Recenzje
Etyczna manipulacja, czyli jak sprawić, żeby ludzie naprawdę Cię lubili. Wydanie II rozszerzone
Agnieszka Ornatowska jest psychologiem, obecnie na rynku ukazało się drugie wydanie książki poszerzone o 3 rozdziały.
Każdy z nas z pewnością chciałby być lubiany i czuć się dobrze w towarzystwie innych ludzi. Pozycja autorki ma nam w tym pomoc. Po jej lekturze mogę powiedzieć, że jest dość ciekawa i być może dzięki jej nasze życie ulegnie poprawie.
Pamiętajmy o tym, że nie we wszystkich dziedzinach musimy być doskonali. Ludzie doskonali mają mniej przyjaciół, gdyż są za bardzo idealni. Ci, którym zdarzają się wypadki są bardziej lubiani, gdyż są swoi. Każdy z nas ma jakieś potknięcia, więc ludzie czują sympatię do siebie.
Dobrze jest przystosowywać się do swojego rozmówcy postawą, tonem głosu, czy nawet równym oddechem. Dzięki dobrym obserwacjom będziemy mogli się dostosować. Samoistnie dzieje się to na przykład w rodzinach, z czasem pojawia się u bardzo dobrych przyjaciół.
Nasze samopoczucie zależy od nas samych. Jeżeli będziemy się często uśmiechać nawet wtedy, gdy będziemy mieli zły humor nasz mózg otrzyma informację, że jesteśmy szczęśliwi, którą przekażemy również otoczeniu.
Każde zachowanie można różnorako zinterpretować. Jak podaje autorka, gdy mamy skrzyżowane ręce nie oznacza to wcale, że nie mamy ochoty na rozmowę. Może istnieć kilka innych wyjaśnień takiego zachowania, które warto rozważyć, zanim osądzimy postępowanie rozmówcy.
Całość została napisana w sposób prosty, tak, jakby to sama autorka zwracała się do nas w normalnej rozmowie, a nie poprzez kartki książki. Całość nie jest zbyt duża pod względem objętości, jednak jej przeczytanie zajęło mi jednak sporo czasu, gdyż musiałam się zagłębić w treść czytanej pozycji.
Małe wydanie powoduje, że poradnik możemy zabrać ze sobą wszędzie w torebce. Nie zajmuje dużo miejsca, a może okazać się przydatny w niektórych sytuacjach.
Wewnątrz znajduje się także kilka zadań do przemyślenia i wykonania, a także jeden test z uważnego czytania książki. Jeśli będziemy mieli z czymś problem zawsze możemy wrócić do poprzedniego rozdziału.
Twórczość Pani Agnieszki Ornatowskiej była mi do tej pory obca, jednak nie żałuję, że postanowiłam się z nią zapoznać.
,,Etyczna manipulacja czyli jak sprawić, żeby ludzie naprawdę Cię lubili. Sekretne prawa przyjaźni” to książka tak naprawdę dla każdego z nas, bo któż mnie chciałby zyskać nowych przyjaciół?
Każdy z nas z pewnością chciałby być lubiany i czuć się dobrze w towarzystwie innych ludzi. Pozycja autorki ma nam w tym pomoc. Po jej lekturze mogę powiedzieć, że jest dość ciekawa i być może dzięki jej nasze życie ulegnie poprawie.
Pamiętajmy o tym, że nie we wszystkich dziedzinach musimy być doskonali. Ludzie doskonali mają mniej przyjaciół, gdyż są za bardzo idealni. Ci, którym zdarzają się wypadki są bardziej lubiani, gdyż są swoi. Każdy z nas ma jakieś potknięcia, więc ludzie czują sympatię do siebie.
Dobrze jest przystosowywać się do swojego rozmówcy postawą, tonem głosu, czy nawet równym oddechem. Dzięki dobrym obserwacjom będziemy mogli się dostosować. Samoistnie dzieje się to na przykład w rodzinach, z czasem pojawia się u bardzo dobrych przyjaciół.
Nasze samopoczucie zależy od nas samych. Jeżeli będziemy się często uśmiechać nawet wtedy, gdy będziemy mieli zły humor nasz mózg otrzyma informację, że jesteśmy szczęśliwi, którą przekażemy również otoczeniu.
Każde zachowanie można różnorako zinterpretować. Jak podaje autorka, gdy mamy skrzyżowane ręce nie oznacza to wcale, że nie mamy ochoty na rozmowę. Może istnieć kilka innych wyjaśnień takiego zachowania, które warto rozważyć, zanim osądzimy postępowanie rozmówcy.
Całość została napisana w sposób prosty, tak, jakby to sama autorka zwracała się do nas w normalnej rozmowie, a nie poprzez kartki książki. Całość nie jest zbyt duża pod względem objętości, jednak jej przeczytanie zajęło mi jednak sporo czasu, gdyż musiałam się zagłębić w treść czytanej pozycji.
Małe wydanie powoduje, że poradnik możemy zabrać ze sobą wszędzie w torebce. Nie zajmuje dużo miejsca, a może okazać się przydatny w niektórych sytuacjach.
Wewnątrz znajduje się także kilka zadań do przemyślenia i wykonania, a także jeden test z uważnego czytania książki. Jeśli będziemy mieli z czymś problem zawsze możemy wrócić do poprzedniego rozdziału.
Twórczość Pani Agnieszki Ornatowskiej była mi do tej pory obca, jednak nie żałuję, że postanowiłam się z nią zapoznać.
,,Etyczna manipulacja czyli jak sprawić, żeby ludzie naprawdę Cię lubili. Sekretne prawa przyjaźni” to książka tak naprawdę dla każdego z nas, bo któż mnie chciałby zyskać nowych przyjaciół?
recenzje-kiti.blogspot.com 2013-07-21
Matrioszka Rosja i Jastrząb
Kolejny raz uraczę Was recenzją książki. Z małym poślizgiem, jako że “Matrioszkę Rosję i Jastrzębia” przeczytałam w Chorwacji, jednak konsekwentnie i z przyjemnością oddaję się pasji recenzenta (by zrecenzować trzeba wszak najpierw przeczytać, a pochłanianie lektur to moje prawdziwe hobby ;) ).
Siedzę sobie ci ja nad basenem przynależnym do naszej willi nieopodal Dubrownika, leczę przywleczone z Polski zapalenie oskrzeli, zazdroszczę tym, co to bez gorączki pluszczą się w krystalicznie czystej wodzie i czytam. Rekonwalescentowi nie pozostaje nic poza wypoczynkiem, polegiwaniem w cieniu i lekturą. I choć początkowo przerzucam kartki z niechęcią, wściekła, iż choroba psuje mi wyczekiwany wyjazd, wkrótce zapominam o uroczym świecie wokół mnie, przenosząc się duchem do zimnej, tajemniczej Moskwy, którą prezentuje mi Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w stolicy Rosji.
Autor z mistrzostwem prowadzi narrację. Odsłania przed czytelnikiem zakamarki słynnej “rosyjskiej duszy”, często niezrozumiałej, a przez to niepokojącej mieszkańców Polski. Udowadnia, że jesteśmy tyleż odmienni, co podobni do siebie. W polskim umyśle Rosja i Rosjanie zajmują sporo miejsca – potężny i groźny nieraz sąsiad, siłą rzeczy pozostaje dla nas istotny. Tymczasem okazuje się, że w drugą stronę to nie działa. Rosjanie interesują się nami mało, inaczej, niż w czasach Związku Radzieckiego, gdy Polska była dla nich oknem na świat i ośrodkiem kultury nieomal wolnej i inspirowanej mitycznym Zachodem.
Stąd też Polska i Polacy nie zajmują w książce wiele miejsca. To dobrze – nie lubię tradycyjnego polskiego jęczenia na zły los i podstępnych sąsiadów… Autor skupia się raczej na samych Rosjanach, rosyjskiej kulturze, myśli politycznej, osiągnięciach współczesnej Rosji. Bardzo ciekawa i pouczająca lektura, zwłaszcza dla kogoś, kto wschodniego sąsiada nigdy nie odwiedzał osobiście. Zresztą, aby prawdziwie poznać jakiś kraj i jego mieszkańców, nie wystarczy pojechać tam na wakacje. Trzeba pobyć, pożyć, załatwić kilka spraw w urzędzie, poznać kilku ludzi, wypić z nimi kilka wódek i posłuchać kilku prawdziwie życiowych opowieści. Tak jak autor “Matrioszki Rosji i Jastrzębia”. Dzięki temu książka jest nie tylko świetnym reportażem z Moskwy. Jest także opowieścią z tajemnicą… Ale o tym przekonają się tylko ci, którzy przeczytają ją osobiście.
Polecam
Siedzę sobie ci ja nad basenem przynależnym do naszej willi nieopodal Dubrownika, leczę przywleczone z Polski zapalenie oskrzeli, zazdroszczę tym, co to bez gorączki pluszczą się w krystalicznie czystej wodzie i czytam. Rekonwalescentowi nie pozostaje nic poza wypoczynkiem, polegiwaniem w cieniu i lekturą. I choć początkowo przerzucam kartki z niechęcią, wściekła, iż choroba psuje mi wyczekiwany wyjazd, wkrótce zapominam o uroczym świecie wokół mnie, przenosząc się duchem do zimnej, tajemniczej Moskwy, którą prezentuje mi Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w stolicy Rosji.
Autor z mistrzostwem prowadzi narrację. Odsłania przed czytelnikiem zakamarki słynnej “rosyjskiej duszy”, często niezrozumiałej, a przez to niepokojącej mieszkańców Polski. Udowadnia, że jesteśmy tyleż odmienni, co podobni do siebie. W polskim umyśle Rosja i Rosjanie zajmują sporo miejsca – potężny i groźny nieraz sąsiad, siłą rzeczy pozostaje dla nas istotny. Tymczasem okazuje się, że w drugą stronę to nie działa. Rosjanie interesują się nami mało, inaczej, niż w czasach Związku Radzieckiego, gdy Polska była dla nich oknem na świat i ośrodkiem kultury nieomal wolnej i inspirowanej mitycznym Zachodem.
Stąd też Polska i Polacy nie zajmują w książce wiele miejsca. To dobrze – nie lubię tradycyjnego polskiego jęczenia na zły los i podstępnych sąsiadów… Autor skupia się raczej na samych Rosjanach, rosyjskiej kulturze, myśli politycznej, osiągnięciach współczesnej Rosji. Bardzo ciekawa i pouczająca lektura, zwłaszcza dla kogoś, kto wschodniego sąsiada nigdy nie odwiedzał osobiście. Zresztą, aby prawdziwie poznać jakiś kraj i jego mieszkańców, nie wystarczy pojechać tam na wakacje. Trzeba pobyć, pożyć, załatwić kilka spraw w urzędzie, poznać kilku ludzi, wypić z nimi kilka wódek i posłuchać kilku prawdziwie życiowych opowieści. Tak jak autor “Matrioszki Rosji i Jastrzębia”. Dzięki temu książka jest nie tylko świetnym reportażem z Moskwy. Jest także opowieścią z tajemnicą… Ale o tym przekonają się tylko ci, którzy przeczytają ją osobiście.
Polecam
grafomanya.wordpress.com Zaczytana Złoto Usta, 2013-07-12
Sun Tzu pod Gettysburgiem. Ponadczasowe mądrości sztuki wojennej
„Sun Tzu pod Gettysburgiem” to nie tytuł nowej powieści z nurtu historii alternatywnej, w której starożytny chiński myśliciel magicznym sposobem przenosi się w czasy wojny secesyjnej, by wspomóc Południe w walce z Północą (lub odwrotnie...). Tak zatytułowana została natomiast książka o tematyce militarnej wydana przez wydawnictwo Helion, napisana przez niejakiego Bevina Alexandra i traktująca, jak głosi podtytuł, o ponadczasowych mądrościach sztuki wojennej.
Autor przedstawia kampanie amerykańskiej wojny o niepodległość, omawia klęskę Napoleona pod Waterloo i zatrzymuje się na dłużej przy wojnie secesyjnej. Następnie przechodzi do wieku dwudziestego a tematem jego rozważań staje się bitwa nad Marną podczas I wojny światowej, trzy kampanie z czasów II wojny światowej (m.in. Stalingrad i Normandia) oraz ofensywa generała MacArthura w Korei Północnej.
Wybrane przez autora przykłady zostały nieco sztucznie połączone postacią Sun Tzu. Dotyczą one różnych epok, co ma uwydatnić uniwersalność i ponadczasowość strategii rodem ze starożytnych Chin. Strategii, dodajmy, która święci triumfy w zarządzaniu. Bo przeczytaniu książki wydaje się, że współcześni menedżerowie używają jej częściej niż robili to kiedykolwiek dowódcy wojskowi. Zdaniem autora, brak
Najdziwniejsze jest to, że autor z pełną powagą opisuje błędy wynikające z nieprzestrzegania rad Sun Tzu, choć na samym początku wyraźnie podkreśla, że starożytna myśl wojskowa dotarła do Europy i świata zachodniego dopiero w połowie dwudziestego wieku. Paradoksalnie stało się to za pośrednictwem Mao Zedonga, który w swojej „Wojnie partyzanckiej” zawarł wiele zasad Sun Tzu. Wynika z tego, że największym krzewicielem „Sztuki wojny” był komunistyczny dyktator. Pełne angielskie tłumaczenie samego Sun Tzu wraz z komentarzem pojawiło się dopiero na początku lat 60. XX wieku. Logicznie rzecz biorąc, analizowanie wcześniejszych kampanii militarnych pod kątem tego, czy dowódcy stosowali się do zasad „Sztuki wojny” jest anachronizmem, który został prawdopodobnie pomyślany w celach marketingowych.
Po lekturze „Sun Tzu pod Gettysburgiem” można dojść do wniosku, że historia wojskowości nowożytnej pełna jest sytuacji, w których dowódcy wojskowi wykazali się małą wyobraźnią bądź brakiem rozsądku. Przypadkowa zbieżność działań z zasadami opisanymi w „Sztuce wojny” świadczyła jedynie o zdolnościach przywódczych i znajomości zasad strategii w ogóle. Postać Sun Tzu wydaje się w większości przypadków przywoływana nadaremno.
Poza tym łatwo jest wytykać cudze błędy po upływie wielu lat. Bardzo ciekawe, co by zrobił pan Alexander w sytuacjach, które opisuje krytycznie na kartach swojej książki, oceniając tak surowo postępowanie innych.
Autor przedstawia kampanie amerykańskiej wojny o niepodległość, omawia klęskę Napoleona pod Waterloo i zatrzymuje się na dłużej przy wojnie secesyjnej. Następnie przechodzi do wieku dwudziestego a tematem jego rozważań staje się bitwa nad Marną podczas I wojny światowej, trzy kampanie z czasów II wojny światowej (m.in. Stalingrad i Normandia) oraz ofensywa generała MacArthura w Korei Północnej.
Wybrane przez autora przykłady zostały nieco sztucznie połączone postacią Sun Tzu. Dotyczą one różnych epok, co ma uwydatnić uniwersalność i ponadczasowość strategii rodem ze starożytnych Chin. Strategii, dodajmy, która święci triumfy w zarządzaniu. Bo przeczytaniu książki wydaje się, że współcześni menedżerowie używają jej częściej niż robili to kiedykolwiek dowódcy wojskowi. Zdaniem autora, brak
Najdziwniejsze jest to, że autor z pełną powagą opisuje błędy wynikające z nieprzestrzegania rad Sun Tzu, choć na samym początku wyraźnie podkreśla, że starożytna myśl wojskowa dotarła do Europy i świata zachodniego dopiero w połowie dwudziestego wieku. Paradoksalnie stało się to za pośrednictwem Mao Zedonga, który w swojej „Wojnie partyzanckiej” zawarł wiele zasad Sun Tzu. Wynika z tego, że największym krzewicielem „Sztuki wojny” był komunistyczny dyktator. Pełne angielskie tłumaczenie samego Sun Tzu wraz z komentarzem pojawiło się dopiero na początku lat 60. XX wieku. Logicznie rzecz biorąc, analizowanie wcześniejszych kampanii militarnych pod kątem tego, czy dowódcy stosowali się do zasad „Sztuki wojny” jest anachronizmem, który został prawdopodobnie pomyślany w celach marketingowych.
Po lekturze „Sun Tzu pod Gettysburgiem” można dojść do wniosku, że historia wojskowości nowożytnej pełna jest sytuacji, w których dowódcy wojskowi wykazali się małą wyobraźnią bądź brakiem rozsądku. Przypadkowa zbieżność działań z zasadami opisanymi w „Sztuce wojny” świadczyła jedynie o zdolnościach przywódczych i znajomości zasad strategii w ogóle. Postać Sun Tzu wydaje się w większości przypadków przywoływana nadaremno.
Poza tym łatwo jest wytykać cudze błędy po upływie wielu lat. Bardzo ciekawe, co by zrobił pan Alexander w sytuacjach, które opisuje krytycznie na kartach swojej książki, oceniając tak surowo postępowanie innych.
Opętani Czytaniem Michał Surmacz
Talent nie istnieje. Droga do praktycznego osiągania mistrzowskich umiejętności
"Talent to mit. W zasadzie każdy może dojść do poziomu mistrzowskiego, jeśli podejmie odpowiedni wysiłek i będzie trenować według odpowiedniego planu."
Posiadacie jakiś talent? Czy może w jakiejś dowolnej dziedzinie jesteście mistrzami i inni zwyczajnie wam zazdroszczą? Jeśli tak, to pewnie uważacie się za wybrańców losu. Nie każdy bowiem rodzi się z talentem i nie wszyscy mogą pochwalić się nadzwyczajnymi umiejętnościami. A co, jeśli pojęcie talentu w ogóle nie istnieje? Co, jeśli wszystko zależy wyłącznie od naszej wytrwałej pracy?
Artur Król to psycholog, trener i coach, którego specjalizacją jest praca z nieśmiałością, tworzeniem pewności siebie jak również pomoc w odszukaniu szczęścia i radości ludziom, którzy źle ulokowali swoje uczucia. Jest autorem wielu publikacji i artykułów, na co dzień pracuje w Warszawie, prowadząc indywidualne oraz grupowe spotkania. Pisarz fascynuje się również gotowaniem oraz literaturą fantasy i science-fiction.
Poradnik opiera się na jednej, głównej tezie – talent w takim znaczeniu jakim go używamy w życiu codziennym nie istnieje. Każdy od urodzenia ma takie same szanse odnieść sukces i stać się ekspertem w konkretnej dziedzinie. Wszystko to zależy wyłącznie od uwarunkowań społecznych i własnej pracy. Publikacja składa się z ośmiu rozdziałów. Dowiecie się z niej jak wygląda konfrontacja mitu talentu z rzeczywistością, jak wyglądają cechy celowego ćwiczenia czy jakie pułapki mogą na was czyhać w drodze do osiągnięcia upragnionego poziomu.
Do przeczytania poradnika Artura Króla skusił mnie kontrowersyjny tytuł, który zachęca do zajrzenia w treść książki. Od dziecka bowiem słyszymy, że ktoś ma talent do śpiewania, malowania czy grania na instrumentach. Twierdzenie więc o nieistnieniu talentu w takiej postaci, było dla mnie dość abstrakcyjną myślą. Autor próbuje przekonać czytelnika, że każdy z nas od urodzenia jest swoistą "tabula rasa", na której prowadzone życie kształtuje nasze zdolności do konkretnego poziomu. Według trenera talent jest zwykłym mitem, wpajanym ludziom od pokoleń. Podczas czytania przemyśleń autora, po głowie chodziło mi jedno pytanie: "Co w takim razie z geniuszem Mozarta? Najbardziej znanym cudownym dzieckiem." Poczułam się mile zaskoczona, gdy ten temat został ujęty w poradniku, co oznaczało, że autor nie boi się trudnych pytań i przede wszystkim ich nie unika. Nie będę zdradzać jakie kontrargumenty w tym wątku Artur Król zawarł w swojej książce.
Ciekawą wątkiem, jaki może zainteresować czytelnika jest zasada 10 000 godzin. Stosowanie tej reguły podobnież uczyni z nas eksperta i mistrza w danej dziedzinie. Z pewnością dla nikogo nie jest tajemnicą, że trening czyni mistrza, jednakowoż teoria świadomego treningu jest dość intrygująca swoim nowatorstwem. Dla osób, które głębiej zainteresują się tym tematem, autor przygotował zestawienie cech celowego ćwiczenia. Fragmenty, które mogą zwrócić waszą szczególną uwagę to przytaczane badania naukowców, teoria genialnych idiotów czy informacje dotyczące czasu pracy.
Pomimo wielu argumentów jakich użył Artur Król, nie jestem skłonna uwierzyć, że wrodzony talent nie istnieje. Zgadzam się z życiową prawdą, jakoby ciężka praca nad sobą oraz przede wszystkim systematyczność wyrabiały w nas pewne zdolności, jednakże wychodzę z założenia, że rozwój w pewnych dziedzinach nie jest dla wszystkich tak samo dostępny. Lekturę poradnika "Talent nie istnieje" można potraktować jako ciekawostkę i motywację do dalszej pracy nad sobą i eliminowaniem własnych słabości.
Posiadacie jakiś talent? Czy może w jakiejś dowolnej dziedzinie jesteście mistrzami i inni zwyczajnie wam zazdroszczą? Jeśli tak, to pewnie uważacie się za wybrańców losu. Nie każdy bowiem rodzi się z talentem i nie wszyscy mogą pochwalić się nadzwyczajnymi umiejętnościami. A co, jeśli pojęcie talentu w ogóle nie istnieje? Co, jeśli wszystko zależy wyłącznie od naszej wytrwałej pracy?
Artur Król to psycholog, trener i coach, którego specjalizacją jest praca z nieśmiałością, tworzeniem pewności siebie jak również pomoc w odszukaniu szczęścia i radości ludziom, którzy źle ulokowali swoje uczucia. Jest autorem wielu publikacji i artykułów, na co dzień pracuje w Warszawie, prowadząc indywidualne oraz grupowe spotkania. Pisarz fascynuje się również gotowaniem oraz literaturą fantasy i science-fiction.
Poradnik opiera się na jednej, głównej tezie – talent w takim znaczeniu jakim go używamy w życiu codziennym nie istnieje. Każdy od urodzenia ma takie same szanse odnieść sukces i stać się ekspertem w konkretnej dziedzinie. Wszystko to zależy wyłącznie od uwarunkowań społecznych i własnej pracy. Publikacja składa się z ośmiu rozdziałów. Dowiecie się z niej jak wygląda konfrontacja mitu talentu z rzeczywistością, jak wyglądają cechy celowego ćwiczenia czy jakie pułapki mogą na was czyhać w drodze do osiągnięcia upragnionego poziomu.
Do przeczytania poradnika Artura Króla skusił mnie kontrowersyjny tytuł, który zachęca do zajrzenia w treść książki. Od dziecka bowiem słyszymy, że ktoś ma talent do śpiewania, malowania czy grania na instrumentach. Twierdzenie więc o nieistnieniu talentu w takiej postaci, było dla mnie dość abstrakcyjną myślą. Autor próbuje przekonać czytelnika, że każdy z nas od urodzenia jest swoistą "tabula rasa", na której prowadzone życie kształtuje nasze zdolności do konkretnego poziomu. Według trenera talent jest zwykłym mitem, wpajanym ludziom od pokoleń. Podczas czytania przemyśleń autora, po głowie chodziło mi jedno pytanie: "Co w takim razie z geniuszem Mozarta? Najbardziej znanym cudownym dzieckiem." Poczułam się mile zaskoczona, gdy ten temat został ujęty w poradniku, co oznaczało, że autor nie boi się trudnych pytań i przede wszystkim ich nie unika. Nie będę zdradzać jakie kontrargumenty w tym wątku Artur Król zawarł w swojej książce.
Ciekawą wątkiem, jaki może zainteresować czytelnika jest zasada 10 000 godzin. Stosowanie tej reguły podobnież uczyni z nas eksperta i mistrza w danej dziedzinie. Z pewnością dla nikogo nie jest tajemnicą, że trening czyni mistrza, jednakowoż teoria świadomego treningu jest dość intrygująca swoim nowatorstwem. Dla osób, które głębiej zainteresują się tym tematem, autor przygotował zestawienie cech celowego ćwiczenia. Fragmenty, które mogą zwrócić waszą szczególną uwagę to przytaczane badania naukowców, teoria genialnych idiotów czy informacje dotyczące czasu pracy.
Pomimo wielu argumentów jakich użył Artur Król, nie jestem skłonna uwierzyć, że wrodzony talent nie istnieje. Zgadzam się z życiową prawdą, jakoby ciężka praca nad sobą oraz przede wszystkim systematyczność wyrabiały w nas pewne zdolności, jednakże wychodzę z założenia, że rozwój w pewnych dziedzinach nie jest dla wszystkich tak samo dostępny. Lekturę poradnika "Talent nie istnieje" można potraktować jako ciekawostkę i motywację do dalszej pracy nad sobą i eliminowaniem własnych słabości.
Subiektywnie o książkach awiola, 2013-07-18
Model biznesowy. TY
Książka „Model biznesowy. TY” T. Clarka, A. Osterwaldera i Y. Pigneufa przykuwa oko atrakcyjnym układem graficznym, ale gdy się zajrzy, okazuje się, że wymaga nie tylko czytania, ale też i robienia notatek, a nade wszystko przemyślenia pewnych spraw. Dlatego trudno było mi się za nią zabrać i czytanie rozłożyłam na kilka wieczorów – jednak nie był to czas zmarnowany. Główną ideą książki jest pomyślenie o sobie samym, jak o wytwórcy towaru, który ma się sprzedać i o naszej pracy jako o takim właśnie towarze. Dlatego punktem wyjścia jest tabela, w której dokonujemy oceny naszych wszystkich zasobów w aktualnym momencie – zdolności, umiejętności, wspierających nas ludzi, zasobów materialnych, tych, którzy od nas kupują i ich potrzebach, kanałów komunikacji, kosztach i przychodach.
W kolejnej części książki odpowiadamy na pytanie o to, kim jesteśmy. Oceniamy zadowolenie z kluczowych obszarów naszego życia, autodefinicją nas samych, o najważniejsze wydarzenia z naszej osi życia, o to, jaki typ osobowości reprezentujemy – Przedsiębiorczy, Konwencjonalny, Realistyczny, Dociekliwy, Artystyczny czy może Towarzyski? Następnie próbujemy na bazie tych wszystkich refleksji określić cel życiowy, który nam przyświeca, i sprawdzić, czy nasz osobisty model biznesowy odzwierciedla naszą osobowość i kluczowe umiejętności. Jeśli nie odzwierciedla – weryfikujemy go. Tak wygląda w skrócie idea książki.
Co zyskałam dzięki lekturze „Modelu biznesowego”? Miałam szansę przyjrzeć się, czy to, co robię zawodowo i pozazawodowo, odzwierciedla to, kim jestem i czy jest to wszystko ze sobą zgodne. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie. Pracuję w firmie informatycznej, piszę raporty, wymyślam produkty lub nowe zastosowania dla nich, zajmuję się wybranymi działaniami promocyjnymi. Po pracy? Maluję lub śpiewam. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Model pokazał, że jest w tym – wbrew pozorom – duża spójność. Otóż jestem typem Artystycznym, z niewielką domieszką Dociekliwego i Przedsiębiorczego. Artystyczny lubi tworzyć – wyżywa się w sztuce, w pisarstwie i pisaniu, tworzy nowe koncepcje. Dociekliwy to badacz, który lubi sprawdzać, dociekać, analizować, ale też chętnie dzieli się wiedzą. Przedsiębiorca próbuje to wszystko sprzedać. Jak widać, w życiu zawodowym używam umiejętności wszystkich trzech osobników, po godzinach daję pierwszeństwo temu dominującemu.
I wiecie co? Nie jest to dla mnie nic nowego. Jeszcze pod koniec studiów na warsztatach w Biurze Karier wypełnialiśmy różne testy predyspozycji zawodowych. Jeden z nich zawierał dokładnie ten sam podział (chociaż typy nazywały się inaczej), i miałam dokładnie takie same wyniki. Co z tym zrobiłam? Trafiłam do zawodu, który jest przeznaczony dla osób bardziej towarzyskich (specjalista PR), a po godzinach pracy udzielałam się społecznie po różnych stowarzyszeniach i wspólnotach. Bo mnie tak wychowano. Po paru ładnych latach zorientowałam się, że walczę ze sobą. Dopiero, kiedy zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą – a więc dawać sobie więcej czasu na bycie w samotności, na rozwijanie uzdolnień artystycznych – to wiele rzeczy zaczęło iść mi łatwiej, a ja sama jestem spokojniejsza. Dlatego warto szukać odpowiedzi na pytanie, kim się jest, rozpoznawać swoje mocne i słabe strony i przede wszystkim robić to, co daje nam największą radość. I o tym – w sposób dość analityczny i uporządkowany – opowiada właśnie ta książka. Więc jeśli czujecie, że coś w Waszej obecnej pracy Wam nie gra, że robicie coś na siłę i wbrew sobie i chcecie się zastanowić, co zmienić – „Model biznesowy. TY” jest dla Was. Jeśli dopiero myślicie o wyborze przyszłego zawodu – ta książka też jest dla Was. Być może zaoszczędzi Wam czas poświęcony na uczenie się na własnych błędach.
W kolejnej części książki odpowiadamy na pytanie o to, kim jesteśmy. Oceniamy zadowolenie z kluczowych obszarów naszego życia, autodefinicją nas samych, o najważniejsze wydarzenia z naszej osi życia, o to, jaki typ osobowości reprezentujemy – Przedsiębiorczy, Konwencjonalny, Realistyczny, Dociekliwy, Artystyczny czy może Towarzyski? Następnie próbujemy na bazie tych wszystkich refleksji określić cel życiowy, który nam przyświeca, i sprawdzić, czy nasz osobisty model biznesowy odzwierciedla naszą osobowość i kluczowe umiejętności. Jeśli nie odzwierciedla – weryfikujemy go. Tak wygląda w skrócie idea książki.
Co zyskałam dzięki lekturze „Modelu biznesowego”? Miałam szansę przyjrzeć się, czy to, co robię zawodowo i pozazawodowo, odzwierciedla to, kim jestem i czy jest to wszystko ze sobą zgodne. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie. Pracuję w firmie informatycznej, piszę raporty, wymyślam produkty lub nowe zastosowania dla nich, zajmuję się wybranymi działaniami promocyjnymi. Po pracy? Maluję lub śpiewam. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Model pokazał, że jest w tym – wbrew pozorom – duża spójność. Otóż jestem typem Artystycznym, z niewielką domieszką Dociekliwego i Przedsiębiorczego. Artystyczny lubi tworzyć – wyżywa się w sztuce, w pisarstwie i pisaniu, tworzy nowe koncepcje. Dociekliwy to badacz, który lubi sprawdzać, dociekać, analizować, ale też chętnie dzieli się wiedzą. Przedsiębiorca próbuje to wszystko sprzedać. Jak widać, w życiu zawodowym używam umiejętności wszystkich trzech osobników, po godzinach daję pierwszeństwo temu dominującemu.
I wiecie co? Nie jest to dla mnie nic nowego. Jeszcze pod koniec studiów na warsztatach w Biurze Karier wypełnialiśmy różne testy predyspozycji zawodowych. Jeden z nich zawierał dokładnie ten sam podział (chociaż typy nazywały się inaczej), i miałam dokładnie takie same wyniki. Co z tym zrobiłam? Trafiłam do zawodu, który jest przeznaczony dla osób bardziej towarzyskich (specjalista PR), a po godzinach pracy udzielałam się społecznie po różnych stowarzyszeniach i wspólnotach. Bo mnie tak wychowano. Po paru ładnych latach zorientowałam się, że walczę ze sobą. Dopiero, kiedy zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą – a więc dawać sobie więcej czasu na bycie w samotności, na rozwijanie uzdolnień artystycznych – to wiele rzeczy zaczęło iść mi łatwiej, a ja sama jestem spokojniejsza. Dlatego warto szukać odpowiedzi na pytanie, kim się jest, rozpoznawać swoje mocne i słabe strony i przede wszystkim robić to, co daje nam największą radość. I o tym – w sposób dość analityczny i uporządkowany – opowiada właśnie ta książka. Więc jeśli czujecie, że coś w Waszej obecnej pracy Wam nie gra, że robicie coś na siłę i wbrew sobie i chcecie się zastanowić, co zmienić – „Model biznesowy. TY” jest dla Was. Jeśli dopiero myślicie o wyborze przyszłego zawodu – ta książka też jest dla Was. Być może zaoszczędzi Wam czas poświęcony na uczenie się na własnych błędach.
annamiotk.pl Anna Miotk, 2013-07-14