ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Wałkowanie Ameryki

Marek Wałkuski (rocznik 1967) to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie i dziennikarz radiowej Trójki (1990-2002). Jest autorem licznych reportaży i relacji podróżniczych. Wydana w 2012 roku książka „Wałkowanie Ameryki” jest jego debiutem literackim. To nietypowy reportaż podróżniczy, próbujący wytłumaczyć zachowania Amerykanów niezrozumiałe dla Polaków.

W „Wałkowaniu Ameryki” Marek Wałkuski na nieco ponad 300 stronach przedstawił specyficzny obraz statystycznego Amerykanina, tzw. „Przeciętnego Józka”, jego – czasami dosyć dziwne - zwyczaje, pochodzenie, historię, wyznawaną religię a nawet używany język i podejście do obcokrajowców oraz ludzi innych ras. Wszystko to okraszone zostało opowieściami z życia autora w Stanach Zjednoczonych.

Tytuł nawiązuje bowiem nie tylko do nazwiska dziennikarza i jego przeżyć, ale też Ameryka zostaje naprawdę przez niego „przewałkowana”. Wałkuski dowodzi, że każda nacja ma swoje racje i w życzliwy dla obu stron sposób konfrontuje je ze sobą.

Książkę czytać zaczęłam rano, skończyłam następnego dnia wieczorem – pochłonęła mnie bez reszty. Język jest na tyle przystępny i czasem wręcz dowcipny, że nawet ludzie niezainteresowani socjologią czy Stanami Zjednoczonymi znajdą w „Wałkowaniu Ameryki” coś dla siebie. Warto w ramach porównania przeczytać „Zapiski z wielkiego kraju” Billa Brysona – myślałam, że będzie to podobny typ literatury, i cóż, myliłam się. O dziwo – lepiej czytało mi się książkę Wałkuskiego od zabawnych felietonów Brysona.

„Wałkowanie Ameryki” polecam wszystkim, którzy są otwarci na poznawanie innych kultur, którzy chcą zrozumieć Amerykanów i dowiedzieć się całej masy ciekawostek na temat ich i ich ojczyzny (lub, jakby to lepiej ująć, ich ojczyzny z wyboru). Naprawdę warto.
ksiazkowy-blog.blogspot.com Karolina Furyk, 2013-07-14

Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)

Marek Wałkuski (rocznik 1967) to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie i dziennikarz radiowej Trójki (1990-2002). Jest autorem licznych reportaży i relacji podróżniczych. Wydana w 2012 roku książka „Wałkowanie Ameryki” jest jego debiutem literackim. To nietypowy reportaż podróżniczy, próbujący wytłumaczyć zachowania Amerykanów niezrozumiałe dla Polaków.

W „Wałkowaniu Ameryki” Marek Wałkuski na nieco ponad 300 stronach przedstawił specyficzny obraz statystycznego Amerykanina, tzw. „Przeciętnego Józka”, jego – czasami dosyć dziwne - zwyczaje, pochodzenie, historię, wyznawaną religię a nawet używany język i podejście do obcokrajowców oraz ludzi innych ras. Wszystko to okraszone zostało opowieściami z życia autora w Stanach Zjednoczonych.

Tytuł nawiązuje bowiem nie tylko do nazwiska dziennikarza i jego przeżyć, ale też Ameryka zostaje naprawdę przez niego „przewałkowana”. Wałkuski dowodzi, że każda nacja ma swoje racje i w życzliwy dla obu stron sposób konfrontuje je ze sobą.

Książkę czytać zaczęłam rano, skończyłam następnego dnia wieczorem – pochłonęła mnie bez reszty. Język jest na tyle przystępny i czasem wręcz dowcipny, że nawet ludzie niezainteresowani socjologią czy Stanami Zjednoczonymi znajdą w „Wałkowaniu Ameryki” coś dla siebie. Warto w ramach porównania przeczytać „Zapiski z wielkiego kraju” Billa Brysona – myślałam, że będzie to podobny typ literatury, i cóż, myliłam się. O dziwo – lepiej czytało mi się książkę Wałkuskiego od zabawnych felietonów Brysona.

„Wałkowanie Ameryki” polecam wszystkim, którzy są otwarci na poznawanie innych kultur, którzy chcą zrozumieć Amerykanów i dowiedzieć się całej masy ciekawostek na temat ich i ich ojczyzny (lub, jakby to lepiej ująć, ich ojczyzny z wyboru). Naprawdę warto.
ksiazkowy-blog.blogspot.com Karolina Furyk, 2013-07-14

Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku

„Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku” Roberta Robba Maciąga (wydawnictwo Bezdroża) to opowieść o rowerowej wyprawie historycznym Jedwabnym Szlakiem przez Turcję, Iran, Turkmenistan, Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan, Chiny i Laos, a więc kraje spoza standardowego planu turystycznych wypadów. Nie jest to dziennik dokonań, ani pamiętnik z podróży, to zbiór obrazów odwiedzonych miejsc, przeżyć uczestników wyprawy, a przede wszystkim historii napotkanych ludzi. Wspólnym mianownikiem dla kolejnych fragmentów opowieści jest tytułowa szklanka herbaty:

„W naszej podróży najwięcej było… herbaty. Zastanawiałem się długo, co było łącznikiem tych wszystkich miejsc, które tworzyły Jedwabny Szlak, i jakkolwiek bym kombinował, zawsze padało na herbatę. Od Damaszku przez Azję Środkową do Chin. Od yerba mate sprzedawanej ku naszemu zaskoczeniu na syryjskich bazarach, przez aromatyczną czarną w Turcji i Iranie, do tej z mlekiem i solą w górach Pamiru.”

To opowieść o życzliwości i bezinteresownej pomocy, o przypadkowych ludziach, którzy otwierali przed podróżnikami swoje ramiona, domy i serca. Swoisty hołd oddany człowieczeństwu, w najprostszej i najszczerszej jego postaci, której coraz rzadziej doświadczamy i, o której coraz częściej zapominamy biegnąc w pościgu nowoczesności.

„Tysiąc szklanek herbaty” czytałam będąc w podróży, gdybym sięgnęła po nią w domu, z pewnością niechybnie spakowałabym plecak. Dlaczego? Bo Robb Maciąg przypomina w niej czemu podróżujemy, czego szukamy tysiące kilometrów od naszej codzienności, za czym gonimy, przed czym uciekamy:

„Tak jak przed telewizorem umiera wiara w drugiego człowieka, tak w podróży ta wiara powraca. Tysiąc Szklanek HerbatyPodróżowanie zwraca nam życie. Zabiera nas do istoty rzeczy, zabiera nas w przeszłość, do czasów, gdy to nie współzawodnictwo rządziło światem, ale współpraca. Jedność i zaufanie. Bez tego nie można było przeżyć zimy, powodzi, zarazy. Podróżowanie zabiera nas w przeszłość, gdy człowiek żył podług prostych zasad i był, o dziwo, bliżej natury i świata (…)

Podróż daje nam wolność wyboru. Nie ma czasu, daty, terminów, obowiązków, rachunków, systemu, który nam coś nakazuje. Systemu, który nas przywiązuje do jednego miejsca, zmusza do abstrakcyjnych wymogów i obowiązków. Dopóki się ruszam, mam wokół siebie proste życie i proste potrzeby. Gdy tylko się zatrzymam na dłużej, okrążają mnie rachunki, wiadomości TV — kto komu ukradł, kto kogo oszukał.”

Robb Maciąg, człowiek taki jak każdy z nas, który też musi płacić rachunki, a cena biletów lotniczych do Ameryki Południowej przyprawia go o ból głowy, przypomina, że by podróżować wystarczy chcieć, że bezsensownie usypiamy swoje marzenia wymówkami:

„Mogliśmy tak planować, marzyć i myśleć o kolejnej podróży latami. Ciągle nam czegoś brakowało, a oszczędzanie pieniędzy odwlekało nasz wyjazd z miesiąca na miesiąc. Ciągle wydawało nam się, że jeszcze czegoś nie mamy. Po dłuższym czasie ciągłego niezdecydowania wpadłem na, jak mi się wtedy wydawało, genialny pomysł. Zamiast ciągle czekać, ciągle oszczędzać i ciągle planować, postanowiłem, że wyjeżdżamy „za pół roku od dziś”, i kupiłem bilety. Tym prostym sposobem klamka zapadła: trzeba było jechać z tym, co mieliśmy, i przestać się zastanawiać.”

Autor mobilizuje by ruszyć przed siebie, a następnie zabiera czytelników w interesującą podróż do odległych naszej kulturze miejsc. Nie wie wszystkiego, nie wymądrza się, nie moralizuje, ale czuć, że przygotował się do wyprawy, że szukał, czytał, by niewiedza o zwyczajach, historii, przyczynowo- skutkowych ciągach zdarzeń nie odebrała mu (i nam, czytelnikom) możliwości odkrywania, zadawania odpowiednich pytań, rozumienia choć ułamka świata, którego nie znamy, świata wokół Jedwabnego Szlaku. Przez kilka pierwszych stron drażnił mnie momentami język narracji, aż przestałam czytać książkę i zaproszona przez autora usiadłam wygodnie przy ognisku by słuchać wieczornych opowieści. Bo „Tysiąc szklanek herbaty” to opowieść, którą przy akompaniamencie nocnych owadów opowiada się współtowarzyszom podróży.

Dodatkowym atutem książki są piękne, niesamowicie prawdziwe zdjęcia, które dopowiadają historie i których chciałoby się więcej i więcej. Polecam lekturę wszystkim, którym brakuje odrobiny motywacji by spakować plecak i tym, którzy już spakowali, ale odrobina miejsca w nim jeszcze im została.
pojechana.pl 2013-06-24

Matrioszka Rosja i Jastrząb

Rosja - nasz sąsiad, o którym prawie nic nie wiemy i z powodu tej niewiedzy często się jej boimy. Rosja fascynuje i stąd w mojej biblioteczce, i na na blogu dużo książek na ten temat. To ja do recenzji książek i wywiadów z autorami zalinkuję pod koniec notki, a teraz przejdę do omawiania "Matrioszki Rosji".

Maciej Jastrzębski, korespondent Informacyjnej Agencji Radiowej, napisał książkę inną niż koledzy i koleżanki korespondencji z TVP1 i Gazety Wyborczej. Przede wszystkim nie jest to zbiór reportaży, a raczej eksperyment reportera. Czy eksperyment okazał się sukcesem? Według mnie połowicznym.

Matrioszka Rosja

Książka jest podzielona na kilka części, które poddają się ogólnej zasadzie: "od ogółu do szczegółu" na kształt sympatycznych matrioszek widocznych na okładce. Można też wyróżnić podział na niemal literacką podróż po ulicach Moskwy i po całej Rosji, oraz na rozdziały podające suche fakty niemal w stylu wikipedii.

Te dwa niemal są dosyć intrygujące, nieprawda? Pozwólcie, że wytłumaczę. Za niemal literacką podróż uznałem fabularyzowane reportaże, których bohaterem jest wujek Borka i jego opowieści o historii i duszy Rosji. Wujek Borka jest bohaterem fikcyjnym, chociaż opartym na prawdziwym osobach, które poznał Maciej Jastrzębski. Oprócz tego, że bohater jest fikcyjny te teksty oddalają się od typowego reportażu na innych polach: mają pewną fabułę, punkt kulminacyjny, skupiają się na niemal mistycznym postrzeganiu Moskwy i Rosji. Bardzo mi się podobały te rozdziały. Były tak plastyczne, żywe i przemawiające do mnie, że aż mi się smutno zrobiło, że nie spaceruję Arbatem z wujkiem Borką tylko wyleguję się w leżaku na polskiej prowincji :) Wielki plus dla autora!

Tym bardziej dziwi mnie minus za pozostałe rozdziały, które w dosyć suchy sposób podają po prostu fakty i dane na temat Rosji. Nie jest to z pewnością styl naukowy czy encyklopedyczny, ale gdybym taki krótki rozdział, np. o religiach na terytorium Rosji, znalazł na wikipedii wcale by mnie to nie zdziwiło. Takie pigułki nasycone faktami i liczbami prosto z rocznika statystycznego z pewnością pozwalają lepiej poznać ten kraj, ale bardzo wybijają z rytmu śledzenia opowieści snutych przez wujka Borkę.

Te dwie części według mnie do siebie nie pasują i coś zgrzyta na ich styku. Są odmienne stylistycznie, treściowo, czyta się je w innym rytmie. Dla pewnych ludzi pewnie będzie to zaleta. Różnorodność nie pozwoli się znudzić, ale ja należę do czytelników, którzy wolą takie literackie podróże z przewodnikiem ze swadą do snucia opowieści. Oderwanie mnie od gawędy ku suchym faktom nieco psuło mi zabawę z czytania książki.

Jak to jest z tą polityką?
Jest obecna. Zarówno współczesna jak i historyczna, ale podana w przystępnym stylu. Wujek Borka ma ludzkie podejście do polityki i zazwyczaj odnosi się do niej z rezerwą, przynajmniej do pewnego momentu. Każdy polak doceni i zrozumie jego przemyślenia. Rozdziały faktograficzne są prawdziwą esencją - zbiorem najistotniejszych wydarzeń historycznych, nazwisk i ciekawostek. To na pewno nie jest wiedza, z którą można iść do "1 z 10", ale na pewno pozwoli błysnąć wiedzą w czasie luźnej rozmowy.
alekulturka.com Dariusz Dłużeń

Matrioszka Rosja i Jastrząb

Ostatnie dwa lata obrodziły w publikacje na temat Rosji. Chyba nie ma drugiego kraju, który byłby równie nośnym i eksploatowanym w niewielkim przedziale czasowym tematem. Ponieważ Rosja mnie fascynuje, chętnie czytam kolejne publikacje, oczekując iż każda z nich wzbogaci moją wiedzę. Tak też było z Matrioszką Rosją, po którą sięgnęłam z ciekawością, ale i nie bez obaw. Ile bowiem można pisać o tym samym, nie powielając tego, co już zostało napisane? Gdy na kolejnej okładce przeczytałam: Rosji nie da się ogarnąć rozumem - w Rosję trzeba wierzyć, moje oczekiwania wobec lektury zmalały niemalże do zera. To uporczywe przywoływanie hasła powoduje, że - choć jest ono niepozbawione racji - już nie intryguje, a irytuje i ociera się o banał. Zawartość książki obroniła się jednak - do mojej rosyjskiej układanki dołożyłam kolejne puzzle, które uczyniły obraz naszego wschodniego sąsiada pełniejszym.

Punktem wyjścia do rozważań autora nie są jednak układanki, a matrioszka. Ta rosyjska zabawka składająca się z kilku laleczek włożonych jedna w drugą, przykuwa uwagę swoją zewnętrzną warstwą. Wybierając egzemplarz dla siebie sugerujemy się wyglądem największej lalki, dopiero po wyjęciu wszystkich laleczek zauważamy, iż nie wszystkie są równie pięknie wykonane, a ostatnia, najmniejsza, nazywana duszą matrioszki, często nie jest w ogóle pomalowana. Podobnie jest z Rosją, która składa się z kilku warstw. Niektóre z oblicz Rosji są wspaniałe, wielobarwne, inne natomiast ukazują jej brzydotę i niedostatki. Czy tak jak możliwe jest dotarcie do duszy matrioszki, realne jest odkrycie duszy Rosji? Autor w to wątpi, i ja się do jego opinii przychylam. Choć Jastrząb spenetrował wiele obszarów, Rosja jest zbyt różnorodna, by wyczerpać jej bogactwo na mniej niż trzystu stronach. Korespondent Polskiego Radia zastosował jednak ciekawy zabieg. Stworzył postać wujka Borki, która nosi cechy trójki rosyjskich przyjaciół autora, i która towarzyszy mu podczas przemierzania ulic Moskwy, a nam - kart książki. To on zaprowadził nas na Kreml i uczynił świadkami odnalezienia tajemniczych teczek, a potem zawiódł do nieczynnej kopalni diamentów. Życie jego oraz jego bliskich stało się również pretekstem do przedstawienia wydarzeń politycznych i historycznych, które odcisnęły swe piętno nie tylko na nich, ale i na wielu Rosjanach.

Maciejowi Jastrzębskiemu wbrew moim obawom udało się napisać książkę świeżą i interesującą. Choć niektóre wątki pojawiały się w poprzednich publikacjach poświęconych Rosji, zostały one przedstawione w odmienny sposób. Szczególnie cenny był dla mnie rozdział o oligarchach - nazwiska: Bieriezowski, Deripaska, Abramowicz czy Fridman co jakiś czas przewijały się w mediach, były wspominane również w książkach o Rosji, pojawiały się jednak zawsze w jakimś kontekście, tutaj zaś ich "nosiciele" zostali po prostu przedstawieni. Matrioszce Rosji... nie można również odmówić aktualności. Jastrząb poruszył wiele bieżących kwestii, wśród których Polaków zapewne najbardziej zainteresuje problem stosunków między ich ojczyzną a Rosją.

Książka podobnie jak matrioszka skrywała przede mną swoje prawdziwe wnętrze, nie chcąc ujawnić go od razu. Jej twarz - przyjemna dla oka okładka - skrywała interesującą warstwę treściową, będącą duszą tej publikacji. Dusza owa, jak w przypadku duszy matrioszki, skryta była pod niezbyt atrakcyjną powłoką, w tym przypadku średniej jakości druku (skrzywienie zawodowe każe mi analizować książkę nie tylko pod kątem treści, ale i jej formy). Mimo to jej odkrywanie było czystą przyjemnością, pozwoliło bowiem przybliżyć się do istoty - duszy Rosji.
poczytajka.blogspot.com 2013-07-18

Podręcznik startupu. Budowa wielkiej firmy krok po kroku

Poradniki, które od razu sukcesu nie gwarantują, ale - inspirują!

Słowo „start-up" jak i sama forma „zagnieżdżenia się" w biznesie robią coraz większą karierę. Przyspieszyć ją mogą dwa poradniki wydane przez Onepress / Helion.

Podstawa to „Podręcznik startupu. Budowa wielkiej firmy krok po kroku" - poradnik przygotowany przez Steve'a Blanka i Boba Dorfa. Jak obydwaj zapewniają i jak łatwo samemu się podczas lektury przekonać, nie jest to książka do poduszki, na jedną, bezsenną noc. To pokaźne dzieło, którego należy zawsze mieć pod ręką zanurzając się w świat biznesu i nie chcąc, by zmienił nam się nieopatrznie w labirynt.

Nie można też traktować poradnika jako „prawd objawionych" i pochłaniać go bezrefleksyjnie. Dobrze jest mieć go na wyciągnięcie ręki, by regularnie lub w przypadku jakichkolwiek komplikacji w rozwoju firmy - móc do niego szybko wrócić. Nawet wtedy, gdy poczujemy smak sukcesu i zaczniemy nabierać wiatru w żagle.

Siostrzana propozycja to „Niskobudżetowy startup. Zyskowny biznes i życie bez frustracji" -poradnik, który przygotował Chris Guillebeau. I tu znajdujemy mnóstwo praktycznych wskazówek na temat samodzielnego zapewniania sobie środków do życia, dokładne dane finansowe dotyczące kapitału początkowego i inne cenne informacje od przedsiębiorców, którzy już odnieśli sukces „na swoim".

Dowiadujemy się, w jaki sposób można prowadzić życie pełne przygód i jednocześnie mieć poczucie spełnienia, a także zapewnić sobie przyzwoite zarobki. I ten poradnik może od razu tego gwarantuje, ale - jak wcześniejszy - do niego z pewnością inspiruje.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-07-15