Recenzje
Bądź sobą. Autentyczność jest w cenie
Nie zawsze wiemy jak się zachować w danej sytuacji. Zastanawiamy się co powiedzieć, jakie gesty wykonać, jaką postawę przyjąć. Co tak naprawdę kieruje naszym zachowaniem? Dlaczego w niektórych sytuacjach jest nam się łatwiej odnaleźć, a inne wywołują u nas stres? Przebywając z niektórymi osobami czujemy się dobrze, inni natomiast odbierają nam pewność siebie. Dlaczego zazdrościmy innym, szukamy wzorów do naśladowania? Gdzie w tym wszystkim jest sens?
Książka "Bądź sobą. Autentyczność jest w cenie." odpowiada nam na wiele pytań, pomaga się cofnąć do odległych czasów. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak ogromny wpływ na nasze obecne życie mają wydarzenia z przeszłości. Słowa wypowiedziane do dziecka mają wielką moc i na długo zapadają w jego pamięci. Na pewno wielu z Was słyszało zdanie, które popłynęło z ust rodzica: "Bądź cicho!" Temu komunikatowi towarzyszyło uczucie żalu i wstydu. Nauczyliśmy się, że lepiej pilnować własnych spraw, utrwalił się w nas lęk przed zabieraniem głosu czy wyrażaniem własnego zdania. Bliscy chcą dla nas jak najlepiej, jednak nie zdają sobie sprawy jak na nasze życie mogą wpłynąć komunikaty takie jak: "Nie przerywaj mi!", "Poczekaj na swoją kolej", "Nie pyskuj!", "Nie wolno Ci tak mówić!". "Dlaczego nie możesz być taki jak..." Skąd my znamy to zdanie? Oczywiście, słyszeliśmy je np. wtedy, kiedy otrzymaliśmy złą ocenę, źle się zachowaliśmy, nie zachowaliśmy się tak jak oczekują inni. Jaki może być skutek tych słów? Staramy się pokazać innym, że coś znaczymy. Rywalizujemy, chcemy podnieść poczucie własnej wartości.
Książka podpowiada nam jak uwolnić się od wydarzeń z przeszłości. Ukazuje nam teraźniejszość, to co jest tu i teraz. Pomaga nam zacząć myśleć pozytywnie, podpowiada w jaki sposób uniknąć wpływu innych osób. Przecież mamy własny wybór! Możemy sami decydować czego chcemy, a czego nie. Oczywiście, że zdanie innych należy uszanować.. Jednak nikt nie może nam niczego narzucić.
Autor książki dzieli się z nami sposobami na to, by ludzie odbierali nas jako osoby "prawdziwe" i szczere. Pomaga nam walczyć z obawami i własnymi słabościami. Według niego strach nie musi być uczuciem, które nas paraliżuje, zabiera chęci do działania.. Wręcz przeciwnie! Powinien motywować. Musimy uzmysłowić sobie czego się boimy i przyznać się do tego. Każdy człowiek odczuwa jakieś obawy.. Trzeba walczyć z własnymi słabościami, nauczyć się zamieniać strach i złość w motywację do działania.
Jak być autentycznym? Przede wszystkim trzeba nauczyć się wyrażać siebie i nie kryć własnych emocji. Ważne jest by nauczyć się rozwiązywać konflikty, nie uciekać przed nimi. Autor ukazuje nam wiele dróg, dzięki którym możemy poznać siebie, rozwijać się, dążyć do autentyczności i życia w zgodzie z własnymi przekonaniami. Każdy czegoś się boi, każdy w coś wierzy, każdy ma swoje przekonania.. Autor "ściąga maskę" z twarzy człowieka. Pomaga pozbyć się uprzedzeń, przedstawia nam człowieka jako istotę zdolną do okazywania uczuć i emocji.
Książka "Bądź sobą. Autentyczność jest w cenie." odpowiada nam na wiele pytań, pomaga się cofnąć do odległych czasów. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak ogromny wpływ na nasze obecne życie mają wydarzenia z przeszłości. Słowa wypowiedziane do dziecka mają wielką moc i na długo zapadają w jego pamięci. Na pewno wielu z Was słyszało zdanie, które popłynęło z ust rodzica: "Bądź cicho!" Temu komunikatowi towarzyszyło uczucie żalu i wstydu. Nauczyliśmy się, że lepiej pilnować własnych spraw, utrwalił się w nas lęk przed zabieraniem głosu czy wyrażaniem własnego zdania. Bliscy chcą dla nas jak najlepiej, jednak nie zdają sobie sprawy jak na nasze życie mogą wpłynąć komunikaty takie jak: "Nie przerywaj mi!", "Poczekaj na swoją kolej", "Nie pyskuj!", "Nie wolno Ci tak mówić!". "Dlaczego nie możesz być taki jak..." Skąd my znamy to zdanie? Oczywiście, słyszeliśmy je np. wtedy, kiedy otrzymaliśmy złą ocenę, źle się zachowaliśmy, nie zachowaliśmy się tak jak oczekują inni. Jaki może być skutek tych słów? Staramy się pokazać innym, że coś znaczymy. Rywalizujemy, chcemy podnieść poczucie własnej wartości.
Książka podpowiada nam jak uwolnić się od wydarzeń z przeszłości. Ukazuje nam teraźniejszość, to co jest tu i teraz. Pomaga nam zacząć myśleć pozytywnie, podpowiada w jaki sposób uniknąć wpływu innych osób. Przecież mamy własny wybór! Możemy sami decydować czego chcemy, a czego nie. Oczywiście, że zdanie innych należy uszanować.. Jednak nikt nie może nam niczego narzucić.
Autor książki dzieli się z nami sposobami na to, by ludzie odbierali nas jako osoby "prawdziwe" i szczere. Pomaga nam walczyć z obawami i własnymi słabościami. Według niego strach nie musi być uczuciem, które nas paraliżuje, zabiera chęci do działania.. Wręcz przeciwnie! Powinien motywować. Musimy uzmysłowić sobie czego się boimy i przyznać się do tego. Każdy człowiek odczuwa jakieś obawy.. Trzeba walczyć z własnymi słabościami, nauczyć się zamieniać strach i złość w motywację do działania.
Jak być autentycznym? Przede wszystkim trzeba nauczyć się wyrażać siebie i nie kryć własnych emocji. Ważne jest by nauczyć się rozwiązywać konflikty, nie uciekać przed nimi. Autor ukazuje nam wiele dróg, dzięki którym możemy poznać siebie, rozwijać się, dążyć do autentyczności i życia w zgodzie z własnymi przekonaniami. Każdy czegoś się boi, każdy w coś wierzy, każdy ma swoje przekonania.. Autor "ściąga maskę" z twarzy człowieka. Pomaga pozbyć się uprzedzeń, przedstawia nam człowieka jako istotę zdolną do okazywania uczuć i emocji.
czytamysobie.blogspot.com 92ana, 2013-11-07
Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca
„Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca” to książka autorstwa Katarzyny Drogi, dziennikarki, pisarki i redaktorki prasy kobiecej. Początkowo nie byłam przekonana co do tej pozycji, choć ciekawiło mnie umiejscowienie akcji na Białostocczyźnie. Mieszkam na Podlasiu, dlatego choćby z tego powodu postanowiłam dać szansę tej lekturze. Czy słusznie? O tym więcej w dalszej części mojej opinii. Poznajemy burzliwe i barwne dzieje rodziny Zajewiczów. Wszystko dzięki „Pamiętnikowi Janki”, który skrywa tak wiele wspomnień, zapomnianych już wydarzeń, dramatów ludzkich jak i obraz życia w szybko zmieniającej się Polsce XX wieku. Pośród notatek, listów, pożółkłych fotografii kryje się niesamowita, wzruszająca i prawdziwa do bólu opowieść o ludziach z przeszłości, trudnej historii, niełatwych wyborach, skomplikowanych zależnościach. Będzie tu nieco romantycznych uniesień, trochę przygód, nutka sensacji, ułamek politycznej zawieruchy. Każdy coś tu dla siebie znajdzie. Książka przesiąknięta zadumą, refleksją, wspomnieniami. Od początku czuć klimat innych czasów, które zostały tu oddane z nieskrywaną precyzją i drobiazgowością. Całość czyta się niespiesznie, z niemałym zainteresowaniem, bowiem nie tempo książki jest tu istotne, ale przemyślenia i uczucia, jakie w nas wywołuje . Plusem jest również pięknie i malowniczo ukazane Podlasie. Cóż mogę jeszcze napisać? To osobista, wielowątkowa opowieść, która wciąga, skłania do przemyśleń i wywołuje wiele emocji. Polecam!
kasandra-85.blogspot.com kasandra_85, 2013-11-26
SpecBabka. Obudź w sobie kobiecą moc!
W każdym z nas toczy się wewnętrzna walka krytyka, realistki marzycielki.. Mamy marzenia, które chcielibyśmy spełnić, jednak powstrzymuje nas wewnętrzny głos, który mówi, że nie podołamy zadaniu, że nie ma sensu się go podejmować. Zniechęca nas do działania a nawet budzi w nas strach przed porażką i ośmieszeniem. Nasz głos „realistki” stara się utrzymać wszystko w harmonii i obiektywnie patrzeć na cel, który chcemy osiągnąć. Dzięki takiemu spojrzeniu potrafimy ocenić nasze szanse, zdając sobie sprawę zarówno z plusów i minusów, z dobrych i złych stron, z tego co możemy osiągnąć i co możemy stracić.
Podoba mi się sposób , w jaki autorka zwraca się do czytelniczki. Przedstawia pewne sytuacje z trzech punktów widzenia: swojego wewnętrznego krytyka, realistki i swojej marzycielki. Przytacza wiele dialogów, które mocno oddziałują na naszą wyobraźnie i pomagają nam zrozumieć pewne zależności. Niektóre fragmenty książki napisane są w formie listu, w taki sposób, żeby każda czytelniczka mogła odebrać treść w taki sposób, jakby słowa autorki kierowane były właśnie do niej. Czym jeszcze ujęła mnie ta książka? Przede wszystkim tym, że czytając, możemy odnieść wrażenie, że uczestniczymy w tworzeniu tej książki. Autorka pisze o swoich obawach, które towarzyszyły jej podczas pisania, oraz o tym ile serca włożyła w to, żeby każda czytelniczka mogła wyciągnąć z treści coś dla siebie i poczuła się wyróżniona, utożsamiała się z bohaterami.
Autorka książki uświadamia nam, ze nasze ciało współgra ze sobą i każda jego część jest ważna. Mówimy: „Jesteś tym, o czym myślisz”. W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. Wiele zależy od naszego nastawienia. Jeśli myślimy optymistycznie, nie wmawiamy sobie: „Na pewno się nie uda”, „To nie dla mnie”, to możemy wiele osiągnąć. Dzięki pozytywnemu nastawieniu zaczynamy dostrzegać różne rozwiązania i wiele możliwości. Tak jak my myślimy o sobie, tak postrzegają nas inni. Nie możliwe? Podam prosty przykład. Kiedy jesteśmy smutni, przygnębieni i brakuje nam chęci do życia, od razu można wyczuć nasz nastrój. Kiedy tryskamy energią, wierzymy, że uda nam się osiągnąć cel, uśmiechamy się do ludzi – jesteśmy odbierani pozytywnie, zarażamy dobrym humorem.. A co za tym idzie, ludzie lubią przebywać w naszym towarzystwie, wręcz stajemy się dla nich motywacją, popychamy ich do działania.
A teraz „Boska wiedza i diabelskie moce” według autorki:
- oczy widzą okazje i ukryte relacje międzyludzkie,
- emocje to siła tworzenia i siła niszczenia,
- jesteś tym, co jesz,
- umysł kreuje rzeczywistość poprzez moc i kierunek koncentracji,
- uszy słyszą to, co pomiędzy słowami,
- usta znają moc mówienia i siłę milczenia,
- nogi zaprowadzą Cię tam, gdzie zaplanuje umysł,
- ciało wspiera Cię, gdy je szanujesz.
W książce podobają mi się również fragmenty opowieści, w których istota rozmawia ze stwórcą. Z tego dialogu można wiele wywnioskować, spojrzeć w pewnej perspektywy na nieracjonalne zachowania ludzi, na wartości, które obecnie rządzą na świecie.
Dzięki tej książce zrozumiałam, w jak ogromnym stopniu naszym życiem rządzą przekonania. Decydują one nie tylko o zdrowiu, wyglądzie, tożsamości, zarobkach, naszym zachowaniu i o relacjach z ludźmi. Tworzą one fundament rzeczywistości, nabywamy je nieświadomie, mogą być wzmacniane albo osłabiane. Czym jest pozbycie się ograniczających przekonań? To wątpienie w to co obecnie wiemy na swój temat i w co wierzymy. Przez całe życie szukamy potwierdzenia własnych przekonań.
W książce znajdziemy wiele ciekawych zagadnień, na których temat warto poczytać. Ja na pewno jeszcze niejednokrotnie sięgnę po „Specbabkę”, ponieważ porusza ona tematykę wartości, zachowań własnych i ludzi w naszym otoczeniu oraz sposobu myślenia na temat dążenia do celu i jego realizacji.
Podoba mi się sposób , w jaki autorka zwraca się do czytelniczki. Przedstawia pewne sytuacje z trzech punktów widzenia: swojego wewnętrznego krytyka, realistki i swojej marzycielki. Przytacza wiele dialogów, które mocno oddziałują na naszą wyobraźnie i pomagają nam zrozumieć pewne zależności. Niektóre fragmenty książki napisane są w formie listu, w taki sposób, żeby każda czytelniczka mogła odebrać treść w taki sposób, jakby słowa autorki kierowane były właśnie do niej. Czym jeszcze ujęła mnie ta książka? Przede wszystkim tym, że czytając, możemy odnieść wrażenie, że uczestniczymy w tworzeniu tej książki. Autorka pisze o swoich obawach, które towarzyszyły jej podczas pisania, oraz o tym ile serca włożyła w to, żeby każda czytelniczka mogła wyciągnąć z treści coś dla siebie i poczuła się wyróżniona, utożsamiała się z bohaterami.
Autorka książki uświadamia nam, ze nasze ciało współgra ze sobą i każda jego część jest ważna. Mówimy: „Jesteś tym, o czym myślisz”. W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. Wiele zależy od naszego nastawienia. Jeśli myślimy optymistycznie, nie wmawiamy sobie: „Na pewno się nie uda”, „To nie dla mnie”, to możemy wiele osiągnąć. Dzięki pozytywnemu nastawieniu zaczynamy dostrzegać różne rozwiązania i wiele możliwości. Tak jak my myślimy o sobie, tak postrzegają nas inni. Nie możliwe? Podam prosty przykład. Kiedy jesteśmy smutni, przygnębieni i brakuje nam chęci do życia, od razu można wyczuć nasz nastrój. Kiedy tryskamy energią, wierzymy, że uda nam się osiągnąć cel, uśmiechamy się do ludzi – jesteśmy odbierani pozytywnie, zarażamy dobrym humorem.. A co za tym idzie, ludzie lubią przebywać w naszym towarzystwie, wręcz stajemy się dla nich motywacją, popychamy ich do działania.
A teraz „Boska wiedza i diabelskie moce” według autorki:
- oczy widzą okazje i ukryte relacje międzyludzkie,
- emocje to siła tworzenia i siła niszczenia,
- jesteś tym, co jesz,
- umysł kreuje rzeczywistość poprzez moc i kierunek koncentracji,
- uszy słyszą to, co pomiędzy słowami,
- usta znają moc mówienia i siłę milczenia,
- nogi zaprowadzą Cię tam, gdzie zaplanuje umysł,
- ciało wspiera Cię, gdy je szanujesz.
W książce podobają mi się również fragmenty opowieści, w których istota rozmawia ze stwórcą. Z tego dialogu można wiele wywnioskować, spojrzeć w pewnej perspektywy na nieracjonalne zachowania ludzi, na wartości, które obecnie rządzą na świecie.
Dzięki tej książce zrozumiałam, w jak ogromnym stopniu naszym życiem rządzą przekonania. Decydują one nie tylko o zdrowiu, wyglądzie, tożsamości, zarobkach, naszym zachowaniu i o relacjach z ludźmi. Tworzą one fundament rzeczywistości, nabywamy je nieświadomie, mogą być wzmacniane albo osłabiane. Czym jest pozbycie się ograniczających przekonań? To wątpienie w to co obecnie wiemy na swój temat i w co wierzymy. Przez całe życie szukamy potwierdzenia własnych przekonań.
W książce znajdziemy wiele ciekawych zagadnień, na których temat warto poczytać. Ja na pewno jeszcze niejednokrotnie sięgnę po „Specbabkę”, ponieważ porusza ona tematykę wartości, zachowań własnych i ludzi w naszym otoczeniu oraz sposobu myślenia na temat dążenia do celu i jego realizacji.
czytamysobie.blogspot.com 92ana, 2013-11-21
System Białoruś
Książka białoruskiego opozycyjnego dziennikarza polskiego pochodzenia jest subiektywną opowieścią o ostatnim dyktatorze Europy. Andrzej Poczobut napisał przyzwoite, publicystyczne resume drogi do władzy i sytemu jaki stworzył Aleksander Łukaszenko. Jednak ambitniejszy czytelnik nie powinien oczekiwać po książce zbyt wielu nowych informacji czy intrygujących ocen.
Jednak takie też było najwyraźniej zamierzenie autora. Chciał on napisać lekką, zwięzłą, łatwą do przyswojenia książkę i taką właśnie ona jest. Prawdę powiedziawszy napisaną żywym, prostym (nie mylić z prostackim) językiem opowieść przetykaną anegdotami czyta się tak doskonale, że uparty czytelnik może ją pochłonąć jednym ciągiem.
Oczywiście dyskurs Poczobuta przesycony jest ostrymi ocenami. Ma do tego prawo. Autor wszak nie próbuje ukrywać swojego zaangażowania. Jest znanym dziennikarzem, publicystą i blogerem publikującym w opozycyjnych mediach białoruskich a także miejscowym korespondentem „Gazety Wyborczej”. Za swoje artykuły był celem białoruskiej prokuratury i sądów. W 2011 roku przesiedział kilka miesięcy w areszcie w czasie postępowania o „znieważenie prezydenta Białorusi”. Ostatecznie został skazany na trzy lata pozbawiania wolności w zawieszeniu na dwa lata. Kolejna sprawa z ubiegłego roku została umorzona.
Poczobutowi z pewnością nie pomogło i to, że przez lata był działaczem nieuznawanego przez białoruskie władze Związku Polaków na Białorusi będąc swego czasu przewodniczącym jego Rady Naczelnej i redaktorem wydawanego przezeń nielegalnego „Magazynu Polskiego na uchodźstwie”.
Poczobut był obecny na mińskim Placu Niezależności, gdy w dniu ogłoszenia wyników ostatnich wyborów prezydenckich – 19 grudnia 2010 r. – milicja i OMON brutalnie rozpędziły wielką demonstrację przeciw ich sfałszowaniu – jak uznali zwolennicy opozycji. Dzień ten rozpoczął na Białorusi nowy okres dokręcania śruby, aczkolwiek dziś już niemal wszyscy opozycjoniści znajdują się na wolności.
Niewątpliwie więc książka jest rozliczeniem prezydenta Białorusi przez jego przeciwnika. Poczobut krytykuje jego i system jaki stworzył z pozycji liberalnego demokraty, według tych kryteriów przykładając do współczesnej Białorusi szablon normalnego kraju. Truizmem jest stwierdzenie, że Aleksandr Łukaszenko ani liberałem, ani demokratą nie jest, co jest uwypuklane przez autora kolejnymi przykładami działań prezydenta. W tym względzie książka nie różni się od dyskursu mediów głównego nurtu, jaki słuchamy od lat - fałszowane wybory, dyktatura, represje. Mniej uważni obserwatorzy spraw naszego wschodniego sąsiada uzupełnią swój przegląd faktografii. Niemniej wydźwięk książki nie wychodzi poza moralizatorskie, dychotomiczne przeciwstawienie złego dyktatora dobrej, demokratycznej opozycji.
Różne wcielania Aleksandra Grigoriewicza
Dla tych lepiej orientujących się w sprawach Białorusi znacznie ciekawszy od części opisującej rządy pierwszego białoruskiego prezydenta będzie rozdział ukazujący jego drogę do władzy.
Poczobut opisuje pierwsze szczeble kariery Łukaszenki – z jednej strony konformisty, gorliwego działacza Komsomołu oraz komunistycznego agitatora od spraw międzynarodowych i ateizmu, z drugiej posiadającego inklinację do populizmu trybuna ludowego. Już wtedy gdy z łam uniwersyteckiej gazetki atakował wykładowców dających się we znaki studentom, i wtedy gdy demaskował „mafię” w mohylewskim urzędzie do spraw dystrybucji produkt spożywczych, za co zresztą został zeń wyrzucony.
Z pewnością więc młody Aleksander Grigoriewicz nie był zwykłym, miernym ale wiernym, komunistycznym aparatczykiem, ani komunistycznym baronem jak sekretarze partyjni, którzy wraz z rozkładem ZSRR przechwycili automatycznie autorytarną władzę nad republikami w Azji Środkowej.
Może wydać się zaskakującym, że Łukaszenka znany dziś jako konserwator sowieckich mechanizmów u schyłku Związku Radzieckiego był stronnikiem gorbaczowowskiej pieriestrojki i zwolennikiem ekonomicznych reform. W pierwszych pluralistycznych wyborach do Rady Najwyższej ZSRR Łukaszenka – wówczas nieźle radzący sobie dyrektor kołchozu w Gorodźcu wystartował w okręgu jako kandydat niezależny przeciw ówczesnemu premierowi republiki Wiaczesławowi Kiebiczowi. Wobec ataku nomenklatury i wówczas wyłącznie państwowych mediów przegrał. Jednak już rok później został dużą większością głosów wybrany deputowanym do republikańskiej Rady Najwyższej w Mińsku.
Co ciekawe ówczesny Łukaszenka znakomicie funkcjonował w żywiole kampanii wyborczej, jako chyba jedyny ówczesny białoruski polityk rozumiał jej naturę, mimo braku doświadczenia i przygotowania znakomicie odnajdywał na wiecach i nawiązywał dobry kontakt ze zwykłymi Białorusinami. To właśnie wówczas wszedł w buty ludowego trybuna na którego nadal się kreuje, rugając przez kamerami państwowej telewizji swoich ministrów i urzędników za takie czy inne sygnalizowane przez ludność nieprawidłowości.
Oczywiście od tego czasu wiele się zmieniło. Niegdysiejszy zawzięty krytyk zasklepionej sowieckiej nomenklatury, po dojściu do władzy po prostu ją przejął i uczynił własnym aparatem władzy. Niegdysiejszy bojownik z korupcją, która to rola była główną trampoliną do prezydentury w 1994 r., w czasie dwudziestu lat sprawowania głowy państwa zgromadził kolosalny majątek.
Miarą politycznego talentu Łukaszenki jest to, że dla znacznej części Białorusinów nadal pozostaje on swoim człowiekiem, „baćką” – ojczulkiem, gwarantującym w ich mniemaniu jako taką stabilizację socjalną, broniącym przed pazernymi biznesmanami i imperialistycznym zachodem.
Poczobut słusznie zauważa, że cały system ekonomiczny stworzony przez Białorusi, opierający się w dużej mierze na państwowej własności i centralnym planowaniu, mógł gwarantować jej mieszkańcom „małą stabilizację” tylko i wyłącznie wskutek wieloletniego dotowania go przez Moskwę, przesyłającej ropę i gaz po kosztach, w zamian za określone stanowisko polityczne Mińska.
W tym względzie zresztą również dokonała się przemiana Łukaszenki. Wchodził na scenę polityczną jako krytyk dyktatury Moskwy a jako deputowany pojawiał się na zebraniach klubu parlamentarnego antykomunistycznego Białoruskiej Frontu Narodowego. Poczobut przytacza opinię iż Łukaszenko przestał na nie przychodzić, gdy zobaczył, że dzięki BNF kariery nie zrobi. Gdy w 1994 r. 77% procent Białorusinów żałowało rozpadu ZSRR jak rasowy populista przedzierzgnął się w admiratora starych porządków czemu daje wyraz w sferze polityki historycznej i gospodarczej. Jednak autor publikacji zauważa, że wynika to nie tyle z ideologicznej wizji prezydenta ile świadomości, iż utrzymywanie zatrudnienia znacznej części ludności w państwowych przedsiębiorstwach daje władzy do ręki bezpośrednie i bardzo skuteczne narzędzie jej ewentualnego represjonowania.
Niepełny obraz
Biorąc pod uwagę istnienie współpracujących z władzą i całkowicie od niej uzależnionych oligarchów czy fakt, że znaczna część Białorusinów zatrudnionych jest na kontrakty będące odpowiednikami naszych „umów śmieciowych” Poczobut skutecznie falsyfikuje wyobrażenia niektórych lewicowych piewców współczesnej gospodarki Białorusi jako systemu „społecznie wrażliwego”.
Poczobut ukazał białoruskiego prezydenta takim jakim jest - jako niezwykle ambitnego, zdolnego polityka, do bólu pragmatycznego w swym dążeniu do zdobycia i utrzymania autorytarnej władzy. Kiedy trzeba także bezwzględnego, swego czasu nie cofającego się przed co najmniej tolerowaniem działania w ramach ministerstwa spraw wewnętrznych szwadronów śmierci eliminujących kryminalistów, ale także politycznych oponentów, w tym dawnych współpracowników.
Personalizując swój opis łukaszenkowskiej Białorusi autor niewątpliwie uczynił książkę strawniejszą dla masowego odbiorcy. Niemniej przez to tracimy z widnokręgu kawał rzeczywistości i tym trudniej zrozumieć podstawy „Systemu Białoruś” – a przecież nie są nimi jedynie cechy charakteru jej prezydenta (nadmierne psychologizowanie i tłumaczenie politycznych inklinacji Łukaszenki trudnym dzieciństwem nie jest mocną stroną książki).
Każdy bowiem kto zajmie się fenomenem Łukaszenki stwierdzi, że może on liczyć na poparcie znacznej części Białorusinów (w przeszłości nawet bezwzględnej większości). Poza strachem ma ono znacznie głębsze korzenie, które Poczobut zaledwie sygnalizuje. Tymczasem przecież warto się zastanowić, co decyduje o atrakcyjności owego systemu, nawet jeśli jest się jego krytykiem.
Brak ten rekompensują wieńczące książkę opisy postaw sześciu przeciętnych obywateli Republiki Białoruś, z którymi pozmawiał Poczobut. Ciekawe o tyle, że burzą łatwy stereotyp każący nam wyobrażać sobie, że zaplecze społeczne Łukaszenki stanowią jedynie emeryci i słabo wykształceni kołchoźnicy z prowincji. Stanowią one znakomite zwieńczenie pracy autora, który pozwala przemówić komuś poza sobą.
Istotnym minusem książki Poczobuta jest całkowity brak ujęcia specyficznej kwestii polskiej mniejszości narodowej na Białorusi. Tymczasem jest to największa wspólnota polska spośród naszych rodaków w trzech państwach dzierżących dziś dawne Kresy Wschodnie. Związek Polaków na Białorusi w ubiegłej dekadzie był ostatnią wielką organizacją społeczną niekontrolowaną przez władze (znacznie żywotniejszą od białoruskich partii opozycyjnych), zaś w 2005 roku został rozbity i zdelegalizowany. Łukaszenko w znacznej mierze krępuje możliwość pielęgnowania przez tę społeczność własnej tożsamości narodowej i przekazywania jej przyszłym pokoleniom – dość wspomnieć, że 295 tys. Polaków na Białorusi ma do dyspozycji tylko dwie polskojęzyczne szkoły, dla porównania około 200 tys. Polaków na Litwie.
Jednocześnie jednak także w kręgach opozycji nie brakuje szowinistycznie nastrojonych jednostek kwestionujących istnienie polskiej mniejszości nad Niemnem i Świsłoczą. Być może ten fakt łamiący nieco czarno-białą wizję Poczobuta, w której strona opozycyjna jest tą bezwzględnie dobrą, spowodował, że nie poświęcił on Polakom na Białorusi odrębnego miejsca w swoim wywodzie.
Tak czy owak stanowi to istotną wadę publikacji i zarzut pod adresem autora, który przecież jeszcze do niedawna był znaczącym działaczem nielegalnego ZPB.
Jednak takie też było najwyraźniej zamierzenie autora. Chciał on napisać lekką, zwięzłą, łatwą do przyswojenia książkę i taką właśnie ona jest. Prawdę powiedziawszy napisaną żywym, prostym (nie mylić z prostackim) językiem opowieść przetykaną anegdotami czyta się tak doskonale, że uparty czytelnik może ją pochłonąć jednym ciągiem.
Oczywiście dyskurs Poczobuta przesycony jest ostrymi ocenami. Ma do tego prawo. Autor wszak nie próbuje ukrywać swojego zaangażowania. Jest znanym dziennikarzem, publicystą i blogerem publikującym w opozycyjnych mediach białoruskich a także miejscowym korespondentem „Gazety Wyborczej”. Za swoje artykuły był celem białoruskiej prokuratury i sądów. W 2011 roku przesiedział kilka miesięcy w areszcie w czasie postępowania o „znieważenie prezydenta Białorusi”. Ostatecznie został skazany na trzy lata pozbawiania wolności w zawieszeniu na dwa lata. Kolejna sprawa z ubiegłego roku została umorzona.
Poczobutowi z pewnością nie pomogło i to, że przez lata był działaczem nieuznawanego przez białoruskie władze Związku Polaków na Białorusi będąc swego czasu przewodniczącym jego Rady Naczelnej i redaktorem wydawanego przezeń nielegalnego „Magazynu Polskiego na uchodźstwie”.
Poczobut był obecny na mińskim Placu Niezależności, gdy w dniu ogłoszenia wyników ostatnich wyborów prezydenckich – 19 grudnia 2010 r. – milicja i OMON brutalnie rozpędziły wielką demonstrację przeciw ich sfałszowaniu – jak uznali zwolennicy opozycji. Dzień ten rozpoczął na Białorusi nowy okres dokręcania śruby, aczkolwiek dziś już niemal wszyscy opozycjoniści znajdują się na wolności.
Niewątpliwie więc książka jest rozliczeniem prezydenta Białorusi przez jego przeciwnika. Poczobut krytykuje jego i system jaki stworzył z pozycji liberalnego demokraty, według tych kryteriów przykładając do współczesnej Białorusi szablon normalnego kraju. Truizmem jest stwierdzenie, że Aleksandr Łukaszenko ani liberałem, ani demokratą nie jest, co jest uwypuklane przez autora kolejnymi przykładami działań prezydenta. W tym względzie książka nie różni się od dyskursu mediów głównego nurtu, jaki słuchamy od lat - fałszowane wybory, dyktatura, represje. Mniej uważni obserwatorzy spraw naszego wschodniego sąsiada uzupełnią swój przegląd faktografii. Niemniej wydźwięk książki nie wychodzi poza moralizatorskie, dychotomiczne przeciwstawienie złego dyktatora dobrej, demokratycznej opozycji.
Różne wcielania Aleksandra Grigoriewicza
Dla tych lepiej orientujących się w sprawach Białorusi znacznie ciekawszy od części opisującej rządy pierwszego białoruskiego prezydenta będzie rozdział ukazujący jego drogę do władzy.
Poczobut opisuje pierwsze szczeble kariery Łukaszenki – z jednej strony konformisty, gorliwego działacza Komsomołu oraz komunistycznego agitatora od spraw międzynarodowych i ateizmu, z drugiej posiadającego inklinację do populizmu trybuna ludowego. Już wtedy gdy z łam uniwersyteckiej gazetki atakował wykładowców dających się we znaki studentom, i wtedy gdy demaskował „mafię” w mohylewskim urzędzie do spraw dystrybucji produkt spożywczych, za co zresztą został zeń wyrzucony.
Z pewnością więc młody Aleksander Grigoriewicz nie był zwykłym, miernym ale wiernym, komunistycznym aparatczykiem, ani komunistycznym baronem jak sekretarze partyjni, którzy wraz z rozkładem ZSRR przechwycili automatycznie autorytarną władzę nad republikami w Azji Środkowej.
Może wydać się zaskakującym, że Łukaszenka znany dziś jako konserwator sowieckich mechanizmów u schyłku Związku Radzieckiego był stronnikiem gorbaczowowskiej pieriestrojki i zwolennikiem ekonomicznych reform. W pierwszych pluralistycznych wyborach do Rady Najwyższej ZSRR Łukaszenka – wówczas nieźle radzący sobie dyrektor kołchozu w Gorodźcu wystartował w okręgu jako kandydat niezależny przeciw ówczesnemu premierowi republiki Wiaczesławowi Kiebiczowi. Wobec ataku nomenklatury i wówczas wyłącznie państwowych mediów przegrał. Jednak już rok później został dużą większością głosów wybrany deputowanym do republikańskiej Rady Najwyższej w Mińsku.
Co ciekawe ówczesny Łukaszenka znakomicie funkcjonował w żywiole kampanii wyborczej, jako chyba jedyny ówczesny białoruski polityk rozumiał jej naturę, mimo braku doświadczenia i przygotowania znakomicie odnajdywał na wiecach i nawiązywał dobry kontakt ze zwykłymi Białorusinami. To właśnie wówczas wszedł w buty ludowego trybuna na którego nadal się kreuje, rugając przez kamerami państwowej telewizji swoich ministrów i urzędników za takie czy inne sygnalizowane przez ludność nieprawidłowości.
Oczywiście od tego czasu wiele się zmieniło. Niegdysiejszy zawzięty krytyk zasklepionej sowieckiej nomenklatury, po dojściu do władzy po prostu ją przejął i uczynił własnym aparatem władzy. Niegdysiejszy bojownik z korupcją, która to rola była główną trampoliną do prezydentury w 1994 r., w czasie dwudziestu lat sprawowania głowy państwa zgromadził kolosalny majątek.
Miarą politycznego talentu Łukaszenki jest to, że dla znacznej części Białorusinów nadal pozostaje on swoim człowiekiem, „baćką” – ojczulkiem, gwarantującym w ich mniemaniu jako taką stabilizację socjalną, broniącym przed pazernymi biznesmanami i imperialistycznym zachodem.
Poczobut słusznie zauważa, że cały system ekonomiczny stworzony przez Białorusi, opierający się w dużej mierze na państwowej własności i centralnym planowaniu, mógł gwarantować jej mieszkańcom „małą stabilizację” tylko i wyłącznie wskutek wieloletniego dotowania go przez Moskwę, przesyłającej ropę i gaz po kosztach, w zamian za określone stanowisko polityczne Mińska.
W tym względzie zresztą również dokonała się przemiana Łukaszenki. Wchodził na scenę polityczną jako krytyk dyktatury Moskwy a jako deputowany pojawiał się na zebraniach klubu parlamentarnego antykomunistycznego Białoruskiej Frontu Narodowego. Poczobut przytacza opinię iż Łukaszenko przestał na nie przychodzić, gdy zobaczył, że dzięki BNF kariery nie zrobi. Gdy w 1994 r. 77% procent Białorusinów żałowało rozpadu ZSRR jak rasowy populista przedzierzgnął się w admiratora starych porządków czemu daje wyraz w sferze polityki historycznej i gospodarczej. Jednak autor publikacji zauważa, że wynika to nie tyle z ideologicznej wizji prezydenta ile świadomości, iż utrzymywanie zatrudnienia znacznej części ludności w państwowych przedsiębiorstwach daje władzy do ręki bezpośrednie i bardzo skuteczne narzędzie jej ewentualnego represjonowania.
Niepełny obraz
Biorąc pod uwagę istnienie współpracujących z władzą i całkowicie od niej uzależnionych oligarchów czy fakt, że znaczna część Białorusinów zatrudnionych jest na kontrakty będące odpowiednikami naszych „umów śmieciowych” Poczobut skutecznie falsyfikuje wyobrażenia niektórych lewicowych piewców współczesnej gospodarki Białorusi jako systemu „społecznie wrażliwego”.
Poczobut ukazał białoruskiego prezydenta takim jakim jest - jako niezwykle ambitnego, zdolnego polityka, do bólu pragmatycznego w swym dążeniu do zdobycia i utrzymania autorytarnej władzy. Kiedy trzeba także bezwzględnego, swego czasu nie cofającego się przed co najmniej tolerowaniem działania w ramach ministerstwa spraw wewnętrznych szwadronów śmierci eliminujących kryminalistów, ale także politycznych oponentów, w tym dawnych współpracowników.
Personalizując swój opis łukaszenkowskiej Białorusi autor niewątpliwie uczynił książkę strawniejszą dla masowego odbiorcy. Niemniej przez to tracimy z widnokręgu kawał rzeczywistości i tym trudniej zrozumieć podstawy „Systemu Białoruś” – a przecież nie są nimi jedynie cechy charakteru jej prezydenta (nadmierne psychologizowanie i tłumaczenie politycznych inklinacji Łukaszenki trudnym dzieciństwem nie jest mocną stroną książki).
Każdy bowiem kto zajmie się fenomenem Łukaszenki stwierdzi, że może on liczyć na poparcie znacznej części Białorusinów (w przeszłości nawet bezwzględnej większości). Poza strachem ma ono znacznie głębsze korzenie, które Poczobut zaledwie sygnalizuje. Tymczasem przecież warto się zastanowić, co decyduje o atrakcyjności owego systemu, nawet jeśli jest się jego krytykiem.
Brak ten rekompensują wieńczące książkę opisy postaw sześciu przeciętnych obywateli Republiki Białoruś, z którymi pozmawiał Poczobut. Ciekawe o tyle, że burzą łatwy stereotyp każący nam wyobrażać sobie, że zaplecze społeczne Łukaszenki stanowią jedynie emeryci i słabo wykształceni kołchoźnicy z prowincji. Stanowią one znakomite zwieńczenie pracy autora, który pozwala przemówić komuś poza sobą.
Istotnym minusem książki Poczobuta jest całkowity brak ujęcia specyficznej kwestii polskiej mniejszości narodowej na Białorusi. Tymczasem jest to największa wspólnota polska spośród naszych rodaków w trzech państwach dzierżących dziś dawne Kresy Wschodnie. Związek Polaków na Białorusi w ubiegłej dekadzie był ostatnią wielką organizacją społeczną niekontrolowaną przez władze (znacznie żywotniejszą od białoruskich partii opozycyjnych), zaś w 2005 roku został rozbity i zdelegalizowany. Łukaszenko w znacznej mierze krępuje możliwość pielęgnowania przez tę społeczność własnej tożsamości narodowej i przekazywania jej przyszłym pokoleniom – dość wspomnieć, że 295 tys. Polaków na Białorusi ma do dyspozycji tylko dwie polskojęzyczne szkoły, dla porównania około 200 tys. Polaków na Litwie.
Jednocześnie jednak także w kręgach opozycji nie brakuje szowinistycznie nastrojonych jednostek kwestionujących istnienie polskiej mniejszości nad Niemnem i Świsłoczą. Być może ten fakt łamiący nieco czarno-białą wizję Poczobuta, w której strona opozycyjna jest tą bezwzględnie dobrą, spowodował, że nie poświęcił on Polakom na Białorusi odrębnego miejsca w swoim wywodzie.
Tak czy owak stanowi to istotną wadę publikacji i zarzut pod adresem autora, który przecież jeszcze do niedawna był znaczącym działaczem nielegalnego ZPB.
prawy.pl Igor Koleśnicki, 2013-11-13
Trening intelektu. Wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni
Wiele z nas ma problemy z zapamiętywaniem tego co ma do zrobienia, z motywacją, skupieniem, kreatywnością... Może warto coś z tym zrobić? Przecież to jedne z najbardziej potrzebnych nam do życia umiejętności. Są istotne w każdym momencie naszego życia. W szkole, na studiach, w pracy, ale także w codziennym życiu. Im szybciej zaczniemy trenować nasze szare komórki tym lepiej, więc może warto sięgnąć po "Trening intelektu"?
Książka jest podzielona na cztery rozdziały. Pierwszy jest wstępem i jedynym rozdziałem, który możemy sobie troszkę poczytać, choć 15 stron to nie jest dużo. Autorki po krótkim wstępie o mózgu piszą o tym, co składa się na trening intelektu i każdy element zwięźle opisują. Drugi rozdział to zadania na każdy z 31 dni treningu. Po kilka na każdy dzień. Mogą wydawać się banalne, ale nie chodzi tu o trudność. Trzeci rozdział to jedynie tabele wyników, a czwarty odpowiedzi do zadań z rozdziału drugiego.
Żeby czytać "Trening intelektu" trzeba mieć własny egzemplarz oraz ołówek i stoper pod ręką. Bez tego ani rusz. Jak podkreślają autorki ważna jest również systematyczność. Myślę, że przy tak fajnych ćwiczeniach i dobrze zrobionej książce nie będzie to trudne. :)
"Co wiesz o swoim mózgu? (...) Możemy się założyć, że wiesz całkiem sporo. W końcu od pierwszych chwil swego życia jesteś jego aktywnym użytkownikiem."
Wydanie... no cóż, jak wydanie. :) Muszę powiedzieć, a raczej napisać, że typowo poradnikowe. W sumie poradnikowe wydanie poradnika nie jest złe. Format książki jest większy od A5, ale mniejszy od A4. Dzięki temu nie zajmuje zbyt wiele miejsca, a zadania można wykonywać bardzo wygodnie. Strony są białe, na szczęście nie rażąco. Czcionka jest wyraźna, lekko szara, a całość jest zapisana bardzo czytelnie. Okładka jest miękka, podoba mi się, jest wykonana estetycznie, jednak nie wyróżnia się spośród wielu innych.
"Mózg to mój ulubiony narząd" - mawia Woody Allen. Nie bez powodu. Galaretowata, szarobrązowa, ważąca 1,4 kilograma masa znajdująca się w naszej czaszce jest tym, co tworzy naszą indywidualność."
"Trening intelektu. Wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni" (o matulu, jak ja nie cierpię takich długich tytułów...) to bardzo dobra propozycja dla każdego, kto chce poćwiczyć swój umysł, intelekt, mózg... Jak wolicie. Łączy przyjemne z pożytecznym. Można się odprężyć rozwiązując zadania, a jednocześnie trenować swoje szare komórki.
Książka jest podzielona na cztery rozdziały. Pierwszy jest wstępem i jedynym rozdziałem, który możemy sobie troszkę poczytać, choć 15 stron to nie jest dużo. Autorki po krótkim wstępie o mózgu piszą o tym, co składa się na trening intelektu i każdy element zwięźle opisują. Drugi rozdział to zadania na każdy z 31 dni treningu. Po kilka na każdy dzień. Mogą wydawać się banalne, ale nie chodzi tu o trudność. Trzeci rozdział to jedynie tabele wyników, a czwarty odpowiedzi do zadań z rozdziału drugiego.
Żeby czytać "Trening intelektu" trzeba mieć własny egzemplarz oraz ołówek i stoper pod ręką. Bez tego ani rusz. Jak podkreślają autorki ważna jest również systematyczność. Myślę, że przy tak fajnych ćwiczeniach i dobrze zrobionej książce nie będzie to trudne. :)
"Co wiesz o swoim mózgu? (...) Możemy się założyć, że wiesz całkiem sporo. W końcu od pierwszych chwil swego życia jesteś jego aktywnym użytkownikiem."
Wydanie... no cóż, jak wydanie. :) Muszę powiedzieć, a raczej napisać, że typowo poradnikowe. W sumie poradnikowe wydanie poradnika nie jest złe. Format książki jest większy od A5, ale mniejszy od A4. Dzięki temu nie zajmuje zbyt wiele miejsca, a zadania można wykonywać bardzo wygodnie. Strony są białe, na szczęście nie rażąco. Czcionka jest wyraźna, lekko szara, a całość jest zapisana bardzo czytelnie. Okładka jest miękka, podoba mi się, jest wykonana estetycznie, jednak nie wyróżnia się spośród wielu innych.
"Mózg to mój ulubiony narząd" - mawia Woody Allen. Nie bez powodu. Galaretowata, szarobrązowa, ważąca 1,4 kilograma masa znajdująca się w naszej czaszce jest tym, co tworzy naszą indywidualność."
"Trening intelektu. Wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni" (o matulu, jak ja nie cierpię takich długich tytułów...) to bardzo dobra propozycja dla każdego, kto chce poćwiczyć swój umysł, intelekt, mózg... Jak wolicie. Łączy przyjemne z pożytecznym. Można się odprężyć rozwiązując zadania, a jednocześnie trenować swoje szare komórki.
http://my-books-1220.blogspot.com/ 2013-11-06