ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Medytacja w życiu codziennym

“Medytacja w życiu codziennym” – Maciej Wielobób 


 


Z czym kojarzy Ci się słowo “MEDYTACJA”? Z wizjami? Z siedzeniem po turecku czy w pozycji kwiatu lotosu i miarowe powtarzanie “ommm”? Otóż nie! Jak zapewnia autor – Maciej Wielobób – medytacja jest konkretnym narzędziem, które stosuje się w określony sposób dla ściśle określonych celów. Jakie to cele? Jakie sposoby? Na te pytania odpowiada książka, ale o tym za chwilę.

Medytacja jest przede wszystkim rozwinięciem i rozszerzeniem naszej koncentracji. Niemal wszyscy borykamy się z natrętnymi emocjami i myślami, które nie pozwalają nam normalnie funkcjonować. Bardzo często także przez nie cierpimy.
 

Swami Ajaya, nauczyciel, pisze:

Kiedy koncentrujesz umysł na konkretnej myśli powtarzanej kolejny i kolejny raz w trakcie medytacji, zmieniasz łańcuch skojarzeń. Zmieniasz niektóre z tych podświadomych myśli, które wciąż napływają do Twojego umysłu, inną myślą, świadomie dobraną w celu rozwinięcia Twojej osobowości w korzystny sposób.

 

Cytat ten doskonale obrazuje psychologiczne, a wręcz psychoterapeutyczne właściwości medytacji, które polegają na zamianie “złych” krzywdzących myśli (cierpienia), w coś dobrego dla nas.

Ale to nie wszystko, co możecie znaleźć w książce. Dowiecie się z niej także czym jest Sufizm uniwersalny (nie będący tym samym co sufizm muzułmański), jakie są ścieżki rozwoju medytacyjnego, poznacie możliwości inicjacji medytacyjnej i nieocenionej wartości spotkania na poziomie Mistrz – Uczeń. I wreszcie, dowiecie się, jak medytacja może pomóc Wam wprowadzić ład i harmonię w Wasze życie.
 

Maciej Wielobób podejmuje się w swojej książce także pokazania medytacji od strony praktycznej. Pokazuje, uczy, prowadzi za rękę Czytelnika, wśród meandrów życia codziennego osoby praktykującej zarówno jogę jak i samą medytację. Przedstawia 40 Żelaznych Zasad, z których, jeśli skorzystamy i zaczniemy nimi żyć – pomogą nam uporządkować chaotyczny świat myśli, przeżyć i doznań.

Poza arcyciekawą teorią, w którą Autor wprowadza dość prostym i przystępnym językiem, w trzeciej części książki, znajdziecie konkretne ćwiczenia do pracy z własnym ciałem, a także modlitwy, które pomagają w przeżywaniu i doświadczaniu medytacji oraz uczy Czytelnika technik oddychania, które pomagają np. w zrelaksowaniu się.
 

“Medytacja w życiu codziennym” to rzeczywiście dobry przewodnik dla każdego, kto zechce nauczyć się tej dosyć trudnej sztuki. Poznacie ćwiczenia wprowadzające do medytacji, Teksty Sufickie, artykuły z którymi warto się zapoznać, jeśli będziecie chcieli zgłębić tematykę medytacji, ale przede wszystkim da Wam, Drodzy Czytelnicy, proste i jasne wskazówki na to JAK POPRAWIĆ JAKOŚĆ ŻYCIA. I to zupełnie realnie. Namacalnie wręcz. Bo jak sami wiecie, zmianę świata i życia należy zacząć od siebie.

http://psycholog-pisze.pl/ Monika

Osiem minut medytacji. Spokój umysłu na co dzień

Spokój ducha jest tym, co dla nas ważne na co dzień. Jednak w ciągłym pośpiechu i stresie trudno nam się odprężyć i zapomnieć o wszystkich tych sprawach, które spędzają nam sen z powiek. Zapominamy o liczącej tysiące lat mądrości ludzi Wschodu, którzy potrafią radzić sobie z niepokojami płynącymi z otaczającej rzeczywistości poprzez medytację. W tej książce autor pokazuje, że wystarczy 8 minut dziennie, aby odzyskać spokój ducha, obniżyć poziom stresu, poprawić funkcjonowanie naszego intelektu i odzyskać poczucie szczęścia. Warto więc poznać sposób, który znacznie poprawi jakość naszego życia na co dzień.

Kluczem do osiągnięcia stanu spokoju jest właściwy oddech. Znajdujemy tu wskazówki, jak prawidłowo oddychać, by nasz organizm wszedł na ścieżkę relaksu. Wskazówki autora bez problemu dopasujesz do swojego stylu życia, wystarczy znaleźć każdego dnia 8 minut na spędzenie czasu z samym sobą w spokojnym, odosobnionym miejscu.

Książka jest napisana przystępnym językiem, zrozumiałym nawet dla odbiorców, którzy dotąd nie zetknęli się z tajnikami sztuki medytacji. Ośmiotygodniowy program zalecany przez autora stosuję już od ponad tygodnia i zaczynam zauważać pierwsze efekty w postaci wyciszenia, większego dystansu do spraw tego świata i wewnętrzne przekonanie, że wszystko ułoży się po mojej myśli.

Zachęcam każdego do wprowadzenia zmian w swoim życiu poprzez regularne medytowanie według programu Victora Davicha, który pobierał nauki od najbardziej uznanych mistrzów w tej dziedzinie i w swojej książce dzieli się z nami swą wiedzą i doświadczeniem. Polecam tę lekturę!
urodaizdrowie.pl Anna, 2014-08-17

Eat Stop Eat. Stosuj post, zgub zbędne kilogramy i osiągnij zdrowie

Od wieków jest znana zbawienna moc głodówki dla naszego zdrowia i figury. Mało kto wie jednak, jakimi regułami kierować się, aby sobie nie zaszkodzić i osiągnąć zamierzone efekty. Autor tej książki pokazuje, jak post wpływa na nasz metabolizm, uwzględniając jego aspekty biologiczne i medyczne. Zaznacza, że jego porady są kierowane wyłącznie do osób zdrowych, a więc w przypadku jakichkolwiek dolegliwości należy skonsultować się z lekarzem, aby uniknąć problemów zdrowotnych.

Ważną kwestią jest tu ćwiczenie mięśni, które zwiększa skuteczność postu. Autor wskazuje, że post wpływa też na naszą uważność i kreatywność, pod warunkiem, że jest prawidłowo przeprowadzony. Obala wiele mitów na temat samej głodówki, jak i produktów żywnościowych. Twierdzi m.in., że cukier nie powoduje otyłości, a jej epidemia we współczesnym świecie jest spowodowana nadmiernym objadaniem się i nieograniczonym dostępem do jedzenia w dużych ilościach. Swą negatywną rolę mają w tym koncerny produkujące żywność, które napędzają sprzedaż przez promowanie dużych opakowań jako pozwalających zaoszczędzić i nabyć więcej jedzenia za mniejsze pieniądze.

Zalecany jest post np. od 18.00 jednego dnia do 18.00 dnia następnego – w ten sposób każdego dnia coś jemy. W jego czasie można pić kawę, herbatę, wodę mineralną, a nawet napoje typu light. To nie jest książka pełna zakazów i nakazów, gdyż autor daje nam wolny wybór, ile razy w tygodniu chcemy przeprowadzać post. Sugeruje jedynie, aby zmniejszyć ilość spożywanych porcji i wprowadzić do diety więcej warzyw i owoców oraz ziół i przypraw. Głód można oszukać wypijając szklankę wody, która na pewien czas zapewnia uczucie sytości. Dobra dieta to zróżnicowana dieta, służąca naszemu zdrowiu i szczupłej figurze.

Znajdujemy tu nie tylko praktyczne wskazówki dotyczące odżywiania, ale także te na temat ćwiczeń, które pomogą nam wyrzeźbić sylwetkę. Przekonajcie się, że bez radykalnej diety także można schudnąć – polecam tę książkę!
urodaizdrowie.pl Anna, 2014-08-17

Ironman. 24 tygodnie przygotowań do triatlonu długodystansowego

Już sam tytuł książki wskazuje nam o czym jest jej treść. Oczywiście jest to książka poświęcona w 100% przygotowaniom do zawodów Ironman, tj. wyścigu organizowanego na dystansach: 3,86 km pływanie, 180,2 km jazda na rowerze i 42,195 km.
Tak jak Ironman nie jest dla wszystkich, tak i książką moim zdaniem zainteresuje tych, którzy chcą się przygotować do tego typu zawodów.
Jej treść skierowana jest do osób, które już mają "jakieś" pojęcie o sporcie wyczynowym i dyscyplinach wytrzymałościowych. Można znaleźć w niej kilka cennych uwag o przygotowaniach do startu, sprzęcie, czy diecie, jednak autorzy nie tłumaczą tego od podstaw, zakładając, ze jeśli ktoś się decyduje na start w Ironman, posiada również minimum doświadczenia.
Oczywiście większość zawartej w książce treści, to 24-tygodniowy program treningowy, który został podzielony na 4 sześciotygodniowe etapy, z odpowiednim wyjaśnieniem i szczegółami jak treningi wykonać.
Mnie osobiście podoba się poczucie humoru i dowcip, które w umiejętny sposób autorzy przemycają w treści.
Podsumowując, książka jest skierowana do ścisłego grona odbiorców - tych, którzy start w zawodach Ironman mają już za sobą, lub tych, którzy są na to zdecydowani. Autorzy i ich doświadczenie, gwarantują moim zdaniem wysoki poziom wiedzy i umiejętności trenerskich, jednak jak zwykle nie oceniam wartości proponowanego plany treningowego. Po prostu się na tym nie znam :)
naszmaraton.pl 2014-08-18

Sztuka rynkologii

„W debacie publicznej słowo „marketing” dosięgło swoistego poziomu dna. Kiedy tarzało się w mule, piszczało i miało obłęd w oczach – podniosłem, wytarłem, pocieszyłem, przytuliłem i napisałem tę książkę.” – tak kończy się „Sztuka rynkologii”, tymczasem właśnie od tego fragmentu mogłaby się zaczynać. Jacek Kotarbiński podjął się trudnego zadania odkłamania stereotypów marketingu i marketingowca, jakie funkcjonują w naszym społeczeństwie. Kim bowiem jest w naszych oczach pracownik działu marketingu? Kimś, kto chce nam wcisnąć ciemnotę, przekonać do tego, że sprzedawany przez jego firmę szajs nie tylko szajsem nie jest, ale wręcz imponuje solidnością oraz innowacyjnością. Co gorsza, w ten sam sposób myśli (o ile myśli) wielu właścicieli, zatrudniając nie tyle specjalistów, co właśnie fachowców od wciskania kitu (pół biedy, gdyby ci właściciele mieli akurat firmy szklarskie).

W tym momencie na scenę wkracza Kotarbiński, ale spokojnie – zanim zacznie wymachiwać szabelkę i tłumaczyć nam, czym tak naprawdę jest marketing i na czym polega jego stosowanie, najpierw przeprowadzi nas przez cały proces, na końcu którego stoi dzisiejsze postrzeganie tego, co stoi za słówkiem na „m”. Rys historyczny obliczony na grubo ponad sto lat bywa ciekawy, ale też irytujący. Przede wszystkim został niepotrzebnie rozwleczony o rzeczy oczywiste – czy naprawdę trzeba nam tłumaczyć od podstaw budowę polskiego kapitalizmu, przypominać, jaką popularnością cieszył się handel, nazwijmy to, „straganiarski"? Albo że można było stosunkowo łatwo dorobić się na handlu zagranicznymi towarami? Rozumiem mnogość interesujących przykładów oraz chęć ich wykorzystania, ale „Sztuce rynkologii” zdecydowanie przydałaby się również inna sztuka – skreśleń.

Druga część książki to już danie (terminologię kucharską stosuję nieprzypadkowo – skorzystał z niej również autor) właściwe – autor serwuje krytykę firm, które nie wiedzą, czym tak naprawdę powinien zajmować się ich dział marketingu. Tu także przykład ściele się gęsto (ciężko otworzyć książkę na stronie, na której Kotarbiński nie cytuje kogoś lub – częściej – samego siebie), pokazując, z jak absurdalnym rozumieniem marketingu mamy często do czynienia. Żeby jednak krytyka była uzasadniona, należy powiedzieć nie tylko „jak jest”, ale też „jak powinno być”. I tu największa wartość książki Kotarbińskiego, który w sensowny (czytaj: zrozumiały dla laika) sposób tłumaczy, czym faktycznie powinien zajmować się marketing i ludzie z nim związani. Wymienia przy tym ponad 20 kluczowych(!) kompetencji marketera, co daje pewne pojęcie o tym, jak szerokie może być spektrum działania takiej osoby. Głównym przesłaniem autora wydaje się stwierdzenie, że marketing to przede wszystkim zarządzanie rynkiem, a nie proste tworzenie narzędzi podnoszących sprzedaż – bo w dłuższej perspektywie firma odniesie korzyści raczej z tego pierwszego, choć doraźnie szybciej może zyskać na drugim.

A na czym zyskałaby omawiana książka? Z pewnością na nieco bardziej przejrzystym układzie i wtłaczaniu mniejszej liczby odnośników, cytatów, etc. Styl jest przystępny, ale nie zawsze idzie za nim logika wywodu – np. fragment o tym, jak ma się nazywać osoba zajmująca się marketingiem, poprzedza (skądinąd zgrabna) myśl mówiąca o tym, że „pionierów poznajemy po strzałach w plecach”. Nierozwinięte w dalszym toku narracji zdanie pozostaje zabiegiem czysto efekciarskim, bardziej rozpraszającym niż pozwalającym się skupić na lekturze. Zresztą całe wydawnictwo sprawia wrażenie przesadzonego – nie w treści, ale właśnie w formie. Nieco rozczarowanym można poczuć się też pod sam koniec, gdy Kotarbiński tłumaczy, że książka nie jest „klamrą spinającą zagadnienie”, ale raczej „poszukiwaniem bramy, otwarciem dyskusji” – dość interesujące stwierdzenie jak na dzieło zatytułowane „Sztuka rynkologii”. Interesujące, ale niestety prawdziwe. Czytelnicy zajmujący się zagadnieniem nie od dziś nie znajdą tu odkrywczych dla nich tez, raczej odczują znudzenie wyjaśnianiem wyjaśnionego i znanymi przykładami. Lekturę polecić można adeptom początkującym oraz tym, którzy stoją po złej stronie marketingowej mocy. Być może zrozumieją, że nie uprawiają zawodu polegającego na obsłudze pojemnika z kitem.
esensja.stopklatka.pl Daniel Markiewicz, 2014-08-16