Recenzje
Echo potępienia
Przeczytałam Echo potępienia i muszę powiedzieć — wow, nie spodziewałam się, że aż tak mnie wciągnie! K.E. December ma niesamowity styl, który od razu buduje klimat tajemnicy i emocji. Emily to bohaterka, z którą łatwo się utożsamić — silna, ale jednocześnie zagubiona, a wątek dobra i zła między aniołami dodał całości czegoś wyjątkowego. Były momenty, że miałam ciarki! 💀✨ Jeśli lubicie historie z nutą mroku, emocji i odrobiną magii, to naprawdę warto po nią sięgnąć
(Nie)widzialne serca
⋆. 𐙚˚࿔ (𝐍𝐢𝐞)𝐰𝐢𝐝𝐳𝐢𝐚𝐥𝐧𝐞 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐚 𝜗𝜚˚⋆ “𝖩𝗎𝗓̇ 𝗇𝗂𝖾𝖽𝗅𝗎𝗀𝗈 𝗈𝖽𝗇𝖺𝗃𝖽𝗓𝗂𝖾𝗌𝗓 𝖻𝗋𝖺𝗄𝗎𝗃𝖺̨𝖼𝗒 𝗄𝖺𝗐𝖺𝗅𝖾𝗄 𝗌𝗐𝗈𝗃𝖾𝗀𝗈 𝗌𝖾𝗋𝖼𝖺“ ˖ ݁𖥔 ݁˖ 𐙚 ˖ ݁𖥔 ݁˖ To moja druga styczność ze stylem pisania Natalii i muszę przyznać, że tym razem było o wiele lepiej. Przy pierwszej książce autorki czułam spore rozczarowanie, historia mnie nie porwała, a styl wydawał mi się zbyt chaotyczny. Miałam więc obawy, czy warto próbować ponownie. Ale coś mnie jednak do tej książki przyciągnęło i całe szczęście, że dałam jej szansę, bo już od pierwszych stron czułam, że będzie inaczej. Narracja trzecioosobowa, której zazwyczaj nie lubię, tutaj zupełnie mi nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, dobrze pasowała do klimatu historii i pozwoliła lepiej zrozumieć bohaterów. 𝐉𝐨𝐲 i 𝐂𝐚𝐥𝐥𝐮𝐦 od razu wzbudzili moją sympatię. Nie są idealni, ale właśnie dlatego wydają się tacy prawdziwi. W ich historii było trochę wszystkiego: radości, smutku, wzruszeń i chwil, które dawały do myślenia. Podobało mi się, że autorka nie próbowała na siłę upiększać świata. Pokazała, że życie nie zawsze jest proste i że czasem trzeba się zmierzyć z rzeczami, które bolą. Dzięki temu całość wypada bardzo autentycznie. Czuć emocje, czuć szczerość i to, że autorka naprawdę włożyła w tę historię serce. Sama fabuła wciągała coraz bardziej z każdym rozdziałem. Były momenty, przy których się uśmiechałam, ale też takie, przy których łapało mnie wzruszenie. Mimo że sięgałam po tę pozycję z dużym dystansem (po poprzednim rozczarowaniu), tym razem jestem pozytywnie zaskoczona. Myślę, że jeszcze kiedyś do tej książki wrócę, bo warto. I może kolejne jej historie też mnie zaskoczą tak pozytywnie jak ta.
Poznaj swoją złość, Pinku! Książka o złości i innych emocjach dla dzieci i dla rodziców trochę też
Emocje są z nami każdego dnia, niezależnie od tego, czy mamy miesiąc, czy jesteśmy już w przysłowiowej jesieni życia. Są jak druga skóra. Niektóre przyjemnie łaskoczą i sprawiają, że dobry humor nas nie opuszcza. Inne odcinają nas od świata, okrywają grubym kocem, gaszą wszystkie światła, odbierając chęć na cokolwiek. Każdą warto poznać, z każdą warto się oswoić. Emocje szczególną rolę odgrywają w dziecięcym świecie. Mały człowiek dopiero uczy się, czym jest empatia, czym żal i jak radzić sobie ze skutkiem. Próbuje okiełznać także złość, a to niełatwe zadanie dla kilkulatka. I tu z pomocą śpieszy Pink - niebieski stworek - bohater cyklu publikacji Urszuli Młodnickiej. W najnowszej odsłonie pt. "Poznaj swoją złość, Pinku! Książka o złości innych emocjach dla dzieci i dla rodziców trochę też" możecie wspólnie z dzieckiem poznać bliżej jedną z najtrudniejszych, a zarazem bardzo potrzebnych emocji. W 16 opowiadaniach autorka opisuje różne sytuacje, w których to złość bierze górę: szkolne sprzeczki, niesłuszna uwaga, nieprzychylna opinia, niespodziewane rozstanie, zniszczony rysunek. Opowiada czytelnikom, dlaczego złość jest pożyteczna, wskazuje sposób, w jaki możemy ją wyrażać, by nie krzywdzić innych, podpowiada jak ładować wewnętrzne baterie i zatroszczyć się o siebie oraz rozpoznać prawdziwe emocje, głęboko ukryte za zasłoną złości. W książce znajduje się wiele kreatywnych ćwiczeń, ułatwiających zrozumienie tematu. Podoba mi się w nich to, że angażują odbiorcę do wyrażania własnego zdania, do zastanowienia się nad własnym zachowaniem w danej sytuacji.
Puck Off
Kolejna książka o hokeiście Nafciarzy, czyli „Puck off” autorstwa Ludki Skrzydlewskiej. Jest to już kolejna część serii, opowiadająca historię Matta i Rosie. Jak ja kocham czytać o green flagach! Matt jest typowym dobrym chłopcem, który stawia swoją kobietę na piedestale. Co prawda jego relacja z Rosie zaczęła się od łóżka, ale mimo tego i tak zachowywał się jak rasowy dżentelmen. Mamy tutaj typowe „nieporozumienie”. Po spotkaniu w hotelu, myśleli, że ich drogi się rozejdą, ale nigdy nie jest tak prosto! Okazuje się, że Rosie pracuje w dziale PR zespołu Nafciarzy, a Matt właśnie został tam przetransferowany. Ich relacja rozwija się dosyć szybko, bo zgadzają się na układ opierający się na „łóżku”. Nie jest to do końca książka, która tylko bawi, ale pojawia się wątek straconej ciąży. Czytając o tym, poczułam naprawdę duży smutek ☹ Było to podwójnie przygnębiające też dlatego, że obydwoje zaakceptowali tę ciążę i chcieli mieć to dziecko. Było troszkę depresyjnie, ale powoli, dzięki wytrwałości Matta, Rosie doszła do siebie. Ich miłość była pełna gwałtowności, nieporozumień i uprzedzeń, ale koniec końców im się udało. Jestem pod wrażeniem tego jak autorka umiała połączyć humor i romans z trudnym tematem. Bardzo miło czytało mi się tę książkę i zdecydowanie polecam. Jestem fanką pióra Ludki Skrzydlewskiej już od jakiegoś czasu i nie zawiodłam się na żadnej książce 🥰
Serce na wodzy. Ranczo Srebrzyste Sosny #1
„Serce na wodzy” to dokładnie taka historia, jakiej potrzebowałam - lekka, pełna emocji, ale jednocześnie rozgrzewająca serce i dająca poczucie przyjemnego spokoju. Paisley Hope zabiera nas do Laurel Creek, małego miasteczka w Kentucky, które staje się azylem dla CeCe - kobiety próbującej pozbierać się po nieudanych zaręczynach z przystojnym, ale toksycznym facetem. I choć początkowo CeCe chce jedynie odzyskać równowagę i spokój ducha, los - jak to często bywa w literaturze romantycznej - ma dla niej zupełnie inne plany. Powrót na rodzinne ranczo Srebrzyste Sosny to nie tylko powrót do wspomnień, ale też do przeszłości w ludzkiej postaci - Nasha Cartera. Kiedyś był tym nieznośnym chłopakiem, który podbierał słodycze i dokuczał jej z dziecięcym urokiem. Dziś jest sławnym hokeistą, który potrafi jednym spojrzeniem zatrzymać czas. I właśnie to zestawienie - dawny łobuz kontra dojrzały mężczyzna - tworzy między nimi iskrzącą chemię, której po prostu nie da się nie poczuć. Paisley Hope napisała historię, która od pierwszych stron otula czytelnika ciepłem. To jedna z tych książek, w których od razu zakochujesz się w miejscu akcji - w tym małym miasteczku, w jego mieszkańcach, w prostocie życia, która przypomina, że szczęście często kryje się w najzwyklejszych momentach. Relacja między CeCe a Nashem rozwija się naturalnie, bez sztucznego dramatyzmu, a jednocześnie nie brakuje w niej emocji, napięcia i subtelnej namiętności. Podobało mi się, że autorka nie zredukowała fabuły wyłącznie do romansu. Pokazała też proces leczenia zranionego serca, odwagę, by zacząć od nowa, i piękno drugich szans. CeCe nie jest bezradną bohaterką - to kobieta, która przeszła swoje, ale potrafi się podnieść, a Nash z kolei nie jest typowym „bad boyem” do naprawy - to mężczyzna, który potrafi kochać i dawać wsparcie bez oczekiwania czegokolwiek w zamian. „Serce na wodzy” to książka, która poprawia humor, otula jak koc i zostawia z uśmiechem na twarzy. Idealna na wieczór, kiedy potrzebujesz historii o miłości, która dojrzewa powoli, o bohaterach, którzy zasługują na szczęście, i o tym, że czasem trzeba puścić wodze, by serce samo wybrało kierunek. Ciepła, urocza, lekko romantyczna i z odrobiną nostalgii - taka właśnie jest ta historia. Jeśli lubicie powroty do rodzinnych stron, klimaty małych miasteczek i uczucia, które rodzą się z przyjaźni - „Serce na wodzy” na pewno Was oczaruje.