Recenzje
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki)
Ci, którzy mnie znają wiedzą, że uwielbiam jeździć motocyklem, na razie, jako „plecaczek” (chociaż prawo jazdy zdawałam, wyszło jak wyszło), ale mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę już prowadzić motocykl sama. To mąż zaraził mnie tą pasją. To z nim zaczęłam jeździć na różnego rodzaju zloty motocyklowe, poznawać niesamowitych nie raz oryginalnych ludzi, z którymi do tej pory utrzymujemy kontakt. Był czas, że poznawałam motocykl, kiedy tylko mnie minął (zasługa męża). Uwielbiam choppery jednak od jakiegoś czasu raczej lubujemy się w motocyklach turystycznych – są o wiele wygodniejsze na dłuższe przejażdżki. Dlatego też, gdy tylko zauważyłam książkę Jarosława Gibasa pod dość interesującym tytułem Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki), nie mogłam przejść obok niej obojętnie i już z czystej ciekawości zapoznać się z jej zawartością.
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to swego rodzaju kompendium wiedzy dla laików w tym temacie, lub osób, które postanowiły zakupić sobie motocykl. Na szczęście autor nie podaje suchych faktów, nie pisz językiem stricte naukowym, tylko w przystępny sposób wyjaśnia wszystkie tajniki szeroko rozumianego motocyklizmu. Autor w bardzo ciekawy nie raz humorystyczny sposób odpowiada na podstawowe pytania dotyczące tego jak powinno się jeździć motocyklem, jak powinien zachowywać się pasażer, jaka ciąży odpowiedzialność wtedy na kierowcy. Porusza również kwestię nader ważną, a mianowicie chodzi o odpowiedni ubiór. Wybierając się motocyklem w dłuższą podróż nie powinniśmy zakładać krótkich spodenek i koszulki z krótkim rękawem, bo przecież żar się leje z nieba. Ja wiem, nie raz i nie dwa to przeżyłam, że póki się jeszcze jedzie w odpowiednim, przystosowanym do jazdy motocyklem ubiorze to jest przyjemnie i w miarę chłodno. Jednak, jeśli już wjedziemy w miasto i non stop światła, korek itp. to cieknie po wszystkim (dosłownie). Nie raz i nie dwa (bo zdarzyło się w trakcie jazdy na jeden ze zlotów) przejechać nam przez dwie burze. I nikt mi nie wmówi, że przecież jazda motocyklem jest taka przyjemna w takich warunkach. I twardo stoję przy stwierdzeniu, że ci, którzy motocyklem nie jeżdżą, niech się nie wypowiadają na temat ubioru. Bo ja wolę jak mi cieknie po plecha, niż mieć w razie wypadku spodnie z asfaltu.
Jarosław Gibas – socjolog, trener, coach i mówca motywacyjny. Autor książek Schudnij z Kaizen, Pokonaj stres z Kaizen i Życie. Następny poziom. Jednak przede wszystkim motocyklista – entuzjasta dużych cruiserów. Od lat z wzajemnością zakochany w Hondzie Shadow Aero VT1100, dzieli się swoją motocyklową pasją na blogu www.bigbiker.pl. Garażuje w Katowicach.
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to świetnie skonstruowana książka, napisana w bardzo przejrzystych rozdziałach. Lekturę zaczynamy od tego, po co nam motocykl i przede wszystkim, jaki „powinniśmy” sobie sprawić. Następnie powinniśmy skupić się na ochronie czajnika, pomyśleć jak zapakować cały swój majdan na motocykl przed wyjazdem w podróż, czy wspomniany wcześniej „plecaczek” to frajda czy mordęga? Autor nie ominął również zagadnienia dziewczyn na motocyklach, które coraz częściej siadają za kierownice jednośladów oraz największym wrogu motocykla – samochodzie. Nie zabrakło również pytań, których nie powinno zadawać się kierowcy motocykla, i przede wszystkim zakazie siadania na nie swój pojazd! Takich historii i głupich pytań mogłabym również trochę przytoczyć, w końcu jeżdżę, jako pasażer już ponad piętnaście lat.
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to książka zarówno dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z motocyklem, jak również dla tych, którzy już w siodle swoje przesiedzieli. Jako, że kilka już lat siedzę w temacie nic nowego szczególnie się nie dowiedziałam, jednak książka jest napisana tak ciekawym i nie raz humorystycznym językiem, że przeczytałam ją jednym tchem.
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to swego rodzaju kompendium wiedzy dla laików w tym temacie, lub osób, które postanowiły zakupić sobie motocykl. Na szczęście autor nie podaje suchych faktów, nie pisz językiem stricte naukowym, tylko w przystępny sposób wyjaśnia wszystkie tajniki szeroko rozumianego motocyklizmu. Autor w bardzo ciekawy nie raz humorystyczny sposób odpowiada na podstawowe pytania dotyczące tego jak powinno się jeździć motocyklem, jak powinien zachowywać się pasażer, jaka ciąży odpowiedzialność wtedy na kierowcy. Porusza również kwestię nader ważną, a mianowicie chodzi o odpowiedni ubiór. Wybierając się motocyklem w dłuższą podróż nie powinniśmy zakładać krótkich spodenek i koszulki z krótkim rękawem, bo przecież żar się leje z nieba. Ja wiem, nie raz i nie dwa to przeżyłam, że póki się jeszcze jedzie w odpowiednim, przystosowanym do jazdy motocyklem ubiorze to jest przyjemnie i w miarę chłodno. Jednak, jeśli już wjedziemy w miasto i non stop światła, korek itp. to cieknie po wszystkim (dosłownie). Nie raz i nie dwa (bo zdarzyło się w trakcie jazdy na jeden ze zlotów) przejechać nam przez dwie burze. I nikt mi nie wmówi, że przecież jazda motocyklem jest taka przyjemna w takich warunkach. I twardo stoję przy stwierdzeniu, że ci, którzy motocyklem nie jeżdżą, niech się nie wypowiadają na temat ubioru. Bo ja wolę jak mi cieknie po plecha, niż mieć w razie wypadku spodnie z asfaltu.
Jarosław Gibas – socjolog, trener, coach i mówca motywacyjny. Autor książek Schudnij z Kaizen, Pokonaj stres z Kaizen i Życie. Następny poziom. Jednak przede wszystkim motocyklista – entuzjasta dużych cruiserów. Od lat z wzajemnością zakochany w Hondzie Shadow Aero VT1100, dzieli się swoją motocyklową pasją na blogu www.bigbiker.pl. Garażuje w Katowicach.
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to świetnie skonstruowana książka, napisana w bardzo przejrzystych rozdziałach. Lekturę zaczynamy od tego, po co nam motocykl i przede wszystkim, jaki „powinniśmy” sobie sprawić. Następnie powinniśmy skupić się na ochronie czajnika, pomyśleć jak zapakować cały swój majdan na motocykl przed wyjazdem w podróż, czy wspomniany wcześniej „plecaczek” to frajda czy mordęga? Autor nie ominął również zagadnienia dziewczyn na motocyklach, które coraz częściej siadają za kierownice jednośladów oraz największym wrogu motocykla – samochodzie. Nie zabrakło również pytań, których nie powinno zadawać się kierowcy motocykla, i przede wszystkim zakazie siadania na nie swój pojazd! Takich historii i głupich pytań mogłabym również trochę przytoczyć, w końcu jeżdżę, jako pasażer już ponad piętnaście lat.
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki) to książka zarówno dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z motocyklem, jak również dla tych, którzy już w siodle swoje przesiedzieli. Jako, że kilka już lat siedzę w temacie nic nowego szczególnie się nie dowiedziałam, jednak książka jest napisana tak ciekawym i nie raz humorystycznym językiem, że przeczytałam ją jednym tchem.
zksiazkawdloni.pl Kasia Roszczenko
Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!
Spójrz w lustro, daj sobie czas
Radzka, czyli Magdalena Kanoniak, to stylistka osobista, twórczyni pierwszego w Polsce modowego vloga. Opowiada o modzie, przygotowuje poradniki sylwetkowe (youtube.com/user/raaadzka). Niedawno wydała też książkę „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!".
A co Radzka radzi naszym Czytelniczkom?
Poza zmierzeniem sylwetki i jej określeniem, podstawą jest... spojrzenie w lustro i poświęcenie sobie czasu. Żebyśmy dobierając ubrania miały chwilę, aby przeanalizować sylwetkę, zobaczyć, co do niej pasuje. Ten czas jest ważny. Jeśli nie codziennie, to raz na tydzień, by przećwiczyć przed lustrem stylizacje.
Jakich błędów się wystrzegać Ubrania powinny być w naszym rozmiarze. Czyli nie za małe, co jest niestety nagminne. Wciskając się w mniejszy rozmiar w efekcie będziemy wyglądać na większe niżje-steśmy. Bo coś będzie za bardzo uciskać, skóra albo tłuszcz będą się wylewać... Unikałabym też zbyt dużego rozmiaru. To może dodać objętości, kilogramów, skrócić sylwetkę.
Jeśl i mody nie czujemy, to lepiej się trzymać schematów. Lepiej wypracować sobie kilka modowych patentów, przetestować je na sobie. Polecam trzymać się reguł, kiedy zalecane jest przestrzeganie dress code'u. Czyli kiedy pracujemy w korporacji, idziemy na jakąś galę... Dobrze jest z tymi zasadami się zapoznać, żeby swoim strojem oddać klimat miejsca i sytuacji. Ale jeśli lubimy modę, mamy do niej smykałkę, to zachęcam do eksperymentowania i szukania własnego stylu.
Ta książka jest pełna podpowiedzi
Radzka, czyli Magdalena Kanoniak, to stylistka osobista, twórczyni pierwszego w Polsce modowego vloga. Opowiada o modzie, przygotowuje poradniki sylwetkowe (youtube.com/user/raaadzka). Niedawno wydała też książkę „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!".
A co Radzka radzi naszym Czytelniczkom?
Poza zmierzeniem sylwetki i jej określeniem, podstawą jest... spojrzenie w lustro i poświęcenie sobie czasu. Żebyśmy dobierając ubrania miały chwilę, aby przeanalizować sylwetkę, zobaczyć, co do niej pasuje. Ten czas jest ważny. Jeśli nie codziennie, to raz na tydzień, by przećwiczyć przed lustrem stylizacje.
Jakich błędów się wystrzegać Ubrania powinny być w naszym rozmiarze. Czyli nie za małe, co jest niestety nagminne. Wciskając się w mniejszy rozmiar w efekcie będziemy wyglądać na większe niżje-steśmy. Bo coś będzie za bardzo uciskać, skóra albo tłuszcz będą się wylewać... Unikałabym też zbyt dużego rozmiaru. To może dodać objętości, kilogramów, skrócić sylwetkę.
Jeśl i mody nie czujemy, to lepiej się trzymać schematów. Lepiej wypracować sobie kilka modowych patentów, przetestować je na sobie. Polecam trzymać się reguł, kiedy zalecane jest przestrzeganie dress code'u. Czyli kiedy pracujemy w korporacji, idziemy na jakąś galę... Dobrze jest z tymi zasadami się zapoznać, żeby swoim strojem oddać klimat miejsca i sytuacji. Ale jeśli lubimy modę, mamy do niej smykałkę, to zachęcam do eksperymentowania i szukania własnego stylu.
Ta książka jest pełna podpowiedzi
EXPRESS BYDGOSKI 2015-08-26
Rozbój osobisty. Fakty i mity na temat rozwoju osobistego
Po książkę „Rozbój osobisty. Fakty i mity na temat rozwoju osobistego” sięgnęłam ponieważ interesuję się tematyką manipulacji i przemówiły do mnie okładkowe zapewnienia wydawnictwa o obnażeniu pułapek zastawianych na nas przez speców od rozwoju. Dodatkowo moje poprzednie doświadczenia z publikacją Artura Króla były pozytywne.
Artur Król jest psychologiem, pracuje jako coach i trener. Jak czytamy na changemakers.pl – stronie internetowej firmy, której jest założycielem- jest twórcą metody BeyondNLP oraz licznych technik coachingowych i programów szkoleniowych. Na początku swojej kariery zajmował się tematyką redukcji szkód od uzależnień. Określa siebie jako w pełni zaangażowanego w nauczanie skutecznych, opartych na praktycznych rezultatach interwencji.
Książka składa się z 14 rozdziałów i rozpoczyna wstępem -nazwijmy go- „motywacyjnym”. Na szczęście nie jest to typowa „gadka motywacyjna” o tym jak to przeczytanie publikacji w 100% zmieni Twoje życie, sprawi, że NA PEWNO przejrzysz na oczy itp. Autor przedstawia w nim różne zjawiska dziejące się w branży rozwojowej, które go „wkurzają” i przyczyny, dla których zdecydował się napisać tę książkę. Robi to w bardzo nieformalnym stylu sprawiającym wrażenie rozmowy w gronie znajomych. Przeszło mi przez myśl, że może kreuje się na „kumpla” czy „zwykłego gościa takiego jak czytelnik” żeby zyskać sympatię i móc manipulować czytelnikiem w książce o unikaniu manipulacji (sprytne prawda?) Drugi poziom, niczym w Incepcji. Na szczęście nie o to tu chodzi. Autor przekonuje do siebie nie obietnicami bezwysiłkowego i pewnego sukcesu czy sugerując, że jest jedyną osobą, która może ci, drogi Czytelniku, pomóc, ale przedstawia siebie, to co może i czego nie może zaoferować i powody dla których to robi. Decyzja należy do Ciebie. Mnie przekonał, że warto czytać dalej.
Kolejne rozdziały dotyczą różnych mitów i zjawisk obecnych w światku „rozbojowym” serwowanych klientom w ściśle określonych celach. Wielu na pewno zainteresuje rozdział na temat nurtu New Thought, na bazie którego powstały takie bestsellery jak „Potęga podświadomości” Josepfa Murphy’ego czy „Sekret” Rhondy Byrne. Jeśli należysz do grona zagorzałych fanów tego typu publikacji, zdecydowanie polecam zapoznać się z rozdziałem „Pułapka pozytywnego myślenia”. Mimo, że publikacja jest bardzo mocno nacechowana emocjonalnie, autor nie ogranicza się tylko do krytykowania. Przedstawia mechanizmy działania danego zjawiska, jego historię i cele, a następnie proponuje jak się przed nim bronić lub jak wykorzystać je na własną korzyść i nie dać się oszukać. Do większości tematów opracowano również mniej lub bardziej rozbudowane ćwiczenia. Jednym z przedstawianych pomysłów jest obliczenie stopy zwrotu z… inwestycji w siebie. Król proponuje prosty sposób na wyliczenie opłacalności danego szkolenia dla konkretnej osoby i choć brzmi to skomplikowanie, jest naprawdę proste i przydatne kiedy zastanawiasz się czy warto poświęcić czas i pieniądze na jakieś szkolenie własne lub Twoich pracowników.
Ostatni rozdział obejmuje najczęstsze techniki wpływu i manipulacji stosowane przez „guru rozwojowych”. Tworzy to pewien rodzaj podstaw wiedzy o manipulacji, którą powinien znać każdy kto wybiera się na szkolenie czy wykład na temat rozwoju osobistego. Nie jest to oczywiście lista wyczerpująca ani też bardzo szeroko opisana, zawiera natomiast odnośniki do bloga prowadzonego przez autora, gdzie można znaleźć dokładniejsze informacje.
Podsumowując, książkę z czystym sumieniem polecam każdemu kto miał lub zamierza mieć do czynienia z tematem. Ze względu na niewielkie rozmiary i szerokie spektrum omawianych zagadnień, idealnie spełnia rolę ‚vademecum obrony przed nieuczciwymi guru rozwojowymi’. Jednocześnie nie aspiruje do odkrywania czegokolwiek nowego. Jest po prostu aplikacją sprawdzonych metod – wiedzy psychologicznej i zdrowego rozsądku- do tematu manipulacji w rozwoju osobistym. Zdecydowanie też nie jest to książka wyczerpująco omawiająca zagadnienie, bo nie taki też jest jej cel. Może być natomiast świetnym wstępem do głębszego zainteresowania tematem.
PS Drogi Panie Arturze, w rozdziale o pasji napisał Pan o fantazji na temat epidemii zombie w Warszawie, z której można by „sklecić jakąś powieść”. Śpieszę poinformować, że takowa powstała w roku ubiegłym w ramach NaNoWriMo i została zrecenzowana na naszym portalu. Co prawda na temat Wrocławia, a nie stolicy, ale polecam na wolny wieczór. Może będzie inspiracją do kolejnej publikacji w zupełnie innym stylu.
Artur Król jest psychologiem, pracuje jako coach i trener. Jak czytamy na changemakers.pl – stronie internetowej firmy, której jest założycielem- jest twórcą metody BeyondNLP oraz licznych technik coachingowych i programów szkoleniowych. Na początku swojej kariery zajmował się tematyką redukcji szkód od uzależnień. Określa siebie jako w pełni zaangażowanego w nauczanie skutecznych, opartych na praktycznych rezultatach interwencji.
Książka składa się z 14 rozdziałów i rozpoczyna wstępem -nazwijmy go- „motywacyjnym”. Na szczęście nie jest to typowa „gadka motywacyjna” o tym jak to przeczytanie publikacji w 100% zmieni Twoje życie, sprawi, że NA PEWNO przejrzysz na oczy itp. Autor przedstawia w nim różne zjawiska dziejące się w branży rozwojowej, które go „wkurzają” i przyczyny, dla których zdecydował się napisać tę książkę. Robi to w bardzo nieformalnym stylu sprawiającym wrażenie rozmowy w gronie znajomych. Przeszło mi przez myśl, że może kreuje się na „kumpla” czy „zwykłego gościa takiego jak czytelnik” żeby zyskać sympatię i móc manipulować czytelnikiem w książce o unikaniu manipulacji (sprytne prawda?) Drugi poziom, niczym w Incepcji. Na szczęście nie o to tu chodzi. Autor przekonuje do siebie nie obietnicami bezwysiłkowego i pewnego sukcesu czy sugerując, że jest jedyną osobą, która może ci, drogi Czytelniku, pomóc, ale przedstawia siebie, to co może i czego nie może zaoferować i powody dla których to robi. Decyzja należy do Ciebie. Mnie przekonał, że warto czytać dalej.
Kolejne rozdziały dotyczą różnych mitów i zjawisk obecnych w światku „rozbojowym” serwowanych klientom w ściśle określonych celach. Wielu na pewno zainteresuje rozdział na temat nurtu New Thought, na bazie którego powstały takie bestsellery jak „Potęga podświadomości” Josepfa Murphy’ego czy „Sekret” Rhondy Byrne. Jeśli należysz do grona zagorzałych fanów tego typu publikacji, zdecydowanie polecam zapoznać się z rozdziałem „Pułapka pozytywnego myślenia”. Mimo, że publikacja jest bardzo mocno nacechowana emocjonalnie, autor nie ogranicza się tylko do krytykowania. Przedstawia mechanizmy działania danego zjawiska, jego historię i cele, a następnie proponuje jak się przed nim bronić lub jak wykorzystać je na własną korzyść i nie dać się oszukać. Do większości tematów opracowano również mniej lub bardziej rozbudowane ćwiczenia. Jednym z przedstawianych pomysłów jest obliczenie stopy zwrotu z… inwestycji w siebie. Król proponuje prosty sposób na wyliczenie opłacalności danego szkolenia dla konkretnej osoby i choć brzmi to skomplikowanie, jest naprawdę proste i przydatne kiedy zastanawiasz się czy warto poświęcić czas i pieniądze na jakieś szkolenie własne lub Twoich pracowników.
Ostatni rozdział obejmuje najczęstsze techniki wpływu i manipulacji stosowane przez „guru rozwojowych”. Tworzy to pewien rodzaj podstaw wiedzy o manipulacji, którą powinien znać każdy kto wybiera się na szkolenie czy wykład na temat rozwoju osobistego. Nie jest to oczywiście lista wyczerpująca ani też bardzo szeroko opisana, zawiera natomiast odnośniki do bloga prowadzonego przez autora, gdzie można znaleźć dokładniejsze informacje.
Podsumowując, książkę z czystym sumieniem polecam każdemu kto miał lub zamierza mieć do czynienia z tematem. Ze względu na niewielkie rozmiary i szerokie spektrum omawianych zagadnień, idealnie spełnia rolę ‚vademecum obrony przed nieuczciwymi guru rozwojowymi’. Jednocześnie nie aspiruje do odkrywania czegokolwiek nowego. Jest po prostu aplikacją sprawdzonych metod – wiedzy psychologicznej i zdrowego rozsądku- do tematu manipulacji w rozwoju osobistym. Zdecydowanie też nie jest to książka wyczerpująco omawiająca zagadnienie, bo nie taki też jest jej cel. Może być natomiast świetnym wstępem do głębszego zainteresowania tematem.
PS Drogi Panie Arturze, w rozdziale o pasji napisał Pan o fantazji na temat epidemii zombie w Warszawie, z której można by „sklecić jakąś powieść”. Śpieszę poinformować, że takowa powstała w roku ubiegłym w ramach NaNoWriMo i została zrecenzowana na naszym portalu. Co prawda na temat Wrocławia, a nie stolicy, ale polecam na wolny wieczór. Może będzie inspiracją do kolejnej publikacji w zupełnie innym stylu.
moznaprzeczytac.pl Dorota
Autentyczność przyciąga. Jak budować swoją markę na prawdziwym i porywającym przekazie?
Poznałam Anię Piwowarską, a raczej jej stronę Autentyczny Copywriting kiedy jedna z moich znajomych zalinkowała na fb do jej funpage’a. Był to link do grafiki napisanej jakby pędzlem, plakatową farbą w kolorze fuksji. Pierwsze co pomyślałam – „OOO… ktoś miał podobny pomysł do mojego.” – moje pierwsze motywatory powstawały odręcznie, pisane były palcem po tablecie i wyglądały jakby napisane szminką, albo pisakiem, (kto nie pamięta tych czasów zapraszam na fb do przejrzenia moich początków.) Dzięki takiemu skojarzeniu, trochę z sentymentu, bez wahania zalajkowałam stronę, bo wydawała mi się bardzo autentyczna. Między innymi z tego powodu, gdy pojawiła się książka miałam ogromną ochotę ją przeczytać.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Onepress książka trafiła do mnie tuż po jej premierze. Zaczęłam czytać, a z każdą kolejną stroną uświadamiałam sobie, że chyba coś mi umknęło i o czymś zapomniałam/nie wiedziałam tworząc Kobiecy motywator. Z drugiej jednak strony jeszcze parę miesięcy temu nie miałam zielonego pojęcia, co to takiego budowanie marki, a zwłaszcza budowanie marki autentycznej. Mało tego, od początku nie traktuję mojej strony na fb jako pracy, a raczej jako formę rozwoju, taki mój osobisty uniwersytet, na którym studiuję jak zrozumieć swoje emocje, ale i między innymi uczę się o… wizerunku publicznym w internecie. O zjawisku jakim jest budowanie marki szkolę się trochę na swoich błędach, eksperypmentach, trochę obserwując jak robią to inni; ciekawi mnie to, bawi, a momentami zaskakuje. Rok temu myślałam trochę inaczej, ale przez ten rok wiele się pozmieniało – przede wszystkim w moim myśleniu o sobie, również dzięki tej książce.
„Autentyczny copywriting” nie jest typowym poradnikiem. Zawiera mnóstwo wskazówek i ćwiczeń dla copywriterów, freelancerów, osób zajmujacych się budowaniem marki, ale oprócz tych podanych czytelnikowi na tacy – odnalazłam je przede wszystkim w samym sposobie prezentacji siebie i swojej pracy przez autorkę – Anię Piwowarską. Bo ta książka jest dla mnie książką o samej autorce, nie tylko o tym czym się zajmuje, ale też o tym jaką jest osobą. „Autentyczne pokazywanie siebie w tym co robię odmieniło moje życie.” – tak pisze Ania i jednocześnie niemal całkowicie obnaża swoje odczucia, wątpliwości, swój sposób myślenia. Dla mnie jako czytelnika jest to bardzo przekonujący opis.
Spodziewałam się autetyczności i ją dostałam, chciałam wskazówek innych niż w klasycznym poradniku w amerykańskim stylu i je otrzymałam. Czego więcej chcieć od książki, którą człowiek czyta z myślą o tym, że czegoś nowego się nauczy „o tym jak pisać, aby chciano nas czytać”, a z taką włąśnie intencją zabrałam się za lekturę. Książkę czytałam szybko, bez osobistych notatek, bez zapisków na marginesie strony, a to dlatego, że tak mnie wciągnęła. Zamierzam jednak przewertować ją raz jeszcze – wykonując wszystkie ćwiczenia jakie proponuje Ania.
W to, że autentyczność przyciąga wierzę odkąd założyłam Kobiecy motywator. Dzięki książce wiem co to marka autentyczna, jak ją budować, a także jak ulepszać swój warsztat copywritera… Czy będę chciała i potrafiła to wykorzystać – to okaże się w praniu, choć nie ukrywam, że od jakiegoś czasu temat budowania marki mnie kręci, a książka to tylko podsyciła i z tego powodu polecam ją innym.
Moim zdaniem autentyczność to cecha, której domaga się współczesność, albo inaczej – której wymaga współczesny odbiorca. Coraz więcej marek można zaliczyć do autentycznych. Mam też wrażenie, że w świecie, gdzie tak wiele sztuczności, kreacji – w niedługim czasie będziemy korzystać tylko z usług marek autentycznych, bo jedynie im zaufamy.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Onepress książka trafiła do mnie tuż po jej premierze. Zaczęłam czytać, a z każdą kolejną stroną uświadamiałam sobie, że chyba coś mi umknęło i o czymś zapomniałam/nie wiedziałam tworząc Kobiecy motywator. Z drugiej jednak strony jeszcze parę miesięcy temu nie miałam zielonego pojęcia, co to takiego budowanie marki, a zwłaszcza budowanie marki autentycznej. Mało tego, od początku nie traktuję mojej strony na fb jako pracy, a raczej jako formę rozwoju, taki mój osobisty uniwersytet, na którym studiuję jak zrozumieć swoje emocje, ale i między innymi uczę się o… wizerunku publicznym w internecie. O zjawisku jakim jest budowanie marki szkolę się trochę na swoich błędach, eksperypmentach, trochę obserwując jak robią to inni; ciekawi mnie to, bawi, a momentami zaskakuje. Rok temu myślałam trochę inaczej, ale przez ten rok wiele się pozmieniało – przede wszystkim w moim myśleniu o sobie, również dzięki tej książce.
„Autentyczny copywriting” nie jest typowym poradnikiem. Zawiera mnóstwo wskazówek i ćwiczeń dla copywriterów, freelancerów, osób zajmujacych się budowaniem marki, ale oprócz tych podanych czytelnikowi na tacy – odnalazłam je przede wszystkim w samym sposobie prezentacji siebie i swojej pracy przez autorkę – Anię Piwowarską. Bo ta książka jest dla mnie książką o samej autorce, nie tylko o tym czym się zajmuje, ale też o tym jaką jest osobą. „Autentyczne pokazywanie siebie w tym co robię odmieniło moje życie.” – tak pisze Ania i jednocześnie niemal całkowicie obnaża swoje odczucia, wątpliwości, swój sposób myślenia. Dla mnie jako czytelnika jest to bardzo przekonujący opis.
Spodziewałam się autetyczności i ją dostałam, chciałam wskazówek innych niż w klasycznym poradniku w amerykańskim stylu i je otrzymałam. Czego więcej chcieć od książki, którą człowiek czyta z myślą o tym, że czegoś nowego się nauczy „o tym jak pisać, aby chciano nas czytać”, a z taką włąśnie intencją zabrałam się za lekturę. Książkę czytałam szybko, bez osobistych notatek, bez zapisków na marginesie strony, a to dlatego, że tak mnie wciągnęła. Zamierzam jednak przewertować ją raz jeszcze – wykonując wszystkie ćwiczenia jakie proponuje Ania.
W to, że autentyczność przyciąga wierzę odkąd założyłam Kobiecy motywator. Dzięki książce wiem co to marka autentyczna, jak ją budować, a także jak ulepszać swój warsztat copywritera… Czy będę chciała i potrafiła to wykorzystać – to okaże się w praniu, choć nie ukrywam, że od jakiegoś czasu temat budowania marki mnie kręci, a książka to tylko podsyciła i z tego powodu polecam ją innym.
Moim zdaniem autentyczność to cecha, której domaga się współczesność, albo inaczej – której wymaga współczesny odbiorca. Coraz więcej marek można zaliczyć do autentycznych. Mam też wrażenie, że w świecie, gdzie tak wiele sztuczności, kreacji – w niedługim czasie będziemy korzystać tylko z usług marek autentycznych, bo jedynie im zaufamy.
http://kobiecymotywator.pl/ Paulina
Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie. Wydanie II rozszerzone
Ku czerwonym szpilkom
Nie mam czasu na gotowanie i przejmowanie się dietą. W mojej rodzinie wszyscy mają nadwagę. Potężne uda są moim genetycznym spadkiem i nic się nie da z nimi zrobić – takie zdania często wypowiadamy, nieświadomi tego, że sabotujemy tym samym wszystkie plany zmian, zanim jeszcze wprowadzimy je w życie. Przekonania nabyte w toku rozwoju, fałszywe sądy wygłaszane przez otoczenie są naszym balastem, który utrudnia dojście do celu. Tymczasem kiedy naszym marzeniem jest zgubienie paru centymetrów w biodrach, za nic powinniśmy mieć nagabywania cioci w kwestii kolejnego kawałka jej pysznego ciasta czy obrazę mamy, kiedy nie chcemy uraczyć się jej tłustym rosołem i ziemniakami z kotletem. Dopiero kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że to nasze ciało i to my odpowiadamy za to, jak będzie wyglądało, zyskamy wolność i siłę potrzebne do wprowadzenia zmiany.
Jeśli pojawiają się jeszcze jakieś wątpliwości w kwestii decydowania o naszym ciele, warto sięgnąć po poradnik napisany przez Edytę Draus, dwukrotną mistrzynię Polski w fitness sylwetkowym, pasjonatkę treningu siłowego i… absolwentkę ASP. Publikacja Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie wydawnictwa Sensus to nie tylko zbiór porad dotyczących diety czy rzeźbienia ciała, ale przede wszystkim rewelacyjny trening automotywacyjny.
Swoją przygodę z fitnessem zaczynałam od zera. Jeść i ćwiczyć uczyłam się tak, jak dziecko uczy się chodzić – pisze autorka, przekonując, że już dziś możemy zrobić pierwszy mały krok w kierunku wymarzonej sylwetki. To wystarczy, by zapoczątkować cały proces zmian, które zapewne nastąpią, a dotyczą one nie tylko ubywających kilogramów. Może zaczniesz wcześniej wstawać i bardziej szanować czas, który teraz marnujesz na bzdury. Częściej niż z kacem będziesz budzić się z zakwasami. Może odkryjesz kuchnię wegańską i polubisz piekarnik – to tylko kilka z przejawów pojawienia się nowej istoty, która zaczęła o siebie dbać, która robiąc coś dla siebie, sprawia, że zmieniają się również inni.
W kolejnych rozdziałach książki autorka pisze o tym, jak istotna jest stała dostawa paliwa, czyli zwiększenie liczby posiłków, a także zwracanie uwagi na jakość jedzenia i zachęca do… spokoju (ach, ten zgubny kortyzol!). Sporo dowiemy się o aminokwasach i proteinach, autorka zamieszcza również listy podstawowych produktów ze wskazaniem zawartości białka czy tłuszczu bądź indeksu glikemicznego. Pozwala to planować nasze posiłki i zachować równowagę w kwestii wszystkich niezbędnych składników pokarmowych.
Draus pisze także o cholesterolu i odwiecznej nad nim dyskusji, o nienasyconych kwasach tłuszczowych, robi przegląd produktów zawierających kwasy omega-3 i omega-6, podkreśla znaczenie tłuszczy w naszym życiu. Omawia również podstawowe witaminy i mikroleementy, niezbędne do prawidłowego rozwoju, zwraca uwagę na najlepszy sposób spożywania warzyw.
Z poradnika dowiemy się również, jakie znaczenie dla prawidłowej diety ma nasza grupa krwi, poznamy produkty wskazane dla każdej z nich, a także te, które najlepiej wykluczyć z diety. Porusza również temat zakwaszenia organizmu, omawia określone typy budowy i charakterystyczne reakcje na określoną dietę i treningi. Poznajemy ponadto zasady treningowe, z których wiele wykorzystywanych jest przy budowie masy mięśniowej przez zaawansowanych ćwiczących, co nie przeszkadza w ich użyciu przez nowicjuszy.
Jak pisze autorka: Jeśli nie potrzebujesz tyłka ze stali, supłów na plecach i żył grubości kciuka na przedramionach, trening ogólnorozwojowy wystarczy. Poznamy zatem najważniejsze ćwiczenia, zaś poprawność ich wykonania gwarantuje szczegółowy opis i zdjęcia.
Dużym atutem publikacji jest bezpośredni język autorki, która pozwala odetchnąć od przeintelektualizowanego bełkotu i nie zarzuca medycznymi terminami, ale pisze dosadnie i obrazowo. Już sama lektura książki budzi przeciwko kolejnemu kawałkowi serniczka na deser i sprawia, że chce się trzasnąć drzwiami i pobiec przed siebie, ku zdrowiu. Co też niniejszym czynię…
Nie mam czasu na gotowanie i przejmowanie się dietą. W mojej rodzinie wszyscy mają nadwagę. Potężne uda są moim genetycznym spadkiem i nic się nie da z nimi zrobić – takie zdania często wypowiadamy, nieświadomi tego, że sabotujemy tym samym wszystkie plany zmian, zanim jeszcze wprowadzimy je w życie. Przekonania nabyte w toku rozwoju, fałszywe sądy wygłaszane przez otoczenie są naszym balastem, który utrudnia dojście do celu. Tymczasem kiedy naszym marzeniem jest zgubienie paru centymetrów w biodrach, za nic powinniśmy mieć nagabywania cioci w kwestii kolejnego kawałka jej pysznego ciasta czy obrazę mamy, kiedy nie chcemy uraczyć się jej tłustym rosołem i ziemniakami z kotletem. Dopiero kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że to nasze ciało i to my odpowiadamy za to, jak będzie wyglądało, zyskamy wolność i siłę potrzebne do wprowadzenia zmiany.
Jeśli pojawiają się jeszcze jakieś wątpliwości w kwestii decydowania o naszym ciele, warto sięgnąć po poradnik napisany przez Edytę Draus, dwukrotną mistrzynię Polski w fitness sylwetkowym, pasjonatkę treningu siłowego i… absolwentkę ASP. Publikacja Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie wydawnictwa Sensus to nie tylko zbiór porad dotyczących diety czy rzeźbienia ciała, ale przede wszystkim rewelacyjny trening automotywacyjny.
Swoją przygodę z fitnessem zaczynałam od zera. Jeść i ćwiczyć uczyłam się tak, jak dziecko uczy się chodzić – pisze autorka, przekonując, że już dziś możemy zrobić pierwszy mały krok w kierunku wymarzonej sylwetki. To wystarczy, by zapoczątkować cały proces zmian, które zapewne nastąpią, a dotyczą one nie tylko ubywających kilogramów. Może zaczniesz wcześniej wstawać i bardziej szanować czas, który teraz marnujesz na bzdury. Częściej niż z kacem będziesz budzić się z zakwasami. Może odkryjesz kuchnię wegańską i polubisz piekarnik – to tylko kilka z przejawów pojawienia się nowej istoty, która zaczęła o siebie dbać, która robiąc coś dla siebie, sprawia, że zmieniają się również inni.
W kolejnych rozdziałach książki autorka pisze o tym, jak istotna jest stała dostawa paliwa, czyli zwiększenie liczby posiłków, a także zwracanie uwagi na jakość jedzenia i zachęca do… spokoju (ach, ten zgubny kortyzol!). Sporo dowiemy się o aminokwasach i proteinach, autorka zamieszcza również listy podstawowych produktów ze wskazaniem zawartości białka czy tłuszczu bądź indeksu glikemicznego. Pozwala to planować nasze posiłki i zachować równowagę w kwestii wszystkich niezbędnych składników pokarmowych.
Draus pisze także o cholesterolu i odwiecznej nad nim dyskusji, o nienasyconych kwasach tłuszczowych, robi przegląd produktów zawierających kwasy omega-3 i omega-6, podkreśla znaczenie tłuszczy w naszym życiu. Omawia również podstawowe witaminy i mikroleementy, niezbędne do prawidłowego rozwoju, zwraca uwagę na najlepszy sposób spożywania warzyw.
Z poradnika dowiemy się również, jakie znaczenie dla prawidłowej diety ma nasza grupa krwi, poznamy produkty wskazane dla każdej z nich, a także te, które najlepiej wykluczyć z diety. Porusza również temat zakwaszenia organizmu, omawia określone typy budowy i charakterystyczne reakcje na określoną dietę i treningi. Poznajemy ponadto zasady treningowe, z których wiele wykorzystywanych jest przy budowie masy mięśniowej przez zaawansowanych ćwiczących, co nie przeszkadza w ich użyciu przez nowicjuszy.
Jak pisze autorka: Jeśli nie potrzebujesz tyłka ze stali, supłów na plecach i żył grubości kciuka na przedramionach, trening ogólnorozwojowy wystarczy. Poznamy zatem najważniejsze ćwiczenia, zaś poprawność ich wykonania gwarantuje szczegółowy opis i zdjęcia.
Dużym atutem publikacji jest bezpośredni język autorki, która pozwala odetchnąć od przeintelektualizowanego bełkotu i nie zarzuca medycznymi terminami, ale pisze dosadnie i obrazowo. Już sama lektura książki budzi przeciwko kolejnemu kawałkowi serniczka na deser i sprawia, że chce się trzasnąć drzwiami i pobiec przed siebie, ku zdrowiu. Co też niniejszym czynię…
granice.pl Justyna Gul