Recenzje
Krym: miłość i nienawiść
Krym – z tym pięknym półwyspem obecnie wiąże się wiele emocji, niekoniecznie pozytywnych. Trudno przejść obojętnie obok tego co działo się i wciąż dzieje na tym skrawku ukraińskiej – obecnie przyłączonej do Rosji – ziemi. Za tym jednym słowem kryje się przecież niezwykle dramatyczna historia współczesna, która dzieje się niejako na naszych oczach, tak blisko, bo w sąsiadującym z nami kraju. Wszyscy wiemy, że z mediów trudno dowiedzieć się prawdy, wiele jest niedomówień, przemilczenia i przeinaczenia faktów. Wiedzę na temat tego co działo się na Krymie czerpałam z urywkowych opowieści świadków. Z ogólnie panującego bałaganu będącego w przekazie informacji sama nie wiedziałam już komu wierzyć, a komu nie. A przecież na to co się działo nie można było być obojętnym. Sięgając po lekturę tej książki miałam nadzieje, że rozjaśni ona moje wyobrażenie o sytuacji na Krymie. O moim wyborze zdecydował też fakt, że uwielbiam teksty napisane w postaci reportażu. Muszę przyznać, że pod każdym względem książka spełniła moje oczekiwania, a nawet dała mi dużo więcej.
W książce „Krym. Miłość i nienawiść” autor – Maciej Jastrzębski (znany z książki „Matrioszka, Rosja i Jastrząb”) w niesamowicie ciekawy sposób ukazuje wszystko to co działo się na Krymie w ostatnim czasie. Szczegółowo opisuje jak dzisiaj wygląda codzienne życie mieszkańców półwyspu. Przybliżając nam rzeczywistość Krymu w roku 2015 opowiada historię dwójki młodych ludzi – Marianny, dziewczyny pochodzącej z Krymu oraz Fiodora – młodego Rosjanina – mieszkańca Moskwy. Młodzi zakochują się w sobie i bardzo szybko stają się sobie bardzo bliscy. Autor poprzez opis ich wzajemnej relacji pokazuje jak różne jest ich spojrzenie na zaistniałą na Ukrainie sytuację. Fiodor – wychowany w Rosji – przekonany jest o słuszności decyzji władz jego ojczyzny i nie rozumie Marianny, która niejednokrotnie mówi mu o swoim cierpieniu i ogromnym żalu do Rosjan, którzy według niej siłą zabrali kawałek jej ojczystej ziemi. Niezrozumienie w tej ważnej kwestii staje się często źródłem sporów. Ich uczucie okazuje się jednak silniejsze niż zaistniała sytuacja polityczna. Pośród szeroko zasianej nienawiści, zła i wzajemnego żalu Marianna i Fiodor pokonując wszelkie przeszkody w ich niełatwej relacji udowadniają, że miłość możliwa jest nawet w najtrudniejszych warunkach i to właśnie ona zawsze ma ostatnie słowo.
Poza głównym wątkiem historii tych młodych ludzi Maciej Jastrzębski wielokrotnie opisuje w reportażu sam Krym, jego historię, mieszkańców i tradycje. Opowiada historie życia ludzi mieszkających na tym niezwykłym półwyspie, ale także na terenach objętych walkami np. rejon Donbasu. Podczas czytania wyraźnie daje się odczuć ogromną wiedzę, przygotowanie i znajomość tematu przez autora. Pisze on w taki sposób, że od lektury trudno się oderwać i daje czytelnikowi poczucie jakby był on w sam sercu wydarzeń. Czytając, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że w naszych mediach publicznych wiele spraw zostało przemilczanych, relacje z miejsc wydarzeń na Ukrainie nie zawsze przekazywały całą prawdę. A przecież, jak pisze autor –
„Gorsze od kłamstwa są tylko półprawdy, bo to one sieją największe spustoszenie w naszych duszach.”
Autor będąc na miejscu wydarzeń bardzo dokładnie, z dziennikarską uczciwością relacjonuje wszystkie wydarzenia o których dowiadywaliśmy się z mediów. Dodaje wiele bardzo istotnych, niezbędnych do zrozumienia całej sytuacji szczegółów. Książka pomaga otworzyć szeroko oczy, aby dojrzeć w pełnym świetle współczesny dramat naszych sąsiadów. Nie pozwala przejść obojętnie obok tych wydarzeń i zmusza do refleksji. To co szczególnie zwróciło moją uwagę to niezwykle trafne ukazanie przez autora metod działania rosyjskiej władzy. Prowadzi przez to do zrozumienia i rzuca światło na wiele do tej pory dla mnie niewytłumaczalnych zachowań Rosji i jej mieszkańców. W niektóre rzeczy naprawdę aż trudno uwierzyć. Bardzo trafnie ukazuje to poniższy cytat:
„Zasiane kilka miesięcy temu ziarna kremlowskiej propagandy już kiełkowały. Powtarzane przy każdej okazji te same sformułowania dotyczące polityki Kremla wobec Ukrainy spowodowały, że przeciętni Rosjanie nie sięgali do alternatywnych źródeł informacji, ale święcie wierzyli w słuszność działań podejmowanych przez Władimira Putina. W ich ocenie to ukraińskie, polskie, brytyjskie i inne zachodnie media kłamały, nazywając Rosję agresorem. To zachodni politycy podjudzali Ukraińców do wojny domowej i wzniecali wśród nich antyrosyjskie nastroje.”
Moim zdaniem książka pt. „Krym, Miłość i nienawiść” to jedna z najlepszych pozycji literatury faktu ostatniego czasu. Choć opowiada dramatyczne i pełne niepokoju wydarzenia przepełniona jest nadzieją na zmianę. Autor pokazuje czytelnikowi, że wojna toczy się nie tylko na granicznych terenach wschodniej Ukrainy, ale przede wszystkim toczy się w sercach ludzi. To co dzieje się w sercach osób będących bezpośrednio wplątanych w te wydarzenia ostatecznie zadecyduje czy wygra głęboko zasiana nienawiść czy miłość, która ma przecież siłę pokonać wszelkie zło.
„Ważniejsza jest granica, którą mamy w głowie i w sercach. To jej pod żadnym pozorem nie można przekroczyć. Efektem każdej próby kompromisu między złem i mniejszym złem jest jednakowoż zło. Rosyjska idea stworzenia nowego ładu na świecie nie jest groźna dlatego, że nie akceptuje ustalonego przed laty porządku. Jest groźna, bo chce się ją realizować nie z kimś, ale przeciwko komuś.”
Myślę, że nikt z nas nie może pozostać obojętny na to wszystko co się dzieje się na Ukrainie, a publikacja pana Macieja Jastrzębskiego jest szczególną pomocą do zrozumienia i w rezultacie własnej oceny wydarzeń ostatnich miesięcy. Zdecydowanie polecam ją każdemu.
Na koniec chciałabym przetoczyć pewien cytat z książki wypowiedziany przez pewną starszą Tatarkę, który szczególnie zapadł mi w pamięci:
„Obcy nigdy nie pojmą , o czym szemrzą krymskie rzeki, nie zrozumieją śpiewu ptaków i nie usłyszą historii, które opowiadają przy pełni księżyca trawy na krymskich stepach.”
Obecnie Krym to nie Ukraina – to Rosja. Jedni uznają ich za obcych, inni będą przeciwnego zdania. Tylko czas pokaże jak potoczy się dalsza historia tego niezwykłego półwyspu…
W książce „Krym. Miłość i nienawiść” autor – Maciej Jastrzębski (znany z książki „Matrioszka, Rosja i Jastrząb”) w niesamowicie ciekawy sposób ukazuje wszystko to co działo się na Krymie w ostatnim czasie. Szczegółowo opisuje jak dzisiaj wygląda codzienne życie mieszkańców półwyspu. Przybliżając nam rzeczywistość Krymu w roku 2015 opowiada historię dwójki młodych ludzi – Marianny, dziewczyny pochodzącej z Krymu oraz Fiodora – młodego Rosjanina – mieszkańca Moskwy. Młodzi zakochują się w sobie i bardzo szybko stają się sobie bardzo bliscy. Autor poprzez opis ich wzajemnej relacji pokazuje jak różne jest ich spojrzenie na zaistniałą na Ukrainie sytuację. Fiodor – wychowany w Rosji – przekonany jest o słuszności decyzji władz jego ojczyzny i nie rozumie Marianny, która niejednokrotnie mówi mu o swoim cierpieniu i ogromnym żalu do Rosjan, którzy według niej siłą zabrali kawałek jej ojczystej ziemi. Niezrozumienie w tej ważnej kwestii staje się często źródłem sporów. Ich uczucie okazuje się jednak silniejsze niż zaistniała sytuacja polityczna. Pośród szeroko zasianej nienawiści, zła i wzajemnego żalu Marianna i Fiodor pokonując wszelkie przeszkody w ich niełatwej relacji udowadniają, że miłość możliwa jest nawet w najtrudniejszych warunkach i to właśnie ona zawsze ma ostatnie słowo.
Poza głównym wątkiem historii tych młodych ludzi Maciej Jastrzębski wielokrotnie opisuje w reportażu sam Krym, jego historię, mieszkańców i tradycje. Opowiada historie życia ludzi mieszkających na tym niezwykłym półwyspie, ale także na terenach objętych walkami np. rejon Donbasu. Podczas czytania wyraźnie daje się odczuć ogromną wiedzę, przygotowanie i znajomość tematu przez autora. Pisze on w taki sposób, że od lektury trudno się oderwać i daje czytelnikowi poczucie jakby był on w sam sercu wydarzeń. Czytając, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że w naszych mediach publicznych wiele spraw zostało przemilczanych, relacje z miejsc wydarzeń na Ukrainie nie zawsze przekazywały całą prawdę. A przecież, jak pisze autor –
„Gorsze od kłamstwa są tylko półprawdy, bo to one sieją największe spustoszenie w naszych duszach.”
Autor będąc na miejscu wydarzeń bardzo dokładnie, z dziennikarską uczciwością relacjonuje wszystkie wydarzenia o których dowiadywaliśmy się z mediów. Dodaje wiele bardzo istotnych, niezbędnych do zrozumienia całej sytuacji szczegółów. Książka pomaga otworzyć szeroko oczy, aby dojrzeć w pełnym świetle współczesny dramat naszych sąsiadów. Nie pozwala przejść obojętnie obok tych wydarzeń i zmusza do refleksji. To co szczególnie zwróciło moją uwagę to niezwykle trafne ukazanie przez autora metod działania rosyjskiej władzy. Prowadzi przez to do zrozumienia i rzuca światło na wiele do tej pory dla mnie niewytłumaczalnych zachowań Rosji i jej mieszkańców. W niektóre rzeczy naprawdę aż trudno uwierzyć. Bardzo trafnie ukazuje to poniższy cytat:
„Zasiane kilka miesięcy temu ziarna kremlowskiej propagandy już kiełkowały. Powtarzane przy każdej okazji te same sformułowania dotyczące polityki Kremla wobec Ukrainy spowodowały, że przeciętni Rosjanie nie sięgali do alternatywnych źródeł informacji, ale święcie wierzyli w słuszność działań podejmowanych przez Władimira Putina. W ich ocenie to ukraińskie, polskie, brytyjskie i inne zachodnie media kłamały, nazywając Rosję agresorem. To zachodni politycy podjudzali Ukraińców do wojny domowej i wzniecali wśród nich antyrosyjskie nastroje.”
Moim zdaniem książka pt. „Krym, Miłość i nienawiść” to jedna z najlepszych pozycji literatury faktu ostatniego czasu. Choć opowiada dramatyczne i pełne niepokoju wydarzenia przepełniona jest nadzieją na zmianę. Autor pokazuje czytelnikowi, że wojna toczy się nie tylko na granicznych terenach wschodniej Ukrainy, ale przede wszystkim toczy się w sercach ludzi. To co dzieje się w sercach osób będących bezpośrednio wplątanych w te wydarzenia ostatecznie zadecyduje czy wygra głęboko zasiana nienawiść czy miłość, która ma przecież siłę pokonać wszelkie zło.
„Ważniejsza jest granica, którą mamy w głowie i w sercach. To jej pod żadnym pozorem nie można przekroczyć. Efektem każdej próby kompromisu między złem i mniejszym złem jest jednakowoż zło. Rosyjska idea stworzenia nowego ładu na świecie nie jest groźna dlatego, że nie akceptuje ustalonego przed laty porządku. Jest groźna, bo chce się ją realizować nie z kimś, ale przeciwko komuś.”
Myślę, że nikt z nas nie może pozostać obojętny na to wszystko co się dzieje się na Ukrainie, a publikacja pana Macieja Jastrzębskiego jest szczególną pomocą do zrozumienia i w rezultacie własnej oceny wydarzeń ostatnich miesięcy. Zdecydowanie polecam ją każdemu.
Na koniec chciałabym przetoczyć pewien cytat z książki wypowiedziany przez pewną starszą Tatarkę, który szczególnie zapadł mi w pamięci:
„Obcy nigdy nie pojmą , o czym szemrzą krymskie rzeki, nie zrozumieją śpiewu ptaków i nie usłyszą historii, które opowiadają przy pełni księżyca trawy na krymskich stepach.”
Obecnie Krym to nie Ukraina – to Rosja. Jedni uznają ich za obcych, inni będą przeciwnego zdania. Tylko czas pokaże jak potoczy się dalsza historia tego niezwykłego półwyspu…
moznaprzeczytac.pl Magda; 2015-12-07
Krym: miłość i nienawiść
Autor książek Matrioszka Rosja i Jastrząb oraz Klątwa gruzińskiego tortu, tym razem zabierze nas na Półwysep Krymski. Jednak nie na ten bajkowy, opiewany w powieściach, wierszach, filmach i pieśniach miłych duszy każdego Słowianina, tylko na ten prawdziwy. Z krwi i kości. Tylko na Krym Anno Domini 2015. Krym, który padł ofiarą aneksji. Zamieszkany przez skłóconych ze sobą Ukraińców, Tatarów i Rosjan. Maciej Jastrzębski szuka odpowiedzi na pytania: Dokąd powiedzie skłócone narody najnowsza historia Co się stanie z pięknym półwyspom, dawną perłą tatarskiego chanatu i rosyjskiego cesarstwa I czy możliwa jest jeszcze miłość na Krymie, skoro tyle tu nienawiści
21. wiek
Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy
Blogowanie nie jest łatwe, to aktywność wymagająca wielu umiejętności. Potrzebne są podstawy znajomości CMS’a, trzeba coś tam wiedzieć o fotografowaniu i obróbce zdjęć. Ważna jest wiedza merytoryczna. Wszystkie oj jednak nic jeżeli bloger nie potrafi dobrze pisać. Dlatego wykorzystuje każdą okazje na poprawę tej składowej blogowania. Nie jest łatwo, bo literatury nie na za wiele. Ale czasami trafi się perełka jak „Magia słów” Joanny Wrycza-Bekier.
Pierwszy rzut oka nie ujawnia wagi pozycji. Zeszytowy format i niepełne 250 stron. Bardzo daleko od podręcznika-cegły. Ale niech was ten lichy wygląd nie zwiedzie. Miedzy okładkami zawarto wystarczająco dużo wiedzy by teksty stały się lepsze. Mało tego, wszystko napisano w sposób który sprawia, że książka czyta się sama. Zdecydowały o tym dwa bardzo ważne elementy. Pierwszym jest formalny podział na krótkie rozdziałów. Każdy traktujący o innym zagadnieniu, dzięki czemu powstało coś na kształt lekcji. Nie zbyt obszernych, skupionych na jednym elemencie, dalekich od nudy, poprowadzonych z werwą i pasją. Każda lekcja jest z zilustrowana przykładami z literatury. Tak płynnie przeszliśmy do drugiego elementu. Do wykorzystanych fragmentów.
Autorka uczy na przykładach pochodzących z literatury, tak pięknej jak i popularnej. Czytelnik większość ich zna, często czytał te teksty albo przynajmniej o nich słyszał. Choć pewnie nigdy nie analizował ich w kontekście stylu czy rozwiązań fabularnych. Dlatego niespodzianka jest tym większa. Nagle okazuje się, że dobra literatura to przede wszystkim dobry tekst. Niby truizm ale czy na pewno? Konia z rzędem temu, kto czytając o przygodach Jamesa Bonda, choćby skrawkiem uwagi odnotował taki drobiazg jak „mocne czasowniki”. Większość, ze mną na czele, była zbyt skupiona na piekielnym tempie wydarzeń. A to wrażenie szybkiego tempa to właśnie efekt właściwego użycia czasowników. Właściwie sztuczka warsztatowa, proste i zrozumiałe jak już o tym wiesz. Takich odkryć „Magia słów” oferuje więcej.
Akapit wcześniej użyłem słowa warsztat. Pisanie wymaga właśnie warsztatu, większość z nas go nie ma. W szkole tego nie uczą, a jak już próbują to źle kreśląc powtórzenia i odejmując punkty za styl. Dlatego jeżeli chcecie pisać musicie się tego nauczyć gdzie indziej.
„Magia słów” jest dobrym punktem wyjścia. Do tego adresowanym do szerokiego kręgu odbiorców. Przede wszystkim dlatego, że porusza dwie ważne grupy zagadnień. Pierwsze osiem rozdziałów traktuje o stylu, o budowaniu zdań, o kładzeniu akcentów, o budowania logiki. To rozdziały adresowane do wszystkich, w tym do osób których teksty jedynie z rzadka przekraczają objętość standardowej kartki maszynopisu. Druga połowa książki powstała z myślą o mających troszkę ambitniejsze plany. Tu już nie chodzi o styl a o budowanie fabuły i zabiegi typowe dla dłuższych form. Poczytacie o motywacji, kulminacji, tworzeniu tła, budowaniu napięcia, punktach przełomowych i tym wszystkim co przyszły pisarz powinien wiedzieć.
„Magia słów” jest w chwili obecnej chyba najlepszym poradnikiem-podręcznikiem dla osób w ten czy inny sposób związanych ze słowem pisanym. Jest dla blogerów, urzędników ( niech wreszcie zaczna mówić i pisać ludzkim językiem), korpoludków piszących sążniste raporty czy wreszcie dla każdego komu przychodzi odpowiadać na e-maile czy listy. No i oczywiście dla tych którym marzy się pisarska kariera. Nawet najlepszy zamysł fabularny jeżeli nie zostanie oblepiony zgrabnymi zdaniami nie ma szans na sukces.
Sam przeczytałem „Magie słów” z olbrzymią przyjemnością. Starałem się przy tym zapamiętać jak najwięcej. Jestem przekonany, dzięki temu moje teksty staną się choć odrobinę lepsze. A jak ważny jest dobry tekst najlepiej wiesz ty drogi czytelniku. Książkę absolutnie polecam, również wam braci blogerska.
Pierwszy rzut oka nie ujawnia wagi pozycji. Zeszytowy format i niepełne 250 stron. Bardzo daleko od podręcznika-cegły. Ale niech was ten lichy wygląd nie zwiedzie. Miedzy okładkami zawarto wystarczająco dużo wiedzy by teksty stały się lepsze. Mało tego, wszystko napisano w sposób który sprawia, że książka czyta się sama. Zdecydowały o tym dwa bardzo ważne elementy. Pierwszym jest formalny podział na krótkie rozdziałów. Każdy traktujący o innym zagadnieniu, dzięki czemu powstało coś na kształt lekcji. Nie zbyt obszernych, skupionych na jednym elemencie, dalekich od nudy, poprowadzonych z werwą i pasją. Każda lekcja jest z zilustrowana przykładami z literatury. Tak płynnie przeszliśmy do drugiego elementu. Do wykorzystanych fragmentów.
Autorka uczy na przykładach pochodzących z literatury, tak pięknej jak i popularnej. Czytelnik większość ich zna, często czytał te teksty albo przynajmniej o nich słyszał. Choć pewnie nigdy nie analizował ich w kontekście stylu czy rozwiązań fabularnych. Dlatego niespodzianka jest tym większa. Nagle okazuje się, że dobra literatura to przede wszystkim dobry tekst. Niby truizm ale czy na pewno? Konia z rzędem temu, kto czytając o przygodach Jamesa Bonda, choćby skrawkiem uwagi odnotował taki drobiazg jak „mocne czasowniki”. Większość, ze mną na czele, była zbyt skupiona na piekielnym tempie wydarzeń. A to wrażenie szybkiego tempa to właśnie efekt właściwego użycia czasowników. Właściwie sztuczka warsztatowa, proste i zrozumiałe jak już o tym wiesz. Takich odkryć „Magia słów” oferuje więcej.
Akapit wcześniej użyłem słowa warsztat. Pisanie wymaga właśnie warsztatu, większość z nas go nie ma. W szkole tego nie uczą, a jak już próbują to źle kreśląc powtórzenia i odejmując punkty za styl. Dlatego jeżeli chcecie pisać musicie się tego nauczyć gdzie indziej.
„Magia słów” jest dobrym punktem wyjścia. Do tego adresowanym do szerokiego kręgu odbiorców. Przede wszystkim dlatego, że porusza dwie ważne grupy zagadnień. Pierwsze osiem rozdziałów traktuje o stylu, o budowaniu zdań, o kładzeniu akcentów, o budowania logiki. To rozdziały adresowane do wszystkich, w tym do osób których teksty jedynie z rzadka przekraczają objętość standardowej kartki maszynopisu. Druga połowa książki powstała z myślą o mających troszkę ambitniejsze plany. Tu już nie chodzi o styl a o budowanie fabuły i zabiegi typowe dla dłuższych form. Poczytacie o motywacji, kulminacji, tworzeniu tła, budowaniu napięcia, punktach przełomowych i tym wszystkim co przyszły pisarz powinien wiedzieć.
„Magia słów” jest w chwili obecnej chyba najlepszym poradnikiem-podręcznikiem dla osób w ten czy inny sposób związanych ze słowem pisanym. Jest dla blogerów, urzędników ( niech wreszcie zaczna mówić i pisać ludzkim językiem), korpoludków piszących sążniste raporty czy wreszcie dla każdego komu przychodzi odpowiadać na e-maile czy listy. No i oczywiście dla tych którym marzy się pisarska kariera. Nawet najlepszy zamysł fabularny jeżeli nie zostanie oblepiony zgrabnymi zdaniami nie ma szans na sukces.
Sam przeczytałem „Magie słów” z olbrzymią przyjemnością. Starałem się przy tym zapamiętać jak najwięcej. Jestem przekonany, dzięki temu moje teksty staną się choć odrobinę lepsze. A jak ważny jest dobry tekst najlepiej wiesz ty drogi czytelniku. Książkę absolutnie polecam, również wam braci blogerska.
blurppp.com
Piękne kłamstwo. Igrając z ogniem
Dzisiaj mam dla Was recenzję książki, która zaintrygowała mnie już jakiś czas temu, ale dopiero teraz miałam okazję ją przeczytać. Pomieszanie kilku gatunków literackich wydawało mi się dobrym pomysłem, a dodatkowo już sama okładka przykuła moją uwagę. T.E. Sivec ze swoją trylogią Igrając z ogniem wydawała mi się niezwykle przyjemną lekturą, tak więc nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Czy autorka na dłużej zagości w mojej głowie? Jakie wrażenie zrobiło na mnie "Piękne kłamstwo"? Zapraszam do przeczytania dalszej części recenzji, z której z pewnością się tego dowiecie.
Garrett, Milo i Annabelle od momentu kiedy poznali się w kawiarni tworzą nierozłączną trójkę przyjaciół, którzy w każdej chwili mogą na siebie liczyć. Mężczyźni pracują dla marynarki wojennej, a Annabelle Parker oddaje się pasji i spełnia się jako fotograf. Jednak kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie Milo, niedoszła żona jest bardzo zrozpaczona. Pozostała przy życiu dwójka stara się razem przetrwać ten niezwykle trudny czas. Czują rosnące między sobą napięcie, ale żadne nie zamierza się do tego przyznać. Wkrótce Garrett otrzymuje rozkaz wyjazdu na Dominikanę, aby dokończyć misję Milo i odkryć co tak naprawdę stało się z jego przyjacielem. W jaki sposób na misji znajdzie się również Parker? Czy przyjaźń tych dwojga przetrwa, czy może przerodzi się w coś więcej?
Autorka wykreowała w swojej powieści bardzo zróżnicowanych bohaterów. To postacie niezwykle wyraziste, barwne i z pewnością jeszcze przez jakiś czas będę ich wspominać. Myślę, że Garrett wywarł na mnie największe wrażenie, ponieważ posiadał zarówno wady jak i zalety, dzięki czemu stał się postacią bardzo realistyczną, której chyba byłabym w stanie zaufać. Nie mogę niestety tego samego powiedzieć o Parker, gdyż w pewnych momentach jej postać była zbyt wyidealizowana - zdolna pod każdym względem, a przecież na świecie nie ma ideałów.
"Jesteś jednym wielkim kłamstwem."
Powyższy cytat bardzo dobrze odzwierciedla główną bohaterkę - dopiero przy głębszym poznaniu możemy stwierdzić jaka jest naprawdę i zrozumieć jej postępowanie. Wtedy zdajemy sobie sprawę z czym musiała zmagać się Parker. Sposób w jaki zostali przedstawieni bohaterowie jest dobry, a każda postać świetnie zintegrowała się z fabułą książki.
T.E. Sivec posługuje się językiem prostym i zrozumiałym, dzięki czemu nadaje niezwykłą lekkość tej powieści. To wszystko powoduje, że z łatwością możemy zagłębić się w przedstawioną zagadkę, bacznie obserwować bohaterów i skupić się na szczegółach, które ich otaczały. Styl pisania tej autorki bardzo przypadł mi do gustu, a przeczytanie tej lektury sprawiło mi ogromną przyjemność, a poświęcony jej czas okazał się dobrze zagospodarowany.
Akcja powieści jest wzbogacona o zwroty akcji, a zagadka, która pojawia się na początku, aż do ostatnich stron trzyma nas w napięciu. Ciężko jest przewidzieć kto stoi za całym zamieszaniem i jakie są jego powiązania z główną bohaterką. Autorka wprowadziła wiele wątków, które potrafią skutecznie zmylić czytelnika i odwrócić jego uwagę, aby do samego końca utrzymać emocje. Wszystkie wydarzenia są skrupulatnie przemyślane, dzieją się w odpowiednim tempie, a punkt kulminacyjny zrobił na mnie spore wrażenie.
Sceny erotyczne, które w tej powieści występują są opisane bardzo zmysłowo i subtelnie. Dodatkowo wywołują w czytelniku mnóstwo emocji i od razu widać, że nie są pisane na siłę. T.E. Sivec miała świetny pomysł na rozwinięcie tego wątku, a w połączeniu z dobrymi umiejętnościami, stworzyła coś naprawdę ciekawego i oryginalnego.
Podsumowując - "Piękne kłamstwo" dzięki połączeniu kilku gatunków literackich okazało się dla mnie świetnym wyborem. Jestem w pełni usatysfakcjonowana i skłonna stwierdzić, że już niedługo możecie spodziewać się recenzji kolejnego tomu tej serii, który mam nadzieję będzie tak samo dobry. Mam nadzieję, że twórczość T.E. Sivec trafi do szerszego grona szczególnie starszych czytelników, ze względu na połączenie nie tylko wątku kryminalnego z romansem, ale i sposób w jaki to wszystko zostało przedstawione i opisane. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, aby sięgnąć po tę pozycję, a po mojej recenzji jesteście choć odrobinę jej ciekawi - myślę, że to idealny moment, aby wyposażyć swoją biblioteczkę w pierwszy tom serii Igrając z ogniem.
Powyższy cytat bardzo dobrze odzwierciedla główną bohaterkę - dopiero przy głębszym poznaniu możemy stwierdzić jaka jest naprawdę i zrozumieć jej postępowanie. Wtedy zdajemy sobie sprawę z czym musiała zmagać się Parker. Sposób w jaki zostali przedstawieni bohaterowie jest dobry, a każda postać świetnie zintegrowała się z fabułą książki.
T.E. Sivec posługuje się językiem prostym i zrozumiałym, dzięki czemu nadaje niezwykłą lekkość tej powieści. To wszystko powoduje, że z łatwością możemy zagłębić się w przedstawioną zagadkę, bacznie obserwować bohaterów i skupić się na szczegółach, które ich otaczały. Styl pisania tej autorki bardzo przypadł mi do gustu, a przeczytanie tej lektury sprawiło mi ogromną przyjemność, a poświęcony jej czas okazał się dobrze zagospodarowany.
Akcja powieści jest wzbogacona o zwroty akcji, a zagadka, która pojawia się na początku, aż do ostatnich stron trzyma nas w napięciu. Ciężko jest przewidzieć kto stoi za całym zamieszaniem i jakie są jego powiązania z główną bohaterką. Autorka wprowadziła wiele wątków, które potrafią skutecznie zmylić czytelnika i odwrócić jego uwagę, aby do samego końca utrzymać emocje. Wszystkie wydarzenia są skrupulatnie przemyślane, dzieją się w odpowiednim tempie, a punkt kulminacyjny zrobił na mnie spore wrażenie.
Sceny erotyczne, które w tej powieści występują są opisane bardzo zmysłowo i subtelnie. Dodatkowo wywołują w czytelniku mnóstwo emocji i od razu widać, że nie są pisane na siłę. T.E. Sivec miała świetny pomysł na rozwinięcie tego wątku, a w połączeniu z dobrymi umiejętnościami, stworzyła coś naprawdę ciekawego i oryginalnego.
Podsumowując - "Piękne kłamstwo" dzięki połączeniu kilku gatunków literackich okazało się dla mnie świetnym wyborem. Jestem w pełni usatysfakcjonowana i skłonna stwierdzić, że już niedługo możecie spodziewać się recenzji kolejnego tomu tej serii, który mam nadzieję będzie tak samo dobry. Mam nadzieję, że twórczość T.E. Sivec trafi do szerszego grona szczególnie starszych czytelników, ze względu na połączenie nie tylko wątku kryminalnego z romansem, ale i sposób w jaki to wszystko zostało przedstawione i opisane. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, aby sięgnąć po tę pozycję, a po mojej recenzji jesteście choć odrobinę jej ciekawi - myślę, że to idealny moment, aby wyposażyć swoją biblioteczkę w pierwszy tom serii Igrając z ogniem.
Ksiazki-milki.blogspot.com Milka; 2015-11-29
Psychologia relacji, czyli jak budować świadome związki z partnerem, dziećmi i rodzicami
„Rozwijanie się” stało się dzisiaj naprawdę modne. Powoli, ale sukcesywnie zwiększa się społeczna świadomość dotycząca chociażby zasad zdrowego stylu życia czy konieczności ciągłego podnoszenia swoich kwalifikacji. Jak grzyby po deszczu wyrastają kolejni „guru”, a półki księgarń zapełniają się nowymi poradnikami dotyczącymi już niemal każdej dziedziny – nawet sprzątania (sic!).
Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim nieco zaniedbany obszar stanowią RELACJE z innymi ludźmi. Dlaczego tak sądzę? Ponieważ jakości relacji nie da się bezpośrednio zmierzyć czy przełożyć na jakieś obiektywne wskaźniki – tak jak np. utraty zbędnych kilogramów czy poprawy efektywności w pracy. W związku z tym zajęcie się tą sferą życia (relacjami) odkładamy często na bliżej nieokreślony czas. Bo szef wymaga tu i teraz, a partner/-ka… przecież kocha, więc zrozumie „trudny okres” w pracy i cierpliwie poczeka. Nie dostrzegamy lub odkładamy konieczność pracy nad relacją nierzadko do momentu, kiedy jest już ZA PÓŹNO. Dziecko zaczyna sprawiać poważne kłopoty albo dorasta i wychodzi z domu, zaniedbany partner/-ka nagle chce rozwodu, a rodzic umiera. Zostają tylko nierozwiązane konflikty, uczucie żalu czy poczucie winy. A tego można by uniknąć – gdyby tylko budowanie świadomych relacji uczynić jednym z życiowych priorytetów. Oraz gdyby nauczyć się, JAK TO ROBIĆ.
Właśnie temu fascynującemu zagadnieniu poświęcona została najnowsza publikacja Mateusza Grzesiaka – „Psychologia relacji, czyli jak budować świadome związki z partnerem, dziećmi i rodzicami”. Chociaż nigdy nie zaliczałam się do grona fanów Autora, z niecierpliwością oczekiwałam na jego najnowszą książkę. A kiedy już zaczęłam czytać, wprost nie mogłam się od niej oderwać!
Tym, co przede wszystkim stanowi o wartości tej pozycji, jest jej pragmatyczność. Mateusz Grzesiak, z charakterystyczną dla siebie NLP-owską „technicznością”, precyzją i bezpośredniością, przedstawia model funkcjonowania relacji oraz reguły nimi rządzące. Czytelników nieprzywykłych do jego stylu zaskoczyć może przyrównywanie związku i rodziny do biznesu oraz używanie takich sformułowań jak chociażby: „miłość się robi”/ „rodzinę się robi”. Przyznaję, iż nie przywykłam do tak pragmatyczno-biznesowego podejścia – jak zapewne większość polskich kobiet. Jednak Grzesiak tłumaczy, że taka iście „romantyczna” wizja związku to tylko społeczno-kulturowy schemat – w dodatku bardzo szkodliwy, bo niechybnie prowadzący do (co najmniej) frustracji. Autor proponuje swój model związku/rodziny jako sprawnie funkcjonującej firmy, która opiera się na: jasnych i spisanych zasadach, podziale ról, otwartej komunikacji i partnerstwie.
Adekwatnie do proponowanego modelu, w poszczególnych rozdziałach szczegółowo omawia poszczególne aspekty funkcjonowania takiego związku/rodziny. Mamy więc cały rozdział o rolach (partnerzy, kochankowie, ty jako dziecko, ty dla siebie, rodzice), z którego wyłania się przesłanie: dopóki nie STWORZYSZ siebie jako… (wpisać rolę), dopóty nieświadomie będziesz jedynie odtwarzać nabyte schematy funkcjonowania. Niestety, jeśli w tym miejscu odkryjesz w sobie jakieś ograniczające przekonania wyniesione z dzieciństwa (a najprawdopodobniej tak będzie), nie dowiesz się, jak je usunąć/przepracować. Domyślam się, że wiedza ta zawarta została w poprzedniej książce Grzesiaka („Success and Change”), do której odwołuje się wielokrotnie. Następnie Autor prezentuje zasady komunikacji w związku – raczej powszechnie znane i mało odkrywcze, ale ja zwróciłam uwagę na jedną ważną rzecz, mianowicie: PRECYZJĘ komunikacji (której chyba mi brakuje). Osobne rozdziały poświęcone zostały też m.in. poziomom więzi, etapom związku, wychowywaniu dzieci, konfliktom, mechanizmom obronnym czy podstawowym błędom w przekonaniach Polaków o związkach… Autor nie pominął także ćwiczeń oraz sekcji „pytań i odpowiedzi”.
Ja osobiście na najbardziej wartościową część tej publikacji uważam rozdziały dotyczące konfliktów oraz ćwiczenia praktyczne. O ile rozdział poświęcony zasadom komunikacji wydał mi się dość płytki, autor zaskoczył mnie głębią swojego podejścia do rozwiązywania problemów. Proponuje tutaj rozbudowany i głęboki proces, którego celem jest nie tylko ugaszenie pożaru, ale budowanie prawdziwej, głębokiej więzi z drugim człowiekiem – opartej na wzajemnym szacunku, zaufaniu, szczerości i otwartości. W tym procesie każde z partnerów wprowadza do relacji swój „cień” (tak, pobrzmiewają echa psychologii Jungowskiej), a tylko dzięki temu możliwy jest rozwój związku oraz… rozwój emocjonalny, osobowy i duchowy każdego z partnerów. Bardzo spodobał mi się także zaproponowany przez Grzesiaka rytuał „Świętej Rozmowy”, który na pewno wprowadzę do swojego życia.
Niezwykle cenię sobie też globalne spojrzenia Autora na wiele spraw (tutaj akurat: związki), który z dystansem, ale i brutalną szczerością obnaża nasze, Polaków, przywary oraz słabe punkty (tutaj: błędne przekonania dotyczące związków). Podsumowując, po lekturze „Psychologii relacji…” mam mnóstwo refleksji i pogłębioną świadomość tego, co powinnam przepracować w tej sferze. A co najważniejsze, otrzymałam też całkiem sporo narzędzi i już nie mogę się doczekać, kiedy wprowadzę je w życie.
A teraz mała uwaga „techniczna”. Chociaż recenzowany poradnik został przyjemnie wydany, zabrakło mi – wzrokowcowi – większej dbałości o aspekty graficzne, takie jak: częstsze akcentowanie akapitów czy wyróżnienie ważniejszych pojęć/definicji/treści (zdarza się naście stron pod rząd pisanych ciągłym, jednolitym tekstem). Może są to drobiazgi, a ja się czepiam, ale tak już mam – po prostu zwracam na to uwagę. Bo te drobiazgi podnoszą komfort czytania i ogniskują uwagę, a po lekturze pomagają wrócić do ważnych fragmentów. Po wstępnym zapoznaniu się z treścią wracać będę na pewno – i przerabiać ćwiczenia.
„Psychologia relacji…” Mateusza Grzesiaka to dla mnie bardzo, bardzo pozytywne czytelnicze zaskoczenie i poradnik, który – krótko mówiąc – gorąco polecam! Polecam każdemu, kto czuje, że jego związki – z partnerem/-ką, dziećmi czy rodzicami – mogą być bardziej świadome i bardziej satysfakcjonujące. To także doskonała lektura dla wszystkich, którzy aktualnie są lub czują się samotni – dzięki niej mogą odkryć przyczyny i rozpocząć pracę nad sobą w celu zbudowania wymarzonego związku, opartego na solidnych fundamentach.
Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim nieco zaniedbany obszar stanowią RELACJE z innymi ludźmi. Dlaczego tak sądzę? Ponieważ jakości relacji nie da się bezpośrednio zmierzyć czy przełożyć na jakieś obiektywne wskaźniki – tak jak np. utraty zbędnych kilogramów czy poprawy efektywności w pracy. W związku z tym zajęcie się tą sferą życia (relacjami) odkładamy często na bliżej nieokreślony czas. Bo szef wymaga tu i teraz, a partner/-ka… przecież kocha, więc zrozumie „trudny okres” w pracy i cierpliwie poczeka. Nie dostrzegamy lub odkładamy konieczność pracy nad relacją nierzadko do momentu, kiedy jest już ZA PÓŹNO. Dziecko zaczyna sprawiać poważne kłopoty albo dorasta i wychodzi z domu, zaniedbany partner/-ka nagle chce rozwodu, a rodzic umiera. Zostają tylko nierozwiązane konflikty, uczucie żalu czy poczucie winy. A tego można by uniknąć – gdyby tylko budowanie świadomych relacji uczynić jednym z życiowych priorytetów. Oraz gdyby nauczyć się, JAK TO ROBIĆ.
Właśnie temu fascynującemu zagadnieniu poświęcona została najnowsza publikacja Mateusza Grzesiaka – „Psychologia relacji, czyli jak budować świadome związki z partnerem, dziećmi i rodzicami”. Chociaż nigdy nie zaliczałam się do grona fanów Autora, z niecierpliwością oczekiwałam na jego najnowszą książkę. A kiedy już zaczęłam czytać, wprost nie mogłam się od niej oderwać!
Tym, co przede wszystkim stanowi o wartości tej pozycji, jest jej pragmatyczność. Mateusz Grzesiak, z charakterystyczną dla siebie NLP-owską „technicznością”, precyzją i bezpośredniością, przedstawia model funkcjonowania relacji oraz reguły nimi rządzące. Czytelników nieprzywykłych do jego stylu zaskoczyć może przyrównywanie związku i rodziny do biznesu oraz używanie takich sformułowań jak chociażby: „miłość się robi”/ „rodzinę się robi”. Przyznaję, iż nie przywykłam do tak pragmatyczno-biznesowego podejścia – jak zapewne większość polskich kobiet. Jednak Grzesiak tłumaczy, że taka iście „romantyczna” wizja związku to tylko społeczno-kulturowy schemat – w dodatku bardzo szkodliwy, bo niechybnie prowadzący do (co najmniej) frustracji. Autor proponuje swój model związku/rodziny jako sprawnie funkcjonującej firmy, która opiera się na: jasnych i spisanych zasadach, podziale ról, otwartej komunikacji i partnerstwie.
Adekwatnie do proponowanego modelu, w poszczególnych rozdziałach szczegółowo omawia poszczególne aspekty funkcjonowania takiego związku/rodziny. Mamy więc cały rozdział o rolach (partnerzy, kochankowie, ty jako dziecko, ty dla siebie, rodzice), z którego wyłania się przesłanie: dopóki nie STWORZYSZ siebie jako… (wpisać rolę), dopóty nieświadomie będziesz jedynie odtwarzać nabyte schematy funkcjonowania. Niestety, jeśli w tym miejscu odkryjesz w sobie jakieś ograniczające przekonania wyniesione z dzieciństwa (a najprawdopodobniej tak będzie), nie dowiesz się, jak je usunąć/przepracować. Domyślam się, że wiedza ta zawarta została w poprzedniej książce Grzesiaka („Success and Change”), do której odwołuje się wielokrotnie. Następnie Autor prezentuje zasady komunikacji w związku – raczej powszechnie znane i mało odkrywcze, ale ja zwróciłam uwagę na jedną ważną rzecz, mianowicie: PRECYZJĘ komunikacji (której chyba mi brakuje). Osobne rozdziały poświęcone zostały też m.in. poziomom więzi, etapom związku, wychowywaniu dzieci, konfliktom, mechanizmom obronnym czy podstawowym błędom w przekonaniach Polaków o związkach… Autor nie pominął także ćwiczeń oraz sekcji „pytań i odpowiedzi”.
Ja osobiście na najbardziej wartościową część tej publikacji uważam rozdziały dotyczące konfliktów oraz ćwiczenia praktyczne. O ile rozdział poświęcony zasadom komunikacji wydał mi się dość płytki, autor zaskoczył mnie głębią swojego podejścia do rozwiązywania problemów. Proponuje tutaj rozbudowany i głęboki proces, którego celem jest nie tylko ugaszenie pożaru, ale budowanie prawdziwej, głębokiej więzi z drugim człowiekiem – opartej na wzajemnym szacunku, zaufaniu, szczerości i otwartości. W tym procesie każde z partnerów wprowadza do relacji swój „cień” (tak, pobrzmiewają echa psychologii Jungowskiej), a tylko dzięki temu możliwy jest rozwój związku oraz… rozwój emocjonalny, osobowy i duchowy każdego z partnerów. Bardzo spodobał mi się także zaproponowany przez Grzesiaka rytuał „Świętej Rozmowy”, który na pewno wprowadzę do swojego życia.
Niezwykle cenię sobie też globalne spojrzenia Autora na wiele spraw (tutaj akurat: związki), który z dystansem, ale i brutalną szczerością obnaża nasze, Polaków, przywary oraz słabe punkty (tutaj: błędne przekonania dotyczące związków). Podsumowując, po lekturze „Psychologii relacji…” mam mnóstwo refleksji i pogłębioną świadomość tego, co powinnam przepracować w tej sferze. A co najważniejsze, otrzymałam też całkiem sporo narzędzi i już nie mogę się doczekać, kiedy wprowadzę je w życie.
A teraz mała uwaga „techniczna”. Chociaż recenzowany poradnik został przyjemnie wydany, zabrakło mi – wzrokowcowi – większej dbałości o aspekty graficzne, takie jak: częstsze akcentowanie akapitów czy wyróżnienie ważniejszych pojęć/definicji/treści (zdarza się naście stron pod rząd pisanych ciągłym, jednolitym tekstem). Może są to drobiazgi, a ja się czepiam, ale tak już mam – po prostu zwracam na to uwagę. Bo te drobiazgi podnoszą komfort czytania i ogniskują uwagę, a po lekturze pomagają wrócić do ważnych fragmentów. Po wstępnym zapoznaniu się z treścią wracać będę na pewno – i przerabiać ćwiczenia.
„Psychologia relacji…” Mateusza Grzesiaka to dla mnie bardzo, bardzo pozytywne czytelnicze zaskoczenie i poradnik, który – krótko mówiąc – gorąco polecam! Polecam każdemu, kto czuje, że jego związki – z partnerem/-ką, dziećmi czy rodzicami – mogą być bardziej świadome i bardziej satysfakcjonujące. To także doskonała lektura dla wszystkich, którzy aktualnie są lub czują się samotni – dzięki niej mogą odkryć przyczyny i rozpocząć pracę nad sobą w celu zbudowania wymarzonego związku, opartego na solidnych fundamentach.
moznaprzeczytac.pl