ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

SuperPamięć w 31 dni. Triki, ćwiczenia, neurorozrywki

W książce tej zaprezentowane zostały techniki zapamiętywania, które wymagają poszukiwania podobieństw i różnic . Będzie również okazja do ich  wyćwiczenia.

Książka podzielona jest na 31 dni na każdy nowy dzień jest inne zadanie i wskazówki. W każdym zadaniu znajduję się mnóstwo łamigłówek, zagadek matematycznych , obliczeń ćwiczeń skojarzeniowych i wykreślanek. W każdy dzień musimy się postarać rozwiązać te zadania jak w najkrótszym czasie.

To co najbardziej mnie się podoba w tej książce to jej formuła jest to wspaniała zabawa która ćwiczy i poprawia naszą pamięć. Każde z tych zadań wymaga maksymalnego skupienia z co tym się wiążę wyłączyć wszystkie rozpraszacze czyli - Internet, telefon. muzyka. To ile starań włożymy w te zadania przełoży się na nasze wyniki. Na samym końcu podręcznika znajdują się odpowiedzi do każdego wykonanego zadania.

Pamięć jest spiżarnią informacji oznacza to , że część informacji zostaje w niej na wiele lat, a część jest utrzymywana w naszej głowie tylko przez krótką chwilę , kilka godzin minut, sekund czy milisekund. Pamięć jest dzielona zatem ze względu na czas przechowywania informacji, rodzaj zmysłu, który odpowiada za przetwarzanie danych.

Posumowanie 

Jest to świetna książka dla tych którzy przygotowują się do egzaminów lub matury. Ale i dla tych którzy chcą pracować na swoją pamięcią i poruszyć swoje szare komórki i dążyć do doskonałości . Ta książka uświadamia nas że trzeba ćwiczyć swoją pamięć przez całe nasze życie.
beata1987.blogspot.com Beata Pająk

Driven. Namiętność silniejsza niż ból

Niesamowite, jak jednostkowy twór kultury masowej, może w pewnym momencie stać się początkiem trendu. Chwytliwy, atrakcyjnie przedstawiony motyw może spowodować, że na tej samej fali powstanie wiele innych podobnych lub inspirujących się pierwowzorem utworów. W bardzo krótkim czasie rynek zostanie nimi wręcz zalany i w tym natłoku trudno będzie znaleźć coś, co jest zwyczajnie fajne, przyjemne w odbiorze i nie idzie tą samą drogą, co reszta.

Nie wiem, czy to z tego powodu że czytelnicy są mało wymagający, albo tworzący pisarze tak o nich myślą, ale większość tego co ostatnio proponuje nam literatura romansowa dla dorosłych, opiera się głównie po pierwsze na dominacji seksualnej, a po drugie na zasadzie, że im bardziej wyuzdane sceny seksu, tym lepiej. Szybko dochodzi do pewnego odwrócenia wartości i to co do tej pory było przeciwieństwem związku opartego na miłości i zaufaniu, bo bazującego głównie na toksycznym kontrolowaniu drugiej osoby (głównie kobiety), staje się obiektem marzeń i pragnień bohaterek. Inaczej mówiąc, im bardziej zwichrowany bohater męski, im bardziej uległa i naiwna bohaterka kobieca, tym lepiej dla całej historii. Przyszło mi do głowy, że takie historie powinny się podobać głównie mężczyznom, bo co może być przyjemnego dla czytelniczek płci żeńskiej w poznawaniu historii o tym, jak bohaterka znosi kolejne upokorzenia, robi rzeczy, na które wcześniej by się nigdy nie zdobyła, i połykając gorzkie łzy, wybacza raz za razem. A wszystko niby dlatego, że kocha i świecie wierzy, że on przecież z gruntu rzeczy jest dobry, a traktuje ją jak najgorszą, bo musi i nie umie inaczej. Ten trend w romansowych historiach zapoczątkowała rzecz jasna trylogia o Szarym, a potem to, jak już wszyscy wiemy, potoczyło się lawinowo.

W centrum moich czytelniczych zainteresowań znajduje się głównie fantastyka, ale jak każda kobieta, zwłaszcza w urlopowy czas, lubię czasem przeczytać jakiś romans. Po pierwszy tom trylogii Driven sięgnęłam pod wpływem wielu pochwał, które pod adresem serii kierowała Wiola z bloga Subiektywnie o książkach. Pomyślałam, a co mi tam, zobaczę i oto jestem już po pierwszym tomie. 

Spokojna i raczej uporządkowana życiowo Rylee ma pracę, którą lubi i dzięki której czuje się potrzebna, przyjaciół, na których wsparcie może liczyć i w zasadzie niczego więcej od życia nie oczekuje. Swoją miłość, jak się jej wydaje, już przeżyła i bezpowrotnie straciła, dlatego nie szuka ani chłopaka, ani nowych, przelotnych znajomości. Dlatego kiedy zupełnie nieoczekiwanie zatrzaskuje się w małej komórce i niemal umiera na atak klaustrofobii, nagły ratunek ze strony aroganckiego nieznajomego, który najpierw ją obraża, a potem namiętnie całuje, przewraca cały jej uporządkowany świat do góry nogami. Od tej pory już nic nie będzie takie jak dotąd.

W ten sposób zaczyna się płomienna, pełna pikanterii znajomość Rylee z Coltonem Donovanem. Ona jest tą dobrą, choć, gdy trzeba pyskatą i stanowczą, z oddaniem zajmuje się porzuconymi dziećmi, pełniąc w Domu rolę opiekunki i nauczycielki.  On to typowy bad boy skrywający w duszy bolesne rany zadane mu w dzieciństwie. Jak sam o sobie mówi, niszczy ludzi, a zwłaszcza kobiety, w związki nie wierzy,  a wyżywa się w sypialni lub na torze wyścigowym. Zauroczona Rylee angażuje się w znajomość z Donovanem, choć wie, że przyszłości to nie ma i z pewnością nie skończy się ślubem i domkiem z ogrodem. Przyciąganie jest jednak tak silne, że bohaterowie nie potrafią się sobie oprzeć.

Tym co mi się podobało w budowie fabuły, było po pierwsze to, że bohaterowie nie wzięli się znikąd. Zanim się poznali mieli inne życie, doświadczenia, często bolesne, które teraz odciskają na nich piętno. 
Druga sprawa jest taka, że z chwilą, gdy się poznają i zaczynają spotykać, nie zamiera ich życie prywatne ani towarzyskie i tutaj mam na myśli głównie Rylee, bo to z jej perspektywy śledzimy bieg akcji. Bohaterka nadal chodzi do pracy, zajmuje się zagubionymi chłopcami, pielęgnuje przyjaźń z Haddie. Jej życie nie zatrzymało się, ani nie zogniskowało jedynie na Coltonie. Próby zachowania przez  Rylee odrębności oraz własnych zasad są naprawdę godne podziwu. 

Po trzecie relacja między dwojgiem bohaterów nie ogranicza się tylko do igraszek łóżkowo - sypialnianych. Po pierwszym spotkaniu bohaterowie nie pędzą od razu do sypialni, by tam oddawać się wymyślnym, bolesnym pieszczotom, a ich znajomość nie polega tylko na wzajemnym spotykaniu się i świntuszeniu do ucha. Są spotkania, wspólne wyjścia, spacery i, co ważne, rozmowy na różne tematy.  Jest zabawnie, muzycznie, bo często teksty ulubionych piosenek bohaterów mówią wyraźniej niż słowa, pikantnie i romantycznie. 
Zarówno Rylee i Colton mają swoje bagaże, jak to nazywają i właśnie te bagaże utrudniają im zawarcie normalnej i zdrowej relacji. Oczywiście od razu wiadomo, że w gorszej sytuacji znajduje się Colton i przeżycia z dzieciństwa uczyniły go takim człowiekiem, jakim jest teraz. Nie jest jednak maniakiem z przesadną potrzebą kontroli i inwigilacji, a raczej bananowym, złotym dzieckiem sławnych rodziców Hollywoodu, o czym sam szczerze mówi.

Rylee, jak już wspomniałam, decyduje się na romans, który nie będzie dla niej korzystny i bohaterka dobrze o tym wie, ale się łudzi, o czym też dobrze wie. Co z tego wyniknie? Czy zapłaci cenę, podobną innym blondwłosym chudzielcom, z którym publicznie pokazywał się Colton? A może...? 

Na koniec dodam jeszcze, że książka nie jest gruba, co tego typu historiom wychodzi zdecydowanie na dobre. 700-stronicowe tomiszcza dobrze sprawdzają się tylko w przypadku sag rodzinnych lub romansów historycznych. 

Trochę nie przypadło mi do gustu polskie tłumaczenie tytułu oraz opis wydawcy odnośnie Rylee. Czytając go, wzięłam Rylee za nie wiadomo jakiego wampa, a bohaterka zdecydowanie taka nie jest, ten opis jest więc nieco krzywdzący. 

Tak, czy siak, pierwsza część Driven umiliła mi deszczowe popołudnie i chętnie dowiem się co dalej.
W Pępku Trójmiasta Edyta

Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą

Marka to nie towar, logo czy nazwa. To zdecydowanie więcej. To obietnica jakości, idea łącząca ludzi o podobnym stylu życia lub identyfikujących się z określonymi wartościami oraz tworzenie tradycji opartej na zaufaniu i przywiązaniu. Przy wyborze towarów i usług kierujemy się często właśnie marką. Dlaczego?

Ekspertka w dziedzinie kreowania marki osobistej, Jesteś markąkomunikacji i zarządzania, Joanna Malinowska-Parzydło, wyjaśnia w swojej książce „Jesteś marką”, czym marka jest, a czym nie jest, jakie niesie z sobą korzyści i zobowiązania. Udowadnia też, że każdy z nas jest marką, tyle że nie produktową, a osobową. Definiuje markę osobistą jako kombinację wrażeń, wywołanych przez nas w odbiorcy, odczuć, skojarzeń, emocji, opinii o nas w oparciu o naszą reputację, wiarygodność, zaufanie do nas, spójność deklarowanych przez nas wartości z naszymi działaniami. Krótko mówiąc – nasza marka osobista to całokształt postrzegania nas przez innych, zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Jeśli wypracowaliśmy silną markę, będziemy postrzegani przez innych jako osoby, z którymi warto wchodzić w relacje, które warto zatrudniać lub dla których chce się pracować, które są dobrymi partnerami życiowymi, wnoszą coś unikalnego w życie innych ludzi, w otoczenie i miejsce pracy. Aby jednak mieć tak cenioną wśród innych markę, trzeba być sobą i siebie samego poznać. Odkryć i dopracować swoje mocne strony, ujednolicić przekaz, dotrzymywać obietnic, postawić sobie cele i co równie ważne – nauczyć się komunikować innym, kim jesteśmy i czego mogą od nas oczekiwać. Cały ten proces autorka rozłożyła na etapy, przez które przeprowadza nas w swojej książce, pomagając w postawieniu diagnozy (samouświadomienie, rozpoznanie sytuacji) i opracowaniu strategii.

Joanna Malinowska-Parzydło to między innymi trenerka biznesu i doradca w kwestii zarządzania kapitałem intelektualnym przedsiębiorstw, osoba z bogatym doświadczeniem, założycielka Personal Brand Institute, w którym realizuje swój autorski proces budowania marki osobistej BrandYourName© oraz Polskiego Stowarzyszenia Mentoringu, blogerka, mama, żona, wykładowca akademicki, niegdyś dyrektor personalny w TVN S.A. i można wymieniać dalej, ponieważ jest osobą niezwykle aktywną zawodowo. Dzięki ściśle sprecyzowanym celom i świetnej samoorganizacji, potrafi pogodzić karierę z życiem osobistym, mającym dla niej ogromną wartość. Bardzo chętnie dzieli się swoją wiedzą, doświadczeniem i sposobami, dzięki którym jest osiągalne to, co dla wielu wydaje się niemożliwe – spełnienie w pracy i życiu osobistym, jedno i drugie na wysoce satysfakcjonującym poziomie. Jak to zrobić, możemy dowiedzieć się z książki „Jesteś marką”, w której znajdziemy także adresy stron WWW oraz bezpośredni kontakt mailowy. Sama siebie nazywa koneserką życia i głęboko wierzy w to, że jego jakość w dużej mierze zależy od naszych wyborów.

Nakładem Wydawnictwa Helion ukazała książka Joanny Malinowskiej-Parzydło „Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą”, która jest świetnym i wyczerpującym poradnikiem, inicjującym proces budowania marki osobistej. Twarda oprawa, bardzo przydatna zakładka z tasiemki, szeroka interlinia ułatwiająca czytanie, rozdziały zakończone podsumowaniem, pozwalającym na utrwalenie i uporządkowanie przeczytanej treści. Ambasadorką książki została Martyna Wojciechowska.

To wręcz podręcznik, tyle że napisany przyjaznym językiem i wzbogacony osobistym doświadczeniem oraz życzliwymi radami autorki. Warto tę książkę nie tyle przeczytać, co przeanalizować.
urodaizdrowie.pl Iwona Marczewska

Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą

Marka to nie towar, logo czy nazwa. To zdecydowanie więcej. To obietnica jakości, idea łącząca ludzi o podobnym stylu życia lub identyfikujących się z określonymi wartościami oraz tworzenie tradycji opartej na zaufaniu i przywiązaniu. Przy wyborze towarów i usług kierujemy się często właśnie marką. Dlaczego?

Ekspertka w dziedzinie kreowania marki osobistej, Jesteś markąkomunikacji i zarządzania, Joanna Malinowska-Parzydło, wyjaśnia w swojej książce „Jesteś marką”, czym marka jest, a czym nie jest, jakie niesie z sobą korzyści i zobowiązania. Udowadnia też, że każdy z nas jest marką, tyle że nie produktową, a osobową. Definiuje markę osobistą jako kombinację wrażeń, wywołanych przez nas w odbiorcy, odczuć, skojarzeń, emocji, opinii o nas w oparciu o naszą reputację, wiarygodność, zaufanie do nas, spójność deklarowanych przez nas wartości z naszymi działaniami. Krótko mówiąc – nasza marka osobista to całokształt postrzegania nas przez innych, zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Jeśli wypracowaliśmy silną markę, będziemy postrzegani przez innych jako osoby, z którymi warto wchodzić w relacje, które warto zatrudniać lub dla których chce się pracować, które są dobrymi partnerami życiowymi, wnoszą coś unikalnego w życie innych ludzi, w otoczenie i miejsce pracy. Aby jednak mieć tak cenioną wśród innych markę, trzeba być sobą i siebie samego poznać. Odkryć i dopracować swoje mocne strony, ujednolicić przekaz, dotrzymywać obietnic, postawić sobie cele i co równie ważne – nauczyć się komunikować innym, kim jesteśmy i czego mogą od nas oczekiwać. Cały ten proces autorka rozłożyła na etapy, przez które przeprowadza nas w swojej książce, pomagając w postawieniu diagnozy (samouświadomienie, rozpoznanie sytuacji) i opracowaniu strategii.

Joanna Malinowska-Parzydło to między innymi trenerka biznesu i doradca w kwestii zarządzania kapitałem intelektualnym przedsiębiorstw, osoba z bogatym doświadczeniem, założycielka Personal Brand Institute, w którym realizuje swój autorski proces budowania marki osobistej BrandYourName© oraz Polskiego Stowarzyszenia Mentoringu, blogerka, mama, żona, wykładowca akademicki, niegdyś dyrektor personalny w TVN S.A. i można wymieniać dalej, ponieważ jest osobą niezwykle aktywną zawodowo. Dzięki ściśle sprecyzowanym celom i świetnej samoorganizacji, potrafi pogodzić karierę z życiem osobistym, mającym dla niej ogromną wartość. Bardzo chętnie dzieli się swoją wiedzą, doświadczeniem i sposobami, dzięki którym jest osiągalne to, co dla wielu wydaje się niemożliwe – spełnienie w pracy i życiu osobistym, jedno i drugie na wysoce satysfakcjonującym poziomie. Jak to zrobić, możemy dowiedzieć się z książki „Jesteś marką”, w której znajdziemy także adresy stron WWW oraz bezpośredni kontakt mailowy. Sama siebie nazywa koneserką życia i głęboko wierzy w to, że jego jakość w dużej mierze zależy od naszych wyborów.

Nakładem Wydawnictwa Helion ukazała książka Joanny Malinowskiej-Parzydło „Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą”, która jest świetnym i wyczerpującym poradnikiem, inicjującym proces budowania marki osobistej. Twarda oprawa, bardzo przydatna zakładka z tasiemki, szeroka interlinia ułatwiająca czytanie, rozdziały zakończone podsumowaniem, pozwalającym na utrwalenie i uporządkowanie przeczytanej treści. Ambasadorką książki została Martyna Wojciechowska.

To wręcz podręcznik, tyle że napisany przyjaznym językiem i wzbogacony osobistym doświadczeniem oraz życzliwymi radami autorki. Warto tę książkę nie tyle przeczytać, co przeanalizować.
urodaizdrowie.pl Iwona Marczewska

Kontrolowanie wewnętrznego krytyka. Efektywne ćwiczenia praktyczne

„Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi” – mawiał Theodore Roosevelt. Dlaczego zatem nasz Wewnętrzny Krytyk bywa dla nas tak surowy i karze nas za najmniejsze słabości? Dlaczego odbiera radość z sukcesów, wciąż wytykając niedoskonałości? A następnie, poddaje je bezlitosnej katastrofizacji, która ma destrukcyjny wpływ na naszą samoocenę („Popełniłem błąd podczas prezentacji przed zarządem. Na pewno prezes obetnie mi za to premię, a – kto wie – może nawet zdegraduje”.)

Surowość Wewnętrznego Krytyka może brać się z kilku przyczyn. Jedną z nich jest warunkowa akceptacja w dzieciństwie. Mamy z nią do czynienia wtedy, gdy rodzice doceniają dzieci wyłącznie za osiągnięcia i sukcesy, a nie za to kim są. Powodem mogą być także zbyt wysokie standardy oceny własnej lub negatywne komunikaty, jakie otrzymujemy od osób znaczących. Za karzącym głosem Wewnętrznego Krytyka stoją często zniekształcenia poznawcze. Myślenie powinnościowe („Muszę…”, „Powinienem…”, „Wypada…”), czarno-białe widzenie świata („albo jestem perfekcyjny – albo beznadziejny”) wspierane selektywną uwagą, która wychwytuje z otoczenia informacje potwierdzające naszą bezwartościowość – to doskonała pożywka dla Wewnętrznego Krytyka.

Krytyk blokuje nasz potencjał i sprawia, że zaprzeczamy własnym potrzebom. Zaczynamy wycofywać się z nowych działań, obawiając się, że ewentualna porażka jeszcze bardziej nadszarpnie poczucie naszej wartości. Jeśli w parze z negatywną samooceną idzie widzenie świata jako miejsca pełnego zagrożeń i postrzeganie przyszłości w ciemnych barwach, łatwo osunąć się w depresję. Aby odczarować Wewnętrznego Krytyka i zdjąć z siebie ciężar jego codziennych pretensji, warto przyjrzeć się kilku przydatnym narzędziom. Zostały one zebrane w książce „Kontrolowanie Wewnętrznego Krytyka. Efektywne ćwiczenia praktyczne” Steve’a Andreasa.

Zanim zaczniemy pracować z Wewnętrznym Krytykiem, trzeba uświadomić sobie jego obecność. Użyteczną metodą jest wizualizacja. Wystarczy wziąć do ręki kartkę papieru lub kawałek plasteliny i postarać się narysować lub ulepić Wewnętrznego Krytyka zgodnie z naszymi wyobrażeniami. Czasem już samo stworzenie figurki czy rysunku pozwala go oddemonizować. Widząc jego nieporadność, koślawość czy odstające uszy, łatwiej jest nam zdystansować się do jego karzącego głosu.

Po wizualizacji warto wsłuchać się w to, co mówi do nas Wewnętrzny Krytyk. W książce Steve’a Andreasa znajdziemy wiele wskazówek, jak identyfikować jego głos i rejestrować zdania, które do nas wypowiada. Warto wypisać na kartce te, które słyszymy najczęściej. Zwykle rozpoczynają się od wielkich kwantyfikatorów takich jak: zawsze, nigdy („Zawsze zawalam w pracy ważne projekty”). Psychologowie poznawczy nazywają ten mechanizm uogólnianiem. Gdy go u siebie zaobserwujemy, warto wejść w dyskusję z Wewnętrznym Krytykiem i zapytać, czy aby na pewno ZAWSZE tak jest? Czy nigdy nie udało mi się ukończyć żadnego projektu z sukcesem? A zeszłoroczna premia za raport finansowy? A pochwała od prezesa? Zbieranie takich kontrargumentów daje nam potężną broń w zbijaniu oskarżeń Wewnętrznego Krytyka.

Cennym narzędziem przywoływanym na kartach książki „Kontrolowanie Wewnętrznego Krytyka. Efektywne ćwiczenia praktyczne” jest technika „jak gdyby”. To interwencja stworzona przez wybitnego psychoterapeutę Miltona Ericksona, która ma szerokie zastosowanie w terapii. Można ją również stosować podczas samodzielnych ćwiczeń. Na początku należy się zastanowić, jaką etykietę najczęściej przykleja nam Wewnętrzny Krytyk. Powiedzmy, że brzmi ona w następujący sposób: „Jesteś nieśmiały. Nigdy nie poznasz interesującej dziewczyny”. Gdy myślimy o sobie w ten sposób, zaczyna działać mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Postrzegając siebie jako osobę nieśmiałą, często nawet nie podejmujemy prób, by podejść do nowo poznanej osoby czy zaprosić ją na spotkanie. Bo przecież „i tak się nie uda, a jeszcze na dodatek się skompromituję”. Nie dość, że nie realizujemy swoich celów, to jeszcze utwierdzamy się w przekonaniu o własnej nieśmiałości. Technika „jak gdyby” pozwala przełamać ten impas. Wystarczy założyć sobie, że przez krótki czas, na przykład podczas wyjścia na najbliższą imprezę będę zachowywał się „jak gdybym” nie był nieśmiały. Tylko na czas imprezy, potem będę mógł wrócić do status quo. Takie podejście pozwala nam eksperymentować z nowymi zachowaniami na bezpiecznych warunkach. Bo zawsze mogę wrócić do „starego siebie”. Nie muszę przebudowywać swojej osobowości, nie muszę odwracać swojego życia do góry nogami. Mogę za to uświadomić sobie, że dysponuję o wiele większym repertuarem zachowań niż mi się wydawało. Nie muszęa usztywniać się w „byciu nieśmiałym”, bo usztywnienie w żadnej postawie czy cesze nie służy zdrowiu.

W zależności od tego, jak bardzo wrogi i uparty jest nasz Wewnętrzny Krytyk, praca z nim może być bardziej lub mniej żmudna. Zawsze jednak powinna rozpocząć się od uważności na własne potrzeby i bycia dla siebie samego życzliwym. Wielu z nas zatraciło tę umiejętność w pogoni za sukcesem i w narcystycznym dążeniu do doskonałości. A umiejętność samokojenia, czyli zaopiekowania się sobą i samodzielnego udzielania sobie wsparcia, stanowi niezbędny składnik zdrowia i higieny psychicznej.
Opsychologii.pl - Porta i centrum praktyków psychologii Marta Kondys

Unthink. Obudź w sobie kreatywnego geniusza

Co dzieje się w naszym życiu, kiedy kierujemy się fantazjami i emocjami? A co wtedy, gdy trzymamy się jedynie zasad logicznego myślenia, ciągle analizujemy, planujemy każdy krok?
Na dłuższą metę w pierwszym przypadku odrealniamy nasze życie, a w drugim sprowadzamy je do przewidywalnego, rutynowego działania maszyny, jaką się stajemy.
Tajemnica tworzenia życia pełnego pasji, energii, działania, potrafiącego wprawić nas w zachwyt, tkwi w połączeniu wyobraźni z logiką. Właśnie wtedy nasza codzienność staje się czymś więcej niż listą obowiązków, praca przestaje być tylko źródłem dochodu, znajdujemy odpowiedź na pytanie: „Po co to wszystko?”

Kreatywność to zdolność tworzenia, umysłowa elastyczność pozwalająca dostrzegać więcej, sprawniej rozwiązywać problemy, szukać rozwiązań tam, gdzie nie można zastosować tych, które są już znane. To nie tylko szukanie nowych możliwości, gdy stare metody zawodzą. To stwarzanie tych możliwości.
I nie jest to umiejętność zarezerwowana dla wybrańców. unthinkRodzimy się z nią, poznajemy świat i zatracamy w procesach socjalizacji, edukacji, internalizacji (przyswajania cudzych poglądów, postaw, wartości), kształtowania się schematów i stereotypów.
Są jednak ludzie, którzy potrafią korzystać ze wszystkiego, czego nauczyła ich szkoła, rodzina, społeczeństwo, dostosowują się do norm, zasad, regulaminów, przetwarzają pozyskane informacje, analizują i nie przestają przy tym korzystać z wyobraźni. To oni zmieniają świat, oni dokonują innowacyjnych odkryć, oni stają się charyzmatycznymi przywódcami i cenionymi artystami. To ludzie tacy jak Steve Jobs (Apple) czy Fred Jordan (Microsoft), John Lennon (The Beatles), Luther King i wielu innych, o których przeczytamy w książce Erika Wahla „Unthink. Obudź w sobie kreatywnego geniusza”. To także ludzie, których znajdziemy wokół nas, mimo że ich nazwiska nie są znane. Ci, którzy idą przez życie z pasją, którzy je kształtują, którzy sobie w nim radzą, a do tego potrafią zainspirować innych. Począwszy od tych, których oklaskujemy w programach typu „Mam talent”, poprzez popularnych blogerów, po znajomych, których życiowy entuzjazm skłania wszystkich wokół do darzenia ich szczerą sympatią. Erik Wahl udowadnia, że każdy z nas może być artystą, twórcą swojego życia, musimy tylko odzyskać naszą kreatywność.

Jako dzieci poznawaliśmy świat właśnie dzięki zdolności kreatywnego myślenia i działania. To z wiekiem zaczęliśmy utrwalać wzorce i schematy, które są potrzebne, bezpieczne, ułatwiają życie, ale… nabywając tę wiedzę nauczyliśmy się korzystać TYLKO z niej, przez co przestaliśmy poszukiwać rozwiązań, które nie są oparte o dotychczasowe poznanie, zatraciliśmy spostrzegawczość i odkrywczość. Jako dorośli mamy większą wiedzę i możliwości, lecz ograniczyliśmy kreatywność. Korzystamy z wyobraźni w zbyt małym stopniu, a nasze wyobrażenia i tak trzymają się zwykle tego, co już wiemy. Zero innowacyjności. Zniknął dziecięcy zachwyt i pasja poznawania, a „tłumienie ciekawości zabija kreatywność.” Prowadzi to do życiowej stagnacji i wypalenia zawodowego. Jedynie ci, którzy do tego nie dopuścili, są w stanie wykorzystać swój potencjał twórczy. Zawsze jednak można go obudzić i do tego właśnie nawołuje autor książki. Pokazuje też, jak możemy to zrobić.

Erik Wahl jest mówcą motywacyjnym, zapraszanym przez największe światowe firmy, przedsiębiorcą, a także performerem, speed-painterem i grafficiarzem. W swojej książce udziela wskazówek, dopinguje i skłania do przemyśleń.

„Bycie kreatywnym polega na łączeniu punktów w taki sposób, w jaki jeszcze nigdy nie były łączone.”

„Unthink. Obudź w sobie kreatywnego geniusza” Erika Wahla to nawołanie to pogodzenia w naszym życiu intelektu i wyobraźni, aby razem tworzyły rzeczywistość na najwyższym poziomie. To zachęta do tego, by porzucić strach i być bardziej spontanicznym, wskazówka jak odblokować kreatywność, pobudzić umysł do szukania nowatorskich rozwiązań i sprowokować go do większej pomysłowości.
urodaizdrowie.pl Iwona Marczewska