Recenzje
Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!
Fajnie byłoby mieć swoją prywatną stylistkę, ale jeśli jej nie mamy, to garść cennych rad dostarczy Magdalena Kanoniak znana jako Radzka.
Radzka radzi dobrze ci w tymZ góry trzeba zaznaczyć, że wszystkie porady zamieszczone w książce nie są odkrywcze. Ile to już razy określano np. typy sylwetek? U Radzkiej kwestia ta jest o tyle bardziej interesująca, że autorka analizuje dane figury dość wnikliwie, przy okazji proponując kilka zestawień ubrań na różne okazje.
Najbardziej wartościowe w książce „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!” jest samo podejście do czytelnika i fakt, że nikt nie każe mu gonić za najnowszymi trendami. Magdalena Kanoniak co prawda staje w pozycji ekspertki, ale nie daje odczuć, że jest wszechwiedząca. Ot, krok po kroku pokazuje, jak się dobrze ubrać i nie zrobić sobie wizualnej krzywdy.
Stylistka serwuje również garść wiedzy historycznej i klarownie wyjaśnia, jak interpretować dany dress code, np. smart casual. Osobiście przyznam, że najbardziej interesująca była dla mnie część dotycząca modowych mitów. Czy czarny kolor naprawdę wyszczupla? Dlatego kogo naprawdę jest długość maksi? Odpowiedzi na te pytania wcale nie są takie oczywiste.
Z pewnością książka „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!” będzie idealną lekturą dla tych, którzy zwyczajnie nie czują się pewnie w świecie mody. A znana blogerka tym samym wypłynie w nim na szersze wody.
Radzka radzi dobrze ci w tymZ góry trzeba zaznaczyć, że wszystkie porady zamieszczone w książce nie są odkrywcze. Ile to już razy określano np. typy sylwetek? U Radzkiej kwestia ta jest o tyle bardziej interesująca, że autorka analizuje dane figury dość wnikliwie, przy okazji proponując kilka zestawień ubrań na różne okazje.
Najbardziej wartościowe w książce „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!” jest samo podejście do czytelnika i fakt, że nikt nie każe mu gonić za najnowszymi trendami. Magdalena Kanoniak co prawda staje w pozycji ekspertki, ale nie daje odczuć, że jest wszechwiedząca. Ot, krok po kroku pokazuje, jak się dobrze ubrać i nie zrobić sobie wizualnej krzywdy.
Stylistka serwuje również garść wiedzy historycznej i klarownie wyjaśnia, jak interpretować dany dress code, np. smart casual. Osobiście przyznam, że najbardziej interesująca była dla mnie część dotycząca modowych mitów. Czy czarny kolor naprawdę wyszczupla? Dlatego kogo naprawdę jest długość maksi? Odpowiedzi na te pytania wcale nie są takie oczywiste.
Z pewnością książka „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!” będzie idealną lekturą dla tych, którzy zwyczajnie nie czują się pewnie w świecie mody. A znana blogerka tym samym wypłynie w nim na szersze wody.
katarzynastec.wordpress.com Katarzyna Stec
Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg
Jak internet wpływa na nasz mózg Nie najlepiej - twierdzi Nicholas Carr. Jego książka wywołała gorącą dyskusję obrońców nowych technologii z ich przeciwnikami. O kłopoty z koncentracją, zawężony obraz świata i trudności w przyswajaniu pogłębionej wiedzy Carr oskarża internet.
Uroda życia 01/2015
Zaufaj mi, jestem kłamcą. Wyznania eksperta ds. manipulowania mediami
Muszę Wam się przyznać, że mam problem z tego typu książkami. Jakiego typu? Takimi, które na okładce obiecują ciekawe, kontrowersyjne treści. Takimi, w których pierwsze 2 strony składają się z rekomendacji innych osób/mediów etc. Zawsze wtedy węszę spisek – zastanawiam się czy dana książka jest na pewno dobra… Bywa, że jestem rozczarowany. Ale nie tym razem! „Zaufaj mi, jestem kłamcą” to pasjonująca lektura!
Autor książki – Ryan Holiday to strateg medialny i dyrektor marketingu w American Apparel. Przez wiele lat jak sam przyznaje celowo manipulował mediami internetowymi zwłaszcza blogerami. W pierwszej części swojej książki opisuje różne ciekawe sytuacje, kiedy za sprawą przemyślanego działania niewielkim kosztem potrafił wywołać w sieci liczne dyskusje na temat produktów jego klientów.
Ryan Holiday przez wiele lat nie był grzecznym chłopcem. W momencie kiedy promował książkę jednego ze swoich klientów najpierw wykupił w jednym z amerykańskich miast kilkanaście billboardów reklamujących tę pozycję… po czym je zniszczył. Zniszczył… i od razu to udokumentował. A następnie wysłał zdjęcia zniszczonych billboardów do jednego z blogerów, które szybko wrzucił je do Internetu. W sieci oczywiście rozgorzała gorąca dyskusja… a książka klienta Holidaya ostatecznie odniosła duży sukces sprzedażowy. To tylko jeden z wielu ciekawych case studies, które opisuje w swojej książce Holiday – chcecie więcej? Sięgnijcie sami po tę książkę :)
Holiday w swojej książce przytaczając historię mediów pokazuje jednocześnie do czego doprowadziły zmiany technologiczne. W momencie, kiedy żyliśmy w czasach, kiedy głównym źródłem newsów była gazeta bądź wieczorne wiadomości, wtedy dziennikarze mieli znacznie więcej czasu na przygotowanie wartościowych materiałów. News pojawiał się rano? To mamy cały dzień na przygotowanie materiału do wieczornych wiadomości. Coś wygląda podejrzanie? Dziennikarz ma wiele godzin, żeby spróbować zweryfikować dany temat z innymi osobami. Co się stało, kiedy upowszechniły się nowoczesne media? Zaczęła się pogoń za newsami. Często nie liczy się jakość publikowanego materiału, ale fakt, że danego newsa portal publikuje pierwszy, jeszcze przed konkurencją. Weryfikacja newsów? W momencie kiedy bloger dostaję gorącego newsa, którego ma na wyłączność, wtedy najczęściej nie zastanawia się nad jego prawdziwością. Wrzuca do sieci…. i obserwuje boom odwiedzin. Jeśli zacznie się zastanawiać czy na pewno dana wiadomość jest prawdziwa, to ryzykuje, że ktoś inny wrzuci danego newsa do sieci i zgarnie cały splendor. W takiej sytuacji liczy się każda minuta.
Co ułatwia manipulację dziennikarzami z mediów internetowych? Sposób rozliczania ich pracy. W mediach internetowych dla wydawców liczą się przede wszystkim odsłony. Czym bardziej kontrowersyjny temat tym więcej odsłon. Czym bardziej intrygujący tytuł (który niekoniecznie później jest bezpośrednio związany z tekstem) tym więcej wejść na stronę. I oto przede wszystkim chodzi. Czy materiał jest wartościowy na tyle, że zatrzyma czytelnika przez minutę, dwie na stronie – to już się nie liczy. Liczą się odsłony – stąd też praktyka do dzielenia (nawet niespecjalnie długich tekstów) na kilka podstron. A dlaczego dla wydawców tak ważne są odsłony? Bo za każdą odsłonę otrzymują od reklamodawców pieniądze. W momencie kiedy ma się 500 tysięcy odsłon miesięcznie znacznie łatwiej ściągnąć do siebie reklamodawców niż w sytuacji gdy mamy serwis ze znacznie bardziej wartościowym materiałem, ale które jest wyświetlany 50 tysięcy razy w ciągu miesiąca.
O ile w pierwszej części książki Holiday opisuje metody manipulacji blogerami i wyjaśnia czemu tak łatwo jest sprowokować dyskusję wokół swojego produktu w Internecie o tyle w drugiej części autor sypie swoją głowę popiołem. Wprost pisze, że się wstydzi tego co wcześniej robił. Jest mu żal, że dołączył do grona osób, które również przyczyniły się do „upadku mediów” jaki obserwujemy w przypadku treści cyfrowych. W tej części książki również jest wiele case studies… ale takich, które pokazują jak niesprawdzona plotka, która rozniesie się po sieci może zniszczyć życie człowieka. Liczy się kontrowersja, liczy się skandal – wielu dziennikarzy internetowych nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich tekstów. Jednocześnie zabezpieczają się przed zarzutami odnośnie publikowania nieprawdy. Popularną metodą używaną w tym celu jest używanie licznych pytań w tekście. W tytule tekstu nie można napisać „Aktor X wykorzystywał 15 latkę”… ale za to pytanie „Czy to możliwe, żeby aktor X wykorzystywał 15 latkę” już przechodzi bez żadnych konsekwencji. Smutne.
Jeśli szukacie lektury dotyczącej zmian w mediach na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat – sięgnijcie po „Zaufaj mi…”!
Jeśli szukacie książki z mnóstwem ciekawych case studies dotyczących manipulacji w mediach internetowych – przeczytajcie „Zaufaj mi…”!
Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego media internetowe tabloidyzują się – marsz do sklepu po „Zaufaj mi…”! :)
Gorąco polecam! Książkę możecie kupić w księgarni internetowej Onepress.
Na koniec: chcecie się dowiedzieć czy problem manipulacji mediami internetowymi istnieje również w Polsce? Zachęcam Was do przeczytania opinii kilku ekspertów.
Autor książki – Ryan Holiday to strateg medialny i dyrektor marketingu w American Apparel. Przez wiele lat jak sam przyznaje celowo manipulował mediami internetowymi zwłaszcza blogerami. W pierwszej części swojej książki opisuje różne ciekawe sytuacje, kiedy za sprawą przemyślanego działania niewielkim kosztem potrafił wywołać w sieci liczne dyskusje na temat produktów jego klientów.
Ryan Holiday przez wiele lat nie był grzecznym chłopcem. W momencie kiedy promował książkę jednego ze swoich klientów najpierw wykupił w jednym z amerykańskich miast kilkanaście billboardów reklamujących tę pozycję… po czym je zniszczył. Zniszczył… i od razu to udokumentował. A następnie wysłał zdjęcia zniszczonych billboardów do jednego z blogerów, które szybko wrzucił je do Internetu. W sieci oczywiście rozgorzała gorąca dyskusja… a książka klienta Holidaya ostatecznie odniosła duży sukces sprzedażowy. To tylko jeden z wielu ciekawych case studies, które opisuje w swojej książce Holiday – chcecie więcej? Sięgnijcie sami po tę książkę :)
Holiday w swojej książce przytaczając historię mediów pokazuje jednocześnie do czego doprowadziły zmiany technologiczne. W momencie, kiedy żyliśmy w czasach, kiedy głównym źródłem newsów była gazeta bądź wieczorne wiadomości, wtedy dziennikarze mieli znacznie więcej czasu na przygotowanie wartościowych materiałów. News pojawiał się rano? To mamy cały dzień na przygotowanie materiału do wieczornych wiadomości. Coś wygląda podejrzanie? Dziennikarz ma wiele godzin, żeby spróbować zweryfikować dany temat z innymi osobami. Co się stało, kiedy upowszechniły się nowoczesne media? Zaczęła się pogoń za newsami. Często nie liczy się jakość publikowanego materiału, ale fakt, że danego newsa portal publikuje pierwszy, jeszcze przed konkurencją. Weryfikacja newsów? W momencie kiedy bloger dostaję gorącego newsa, którego ma na wyłączność, wtedy najczęściej nie zastanawia się nad jego prawdziwością. Wrzuca do sieci…. i obserwuje boom odwiedzin. Jeśli zacznie się zastanawiać czy na pewno dana wiadomość jest prawdziwa, to ryzykuje, że ktoś inny wrzuci danego newsa do sieci i zgarnie cały splendor. W takiej sytuacji liczy się każda minuta.
Co ułatwia manipulację dziennikarzami z mediów internetowych? Sposób rozliczania ich pracy. W mediach internetowych dla wydawców liczą się przede wszystkim odsłony. Czym bardziej kontrowersyjny temat tym więcej odsłon. Czym bardziej intrygujący tytuł (który niekoniecznie później jest bezpośrednio związany z tekstem) tym więcej wejść na stronę. I oto przede wszystkim chodzi. Czy materiał jest wartościowy na tyle, że zatrzyma czytelnika przez minutę, dwie na stronie – to już się nie liczy. Liczą się odsłony – stąd też praktyka do dzielenia (nawet niespecjalnie długich tekstów) na kilka podstron. A dlaczego dla wydawców tak ważne są odsłony? Bo za każdą odsłonę otrzymują od reklamodawców pieniądze. W momencie kiedy ma się 500 tysięcy odsłon miesięcznie znacznie łatwiej ściągnąć do siebie reklamodawców niż w sytuacji gdy mamy serwis ze znacznie bardziej wartościowym materiałem, ale które jest wyświetlany 50 tysięcy razy w ciągu miesiąca.
O ile w pierwszej części książki Holiday opisuje metody manipulacji blogerami i wyjaśnia czemu tak łatwo jest sprowokować dyskusję wokół swojego produktu w Internecie o tyle w drugiej części autor sypie swoją głowę popiołem. Wprost pisze, że się wstydzi tego co wcześniej robił. Jest mu żal, że dołączył do grona osób, które również przyczyniły się do „upadku mediów” jaki obserwujemy w przypadku treści cyfrowych. W tej części książki również jest wiele case studies… ale takich, które pokazują jak niesprawdzona plotka, która rozniesie się po sieci może zniszczyć życie człowieka. Liczy się kontrowersja, liczy się skandal – wielu dziennikarzy internetowych nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich tekstów. Jednocześnie zabezpieczają się przed zarzutami odnośnie publikowania nieprawdy. Popularną metodą używaną w tym celu jest używanie licznych pytań w tekście. W tytule tekstu nie można napisać „Aktor X wykorzystywał 15 latkę”… ale za to pytanie „Czy to możliwe, żeby aktor X wykorzystywał 15 latkę” już przechodzi bez żadnych konsekwencji. Smutne.
Jeśli szukacie lektury dotyczącej zmian w mediach na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat – sięgnijcie po „Zaufaj mi…”!
Jeśli szukacie książki z mnóstwem ciekawych case studies dotyczących manipulacji w mediach internetowych – przeczytajcie „Zaufaj mi…”!
Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego media internetowe tabloidyzują się – marsz do sklepu po „Zaufaj mi…”! :)
Gorąco polecam! Książkę możecie kupić w księgarni internetowej Onepress.
Na koniec: chcecie się dowiedzieć czy problem manipulacji mediami internetowymi istnieje również w Polsce? Zachęcam Was do przeczytania opinii kilku ekspertów.
Lektury Badacza LEKTURY.BADACZA
Zen To Done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności
JAK ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ EFEKTYWNOŚĆ, CZYLI RECENZJA KSIĄŻKI ZEN TO DONE
Jak do tej pory nie recenzowałam na swoim blogu żadnych publikacji, ale myślę, że powinnam od czasu do czasu podzielić się z Wami wartościowymi pozycjami. Możecie się tu spodziewać książek z zakresu biznesu, sukcesu, produktywności, zarządzania czasem i różnymi projektami. Nowy rok to chyba dobry moment żeby zmobilizować się do nadrobienia książkowych zaległości. Zapraszam więc do zapoznania się z jedną moich propozycji.
Jakiś rok temu czytałam popularną książkę Davida Allena Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności. Przed zakupem znalazłam sporo pozytywnych opinii, więc postanowiłam się skusić. Choć cały system przedstawiony przez autora jest logiczny, to jak dla mnie zbyt mało intuicyjny i nieco oderwany od polskiej rzeczywistości. Poza tym ma być pomocny głównie ludziom pracującym w korporacjach, którzy na co dzień zarządzają zespołem. To trochę trochę utrudniało mi odniesienie przedstawionych tam metod do swojego życia. Chciałam czegoś, co bez problemu można zastosować przy realizacji codziennych zadań (nawet tych związanych z obowiązkami domowymi), a w dodatku jest proste i nie wymaga tworzenia skomplikowanych systemów.
Zen To DoneKilka dni temu znalazłam coś, co spełniło moje oczekiwania! Mowa o książce Leo Babauty Zen To Done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności. Propozycja Leo to w dużej mierze uproszczona metoda GTD, która nie do końca spełniła jego oczekiwania. Sam tytuł także brzmi podobnie. Autor skupił się na opisaniu 10 nawyków wzmagających efektywność. Jak sam przyznaje wyrobienie ich pozwoliło mu zmienić się z nieuporządkowanej i zestresowanej osoby w swego rodzaju mistrza produktywności. Warto wiedzieć, że Leo Babauta prowadzi jednego z najpopularniejszych blogów na temat rozwoju osobistego i produktywności – Zen Habits. Opisuje tam jak za pomocą stosowanych technik udało mu się zrewolucjonizować swoje życie. Obecnie w pełni wykorzystuje swój czas i realizuje się w różnych dziedzinach. Biega maratony, jest weganinem, uporał się z długami, podwoił swoje zarobki i wprowadził inne bardzo istotne zmiany. Jak podkreśla kluczowa okazała się odpowiednia motywacja i koncentracja na celach. Do zastosowania opisanej w książce metody wystarczy jedynie notatnik i długopis, nie potrzebujemy żadnych skomplikowanych narzędzi.
JAK ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ EFEKTYWNOŚĆ?
Jak wspominałam autor namawia do przyjęcia 10 dość prostych nawyków wspomagających naszą pracę. Każdemu z nich poświęca osobny rozdział i przedstawia kroki, które pomogą czytelnikowi w drożeniu ich w życie. Przedstawione przez niego punkty zbliżone są do tych prezentowanych w Getting Things Done, ale mam wrażenie, że dużo prościej je przyswoić. Lista 10 nawyków, które według autora powinna wprowadzić każda osoba chcąca zwiększyć swoją efektywność przedstawia się następująco:
Nawyk nr. 1: Kolekcjonowanie
Nawyk nr. 2: Przetwarzanie
Nawyk nr. 3: Planowanie
Nawyk nr. 4: Działanie
Nawyk nr. 5: Prosty, zaufany system
Nawyk nr. 6: Organizuj
Nawyk nr. 7: Przeglądaj
Nawyk nr. 8: Upraszczaj
Nawyk nr. 9: Rytuały
Nawyk nr. 10: Odkryj swoją pasję
Jak widać powyższe punkty nie są skomplikowane. Cały system przedstawiony przez autora jest prosty. Opiera się na spisaniu w jednym miejscu wszystkich pomysłów, zadań i projektów, które przyjdą nam do głowy. Kolejny krok polega na przetworzeniu zebranych informacji. Każdą ze spraw powinnyśmy rozpatrzeć wybierając, którąś z czterech opcji: załatwienie jej od razu, pozbycie się jej, oddelegowanie lub wpisanie na listę zadań na konkretny dzień.
Żeby nasze dni były w pełni produktywne warto określić od 1 do 3 Najważniejszych Zadań na każdy z nich, tak aby w ciągu tygodnia uporać się z co najmniej trzema Dużymi Kamykami, czyli sprawami o szczególnym priorytecie. Ważne żeby na każdej rzeczy do zrobienia skupić się maksymalnie, wykonać ją do samego końca i dopiero przejść do następnej. Realizację poszczególnych zadań ułatwi nam sporządzanie prostych list, które Babauta uważa za kluczowy sposób na zarządzanie swoimi sprawami z różnych dziedzin życia. Chodzi o ogólne listy, gdzie będą spisane wszystkie nieprzyporządkowane do dat sprawy, którymi chciałybyśmy zająć się w najbliższej przyszłości. Możemy stworzyć ich kilka, osobną dla zadań związanych z domem, osobną dla pracy, czy załatwień związanych z wyjściem na miasto. Jeśli jednak zależy nam na prostocie możemy zostać przy jednej liście, która zbierze wszystkie planowane przez nas działania.
Aby wszystko przebiegało zgodnie z planem należy zadbać o odpowiednią organizację. W tym celu warto stworzyć tak zwaną skrzynkę odbiorczą, czyli miejsce gdzie będzie trafiać wszystko to, co się pojawia i wymaga od nas jakiegoś działania. Będą to na przykład bieżące rachunki, dokumenty do podpisania, numery telefonów pod które mamy zadzwonić, czy też nowa korespondencja. Oprócz tego naszą skrzynką odbiorczą stanie się poczta mailowa, Facebook, a także lista pojawiających się spraw do załatwienia. Tworząc taką skrzynkę sprawiamy, że wszystko trafia w jedno miejsce, a my nie musimy szukać co chwilę potrzebnych dokumentów, czy zapisków. Naszą efektywność zdecydowanie może wspomóc cotygodniowy przegląd naszego systemu, czyli wszystkich celów i spraw jakie chcemy załatwić. Warto się wtedy zastanowić co w ciągu minionych siedmiu dni przybliżyło nas do realizacji naszego głównego celu (na przykład takiego, który ustaliłyśmy sobie na najbliższy rok). Świetnym rozwiązaniem są także przeglądy miesięczne. To zdecydowanie pomaga skupić się na tym, co dla nas naprawdę istotne. Daje to również wyobrażenie na temat tego, czy rzeczywiście zmierzamy w planowanym kierunku, nie marnując czasu na nieistotne rzeczy. Wszystko to ma doprowadzić nas do ograniczenia swoich zadań i celów do tego co faktycznie niezbędne.
Uzupełnieniem naszego systemu efektywnej pracy może być ustalenie porannych i wieczornych rytuałów, czyli prostych zadań powtarzanych każdego dnia. Rytuałem może być sporządzenie listy zadań na kolejny dzień, sprawdzanie skrzynki mailowej o ustalonej porze, czy też zrobienie czegokolwiek co jest nam potrzebne, aby wykonać obowiązki domowe, zawodowe, rodzicielskie itp.
Poza wspomnianymi nawykami w książce znajdziecie również rozdział zatytułowany Jeden dzień z Zen To Done, gdzie autor przedstawia hipotetyczną historię opartą na zastosowaniu ZTD. W poradniku zawarte zostały również odpowiedzi na najpopularniejsze pytania zadawane przez czytelników Babauty. Są całkiem ciekawe i rzeczywiście pomagają rozwiać niektóre z wątpliwości, które mogą się nasunąć podczas lektury. Ostatnią część stanowią materiały, czyli spis narzędzi, anglojęzycznych artykułów i formularzy, które mogą być przydatne w poszerzaniu wiedzy i praktycznym jej wykorzystaniu.
KOŃCOWA OPINIA O KSIĄŻCE
Zen To Done to pozycja dużo krótsza od wspomnianego na początku poradnika Allena. Choć niestety nie obyło się bez nielubianych przeze mnie powtórzeń treści, to i tak wiedza jest tu dużo bardziej skondensowana niż w przypadku starszej „siostry”. Jeśli, któraś z Was była lekko rozczarowana systemem GTD to zachęcam do zapoznania się z uproszczoną wersją Babauty. Sprawdzi się ona szczególnie u osób, które chcą podnieć swoją efektywność w każdej dziedzinie życia, nie tylko w sferze zawodowej. Jeśli natomiast książka Davida Allena jest Ci obca, a interesuje Cię temat zwiększania swojej produktywności to moim zdaniem śmiało możesz zacząć od Zen To Done. Zdecydowana zaleta tej książki to prostota. Łatwo się ją czyta i bez problemu przyswaja podaną wiedzę. Lektura jest krótka i nie zawiera długich, nużących opisów. Szczególnie ciekawy (choć krótki) jest opis dnia, w którym zastosowano omawianą metodę. Doskonale widać jak ZTD może sprawdzić się codziennym życiu.
Podsumowując polecam tę pozycję tym z Was, które chcą efektywnie wykorzystywać swoje dni, ale nie lubią skomplikowanych systemów i długich przygotowań. Metoda Leo Babauty opiera się przede wszystkim na działaniu, a niekończącym się planowaniu i rozpisywaniu tego co jest do zrobienia.
Jak do tej pory nie recenzowałam na swoim blogu żadnych publikacji, ale myślę, że powinnam od czasu do czasu podzielić się z Wami wartościowymi pozycjami. Możecie się tu spodziewać książek z zakresu biznesu, sukcesu, produktywności, zarządzania czasem i różnymi projektami. Nowy rok to chyba dobry moment żeby zmobilizować się do nadrobienia książkowych zaległości. Zapraszam więc do zapoznania się z jedną moich propozycji.
Jakiś rok temu czytałam popularną książkę Davida Allena Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności. Przed zakupem znalazłam sporo pozytywnych opinii, więc postanowiłam się skusić. Choć cały system przedstawiony przez autora jest logiczny, to jak dla mnie zbyt mało intuicyjny i nieco oderwany od polskiej rzeczywistości. Poza tym ma być pomocny głównie ludziom pracującym w korporacjach, którzy na co dzień zarządzają zespołem. To trochę trochę utrudniało mi odniesienie przedstawionych tam metod do swojego życia. Chciałam czegoś, co bez problemu można zastosować przy realizacji codziennych zadań (nawet tych związanych z obowiązkami domowymi), a w dodatku jest proste i nie wymaga tworzenia skomplikowanych systemów.
Zen To DoneKilka dni temu znalazłam coś, co spełniło moje oczekiwania! Mowa o książce Leo Babauty Zen To Done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności. Propozycja Leo to w dużej mierze uproszczona metoda GTD, która nie do końca spełniła jego oczekiwania. Sam tytuł także brzmi podobnie. Autor skupił się na opisaniu 10 nawyków wzmagających efektywność. Jak sam przyznaje wyrobienie ich pozwoliło mu zmienić się z nieuporządkowanej i zestresowanej osoby w swego rodzaju mistrza produktywności. Warto wiedzieć, że Leo Babauta prowadzi jednego z najpopularniejszych blogów na temat rozwoju osobistego i produktywności – Zen Habits. Opisuje tam jak za pomocą stosowanych technik udało mu się zrewolucjonizować swoje życie. Obecnie w pełni wykorzystuje swój czas i realizuje się w różnych dziedzinach. Biega maratony, jest weganinem, uporał się z długami, podwoił swoje zarobki i wprowadził inne bardzo istotne zmiany. Jak podkreśla kluczowa okazała się odpowiednia motywacja i koncentracja na celach. Do zastosowania opisanej w książce metody wystarczy jedynie notatnik i długopis, nie potrzebujemy żadnych skomplikowanych narzędzi.
JAK ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ EFEKTYWNOŚĆ?
Jak wspominałam autor namawia do przyjęcia 10 dość prostych nawyków wspomagających naszą pracę. Każdemu z nich poświęca osobny rozdział i przedstawia kroki, które pomogą czytelnikowi w drożeniu ich w życie. Przedstawione przez niego punkty zbliżone są do tych prezentowanych w Getting Things Done, ale mam wrażenie, że dużo prościej je przyswoić. Lista 10 nawyków, które według autora powinna wprowadzić każda osoba chcąca zwiększyć swoją efektywność przedstawia się następująco:
Nawyk nr. 1: Kolekcjonowanie
Nawyk nr. 2: Przetwarzanie
Nawyk nr. 3: Planowanie
Nawyk nr. 4: Działanie
Nawyk nr. 5: Prosty, zaufany system
Nawyk nr. 6: Organizuj
Nawyk nr. 7: Przeglądaj
Nawyk nr. 8: Upraszczaj
Nawyk nr. 9: Rytuały
Nawyk nr. 10: Odkryj swoją pasję
Jak widać powyższe punkty nie są skomplikowane. Cały system przedstawiony przez autora jest prosty. Opiera się na spisaniu w jednym miejscu wszystkich pomysłów, zadań i projektów, które przyjdą nam do głowy. Kolejny krok polega na przetworzeniu zebranych informacji. Każdą ze spraw powinnyśmy rozpatrzeć wybierając, którąś z czterech opcji: załatwienie jej od razu, pozbycie się jej, oddelegowanie lub wpisanie na listę zadań na konkretny dzień.
Żeby nasze dni były w pełni produktywne warto określić od 1 do 3 Najważniejszych Zadań na każdy z nich, tak aby w ciągu tygodnia uporać się z co najmniej trzema Dużymi Kamykami, czyli sprawami o szczególnym priorytecie. Ważne żeby na każdej rzeczy do zrobienia skupić się maksymalnie, wykonać ją do samego końca i dopiero przejść do następnej. Realizację poszczególnych zadań ułatwi nam sporządzanie prostych list, które Babauta uważa za kluczowy sposób na zarządzanie swoimi sprawami z różnych dziedzin życia. Chodzi o ogólne listy, gdzie będą spisane wszystkie nieprzyporządkowane do dat sprawy, którymi chciałybyśmy zająć się w najbliższej przyszłości. Możemy stworzyć ich kilka, osobną dla zadań związanych z domem, osobną dla pracy, czy załatwień związanych z wyjściem na miasto. Jeśli jednak zależy nam na prostocie możemy zostać przy jednej liście, która zbierze wszystkie planowane przez nas działania.
Aby wszystko przebiegało zgodnie z planem należy zadbać o odpowiednią organizację. W tym celu warto stworzyć tak zwaną skrzynkę odbiorczą, czyli miejsce gdzie będzie trafiać wszystko to, co się pojawia i wymaga od nas jakiegoś działania. Będą to na przykład bieżące rachunki, dokumenty do podpisania, numery telefonów pod które mamy zadzwonić, czy też nowa korespondencja. Oprócz tego naszą skrzynką odbiorczą stanie się poczta mailowa, Facebook, a także lista pojawiających się spraw do załatwienia. Tworząc taką skrzynkę sprawiamy, że wszystko trafia w jedno miejsce, a my nie musimy szukać co chwilę potrzebnych dokumentów, czy zapisków. Naszą efektywność zdecydowanie może wspomóc cotygodniowy przegląd naszego systemu, czyli wszystkich celów i spraw jakie chcemy załatwić. Warto się wtedy zastanowić co w ciągu minionych siedmiu dni przybliżyło nas do realizacji naszego głównego celu (na przykład takiego, który ustaliłyśmy sobie na najbliższy rok). Świetnym rozwiązaniem są także przeglądy miesięczne. To zdecydowanie pomaga skupić się na tym, co dla nas naprawdę istotne. Daje to również wyobrażenie na temat tego, czy rzeczywiście zmierzamy w planowanym kierunku, nie marnując czasu na nieistotne rzeczy. Wszystko to ma doprowadzić nas do ograniczenia swoich zadań i celów do tego co faktycznie niezbędne.
Uzupełnieniem naszego systemu efektywnej pracy może być ustalenie porannych i wieczornych rytuałów, czyli prostych zadań powtarzanych każdego dnia. Rytuałem może być sporządzenie listy zadań na kolejny dzień, sprawdzanie skrzynki mailowej o ustalonej porze, czy też zrobienie czegokolwiek co jest nam potrzebne, aby wykonać obowiązki domowe, zawodowe, rodzicielskie itp.
Poza wspomnianymi nawykami w książce znajdziecie również rozdział zatytułowany Jeden dzień z Zen To Done, gdzie autor przedstawia hipotetyczną historię opartą na zastosowaniu ZTD. W poradniku zawarte zostały również odpowiedzi na najpopularniejsze pytania zadawane przez czytelników Babauty. Są całkiem ciekawe i rzeczywiście pomagają rozwiać niektóre z wątpliwości, które mogą się nasunąć podczas lektury. Ostatnią część stanowią materiały, czyli spis narzędzi, anglojęzycznych artykułów i formularzy, które mogą być przydatne w poszerzaniu wiedzy i praktycznym jej wykorzystaniu.
KOŃCOWA OPINIA O KSIĄŻCE
Zen To Done to pozycja dużo krótsza od wspomnianego na początku poradnika Allena. Choć niestety nie obyło się bez nielubianych przeze mnie powtórzeń treści, to i tak wiedza jest tu dużo bardziej skondensowana niż w przypadku starszej „siostry”. Jeśli, któraś z Was była lekko rozczarowana systemem GTD to zachęcam do zapoznania się z uproszczoną wersją Babauty. Sprawdzi się ona szczególnie u osób, które chcą podnieć swoją efektywność w każdej dziedzinie życia, nie tylko w sferze zawodowej. Jeśli natomiast książka Davida Allena jest Ci obca, a interesuje Cię temat zwiększania swojej produktywności to moim zdaniem śmiało możesz zacząć od Zen To Done. Zdecydowana zaleta tej książki to prostota. Łatwo się ją czyta i bez problemu przyswaja podaną wiedzę. Lektura jest krótka i nie zawiera długich, nużących opisów. Szczególnie ciekawy (choć krótki) jest opis dnia, w którym zastosowano omawianą metodę. Doskonale widać jak ZTD może sprawdzić się codziennym życiu.
Podsumowując polecam tę pozycję tym z Was, które chcą efektywnie wykorzystywać swoje dni, ale nie lubią skomplikowanych systemów i długich przygotowań. Metoda Leo Babauty opiera się przede wszystkim na działaniu, a niekończącym się planowaniu i rozpisywaniu tego co jest do zrobienia.
posukcesnaszpilkach.pl Katarzyna Głąb
Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!
Witajcie kochani!
Nie mogę powiedzieć, że ten rok zaczyna się dla mnie dobrze. Na moje nieszczęście znowu wróciła do mnie choroba. Oczywiście zamiast siedzieć i grzecznie się uczyć na wszystkie zaliczenia na uczelni, ja leżę w łóżku i marzę tylko o tym żeby mnie ktoś dobił (nie no, żartuję ;p). Miło się wcale nie choruje.
Ale koniec użalania się nad sobą. Spędzając tyle czasu w łóżku, (bo jestem grzecznym pacjentem i stosuję się do zaleceń lekarskich) mam czas żeby dużo rzeczy zorganizować, poukładać i przede wszystkim zacząć działać.
Tak wiem, że dzisiaj po raz kolejny wracam z serią książka na dziś. Ale po pierwsze jestem chora, i czytanie mnie wyjątkowo relaksuje. Po drugie, challenge dalej trwa, aby przeczytać 52 książki. A po trzecie w poniedziałek w Szczecinie będzie spotkanie z Radzką, więc do tego czasu trzeba było książkę przeczytać.
Książka na dziś: Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!
Autorką tej książki jest Magdalena Kanoniak aka Radzka. Znana na pewno niektórym z was ze swojego wideo bloga na YouTube. (klik) Na swoim kanale Radzka nie tylko pokazuje, jak bawi się modą w zaprezentowanych przez siebie stylizacjach, ale również w wielu seriach filmików ukazuje, co, a czego nie powinnyśmy nosić. Może brzmi banalnie, ale indywidualne podejście do różnych typów sylwetki, zupełnie zmienia postać rzeczy, i jest tym, co właśnie Radzkę wyróżnia. Ale sami wiemy, że niejednokrotnie, zmuszone jesteśmy przekopywać Internety lub YouTube, w poszukiwaniu po raz 'enty' tej samej wiedzy, tylko dla tego, że nie dodaliśmy filmu do ulubionych czy strony Internetowej. Książka jest właśnie taką kompilacją tej wiedzy. Można rzecz, że jest to 'Radzka w pigułce'.
Autorką tej książki jest Magdalena Kanoniak aka Radzka. Znana na pewno niektórym z was ze swojego wideo bloga na YouTube. (klik) Na swoim kanale Radzka nie tylko pokazuje, jak bawi się modą w zaprezentowanych przez siebie stylizacjach, ale również w wielu seriach filmików ukazuje, co, a czego nie powinnyśmy nosić. Może brzmi banalnie, ale indywidualne podejście do różnych typów sylwetki, zupełnie zmienia postać rzeczy, i jest tym, co właśnie Radzkę wyróżnia. Ale sami wiemy, że niejednokrotnie, zmuszone jesteśmy przekopywać Internety lub YouTube, w poszukiwaniu po raz 'enty' tej samej wiedzy, tylko dla tego, że nie dodaliśmy filmu do ulubionych czy strony Internetowej. Książka jest właśnie taką kompilacją tej wiedzy. Można rzecz, że jest to 'Radzka w pigułce'.
Ale może zacznijmy od samego początku.
Okładka/Szata graficzna.
Dużym plusem jest twarda oprawa, co przy tego rodzaju wydaniach sprawdza się świetnie. Po pierwsze możemy często do niej zaglądać, nie bojąc się, że po trzech czy czterech razach będzie wyglądać okropnie. Po drugie okładka jest bardzo spójna z szatą graficzną w środku, która utrzymana jest w kolorach bieli, czerni i czerwieni, co również nadaje personalny charakter tej książki. (Przecież to ulubione połączenie autorki, o którym nie raz słyszeliśmy w filmach).Nie będę wspominać również o pozostałych przepięknych ilustracjach w tej książce, oraz profesjonalnych zdjęciach, bo będą tu same ochy i achy. (ups, już chyba to zrobiłam ;p)
Struktura
Książka składa się z 10 rozdziałów, odpowiednio podzielonych tematycznie oraz merytorycznie. Rozdziały są również w przejrzysty i czytelny sposób oddzielone od siebie, co tylko zwiększa przyjemność czytania.
Tematyka.
Brawo za rozdział o kolorach. Nie powiem, że jestem osobą pro, jeżeli chodzi o modowe sprawy, ale laikiem też nie jestem. Zawsze miałam problem z kolorami i godzinami potrafiłam się zastanawiać czy dany kolor mi pasuje. Często kilkukrotnie wracałam do danego sklepu, żeby jeszcze raz pomyśleć. Po przeczytaniu tego rozdziału jest zdecydowanie łatwiej.
Nie mogę nie wspomnieć o historii mody XX wieku. Tu także wiedza w pigułce dla każdego, kto gubi się w tych wszystkich latach. Bardzo często kolorowe gazety piszą o modzie lat... Ale co konkretnie mają na myśli to nikt już Ci nie powie. I bądź tu człowieku mądry i się domyśl. To samo z rozdziałem Ściągagdzie mamy podane i opisane najsłynniejsze w świecie mody przedmioty i ich krótkie historie.
Oczywiście najbardziej obszerną część książki zajmuje szczegółowy opis podstawowych sylwetek. Znajdziemy tu opisy sylwetek, jak się dobrze zmierzyć, aby wiedzieć, jaką konkretnie sylwetką jesteście, oraz informacje i przykłady na 'żywych' organizmach, w co powinnyśmy się ubierać. Wyróżniające jest również to, że autorka pokazuje na żywych przykładach podane zasady ubioru. Nie tylko przedstawione są kolaże zdjęć, ale mamy te zestawy przedstawione na wybranych przez autorkę modelkach.
W kolejnym rozdziale mamy przedstawione wybrane modowe mity. Tutaj autorka otwiera oczy przeciętnemu czytelnikowi na opinie, które krążą wszędzie. Na przykład: „czarny wyszczupla", w prawie każdym kolorowym magazynie znajdziecie to stwierdzenie, ale czy tak jest na prawdę? Zajrzyjcie do książki, a się przekonacie. W kolejnych rozdziałach autorka pisze m. in. o dress code, tkaninach, czy coraz bardziej popularnych zakupach on-line.
Ciekawym aspektem tej publikacji jest również rozdział poświęcony 13 obowiązkowym pozycjom w każdej szafie. (oczywiście wg. Radzki). Autorka przedstawia swój pogląd na rzeczy, które według niej każda z nas powinna mieć w swojej szafie.
Podsumowując.
Książka jest mocno napakowana wiedzą, i na prawdę bardzo dużo można z niej wynieść. Piękne wydanie sprawia, że łatwo i przyjemnie się ją czyta, a także z całą pewnością, będzie dobrze się do niej wracało. Jest to taka 'Radzka w pigułce' i nie tylko dla każdego, kto ogląda autorkę na YouTube.
Książka z całą pewnością okazała się udanym zakupem i muszę powiedzieć, że dumnie zajmuje miejsce w mojej małej biblioteczce. Również w najbliższym czasie muszę przekonać moją mamę do przeczytania jej. Mam nadzieję, że jej również pomoże, i uniknę miliona pytań, przed każdym większym wyjściem mamy typu 'Czy to na pewno do siebie pasuje?'. Mam nadzieję, że również i moja mama wyciągnie z niej jak najwięcej informacji, i jako moje jabłuszko o genialnych nogach nie będzie miała więcej wątpliwości. Ja, jako przykładowa gruszeczka już z uśmiechem na twarzy myślę o tych wszystkich zwiewnych i rozkloszowanych sukienkach i spódnicach na lato.
Mam nadzieję, że moje dzisiejsze wypociny (w sensie dosłownym również) przypadły wam do gustu.
A ja tym czasem odkładam (chwilowo) Radzkę na półkę - musi tak poczekać do poniedziałku.
Mam nadzieję, że do tego czasu poczuję się znacznie lepiej i będę w stanie pójść na spotkanie z autorką w Empiku w Szczecinie. Także, jeżeli ktoś z Was się wybiera to do zobaczenia, ja na pewno spakuję i książkę do podpisania i aparat.
Może jakaś relacja na bloga? Kto wie, tego jeszcze nie było.
Aliceworld92.blogspot.com Aliceworld92.blogspot.com