Recenzje
Haunted Hearts
Wampir i łowczyni wampirów. Profesor i studentka. Dla mnie brzmi jak połączenie idealne. Odkąd tylko przeczytałam opis tej książki, wiedziałam, że musi trafić w moje ręce. Wkraczamy do Shadowbrook College, uczelni dla studentów o nadprzyrodzonych zdolnościach. I to właśnie tutaj rozpoczyna naukę Hazel Prescott, która jako młoda łowczyni wampirów, dopiero odkrywa ten świat. A jej życie dodatkowo komplikuje nieziemsko przystojny profesor.. wampir. Autorka stworzyła świat, w który łatwo się zanurzyć i już po kilku stronach wiedziałam, że trudno będzie mi odłożyć tę książkę. Jestem zachwycona, jak zgrabnie połączyła romans z fantastyką. Magia, wampiry, sekrety, zakazany romans.. Zarówno Hazel, jak i Nataniel są świetnie wykreowani. Polubiłam tę dwójkę, choć żałuję, że ich relacja rozwija się tak szybko. Wiecie, jak wielbię slow burn, a tu już po chwili dostajemy ich razem. Ale chemia i pożądanie między nimi aż kipiały, więc jestem w stanie im wybaczyć. Jeśli lubujecie się w mrocznych i SPICY romansach z elementami fantastyki, ten tytuł na Was czeka.
Fragile Shadow
Wiecie co? Ja nie wiem co mam napisać, nie wiem co powiedzieć. Nie wiem jak mam zareagować, bo ta książka mnie poruszyła. Po skończeniu nie mogłam dojść do siebie przez dłuższy czas. Musiałam odsapnąć i pomyśleć. A pisze te recenzje już jakiś czas po przeczytaniu i nadal nie wiem co mam w niej zawrzeć. Ta historia wyrwała mi serce, a kiedy już zaczynało się powoli na nowo sklejać — bum, ponowny rozłam. Tak bardzo liczyłam, że Meri i Azrael dostaną szczęśliwe zakończenie, po tym, co przeszli, co ich spotkało i za to, jak mieli mało czasu, aby być ze sobą w stu procentach i posmakować tego szczęścia. Niestety nie było im to dane, ale nie będę wam zdradzać szczegółów. Musicie poznać sami ich historię, bo jeśli tylko zacznę ponownie ją analizować i opisywać, wiem, że rozpadnę się w drobny mak. Tak dawno nie płakałam na żadnej książce, tak dawno mnie żadna nie poruszyła. Dosłownie wyłam i nie mogłam się uspokoić, a punktem kumulacyjnym mojego wybuchu był ostatni rozdział. To on dołożył do pieca, a moje serce pękło. Czytając tę książkę, czułam się, jakbym wróciła do czasów liceum. Czułam, jakbym czytała kawałek mojej historii. Doskonale rozumiałam główną bohaterkę i jej stany depresyjne. I to, że nie chciała się otworzyć przed facetem, który nagle zwrócił na siebie jej uwagę. To było intensywne, osobiste i mnie pogrążyło. Gratulacje Wiktorio! Sprawiłaś, że po przeczytaniu tej książki nic nie będzie takie samo, a uwierzcie, mnie ciężko wyprowadzić z równowagi.
Keep Me In
𝕶𝖊𝖊𝖕 𝖒𝖊 𝖎𝖓 ★★★★★★★★☆☆ Q: Lubicie chodzić do galerii sztuki? Willow, dziewczyna, która pragnie zaistnieć w dziennikarskim świecie. Aby tego dokonać, rozpoczyna swoje śledztwo w odkryciu tożsamości lokalnego Claude'a Moneta, który swoimi graffiti spędza jej sen z powiek i nie daje i sobie zapomnieć. A pomaga jej w tym chłopak, który zna ten świat od podszewki. "Odtąd Claude Monet miał być jej pierwszą i ostatnią myślą każdego dnia. Musiała odkryć, kim naprawdę był." Evander, lokalny artysta i właściciel studia "Colorless". Uwielbia malować i chciałby móc utrzymywać się z tej pasji. Przeszkodą w realizacji tego celu jest urząd miasta, który obcina fundusze dla artystów doprowadzając do pozbawiania ludzi pracy czy pasji. Czy wspólne śledztwo okaże się czymś więcej, niż tylko próbą zdemaskowania Moneta? ... Kocham Natalkę, jej książki i tą historię 🤍. Każda z nich ma szczególne miejsce w moim sercu, więc żadnym zaskoczeniem nie będzie jeśli powiem, że ta również je znalazła. Zakochałam się w tej historii od pierwszych storn i choć tożsamość Claude Moneta dla mnie nie była wielką tajemnicą, z przyjemnością wkroczyłam w świat Bostońskich artystów, odkrywając go rezem z Willow i Evanderem. Piękne w tej historii jest to, że niesie ze sobą piękne przesłanie dotyczące tego, jak ważne jest zrozumienie siebie i szczerość wobec innych. Autorka pokazuje, że dopiero wtedy, gdy pozwalamy sobie na bycie prawdziwymi — ze wszystkimi emocjami, słabościami i lękami — możemy naprawdę budować głębokie relacje i znajdować swoje miejsce w świecie. Czasami największą odwagą jest pozwolenie komuś, by został — i trzymanie czyjejś dłoni, kiedy świat zaczyna przytłaczać. Książka przypomina również, jak ogromną siłę ma wsparcie drugiego człowieka. W „Keep Me In” widać, że nawet najmniejsze gesty troski potrafią odmienić czyjeś życie, a obecność kogoś, kto nas naprawdę "widzi", staje się bezpieczną przestrzenią do leczenia ran. To opowieść o tym, że każdy z nas niesie w sobie historię, której inni nie widzą na pierwszy rzut oka, dlatego warto podchodzić do ludzi z empatią i zrozumieniem. Ta historia będzie idealna dla czytelników, którzy szukają poruszającej, emocjonalnej i lekkiej opowieści o bliskości, szczerości i uzdrawiającej mocy relacji między ludźmi.
Surogatka
Sigmund Benedictus od pięciu lat trwa w żałobie po śmierci żony Briney i nie potrafi ruszyć dalej. Wszystko zmienia się, gdy niespodziewanie w jego domu pojawiają się rodzice zmarłej. Kate i Phil chcą spełnić ostatnią wolę córki i proszą Siga o pozwolenie na wykorzystanie zamrożonych jajeczek Briney, by wynajęta przez nich kobieta urodziła im wnuka. Oczywiście chcą, aby to on został ojcem. Tak w życiu Siga pojawia się Abby Knickerbocker, dwudziestopięcioletnia Amerykanka, która zgodziła się zostać surogatką. Abby przeprowadza się do Anglii na cały okres ciąży, tym samym przewracając świat Siga do góry nogami. Muszę się przyznać, że właśnie pomysł na fabułę przyciągnął moją uwagę. Nigdy nie spotkałam się z podobną tematyką w książkach i byłam ciekawa, jak zostanie poprowadzona. Co otrzymałam? Cudowny romans, pełen emocji, o dwójce ludzi skrzywdzonych przez los. Sig początkowo wydawał się bardzo szorstki wobec Abby. Od pierwszej chwili miał wyrobione zdanie na jej temat, nie wierzył w szczerą bezinteresowność. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że pociągała go ta młoda, piękna i uśmiechnięta kobieta. Starał się, jak mógł, dystansować od niej, kontaktować tylko, gdy było to konieczne, jednak z każdym dniem Abby coraz bardziej zaprzątała jego myśli. A gdy obok niej pojawił się inny mężczyzna, Sig skutecznie potrafił go wystraszyć. Abby szybko zrozumiała, że pod tą otoczką gbura kryje się bardzo czuły i opiekuńczy mężczyzna, który pomału, nieświadomie skradał jej serce. Sig bał się nowych uczuć, wydawało mu się, że zdradza zmarłą żonę, bo przecież miał nigdy więcej się nie zakochać. Ale obawiał się bardziej tego, że po porodzie Abby odejdzie. Abby natomiast nie chciała żyć w cieniu Britney. Bolało ją to, że nigdy Sig nie będzie w stanie pokochać jej tak jak byłej żony. To moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i muszę przyznać, że bardzo przypadło mi do gustu.Jestem zachwycona sposobem, w jaki opisuje emocje towarzyszące bohaterom w tej niecodziennej sytuacji. Dzięki podwójnej narracji możemy poznać ich przemyślenia i to, jak odnajdują się w nowych, niełatwych rolach. Wydawać by się mogło, że tak trudne tematy jak zastępcze macierzyństwo, ból po stracie bliskiej osoby, w połączeniu mogą przytłaczać. Autorka stanęła jednak na wysokości zadania, dzięki lekkiemu i naturalnemu stylowi pisania, tak się nie dzieje, a wręcz przeciwnie - nie jest się w stanie oderwać od historii. Ciągle zastanawiałam się, jak postąpi Abby, jak zachowa się Sig, czy ja potrafiłabym postawić się na jej miejscu. Były również zabawne momenty, uwielbiam humor Abby, ale i Sig dał się poznać z tej żartobliwej strony. Akcja w szopie, a dokładniej po, szczerze mnie rozbawiła. A zakończenie... tu nie byłam w stanie powstrzymać łez. „Surogatka” to poruszający romans o bezinteresownej pomocy i miłości, która może zaskoczyć nas w najmniej oczekiwanym momencie. Musimy pamiętać, że możemy kochać wiele razy. Każde uczucie nigdy nie będzie takie samo, ale nie znaczy to, że będzie gorsze - będzie równie piękne.
Ptaki, które śpiewają nocą
5/5⭐ „Ptaki, które śpiewają nocą” to szósta książka Marty, którą miałam przyjemność poznać. Do każdej z nich miałam raczej obojętny stosunek, więc tym bardziej nie spodziewałam się, że Ptaki pokocham całym sercem, praktycznie już od pierwszej strony. Ta powieść zostanie ze mną na długo. Zakochałam się w jej bohaterach, klimacie oraz muszę przyznać, że podczas tej przygody wiele się nauczyłam. Ta historia to przypomnienie, że życie dzieje się tu i teraz, a ciągły pośpiech sprawia, że nie zauważamy tego, co najważniejsze - chwili obecnej. Powieść od samego początku wyróżnia się świetnym poczuciem humoru. Na żadnej książce, którą czytałam do tej pory, nie uśmiechałam się tak często, jak podczas czytania Ptaków. Niejednokrotnie przyłapywałam się na tym, że policzki bolą mnie od ciągłego uśmiechu, jednak nie umiałam przestać. Ta książka uleczyła tę część mnie, która ostatnio ciągle bywała smutna i zestresowana. To, co naprawdę kocham w literaturze, to wszelkiego rodzaju podróże. Bohaterowie Ptaków wyruszają na taką, po różnych Stanach USA. Każdy przystanek na trasie to kolejny element historii, który uczy ich czegoś nowego o świecie i o sobie samych, a fakt, że przed rozpoczęciem przygody się nie znali sprawia, że śledzenie rozwoju ich relacji jest bardzo ciekawe. Warto również zaznaczyć, że Savannah i Austen to całkowite przeciwieństwa. Ona całe życie miała jakiś plan, jest ułożona oraz nie lubi spontanu. Z kolei on… żyje z dnia na dzień, chwyta każdy moment i nie przejmuje się niczym, co ma wydarzyć się dopiero za jaki czas. Ich duet całkowicie mnie urzekł, a motyw, który wysuwał się na prowadzenie to mój ulubiony „slow burn”. Fabuła Ptaków jest wprawdzie dosyć spokojna, jednak nie ma mniej miejsca na nudę. Tutaj każda scena opisana jest z tak ogromną wrażliwością oraz prawdą, jeśli wiecie co mam na myśli, że całość czytało się bardzo płynnie. Poznając tę książkę czułam, jakbym osobiście towarzyszyła bohaterom. Ich przygody przeżywałam razem z nimi, czując wszystkie ich emocje. Gdy tylko zamykałam książkę, pragnęłam do niej wrócić, ponieważ, pochłaniając moje myśli, szybko stała się trwałym elementem mojej rzeczywistości. Było to naprawdę niesamowite oraz niepowtarzalne doznanie.