Recenzje
Success and Change
Geniusz czy buta?
Rozwój osobisty, coaching, trening personalny. Psychologia sukcesu. Terminologia coraz bardziej popularna, szczególnie w kręgach intelektualistów i ludzi postępu. Kult bycia idealnym to już niemal epidemia - w dodatku taka, która uzależnia. Wiele osób stara się zrobić karierę na fali nowego trendu. Tak więc autorzy poradników, trenerzy NLP czy coachowie sprzedający swoje wykłady to już chleb powszedni. Nieraz wywołuje sceptyzm i irytuje. W tej dziedzinie ciężko o geniusz. Ale Polak potrafi.
Success&Change Mateusza Grzesiaka to nie debiut, lecz z pewnością najgłośniejsza publikacja tego polskiego mentora, którego kariera rozwija się z zawrotną prędkością. Powiew zachodu zwiastuje już sam tytuł - ale to też pierwsze ślady buty kwestionowanej. Do pozycji po prostu ciągnie, bowiem blurb jest niezwykle obiecujący, a każdy bystry umysł czerpie też czasem niemalże perwersyjną przyjemność z dostrzegania wad w pozornie niezawodnych systemach, które z założenia mają być receptą na sukces.
Mateusz Grzesiak zaczyna prezentację siebie już od samej okładki - ni to autobiografia, ni to poradnik. I znów pytanie - buta czy słuszny geniusz?
Książka została mądrze podzielona na kilka części, które wprowadzają czytelnika w arkana szczęścia i samorealizacji, nie rzucając go na głęboką wodę terminologii NLP. Dodatkowo na samym końcu Grzesiak zaprezentował i opisał serię ćwiczeń mających pomóc w kontrolowaniu siebie i osiągnięciu modelu dualistycznego w rozwoju.
Jako osoba dość mocno doświadczona w temacie literatury obejmującej NLP i rozwój osobisty (a także dość mocno nim rozczarowana), muszę przyznać, że Success&Change to lektura na poziomie i z klasą. Momentami przeradzająca się niemalże w filozoficzną polemikę, książka ta nasyci nawet najbardziej wymagających odbiorców.
Styl pisania Grzesiaka nie jest ani zbyt banalny i prozaiczny, ani przepełniony narcyzmem. Autora z pewnością przepełnia pondaprzeciętna pewność siebie - lecz wynika ona z samoświadomości i stwierdzam to, odwołując się do standardów polskich. Skoro o tym mowa, jednym z ulubionych przeze mnie zagadnień poruszonych w Success&Change jest polskość. Jej definicja, objawy, korzenie. Nie spotkałam się do tej pory z trafniejszym określeniem mentalności-przypadłości zdecydowanej większości naszych rodaków.
Mniej więcej w połowie lektury - kiedy doszłam do wniosku, że "facet to geniusz" - zaczęłam się interesować jego poprzednimi pracami. Zetknęłam się z fragmentami Alphamale, które nastawiły mnie negatywnie do części dalszej Success&Change. Wizerunek idealisty mającego zasady savoir-vivre'u, gentlemana, zabiło prostackie podejście do kobiet ubrane w śmieszne teorie i sztuczne słowa. Rzecz jasna, było oczywistym, że ta książka mnie oburzy. Jestem kobietą i ta pozycja powinna być dla mnie księgą zakazaną, jednak odnoszę wrażenie, że Alphamale i Alphafemale to dwuelementowa ukadanka mająca na celu zaprogramowanie pań pod system przeznaczony dla wygody mężczyzn. Lekkie faux-pas, jak dla mnie, jeśli chodzi o budowanie wizerunku skierowanego do odbiorców obu płci.
Success&Change jako indywidualna publikacja Mateusza Grzesiaka to jak do tej pory najlepszy papierowy coach. Profesjonalny, tani i efektywny. Jednak coś mi mówi, że niektóre z pozostałych pozycji tego autora mogą być dualistyczną częścią twórczości równoważącą fenomen eliksiru rozwoju osobistego zaklętego w Success&Change. Buta czy też nie, ktoś tutaj wie, o czym pisze.
Mrsalwaysright.pl Karolina Kaim
Sygnał i szum. Sztuka prognozowania w erze technologii
Poczynając od prawdziwości prognoz zdrowotnych, poprzez gospodarcze kończąc na szacowaniu zdolności do walki z terroryzmem - wszystko to jest uzależnione od jakości naszych przewidywań. Prognostykom z pomocą przyszedł Nate Silver, który zbudował innowacyjny system do ich tworzenia. I dzięki temu stał się rozpoznawalny. Opierając się na swym przełomowym modelu wyjaśnia w tej publikacji jak odróżnić sygnały wśród szumu. A może udane prognozy są łutem szczęścia?
Przewidywanie jest ważną częścią nauki, biznesu, polityki ale nie jesteśmy w tym zbyt dobry i padamy ofiarą błędów poznawczych i innych problemów systemowych, takich jak nadmiar informacji. Prognostycy powinni być świadomi różnicy pomiędzy tym, co wiedzą i tym co wydaje im się, że wiedzą. Silver podkreśla w tej książce, że to dokładni synoptycy potrafią dostrzec zależności w gąszczu informacji, zauważyć tysiące szczegółów. Tłumaczy dokładność swych prognoz wykorzystując twierdzenie Bayesa. Mam niewielkie pojęcie o tworzeniu prognoz, ale nawet ja wiem że zbytnia pewność siebie jest często przyczyną wielu niepowodzeń. Podobne założenie przyjął w swych badaniach Nate Silver. Uważa, że podstawowym problemem prognozowania przyszłości są dane, na których ono jest oparte. Pochodzą z przeszłości. To, że można "przewidzieć" przeszłość nie oznacza, że można przewidzieć także przyszłości...
Książka prezentuje doświadczenia w świecie i krytykuje to, co dzieje się w kontekście badań społecznych. Dzięki niej dowiedziałam się, że wiedza może być używana do ulepszenia procesu przewidywania i może poprawić nasze modele prognostyczne z wielu dziedzin. Autor twierdzi, że niektórzy eksperci są tak przywiązani do teorii lub modeli, że nie są zdolni do rozpoznawania danych z nimi sprzecznych. Silver interpretuje wiedzę w pokorze. Nie promuje naiwności. Wskazuje wiele zalet i wad analizy statystycznej. Rozważa wiele niedawnych przypadków rażąco nieudanych prognoz. Jest bardzo ostrożny co do twierdzenia o skuteczności przewidywania. Analizuje szeroki wachlarz zastosowań statystyki do budowania prognoz.
Publikacja jest pełna ciekawych przypadków i dzięki temu może zadowolić wielu różnych odbiorców. Materiał jest tu jasno przedstawiony. Autor wyjaśnia wiedzę przy pomocy przykładów i niekiedy wesołych opowieści. Liczne cytaty, wiele przypisów i bogata bibliografia zrobiła na mnie duże wrażenie. Całość została dodatkowo urozmaicona diagramami i wykresami. Jednak nie wszystkie jej składowe można zaliczyć do zalet. Niestety publikacji nie jest wolna od wad. Natrafiłam tu na treści, które są sprzeczne z innymi zawartymi tu fragmentami. Ponadto momentami autor popiera dane tezy a następnie w innych rozdziałach je krytykuje. I najważniejsze z mojego punktu widzenia - publikacja nie podaje jak ulepszyć już istniejące modele prognostyczne, czy jak zaprojektować bardziej dokładne...
Przewidywanie jest ważną częścią nauki, biznesu, polityki ale nie jesteśmy w tym zbyt dobry i padamy ofiarą błędów poznawczych i innych problemów systemowych, takich jak nadmiar informacji. Prognostycy powinni być świadomi różnicy pomiędzy tym, co wiedzą i tym co wydaje im się, że wiedzą. Silver podkreśla w tej książce, że to dokładni synoptycy potrafią dostrzec zależności w gąszczu informacji, zauważyć tysiące szczegółów. Tłumaczy dokładność swych prognoz wykorzystując twierdzenie Bayesa. Mam niewielkie pojęcie o tworzeniu prognoz, ale nawet ja wiem że zbytnia pewność siebie jest często przyczyną wielu niepowodzeń. Podobne założenie przyjął w swych badaniach Nate Silver. Uważa, że podstawowym problemem prognozowania przyszłości są dane, na których ono jest oparte. Pochodzą z przeszłości. To, że można "przewidzieć" przeszłość nie oznacza, że można przewidzieć także przyszłości...
Książka prezentuje doświadczenia w świecie i krytykuje to, co dzieje się w kontekście badań społecznych. Dzięki niej dowiedziałam się, że wiedza może być używana do ulepszenia procesu przewidywania i może poprawić nasze modele prognostyczne z wielu dziedzin. Autor twierdzi, że niektórzy eksperci są tak przywiązani do teorii lub modeli, że nie są zdolni do rozpoznawania danych z nimi sprzecznych. Silver interpretuje wiedzę w pokorze. Nie promuje naiwności. Wskazuje wiele zalet i wad analizy statystycznej. Rozważa wiele niedawnych przypadków rażąco nieudanych prognoz. Jest bardzo ostrożny co do twierdzenia o skuteczności przewidywania. Analizuje szeroki wachlarz zastosowań statystyki do budowania prognoz.
Publikacja jest pełna ciekawych przypadków i dzięki temu może zadowolić wielu różnych odbiorców. Materiał jest tu jasno przedstawiony. Autor wyjaśnia wiedzę przy pomocy przykładów i niekiedy wesołych opowieści. Liczne cytaty, wiele przypisów i bogata bibliografia zrobiła na mnie duże wrażenie. Całość została dodatkowo urozmaicona diagramami i wykresami. Jednak nie wszystkie jej składowe można zaliczyć do zalet. Niestety publikacji nie jest wolna od wad. Natrafiłam tu na treści, które są sprzeczne z innymi zawartymi tu fragmentami. Ponadto momentami autor popiera dane tezy a następnie w innych rozdziałach je krytykuje. I najważniejsze z mojego punktu widzenia - publikacja nie podaje jak ulepszyć już istniejące modele prognostyczne, czy jak zaprojektować bardziej dokładne...
hugekultura.blogspot.com 2015-01-15
Powidoki. Wydanie 1
Gdyby świt następował o 8:14, mógłbym powiedzieć, że tego dnia zerwałem się o świcie. Odbyłem mój poranny rytuał domowych czynności. Otworzyłem komputer, dodałem książkę do koszyka. Już po chwili płynęła impulsami elektrycznymi na mój czytnik. W tle dało się słyszeć ciche pyrkanie kafetiery. Znowu wyjdzie gorzka, pomyślałem idąc w kierunku kuchni.
I tak oto, kilka minut później siedziałem wpatrując się w buchający płomień paleniska, ukrytego piętro niżej, tuż pod łazienką wielkomiejskiego domu. To taka marna namiastka ogniska rozpalanego podczas noclegu w lesie. Usiadłem na miniaturowym taboreciku. W jednej ręce trzymałem czytnik, a w drugiej śnieżnobiałą filiżankę. Zerknąłem do środka. Odrobina mleka łamała kruczo-czarny kolor kawy. Dopijając resztkę letniego naparu w kolorze mlecznej czekolady, zerkałem na spalający się ciemnoniebieskim kolorem tlenek węgla. Naburmuszony kot patrzył na mnie wzrokiem pełnym pretensji. W nawale obowiązków odmówiłem mu porannego głaskania. Szybko nadrobiłem zaległości, odstawiłem pustą filiżankę i znów zerknąłem w buchającą gorącem komorę pieca. Moje serce napawała radość, a twarz mieniła się czerwienią rozgrzanego żaru. W takich okolicznościach rozpocząłem lekturę trzeciej książki Piotra.
NA KOŃCU TEGO WPISU JEST MEGA WAŻNA INFORMACJA!
Piotr Strzeżysz prowadzi bardzo ciekawie pisanego bloga podróżniczego pod adresem onthebike.pl i jest osobą niezwykle ciekawą świata. Poza ciekawą lekturą, autor raczy nas pięknymi zdjęciami napotkanych osób czy odwiedzanych miejsc. Koniecznie zaglądnij na jego stronę po przeczytaniu dzisiejszej recenzji!
Powidoki zaczynają się i kończą w tym samym miejscu. W amerykańskim miasteczku Fall City, do którego nasz bohater trafia, z jemu samemu niewiadomego powodu. Wbrew pozorom książka nie spełnia trzech zasad jedności, niczym Król Edyp bądź inna antyczna tragedia. Piotr nie zastanawia się nad swoim bytem, prowadząc przydługi monolog. Nic z tych rzeczy! Wraz z kolejnymi stronami podróżujemy nie tylko do różnych zakątków świata, ale również w czasie. Piotr snuje opowieść o swoich pierwszych podróżach i perypetiach podczas kolejnych wypraw.
(…) W powietrzu czułem pewien niepokój, choć oczywiście wtedy nie potrafiłem określić jego źródła. Nawet kiedy już złożyłem namiot i byłem gotowy do drogi, coś ciągle jakby trzymało mnie w miejscu. Jeszcze podczas śniadania moją uwagę przykuła pajęczyna, na której unosiły się maleńkie krople wody, rozedrgane w słabym, porannym wietrze. Patrzyłem na nie, rozpoznając siebie w każdej z nich – zwielokrotnionego, sklonowanego na delikatnej, powłóczystej przestrzeni pajęczej sieci.
Nie wiem dlaczego, ale nie mogłem przestać się w nie wpatrywać, byłem zahipnotyzowany widokiem osiadającej na delikatnych nitkach mgły, która niemal niewidoczna dokoła, przepoczwarzyła się i pochowała w przezroczystych kokonach miniaturowych kropel. Im bardziej się do nich zbliżałem, tym wyraźniej widziałem w nich swoją wynaturzoną, powiększającą się postać.
Chuchałem na nie, chciałem dotknąć ustami, posmakować, zaplątać się cały, ale wiedziałem, że jeśli się spotkamy, natychmiast rozpadną się wszystkie, razem z chroniącą je misternie utkaną materią, a wraz z ich zniknięciem nie będzie też mnie. Zauroczony pejzażem i pozostając w mglistym niepokoju, który nie miał zamiaru opaść, ruszyłem leniwie na południe. Minąłem Carnation, niewielkie, urokliwe miasteczko, gdzie nie dałem się zaprosić na trwające od kilku dni siedemdziesiąte urodziny brodatego mężczyzny, który przedstawił się jako Kapitan Kurczak (…)
Piotr Strzeżysz – Powidoki
Mam absolutną pewność, że Piotr jest osobą o wielkim sercu, a jego podróże to nie tylko zaliczanie kolejnych ladsztafcików (choć przy okazji robi piękne zdjęcia). Dalekie wyjazdy sprawiają, że wędruje on nie tylko w po Indiach, USA czy Islandii ale przede wszystkim w głąb siebie. Wpływają na to rozmowy z wieloma ciekawymi postaciami, które nie raz przychyliły mu nieba, gdy tego potrzebował, a także samotny sposób podróżowania i dużo książek. Częściowo dzięki tym ostatnim, Powidoki czyta się tak dobrze. Autor posiada bardzo bogaty zasób słownictwa i wzorowy warsztat pisarski. Opisywane przez niego miejsca i postacie, mienią się tysiącem barw, smaków i zapachów. Podczas lektury wręcz zdawało mi się, że kubek po który sięgam jest wypełniony najlepszą gatunowo Darjeeling z imbirem, cynamonem i goździkami…
Ta książka nie jest poradnikiem, nie posiada zdjęć. Nie znajdziesz w niej praktycznych porad. Nawet nie dowiesz się jakie miejsca warto zwiedzić. Powidoki to zapiski dorosłego mężczyzny, który zaprasza Cię do podróży w pasjonującą historię jego życia i właśnie dlatego tę książkę polecam przeczytać. Ponadto każdy rozdział jest okraszony pięknym cytatem, zupełnie jak wpisy na blogu Piotra.
(…) Od chłopców dowiedziałem się, że rzeczywiście istniała oddzielna kasa dla obcokrajowców, ale oczywiście nie było to miejsce, w którym godzinę wcześniej prawie zostawiłem połowę przeznaczonego na wyjazd budżetu.
Bilet kupiliśmy bez najmniejszego problemu, a kosztował, bagatela, sto dwadzieścia cztery rupie, razem z rowerem. Miejsca siedzące były już wyprzedane, mogłem kupić tylko bilet na drugą klasę, bez miejscówki. Fahd zasugerował, żeby w pociągu, już po odjeździe, dać pięćdziesiąt rupii konduktorowi i poprosić go o przeniesienie do wagonu pierwszej klasy.
Pożegnaliśmy się wylewnie, wymieniliśmy adresami, po czym ruszyliśmy każdy w swoją stronę (…)
Piotr Strzeżysz – Powidoki
I tak oto, kilka minut później siedziałem wpatrując się w buchający płomień paleniska, ukrytego piętro niżej, tuż pod łazienką wielkomiejskiego domu. To taka marna namiastka ogniska rozpalanego podczas noclegu w lesie. Usiadłem na miniaturowym taboreciku. W jednej ręce trzymałem czytnik, a w drugiej śnieżnobiałą filiżankę. Zerknąłem do środka. Odrobina mleka łamała kruczo-czarny kolor kawy. Dopijając resztkę letniego naparu w kolorze mlecznej czekolady, zerkałem na spalający się ciemnoniebieskim kolorem tlenek węgla. Naburmuszony kot patrzył na mnie wzrokiem pełnym pretensji. W nawale obowiązków odmówiłem mu porannego głaskania. Szybko nadrobiłem zaległości, odstawiłem pustą filiżankę i znów zerknąłem w buchającą gorącem komorę pieca. Moje serce napawała radość, a twarz mieniła się czerwienią rozgrzanego żaru. W takich okolicznościach rozpocząłem lekturę trzeciej książki Piotra.
NA KOŃCU TEGO WPISU JEST MEGA WAŻNA INFORMACJA!
Piotr Strzeżysz prowadzi bardzo ciekawie pisanego bloga podróżniczego pod adresem onthebike.pl i jest osobą niezwykle ciekawą świata. Poza ciekawą lekturą, autor raczy nas pięknymi zdjęciami napotkanych osób czy odwiedzanych miejsc. Koniecznie zaglądnij na jego stronę po przeczytaniu dzisiejszej recenzji!
Powidoki zaczynają się i kończą w tym samym miejscu. W amerykańskim miasteczku Fall City, do którego nasz bohater trafia, z jemu samemu niewiadomego powodu. Wbrew pozorom książka nie spełnia trzech zasad jedności, niczym Król Edyp bądź inna antyczna tragedia. Piotr nie zastanawia się nad swoim bytem, prowadząc przydługi monolog. Nic z tych rzeczy! Wraz z kolejnymi stronami podróżujemy nie tylko do różnych zakątków świata, ale również w czasie. Piotr snuje opowieść o swoich pierwszych podróżach i perypetiach podczas kolejnych wypraw.
(…) W powietrzu czułem pewien niepokój, choć oczywiście wtedy nie potrafiłem określić jego źródła. Nawet kiedy już złożyłem namiot i byłem gotowy do drogi, coś ciągle jakby trzymało mnie w miejscu. Jeszcze podczas śniadania moją uwagę przykuła pajęczyna, na której unosiły się maleńkie krople wody, rozedrgane w słabym, porannym wietrze. Patrzyłem na nie, rozpoznając siebie w każdej z nich – zwielokrotnionego, sklonowanego na delikatnej, powłóczystej przestrzeni pajęczej sieci.
Nie wiem dlaczego, ale nie mogłem przestać się w nie wpatrywać, byłem zahipnotyzowany widokiem osiadającej na delikatnych nitkach mgły, która niemal niewidoczna dokoła, przepoczwarzyła się i pochowała w przezroczystych kokonach miniaturowych kropel. Im bardziej się do nich zbliżałem, tym wyraźniej widziałem w nich swoją wynaturzoną, powiększającą się postać.
Chuchałem na nie, chciałem dotknąć ustami, posmakować, zaplątać się cały, ale wiedziałem, że jeśli się spotkamy, natychmiast rozpadną się wszystkie, razem z chroniącą je misternie utkaną materią, a wraz z ich zniknięciem nie będzie też mnie. Zauroczony pejzażem i pozostając w mglistym niepokoju, który nie miał zamiaru opaść, ruszyłem leniwie na południe. Minąłem Carnation, niewielkie, urokliwe miasteczko, gdzie nie dałem się zaprosić na trwające od kilku dni siedemdziesiąte urodziny brodatego mężczyzny, który przedstawił się jako Kapitan Kurczak (…)
Piotr Strzeżysz – Powidoki
Mam absolutną pewność, że Piotr jest osobą o wielkim sercu, a jego podróże to nie tylko zaliczanie kolejnych ladsztafcików (choć przy okazji robi piękne zdjęcia). Dalekie wyjazdy sprawiają, że wędruje on nie tylko w po Indiach, USA czy Islandii ale przede wszystkim w głąb siebie. Wpływają na to rozmowy z wieloma ciekawymi postaciami, które nie raz przychyliły mu nieba, gdy tego potrzebował, a także samotny sposób podróżowania i dużo książek. Częściowo dzięki tym ostatnim, Powidoki czyta się tak dobrze. Autor posiada bardzo bogaty zasób słownictwa i wzorowy warsztat pisarski. Opisywane przez niego miejsca i postacie, mienią się tysiącem barw, smaków i zapachów. Podczas lektury wręcz zdawało mi się, że kubek po który sięgam jest wypełniony najlepszą gatunowo Darjeeling z imbirem, cynamonem i goździkami…
Ta książka nie jest poradnikiem, nie posiada zdjęć. Nie znajdziesz w niej praktycznych porad. Nawet nie dowiesz się jakie miejsca warto zwiedzić. Powidoki to zapiski dorosłego mężczyzny, który zaprasza Cię do podróży w pasjonującą historię jego życia i właśnie dlatego tę książkę polecam przeczytać. Ponadto każdy rozdział jest okraszony pięknym cytatem, zupełnie jak wpisy na blogu Piotra.
(…) Od chłopców dowiedziałem się, że rzeczywiście istniała oddzielna kasa dla obcokrajowców, ale oczywiście nie było to miejsce, w którym godzinę wcześniej prawie zostawiłem połowę przeznaczonego na wyjazd budżetu.
Bilet kupiliśmy bez najmniejszego problemu, a kosztował, bagatela, sto dwadzieścia cztery rupie, razem z rowerem. Miejsca siedzące były już wyprzedane, mogłem kupić tylko bilet na drugą klasę, bez miejscówki. Fahd zasugerował, żeby w pociągu, już po odjeździe, dać pięćdziesiąt rupii konduktorowi i poprosić go o przeniesienie do wagonu pierwszej klasy.
Pożegnaliśmy się wylewnie, wymieniliśmy adresami, po czym ruszyliśmy każdy w swoją stronę (…)
Piotr Strzeżysz – Powidoki
na-rower.com Maciek Sobol
Klątwa gruzińskiego tortu
Gruzja, czyli nie tylko dobre wino
O darowanym raju", raju utraconym, dociekliwie i interesująco pisze Maciej Jastrzębski w książce „Klątwa gruzińskiego tortu"
Jeśli mogłabym wybrać się na wschód świata, to niewątpliwie „Klątwę gruzińskiego tortu" wzięłabym ze sobą jako swoisty przewodnik. Maciej Jastrzębski, reporter, radiowiec, specjalny wysłannik Polskiego Radia do Gruzji, „wgryzł się" w ten tort z wielkim zacięciem. I odsłonił przed czytelnikami kolejne warstwy tego kraju. Kraju, raczej niezbyt dobrze znanego wielu polskim czytelnikom.
Bo z czym kojarzy nam się Gruzja ZKatie Meluą - piosenkarką brytyjską urodzoną właśnie w Gruzji, wojną sprzed, siedmiu lat, z winem, które uchodzi za wyjątkowo pyszne, dziką przyrodą. Niektórym także z gruzińską gościnnością - ponoć podobną do naszej, polskiej. A tym, którzy pamiętają „Czterech pancernych i psa", z Grigorijem - Gruzinem, barwną postacią. Warto wspomnieć, że Gruzję wspierał przecież prezydent Lech Kaczyński.
Maciej Jastrzębski w swoj ej poprzedniej książce „Matrioszka Rosja i Jastrząb" udowodnił klasę: wytrawnego podróżnika, obserwatora, rozmówcy słuchającego spotkanych w drodze ludzi z wielką uwagą, autora posługującego się piórem z wielką wprawą, odsłaniającego zawikłaną historię mocarstwa krok po kroku. I pasjonata, oglądającego Rosję nie „naklęczkach", ale właśnie z reporterską troską. Podobnie uczynił, przygotowując „Klątwę gruzińskiego tortu".
Do Gruzji prowadzi czytelnika razem z Dżabą, taksówkarzem wiozącym go po wertepach. To właśnie Dżaba wraz ze swoim własnym spojrzeniem na ojczysty kraj jest jego i naszym przewodnikiem. Autor nie byłby reporterem, któremu bliskie są przede wszystkim sprawy ludzkie, gdyby nie zagłębił się w prywatną (fascynującą!) historię Dżaby, prezentując ją czytelnikowi ze swadą. Wiadomo powszechnie, że to właśnie prywatne dzieje mieszkańców odzwierciedlają najtrafniej wielką historię ziemi, na której żyją.
Maciej Jastrzębski zaczyna jednak swoją barwną opowieść porządnym rysem historycznym, przybliżającym czytelnikowi nieznany skrawek świata. To także charakterystyczny rys autora, chyba zawsze dbającego o szczegóły. To właśnie one są tym, co buduje życie Gruzinów. Podaje także legendarną opowieść o Tbilisi - stolicy Gruwcdłtfo zji, ubarwiającą całość. Czy nie piękna jest opowieść o Bogu, do którego po swój kawałek ziemi Gruzini przyszli ostatni, a Bóg, który rozdał już wszystko i nie miał dla nich już niczego, postanowił darować im to, co został dla siebie: mały, ale piękny kawałek ziemi między brzegiem Morza Czarnego a górami Kaukazu
Świetny znawca rosyjskiej polityki (Jastrzębski jest korespondentem Polskiego Radia w Moskwie) wplata w opowieść o Gruzji rosyjskie ważne wydarzenia, najczęściej bardzo mocno splatające się z gruzińskimi. I dostrzega „pomieszanie", w którym przyszło żyć Gruzinom - ni to w Europie, ni to w Azji. Niekoniecznie trzeba interesować się polityką (w którą zresztą jesteśmy uwikłani niezależnie od naszych chęci), by z zainteresowaniem przeczytać to, co Jastrzębski pisze o trudnej gruzińskiej (i nie tylko) polityce.
Jak to się dzieje, że Gruzini i Polacy mają tyle wspólnych cech Skąd wzięło się pewne podobieństwo naszych i ich dziejów Autor „Klątwy gruzińskiego tortu" przybliża niełatwe sprawy, częściowo je tłumaczy, ale też w pewien sposób zachęca do własnych badań. Maciej Jastrzębski pokazał też postacie Polaków związanych z Gruzją. Lektura „Klątwy gruzińskiego tortu" sprawia, że Gruzję chce się odwiedzić, zobaczyć własnymi oczam jej piękno, porozmawiać z ludźmi. I dociec, razem z autorem, tego, co bolesne. Bo czyż nie jest ciekawe, jak to się stało, że Gruzini dostali najprawdziwszy raj i go stracili Jak to się właściwie dokonało Niecierpliwie czekam na następną książkę Macieja Jastrzębskiego. Czytelnicze wyprawy z tym autorem są pasjonujące i warte poświęcenia czasu na uważną lekturę.
O darowanym raju", raju utraconym, dociekliwie i interesująco pisze Maciej Jastrzębski w książce „Klątwa gruzińskiego tortu"
Jeśli mogłabym wybrać się na wschód świata, to niewątpliwie „Klątwę gruzińskiego tortu" wzięłabym ze sobą jako swoisty przewodnik. Maciej Jastrzębski, reporter, radiowiec, specjalny wysłannik Polskiego Radia do Gruzji, „wgryzł się" w ten tort z wielkim zacięciem. I odsłonił przed czytelnikami kolejne warstwy tego kraju. Kraju, raczej niezbyt dobrze znanego wielu polskim czytelnikom.
Bo z czym kojarzy nam się Gruzja ZKatie Meluą - piosenkarką brytyjską urodzoną właśnie w Gruzji, wojną sprzed, siedmiu lat, z winem, które uchodzi za wyjątkowo pyszne, dziką przyrodą. Niektórym także z gruzińską gościnnością - ponoć podobną do naszej, polskiej. A tym, którzy pamiętają „Czterech pancernych i psa", z Grigorijem - Gruzinem, barwną postacią. Warto wspomnieć, że Gruzję wspierał przecież prezydent Lech Kaczyński.
Maciej Jastrzębski w swoj ej poprzedniej książce „Matrioszka Rosja i Jastrząb" udowodnił klasę: wytrawnego podróżnika, obserwatora, rozmówcy słuchającego spotkanych w drodze ludzi z wielką uwagą, autora posługującego się piórem z wielką wprawą, odsłaniającego zawikłaną historię mocarstwa krok po kroku. I pasjonata, oglądającego Rosję nie „naklęczkach", ale właśnie z reporterską troską. Podobnie uczynił, przygotowując „Klątwę gruzińskiego tortu".
Do Gruzji prowadzi czytelnika razem z Dżabą, taksówkarzem wiozącym go po wertepach. To właśnie Dżaba wraz ze swoim własnym spojrzeniem na ojczysty kraj jest jego i naszym przewodnikiem. Autor nie byłby reporterem, któremu bliskie są przede wszystkim sprawy ludzkie, gdyby nie zagłębił się w prywatną (fascynującą!) historię Dżaby, prezentując ją czytelnikowi ze swadą. Wiadomo powszechnie, że to właśnie prywatne dzieje mieszkańców odzwierciedlają najtrafniej wielką historię ziemi, na której żyją.
Maciej Jastrzębski zaczyna jednak swoją barwną opowieść porządnym rysem historycznym, przybliżającym czytelnikowi nieznany skrawek świata. To także charakterystyczny rys autora, chyba zawsze dbającego o szczegóły. To właśnie one są tym, co buduje życie Gruzinów. Podaje także legendarną opowieść o Tbilisi - stolicy Gruwcdłtfo zji, ubarwiającą całość. Czy nie piękna jest opowieść o Bogu, do którego po swój kawałek ziemi Gruzini przyszli ostatni, a Bóg, który rozdał już wszystko i nie miał dla nich już niczego, postanowił darować im to, co został dla siebie: mały, ale piękny kawałek ziemi między brzegiem Morza Czarnego a górami Kaukazu
Świetny znawca rosyjskiej polityki (Jastrzębski jest korespondentem Polskiego Radia w Moskwie) wplata w opowieść o Gruzji rosyjskie ważne wydarzenia, najczęściej bardzo mocno splatające się z gruzińskimi. I dostrzega „pomieszanie", w którym przyszło żyć Gruzinom - ni to w Europie, ni to w Azji. Niekoniecznie trzeba interesować się polityką (w którą zresztą jesteśmy uwikłani niezależnie od naszych chęci), by z zainteresowaniem przeczytać to, co Jastrzębski pisze o trudnej gruzińskiej (i nie tylko) polityce.
Jak to się dzieje, że Gruzini i Polacy mają tyle wspólnych cech Skąd wzięło się pewne podobieństwo naszych i ich dziejów Autor „Klątwy gruzińskiego tortu" przybliża niełatwe sprawy, częściowo je tłumaczy, ale też w pewien sposób zachęca do własnych badań. Maciej Jastrzębski pokazał też postacie Polaków związanych z Gruzją. Lektura „Klątwy gruzińskiego tortu" sprawia, że Gruzję chce się odwiedzić, zobaczyć własnymi oczam jej piękno, porozmawiać z ludźmi. I dociec, razem z autorem, tego, co bolesne. Bo czyż nie jest ciekawe, jak to się stało, że Gruzini dostali najprawdziwszy raj i go stracili Jak to się właściwie dokonało Niecierpliwie czekam na następną książkę Macieja Jastrzębskiego. Czytelnicze wyprawy z tym autorem są pasjonujące i warte poświęcenia czasu na uważną lekturę.
POLSKA - GAZETA WROCŁAWSKA Małgorzata Matuszewska
Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!
Pierwszy wpis... Pierwsza recenzja ;-)
Radzkę oglądam od dawna i zawsze podobało mi się w jaki sposób prezentuje ubrania dla sylwetek. Pewnego dnia przeszłam się po Empiku i... jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam właśnie jej książkę na jednej z półek. Wtedy wiedziałam, że muszę ją mieć. Jeszcze większe było moje zdumienie, gdy dostałam ją pod choinkę. Lekturę książki zaczęłam od razu.
Każdy w tej książce znajdzie coś dla siebie. Główny rozdział to ten, w którym Radzka porusza temat sylwetek. Jest to całkowicie zrozumiałe, bo autorka właśnie w tym czuje się najlepiej i jej kanał YT jest temu poświęcony. Często szukałam książki, która w prosty sposób mówiła by o tym jak podkreślać zalety figury, a jak tuszować niedoskonałości, ale mało która mi odpowiadała. Język, którego Radzka używa jest prosty, zrozumiały dla wszystkich. Nawet modowego laika. Nie ma tam żadnych trudnych pojęć, które trzeba by było znajdywać w wyszukiwarce. Jeśli chodzi o treść - nie ma zbędnego lania wody, a same konkrety. Dokładnie przedstawione ubrania, które każda z sylwetek powinna nosić.
Co mnie pozytywnie zaskoczyło - Radzka dodała tabelę z wymiarami, aby łatwiej było zidentyfikować jaki typ sylwetki prezentuje czytelniczka (a jak wiadomo, wiele kobiet ma ten problem). Ba ! Sama podała swoje wymiary, aby - jak mówi - inne czytelniczki nie czuły się skrępowane. Dzięki tej książce w końcu wiem już (bez wątpliwości) jakim typem sylwetki jestem i co jest dla mnie odpowiednie.
Mnie jednak najbardziej zaciekawiły takie rozdziały jak : "Historia mody XX wieku w pigułce i "Mity". Pierwszy z nich jest świetną "ściągą" dla osób, które kompletnie w historii mody się nie orientują, a chciałyby znać podstawowe trendy w poszczególnych latach. W punktach opisane jest czym w danych czasach w modzie charakteryzowała się garderoba. Dział, jak zresztą cała książka, oparty jest świetnymi ilustracjami przedstawiający stroje z danych okresów. Natomiast w dziale mity youtuberka obala powielane w kółko stereotypy. Takie jak "ten kolor nie jest dla mnie odpowiedni" albo to, że ubrania o długości maksi powinny nosić tylko wysokie kobiety.
Radzka pokazuje też, że kolor ubrania jaki zakładamy wiele o nas mówi - dlatego też powinniśmy świadomie dobierać takie kolory, które oddają nasz charakter. Nie da się ukryć, że chcąc nie chcąc podświadomie na samym początku znajomości oceniamy osobę po wyglądzie. Dlatego też jeśli jesteś optymistką - noś pomarańczowy, a jeśli masz artystyczną duszę i jesteś marzycielką - niebieski.
Oczywiście musiał się także pojawić modowy "must have", czyli to, co każda kobieta powinna mieć w szafie. Rzeczy potrzebne, uniwersalne, na każdą okazję - takie bez których się nie obędziesz ;-)
Poza tym działy : "Materiały, czyli niech przemówi metka!" i "Zakupy online". Obydwa bardzo istotne - warto wiedzieć, które materiały są włóknami naturalnymi, a które chemicznymi albo że swetry z akrylu nie przepuszczają powietrza. Dobrze też wiedzieć co oznaczają "znaczki" na metce. "Zakupy online"... ile z Was teraz je robi? ;-) W dobie internetu coraz więcej osób woli kupić coś przez stronę www niż iść do sklepu i spędzać tam godziny na przymierzaniu ;-) Dlatego też musisz orientować się jak kupować online.
Z kolei rozdział "Ściąga" ukazuje rzeczy, które "wyszły poza markę", czyli np. skąd wywodzi się słynny już trapezowy kształt torebek i co oznacza nazwa torebki "Chanel 2.55". Z pewnością znajdą się takie ciekawostki, o których nie wiecie.
"Radzka radzi : Tobie dobrze w tym!" powinna być obowiązkową lekturą dla kobiet, które swoją przygodę z modą dopiero zaczynają. I oczywiście takich, które są widzkami Radzkiej. ;-) Te drugie z pewnością nie przegapią takiej okazji i zakupią książkę ;-) Książka jest barwna, kolorowa i przede wszystkim prosta - co czyni ją po prostu bardzo dobrą ;-)
Radzkę oglądam od dawna i zawsze podobało mi się w jaki sposób prezentuje ubrania dla sylwetek. Pewnego dnia przeszłam się po Empiku i... jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam właśnie jej książkę na jednej z półek. Wtedy wiedziałam, że muszę ją mieć. Jeszcze większe było moje zdumienie, gdy dostałam ją pod choinkę. Lekturę książki zaczęłam od razu.
Każdy w tej książce znajdzie coś dla siebie. Główny rozdział to ten, w którym Radzka porusza temat sylwetek. Jest to całkowicie zrozumiałe, bo autorka właśnie w tym czuje się najlepiej i jej kanał YT jest temu poświęcony. Często szukałam książki, która w prosty sposób mówiła by o tym jak podkreślać zalety figury, a jak tuszować niedoskonałości, ale mało która mi odpowiadała. Język, którego Radzka używa jest prosty, zrozumiały dla wszystkich. Nawet modowego laika. Nie ma tam żadnych trudnych pojęć, które trzeba by było znajdywać w wyszukiwarce. Jeśli chodzi o treść - nie ma zbędnego lania wody, a same konkrety. Dokładnie przedstawione ubrania, które każda z sylwetek powinna nosić.
Co mnie pozytywnie zaskoczyło - Radzka dodała tabelę z wymiarami, aby łatwiej było zidentyfikować jaki typ sylwetki prezentuje czytelniczka (a jak wiadomo, wiele kobiet ma ten problem). Ba ! Sama podała swoje wymiary, aby - jak mówi - inne czytelniczki nie czuły się skrępowane. Dzięki tej książce w końcu wiem już (bez wątpliwości) jakim typem sylwetki jestem i co jest dla mnie odpowiednie.
Mnie jednak najbardziej zaciekawiły takie rozdziały jak : "Historia mody XX wieku w pigułce i "Mity". Pierwszy z nich jest świetną "ściągą" dla osób, które kompletnie w historii mody się nie orientują, a chciałyby znać podstawowe trendy w poszczególnych latach. W punktach opisane jest czym w danych czasach w modzie charakteryzowała się garderoba. Dział, jak zresztą cała książka, oparty jest świetnymi ilustracjami przedstawiający stroje z danych okresów. Natomiast w dziale mity youtuberka obala powielane w kółko stereotypy. Takie jak "ten kolor nie jest dla mnie odpowiedni" albo to, że ubrania o długości maksi powinny nosić tylko wysokie kobiety.
Radzka pokazuje też, że kolor ubrania jaki zakładamy wiele o nas mówi - dlatego też powinniśmy świadomie dobierać takie kolory, które oddają nasz charakter. Nie da się ukryć, że chcąc nie chcąc podświadomie na samym początku znajomości oceniamy osobę po wyglądzie. Dlatego też jeśli jesteś optymistką - noś pomarańczowy, a jeśli masz artystyczną duszę i jesteś marzycielką - niebieski.
Oczywiście musiał się także pojawić modowy "must have", czyli to, co każda kobieta powinna mieć w szafie. Rzeczy potrzebne, uniwersalne, na każdą okazję - takie bez których się nie obędziesz ;-)
Poza tym działy : "Materiały, czyli niech przemówi metka!" i "Zakupy online". Obydwa bardzo istotne - warto wiedzieć, które materiały są włóknami naturalnymi, a które chemicznymi albo że swetry z akrylu nie przepuszczają powietrza. Dobrze też wiedzieć co oznaczają "znaczki" na metce. "Zakupy online"... ile z Was teraz je robi? ;-) W dobie internetu coraz więcej osób woli kupić coś przez stronę www niż iść do sklepu i spędzać tam godziny na przymierzaniu ;-) Dlatego też musisz orientować się jak kupować online.
Z kolei rozdział "Ściąga" ukazuje rzeczy, które "wyszły poza markę", czyli np. skąd wywodzi się słynny już trapezowy kształt torebek i co oznacza nazwa torebki "Chanel 2.55". Z pewnością znajdą się takie ciekawostki, o których nie wiecie.
"Radzka radzi : Tobie dobrze w tym!" powinna być obowiązkową lekturą dla kobiet, które swoją przygodę z modą dopiero zaczynają. I oczywiście takich, które są widzkami Radzkiej. ;-) Te drugie z pewnością nie przegapią takiej okazji i zakupią książkę ;-) Książka jest barwna, kolorowa i przede wszystkim prosta - co czyni ją po prostu bardzo dobrą ;-)
Drogą Gwiazd Drogą Gwiazd