, bukiet, makijaż to są takie żelazne elementy do uwiecznienia. Nie możemy "rozkazać" pannie młodej: ”Unieś sukienkę sfotografuję buty” albo „Ręka do przodu bo teraz fotografuję bransoletkę”. Trzeba się sporo nagłówkować jak ładnie zaprezentować buty czy biżuterię ślubną. Przydatne były też dla mnie informacje o pozowaniu. Już wiem, że odsunięcie lekko rąk od pasa spowoduje wysmuklenie sylwetki, a pannie młodej z owalną, pełną twarzą nie mogę zaproponować pozowanie en face. Piszę to z pozycji osoby, która po raz pierwszy miała okazję zmierzyć się z fotografią ślubną i dla takich jak ja ta książka jest przeznaczona. „Starzy wyjadacze” ten temat mają w małym palcu i po krótkiej chwili wiedzą jak skomponować ujęcie. Nie mniej uważam, że nauki nigdy za dużo i myślę, że jakąś ujęciową perełkę w tej książce znajdą. I ostatnia uwaga, książka zdecydowanie do oglądania niż do czytania.
W ostatnim czasie miałam okazję spróbować swoich sił w fotografii ślubnej i nie ukrywam, że z kilku pomysłów zawartych w książce skorzystałam. Najwięcej zaczerpnęłam z przykładów sfotografowanych detali. Ozdoby sukni, biżuteria, buty, bukiet, makijaż to są takie żelazne elementy do uwiecznienia. Nie możemy "rozkazać" pannie młodej: ”Unieś sukienkę sfotografuję buty” albo „Ręka do przodu bo teraz fotografuję bransoletkę”. Trzeba się sporo nagłówkować jak ładnie zaprezentować buty czy biżuterię ślubną. Przydatne były też dla mnie informacje o pozowaniu. Już wiem, że odsunięcie lekko rąk od pasa spowoduje wysmuklenie sylwetki, a pannie młodej z owalną, pełną twarzą nie mogę zaproponować pozowanie en face. Piszę to z pozycji osoby, która po raz pierwszy miała okazję zmierzyć się z fotografią ślubną i dla takich jak ja ta książka jest przeznaczona. „Starzy wyjadacze” ten temat mają w małym palcu i po krótkiej chwili wiedzą jak skomponować ujęcie. Nie mniej uważam, że nauki nigdy za dużo i myślę, że jakąś ujęciową perełkę w tej książce znajdą. I ostatnia uwaga, książka zdecydowanie do oglądania niż do czytania.
ateliora.com Iwona Zielińska-Frołow
Matrioszka Rosja i Jastrząb
Jak szaleć to szaleć. Z lesbijskiej imprezy w Grecji wyruszamy do Rosji. Ostatecznie dla mola książkowego czas i przestrzeń nie stanową żadnego problemu. A Rosja to niezwykłe miejsce na Ziemi. Miks kultur, religii, narodowości. Zwykle mówi się o słowiańskiej duszy i fantazji. Jednak to nie do końca prawda, bo Federacja to wiele nacji. Jednak jest coś, co łączy cały ten ogromny kraj pomimo różnic klimatu, czasu i kultur. To troszkę inny wymiar jakby istniejący obok naszego. Nie zupełnie inny tylko troszkę inny przynajmniej dla części Polaków. Myślę, że dla głębokiego Zachodu to kompletny kosmos. Nikt nie jest w stanie zrozumieć pani w sklepie, która nie jest dla klienta, albo pana w okienku biurowym, który ma na względzie własną wygodę, a nie pomoc w załatwieniu sprawy petentowi. Prawa człowieka też nie są dla człowieka tylko dla władzy. Jak jest powiedziane, żeby się nie mieszać w nie swoje sprawy – to się nie mieszać. A jak zaglądał to teraz niech siedzi w koncie i cicho płacze, żeby nie przeszkadzał. Ot, co. Te ludzie to teraz takie, że tylko wolności im się zachciewa, a my tu poważne interesy robimy. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony.
Jednak niezwykłe jest to jak odnaleźli się w tym wszystkim ludzie.
Facet śpi pod ławką jest bezdomny, inny siedzi na wózku inwalidzkim, nie ma nóg, nie ma jak zarobić na życie, dobrze, że chociaż ma gdzie mieszkać. Na jednej ze stacji wchodzi trzeci. Dobrze ubrany – koszula, krawat, garnitur, złote oprawki okularów, ciągnie się za nim smuga drogiej wody kolońskiej. Bez najmniejszych oporów wita się z bezdomnym i inwalidą. Okazuje się, że facet na wózku jest majorem, weteranem wojennym. Dostał medal, kwiaty, a teraz Rosja już go nie potrzebuje więc gra w metrze na gitarze smętne kawałki. Dobrze ubrany jegomość to jego kolega z wojska, tyle, że miał fart i nic mu nie urwało. Teraz jest prawnikiem. Bezdomny, który śpi pod ławką dawniej bywalec salonów, artysta muzyk, talent jakich mało. Miał zwyczaj na życzenie publiczności układać strofki na poczekaniu. Kiedyś ktoś go poprosił o zaśpiewanie o Putnie i Miedwiedwiewie. Jeden ze słuchaczy zazdrosny o talent, sławę lub majątek, doniósł gdzie trzeba, żeby się zainteresować takim to, a takim. I teraz Stiepan Wasiliewicz śpi pod ławką w metrze, bo ciepło i woda na głowę nie kapie…
Taka jest właśnie Rosja. Nigdy nie wiesz, co cię czeka deszcz złota czy gówna. Ale Rosjanie nie wydają się być tym faktem przerażeni. Może już przywykli. Żyją i radzą sobie jak potrafią. Może dlatego jak balują to hucznie, jak płaczą to tak, że cała okolica słyszy. Trzeba żyć póki życie trwa, bo jutro może już nas tu nie być.
Rozumem Rosji nie ogarniesz, można w nią tylko wierzyć - to słowa Fiodora Tutczewa XIX- wiecznego rosyjskiego dyplomaty i publicysty. Dlatego ten kraj mnie tak bardzo fascynuje. Ta niezwykła zmienność losu. Z pałacu na bruk, z rynsztoka do wykładanej złotem łazienki. Niesamowite jak wielka może być w człowieku wola przetrwania. Tu wszyscy są sobą, bo w skrajnych warunkach wychodzi z człowieka cała prawda o nim – albo jest łajdakiem albo bohaterem. Tu warunki są właściwie zawsze skrajne. Raz lodowato innym razem gorąco i nigdy nie wiadomo, co wymyślą ci na górze.
Jednak niezwykłe jest to jak odnaleźli się w tym wszystkim ludzie.
Facet śpi pod ławką jest bezdomny, inny siedzi na wózku inwalidzkim, nie ma nóg, nie ma jak zarobić na życie, dobrze, że chociaż ma gdzie mieszkać. Na jednej ze stacji wchodzi trzeci. Dobrze ubrany – koszula, krawat, garnitur, złote oprawki okularów, ciągnie się za nim smuga drogiej wody kolońskiej. Bez najmniejszych oporów wita się z bezdomnym i inwalidą. Okazuje się, że facet na wózku jest majorem, weteranem wojennym. Dostał medal, kwiaty, a teraz Rosja już go nie potrzebuje więc gra w metrze na gitarze smętne kawałki. Dobrze ubrany jegomość to jego kolega z wojska, tyle, że miał fart i nic mu nie urwało. Teraz jest prawnikiem. Bezdomny, który śpi pod ławką dawniej bywalec salonów, artysta muzyk, talent jakich mało. Miał zwyczaj na życzenie publiczności układać strofki na poczekaniu. Kiedyś ktoś go poprosił o zaśpiewanie o Putnie i Miedwiedwiewie. Jeden ze słuchaczy zazdrosny o talent, sławę lub majątek, doniósł gdzie trzeba, żeby się zainteresować takim to, a takim. I teraz Stiepan Wasiliewicz śpi pod ławką w metrze, bo ciepło i woda na głowę nie kapie…
Taka jest właśnie Rosja. Nigdy nie wiesz, co cię czeka deszcz złota czy gówna. Ale Rosjanie nie wydają się być tym faktem przerażeni. Może już przywykli. Żyją i radzą sobie jak potrafią. Może dlatego jak balują to hucznie, jak płaczą to tak, że cała okolica słyszy. Trzeba żyć póki życie trwa, bo jutro może już nas tu nie być.
Rozumem Rosji nie ogarniesz, można w nią tylko wierzyć - to słowa Fiodora Tutczewa XIX- wiecznego rosyjskiego dyplomaty i publicysty. Dlatego ten kraj mnie tak bardzo fascynuje. Ta niezwykła zmienność losu. Z pałacu na bruk, z rynsztoka do wykładanej złotem łazienki. Niesamowite jak wielka może być w człowieku wola przetrwania. Tu wszyscy są sobą, bo w skrajnych warunkach wychodzi z człowieka cała prawda o nim – albo jest łajdakiem albo bohaterem. Tu warunki są właściwie zawsze skrajne. Raz lodowato innym razem gorąco i nigdy nie wiadomo, co wymyślą ci na górze.
felicytka.pl 2013-07-13
Mąż, którego nie znałam
Znacznie odmienną w treści i formie, choć równie życiową propozycją, tym razem Wydawnictwa Septem/Helion jest książka „Mąż, którego nie znałam" Sylvii Day. To przykład tego, jak małżeństwo potrafi być zaskakujące i odkrywcze -nie tylko w zwykle spodziewanym, złym tych słów znaczeniu. To przykład, jak małżeński kontrakt może zostać zniweczony, a pierwotne, dyskretne ustalenia obrócić się w puch marny. Wszak małżeństwo głównych bohaterów było wprost skrojone na ich potrzeby. Związek miał trwały charakter, choć uczucia były bezpiecznie ulokowane... gdzie indziej. Ale życie małżeńskie lubi zaskakiwać - stanowcze postanowienie, by się w sobie nie zakochać i nie zaprzepaścić tym samym idealnego „małżeństwa z rozsądku" - nie zdało egzaminu. Układ był doskonały - do czasu. Ta ekscytująca i zabawna love story, adresowana jest nie tylko do małżeństw, dla których życie jest wcześniej opracowanym projektem. To zmysłowa lektura i przestroga zarazem. Historia opisana sugestywnym i odważnym językiem oraz ociekająca soczystymi scenami. Nawet jeśli wątków ze swego życia tu nie odnajdziemy, czytelnicze podglądactwo jak najbardziej wskazane!
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-07-13
Mąż, którego nie znałam
Znacznie odmienną w treści i formie, choć równie życiową propozycją, tym razem Wydawnictwa Septem/Helion jest książka „Mąż, którego nie znałam" Sylvii Day. To przykład tego, jak małżeństwo potrafi być zaskakujące i odkrywcze -nie tylko w zwykle spodziewanym, złym tych słów znaczeniu. To przykład, jak małżeński kontrakt może zostać zniweczony, a pierwotne, dyskretne ustalenia obrócić się w puch marny. Wszak małżeństwo głównych bohaterów było wprost skrojone na ich potrzeby. Związek miał trwały charakter, choć uczucia były bezpiecznie ulokowane... gdzie indziej. Ale życie małżeńskie lubi zaskakiwać - stanowcze postanowienie, by się w sobie nie zakochać i nie zaprzepaścić tym samym idealnego „małżeństwa z rozsądku" - nie zdało egzaminu. Układ był doskonały - do czasu. Ta ekscytująca i zabawna love story, adresowana jest nie tylko do małżeństw, dla których życie jest wcześniej opracowanym projektem. To zmysłowa lektura i przestroga zarazem. Historia opisana sugestywnym i odważnym językiem oraz ociekająca soczystymi scenami. Nawet jeśli wątków ze swego życia tu nie odnajdziemy, czytelnicze podglądactwo jak najbardziej wskazane!
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-07-13
Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków
Książka skromna, zaledwie 112 stron, ale niczym recepta na skuteczny specyfik, pomocna w osiągnięciu tego, czego zwykle nam brakuje - wytrwałości. Przy udziale Wydawnictwa Sensus / Helion Anna Kuraszyńska odsłania przed nami sprawdzone sposoby, streszczone w tytule poradnika: „Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków".
Podczas lektury dowiadujemy się, jak małymi krokami zrealizować takie cele, jak: wyjście z nałogu, osiągnięcie idealnej sylwetki czy tworzenie szczęśliwych związków z innymi ludźmi. Autorka wychodzi z założenia, że nawet, jeśli wytyczony cel jest niezwykle znaczący, istotny i wymagający ogromnego wysiłku, kroki prowadzące do niego powinny być drobne i tak rozłożone w czasie, by niemal nie odczuwać, że cokolwiek nowego dzieje się w naszym życiu. W tym tkwi cały sekret - podkreśla Anna Kuraszyńska. Co więcej, pierwszy krok powinien być tak mały, że możemy nawet odczuwać niedosyt działania. Ale nie przyspieszajmy, bo i kolejne posunięcia również nie powinny nas zbytnio absorbować.
Podczas lektury dowiadujemy się, jak małymi krokami zrealizować takie cele, jak: wyjście z nałogu, osiągnięcie idealnej sylwetki czy tworzenie szczęśliwych związków z innymi ludźmi. Autorka wychodzi z założenia, że nawet, jeśli wytyczony cel jest niezwykle znaczący, istotny i wymagający ogromnego wysiłku, kroki prowadzące do niego powinny być drobne i tak rozłożone w czasie, by niemal nie odczuwać, że cokolwiek nowego dzieje się w naszym życiu. W tym tkwi cały sekret - podkreśla Anna Kuraszyńska. Co więcej, pierwszy krok powinien być tak mały, że możemy nawet odczuwać niedosyt działania. Ale nie przyspieszajmy, bo i kolejne posunięcia również nie powinny nas zbytnio absorbować.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-07-13
Schudnij z Kaizen
Przyszło lato i myśl, że lada tydzień będziemy musieli wyjść na plażę w stroju niewiele bogatszym od „stroju Ewy", budzi przerażenie i nagłe postanowienie odchudzenia się „od zaraz". W popłochu zaczynamy stosować magiczne diety cud, łykać cudowne tabletki lub wstawać skoro świt, by jeszcze przed wyjściem sąsiadów do pracy pobiegać wokół bloku. Tymczasem Jarosław Gibas, autor wydanej przez Sensus/Helion książki „Schudnij z Kaizen" zapewnia, że w oczekiwaniu na spadek wagi, jedyne, co musimy zrobić, to... przestać się w końcu odchudzać! To propozycja dla tych, który już wypróbowali większość dietetycznych kuracji, mają dosyć reklamowych sloganów o pięknym ciele i szczupłej sylwetce oraz znają już na pamięć wszystkie podręczniki do ćwiczeń. Autor tego poradnika przestał się odchudzać, wyrzucił wagę i w efekcie waży dzisiaj kilkadziesiąt kilogramów mniej. Jak to możliwe To możliwe dzięki Kaizen -filozofii małych kroków, stworzonej po to, by pomóc nam się zmienić. Zmienić - bez narzucania sobie rygorów, ponoszenia wyrzeczeń i nadmiernego wysiłku. Autor udowadnia, że konsekwentne stosowanie tej - wypróbowanej wcześniej w biznesie -metody pozwala na uzyskanie trwałego efektu. I to szybciej, niż można się spodziewać. Rzecz w tym, by nie stawiać przed sobą żadnego konkretnego celu, przestać się ważyć i mierzyć, a także sprawdzać wyniki. To powinno uwolnić nas od irytującej karuzeli skoków wagi oraz pozwolić na opuszczenie zaklętego kręgu niezadowolonych ze swej sylwetki.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-07-13