Recenzje
Success and Change
Mateusz Grzesiak, psycholog, trener, szkoleniowiec, podróżnik, siedem napisanych książek, twórca autorskiej metody błyskawicznej nauki języków obcych (aktualnie mówi w 8 językach!) i przede wszystkim na koncie ma flagowe szkolenie "SUCCESS and CHANGE". Autorskie szkolenie zbudowane na wieloletnim doświadczeniu autora.
Pierwsza książka napisana ponad 8 lat temu. Przyznaję się bez bicia, że żadnej z jego książek nie przeczytałem, oczywiście oprócz najnowszej. Przeszukując internet, czytam pozytywne opinie, zatem mam wiele do nadrobienia.
Muszę przyznać się do jeszcze jednej rzeczy. O Mateuszu Grzesiaku powiedział mi kolega z pracy jakieś pół roku temu. Śledzę jego profil od tamtego czasu i z zaciekawieniem go czytam. Pozwolę sobie przytoczyć jego post z grudnia 2013 roku. Chcę pokazać tym, którzy go nie kojarzą jakie facet ma spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość.
Jestem właśnie w Marbelli, by dać prywatny coaching mieszkającemu tam przedsiębiorcy. To wyjątkowe zlecenie, bo spędzę tam z nim Sylwestra, a 5 dni indywidualnej pracy od rana do wieczora to intelektualna i emocjonalna petarda. I natknęła mnie myśl, by Wam opowiedzieć skąd wpadłem na pomysł, by działać międzynarodowo i jakimi strategiami się kierowałem.
Gdy miałem 18 lat, wyjechałem na miesiąc do Turcji i przejechałem cały kraj autostopem wydając na transport może 30$. Złapałem bakcyla podróżowania - od tamtego czasu zobaczyłem ponad 100 krajów i nadal uważam, że zanurzenie się w innej kulturze, języku, jedzeniu, zwyczajach jest dla mnie najbardziej rozwojową formą rozumienia, jak działa świat. Wtedy moje życie wyglądało tak, że przez cały rok szkolny odkładałem pieniądze a w wakacje wyjeżdżałem na 3 miesiące - sam albo z dziewczyną.
Im więcej widziałem i przeżywałem, tym bardziej czułem, że życie tylko 1 modelem świata (w moim przypadku polskim) jest niewystarczające. Że dopiero dodając z każdej kultury to, co jest w niej fajne, efektywniejsze, sam będę skuteczniejszy. Dziś rozumiem, że podział ludzi na narodowości to podział na modele różnych ego - a to zawsze jest ograniczone. Dlatego uważam, że bycie Polakiem (lub jakąkolwiek inną nacją) jest dziś niewystarczające i w świecie globalizacji i Facebooka stajemy się, jako społeczność, obywatelami świata.
Po jakimś czasie oczywiste było dla mnie. że nie będę pracował tylko w Polsce. Zacząłem więc uczyć się języków, bez których niemożliwe było poznanie kultury, zrozumienie jej mechanizmów i zauważenie cieni. Jednocześnie zdobywałem fach trenerski. Jeździłem na szkolenia do najlepszych na świecie (potrafiłem zrobić ponad 100 dni szkoleniowych w roku!) i sam pracowałem bardzo dużo (przez kilka lat nie schodziło poniżej 200 dni jako trener i coach). Wiedziałem, że jedno i drugie da mi takie kompetencje, jakie będą konkurencyjne na rynkach światowych. Nie myliłem się. Łącząc osobowość międzynarodową (zrozumienie inności, otwartość, szacunek, fascynacja zwyczajami, głęboka akceptacja - w Pakistanie np. ubierałem się w ichnie męskie sukienki i spędzałem czas na wsiach zabitych dechami tylko z tubylcami, by poznawać, co to znaczy „pakistanić”) wraz z kompetencją, udało mi się wejść na rynki zagraniczne.
W czasie jednego ze szkoleń w Meksyku poznałem Agustina Bravo, który był zainspirowany moim hiszpańskim (komunikowałem się po 2 tygodniach pobytu na Kubie) i zapytał, czy moglibyśmy coś zrobić razem. Rok później zorganizował pierwsze Fast Languages (model błyskawicznej nauki języków obcych) w Meksyku. Po tym kursie odezwali się Kolumbijczycy - tak pojawiłem się w Bogocie. Za każdym razem jeden kurs sprzedawał pozostałe. Mimo tego, że te rynki były początkujące, a organizatorzy byli domorosłymi przedsiębiorcami (tak jak ja, gdy pierwsze kursy 10 lat temu robiłem w 2-pokojowym mieszkaniu i catering był w kuchni) to wiedziałem, że pieniądze zawsze będą, jak będzie jakość i konsekwentne budowanie rynku. Tutaj też się nie myliłem. Brałem więc każde zlecenie, robiłem momentami 3 seminaria dziennie (zaczynałem o 9 rano i kończyłem o 2 nad ranem) i budowałem nazwisko. Nie wiedziałem wtedy, że obok nazwiska trzeba też mieć firmę - wehikuł, który to pociągnie (zorganizuje, obsłuży, itd.). Dopiero dziś to wiem, gdy sam prowadzę spółki i myślę w kategoriach również biznesowych.
Siatka zaproszeń do nowych krajów rosła. Po drodze pojawiła się Słowenia, Izrael, Włochy, teraz Hiszpania. W jednym roku prowadziłem szkolenia w 5 językach! Gdy robię Fast Languages w nowym kraju albo wiem, że będę gdzieś dłużej pracował, uczę się języka. Jest to dla mnie wyraz najgłębszego szacunku dla nowej kultury i chęci poznania jej „od środka”. Również wiele uczę się na temat historii, geografii, sztuki i szukam wzorców zachowań charakterystycznych dla danego narodu. Idę na kawę i patrzę, jak zachowują się ludzie. I uczę się poprzez obserwację, a potem to robię sam, stając się także Brazylijczykiem, Ekwadorczykiem, Izraelitą, itd. W planach mam wejście na rynek amerykański, a potem chiński. Miliard ludzi i raczkujący rozwój osobisty, to brzmi jak wielka okazja!
Gdybym miał podsumować w punktach, jakim modelem się kieruję to napisałbym tak:
Nie bądź tylko obywatelem jednego państwa, skoro możesz być każdym.
Będąc Polakiem, uważaj na negatywizm, zawiść, krytykanctwo i hejting, narzekanie, szukanie winnych, poczucie gorszości, mentalność ubóstwa (nic dziwnego gdy wyraz „ubóstwo” oznacza zarówno uwielbienie Boga, jak i biedę!!!!). Ale zostaw polską kreatywność, adaptacyjność, bezpośredniość, asertywność, chęć wzrostu i rozwoju.
Wyjdź poza cienie kultury - ludzie są nieświadomi, że większość ich problemów nie ma z nimi indywidualnie nic wspólnego, ale jest zestawem nieświadomych strategii wyniesionych z dzieciństwa.
Ucz się języków obcych. Badania pokazują, że poligloci mają większe IQ.
Podróżuj i oddawaj się kulturze, bez oceniania. Jedz lokalne jedzenie, rozmawiaj z tubylcami, używaj miejscowego transportu.
Znajdź problem globalny dotyczący kultury, w której pracujesz. Nie zajmuj się problemami indywidualnymi, ale kolektywnymi, by od razu pomagać innym (tym samym pomożesz też sobie).
Bądź w czymś naprawdę zajebisty (miej świetny produkt) - coś, co może konkurować na rynkach zagranicznych. W moim przypadku jest to coaching, bycie trenerem, niepowtarzalne produkty (nie ma innych trenerów na świecie prowadzących seminaria w tylu językach).
Stwórz środowisko, w którym możesz poznać ludzi, których będzie interesowało to, co robisz. Również dlatego przez wiele lat jeździłem na szkolenia zagraniczne, by się „pokazać”.
Twój produkt musi mieć wartość dla kontrahenta oraz klienta. Tym systemem stworzysz łańcuszek zależności - kontrahent na Twojej wiedzy będzie mógł zarabiać pieniądze, a klient nabędzie dla siebie coś wartościowego.
Ja za pół godziny ląduję na lotnisku w Maladze i jadę do pracy, którą uwielbiam - z mądrym człowiekiem, mieszkając w domu na plaży, z rodziną, w fajnej temperaturze i zarabiając dobre pieniądze. Yeeeah!
I najważniejsze: Ty też tak możesz!!! 10 lat temu prowadziłem szkolenie w weekend za śmieszne pieniądze w wynajmowanym mieszkaniu! Pamiętaj, że wszystko się buduje i każda podróż od czegoś się zaczyna!!
Co mogę napisać na temat książki "Success and change"? Jest świetna. Ale co to znaczy, że jest świetna? Czego oczekuję biorąc ją do ręki?
Może potrzebuję dowiedzieć się czegoś nowego? Być może potrzebuję motywacji? Takiego kopniaka, który sprawi że coś zmienię ucząc się nowego albo poprawiając to co robię nieudolnie.
Może marnuję czas?
Potrzebuję benzyny, która pozwala autu jechać, a mi działać. Chcę przekuć te wszystkie literki, składające się w wyrazy, a później zdania w chęć walki. Walki z sobą, o wyzwalanie energii, która miażdży bierność.
Świadomość. Zajrzyj w siebie, rozejrzyj się, czy wypełniasz swoje cele i marzenia. Ile procent z tego realizujesz? 1%, 20 czy 100%?
Czas na zmianę?
Kiedy?
Jutro?
W poniedziałek?
Czy teraz?
#ZMOTYWOWANY
pokonac.blogspot.com Grzegorz Ś.
Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!
Z reguły nie sięgam po tego typu poradniki, jednak tym razem do zapoznania się skłoniła mnie Radzka, którą intensywnie podglądam na instagramie. Przyznam, że dopiero po zapoznaniu się z książką zajrzałam na vlog Magdy i obejrzałam kilka filmików. Czy mi się spodobały? O tym za chwilę. Zacznę od książki...
Zachwycają jest szata graficzna Już dawno nie widziałam tak ładnie wydanego i zilustrowanego poradnika o modzie! To wysmakowany przewodnik po świecie kolorów i sylwetek... A co też Radzka radzi w swojej książce? Cóż... Ameryki nie odkrywa, bo wiele rad, czy też informacji znajdziemy w podobnych publikacjach. Mamy rozdział poświęcony kolorom, w którym autorka obala mit, że jakiś kolor może nam nie pasować; udowadnia że musimy jedynie znaleźć odpowiedni odcień dla swojego typu urody. Następnie zostajemy zapoznani z historią mody XX wieku... W pigułce. I właśnie ta część do dość spójnej całości zupełnie mi nie pasowała. I chociaż jakiejś wiedzy liźniemy, to wydaje mi się, że ta pigułka jest zupełnie zbędna.
Co jeszcze? Najpopularniejsze ubrania i dodatki ostatnich lat, których fasony i wzory możemy spotkać niemal na każdym kroku. Trapezowa torebka, czy Ray-Bany królują więc w kolejnym rozdziale.
I w końcu otrzymujemy to co najciekawsze... Sylwetki! Tutaj Radzka potrafi naprawdę świetnie doradzić. I to wniosek wyciągnięty nie tylko z kart książki, ale przede wszystkim z filmów, na których ubiera kobiety o różnych sylwetkach. Ubiera! Nie przebiera! Z pewnością, kiedy wrócę do swojej właściwej figury po ciąży, dokładnie się wymierzę i skorzystam z kilku podpowiedzi. Póki co pozostaje mi tylko oglądać modowe przemiany innych.
Co do kanału na YouTubie, przyznam że trochę irytuje mnie tempo w jakim Radzka mówi, dające wrażenie jakiejś nadeskpresji. Świetnie oglądało mi się filmiki, gdzie Magda ubierała różne kobiety, trochę gorzej te, w których opowiadała o swoich strojach. Niemniej przyznać muszę, że stylu i wiedzy można jej pozazdrościć.
Wracając do książki. Tak jak wspominałam wyżej, w moim odczuciu Radzka nie przekazuje nam wiedzy, do tej pory na rynku niedostępnej. Powstało już naprawdę wiele poradników tego typu. Ten wyróżnia się tym, że jest naprawdę genialnie wydany! Piękne ilustracje i szata graficzna, twarda oprawa, sznurek służący za zakładkę, porządny papier. Przyjemnie będzie posiadać taką książkę na swojej półce i sięgać po nią w momencie, kiedy poczujemy, że gubimy się w swoich modowych eksperymentach. To również świetny pomysł na świąteczny prezent dla naszych koleżanek, sióstr, matek - tych lepiej i tych nie do końca dobrze ubranych.
magiaksiazki.blogspot.com Izabela Sierżęga
Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłości
W życiu każdego człowieka potrzebne są lekkie, pełne ciepła i zabawne lektury. Powieści, które natchną nas chęciami i siłą. Taka właśnie jest książka "Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłości", która wyszła spod pióra Tary Sivec. To niezwykle przyjemna historia, doskonale nadająca się na chłodny, ciągnący się w nieskończoność, jesienny wieczór.
Fabuła rozpoczyna się wspomnieniami głównej bohaterki. Jedna noc wystarczyła, by zupełnie odmieniło się życie dwudziestoletniej Claire. Dziewczyna zachodzi w ciążę, a ojcem jej dziecka jest ledwie co poznany mężczyzna, od którego po wspólnie spędzonej, namiętnej nocy, uciekła bardzo speszona. Później, mimo wielu starań, nie potrafi go odnaleźć. Kiedy rodzi się Gavin, cały świat Claire staje na głowie. Sytuacja stabilizuje się, gdy wraz z przyjaciółką otwierają sklep ze słodkościami, a później już akcja dąży ku szczęśliwemu zakończeniu (choć ani przez chwilę nie jest monotonna). Powieść jest po brzegi wypełniona humorem: czytaniu towarzyszy nie tylko delikatny uśmiech, ale w wielu momentach wręcz potężna wesołość (na szczególną uwagę zasługują tutaj poczynania najmłodszego bohatera). "Pokusy i łakocie" to sympatyczna powieść, która potrafi oczarować zarówno swoim ciepłem jak i codziennością. Do tego napisana została w lekkim, przyjemnym w odbiorze stylu i w dość specyficzny sposób. Choć fabuła nie jest wyjątkowo rozbudowana, a akcja nie pędzi na łeb na szyję, to jednak w tej powieści wszystko wydaje się być na swoim miejscu: idealne, dokładnie takie, jakie być powinno.
Wykreowani przez Tarę Sivec bohaterowie są nadzwyczaj zabawni - nie tylko ich zachowanie czy wypowiedzi, ale już sam tok myślenia może wywołać szeroki uśmiech na twarzy czytelnika. Są mocną stroną powieści i nadają jej niepowtarzalnego uroku. Ich charaktery i osobowości należą do oryginalnych, ale jednocześnie nie są na tyle wymyślne, by nie można było uwierzyć w istnienie takich osób. Kreacje te wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie i świetnie wpasowały się w dopracowaną fabułę. Jak wskazuje nam podtytuł książki, jej treść do specjalnie grzecznych nie należy, dlatego też można spodziewać się pewnych mocniejszych elementów. Wydaje mi się, że nie są w powieści niezbędne, ale również w żaden sposób nie przeszkadzają (nie chodzi tylko o erotykę, ale chociażby o to, jakim słownictwem posługuje sie synek bohaterki).
Wydawnictwo Septem nie specjalizuje się w powieściach beletrystycznych, jestem więc bardzo ciekawa, co skłoniło wydawcę do rozpowszechnienia na naszym rynku akurat tego tytułu. Dodatkowo bardzo pomyślnie udało się tłumaczenie wielu zabawnych fragmentów, które w oryginale z pewnością nie były jednoznaczne. Myślę, że to prawdziwa perełka w swoim gatunku i jej publikacja była naprawdę strzałem w dziesiątkę. Oby trafiła do jak najszerszego grona odbiorców. Marzy mi się, żeby częściej się na takie miłe niespodzianki natykać. Powieść jest o tyle nowatorska, że pisarka podeszła do historii romantycznej zupełnie inaczej, niż się na ogół przyjęło. Nie ma tu nierozwiązywalnych problemów, ochów i achów, niepotrzebnego melodramatyzmu. Bohaterowie są naturalni, a rozmowy między nimi zawierają w sobie znacznie więcej, niż tylko szczyptę ironicznego poczucia humoru. Jest też nieco erotyki, ale przedstawionej w takiej postaci, że do harlequina książce naprawdę daleko.
"Pokusy i łakocie" to lektura idealna do tego, by po ciężkim dniu pracy usiąść z nią w fotelu lub w jej towarzystwie poleniuchować w czasie weekendu. Czyta się ją rewelacyjnie szybko i nie sposób zorientować się, gdzie podziały się te wszystkie kartki pomiędzy pierwszą, a ostatnią stroną. Poprawa nastroju gwarantowana. Jestem bardzo zadowolona, że trafiłam na tę książkę. Uwielbiam tego typu powieści i mam nadzieję, że w moim życiu trafi się ich znacznie więcej.
Fabuła rozpoczyna się wspomnieniami głównej bohaterki. Jedna noc wystarczyła, by zupełnie odmieniło się życie dwudziestoletniej Claire. Dziewczyna zachodzi w ciążę, a ojcem jej dziecka jest ledwie co poznany mężczyzna, od którego po wspólnie spędzonej, namiętnej nocy, uciekła bardzo speszona. Później, mimo wielu starań, nie potrafi go odnaleźć. Kiedy rodzi się Gavin, cały świat Claire staje na głowie. Sytuacja stabilizuje się, gdy wraz z przyjaciółką otwierają sklep ze słodkościami, a później już akcja dąży ku szczęśliwemu zakończeniu (choć ani przez chwilę nie jest monotonna). Powieść jest po brzegi wypełniona humorem: czytaniu towarzyszy nie tylko delikatny uśmiech, ale w wielu momentach wręcz potężna wesołość (na szczególną uwagę zasługują tutaj poczynania najmłodszego bohatera). "Pokusy i łakocie" to sympatyczna powieść, która potrafi oczarować zarówno swoim ciepłem jak i codziennością. Do tego napisana została w lekkim, przyjemnym w odbiorze stylu i w dość specyficzny sposób. Choć fabuła nie jest wyjątkowo rozbudowana, a akcja nie pędzi na łeb na szyję, to jednak w tej powieści wszystko wydaje się być na swoim miejscu: idealne, dokładnie takie, jakie być powinno.
Wykreowani przez Tarę Sivec bohaterowie są nadzwyczaj zabawni - nie tylko ich zachowanie czy wypowiedzi, ale już sam tok myślenia może wywołać szeroki uśmiech na twarzy czytelnika. Są mocną stroną powieści i nadają jej niepowtarzalnego uroku. Ich charaktery i osobowości należą do oryginalnych, ale jednocześnie nie są na tyle wymyślne, by nie można było uwierzyć w istnienie takich osób. Kreacje te wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie i świetnie wpasowały się w dopracowaną fabułę. Jak wskazuje nam podtytuł książki, jej treść do specjalnie grzecznych nie należy, dlatego też można spodziewać się pewnych mocniejszych elementów. Wydaje mi się, że nie są w powieści niezbędne, ale również w żaden sposób nie przeszkadzają (nie chodzi tylko o erotykę, ale chociażby o to, jakim słownictwem posługuje sie synek bohaterki).
Wydawnictwo Septem nie specjalizuje się w powieściach beletrystycznych, jestem więc bardzo ciekawa, co skłoniło wydawcę do rozpowszechnienia na naszym rynku akurat tego tytułu. Dodatkowo bardzo pomyślnie udało się tłumaczenie wielu zabawnych fragmentów, które w oryginale z pewnością nie były jednoznaczne. Myślę, że to prawdziwa perełka w swoim gatunku i jej publikacja była naprawdę strzałem w dziesiątkę. Oby trafiła do jak najszerszego grona odbiorców. Marzy mi się, żeby częściej się na takie miłe niespodzianki natykać. Powieść jest o tyle nowatorska, że pisarka podeszła do historii romantycznej zupełnie inaczej, niż się na ogół przyjęło. Nie ma tu nierozwiązywalnych problemów, ochów i achów, niepotrzebnego melodramatyzmu. Bohaterowie są naturalni, a rozmowy między nimi zawierają w sobie znacznie więcej, niż tylko szczyptę ironicznego poczucia humoru. Jest też nieco erotyki, ale przedstawionej w takiej postaci, że do harlequina książce naprawdę daleko.
"Pokusy i łakocie" to lektura idealna do tego, by po ciężkim dniu pracy usiąść z nią w fotelu lub w jej towarzystwie poleniuchować w czasie weekendu. Czyta się ją rewelacyjnie szybko i nie sposób zorientować się, gdzie podziały się te wszystkie kartki pomiędzy pierwszą, a ostatnią stroną. Poprawa nastroju gwarantowana. Jestem bardzo zadowolona, że trafiłam na tę książkę. Uwielbiam tego typu powieści i mam nadzieję, że w moim życiu trafi się ich znacznie więcej.
nowaczytelnia.pl Wiktoria Aleksandrowicz
Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!
„Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!”, to praktyczny poradnik na temat mody.
Magdalena Kanoniak – blogerka, vlogerka i fanka pięknych torebek – wprowadza czytelniczkę w świat kolorów, fasonów, tkanin, a także dress codu i mądrych zakupów. Autorka uczy, jak ubiorem podkreślić urodę. Porady i rozwiązania dotyczące poszczególnych typów sylwetek prezentowane są na „zwykłych dziewczynach”.
Wśród stylizacji pojawia się także torebka GOSHICO.
Magdalena Kanoniak – blogerka, vlogerka i fanka pięknych torebek – wprowadza czytelniczkę w świat kolorów, fasonów, tkanin, a także dress codu i mądrych zakupów. Autorka uczy, jak ubiorem podkreślić urodę. Porady i rozwiązania dotyczące poszczególnych typów sylwetek prezentowane są na „zwykłych dziewczynach”.
Wśród stylizacji pojawia się także torebka GOSHICO.
Dziękujemy i polecamy lekturę!
Goshico.com Goshico.com
Trening intelektu. Wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni. Wydanie II rozszerzone
Znudzeni obyczajówkami? Czujecie przesyt młodzieżówek osadzonych w tematyce fantasy? Odrzuceni przez postapokaliptyczne dzieła czołowych pisarzy ostatnich lat? Ja ani trochę, ale czasami warto zapoznać się z książką, która nie posiada fabuły.
"Trening intelektu"..., coś co zamówiłam w przeciągu kilku minut od informacji z możliwością zrecenzowania. No bo, kurcze, trzeba spróbować czegoś nowego!
Jestem osobą, która uwielbia wymyślać, tworzyć, bawić się najprostszymi rzeczami. Która uwielbia cieszyć się życiem. Szczególnie objawia się to, kiedy szykują się urodziny przyjaciół i razem z resztą znajomych wymyślamy prezenty. Może to po części zasługa moich znajomych, że coś jest we mnie takiego, co domaga się wariacji, na pewno rodzice swoje dołożyli, a zwłaszcza mój tato, którego gust, zwłaszcza filmowy, poglądy na pewne sprawy całkowicie podzielam.
Moja kreatywność wiąże się też z tym, że jestem takim wiecznym małym dzieckiem, cieszę się naprawdę różnymi bzdetami, na które większość osób nawet uwagi nie zwraca. Ale żeby nie zawalić pozostałych kategorii, że tak się wyrażę, postanowiłam sięgnąć po ,,Trening intelektu".
Jak sam podtytuł głosi, jest to książka z ćwiczeniami. Niektóre z nich są banalne, ale za to robi się je na czas. Jeszcze inne są tak absurdalne, że mam zaciesz aż do końca ich wykonywania.
Oczywiście jeszcze nie dobrnęłam do końca, staram się ćwiczenia wykonywać systematycznie, choć niestety, z braku czasu już parę dni mi uciekło. Niemniej, kiedy patrzę na ostatnie wyniki i te z początku, to już widzę różnice, postępy, a nie jestem nawet za jedną trzecią!
To prześwietna książka, bo nie zajmuje wiele czasu, a pozwala odjechać, dając przy tym pożyteczne efekty. Choć na kreatywność nigdy narzekać nie mogłam, to po ćwiczeniach jeszcze bardziej mi się ona wzmocniła, pamięć i koncentracja także wskoczyły na wyższy level (chociaż, jak przystało na prawdziwego mola książkowego, co najmniej kilkadziesiąt razu dziennie udaje mi sie odpływać, zwłaszcza na lekcjach).
Tutaj z czystym sercem mogę polecić tę pozycję jako prezent pod choinkę. Rewelacyjna książka!
"Trening intelektu"..., coś co zamówiłam w przeciągu kilku minut od informacji z możliwością zrecenzowania. No bo, kurcze, trzeba spróbować czegoś nowego!
Jestem osobą, która uwielbia wymyślać, tworzyć, bawić się najprostszymi rzeczami. Która uwielbia cieszyć się życiem. Szczególnie objawia się to, kiedy szykują się urodziny przyjaciół i razem z resztą znajomych wymyślamy prezenty. Może to po części zasługa moich znajomych, że coś jest we mnie takiego, co domaga się wariacji, na pewno rodzice swoje dołożyli, a zwłaszcza mój tato, którego gust, zwłaszcza filmowy, poglądy na pewne sprawy całkowicie podzielam.
Moja kreatywność wiąże się też z tym, że jestem takim wiecznym małym dzieckiem, cieszę się naprawdę różnymi bzdetami, na które większość osób nawet uwagi nie zwraca. Ale żeby nie zawalić pozostałych kategorii, że tak się wyrażę, postanowiłam sięgnąć po ,,Trening intelektu".
Jak sam podtytuł głosi, jest to książka z ćwiczeniami. Niektóre z nich są banalne, ale za to robi się je na czas. Jeszcze inne są tak absurdalne, że mam zaciesz aż do końca ich wykonywania.
Oczywiście jeszcze nie dobrnęłam do końca, staram się ćwiczenia wykonywać systematycznie, choć niestety, z braku czasu już parę dni mi uciekło. Niemniej, kiedy patrzę na ostatnie wyniki i te z początku, to już widzę różnice, postępy, a nie jestem nawet za jedną trzecią!
To prześwietna książka, bo nie zajmuje wiele czasu, a pozwala odjechać, dając przy tym pożyteczne efekty. Choć na kreatywność nigdy narzekać nie mogłam, to po ćwiczeniach jeszcze bardziej mi się ona wzmocniła, pamięć i koncentracja także wskoczyły na wyższy level (chociaż, jak przystało na prawdziwego mola książkowego, co najmniej kilkadziesiąt razu dziennie udaje mi sie odpływać, zwłaszcza na lekcjach).
Tutaj z czystym sercem mogę polecić tę pozycję jako prezent pod choinkę. Rewelacyjna książka!
Interia360.pl RavenStark