ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Szefologika, czyli logika szefowania

Każdego, kto dowodzi grupą, niezależnie od tego, czy jest szefem, generałem, prezesem czy hersztem bandy rozbójników, obowiązują pewne nienaruszalne, uniwersalne zasady. Bez ich poznania, zrozumienia i zastosowania nie można być prawdziwym przywódcą. W książce Szefologika autorzy - Roman Polko i Paulina Polko - piszą o konieczności zaznaczania swojego przywództwa, o sięganiu po władzę zamiast czekania, aż przyjdzie sama, o podejmowaniu nadzwyczajnych działań w sytuacji kryzysowej, o rozsądnym ryzykowaniu i pochwale pośpiechu, o tym, kim są rodzice porażki, i marce, o którą dbają nawet terroryści. O poznawaniu wroga i przeobrażaniu się z podwładnego w lidera. O wartościach, które obowiązują w każdych okolicznościach, 0 specjalizacji, dzięki której podwładni przestają zazdrościć szefowi awansu (bo czasem zarabiają lepiej od niego) oraz o konieczności ciągłego poprawiania siebie samego i swojej instytucji do nowej, ulepszonej wersji.

Roman Polko jako lider sprawdzał się od chwili, gdy w szkole oficerskiej został dowódcą dziesięcioosobowej drużyny podchorążych. Weryfikował się w boju (b. Jugosławia, Kosowo, Irak, Afganistan) i strukturach sztabowo-administracyjnych (stołeczny ratusz, MSWiA, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego) w Polsce i poza jej granicami, podczas szkoleń w najlepszych armiach świata. Dwukrotnie dowodził elitarną jednostką specjalną GROM. W wojskowej hierarchii doszedł do stopnia generała dywizji. Obronił rozprawę doktorską na temat zarządzania 1 dowodzenia jednostkami specjalnymi. Paulina Polko była dziennikarzem, urzędnikiem i analitykiem w Kancelarii Prezydenta RP i BBN, analizuje przywództwo w różnych systemach, okolicznościach i instytucjach.
Personel i Zarządzanie 2014-06-01

Może (morze) wróci

Na szczęście nie jest to kolejna książka podróżnicza o globtroterze nie mającym grosza przy duszy, który postanawia odwiedzić jakieś „dzikie” i „nieznane” miejsce na krańcu świata. Nie znajdziemy w niej spektakularnych i nieprawdopodobnych przygód. Jej akcja nie jest wartka, a sam autor (Bartek Sabela) nie udaje Beara Gryllsa – ba, nie nazywa się nawet podróżnikiem, jest po prostu człowiekiem ciekawym świata. Może (morze) wróci to solidny reportaż o dramacie wysychającego Jeziora Aralskiego, nazywanego również lokalnie morzem, a także o ludziach, którzy jeszcze kilkadziesiąt lat temu wiedli spokojny żywot nad wodą, a teraz muszą zmagać się z trudami życia na pustyni.
Może (morze) wróci porusza bardzo ciekawą tematykę. Jako geograf, tragedią Jeziora Aralskiego, interesuję się już od kilku lat. Zagadnieniu temu poświęciłem jeden z pierwszych wpisów na Geociekawostach (Jak z morza zrobiono kałużę). Wiele czasu zajęło mi zgłębianie wiedzy o tej największej w dziejach ludzkości katastrofie ekologicznej. Myślałem, że wiem już o niej bardzo dużo, ale myliłem się. W książce Może (morze) wróci jest cała masa nowych informacji, do których nigdy nie dotarłem.


Autorowi należy się duży plus za wyjazd do Uzbekistanu i dotarcie do jego największego portu – Mujnaka. Większość osób jadących nad Jezioro Aralskie decyduje się na Kazachstan i Aralsk – największy port nad jeziorem. Całe szczęście Bartek złamał ten oklepany schemat, dzięki czemu możemy poznać „katastrofę aralską”  z drugiego, tego mniej znanego, brzegu.


Może (morze) wróci przenosi czytelników do owładniętej absurdami postradzieckiej Azji Środkowej. „Azjatyckie stany”* to bardzo skomplikowane twory państwowe borykające się z całą masą problemów. Oczywiście autor skupia się na Uzbekistanie. W bardzo interesujący sposób opisuje tajemnicę wyschnięcia Morza Aralskiego, przybliżając jednocześnie historię kraju.

Z książki dowiemy się m.in.:


- jak wygląda życie we współczesnym Uzbekistanie,


- czemu na terenach pustynnych Azji utworzono gigantyczne plantacje bawełny,


- co to Karakałpakstan,


- kim jest Leon Barszczewski,


- dlaczego prezydent Uzbekistanu odgradza metalowymi płotami stare dzielnice miast od nowych oraz całą masę innych ciekawostek.

Książce Bartka Sabeli należy się szczególna uwaga. Powinniśmy ją przeczytać, chociażby dlatego, że jest o morzu, którego za kilka-, może kilkadziesiąt lat prawdopodobnie już nie będzie. Polecam ją wszystkim, ale w szczególności miłośnikom podróżniczych reportaży, geografom oraz całej masie ludzi interesujących się ochroną środowiska. Naprawdę nie pożałujecie
geociekawostki Przemek

Biblia e-biznesu

Polska jest jednym z rajów e-commerce: sklepy internetowe rosną jak grzyby po deszczu, sprzedaż tym kanałem osiąga jedne z najdynamiczniejszych wzrostów w Europie. Przedsiębiorcy internetowemu – temu początkującemu, czy bardziej zaawansowanemu, przydałaby się jakaś podpowiedź. Pomoc. Kompendium e-commerce. I do takiego miana pretenduje książka „Biblia e-biznesu” (autor zbiorowy) wydana pod marką Onepress.

Początkowo rozmiar tej książki oraz jej ciężar (gruba, twarda okładka) odstraszał mnie od lektury. No bo to trzeba specjalnych warunków, a nie wylegiwania się w łóżku z nosem w książce. Zwlekałam zatem, jak tylko mogłam. Ale w końcu powiedziałam sobie: raz kozie śmierć. Nie kupię żadnej nowej książki, dopóki nie przeczytam tych sterty tych zaległych. Taka automotywacja zazwyczaj na mnie działa, zatem w końcu zapoznałam się z “Biblią e-biznesu”. Nie pożałowałam. Książka ma wielu autorów, ale – używając określenia muzycznego – nie panuje w niej kakofonia, redaktorzy zatroszczyli się o to, aby poszczególne głosy dopełniały się, tworząc spójne dzieło. Operę na cześć e-biznesu, chciałoby się górnolotnie rzec, śpiewaną przez solistów, duety czy chór.

“Biblia e-biznesu” jest pozycją wyczerpującą. Autorzy starają się udzielić jak najwięcej informacji potrzebnych elektronicznemu przedsiębiorcy: od zaplanowania przedsięwzięcia, zarządzania ludźmi, po budowę sklepu internetowego, sprzedaż na platformach aukcyjnych, usługi online, e-marketing, komunikację z klientem, obsługę transakcji i logistykę sprzedaży, strategie i techniki zwiększania elektronicznej sprzedaży po kwestie prawne i podatkowe (a w tym dość egzotyczny, choć dla wielu przedsiębiorców zapewne istotny temat bezpiecznego importu z Chin).

Każdy z autorów jest praktykiem, co widać w tekstach – oprócz masy przydatnej teorii znajdziemy tutaj dużo uwag wynikających z osobistego doświadczenia autorów i popełnionych przez nich błędów. Czytelnik może zatem uczyć się na błędach innych. Jeśli zaś miałabym sobie wyobrazić, do kogo jest adresowana ta książka, widzę tutaj przede wszystkim właścicieli e-sklepów, a w dalszej kolejności także produktów i usług sprzedawanych online. Przyda im się ona jako podręczne kompendium do rozwiązywania bieżących problemów, wprowadzania udoskonaleń czy planowaniu kolejnych kroków w rozwoju e-biznesu.

Ciekawe było dla mnie, jako dla czytelniczki, uświadomienie sobie, że budowa sprawnie działającego sklepu internetowego jest dużym przedsięwzięciem. Jednak wysiłek włożony w jego przemyślaną strukturę się opłaca: ileż to razy mailingi z Amazon.com (który jest uważany za wzór pod kątem użyteczności i mechanizmów sprzedażowych, także przez wielu autorów tej książki) czy te przesyłane przez wydawcę tej książki, nakłaniały mnie do dokonywania kolejnego zamówienia? Ile razy wchodziłam po jedną książkę, a kupowałam kilka, widząc pokrewne tytuły w systemie rekomendacji? Nie wspomnę… Teraz wiem przynajmniej, co i jak na mnie działa.
annamiotk.pl 2014-05-29

FitMind. Schudnij bez diet

Dzięki uprzejmości internetowej księgarni Helion, miałam w ostatnim czasie okazję przeczytać świetną książkę, która doskonale wpisuje się w filozofię mojego życia. Czytałam, czytałam i praktycznie ani na moment nie przestawałam kiwać głową potwierdzająco. Nieraz przy kartkowaniu kolejnych stron przebiegło mi przez myśl, że gdybym kiedykolwiek napisała książkę o zdrowym trybie życia, treścią byłaby ona dokładnie taka jak FitMind. Schudnij bez diet. No cóż, ale autorki już mnie ubiegły! Jak widać, Klaudia Pingot i Aleksandra Buchholz muszą być kimś na kształt moich pokrewnych dusz ;)

Pierwsze, co rzuca się w oczy to oczywiście okładka. Przykro mówić, ale nie powaliła mnie. Muszę nawet stwierdzić, że jest dosyć nietrafiona. Smutna kobieta w dziwnej pozycji i jakby tego było mało - ten wstrętny motyw mózgu. O co chodzi? Według mnie cała ta kompozycja kompletnie nie pokrywa się z tym, o czym możemy przeczytać w środku. Na całe szczęście nie okładka jest istotna, a treść!

Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak znaczące jest życie w harmonii z samym sobą i co najważniejsze - jak tego dokonać; jeśli potrzebujesz chwili oddechu, bo czujesz, że wpadasz w paranoję kalorii i kilogramów; jeśli poszukujesz nowych inspiracji; jeśli chcesz coś zmienić, ale nie wiesz jak się do tego zabrać...
ta książka jest dla ciebie!

FitMind. Schudnij bez diet to 256 stron wypełnionych wszelakimi radami, pomysłami, a przede wszystkim praktycznymi wiadomościami, które pomagają zrozumieć pewne mechanizmy zachodzące w naszym ciele, jak i zależności, które składają się na zdrowy tryb życia. Pod koniec rozdziałów znajdują się ciekawe ćwiczenia, które po pierwsze uświadamiają nam wiele istotnych kwestii, ale i pomagają wdrożyć nowe nawyki. Książka napisana jest przystępnym językiem, dlatego czyta się ją nadzwyczaj lekko i z wielką przyjemnością. Co jakiś czas pojawiają się też posty z bloga dziewczyny o imieniu Basia, która w dosyć humorystyczny sposób opowiada nam swoją historię. Jestem pewna, że każda z was będzie w stanie się w jakimś stopniu z nią utożsamić!

Książkę z całego serca polecam!
fitmiracle.blogspot.com 2014-05-27

Sztuka rynkologii

(...)w „Sztuce rynkologii" Jacek Kotarbiński rozprawia się z mitem o niemoralnym charakterze marketingu. Przyznaje jednak, że na złą reputację zasłużyli sobie sami przedstawiciele tej branży. Bo marketing jest jak nóż. To narzędzie można wykorzystać do krojenia chleba lub zabijania ludzi, a marketing - do służenia

Cek Kotarbiński klientowi lub manipulowania nim. Jak przekonuje Kotarbiński, „etyka biznesu jest jedną z ważnych składowych wartości [J marki". Dobra reputacja to warunek niezbędny do osiągnięcia trwałych zysków. Oczywiście oprócz tego potrzebne są także element zaskoczenia, humoru, umiejętność wzbudzania pozytywnych emocji czy poczucie estetyki. W sumie marketing dotyczy każdego. Od rzemieślników i przedstawicieli wolnych zawodów, którzy muszą wyrobić sobie własną markę, aż po wielkie korporacje.
Magazyn Sukces Krzysztof Jędrzejczak, 2014-06-01