Recenzje
Dorosłość z ADHD, czyli między chaosem a kreatywnością
Książka, która pokazuje jak wygląda nieupiększone życie dorosłych z ADHD. Czytając ją, miałam wrażenie, że ktoś wreszcie nazwał rzeczy po imieniu: ten chaos, który czasem przejmuje stery, i tę kreatywność, która pojawia się jak błysk, gdy świat się sypie. Autorka nie sprzedaje złudzeń, że ADHD można „naprawić” jak zepsuty zegarek. Wyjaśnienia natomiast, skąd biorą się te ciągłe skoki myśli, impulsywność, wieczne zaczynanie od nowa, i dlaczego tak wiele osób wciąż dorosłe ADHD bagatelizuje. Monika zwraca również uwagę na to, jak ogromna liczba ludzi żyje z poczuciem, że są „jacyś inni”, bez diagnozy i bez wsparcia — i jak bardzo to potrafi człowieka przeciążyć. Podoba mi się też to, że książka nie jest ani przesłodzona, ani przygnębiająca. Pokazuje trudności, ale też to, że ADHD może być siłą, która pozwala tworzyć, działać i myśleć nieszablonowo — pod warunkiem, że ktoś wreszcie zrozumie, co się w nim naprawdę dzieje. Dla osób, które podejrzewają u siebie ADHD albo chcą lepiej zrozumieć bliskich, to naprawdę dobry punkt startowy. Po prostu konkretna, otwierająca oczy książka o codzienności, która bywa trudna, ale nie musi być przegrana. Jeśli ktoś szuka czegoś, co pomoże mu wreszcie poukładać ten „chaos między kreatywnością”, to sięgając po tę książkę- na pewno trafi dobrze.
Jego wysokość prezes 2. Zemsta młodszego brata
"- Proponuję od razu zamówić kwiaty. A dla ciebie cierniową koronę. Jeśli to nie pomoże, to już chyba nic się nie da zrobić…" „Zemsta młodszego brata” to książka, przy której można płakać ze śmiechu, wzdychać, zgrzytać zębami i… wcale się tego nie wstydzić. Drugi tom cyklu przyszedł jak huragan — dokładnie taki, jakiego chciałam, i jednocześnie taki, na który wcale nie byłam gotowa. Katarzyna Mak ponownie robi to, co robi najlepiej: łączy humor, namiętność i emocje w historii, którą po prostu się połyka. 🦋 Co znajdziemy w tej części? ⚜️ fake dating, który wymyka się spod kontroli ⚜️ biuro, w którym napięcie można kroić nożem ⚜️ Sama w trybie „geniusza od katastrof” ⚜️ Sarę, która wpakowała się w tę robotę chyba zbyt odważnie ⚜️ chemię, która pali od pierwszej wymiany zdań ⚜️ humor i dialogi, przy których człowiek chce robić screeny ⚜️ rodzinne przepychanki Kennedych ⚜️ traumy, które nadają bohaterom prawdziwości ⚜️ zwroty akcji — takie „ale jak to?!” ⚜️ sceny spicy, które potrafią rozgrzać nawet w listopad ⚜️ psa, który kradnie każdą scenę jak zawodowiec ⚜️ enemies-to-lovers, friends-to-chaos i wszystko, co pomiędzy Narracja prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy Sama i Sary, co idealnie podkręca emocje i nadaje historii świetnej dynamiki. Sam, dotychczas beztroski playboy, spada z impetem na pomysł dziadka: albo żona, albo koniec z kasą. No i oczywiście — zamiast dojść do logicznych wniosków, Sam wpada na swój własny, absolutnie spektakularny plan. I tu pojawia się Sara. Kobieta, która miała po prostu znaleźć nową pracę, a znalazła… Sama Kennedy’ego plus zestaw problemów w pakiecie. Między nimi iskrzy tak, że powinnam mieć przy lekturze instrukcję obsługi gaśnicy. Kłócą się o wszystko — o pracę, układ, dumę, psa — ale każde ich spięcie prowadzi do jeszcze większej chemii. I to takiej, która bucha z kartek. Styl Mak jest jak zawsze: lekki, naturalny, z ironią i pazurem. Autorka ma dar do scen, które czyta się jak najlepszy serial — niby zaczynasz jeden rozdział, a kończysz pięć godzin później, bo „jeszcze tylko jeden”. Dialogi błyszczą, emocje są prawdziwe, a twisty… no cóż, Mak jak zwykle nie pozwala odłożyć książki. Sam to idealny przykład bohatera, który potrafi człowieka doprowadzić do szału, po czym jednym zdaniem złapać za serce. Sara — silna, ale nie przerysowana — jest równowagą dla jego chaosu, choć czasem sama daje się ponieść emocjom. Razem tworzą duet, który działa jak bomba z opóźnionym zapłonem: wybuchowy, intensywny i absolutnie uzależniający. To nie jest zwykły romans biurowy. To rollercoaster, w którym najpierw krzyczysz „co oni wyrabiają?!”, a chwilę później „niech się to nigdy nie kończy!”. Podsumowując: jeśli chcesz historii, która rozbawi, wzruszy, zirytuje i rozpali — trafiasz w dziesiątkę. W skrócie? Świetna zabawa, pikantny klimat, dużo humoru i emocji — totalnie kupuję tę historię w całości.
Złość odczarowana. Zrozum ją, zaakceptuj i wykorzystaj
…nie zastanawiaj się ani chwili tylko sięgnij po „Złość odczarowana” książkę, która pozwala zaprzyjaźnić się z emocją, przed którą zwykle uciekamy… Złość. Słowo, które często wywołuje w nas dyskomfort. Kojarzy się z wybuchem, napięciem, czymś, co trzeba ukryć. A co, jeśli złość… wcale nie jest naszym wrogiem, tylko nauczycielem? Ewa Szyndlarewicz w książce „Złość odczarowana. Zrozum ją, zaakceptuj i wykorzystaj” pokazuje, że ta emocja może stać się naszym sprzymierzeńcem, źródłem energii, siły i odwagi do stawiania granic. Autorka nie moralizuje, nie obiecuje magicznych rozwiązań. Zamiast tego prowadzi nas krok po kroku przez proces zrozumienia, oswojenia i wykorzystania złości w zdrowy sposób. To nie jest kolejny poradnik z pustymi sloganami. Znajdziesz tu konkretne narzędzia, ćwiczenia i praktyki, od pracy z oddechem i mindfulness, po techniki z terapii ACT, DBT czy Gestalt. Książka łączy teorię z praktyką w sposób prosty, zrozumiały i… naprawdę skuteczny. Najbardziej poruszyły nas fragmenty dotyczące złości w relacjach, tej między partnerami, w rodzinie, a nawet w relacji z samym sobą. Autorka przypomina, że złość to emocja, która informuje nas, że „coś jest nie tak” i że warto jej posłuchać, zamiast ją tłumić. „Złość odczarowana” to książka, która daje przestrzeń na refleksję, ale też odwagę do działania. Po lekturze poczujesz, że Twoje emocje są OK, wszystkie, bez wyjątku. A złość? Może stać się Twoim kompasem. Jeśli interesujesz się psychologią, rozwojem osobistym albo po prostu chcesz lepiej rozumieć siebie to ta książka to obowiązkowa pozycja na Twojej półce. 🌿
Recenzownik. Mój książkowy journal
Przez pewien czas swojej książkowej przygody próbowałam sama tworzyć książkowy reading journal jednak zdecydowanie nie wyglądał on jak z TikToka lub Pinteresta🫣 Dlatego bardzo się ucieszyłam na wieść, że Marta wraz z wydawnictwem postanowiła taki stworzyć. Jest ona naprawdę przepięknie wydany, ma masę cudownych wyzwań oraz specjalną sekcję przeznaczoną na Targi Książki, która niesamowicie mnie urzekła. Jeżeli kiedykolwiek chcieliście prowadzić taki dziennik, to ten jest zdecydowanie warty polecenia.
Serce na wodzy. Ranczo Srebrzyste Sosny #1
„Serce na wodzy” to kolejny kowbojski romans, który miałam okazję przeczytać i na razie na tym chyba zakończę przygodę z kowbojami na jakiś czas - pora budować bardziej świąteczną atmosferę. Musze przysnąć, ze ta historia była całkiem przyjemnym przerywnikiem, choć do rewelacyjnych nie należy. Historia jest na prawdę lekka a małomiasteczkowy klimat potrafi wciągnąć - każdy się zna, wszyscy plotkują a życie toczy się w małym gronie. W tej książce znajdziemy motyw „przyjaciel brata”, który lubię, choć nie spotykam go za często. śledzimy losy CeCe, która po rozstaniu wraca do rodzinnego miasteczka, aby zacząć żyć na nowo. To powrót który niesie ze sobą mieszankę uczuć - trochę domowego ciepla, trochę starych ran, ale tez nadzieje. I kiedy dziewczyna próbuje złapać oddech, na jej drodze zjawia się Nash - były hokeista, dawny znajomy z dzieciństwa. Ich relacja ma w sobie mieszankę nieśmiałości, niedopowiedzeń i iskier, które szybko przeradzają się w coś więcej. Autorka troszkę za bardzo skupia się na ich fizyczności, przez co tracimy głębię i większe emocje(dla osób które lubią spicy książki myślę, ze to może być na plus). Bardzo polubiłam humor panujący w tej książce - mimo nieprzepracowanych traum naszych bohaterów mamy też momenty luzu i uśmiechu. Choć książkę czyta się na prawdę przyjemnie to nie mogę ukryć, ze jest dość przewidywalna i poprowadzona według znanych nam schematów. Liczyłam też na więcej klimatu rancza/ośrodka jeździeckiego - zamiast tego mamy sporo scen z baru, w którym pracuje Nash. Mimo wszystko „Serce na wodzy” warto sprawdzić samemu. To książka, która pokazuje, że czasem trzeba wrócić tam, skąd się uciekło, żeby na nowo odnaleźć siebie. Jest doba na chwilę oddechu, z fajnym klimatem, kiedy nie chcemy angażować się w ciężkie historie. Ma urok, iskrę i rodzinne ciepło.