Recenzje
O negocjacjach i negocjatorach. Poradnik praktyka
Jeśli zaczynasz swoją przygodę w sprzedaży i chcesz polepszyć swoje umiejętności negocjacyjne i nie odstrasza Cie akademicki styl pisania. To pozycja O negocjacjach i negocjatorach przypadnie Ci do gustu. Z książki dowiesz się jak określić swoją Batne-e , jaką role odgrywają czas i miejsce w negocjacjach, jak bronić cenę, jak radzić sobie z emocjami w negocjacjach, jak pokazać swoją silę w negocjacjach, jak zwiększyć swoją pewność siebie? Osoby z dłuższym stażem sprzedażowym, niekoniecznie znajdą w tej książce inspiracje gdyż techniki prezentowane w książce są powszechnie znane. Na szczęście działają i wiedza jest podana w profesjonalny sposób. Dla doświadczonych sprzedawców lepiej byłoby gdyby sięgnęli po „Handlowanie to Gra” albo „Jak wprowadzić klienta w trans kupowania”. Obie pozycje ukazały się nakładem wydawnictwa One Press. Na ogromny plus zasługuje fakt, że książka jest wypełniona przykładami a teoria została w tym przypadku ograniczona do minimum. Jeśli miałbym wskazać osoby, które będą zadowolone z książki to; początkujący handlowcy, wykładowcy, studenci psychologi oraz początkujący szkoleniowców sprzedających swoje szkolenia. Gdyż książka jest wypełniona przykładami, które dotyczą sprzedaży szkoleń. Samą książkę czyta się szybko i można wiele wynotować. W skali od 1 do 90 daje 72.
Andrzej Niemczyk — doświadczony trener, menedżer, handlowiec i wykładowca. Od wielu lat szkoli trenerów, kadrę menedżerską oraz przedstawicieli handlowych. Jest autorem kilku książek o zarządzaniu, handlowaniu i prowadzeniu szkoleń. Wolny czas spędza w górach, na jachcie i w podróży, najchętniej z żoną i córkami.
Mariusz Kędzierski — menedżer z wieloletnim doświadczeniem w zakresie wspierania działów sprzedaży i rozwoju kompetencji pracowników. Prowadzi szkolenia z szeroko pojętego zarządzania, handlu i rozwoju osobistego oraz warsztaty dla trenerów.
Andrzej Niemczyk — doświadczony trener, menedżer, handlowiec i wykładowca. Od wielu lat szkoli trenerów, kadrę menedżerską oraz przedstawicieli handlowych. Jest autorem kilku książek o zarządzaniu, handlowaniu i prowadzeniu szkoleń. Wolny czas spędza w górach, na jachcie i w podróży, najchętniej z żoną i córkami.
Mariusz Kędzierski — menedżer z wieloletnim doświadczeniem w zakresie wspierania działów sprzedaży i rozwoju kompetencji pracowników. Prowadzi szkolenia z szeroko pojętego zarządzania, handlu i rozwoju osobistego oraz warsztaty dla trenerów.
Wojownik Pokoju Łukasz Chrzanowski
GURU KULTU..RY
Snopy teatralnych reflektorów przecinają kosmos tańczących w powietrzu pyłków kurzu. Oświetlają równo zbite deski. Scena jest pusta. Nagle, na oczach paru tysięcy ludzi eksploduje sufit i na linie zjeżdża ubrany w strój kosmonauty facet. To biznesmen, showman i, od niedawna, pisarz – Michał Wawrzyniak.
Mniej więcej takimi słowami zrecenzowała mi pracę firmy MentalWay znajoma uczestniczka jednego z ich eventów.
Wierzę jej, bo dokładnie w tym stylu zaprezentował się i sam szef przedsięwzięcia w trakcie wiedźmińskiego LARPa w zamku Moszna. Opisywałem tę przygodę szerzej w tekście The Witcher School. Tak się śmiesznie złożyło, że, oprócz fabuły, dzieliliśmy razem z Michałem pięcioosobowy apartament :)
Jego hardkorowy, ekspansywny, energetyczny i pełen luźnego humoru charakter przebija z każdej jednej strony książki “Guru KULTU..ry”. Pomiędzy słowami widać też prostą, wymierną potrzebę bycia pierwszym. W czym? To drugorzędne. Grunt, by rozbić system i ugrać maksymalną stawkę. Najlepiej pomagając maksymalnej ilości innych ludzi.
Do takiego stylu życia namawia “Guru KULTU..ry”. Udowadnia, że jak najbardziej *można* a nawet *należy!* pozwalać sobie w życiu na zainteresowania i rozwój zawodowy w dziedzinie, którą kochamy i nie mielibyśmy nic przeciwko dodatkowym godzinom wrzuconym w obowiązki w niedzielę wieczór. Po chwili przestrzega przed nadmiernym zaufaniem w ten model.
Sugeruje myślenie i kwestionowanie “starych praw”.
Pokazuje, że można przejmować się ludźmi, do których nie kierujemy swojego biznesu, ale można też zamienić tę uwagę w dodatkowe 50% zabiegania o tych, którzy naszą pracę doceniają. Choć świat nie jest przez autora kolorowany na różowo, to ogólny morał napawa optymizmem. Bycie świetnym dla ludzi, którzy są świetni dla Ciebie, się po prostu opłaca. Nie tylko z moralnego i etycznego punktu widzenia.
Tytuł wart uwagi, choć stanowczo nie dla wszystkich. Wydaje mi się, że oprócz swobody twórczej autor pozwolił sobie na prosty test. Skoro książka jest o psychicznym “wrzucaniu na luz” i skutecznym tworzeniu własnej historii, trzeba najpierw umieć “wrzucić na luz” choćby w tak prostej sprawie jak charyzma narracji :)
Moja rada na zakończenie?
Przed lekturą pooglądajcie Michała na YT, bo się potem w myślach czyta książkę jego głosem!
Słowa klucze: pewność siebie, budowanie własnej historii, zakładanie biznesu, mity na temat skuteczności, hejterzy
Styl: dłuuuuuga rozmowa ze znajomym przy wieczornym piwie :)
Kiedy warto kupić: kiedy jest się na etapie szukania swojego pomysłu na robienie rzeczy w życiu. Michał wprost opowiada o tematach, na których się przejechał. A także o tych, które przyniosły mu miliony. Poza tym rzuca dużo świetnych porad dotyczących “dobierania” sobie ludzi, z którymi chce się wspólnie pracować. Ten element spodobał mi się najbardziej.
Kiedy lepiej pominąć: przede wszystkim, kiedy nie ma się poczucia humoru. W drugiej kolejności, “Guru KULTU..ry” stanowczo rozsierdzi ludzi wyżej ceniących skromność od skutecznej rady. Autor nie ma żadnych oporów przed energetyczną autoprezentacją :)
Jednym zdaniem: “Guru KULTU..ry” czyta się szybko i przyjemnie. Dobra lektura pokazująca, że można żyć na wysokich obrotach i czerpać z życia całe wiadra radochy, a zarazem efektywnie pomagać innym. No i jest w niej anegdota o “oślich jajach” :-)
Mniej więcej takimi słowami zrecenzowała mi pracę firmy MentalWay znajoma uczestniczka jednego z ich eventów.
Wierzę jej, bo dokładnie w tym stylu zaprezentował się i sam szef przedsięwzięcia w trakcie wiedźmińskiego LARPa w zamku Moszna. Opisywałem tę przygodę szerzej w tekście The Witcher School. Tak się śmiesznie złożyło, że, oprócz fabuły, dzieliliśmy razem z Michałem pięcioosobowy apartament :)
Jego hardkorowy, ekspansywny, energetyczny i pełen luźnego humoru charakter przebija z każdej jednej strony książki “Guru KULTU..ry”. Pomiędzy słowami widać też prostą, wymierną potrzebę bycia pierwszym. W czym? To drugorzędne. Grunt, by rozbić system i ugrać maksymalną stawkę. Najlepiej pomagając maksymalnej ilości innych ludzi.
Do takiego stylu życia namawia “Guru KULTU..ry”. Udowadnia, że jak najbardziej *można* a nawet *należy!* pozwalać sobie w życiu na zainteresowania i rozwój zawodowy w dziedzinie, którą kochamy i nie mielibyśmy nic przeciwko dodatkowym godzinom wrzuconym w obowiązki w niedzielę wieczór. Po chwili przestrzega przed nadmiernym zaufaniem w ten model.
Sugeruje myślenie i kwestionowanie “starych praw”.
Pokazuje, że można przejmować się ludźmi, do których nie kierujemy swojego biznesu, ale można też zamienić tę uwagę w dodatkowe 50% zabiegania o tych, którzy naszą pracę doceniają. Choć świat nie jest przez autora kolorowany na różowo, to ogólny morał napawa optymizmem. Bycie świetnym dla ludzi, którzy są świetni dla Ciebie, się po prostu opłaca. Nie tylko z moralnego i etycznego punktu widzenia.
Tytuł wart uwagi, choć stanowczo nie dla wszystkich. Wydaje mi się, że oprócz swobody twórczej autor pozwolił sobie na prosty test. Skoro książka jest o psychicznym “wrzucaniu na luz” i skutecznym tworzeniu własnej historii, trzeba najpierw umieć “wrzucić na luz” choćby w tak prostej sprawie jak charyzma narracji :)
Moja rada na zakończenie?
Przed lekturą pooglądajcie Michała na YT, bo się potem w myślach czyta książkę jego głosem!
Słowa klucze: pewność siebie, budowanie własnej historii, zakładanie biznesu, mity na temat skuteczności, hejterzy
Styl: dłuuuuuga rozmowa ze znajomym przy wieczornym piwie :)
Kiedy warto kupić: kiedy jest się na etapie szukania swojego pomysłu na robienie rzeczy w życiu. Michał wprost opowiada o tematach, na których się przejechał. A także o tych, które przyniosły mu miliony. Poza tym rzuca dużo świetnych porad dotyczących “dobierania” sobie ludzi, z którymi chce się wspólnie pracować. Ten element spodobał mi się najbardziej.
Kiedy lepiej pominąć: przede wszystkim, kiedy nie ma się poczucia humoru. W drugiej kolejności, “Guru KULTU..ry” stanowczo rozsierdzi ludzi wyżej ceniących skromność od skutecznej rady. Autor nie ma żadnych oporów przed energetyczną autoprezentacją :)
Jednym zdaniem: “Guru KULTU..ry” czyta się szybko i przyjemnie. Dobra lektura pokazująca, że można żyć na wysokich obrotach i czerpać z życia całe wiadra radochy, a zarazem efektywnie pomagać innym. No i jest w niej anegdota o “oślich jajach” :-)
jestKULTURA.pl Andrzej Tucholski
Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą
Wrzucasz do internetu zdjęcie siebie z kawą. Część ludzi cieszy się, że Cię widzi. Część nawet tego zdjęcia nie zauważa. Część nie wie, jak to się ma do Twojego wizerunku zawodowego. Część się obraża, że wypominasz im różnicę w dostępnych warunkach życia. I tak po trzy razy dziennie.
Tydzień w tydzień. Miesiąc w miesiąc. Rok w rok. Dopóki jesteś w Internecie – na zawsze.
Jak w takich warunkach zachować zdrowie psychiczne i zbudować spójną markę osobistą, którą sprzymierzeńcy docenią, przeciwnicy uszanują, a Ty się będziesz świetnie ze sobą czuć? Nie jest to proste zadanie. Nie jest też szybkie.
Jest za to wykonalne i potrafi z czasem przynieść tyle korzyści, że każdy wysiłek zwróci się po dziesięciokroć. Odpowiedź gwarantuje Joanna Malinowska-Parzydło w książce “Jesteś Marką“. To świeża premiera z portfolio wydawnictwa OnePress – na półki trafiła z początkiem wiosny 2015.
Wartość zawartą pomiędzy okładkami najefektywniej ujęła jedna z ambasadorek wydania, więc nie będę poprawiał dobrego:
„Jesteś Marką” to książka o tym, jak mądrze się rozwijać, jak dobrze zarządzać sobą na różnych płaszczyznach życia, nie tylko zawodowego, żeby osiągnąć sukces. Ale nie taki materialny, tylko prawdziwy, kompleksowy. Taki, który daje prawdziwe spełnienie. Polecam.” – Martyna Wojciechowska, podróżniczka, redaktor naczelna National Geographic Polska
Wartości prezentowane w “Jesteś Marką” są najczystszej wody. Nie znajdziesz w środku ani jednego “super skrótu” obiecującego błyskawiczny poklask całego świata. Znajdziesz za to mądre wskazówki i sugerowane wskaźniki, dzięki którym zyskasz coś o wiele cenniejszego. Prawdziwą, dokładną mapę prowadzącą do wybranego przez Ciebie celu. A to nie jest prezent, na jaki trafia się w życiu często.
Na osobne słowa pochwały zasługuje fenomenalne stopniowanie trudności. We wstępie i pierwszych rozdziałach znajdziesz sporo anegdot z życia wielkich firm, ogólne myśli dotyczące jakości życia i balansu pomiędzy marzeniami prywatnymi i zawodowymi. Potem pojawiają się ćwiczenia do samodzielnego oceniania własnej sytuacji.
Pod koniec zaś nie wierzyłem własnym oczom. Joanna Malinowska-Parzydło dała Czytelnikom swojej książki pełne kwestionariusze i protokoły pozwalające w czytelny sposób stworzyć markę tak silną, jak wiele najlepszych, znanych z mediów.
To kompletny poradnik, który jest w stanie z osoby nie mającej większego pojęcia o budowaniu marek wykrzesać potencjał, na którym spokojnie stanie nazwisko znane nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Bardzo polecam.
Słowa klucze: psychologia, marka osobista, rozwój osobisty, kompetencje osobiste, marketing, media.
Styl: pomiędzy lekkim i konwersacyjnym a eleganckim i formalnym, bardzo przyjemny.
Kiedy warto kupić: gdy podchodzi się na poważnie do swojej przyszłości. To książka dla ludzi, którzy świadomi są pozycji własnej osoby w społeczeństwie i cenią sobie przeżywanie wybranych, spełniających chwil. Lektura obowiązkowa dla chcących robić karierę w biznesie lub mediach.
Kiedy lepiej pominąć: gdy przejawia się alergiczne zachowania na historie sukcesu innych ludzi. “Jesteś Marką” dekonstruuje na czynniki pierwsze pewne międzyludzkie zależności, a nie jest to temat, z którym wszyscy czują się swobodnie.
Jednym zdaniem: Przeczytałem “Jesteś Marką” w trzy dni. O mało co nie zawalając innych zobowiązań. Powstało z niej blisko sześć stron notatek i już teraz niektóre z nich zamieniam ze słów na papierze w realny, mający swoje odzwierciedlenie w codzienności czyn. Mistrzowska książka.
Tydzień w tydzień. Miesiąc w miesiąc. Rok w rok. Dopóki jesteś w Internecie – na zawsze.
Jak w takich warunkach zachować zdrowie psychiczne i zbudować spójną markę osobistą, którą sprzymierzeńcy docenią, przeciwnicy uszanują, a Ty się będziesz świetnie ze sobą czuć? Nie jest to proste zadanie. Nie jest też szybkie.
Jest za to wykonalne i potrafi z czasem przynieść tyle korzyści, że każdy wysiłek zwróci się po dziesięciokroć. Odpowiedź gwarantuje Joanna Malinowska-Parzydło w książce “Jesteś Marką“. To świeża premiera z portfolio wydawnictwa OnePress – na półki trafiła z początkiem wiosny 2015.
Wartość zawartą pomiędzy okładkami najefektywniej ujęła jedna z ambasadorek wydania, więc nie będę poprawiał dobrego:
„Jesteś Marką” to książka o tym, jak mądrze się rozwijać, jak dobrze zarządzać sobą na różnych płaszczyznach życia, nie tylko zawodowego, żeby osiągnąć sukces. Ale nie taki materialny, tylko prawdziwy, kompleksowy. Taki, który daje prawdziwe spełnienie. Polecam.” – Martyna Wojciechowska, podróżniczka, redaktor naczelna National Geographic Polska
Wartości prezentowane w “Jesteś Marką” są najczystszej wody. Nie znajdziesz w środku ani jednego “super skrótu” obiecującego błyskawiczny poklask całego świata. Znajdziesz za to mądre wskazówki i sugerowane wskaźniki, dzięki którym zyskasz coś o wiele cenniejszego. Prawdziwą, dokładną mapę prowadzącą do wybranego przez Ciebie celu. A to nie jest prezent, na jaki trafia się w życiu często.
Na osobne słowa pochwały zasługuje fenomenalne stopniowanie trudności. We wstępie i pierwszych rozdziałach znajdziesz sporo anegdot z życia wielkich firm, ogólne myśli dotyczące jakości życia i balansu pomiędzy marzeniami prywatnymi i zawodowymi. Potem pojawiają się ćwiczenia do samodzielnego oceniania własnej sytuacji.
Pod koniec zaś nie wierzyłem własnym oczom. Joanna Malinowska-Parzydło dała Czytelnikom swojej książki pełne kwestionariusze i protokoły pozwalające w czytelny sposób stworzyć markę tak silną, jak wiele najlepszych, znanych z mediów.
To kompletny poradnik, który jest w stanie z osoby nie mającej większego pojęcia o budowaniu marek wykrzesać potencjał, na którym spokojnie stanie nazwisko znane nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Bardzo polecam.
Słowa klucze: psychologia, marka osobista, rozwój osobisty, kompetencje osobiste, marketing, media.
Styl: pomiędzy lekkim i konwersacyjnym a eleganckim i formalnym, bardzo przyjemny.
Kiedy warto kupić: gdy podchodzi się na poważnie do swojej przyszłości. To książka dla ludzi, którzy świadomi są pozycji własnej osoby w społeczeństwie i cenią sobie przeżywanie wybranych, spełniających chwil. Lektura obowiązkowa dla chcących robić karierę w biznesie lub mediach.
Kiedy lepiej pominąć: gdy przejawia się alergiczne zachowania na historie sukcesu innych ludzi. “Jesteś Marką” dekonstruuje na czynniki pierwsze pewne międzyludzkie zależności, a nie jest to temat, z którym wszyscy czują się swobodnie.
Jednym zdaniem: Przeczytałem “Jesteś Marką” w trzy dni. O mało co nie zawalając innych zobowiązań. Powstało z niej blisko sześć stron notatek i już teraz niektóre z nich zamieniam ze słów na papierze w realny, mający swoje odzwierciedlenie w codzienności czyn. Mistrzowska książka.
jestKULTURA.pl Andrzej Tucholski
Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą
Jesteś marką” to ładnie i estetycznie wydany poradnik w twardej oprawie. Jeśli szukasz idealnego prezentu dla swojej przyjaciółki czy siostry, ta książka będzie odpowiednia, szczególnie dla osób, które chciałyby osiągnąć samorealizacje, ale stoją w miejscu, wątpiąc w swoje siły.
Autorka - Joanna Malinowska – Parzydło to kobieta, która w swoim życiu osiągnęła bardzo wiele, a na pewno szeroko pojęty sukces zawodowy, osobisty i samorealizację.
W książce skrótowo opisuje ona swoją ścieżkę kariery. Dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu i zdolnościom interpersonalnym została cenioną trenerką biznesu oraz wykładowcą akademickim.
Książka to poradnik i pierwszy krok dla wszystkich osób, które chcą osiągnąć sukces, a przy tym pozostać sobą, być wiernym swoim zasadom.
Zawiera sporo ważnej treści oraz ciekawe ćwiczenia dla rozwijania swoich zdolności, które możemy wykonać sami w domu. Jest to więc alternatywa dla drogich i często niedostępnych dla nas kursów czy spotkań z coachem/ doradcą zawodowym.
Autorka - Joanna Malinowska – Parzydło to kobieta, która w swoim życiu osiągnęła bardzo wiele, a na pewno szeroko pojęty sukces zawodowy, osobisty i samorealizację.
W książce skrótowo opisuje ona swoją ścieżkę kariery. Dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu i zdolnościom interpersonalnym została cenioną trenerką biznesu oraz wykładowcą akademickim.
Książka to poradnik i pierwszy krok dla wszystkich osób, które chcą osiągnąć sukces, a przy tym pozostać sobą, być wiernym swoim zasadom.
Zawiera sporo ważnej treści oraz ciekawe ćwiczenia dla rozwijania swoich zdolności, które możemy wykonać sami w domu. Jest to więc alternatywa dla drogich i często niedostępnych dla nas kursów czy spotkań z coachem/ doradcą zawodowym.
Evv-vie.blogspot.com Ev vie
Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą
Wrzucasz do internetu zdjęcie siebie z kawą. Część ludzi cieszy się, że Cię widzi. Część nawet tego zdjęcia nie zauważa. Część nie wie, jak to się ma do Twojego wizerunku zawodowego. Część się obraża, że wypominasz im różnicę w dostępnych warunkach życia. I tak po trzy razy dziennie.
Tydzień w tydzień. Miesiąc w miesiąc. Rok w rok. Dopóki jesteś w Internecie – na zawsze.
Jak w takich warunkach zachować zdrowie psychiczne i zbudować spójną markę osobistą, którą sprzymierzeńcy docenią, przeciwnicy uszanują, a Ty się będziesz świetnie ze sobą czuć? Nie jest to proste zadanie. Nie jest też szybkie.
Jest za to wykonalne i potrafi z czasem przynieść tyle korzyści, że każdy wysiłek zwróci się po dziesięciokroć. Odpowiedź gwarantuje Joanna Malinowska-Parzydło w książce “Jesteś Marką“. To świeża premiera z portfolio wydawnictwa OnePress – na półki trafiła z początkiem wiosny 2015.
Wartość zawartą pomiędzy okładkami najefektywniej ujęła jedna z ambasadorek wydania, więc nie będę poprawiał dobrego:
„Jesteś Marką” to książka o tym, jak mądrze się rozwijać, jak dobrze zarządzać sobą na różnych płaszczyznach życia, nie tylko zawodowego, żeby osiągnąć sukces. Ale nie taki materialny, tylko prawdziwy, kompleksowy. Taki, który daje prawdziwe spełnienie. Polecam.” – Martyna Wojciechowska, podróżniczka, redaktor naczelna National Geographic Polska
Wartości prezentowane w “Jesteś Marką” są najczystszej wody. Nie znajdziesz w środku ani jednego “super skrótu” obiecującego błyskawiczny poklask całego świata. Znajdziesz za to mądre wskazówki i sugerowane wskaźniki, dzięki którym zyskasz coś o wiele cenniejszego. Prawdziwą, dokładną mapę prowadzącą do wybranego przez Ciebie celu. A to nie jest prezent, na jaki trafia się w życiu często.
Na osobne słowa pochwały zasługuje fenomenalne stopniowanie trudności. We wstępie i pierwszych rozdziałach znajdziesz sporo anegdot z życia wielkich firm, ogólne myśli dotyczące jakości życia i balansu pomiędzy marzeniami prywatnymi i zawodowymi. Potem pojawiają się ćwiczenia do samodzielnego oceniania własnej sytuacji.
Pod koniec zaś nie wierzyłem własnym oczom. Joanna Malinowska-Parzydło dała Czytelnikom swojej książki pełne kwestionariusze i protokoły pozwalające w czytelny sposób stworzyć markę tak silną, jak wiele najlepszych, znanych z mediów.
To kompletny poradnik, który jest w stanie z osoby nie mającej większego pojęcia o budowaniu marek wykrzesać potencjał, na którym spokojnie stanie nazwisko znane nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Bardzo polecam.
Słowa klucze: psychologia, marka osobista, rozwój osobisty, kompetencje osobiste, marketing, media.
Styl: pomiędzy lekkim i konwersacyjnym a eleganckim i formalnym, bardzo przyjemny.
Kiedy warto kupić: gdy podchodzi się na poważnie do swojej przyszłości. To książka dla ludzi, którzy świadomi są pozycji własnej osoby w społeczeństwie i cenią sobie przeżywanie wybranych, spełniających chwil. Lektura obowiązkowa dla chcących robić karierę w biznesie lub mediach.
Kiedy lepiej pominąć: gdy przejawia się alergiczne zachowania na historie sukcesu innych ludzi. “Jesteś Marką” dekonstruuje na czynniki pierwsze pewne międzyludzkie zależności, a nie jest to temat, z którym wszyscy czują się swobodnie.
Jednym zdaniem: Przeczytałem “Jesteś Marką” w trzy dni. O mało co nie zawalając innych zobowiązań. Powstało z niej blisko sześć stron notatek i już teraz niektóre z nich zamieniam ze słów na papierze w realny, mający swoje odzwierciedlenie w codzienności czyn. Mistrzowska książka.
Tydzień w tydzień. Miesiąc w miesiąc. Rok w rok. Dopóki jesteś w Internecie – na zawsze.
Jak w takich warunkach zachować zdrowie psychiczne i zbudować spójną markę osobistą, którą sprzymierzeńcy docenią, przeciwnicy uszanują, a Ty się będziesz świetnie ze sobą czuć? Nie jest to proste zadanie. Nie jest też szybkie.
Jest za to wykonalne i potrafi z czasem przynieść tyle korzyści, że każdy wysiłek zwróci się po dziesięciokroć. Odpowiedź gwarantuje Joanna Malinowska-Parzydło w książce “Jesteś Marką“. To świeża premiera z portfolio wydawnictwa OnePress – na półki trafiła z początkiem wiosny 2015.
Wartość zawartą pomiędzy okładkami najefektywniej ujęła jedna z ambasadorek wydania, więc nie będę poprawiał dobrego:
„Jesteś Marką” to książka o tym, jak mądrze się rozwijać, jak dobrze zarządzać sobą na różnych płaszczyznach życia, nie tylko zawodowego, żeby osiągnąć sukces. Ale nie taki materialny, tylko prawdziwy, kompleksowy. Taki, który daje prawdziwe spełnienie. Polecam.” – Martyna Wojciechowska, podróżniczka, redaktor naczelna National Geographic Polska
Wartości prezentowane w “Jesteś Marką” są najczystszej wody. Nie znajdziesz w środku ani jednego “super skrótu” obiecującego błyskawiczny poklask całego świata. Znajdziesz za to mądre wskazówki i sugerowane wskaźniki, dzięki którym zyskasz coś o wiele cenniejszego. Prawdziwą, dokładną mapę prowadzącą do wybranego przez Ciebie celu. A to nie jest prezent, na jaki trafia się w życiu często.
Na osobne słowa pochwały zasługuje fenomenalne stopniowanie trudności. We wstępie i pierwszych rozdziałach znajdziesz sporo anegdot z życia wielkich firm, ogólne myśli dotyczące jakości życia i balansu pomiędzy marzeniami prywatnymi i zawodowymi. Potem pojawiają się ćwiczenia do samodzielnego oceniania własnej sytuacji.
Pod koniec zaś nie wierzyłem własnym oczom. Joanna Malinowska-Parzydło dała Czytelnikom swojej książki pełne kwestionariusze i protokoły pozwalające w czytelny sposób stworzyć markę tak silną, jak wiele najlepszych, znanych z mediów.
To kompletny poradnik, który jest w stanie z osoby nie mającej większego pojęcia o budowaniu marek wykrzesać potencjał, na którym spokojnie stanie nazwisko znane nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Bardzo polecam.
Słowa klucze: psychologia, marka osobista, rozwój osobisty, kompetencje osobiste, marketing, media.
Styl: pomiędzy lekkim i konwersacyjnym a eleganckim i formalnym, bardzo przyjemny.
Kiedy warto kupić: gdy podchodzi się na poważnie do swojej przyszłości. To książka dla ludzi, którzy świadomi są pozycji własnej osoby w społeczeństwie i cenią sobie przeżywanie wybranych, spełniających chwil. Lektura obowiązkowa dla chcących robić karierę w biznesie lub mediach.
Kiedy lepiej pominąć: gdy przejawia się alergiczne zachowania na historie sukcesu innych ludzi. “Jesteś Marką” dekonstruuje na czynniki pierwsze pewne międzyludzkie zależności, a nie jest to temat, z którym wszyscy czują się swobodnie.
Jednym zdaniem: Przeczytałem “Jesteś Marką” w trzy dni. O mało co nie zawalając innych zobowiązań. Powstało z niej blisko sześć stron notatek i już teraz niektóre z nich zamieniam ze słów na papierze w realny, mający swoje odzwierciedlenie w codzienności czyn. Mistrzowska książka.
jestKULTURA.pl Andrzej Tucholski
Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą
Jesteś marką” to ładnie i estetycznie wydany poradnik w twardej oprawie. Jeśli szukasz idealnego prezentu dla swojej przyjaciółki czy siostry, ta książka będzie odpowiednia, szczególnie dla osób, które chciałyby osiągnąć samorealizacje, ale stoją w miejscu, wątpiąc w swoje siły.
Autorka - Joanna Malinowska – Parzydło to kobieta, która w swoim życiu osiągnęła bardzo wiele, a na pewno szeroko pojęty sukces zawodowy, osobisty i samorealizację.
W książce skrótowo opisuje ona swoją ścieżkę kariery. Dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu i zdolnościom interpersonalnym została cenioną trenerką biznesu oraz wykładowcą akademickim.
Książka to poradnik i pierwszy krok dla wszystkich osób, które chcą osiągnąć sukces, a przy tym pozostać sobą, być wiernym swoim zasadom.
Zawiera sporo ważnej treści oraz ciekawe ćwiczenia dla rozwijania swoich zdolności, które możemy wykonać sami w domu. Jest to więc alternatywa dla drogich i często niedostępnych dla nas kursów czy spotkań z coachem/ doradcą zawodowym.
Autorka - Joanna Malinowska – Parzydło to kobieta, która w swoim życiu osiągnęła bardzo wiele, a na pewno szeroko pojęty sukces zawodowy, osobisty i samorealizację.
W książce skrótowo opisuje ona swoją ścieżkę kariery. Dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu i zdolnościom interpersonalnym została cenioną trenerką biznesu oraz wykładowcą akademickim.
Książka to poradnik i pierwszy krok dla wszystkich osób, które chcą osiągnąć sukces, a przy tym pozostać sobą, być wiernym swoim zasadom.
Zawiera sporo ważnej treści oraz ciekawe ćwiczenia dla rozwijania swoich zdolności, które możemy wykonać sami w domu. Jest to więc alternatywa dla drogich i często niedostępnych dla nas kursów czy spotkań z coachem/ doradcą zawodowym.
Evv-vie.blogspot.com Ev vie
GURU KULTU..RY
Snopy teatralnych reflektorów przecinają kosmos tańczących w powietrzu pyłków kurzu. Oświetlają równo zbite deski. Scena jest pusta. Nagle, na oczach paru tysięcy ludzi eksploduje sufit i na linie zjeżdża ubrany w strój kosmonauty facet. To biznesmen, showman i, od niedawna, pisarz – Michał Wawrzyniak.
Mniej więcej takimi słowami zrecenzowała mi pracę firmy MentalWay znajoma uczestniczka jednego z ich eventów.
Wierzę jej, bo dokładnie w tym stylu zaprezentował się i sam szef przedsięwzięcia w trakcie wiedźmińskiego LARPa w zamku Moszna. Opisywałem tę przygodę szerzej w tekście The Witcher School. Tak się śmiesznie złożyło, że, oprócz fabuły, dzieliliśmy razem z Michałem pięcioosobowy apartament :)
Jego hardkorowy, ekspansywny, energetyczny i pełen luźnego humoru charakter przebija z każdej jednej strony książki “Guru KULTU..ry”. Pomiędzy słowami widać też prostą, wymierną potrzebę bycia pierwszym. W czym? To drugorzędne. Grunt, by rozbić system i ugrać maksymalną stawkę. Najlepiej pomagając maksymalnej ilości innych ludzi.
Do takiego stylu życia namawia “Guru KULTU..ry”. Udowadnia, że jak najbardziej *można* a nawet *należy!* pozwalać sobie w życiu na zainteresowania i rozwój zawodowy w dziedzinie, którą kochamy i nie mielibyśmy nic przeciwko dodatkowym godzinom wrzuconym w obowiązki w niedzielę wieczór. Po chwili przestrzega przed nadmiernym zaufaniem w ten model.
Sugeruje myślenie i kwestionowanie “starych praw”.
Pokazuje, że można przejmować się ludźmi, do których nie kierujemy swojego biznesu, ale można też zamienić tę uwagę w dodatkowe 50% zabiegania o tych, którzy naszą pracę doceniają. Choć świat nie jest przez autora kolorowany na różowo, to ogólny morał napawa optymizmem. Bycie świetnym dla ludzi, którzy są świetni dla Ciebie, się po prostu opłaca. Nie tylko z moralnego i etycznego punktu widzenia.
Tytuł wart uwagi, choć stanowczo nie dla wszystkich. Wydaje mi się, że oprócz swobody twórczej autor pozwolił sobie na prosty test. Skoro książka jest o psychicznym “wrzucaniu na luz” i skutecznym tworzeniu własnej historii, trzeba najpierw umieć “wrzucić na luz” choćby w tak prostej sprawie jak charyzma narracji :)
Moja rada na zakończenie?
Przed lekturą pooglądajcie Michała na YT, bo się potem w myślach czyta książkę jego głosem!
Słowa klucze: pewność siebie, budowanie własnej historii, zakładanie biznesu, mity na temat skuteczności, hejterzy
Styl: dłuuuuuga rozmowa ze znajomym przy wieczornym piwie :)
Kiedy warto kupić: kiedy jest się na etapie szukania swojego pomysłu na robienie rzeczy w życiu. Michał wprost opowiada o tematach, na których się przejechał. A także o tych, które przyniosły mu miliony. Poza tym rzuca dużo świetnych porad dotyczących “dobierania” sobie ludzi, z którymi chce się wspólnie pracować. Ten element spodobał mi się najbardziej.
Kiedy lepiej pominąć: przede wszystkim, kiedy nie ma się poczucia humoru. W drugiej kolejności, “Guru KULTU..ry” stanowczo rozsierdzi ludzi wyżej ceniących skromność od skutecznej rady. Autor nie ma żadnych oporów przed energetyczną autoprezentacją :)
Jednym zdaniem: “Guru KULTU..ry” czyta się szybko i przyjemnie. Dobra lektura pokazująca, że można żyć na wysokich obrotach i czerpać z życia całe wiadra radochy, a zarazem efektywnie pomagać innym. No i jest w niej anegdota o “oślich jajach” :-)
Mniej więcej takimi słowami zrecenzowała mi pracę firmy MentalWay znajoma uczestniczka jednego z ich eventów.
Wierzę jej, bo dokładnie w tym stylu zaprezentował się i sam szef przedsięwzięcia w trakcie wiedźmińskiego LARPa w zamku Moszna. Opisywałem tę przygodę szerzej w tekście The Witcher School. Tak się śmiesznie złożyło, że, oprócz fabuły, dzieliliśmy razem z Michałem pięcioosobowy apartament :)
Jego hardkorowy, ekspansywny, energetyczny i pełen luźnego humoru charakter przebija z każdej jednej strony książki “Guru KULTU..ry”. Pomiędzy słowami widać też prostą, wymierną potrzebę bycia pierwszym. W czym? To drugorzędne. Grunt, by rozbić system i ugrać maksymalną stawkę. Najlepiej pomagając maksymalnej ilości innych ludzi.
Do takiego stylu życia namawia “Guru KULTU..ry”. Udowadnia, że jak najbardziej *można* a nawet *należy!* pozwalać sobie w życiu na zainteresowania i rozwój zawodowy w dziedzinie, którą kochamy i nie mielibyśmy nic przeciwko dodatkowym godzinom wrzuconym w obowiązki w niedzielę wieczór. Po chwili przestrzega przed nadmiernym zaufaniem w ten model.
Sugeruje myślenie i kwestionowanie “starych praw”.
Pokazuje, że można przejmować się ludźmi, do których nie kierujemy swojego biznesu, ale można też zamienić tę uwagę w dodatkowe 50% zabiegania o tych, którzy naszą pracę doceniają. Choć świat nie jest przez autora kolorowany na różowo, to ogólny morał napawa optymizmem. Bycie świetnym dla ludzi, którzy są świetni dla Ciebie, się po prostu opłaca. Nie tylko z moralnego i etycznego punktu widzenia.
Tytuł wart uwagi, choć stanowczo nie dla wszystkich. Wydaje mi się, że oprócz swobody twórczej autor pozwolił sobie na prosty test. Skoro książka jest o psychicznym “wrzucaniu na luz” i skutecznym tworzeniu własnej historii, trzeba najpierw umieć “wrzucić na luz” choćby w tak prostej sprawie jak charyzma narracji :)
Moja rada na zakończenie?
Przed lekturą pooglądajcie Michała na YT, bo się potem w myślach czyta książkę jego głosem!
Słowa klucze: pewność siebie, budowanie własnej historii, zakładanie biznesu, mity na temat skuteczności, hejterzy
Styl: dłuuuuuga rozmowa ze znajomym przy wieczornym piwie :)
Kiedy warto kupić: kiedy jest się na etapie szukania swojego pomysłu na robienie rzeczy w życiu. Michał wprost opowiada o tematach, na których się przejechał. A także o tych, które przyniosły mu miliony. Poza tym rzuca dużo świetnych porad dotyczących “dobierania” sobie ludzi, z którymi chce się wspólnie pracować. Ten element spodobał mi się najbardziej.
Kiedy lepiej pominąć: przede wszystkim, kiedy nie ma się poczucia humoru. W drugiej kolejności, “Guru KULTU..ry” stanowczo rozsierdzi ludzi wyżej ceniących skromność od skutecznej rady. Autor nie ma żadnych oporów przed energetyczną autoprezentacją :)
Jednym zdaniem: “Guru KULTU..ry” czyta się szybko i przyjemnie. Dobra lektura pokazująca, że można żyć na wysokich obrotach i czerpać z życia całe wiadra radochy, a zarazem efektywnie pomagać innym. No i jest w niej anegdota o “oślich jajach” :-)
jestKULTURA.pl Andrzej Tucholski
Sensu sens
Narysować to, co trudno opowiedzieć
W przypadku książki Marka Adamika „Sensu sens” empatia jest słowem, które musi pomieścić w sobie całą bezradność czytelnika.
Napisać o książce Marka Adamika, Czecha, grafika i ilustratora, który wybrał na swoje miejsce Warszawę, że jest dziennikiem choroby uchodzącej za nieuleczalną, byłoby za mało. To książka, która chce nas zabrać w podróż odkładaną na koniec wszystkich innych, jakie mamy do zrobienia. Ale ta podróż jest w ogólnodostępnej ofercie i książka ma wymiar losu, skłania więc do empatii. Empatia jest tutaj słowem, które musi pomieścić w sobie całą bezradność czytelnika. Komuś, kto siedzi w batyskafie, trudno rozprawiać o tonącym. W obliczu cudzego bólu zawsze jest się w fałszywej sytuacji: „Tylko jeden ból łatwo znieść – ból innych”. To niby wiadomo. Dlaczego to napomnienie okazuje się mantrą, którą łatwo wyrzucamy z pamięci, kiedy obcujemy z obrazami cierpienia? Spotykamy się z nimi na co dzień – w nadmiarze. Szukamy ich, zadowalając się często pornografią cierpienia. Tymczasem ból jest czymś, co przebywa poza językiem.
Elaine Scarry w książce „The Body in Pain: The Making and Unmaking of the World” powiada, że opisy zawsze subiektywnego bólu, które stanowią próbę jego obiektywizacji, mają nie tylko terapeutyczny, ale i istotnie twórczy i pozytywny charakter. Mieszczą się bowiem w polu działań, którym właściwa jest nasza rozpaczliwa krzątanina w obliczu zagrożenia i potrzeba zaradzenia temu zagrożeniu, towarzyszącemu mu przerażeniu, lękowi, dyskomfortowi. Wszystko, co ludzie robią – kiedy wytwarzają narzędzia albo kiedy tworzą dzieła sztuki – służy pierwotnie do radzenia sobie z zagrożeniami, rzeczywistość z przyrodzenia jest okrutna. To okrucieństwo staramy się nieustannie przesłaniać. Scarry powiada: myślące ciało, zakłopotane i utrudzone swoim ciężarem, tworzy krzesło, które daje mu poczucie nieważkości. A sztuka ma radzić sobie z z bólem istnienia, który w chorobie jeszcze się potęguje: „To nie zagrożenie z zewnątrz. To coś, co jest w nas i atakuje od środka. Walcząc z chorobą, trzeba się bronić przed samym sobą” – pisała niegdyś Małgorzata Baranowska w książce „To jest wasze życie. Jak być sobą w chorobie przewlekłej”.
Niektórzy oskarżają artystów, że oni szczególnie delektują się obrazami cierpienia. Nie należy doszukiwać się w tym perwersji. Przedstawienia bólu, cierpienia, choroby, podobnie jak wszystkie nasze wynalazki i przedmioty codziennie, jak wiersze, rysunki, filmy, są naszymi ekstensjami, protezami myślącego ciała, które najpierw nazywa, a potem neutralizuje ból. U podłoża każdego z naszych działań znajduje się impuls, by dążyć do samozachowania. Więcej: uczynić to, nad czym nie mamy władzy, częścią naszego świata. Oswoić.
W podobny sposób myślał filozof i historyk sztuki Aby Warburg. Jego zdaniem obrazy, które znajdujemy u zarania kultury i w starożytności, były próbą zaleczenia grozy istnienia, stanowiły sceny pierwotne przedstawiające zagrożenie i zarazem były pracą nad zneutralizowaniem lęku. Całe europejskie malarstwo zawiera ślady tego wysiłku. Warburg mówił o obrazie jako pathosformelu. To jego nazwa na oznaczenie obrazu o wielkim ładunku emocji. Pathosformel jest zapisem trwogi i świadectwem zapanowania nad nią. To jakby zatarta sygnatura przerażenia. Jego echo. Dowód na to, że kultura kontaktuje się z tym, co pierwotne, z tym, co zostało zapisane w na ścianach jaskiń, w pierwszych antycznych obrazach, potem filtrowanych przez historyczne już formy wrażliwości. Warburg potraktował nawet „Śniadanie na trawie” Maneta jako późny przykład pathosformelu. Dowodził, że przedstawiona na obrazie scena ma swoje pierwowzory nie tylko w szesnastowiecznym malarstwie, ale także w reliefach, jakie znajdujemy na antycznych sarkofagach. Pathosformel to wyraz cierpienia, ale i recepta na cierpienie, działanie podjęte jako środek zaradczy. Takie emocje rodzi spotkanie z traumatyzującym zagrożeniem, siłą niszczycielską, która nam zagraża. To może być śmierć, burza, dzikość natury. Malowanie staje się magicznym działaniem, które oznacza wejście w powinowactwo z przerastającą nas siłą. To sztuka asymilacji. Sztuka jest więc protezą, analgetykiem. Nie można podzielić się bólem, ale można próbować podzielić się wiedzą o chorobie i bólu. Uczynić go przedmiotem jakiejś opowieści. Opowieść, to, co w przedstawieniu, odgrywa tu rolę terapeutyczną i magiczną. Jak wiemy, nieszczęścia dają się jakoś znieść, kiedy stają się przedmiotem opowieści.
„Sensu sens” jest właśnie próbą eksterioryzacji tego, co uchyla się przedstawieniu i opisowi. Adamik znajduje dla tego, co ginie w przedstawieniu, właściwą formę. Owszem, to dziennik, zapiski z codzienności, która cała jest wypełniona krzątaniną wokół jednego. A dziennikowość sugeruje pewną linearność. Autor notuje rozmowy, refleksje, sny, snuje fantasmagorie, zamieszcza obserwacje z życia własnego i życia innych, spotykanych na korytarzach kliniki, zdaje sprawę z podróży w ramach leczenia, opisuje próby uciekania w pracę i postępy choroby, które to uniemożliwiają i wycofują z życia. Ale zapis poddany jest prawu dezintegracji: jest ułożony tak, że nie daje się złożyć w żadną całość, ilustruje narastanie nieciągłości, stanowi rumowisko. Linearność czasu podporządkowana jest jednemu, entropii, zdarzeniu, jakim okazał się wybuch choroby. Odtąd wszystko istnieje dysonansowo, pędzi donikąd, nie daje się złożyć w żadną figurę sensu. Twarde jądro, sens sensu, okazuje się energią eksplozji. To może jeszcze bardziej widać w dysonansowym doborze stylistycznym ilustracji, które niekiedy przypominają negatywy czegoś, czego wyświetlić nie sposób. To, co z nich wyziera, to jakby obecność choroby, która patrzy na czytelnika. Właśnie ten formalny zabieg, ten udany wymóg obiektywizacji cierpienia pozwala na zainstalowanie się w „pozytywności”, która trwa wokół, nawet jeśli nie jest naszym udziałem, ale istnieje równie rzeczywiście jak siła negatywności. Nigdy nie mamy takiej pewności co do swego istnienia, jak wtedy, gdy czujemy ból. „Gdyby nie choroba, przeoczyłbym życie” – notuje w pewnej chwili autor.
Zapis poddany jest tu prawu entropii i dezintegracji: nie daje się złożyć w żadną całość, ilustruje narastanie nieciągłości, stanowi rumowisko
Książka Adamika należy do książek graficznych, w której tekst i obraz na równi konstytuują znaczenia. Zarówno sposób, w jaki autor pisze o swojej chorobie, jak i jego kreska – towarzyszące zapisowi rysunki i ilustracje, gra światłem w druku i gra rodzajami czcionki – wszystko to pracuje na efekt, a właściwie na afekt, jaki towarzyszy lekturze. Przesądza o nim ton desperacji i ironii, który przechodzi w stoickie soliloquium, w sztukę nieubłaganie powtarzającej się repetycji: wszystko, co się wydarza, jest ustanawianiem i niweczeniem form kruchej równowagi, w jakich przechowuje się energia życiowa. To może wyraźniej widać w rysunkach aniżeli w tekście, w którym skądinąd jawa i sen, perypetie na przemian uzdrowicielskiej albo martwiejącej wyobraźni, stanowią dysonansowe, hektyczne metrum codzienności. Na rysunkach życie przedstawione jest jako dezintegracja i kontrakcja witalności.
W przypadku książki Marka Adamika „Sensu sens” empatia jest słowem, które musi pomieścić w sobie całą bezradność czytelnika.
Napisać o książce Marka Adamika, Czecha, grafika i ilustratora, który wybrał na swoje miejsce Warszawę, że jest dziennikiem choroby uchodzącej za nieuleczalną, byłoby za mało. To książka, która chce nas zabrać w podróż odkładaną na koniec wszystkich innych, jakie mamy do zrobienia. Ale ta podróż jest w ogólnodostępnej ofercie i książka ma wymiar losu, skłania więc do empatii. Empatia jest tutaj słowem, które musi pomieścić w sobie całą bezradność czytelnika. Komuś, kto siedzi w batyskafie, trudno rozprawiać o tonącym. W obliczu cudzego bólu zawsze jest się w fałszywej sytuacji: „Tylko jeden ból łatwo znieść – ból innych”. To niby wiadomo. Dlaczego to napomnienie okazuje się mantrą, którą łatwo wyrzucamy z pamięci, kiedy obcujemy z obrazami cierpienia? Spotykamy się z nimi na co dzień – w nadmiarze. Szukamy ich, zadowalając się często pornografią cierpienia. Tymczasem ból jest czymś, co przebywa poza językiem.
Elaine Scarry w książce „The Body in Pain: The Making and Unmaking of the World” powiada, że opisy zawsze subiektywnego bólu, które stanowią próbę jego obiektywizacji, mają nie tylko terapeutyczny, ale i istotnie twórczy i pozytywny charakter. Mieszczą się bowiem w polu działań, którym właściwa jest nasza rozpaczliwa krzątanina w obliczu zagrożenia i potrzeba zaradzenia temu zagrożeniu, towarzyszącemu mu przerażeniu, lękowi, dyskomfortowi. Wszystko, co ludzie robią – kiedy wytwarzają narzędzia albo kiedy tworzą dzieła sztuki – służy pierwotnie do radzenia sobie z zagrożeniami, rzeczywistość z przyrodzenia jest okrutna. To okrucieństwo staramy się nieustannie przesłaniać. Scarry powiada: myślące ciało, zakłopotane i utrudzone swoim ciężarem, tworzy krzesło, które daje mu poczucie nieważkości. A sztuka ma radzić sobie z z bólem istnienia, który w chorobie jeszcze się potęguje: „To nie zagrożenie z zewnątrz. To coś, co jest w nas i atakuje od środka. Walcząc z chorobą, trzeba się bronić przed samym sobą” – pisała niegdyś Małgorzata Baranowska w książce „To jest wasze życie. Jak być sobą w chorobie przewlekłej”.
Niektórzy oskarżają artystów, że oni szczególnie delektują się obrazami cierpienia. Nie należy doszukiwać się w tym perwersji. Przedstawienia bólu, cierpienia, choroby, podobnie jak wszystkie nasze wynalazki i przedmioty codziennie, jak wiersze, rysunki, filmy, są naszymi ekstensjami, protezami myślącego ciała, które najpierw nazywa, a potem neutralizuje ból. U podłoża każdego z naszych działań znajduje się impuls, by dążyć do samozachowania. Więcej: uczynić to, nad czym nie mamy władzy, częścią naszego świata. Oswoić.
W podobny sposób myślał filozof i historyk sztuki Aby Warburg. Jego zdaniem obrazy, które znajdujemy u zarania kultury i w starożytności, były próbą zaleczenia grozy istnienia, stanowiły sceny pierwotne przedstawiające zagrożenie i zarazem były pracą nad zneutralizowaniem lęku. Całe europejskie malarstwo zawiera ślady tego wysiłku. Warburg mówił o obrazie jako pathosformelu. To jego nazwa na oznaczenie obrazu o wielkim ładunku emocji. Pathosformel jest zapisem trwogi i świadectwem zapanowania nad nią. To jakby zatarta sygnatura przerażenia. Jego echo. Dowód na to, że kultura kontaktuje się z tym, co pierwotne, z tym, co zostało zapisane w na ścianach jaskiń, w pierwszych antycznych obrazach, potem filtrowanych przez historyczne już formy wrażliwości. Warburg potraktował nawet „Śniadanie na trawie” Maneta jako późny przykład pathosformelu. Dowodził, że przedstawiona na obrazie scena ma swoje pierwowzory nie tylko w szesnastowiecznym malarstwie, ale także w reliefach, jakie znajdujemy na antycznych sarkofagach. Pathosformel to wyraz cierpienia, ale i recepta na cierpienie, działanie podjęte jako środek zaradczy. Takie emocje rodzi spotkanie z traumatyzującym zagrożeniem, siłą niszczycielską, która nam zagraża. To może być śmierć, burza, dzikość natury. Malowanie staje się magicznym działaniem, które oznacza wejście w powinowactwo z przerastającą nas siłą. To sztuka asymilacji. Sztuka jest więc protezą, analgetykiem. Nie można podzielić się bólem, ale można próbować podzielić się wiedzą o chorobie i bólu. Uczynić go przedmiotem jakiejś opowieści. Opowieść, to, co w przedstawieniu, odgrywa tu rolę terapeutyczną i magiczną. Jak wiemy, nieszczęścia dają się jakoś znieść, kiedy stają się przedmiotem opowieści.
„Sensu sens” jest właśnie próbą eksterioryzacji tego, co uchyla się przedstawieniu i opisowi. Adamik znajduje dla tego, co ginie w przedstawieniu, właściwą formę. Owszem, to dziennik, zapiski z codzienności, która cała jest wypełniona krzątaniną wokół jednego. A dziennikowość sugeruje pewną linearność. Autor notuje rozmowy, refleksje, sny, snuje fantasmagorie, zamieszcza obserwacje z życia własnego i życia innych, spotykanych na korytarzach kliniki, zdaje sprawę z podróży w ramach leczenia, opisuje próby uciekania w pracę i postępy choroby, które to uniemożliwiają i wycofują z życia. Ale zapis poddany jest prawu dezintegracji: jest ułożony tak, że nie daje się złożyć w żadną całość, ilustruje narastanie nieciągłości, stanowi rumowisko. Linearność czasu podporządkowana jest jednemu, entropii, zdarzeniu, jakim okazał się wybuch choroby. Odtąd wszystko istnieje dysonansowo, pędzi donikąd, nie daje się złożyć w żadną figurę sensu. Twarde jądro, sens sensu, okazuje się energią eksplozji. To może jeszcze bardziej widać w dysonansowym doborze stylistycznym ilustracji, które niekiedy przypominają negatywy czegoś, czego wyświetlić nie sposób. To, co z nich wyziera, to jakby obecność choroby, która patrzy na czytelnika. Właśnie ten formalny zabieg, ten udany wymóg obiektywizacji cierpienia pozwala na zainstalowanie się w „pozytywności”, która trwa wokół, nawet jeśli nie jest naszym udziałem, ale istnieje równie rzeczywiście jak siła negatywności. Nigdy nie mamy takiej pewności co do swego istnienia, jak wtedy, gdy czujemy ból. „Gdyby nie choroba, przeoczyłbym życie” – notuje w pewnej chwili autor.
Zapis poddany jest tu prawu entropii i dezintegracji: nie daje się złożyć w żadną całość, ilustruje narastanie nieciągłości, stanowi rumowisko
Książka Adamika należy do książek graficznych, w której tekst i obraz na równi konstytuują znaczenia. Zarówno sposób, w jaki autor pisze o swojej chorobie, jak i jego kreska – towarzyszące zapisowi rysunki i ilustracje, gra światłem w druku i gra rodzajami czcionki – wszystko to pracuje na efekt, a właściwie na afekt, jaki towarzyszy lekturze. Przesądza o nim ton desperacji i ironii, który przechodzi w stoickie soliloquium, w sztukę nieubłaganie powtarzającej się repetycji: wszystko, co się wydarza, jest ustanawianiem i niweczeniem form kruchej równowagi, w jakich przechowuje się energia życiowa. To może wyraźniej widać w rysunkach aniżeli w tekście, w którym skądinąd jawa i sen, perypetie na przemian uzdrowicielskiej albo martwiejącej wyobraźni, stanowią dysonansowe, hektyczne metrum codzienności. Na rysunkach życie przedstawione jest jako dezintegracja i kontrakcja witalności.
dwutygodnik.com prof. Marek Zaleski