Recenzje
COACHING, KREATYWNOŚĆ, ZABAWA. Narzędzia rozwoju dla pasjonatów i profesjonalistów
Wydana przez OnePress/Helion książka „Coaching, kreatywność, zabawa. Narzędzia rozwoju dla pasjonatów i profesjonalistów" Macieja Bennewicza powinna zainteresować przede wszystkim tych, którzy nie są ślepo zapatrzeni we wszelkie „wynalazki" w tej dziedzinie ale dostrzegają, że nawet pozytywny z założenia trening - prowadzony z negatywnym założeniem albo przez mało wprawnego coacha - może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Autor w tej sytuacji proponuje, by nie traktować wszystkiego do końca śmiertelnie poważnie a raczej pozostawać w stanie zabawy. Wszak nawet ci, którzy pod nieustanną presją i w ciężkim znoju wdrapywali się i w końcu osiągnęli założony szczyt, rozglądają się i ze zdumieniem stwierdzają, że ich życiu zapanowała... pustka. Może więc jest ziarno proroczej prawdy w piosence zespołu Skaldowie, że rzecz nie w tym, by złapać króliczka, ale, by - gonić go!
Co Cię blokuje? Odzyskaj pewność siebie
Autor z dużą „pewnością siebie" zapewnia, że sztuki narzucania się innym można się nauczyć. Nie jest to bowiem cecha, z którą przychodzimy na świat, ale z czasem wyrabiamy ją w sobie. Robert Kelsey zapewnia, że ktoś mądry i zdolny, acz niepewny swoich sił i potencjału, ma szansę przezwyciężyć te słabości. Wystarczy, że zabierze się do pracy nad sobą.
Myśl negatywnie! Niekonwencjonalny sposób na rewelacyjne wyniki
Od zera. Osiąganie niemożliwego z Ho'oponopono
Czytaliście „Zero ograniczeń"... Jeśli nie, to rzecz do odrobienia, przed sięgnięciem po kontynuację tamtego bestsellera Joego Vitale, wydanego przez Sensus życiowego przewodnika „Od zera. Osiąganie niemożliwego z Ho'oponopono".
Ho'oponopono to mistyczna hawajska technika, sprzyjająca zachowaniu zdrowia i czerpaniu korzyści ze sprzyjającego losu. Obecnie wydana książka zaczyna się w miejscu, w którym skończyła się poprzednia. Zawiera nowe historie, objaśnia kolejne procesy, przybliża sylwetki nowych uzdrowicieli i przeprowadza zainteresowanych przez czwarty etap przebudzenia: oświecenie.
Sztuka rynkologii
Jacka Kotarbińskiego znam, można by rzec, potrójnie. Miałam zaszczyt poznać go osobiście na konferencji marketingowej. Znam go jako blogera – czytuję jego Subiektywny Blog o Sztuce Marketingu (polecam). Kilka dni temu poznałam Jacka Kotarbińskiego – autora książki „Sztuka rynkologii”. Żałuję. Tego, że już kończę czytać. Dawno nie miałam w ręku tak głębokiej, tak dobrej i tak mocno osadzonej w polskich realiach książki na temat. W dodatku świetnie napisanej – chapeau bas! Panie i Panowie autorzy.
Jacek Kotarbiński w tzw. branży jest od bardzo wielu lat. Miał okazję przyglądać się powstawaniu w Polsce wolnego rynku i osobiście w tworzeniu rodzimego kapitalizmu uczestniczył. Posiadł ogromną wiedzę teoretyczną (Jacku, kiedy zdążyłeś przeczytać te wszystkie książki?) na temat marketingu i tematy ogólne. Wszystko to poparte solidną praktyką. Sam wciąż się uczy i chętnie dzieli swoją wiedzą. Warto go słuchać, choć rzeczywistość, którą opisuje, bywa bardzo daleka od wiedzy, jaką studentom marketingu i zarządzania serwuje się na uczelniach. Na podstawie własnych, skromnych, aczkolwiek wieloletnich doświadczeń na tym polu mogę potwierdzić – Jacek Kotarbiński ma rację! A Philip Kotler nie!
Ok, wiem że prowokuję. Celowo. Kotler oczywiście także ma rację, jednak jedynie w bardzo określonych, rzadko u nas występujących okolicznościach. Ma ogromne zasługi dla sztuki marketingu. Usystematyzował wiedzę, nazwał wiele zjawisk, dał marketingowi „twarz”. Jednak, o czym często zapominają uczelniani teoretycy i nie wiedzą studenci tematu – Kotler to marketing wielkich korporacji. Marketing budżetów. Marketing 1.0. Sprawdzał się w wielkich firmach, w USA ubiegłego wieku. Nie w Polsce, gdzie gospodarkę napędzają małe i średnie firmy (ja wiem, że każdy młodziak marzy, by trafić do korporacji, ale wybaczcie – większość z Was nie znajdzie tam dla siebie miejsca). Nie w dobie Internetu 3.0, kiedy nie ma już konsumentów. Są prosumenci, którzy gotowi są za darmo angażować się w procesy kreowania i ulepszania ulubionych marek, produktów i usług. Niezadowoleni, zlekceważeni, okpieni, prosumenci z równym entuzjazmem przystąpią do demontażu marki, która ich zawiodła. Stronią od reklam, telemarketerów, ulotek i wszelkich ściema-promocji. Wyczują każdy fałszywy ruch i ukażą firmę zabraniem swoich zabawek (pieniążków!) do innej piaskownicy. O tym między innymi pisze Jacek. Tego, mam wrażenie, wciąż nie rozumie wiele działających na naszym rynku firm. Nie ogarniają nowej rzeczywistości, której hasłem przewodnim jest:
Relacje, głupcze!
Jacek Kotarbiński radzi, by czytać Kotlera. Lepiej jednak na końcu procesu uczenia się zasad rynkologii (jak nazywa nowe podejście do marketingu), niż na początku. Zacznij od praktyki, potem sięgnij po teorię. Dobrze na tym wyjdziesz, Adepcie tej trudnej i pasjonującej zarazem sztuki.
I popełniłam w końcu felieton o marketingu. Na razie w formie recenzji, ale – kto wie, co będzie dalej :)
Wasza Zaczytana Złoto Usta